Dodaj do ulubionych

Nadzieja matką głupich...

28.03.07, 13:14
ot i stara prawda dogoniła, pokonała i złamała nawet mnie :-(

Spadło mi i runęło coś dzisiaj na głowe... ot "miły" prezent od życia na
urodziny... I pytam siebie, co to wszystko było warte: serce otwarte na
drugiego człoweieka, wyciągnięta ręka...

Ot, nic warte nie było i nie ma żadnego Boga, żadnej Opatrzności, która
wiedzie sprawiedliwych do Raju, ani żadnej nagrody za Dobro...

Rację i tak mają w końcu egoiści, którzy troszczą się tylko o siebie i na celu
mają tylko i wyłącznie własne zadowolenie.

Więc jeśli mam coś komuś radzić to radzę jedno -nie kochajcie nikogo oprócz
siebie i nic nie inwestujcie w drugiego człowieka. Szkoda każdej myśli,
każdego uderzenia serca, każdej nadziei i złudzenia. Szkoda, po prostu szkoda
i tyle...

I tym optymistycznym akcentem wszystkich żegnam -ja już nie istnieję w
dotychczasowym wcieleniu...

Obserwuj wątek
    • brainbox Re: Nadzieja matką głupich... 28.03.07, 13:55
      Tak...ale nie należy szanować wszystkich mam?

      b.
    • Gość: :) Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.03.07, 13:55
      fiuuu fiuuu ... sie porobiło...

      urodzinowe serdeczności!
      a poza tym "co nas nie zabije to nas wzmocni" a Ty przeciez jeszcze piszesz,
      czyli zyjesz tak jakby:)
      Na Boga nie ma co liczyć nie wiem co ci w ogólw do głowy przyszło, tym bardziej
      na takich którzy czekają by w nich inwestować.

      To ja Cię witam w nowym wcieleniu, pewnie będzie równie fajne jak to poprzednie:)
      • meduza4 Re: Nadzieja matką głupich... 28.03.07, 14:58
        Nowego wcielenia nie będzie. Pożegnam się tylko ze znajomymi i idę w diabły z
        tego forum. Muszę to zrobić i tyle... Zbyt wiele bólu mi się z tym forum
        kojarzy, zbyt wiele zawiedzionych nadziei i zdeptane buciorami serce :-(((

        Ty nie wiesz jak to jest, mieć serce starte na proch i strzaskane w kawałki.
        • andrexx Re: Nadzieja matką głupich... 28.03.07, 15:01
          eee nie rób tego, gdzie ja takie kolana pooglądam ?

          każdy coś przeszedł, nie jestes pierwsza i ostatnia

          nie rezygnuj z powodu tego egoisty z niczego co sprawia ci przyjemność
          • meduza4 Re: Nadzieja matką głupich... 28.03.07, 15:14
            Andrexx, pisanie na tym forum nie sprawia mi już przyjemności, bo mi się z kimś
            kojarzy...

            A widzisz, ja nie chcę tkwić z nosem w monitorze i palcami drżącymi na
            klawiaturze, z sercem drżącym z bezradności... Nie chcę...

            Chcę gdzieś uciec, odejść, wyjechać, spotkać kogoś dla kogo będę ważna, kto mnie
            będzie kochał... a nie tylko igrał pustymi, nieprzemyślanymi słowami.

            Chcę wiedzieć, że jest jakiś sens życia, że jest coś w co warto wierzyć,
            inwestować, że jest gdzieś miłość, że jak podam ją komuś na dłoni -przyjmie tak
            jak miłość przyjąć należy...
            Ale widzisz, ja zawsze spotykam takich mężczyzn, którzy aż panicznie boją się
            miłości. Nie wiem skąd ten strach i przerażenie, zwłaszcza kiedy ta sama osoba,
            dopóki nie zostanie pokochana -strasznie lamentuje i na brak tejże miłości w
            życiu narzeka, przeklinając płeć niewieścią za nieczułość serca i niestałość uczuć.

            I gdzie tu sens, gdzie tu logika???
        • Gość: :) Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.03.07, 15:04
          Iii... tam..
          Nie rób scen :)

          Serducho do formalinki, i żadna wredna małpa ani podły goryl go nie wzruszy.
          Praktyk Ci to mówi.No.

          A tu cię będzie barkować, i zupełnie z nudów pomrzemy...
          Z egoistycznych czysto względów to mówię, żeby nie było, że inwestycynie :)).
          • meduza4 Re: Nadzieja matką głupich... 28.03.07, 15:16
            Gość portalu: :) napisał(a):


            > A tu cię będzie barkować, i zupełnie z nudów pomrzemy...
            > Z egoistycznych czysto względów to mówię, żeby nie było, że inwestycynie :)).

            Eeeee, ciekawszych gawędziarzy tu macie, niech oni się wysilają.
            Ja się tu ostatnio ledwo co udzielam...

            A myślałam nawet, że i dla mnie zaświeciło w końcu Słoneczko :-(((
            • Gość: :) Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.03.07, 15:18
              Jak ten paskuda ma na imię?

              Dam mu w mordzię za Ciebie... :)
              • meduza4 Re: Nadzieja matką głupich... 28.03.07, 15:49
                Nie mogę powiedzieć... To moja prywatna sprawa i wolę już się poświęcić i usunąć
                z tego forum niż komuś zaszkodzić...

                A zresztą -napisałam wcześniej, że to forum już mnie nie cieszy, więc to nie
                jest nawet poświęcenie... To jedyna ucieczka i ratunek przed szaleństwem...
                • Gość: :) Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.03.07, 15:58
                  uf, nie jest dobrze.

                  znam stąd paru etatowych krętaczy, a nuż sprawiedliwie by się im dostało.:)

                  Może masz rację, nowe miejsca, nowi ludzie, nowy swiat wrażeń, odcinanie
                  ciążących ogonów niosacych teraz negatywne emocje. Przyleć znowu jak okiełznasz
                  pozytywnie swój szał. :)
                  • jmx off topic 28.03.07, 16:02
                    Gość portalu: :) napisał(a):
                    (...)

                    Pani Uśmiech, czy ja panią znam? bo mam takie nieodparte wrażenie...:))
                    • Gość: :) Re: off topic IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.03.07, 16:04
                      na żywo na pewno nie :))
                      z kobietami nie miałam przyjemności, hihihi
                      • jmx Re: off topic 28.03.07, 16:25

                        że na żywo nie, to wiem, ale pismo "brzmi" znajomo :)

                        > z kobietami nie miałam przyjemności, hihihi

                        ja również, co jedna to gorsza; zdecydowanie wolę facetów ;)
                        • Gość: :) Re: off topic IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.03.07, 16:36
                          juz tak miewam, że ciągle ktoś mnie za kogoś uwaza ;))

                          facet facetowi nie rówien :)
                          • jmx Re: off topic 28.03.07, 16:40

                            facet facetowi nie rówien, a baba krzywsza od drugiej? ;)
                            • Gość: :) Re: off topic IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.03.07, 16:45
                              myśl pozytywnie!:)) może być "równiejsza od drugiej" albo prostsza,ewentualnie.
                              a faceci... ech.., niech już zostaną tacy jak ich bozia stworzyła, kobieca
                              wyrozumiałość wielką jest ;)

                              znikam na dziś.
                              pa :)
                              • jmx Re: off topic 28.03.07, 17:10

                                taaak... z facetami sobie poradzę, a paniom... dziękujemy! ;)
                  • meduza4 Re: Nadzieja matką głupich... 28.03.07, 16:50
                    Gość portalu: :) napisał(a):

                    > uf, nie jest dobrze.
                    >
                    > znam stąd paru etatowych krętaczy, a nuż sprawiedliwie by się im dostało.:)


                    A wiesz, wydawało mi się, że też wszystkich tutejszych krętaczy rozpracowałam...
                    a zawsze się trafi taki na którym wyznać się trudno :-(((


                    > Może masz rację, nowe miejsca, nowi ludzie, nowy swiat wrażeń, odcinanie
                    > ciążących ogonów niosacych teraz negatywne emocje. Przyleć znowu jak okiełznasz
                    > pozytywnie swój szał. :)

                    Ech, nie mam koncepcji gdzie ten mój nowy świat znaleźć... Wszystko w głowie
                    rozlatuje mi się na drobne kawałki :-(
    • tygryska_28 meduzko.... 28.03.07, 13:59
      Moc serdeczności :))

      A tych niewdzięczników olej, wiem, ciężko jest ale przejdzie...
      A zdrowy egoizm jeszcze nikomu nie zaszkodził ;))
      No, to mówi ta, która siebie traktuje zawsze na końcu... Nic mnie to życie nie
      nauczyło...

      Pozdr.
      • meduza4 Tygrysko... 28.03.07, 15:03
        Nic mi już nie pomoże, ani nic mnie nie pocieszy... Ktoś mi złamał serce... tak
        zwyczajnie i po prostu -bo stchórzył...

        I teraz muszę rozpocząć całkiem nowe życie, odciąć się od przeszłości, nie wiem,
        wyjechać do innego miasta czy kraju, ułożyć wszystko na nowo... Nic już nie ma
        sensu i nic już nie będzie jak dawniej... a dla mnie nie ma już nigdzie miejsca,
        wszędzie jestem wygnańcem i żebrakiem...
        • Gość: :) Re: Tygrysko... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.03.07, 15:05
          meduza4 napisała:

          > Nic mi już nie pomoże, ani nic mnie nie pocieszy... Ktoś mi złamał serce... tak
          > zwyczajnie i po prostu -bo stchórzył...

          o, to musiał facet być. Oni tak mają, ogon pod siebie i wiśtaaaa... jak
          spłoszona zebra na stepie. Phi! olej to.
          • meduza4 Re: Tygrysko... 28.03.07, 15:18
            No ja się akurat z kobietami nie zadaję, więc to musiał być facet...

            A ile się wcześniej nagadał, że to kobiety złe, niestałe, nie traktują mężczyzn
            poważnie, uciekają przed prawdziwą miłością...

            To mężczyźni nie mają serca, nie potrafią kochać...
            • Gość: miki Meduza4 IP: *.hsd1.ma.comcast.net 28.03.07, 23:48
              To dziwne, ze tak latwo chcesz oddac serce, komus z forum. Ja kiedys wierzylem,
              ze mozna przedstawic swoje generalne warunki i sprubowac sie zaprzyjaznic(moze
              zakochac), ale to tutaj na romantyka, niemozliwe. Tutaj tak tylko "sie
              draznimy" i rozmawiamy dla przyjemnosci(ja mysle). A ty tak powaznie? Czy nie
              lepiej sprubowac tobie gdzies na jakims personalnym forum, gdzie wszyscy maja
              jedno na mysli. A te pytania, ktore ja tutaj kiedys stawialem sa odpowiedziane
              w liscie cech danej osoby i osobistym zdjencie.
        • tygryska_28 Re: Tygrysko... 28.03.07, 21:20
          Nie chcę pocieszać bo wiem że i tak przyjmiesz to z ogromną rezerwą albo
          prychniesz i już.

          A złamane serducho - daje się odbudować... Trochę to trwa ale kiedyś przechodzi...

          Pozdrawiam cieplutko i przytulam mocno.
          • jmx Re: Tygrysko... 29.03.07, 01:09

            za wcześnie na "moralizatorstwo" i racjonalizowanie, ból musi minąć...
            • tygryska_28 Re: Tygrysko... 29.03.07, 10:30
              Ja wiem, ale też nie powinna zostać całkiem sama...
              Zrobi jak będzie chciała a kiedy troszkę minie, ból złagodnieje wróci chociaż
              nie bedzie taka jak dawniej...

              Ściskam mocno Meduzko, proszę się nie wyślizgiwać i nie parzyć :))
    • jmx Re: Nadzieja matką głupich... 28.03.07, 15:56

      oj, meduzko, który to już raz [forumowy] mężczyzna łamie Ci serce...?
      Będzie smutno bez Ciebie, ja wróciłam bo... wróciłam a Ty sobie idziesz, chyba
      nie warto z powodu jakiegoś palanta... a może po prostu człowieka, który nie
      odwzajemnia uczucia. Zdarza się, choć nie jest przyjemne. Do miłości i zycia
      potrzeba odwagi, jesli ktoś się boi to nie będzie w stanie kochać, ucieka. Ty
      gonisz bo tylko tacy Cię pociągają...

      Zostań, e-znajomi Cię pocieszą :))). I moc serdeczności z okazji urodzin :)
      @>--'---,----
      • libby Re: Nadzieja matką głupich... 28.03.07, 16:46
        bardzo mądre słowa- oby zrozumiała je Meduza, którą bardzo lubię czytać i chcę
        aby została na forum :)))
        wszystkiego dobrego z okazji urodzin :)))
        • jmx dziękuję :)) nt 29.03.07, 01:06

      • meduza4 Re: Nadzieja matką głupich... 28.03.07, 16:57
        jmx napisała:

        >
        > oj, meduzko, który to już raz [forumowy] mężczyzna łamie Ci serce...?
        >
        Może dowód na to, że za dużo siedzę na forum???
        • jmx Re: Nadzieja matką głupich... 28.03.07, 17:08

          Jeśli ci nie-forumowi mężczyźni nie łamią, to znickaj, nie ma co trzymać Cię na
          siłę jeśli serce woła do wędrówki. Ale wróć jak wydobrzejesz, trzymam
          kciuki :))))
        • Gość: miki Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.hsd1.ma.comcast.net 28.03.07, 23:51
          Ja rowniez Zycze Tobie Milych Urodzin.
      • Gość: miki Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.hsd1.ma.comcast.net 28.03.07, 23:56
        A czy ona wogle wie, ze facet sie BOI? Kobiety prawie wszystkie problemy z
        facetami tlumacza, ze sie boi lub jest zazdrosny. A czy tak naprawde jest?
        No, ale prawda jest, ze szkoda by bylo ja tutaj na tym forum stracic.
    • konrado80 Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 00:37
      a mowilem zebys powiedziala ze pijana bylas... to nie sluchalas, tylko
      wysmiewalas mnie...
      z tym kochaniem, a raczej egoizmem, to nie do konca sie zgodze, bo to
      uogolnianie, nie wszyscy tacy sa
      • jmx Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 01:05

        A ja się nie zgodzę, każdy jest po trosze egoistą, i kobiety i mężczyźni.
        Każdy chce być kochany, rozumiany, doceniany, każdy pragnie czułości i
        bliskości. Ale jest jedno "ale" - jak zawsze. Nie zawsze dostajemy to od tych
        osób, od których byśmy chcieli, nie zawsze dajemy tym, którzy chcą od nas
        wziąć. I to jest wielki dramat...
    • samowolny Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 10:00
      meduza...faceci to świnie są, bez serca, nie potrafia zrozumiec kobiety i uczuć
      do nich kierowanych uszanować,egoiści ,jak zobaczą zakochana kobiete to
      uciekaja gdzie pieprz rośnie , kobiety potrzebuja tylko na okazjonalny seks,
      nieczułe darmozjady , zero romantyzmu w nich..wogfóle trzymaj sie od facetów z
      daleka..Powiem ci w tajemnicy że kobiety sa znacznie lepsze pod tym względem i
      dlatego z nimi sie tylko zadaje . A wiem co pisze bo facetem jestem :)
      • tygryska_28 Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 10:29
        Coś w tym jest, uciekają kiedy tylko im się powie, że się ich lubi bardziej niż
        innych kolegów. Boją się zobowiązań? Skoro jesteś mężczyzną to postaraj się to
        wytłumaczyć... Bo ja tego nie rozumiem... Skoro lubię z kimś spędzać czas, w
        drugą stornę podobnie, to nie znaczy, że to wielka miłość i już szybko chcę
        stworzyć rodzinę i mieć go na własność. Tego się boicie?
        • andrexx Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 11:46
          czasami faceci nie są gotowi na nowy związek, kiedy zaczynają padać zbyt
          poważne słowa uciekają
          czasem chcą tylko spędzić miło czas i to wszystko
          czasem czują , że to nie to
          czasem po prostu boja się zmian, a po czasie bardzo żałują
          czasem nadmiar w wyrażaniu uczuć przez kobiety, jeśli on jeszcze nie jest gotów
          po prostu przytłacza
          ale pewnie to samo obowiązuje w drugą stronę
          • Gość: jmx Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.icm.edu.pl 29.03.07, 13:48
            Mądre słowa andrexx...
        • andrexx Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 11:47
          a czasem po prostu się trafia się na złamasa, albo jak to meduza deliktaniej
          wyraziła - egoistę
        • samowolny Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 12:29
          tygryska_28 napisała:

          > Coś w tym jest, uciekają kiedy tylko im się powie, że się ich lubi bardziej
          >niż innych kolegów. Boją się zobowiązań?

          nie zobowiązań.... ale moze to zauroczenie dotyczy tylko jednej osoby? Facet
          nie jest zainteresowany i "ucieka" nie mówiąc o tym by nie ranić słowami
          kobiety. Lepiej być w jej oczach bojaźliwym niż hamem bo was kobiety prawda
          wypowiedziana ..w oczy kole i dziwnie nerwowo reagujecie na nią.:)
          • Gość: bez sensu Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 12:45
            chcesz powiedzieć - lepiej być tchórzem który nie widzi jak zadaje ból, niż
            stanąć twarzą w twarz ze skutkami swoich czynów.

            • black_rose Czy mogę się wtrącić? 29.03.07, 13:04
              Właściwie to nie widzę sensu rozważania co ten facet zrobił, o którym wspomniała
              meduza, bo ona przecież nic konkretnego nie napisała, ani kto, ani co ani jak to
              wyglądało: nawiał i zerwał znajomość bez słowa, a może ciągnął tę znajomość i
              wycofał się w jakimś przełomowym momencie?

              A może się zwyczajnie pokłócili i za tydzień się pogodzą a ona może wypisuje i
              robi pod wpływem nagłych emocji jakieś nieprzemyślane rzeczy? Nic w ogóle nie
              wiadomo, ale intryguje mnie niejaki samowolny, który tu zachęca mężczyzn do
              wiania bez słowa...

              Przepraszam, że zadam bardzo głupie pytanie, ale skąd w ogóle biorą się
              znajomości czy wręcz związki pomiędzy kobietą a mężczyzną? Kobieta łapankę
              urządza na ulicy i w sieci nagarnia, albo pistolet przystawia do głowy i
              prowadzi pod mur?

              Wydawało mi się, że do tańca trzeba dwojga i że musi być jakaś obustronna wola,
              żeby zawrzeć znajomość czy związek... To jak to jest? Mężczyzna zawierając
              znajomość lub związek nie wie co robi? Jest przymuszany do tego? Coś musiał
              zrobić lub powiedzieć, że do znajomości w ogóle doszło i że sprawy nabrały
              charakteru damsko męskiego...

              Więc w jedną stronę zrobić czy powiedzieć potrafi, ale w drugą stronę (czyli
              odkręcić) to już nie potrafi? Lepiej uciec bez słowa (może się naiwna baba po
              pół roku dopiero zorientuje, że go nie ma), żeby nie patrzeć na jej ból, nie
              widzieć jawnych dowodów swojej głupoty czy wręcz draństwa...

              A jakiej reakcji się Samowolny spodziewa po kobiecie, której się mówi prosto w
              oczy, że koniec, że nie? Ma się cieszyć, tańczyć i śpiewać? Wiadomo, że
              zareaguje dziwnie, posmutnieje, popłacze się -w końcu rozwiewają się jej
              złudzenia. To chyba mężczyzna jest niedojrzały, uciekając bez słowa, bo ucieka
              tylko i wyłącznie przed wyrzutami sumienia na widok cudzych łez i bólu.

              • samowolny Re: Czy mogę się wtrącić? 29.03.07, 13:14
                black_rose napisała:

                > ale intryguje mnie niejaki samowolny, który tu zachęca mężczyzn do
                > wiania bez słowa...

                podałem tylko jeden z punktów widzenia faceta... przeczytałem jeszcze raz swój
                post i nie zauważylem tam cienia "zachęcania mężczyzn do wiania bez słowa"..no
                ale ja nigdy nie staram sie doszukiwać "drugiego dna" to jest domena kobiet:)
              • andrexx Re: Czy mogę się wtrącić? 29.03.07, 13:15
                black_rose napisała:

                Wydawało mi się, że do tańca trzeba dwojga i że musi być jakaś obustronna wola,
                > żeby zawrzeć znajomość czy związek... To jak to jest? Mężczyzna zawierając
                > znajomość lub związek nie wie co robi? Jest przymuszany do tego? Coś musiał
                > zrobić lub powiedzieć, że do znajomości w ogóle doszło i że sprawy nabrały
                > charakteru damsko męskiego...

                może być tak, że są to faceci o zaniżonym poczuciu własnej wartości
                jeżeli kobieta potwierdza jego męskość to juz do niczego nie jest mu potrzebna
                pamiętacie taki film :Dzikośc serca"?
                Była tam taka fajna scena
                Facet (niezbyt przystojny) obłapuje fajną kobietę, szepcze jej świństewka do
                uszu, dotyka
                Ona na początku się opiera, ale nagle zmożona własnym porządaniem ulega i mówi -
                "weź mnie tu, teraz... "
                A facet mruga oczami, nieco zaskoczony i mówi " to ja już sobie pójdę"i odchodzi
                • Gość: też racja Re: Czy mogę się wtrącić? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 13:18
                  są tacy którzy potrafią tylko gonić króliczka. nie stworzą udanego "zwykłego"
                  związku bo zawsze uciekną do nowości. Typ wiecznych kochanków (biedne żony
                  jeśli się zdarzyły po drodze) lub wiecznych piotrusiów panów (zawsze zajęci
                  swoim wnętrzem nie zauwazają że inni wokół też mają uczucia).
                  • andrexx Re: Czy mogę się wtrącić? 29.03.07, 13:20
                    psioczycie na facetów, a kobiety pod tym względem biją nas na głowę
                    • Gość: bo Re: Czy mogę się wtrącić? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 13:22
                      ja jestem heteroseksualna. kobiety mnie nie interesują.
                      • samowolny Re: Czy mogę się wtrącić? 29.03.07, 13:44
                        Gość portalu: bo napisał(a):

                        > ja jestem heteroseksualna. kobiety mnie nie interesują.

                        ja jestem facetem dlatego jestem..lesbijką, mnie interesują kobiety:)
                    • black_rose Re: Czy mogę się wtrącić? 29.03.07, 13:42
                      andrexx napisał:

                      > psioczycie na facetów, a kobiety pod tym względem biją nas na głowę

                      Ja bym was tam zbiła po głowie, szczerze mówiąc...
                      • Gość: jmx Re: Czy mogę się wtrącić? IP: *.icm.edu.pl 29.03.07, 14:05
                        > Ja bym was tam zbiła po głowie, szczerze mówiąc...


                        wszystkich? nie pozwalam! ;)
                        • black_rose Re: Czy mogę się wtrącić? 29.03.07, 14:50
                          Tak, wszystkich, ale to dotyczyło wyłącznie facetów.
                          • Gość: jmx Re: Czy mogę się wtrącić? IP: *.icm.edu.pl 29.03.07, 16:02
                            też nie pozwalam! są fajni faceci; "nawet" na tym forum ;)
                            • black_rose Re: Czy mogę się wtrącić? 29.03.07, 16:07
                              Nie wiem, nie znam.
              • tomer_ona Re: Czy mogę się wtrącić? 29.03.07, 13:21
                black_rose napisała:


                > Przepraszam, że zadam bardzo głupie pytanie, ale skąd w ogóle biorą się
                > znajomości czy wręcz związki pomiędzy kobietą a mężczyzną? Kobieta łapankę
                > urządza na ulicy i w sieci nagarnia, albo pistolet przystawia do głowy i
                > prowadzi pod mur?

                Droga black_rose, meruzo, czy jaki ci tam jeszcze...
                Ta "miłość" dotyczyła znajomości internetowej, czyli wyłącznie polegała na
                miłym pisarstwie i korespondencji dwojga daleko od siebie żyjących ludzi.
                A samowolny ma na myśli to, że kiedyś dochodzi do spotkań w realnym życiu i
                jeśli nawet to "pisarstwo" było niezwykle czułe, miłe i "rajcowne", to widok
                tej drugiej osoby czasem burzy cały obraz i wyobrażenia - czar pryska! okazuje
                się, że uśmiech, gestyu, modulacja głosu i inne sprawy, których nie widać np.
                na zdjęciu kompletnie nie wpasowują sie w oczekiwania i gust!
                Jeszcze czegoś nie pojmujesz?!
                >
                > A jakiej reakcji się Samowolny spodziewa po kobiecie, której się mówi prosto w
                > oczy, że koniec, że nie? Ma się cieszyć, tańczyć i śpiewać? Wiadomo, że
                > zareaguje dziwnie, posmutnieje, popłacze się -w końcu rozwiewają się jej
                > złudzenia. To chyba mężczyzna jest niedojrzały, uciekając bez słowa, bo ucieka
                > tylko i wyłącznie przed wyrzutami sumienia na widok cudzych łez i bólu.
                >
                Ale czasem, od samego początku, mężczyzna daje to odczuć kobiecie, a kobiety
                mężczyznom, że nie są pewni, czy chcą się angażować, że ich zainteresowanie tą
                drugą osobą wynika wyłącznie z "przyjacielskiej" sympatii, a nie z chęci
                związania się z nią! Problem polega na tym, że są takie osoby, które tego pojąć
                nie chcą!
                • andrexx Re: Czy mogę się wtrącić? 29.03.07, 13:25
                  tomer_ona napisała
                  Ale czasem, od samego początku, mężczyzna daje to odczuć kobiecie, a kobiety
                  > mężczyznom, że nie są pewni, czy chcą się angażować, że ich zainteresowanie

                  > drugą osobą wynika wyłącznie z "przyjacielskiej" sympatii, a nie z chęci
                  > związania się z nią! Problem polega na tym, że są takie osoby, które tego
                  pojąć
                  >
                  > nie chcą!

                  No szczególnie kiedy tłumczą tą niejasną sytuację z głową między jej/jego
                  udami :))
                  • Gość: oj Re: Czy mogę się wtrącić? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 13:34
                    porównanie obrazowe, ale mniej więcej tak często wygląda "dawanie do zrozumienia
                    że nie chce się angażować" ...
                    • andrexx Re: Czy mogę się wtrącić? 29.03.07, 13:37
                      to jak w piosence hmm chyba goja
                      "mów do mnie tak ..."
                      :))
                  • black_rose Re: Czy mogę się wtrącić? 29.03.07, 13:46
                    andrexx napisał:

                    > > drugą osobą wynika wyłącznie z "przyjacielskiej" sympatii, a nie z chęci
                    > > związania się z nią! Problem polega na tym, że są takie osoby, które tego
                    >
                    > pojąć
                    > >
                    > > nie chcą!

                    Dobre :-)

                    Coś kiedyś gdzieś słyszałam... o stosunkach przyjacielskich, ale wyleciało mi z
                    głowy co i kiedy.
                    > No szczególnie kiedy tłumczą tą niejasną sytuację z głową między jej/jego
                    > udami :))
                    • Gość: sensi Re: Czy mogę się wtrącić? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 13:49
                      stosunki przyjacielkie to to co "przyjaciele" praktykują najchętniej :))
                      a potem szybko tłumaczą że przecież dawali do zerozumienia, że to tylko przyjaźń :))
                      • black_rose Re: Czy mogę się wtrącić? 29.03.07, 14:20
                        Gość portalu: sensi napisał(a):

                        > stosunki przyjacielkie to to co "przyjaciele" praktykują najchętniej :))

                        O to to mi właśnie chodziło!!!


                        > a potem szybko tłumaczą że przecież dawali do zerozumienia, że to tylko przyjaź
                        > ń :))

                        Tak, ale tłumaczy jedna strona jak druga się zaangażowała na amen, albo... on
                        jej jak się okaże, że ona jest w ciąży ;)
                • Gość: ale Re: Czy mogę się wtrącić? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 13:30
                  > Ale czasem, od samego początku, mężczyzna daje to odczuć kobiecie, a kobiety
                  > mężczyznom, że nie są pewni, czy chcą się angażować, że ich zainteresowanie tą
                  > drugą osobą wynika wyłącznie z "przyjacielskiej" sympatii, a nie z chęci
                  > związania się z nią! Problem polega na tym, że są takie osoby, które tego pojąć
                  > nie chcą!


                  więc widać słabo "daje odczuć" drugiej stronie że nic z tego nie będzie. Może
                  wystarczyłoby powiedzieć od razu wprost "nic z tego nie będzie" a nie
                  subiektywnie coś tam dawać odczuć?

                  Przyjaźń między kobietą a mężczyzną??- TYLKO gdy oboje są w udanych związkach
                  lub OBOJE nie są sobą zainteresowani.

                  reszta to ściema i woda na młyn nadużyciom.
                  • andrexx Re: Czy mogę się wtrącić? 29.03.07, 13:33
                    juz to wczesniej napisałem :
                    nie będzie przyjacielem kobiety ten kto może być kochankiem
                    • Gość: jmx Re: Czy mogę się wtrącić? IP: *.icm.edu.pl 29.03.07, 13:56
                      ...ale z tym się nie zgodzę, chyba że po modyfikacji:
                      "nie będzie przyjacielem ten, którego ona chciałaby mieć za kochanka"

                      Tak czytam to, co macie do powiedzenia na temat mężczyzn, nie są to
                      pocieszające rzeczy... Faceci rzeczywiście mają jakieś "tchórzliwe" zapędy, to
                      dotyczy różnych okoliczności, niekoniecznie uczuciowych. Tak mi się wydaje, ze
                      kobeitom jednak łatwiej wziąść się w garść i w końcu wyartykułowac o co napradę
                      chodzi. A mężczyzna kręci, zwodzi, kombinuje... I myśli, że tego nie widać ;)
                      • samowolny Re: Czy mogę się wtrącić? 29.03.07, 14:08
                        Gość portalu: jmx napisał(a):

                        > A mężczyzna kręci, zwodzi, kombinuje... I myśli, że tego nie widać ;)

                        jak nas tak dobrze (z tej zlej strony) znacie
                        to czemu (z uporem maniaka) wiąż nam ulegacie?:)
                        • Gość: jmx Re: Czy mogę się wtrącić? IP: *.icm.edu.pl 29.03.07, 16:01
                          No jak to dlaczego... w celu podtrzymania gatunku ;)))

                          A poza tym, ja już to sugerowałam - faceci nie mają samych złych stron (na
                          szczęście!). Nawet na najfajnego przychodzi jakieś omamienie i zachowuje się
                          jak totalny głupek. I cóż wtedy zrobić? tylko wybaczyć ;)
                  • black_rose Re: Czy mogę się wtrącić? 29.03.07, 13:54
                    Gość portalu: ale napisał(a):

                    > więc widać słabo "daje odczuć" drugiej stronie że nic z tego nie będzie. Może
                    > wystarczyłoby powiedzieć od razu wprost "nic z tego nie będzie" a nie
                    > subiektywnie coś tam dawać odczuć?

                    A Ty wiesz, że masz rację? Ja też wolę, kiedy mówi się wprost a nie daje
                    odczuć... Może jeszcze odczuć mamy zapach niepranych skarpetek i po tym się
                    domyślać?

                    > Przyjaźń między kobietą a mężczyzną??- TYLKO gdy oboje są w udanych związkach
                    > lub OBOJE nie są sobą zainteresowani.
                    > reszta to ściema i woda na młyn nadużyciom.

                    Racja. A najbardziej bawią mnie rozstania, gdy ludzie byli ze sobą w związku,
                    postanowili to skończyć i pada patetyczne "to teraz zostańmy przyjaciółmi".
                • black_rose Re: Czy mogę się wtrącić? 29.03.07, 13:45
                  tomer_ona napisała:

                  > black_rose napisała:
                  >
                  >
                  > > Przepraszam, że zadam bardzo głupie pytanie, ale skąd w ogóle biorą się
                  > > znajomości czy wręcz związki pomiędzy kobietą a mężczyzną? Kobieta łapank
                  > ę
                  > > urządza na ulicy i w sieci nagarnia, albo pistolet przystawia do głowy i
                  > > prowadzi pod mur?
                  >
                  > Droga black_rose, meruzo, czy jaki ci tam jeszcze...
                  > Ta "miłość" dotyczyła znajomości internetowej, czyli wyłącznie polegała na
                  > miłym pisarstwie i korespondencji dwojga daleko od siebie żyjących ludzi.

                  A skąd ja mogę wiedzieć? Właśnie się pytam?

                  > A samowolny ma na myśli to,

                  No, niech się tu wypowie Samowolny...

                  >że kiedyś dochodzi do spotkań w realnym życiu i
                  > jeśli nawet to "pisarstwo" było niezwykle czułe, miłe i "rajcowne", to widok
                  > tej drugiej osoby czasem burzy cały obraz i wyobrażenia - czar pryska! okazuje
                  > się, że uśmiech, gestyu, modulacja głosu i inne sprawy, których nie widać np.
                  > na zdjęciu kompletnie nie wpasowują sie w oczekiwania i gust!
                  > Jeszcze czegoś nie pojmujesz?!

                  Owszem, nie pojmuję: czy ta znajomość była tylko pisarstwem czy doszło do
                  spotkania :-)
            • samowolny Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 13:10
              Gość portalu: bez sensu napisał(a):

              > chcesz powiedzieć - lepiej być tchórzem który nie widzi jak zadaje ból, niż
              > stanąć twarzą w twarz ze skutkami swoich czynów.
              >

              o jakich czynach myslisz...a ból zadaje sobie sama kobieta gdy obdaza uczuciem
              kogos bez wzajemnosci..jaka tu wina faceta? odwiaduje sie o jej uczuciu i
              odchodzi..a dlaczego ?..napisałem post wyżej..oczywiscie jest to tylko jeden z
              powodów..
              • Gość: bez sensu Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 13:15
                żeby móc odejść, musiał najpierw być. to na jakiej zasadzie jeśli bez uczucia?
                • andrexx Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 13:28
                  można jeść nie czując głodu, można pić nie czując pragnienia ...
                  • Gość: czyli Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 13:32
                    można potraktowac jakąś osobę jako "zapchajdziurę" bez emocji byle coś obok
                    (trudno uważać wtedy tę osobę za KOGOś) było...
                    milutko.
                • samowolny Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 13:36
                  Gość portalu: bez sensu napisał(a):

                  > żeby móc odejść, musiał najpierw być. to na jakiej zasadzie jeśli bez uczucia?

                  może w facecie było tylko uczucie przyjaźni i nic więcej?
                  • Gość: sens Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 13:43
                    przyjaciele takie sprawy ustalają, wiedzą i czują

                    a może ktoś lubi sobie podbudować swoje ego wianuszkiem zaangażowania i
                    uwielbienia z innych osób? i utrzymywać je, nie za blisko i nie za daleko, ale
                    na uwięzi? to żadna przyjaźń.
                    • samowolny Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 13:50
                      Gość portalu: sens napisał(a):

                      > przyjaciele takie sprawy ustalają, wiedzą i czują
                      >
                      > a może ktoś lubi sobie podbudować swoje ego wianuszkiem zaangażowania i
                      > uwielbienia z innych osób? i utrzymywać je, nie za blisko i nie za daleko,
                      >ale na uwięzi? to żadna przyjaźń.

                      no właśnie tacy jesteśmy, faceci bez serca, bezwzglednie wykorzystujący te
                      biedne kobiety, niczego nie przeczuwające, wiecznie nieszczęśliwie zakochane,
                      to nas dowartościowuje...jeszcze raz powiadam ...facet to świnia,łotr,ham,
                      nieczuły zwyrodnialec uczuciowy..no a ci "dobrzy" juz są zajęci..
                      • Gość: myśl Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 13:51
                        czy gdzieś napisałam, że TYLKO faceci tak mają?
                        • samowolny Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 13:59
                          Gość portalu: myśl napisał(a):

                          > czy gdzieś napisałam, że TYLKO faceci tak mają?

                          ależ nie ..to ja tak twierdze i bede tego bronił jak niepodległosci:)
                          • Gość: wymyśliłeś Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 14:01
                            każda opcja na swoje zadowolenie dobra :))
                            dla faceta, przekonanie, że tylko faceci potrafią manipulować -jak najbardziej
                            może być miłe i pożadane ;)
              • black_rose Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 14:04
                samowolny napisał:

                > Gość portalu: bez sensu napisał(a):
                >
                > > chcesz powiedzieć - lepiej być tchórzem który nie widzi jak zadaje ból, n
                > iż
                > > stanąć twarzą w twarz ze skutkami swoich czynów.
                > >
                >
                > o jakich czynach myslisz...a ból zadaje sobie sama kobieta gdy obdaza uczuciem
                > kogos bez wzajemnosci..jaka tu wina faceta? odwiaduje sie o jej uczuciu i
                > odchodzi..a dlaczego ?..napisałem post wyżej..oczywiscie jest to tylko jeden z
                > powodów..

                Kurcze... Czemu faceci nie mają na plecach listy z nazwiskami kobiet, które są w
                stanie obdarzyć wzajemnością? Przecież wtedy wybierałybyśmy tylko takich, u
                których na liście jest nasze nazwisko (dla wszelkiej pewności również pesel).

                Mnie się wydawało, że po to kobieta rozmawia z mężczyzną o swoich uczuciach,
                żeby stwierdzić czy są odzajemnione czy nie. A nie oszukujmy się, mało w
                dzisiejszych czasach mężczyzn, którxy robią pierwszy ruch i pierwsi deklarują
                miłość. Niestety, dzisiaj oczekuje się od kobiety, że przejmie inicjatywę.
                • tomer_ona Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 14:16
                  black_rose napisała:

                  > Mnie się wydawało, że po to kobieta rozmawia z mężczyzną o swoich uczuciach,
                  > żeby stwierdzić czy są odzajemnione czy nie.
                  No właśnie! O to chodzi! jeśli mężczyzna nie deklaruje "uczuć" od samego
                  początku, w przeciwieństwie do kobiety, która tego oczekuje - to wtedy meduzo
                  uciekaj! To nie jest ten, który cię kocha!
                  Inna sprawa, że są kobiety, które wnioskują, że mężczyzna jest w nich
                  zakochany, bo się do niej uśmiecha błachacha

                  >A nie oszukujmy się, mało w
                  > dzisiejszych czasach mężczyzn, którxy robią pierwszy ruch i pierwsi deklarują
                  > miłość. Niestety, dzisiaj oczekuje się od kobiety, że przejmie inicjatywę.
                  A właśnie, że NIE!
                  Meduza zabawna z ciebie kobietka, ale źle lokujesz swoje uczucia. rozejrzyj się
                  andrexx, miki okazują ci wiele sympati, może warto się nimi zainteresować?

                  • Gość: niech pomyślę Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 14:19
                    a jak kobieta nie deklaruje uczuć od początku to jak ma się zachować zakochany
                    facet?
                • andrexx Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 14:17
                  faceci jako zło tego świata i tak by znaleźli sposób , żeby to obejść
                  pisali by nazwiska pisakami zmywalnymi
                  • black_rose Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 14:18
                    Tatuować, tatuować!

                    A tak w ogóle to wiesz może o co się jakieś coś powyżej do mnie przyczepiło?
                    • Gość: zagubiłam się Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 14:23


                      1. black_ , czy Ty jesteś Meduzą?

                      2. czy tomer_ ma jakiś osobisty interes w tej historii?

                      • Gość: jmx Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.icm.edu.pl 29.03.07, 14:24
                        a ja się nie zorientowałam....

                        no to głąb mówi pa
                      • black_rose Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 14:31
                        Gość portalu: zagubiłam się napisał(a):


                        > 1. black_ , czy Ty jesteś Meduzą?

                        Nie

                        >
                        > 2. czy tomer_ ma jakiś osobisty interes w tej historii?

                        Nie, nie znam tej osoby i z nikim nie kojarzę. Raz kilka lat temu poznałam kogoś
                        na tym forum i znajomość urwała się chyba 2 lata temu. Zresztą trudno uznać to
                        za romans, chyba nawet nie okazałam się ani dobrym człowiekiem ani dobrym
                        przyjacielem... Mam wyrzuty sumienia. Może dałam powody własną bezdusznością...

                        Niemniej osoba o której piszę nie zachowywałaby się w ten sposób jak tomer.
                        • Gość: zagubiłam Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 14:37
                          Odniosłam wrażenie, że Tomer_ "pije" do Meduzy, nie wiem zupełnie w jakim
                          kontekście/roli.
                          • black_rose Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 14:44
                            Może to ten facet z którym coś tam nie wyszło czy niby ją zostawił? Skąd ja mogę
                            wiedzieć?

                            Wątek o tyle mnie przyciągnął... uwierz lub nie, od dawna zaglądam na to
                            forum... bo mi jakoś coś przypomniał. Oto początek tej historii z mojego życia.
                            Po jej nagłym zakończeniu zraziłam się do pisania. Potrafię zrozumieć co czuje
                            osoba mająca wstręt do znajomości z internetu:

                            człowiek znika z Twojego życia, nie odpisuje na maile, nie odpowiada na
                            telefony, przestaje istnieć -nie wiesz, stało się coś, czy poszedł bez słowa :-(

                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=343&w=18644427&v=2&s=0
                            • Gość: ha Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 14:53
                              potrafię.
                              nie "wierzę" w internet, nie warto i nie wolno. tylko w oczy, z duszą na tacy i
                              stasownymi zaświadczeniami.
                              Paradokasalnie romans z forum romanticum potrafi obrzydzić romantyczność do cna :)))
                              • andrexx Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 14:58
                                Gość portalu: ha napisał(a):

                                > potrafię.
                                > nie "wierzę" w internet, nie warto i nie wolno. tylko w oczy, z duszą na tacy
                                > i
                                > stasownymi zaświadczeniami.
                                > Paradokasalnie romans z forum romanticum potrafi obrzydzić romantyczność do
                                cna
                                to nie chodzi o forum tylko o człowieka
                                nie należy generalizować
                              • samowolny Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 14:58
                                Gość portalu: ha napisał(a):

                                > nie "wierzę" w internet, nie warto i nie wolno. tylko w oczy, z duszą na
                                > tacy i stasownymi zaświadczeniami.

                                święte słowa:))

                              • black_rose Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 15:00
                                Ot widzisz, z tym znajomym którego poznałam na tym wątku to nawet nie był żaden
                                romans...

                                Ja miałam wtedy jakiś szalony okres w pracy (później rzuciłam ją w cholerę i
                                znalazłam inną -trochę spokojniej mam) a do tego podkochiwałam się w jakims 7
                                lat młodszym smarkaczu. Trochę potrwało, zanim wywietrzało, ale pokryło się z tą
                                internetową znajomością.

                                Faktem jest, że do LP czasem i przez dwa tygodnie nie "byłam w stanie" napisać,
                                choc jakbym znalazła czas i chęci. Jak już napisałam to chaotycznie, bez
                                odrobiny wdzięczności. A przecież był bardzo miły, rozmawiał, pocieszał,
                                zachowywał się ze wszech miar po ludzku. Nagle bez słowa zamilkł, próbowałam
                                złapać kontakt i nigdy się nie udało.

                                Pozostałam z wyrzutami sumienia: jeśli się mną rozczarował to sama na to
                                zapracowałam, jeśli coś mu się stało to nie mam jak tego sprawdzić.

                                Właśnie to poczucie bezradności, niemożności sprawdzenia co się stało, o co
                                chodzi, czy zyje, czy chory -zniechęciło mnie do internetowych kontaktów.
                            • samowolny Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 14:55
                              black_rose napisała:

                              > Potrafię zrozumieć co czuje
                              > osoba mająca wstręt do znajomości z internetu:
                              >
                              > człowiek znika z Twojego życia, nie odpisuje na maile, nie odpowiada na
                              > telefony, przestaje istnieć -nie wiesz, stało się coś, czy poszedł bez
                              słowa :-

                              faceci są wzrokowcami.... dlatego utrzymywanie kontaktu tylko poprzez internet
                              po pewnym czasie zostaje przerwane (niektóre typy tak mają)
                              • black_rose Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 15:03
                                Samowolny, Ciebie skądś mętnie kojarzę, z jakiejś chyba sprzeczki czy awantury
                                i wiesz co, nie obraź się, ale nie odpowiada mi Twoje poczucie humoru.
                                • samowolny Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 15:20
                                  black_rose napisała:

                                  > Samowolny, ... wiesz co, nie obraź się, ale nie odpowiada mi Twoje poczucie
                                  > humoru.

                                  nie obrażam sie..nikt nie jest doskonały:)
                • black_rose Umknęło mi coś 29.03.07, 14:17
                  > samowolny napisał:
                  >
                  > jaka tu wina faceta? odwiaduje sie o jej uczuciu i
                  >
                  > > odchodzi..a dlaczego ?


                  Przepraszam, ja się może nie znam i dlatego tak wiercę dziurę jak opętana, ale
                  mam dwa pytania:
                  Czy gdyby nie wiedział o jej uczuciach to by z nią został?
                  Czy gdyby go nie kochała to by z nią został?

                  Z Twoich wypowiedzi wnioskuję, że mężczyzna opuszcza kobietę za to, że ona go
                  kocha, albo za to, że dowiaduje się o jego miłości.

                  Odwracając sprawę, wychodziłoby, że mężczyzna zwiąże się z kobietą, która go nie
                  kocha, lub o której miłości on nic nie wie... i słowo daję, coś w tym jest!

                  Coś w tym jest, bo mężczyźni jak się żalą na kobiety to marudzą, że kobiety
                  kochać nie potrafią!

                  • andrexx Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 14:22
                    ech tyle mądrych rzeczy napisałem, a mi net się zacina i wywala mnie z forum
                  • samowolny Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 14:26
                    >
                    > Z Twoich wypowiedzi wnioskuję, że mężczyzna opuszcza kobietę za to, że ona go
                    > kocha, albo za to, że dowiaduje się o jego miłości.

                    aby opuscić kobiete to najpierw ..trzeba z nią być

                    to kobieta uważa ze zostala opuszczona bo żyła ułudą że to związek, facet nie
                    ma takiego odczucia on nie porzuca kobiety tylko odchodzi:)
                    • m_alina Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 15:00
                      samowolny napisał:

                      > aby opuscić kobiete to najpierw ..trzeba z nią być
                      >
                      > to kobieta uważa ze zostala opuszczona bo żyła ułudą że to związek, facet
                      nie
                      > ma takiego odczucia on nie porzuca kobiety tylko odchodzi:)

                      Samowolny, myślę, że zrozumiale prawisz. Aby porzucić trzeba najpierw z kimś
                      być w związku czyli realnie obcować z nim na wielu płaszczyznach życia.
                      Jednostronnie wymyślone związki-majaki to całkiem inna sprawa.
                  • Gość: jmx Re: Umknęło mi coś IP: *.icm.edu.pl 29.03.07, 14:30
                    > Z Twoich wypowiedzi wnioskuję, że mężczyzna opuszcza kobietę za to, że ona go
                    > kocha, albo za to, że dowiaduje się o jego miłości.

                    Gdyby kochał/był zaangażowany/zakochany to by nie odszedł.

                    Zresztą... jak można odejść od kogoś z kim się nie było?
                    • black_rose Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 14:36
                      Gość portalu: jmx napisał(a):

                      >
                      > Zresztą... jak można odejść od kogoś z kim się nie było?

                      No właśnie o to pytam, jak to odchodzi jak niby z nią nie był? I teraz Samowolny
                      pisze, że to ona żyła ułudą, że to był związek...

                      Tylko ja słyszę o takich historiach, że spotykali się, sypiali razem,
                      mieszkali... a to nie był związek. Kolega z pracy zostawił tak po 8 latach
                      dziewczynę(?) dla nastoletniej siksy. Słowo daję, mieszkali ze sobą a on
                      wszędzie gdzie jej z nim nie było mówił, że to tylko koleżanka...
                      • samowolny Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 14:50
                        black_rose napisała:

                        > Kolega z pracy zostawił tak po 8 latach
                        > dziewczynę(?) dla nastoletniej siksy. Słowo daję, mieszkali ze sobą a on
                        > wszędzie gdzie jej z nim nie było mówił, że to tylko koleżanka...

                        nie taki rodzaj związku przedstawiła meduza w pierwszym post-cie na tym wątku

                        • Gość: chwile Re: Umknęło mi coś IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 14:57
                          mówimy o nadziei, mesko damskiej niedorozumianej, ogólnie.

                          Nie nam sądzic co Meduza, jak, z kim i czy zasadnie.
                          bo nie wiemy o tym prawie nic, a i wątpię, by wałkowanie "jej przypadku" było na
                          miejscu. Jak bedzie chciała to sama coś powie.
                        • black_rose Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 15:06
                          samowolny napisał:

                          > black_rose napisała:
                          >
                          > > Kolega z pracy zostawił tak po 8 latach
                          > > dziewczynę(?) dla nastoletniej siksy. Słowo daję, mieszkali ze sobą a on
                          > > wszędzie gdzie jej z nim nie było mówił, że to tylko koleżanka...
                          >
                          > nie taki rodzaj związku przedstawiła meduza w pierwszym post-cie na tym wątku
                          >

                          Człowieku, litości, ja mówię ogólnie, ustosunkowywując się do Twojego sposobu
                          patrzenia na świat i na związki, a nie o pierwszym poscie meduzy.

                          A zresztą znasz ją? Wiesz coś o niej? Wiesz jakim jest człowiekiem i jaki rodzaj
                          związku ma na myśli? Dziwne jest to forum -wszyscy niby wszystko wiedzą o
                          wszystkich.
                          • samowolny Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 15:22
                            black_rose napisała:

                            >> A zresztą znasz ją? Wiesz coś o niej?

                            miałem ten niezaprzeczalny zaszczyt że poznałem meduze osobiscie
                            • tomer_ona Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 15:28
                              samowolny napisał:

                              > miałem ten niezaprzeczalny zaszczyt że poznałem meduze osobiscie
                              Pamiętamy! to też zaowocowało lamentem o "odrzuconej milości"! który to raz
                              wtedy było? ale nie warto było meduziu do tego wracać ;(

                              • samowolny Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 15:32
                                tomer_ona napisała:


                                > Pamiętamy! to też zaowocowało lamentem o "odrzuconej milości"!

                                widać pamięć zawodna jednak...takiego tematu nie było
                                • black_rose Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 15:42
                                  samowolny napisał:

                                  > tomer_ona napisała:
                                  >
                                  >
                                  > > Pamiętamy! to też zaowocowało lamentem o "odrzuconej milości"!
                                  >
                                  > widać pamięć zawodna jednak...takiego tematu nie było


                                  To był czy nie było (ja nie pomogę bo nie wiem, choc podobno ja i meduza to ta
                                  sama osoba) bo mnie to zaczęło wciągać...

                                  To mówisz Samowolny, że poznałeś Meduzę? No właśnie, ale jak, gdzie... i jak to
                                  w ogóle jest poznać kogoś przez internet?
                              • Gość: rany... Re: Umknęło mi coś IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 15:39
                                tomer_ona napisała:

                                > Pamiętamy! to też zaowocowało lamentem o "odrzuconej milości"! który to raz
                                > wtedy było? ale nie warto było meduziu do tego wracać ;(

                                a co cie cudze miłostki obchodzą??
                                • gocha033 Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 15:41
                                  Gość portalu: rany... napisał(a):
                                  > a co cie cudze miłostki obchodzą??

                                  Przeciez to glowny temat tzw. "ploteczek".
                                  Nie ją jedną obchodzą :)
                                  • Gość: jasne Re: Umknęło mi coś IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 15:42
                                    plotki plotkami ale jak nie są życzliwe to lepiej niech zmilczą.
                                    • gocha033 Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 15:46
                                      Gość portalu: jasne napisał(a):
                                      > plotki plotkami ale jak nie są życzliwe to lepiej niech zmilczą.

                                      Kolejna osoba, chcaca uczynic Raj na Ziemi...
                                      Na tym padole plotki nie sa najczesciej zyczliwe.
                                      Tak juz tu jest (mam na mysli nasza cala Planete, a nie tylko to forum).
                                      • Gość: oł yeah Re: Umknęło mi coś IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 15:47
                                        a co Ty pragniesz uczynić na ziemi?

                                        • gocha033 Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 15:51
                                          Gość portalu: oł yeah napisał(a):
                                          > a co Ty pragniesz uczynić na ziemi?

                                          Nic. Pragne to zycie spokojnie i (jesli sie da) milo przezyc - jesli juz pytasz.

                                          Bez plotek - te akurat mnie nie interesuja - poprzednie uwagi byly ogolne :)))
                                          • Gość: cóż Re: Umknęło mi coś IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 15:57
                                            Sugestię w stronę jakby przesadzających w czymś,.. zeby nie oczerniac złośliwie
                                            ludzi za plecami, uwazasz za "nadmiernie idealne dążenie do Raju na Ziemi".
                                            Mimo to pragniesz spokojnie i miło żyć. To chyba z zamkniętymi oczami i zerową
                                            empatią.
                                            • black_rose Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 16:01
                                              Chyba szkoda czasu na nawracanie innych na własne przekonania :(

                                              W końcu niech sobie plotkują i gadają, co to komu szkodzi, jak nie znają realnej
                                              osoby. Ale jedna sprawa mnie zdziwiła, że jednak niektórzy ludzie się pomiędzy
                                              sobą znają na forum osobiście...
                                            • gocha033 Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 16:06
                                              Przebija przez Ciebie idealizm. Nie wyrazilam tu zadnej sugestii.
                                              Jestem realistka i powiedzialam jedynie, ze plotki sa czesciej niezyczliwe,
                                              niz zyczliwe.
                                              Gdyz tak po prostu jest.
                                              Ani ich nie pochwalilam, ani nie zganilam. Gdyz nie ocena rzeczwistosci, ale
                                              sama rzeczwistosc byla celem mojej uwagi. A Ty przypisujesz mi od razu jakas
                                              postawe.

                                              Nie znaczy, ze nie mam do tego, o czym pisze, emoicjonalnego stosunku,
                                              ale chyba nie musze go od razu ujawniac?
                                              • black_rose Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 16:10
                                                Ale się o głupie plotki spieracie. W zasadzie to z samej definicji rzeczywiście
                                                są nieżyczliwe. Tylko korci mnie, żeby powiedzieć, a niech se ludzie gadają co
                                                chcą. Jak ktoś mądry to i tak nie posłucha, albo chociaż zbada sprawę zanim uwierzy.
                                              • Gość: a myślsz Re: Umknęło mi coś IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 16:26
                                                ze być obojętnym gdy dzieje się zło (ach, tak jest, więc niech się dzieje) to
                                                podstawa realizmu? tak ogólnie pytam.
                                                • rycerz.krola.artura Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 16:32
                                                  realizmu? chyba zdemoralizowania.

                                                  Gość portalu: a myślsz napisał(a):

                                                  > ze być obojętnym gdy dzieje się zło (ach, tak jest, więc niech się dzieje) to
                                                  > podstawa realizmu? tak ogólnie pytam.
                                                • gocha033 Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 16:32
                                                  I znowu...
                                                  postawa realizmu, to rozpoznanie rzeczywistosci - taka, jaka jest.

                                                  Stosunek do tej rzeczywistosci - to dopiero nastepny etap..
                                                  Nie mowilam w ogole o nim.
                                                • black_rose Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 16:33
                                                  Nie, nie popieram bycia obojętnym gdy się dzieje zło (tak ogólnie odpowiadam) bo
                                                  wydaje mi się, że w jakiś sposób obojętnością dajemy poniekąd przyzwolenie na to
                                                  zło, a może pokazujemy własną słabość.

                                                  Natomiast nie rozumiem gdzie jest i w czym tkwi zło w tym przypadku od którego
                                                  zaczęliśmy.

                                                  Spróbuję zrekonstruować bieg wydarzeń:
                                                  ktos się w kimś innym poznanym na forum zakochuje. Nie wiadomo, znają sie
                                                  osobiście, czy tylko maile wymieniają, grunt że się ktoś w kimś zakochał.

                                                  Po pewnym czasie wychodzi, że to jakieś nieporozumienie między ludźmi czy nie
                                                  dogadanie -prawdy i tak nie dojdziesz.

                                                  W każdym razie osoba zawiedziona siedzi sobie i płacze a inni latają dookoła i
                                                  plotkują. No ale co oni mają do powiedzenia w sprawie, jak nie znają osobiście
                                                  osób uwikłanych w historię? Albo co mnie mogą te plotki interesować, jak też nie
                                                  wiem jak to było i ile osób tam po drodze dołożyło coś swojego?

                                                  Po prostu ja bym wzruszyła ramionami i nie słuchała tego...
                                      • black_rose Re: Umknęło mi coś 29.03.07, 15:50
                                        Dawać, dawać mi tutaj te plotki, jakiekolwiek by nie były :)))

                      • Gość: jmx Re: Umknęło mi coś IP: *.icm.edu.pl 29.03.07, 16:15
                        > Tylko ja słyszę o takich historiach, że spotykali się, sypiali razem,
                        > mieszkali... a to nie był związek. Kolega z pracy zostawił tak po 8 latach
                        > dziewczynę(?) dla nastoletniej siksy. Słowo daję, mieszkali ze sobą a on
                        > wszędzie gdzie jej z nim nie było mówił, że to tylko koleżanka...

                        o Boże... Nie, takie zachowanie to jest w ogóle poniżej krytyki ;/

                        Ale rozpad "internetowych romansów" najczęściej opiera się na, głupio to
                        zabrzmi w tym kontekście, "nieporozumieniu". Jednej osobie coś się wydawało,
                        druga inaczej to zrozumiała...

                        Zresztą, niezręcznie się czuję pisząc na tym wątku. Meduza "rzuciła" temat,
                        podzieliła się swoimi uczuciami, potem znikła a my to tak rozgrzebujemy...
                        Ona cierpi, temu facetowi pewnie też nie jest wesoło...
                        Tego co się stało już się nie cofnie, można tylko wyciągnąć wnioski na
                        przyszłość.
                • Gość: jmx Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.icm.edu.pl 29.03.07, 14:21
                  I tu tkwi niebezpieczeństwo. Kobieta przejmuje inicjatywę bo myśli, że facet
                  się boi a on po prostu nic od niej nie chce, jest "tylko" miły, lubi się
                  pospotykać, pogadać, pożartować... Nie twierdzę, że tak właśnie było u meduzy,
                  ale znam takie przypadki, gdy facet z przerażeniem w oczach o tym opowiada.
                  Związki międzyludzkie, jakiegokolwiek rodzaju, to nie system zero-jedynkowy, że
                  on zły ona dobra albo na odwrót... (pomijam psychopatów obojga płci bo to temat
                  na osobny rozdział). Tu tak nie ma, że czarne albo białe tylko cała masa
                  róznych odcieni szarości.
                  • andrexx Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 14:23
                    jak to wszystko czytam to wygląda to jak gra między kobietą a mężczyzną - kto
                    pierwszy się zakocha ten przegrał
                    a tak wcale nie jest
                    • Gość: jmx Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.icm.edu.pl 29.03.07, 14:28
                      Masz rację.

                      'Przegrywa' ten kto zakochuje się bez wzajemności. Jeśli mężczyzna kocha nie
                      odchodzi od kobiety, którą kocha (jest zakochany). Jesli nie kocha i nie chce
                      się wiązać odchodzi, bo trudno utrzymywać zwykłą znajomość z kobietą, która
                      oczekuje zaangażowania uczuciowego.
                      • Gość: co to jest miłość Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 14:33
                        Pytanie- na co się ma NADZIEJę.

                        jeśli jedno ma nadzieję na związek codzienny, a drugie na romans okolicznościowy,
                        to oboje mogą twierdzić, że kochają.

                        tylko kierunki patrzenia w przyszłość im się nie zdarzają.
                        wtedy zazwyczaj odejść musi ta pierwsza osoba.. bo drugiej...woda na młyn każdy
                        kontakt.
                      • andrexx Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 14:34
                        po wszystkim jest ból i smutek
                        potem złość i wściekłość
                        następnie obojętność , cynizm , ironia i wypalenie

                        a tak w głębi ta tęsknota za uczuciem zawsze jest

                        kończę pracę, nara
                      • facettt Raczej nie... 29.03.07, 15:09
                        Gość portalu: jmx napisał(a):
                        Jesli nie kocha i nie chce się wiązać, odchodzi, bo trudno utrzymywać zwykłą
                        znajomość z kobietą, która oczekuje zaangażowania uczuciowego.

                        Bywa i tak, ale czesciej bywa, z jesli sie jest z kobieta, ktorej sie nie
                        kocha, to zwyczajnie nie mowi sie jej slowa "kocham" (- gdy sie jest uczciwym,
                        naturalnie, o pospolitych klamcach w tej chwili nie mowie).

                        Ale wcale sie nie odchodzi, lecz sie nadal z nia jest, gdyz nie ma nic
                        piekniejszego, niz zakochana kobieta :)))

                        To raczej kobiety w takich sytuacjach czesciej odchodza, nie chcac znajdowac
                        sie w tkzw. Slepej Uliczce, ktora donikad nie prowadzi.
                        • black_rose Re: Raczej nie... 29.03.07, 15:14
                          facettt napisał:

                          > Ale wcale sie nie odchodzi, lecz sie nadal z nia jest, gdyz nie ma nic
                          > piekniejszego, niz zakochana kobieta :)))

                          A tu reprezentujesz zupełnie przeciwstawny nurt do Samowolnego. Ale jak już tak
                          to mi powiedz, co powoduje taki stan, że mężczyzna wiąze się z kobietą, której
                          nie kocha? Strach przed samotnością? Społeczna presja, bo każdy kogoś ma?


                          > To raczej kobiety w takich sytuacjach czesciej odchodza, nie chcac znajdowac
                          > sie w tkzw. Slepej Uliczce, ktora donikad nie prowadzi.

                          A i słusznie. Też bym odeszła, poszukać kogoś kto odwzajemni moje uczucia. No bo
                          niby jaki jest sens się męczyć i łudzić?
                          • facettt Re: Raczej nie... 29.03.07, 15:23
                            black_rose napisała:
                            > A tu reprezentujesz zupełnie przeciwstawny nurt do Samowolnego. Ale jak już
                            takto mi powiedz, co powoduje taki stan, że mężczyzna wiąze się z kobietą,
                            którejnie kocha? Strach przed samotnością? Społeczna presja, bo każdy kogoś ma?


                            Wybacz szczerosc, malo mnie obchodzi nurt - jaki reprezentuje Samowolny.
                            Umowmy sie, ze to on reprezuntuje nurt przeciwstawny do mojego :)))

                            Bycie z Kobieta , ktora sie podoba, jest chyba w koncu przyjemniejsze,
                            niz bycie samemu? I nie mam na mysli tylko seksu, ale i mozliwosc kontaktu
                            intelektualnego z nia...
                            >
                            Nie jest tak, ze ludzie zawsze chca kochac, czy byc zakochanymi (dotyczy to
                            czesciej mezczyzn) - czesciej chca po prostu kogos miec, z kims byc i tyle...


                            No bo niby jaki jest sens się męczyć i łudzić?

                            Ja wyzej. Nie uwazam, by przebywanie z kims bylo meczace...
                            No... Moze tylko ja jestem takim typem prospolecznym :)))

                            Ale powaznie... Oczywiscie jasne, ze gdy sie kogos kocha, lecz traci sie
                            kiedys nadzieje na uzyskanie wzajemnosci... To odejscie bywa zrozumiale.
                            • black_rose Re: Raczej nie... 29.03.07, 15:48
                              facettt napisał:


                              > Wybacz szczerosc, malo mnie obchodzi nurt - jaki reprezentuje Samowolny.
                              > Umowmy sie, ze to on reprezuntuje nurt przeciwstawny do mojego :)))

                              He he, oczywiście że masz rację :)))


                              > Bycie z Kobieta , ktora sie podoba, jest chyba w koncu przyjemniejsze,
                              > niz bycie samemu? I nie mam na mysli tylko seksu, ale i mozliwosc kontaktu
                              > intelektualnego z nia...

                              W porządku. Ale dlaczego jeśli kobieta się podoba, seks daje zadowolenie, daje
                              zadowolenie również kontakt intelektualny -nie pokochać tej kobiety?


                              > Nie jest tak, ze ludzie zawsze chca kochac, czy byc zakochanymi (dotyczy to
                              > czesciej mezczyzn) - czesciej chca po prostu kogos miec, z kims byc i tyle...

                              Kogoś mieć, z kimś być -znowu się zgadzam, ale gdzie tu przeszkoda do
                              kochania/bycia zakochanym?


                              > No bo niby jaki jest sens się męczyć i łudzić?
                              >
                              > Ja wyzej. Nie uwazam, by przebywanie z kims bylo meczace...
                              > No... Moze tylko ja jestem takim typem prospolecznym :)))

                              A nie, męczące jest tylko czekanie na wzajemność :)))


                              > Ale powaznie... Oczywiscie jasne, ze gdy sie kogos kocha, lecz traci sie
                              > kiedys nadzieje na uzyskanie wzajemnosci... To odejscie bywa zrozumiale.

                              Wręcz jest zrozumiałe. Ja osobiście uważam, że nie moja sprawa na jakich
                              zasadach ludzie są ze sobą, ale powinni na wstępie wyjaśniać reguły gry.
                              Natomiast jeśli ktoś nie stawia sprawy jasno albo zmienia reguły w trakcie
                              gry... no po prostu mi się to nie podoba i tyle.
                              • facettt eeh... ta racjonalna kobieca kochliwosc :))) 29.03.07, 16:00
                                black_rose napisała:
                                >> W porządku. Ale dlaczego jeśli kobieta się podoba, seks daje zadowolenie,
                                daje zadowolenie również kontakt intelektualny - nie pokochać tej kobiety?

                                Cos Ci opowiem: znalem "zolzy" i "jedze" , w ktorych bylem zakochany,
                                gdyz mialy w sobie to "cos"...

                                I znalem tez ladne, madre, obliczalne i odpowiedzialne kobiety,
                                w ktorych zakochac sie nie bylem w stanie...
                                (pewnie idealny material na matki i zony...)

                                Gdyz byly dla mnie zbyt "przejrzyste", gdyz widzialem ich dusze na wylot...

                                Nie jestem panem moich wlasnych uczuc. One powstaja niezaleznie od mojej woli.
                                Gdy Ty jestes Pania swoich - to gratuluje :)))




                                • black_rose Re: eeh... ta racjonalna kobieca kochliwosc :))) 29.03.07, 16:06
                                  Oooo, to zaraz zaraz, to, że zołza ma w sobie "coś" i się w niej zakochujesz...
                                  łoki, łyknę. Ale wydawało mi się, że jak się zakochujesz to chcesz z taką zołzą
                                  być (za przeproszeniem, jeśli obraziłam wybrankę).

                                  I teraz poznajesz ładną, mądrą, obliczalną, w której nie jesteś się w stanie
                                  zakochać, która nie ma tego "czegoś", która się tylko na... żonę i matkę nadaje
                                  (jakoś rodzaj ludzki musi trwać)... i pomimo, że nie ma w sobie tego "czegoś",
                                  że nie iskrzy... to Ty jesteś z taką???

                                  Nie no, Panią swoich uczuć to nie jestem, aż tyle obłudy w sobie nie mam, żeby
                                  niecnie kłamać. Ale powiedzieć "stop" w pewnej chwili tym uczuciom potrafię.
                                  • facettt Re: eeh... ta racjonalna kobieca kochliwosc :))) 29.03.07, 16:11
                                    black_rose napisała:
                                    Ale powiedzieć "stop" w pewnej chwili tym uczuciom potrafię.


                                    A ja nie.

                                    A gdybym pragnal Cie teraz podrywac, tobym, napisal:)))

                                    Aniolku - i tu jest ta mala slodka roznica miedzy nami :)))
                                    • black_rose Re: eeh... ta racjonalna kobieca kochliwosc :))) 29.03.07, 16:15
                                      facettt napisał:

                                      > A gdybym pragnal Cie teraz podrywac, tobym, napisal:)))

                                      Napisać to byś mógł -tylko co z tego? Niekoniecznie muszę dać odpowiedź.
                                      Podrywać też byś mógł -niekoniecznie muszę dać się poderwać.

                                      > Aniolku - i tu jest ta mala slodka roznica miedzy nami :)))

                                      Bo ja wiem czy taka słodka? Mnie nawet żadne podrywanie między mną a Tobą nie
                                      przyszło do głowy... a Ty już się jakichś różnic czy czego tam dopatrujesz
                                      bazując na pustce :)
                                      • facettt wroc do mojego przekazu - roznica 29.03.07, 16:25
                                        black_rose napisała:
                                        a Ty już się jakichś różnic czy czego tam dopatrujesz
                                        > bazując na pustce :)


                                        Ja kpie, a Ty zartujesz, czy odwrotnie?

                                        Wroc do tego, co napisalem, jezeli moj zart Ci sie nie spodobal...

                                        a moj przekaz, ktory w tej uwadze pominelas, byl chyba jasny?

                                        Ty potrafisz panowac nad uczuciami i powiedzec "stop", a ja nie.





                        • Gość: jmx Re: Raczej nie... IP: *.icm.edu.pl 29.03.07, 16:21
                          > Gość portalu: jmx napisał(a):
                          > Jesli nie kocha i nie chce się wiązać, odchodzi, bo trudno utrzymywać zwykłą
                          > znajomość z kobietą, która oczekuje zaangażowania uczuciowego.
                          >
                          > Bywa i tak, ale czesciej bywa, z jesli sie jest z kobieta, ktorej sie nie
                          > kocha, to zwyczajnie nie mowi sie jej slowa "kocham" (- gdy sie jest
                          uczciwym, naturalnie, o pospolitych klamcach w tej chwili nie mowie).
                          >
                          > Ale wcale sie nie odchodzi, lecz sie nadal z nia jest, gdyz nie ma nic
                          > piekniejszego, niz zakochana kobieta :)))


                          ;) przecież napisałam: "jesli NIE kocha i NIE chce być to odchodzi".
                          Jeśli chce być to nie odchodzi, bez względu na uczucia jakie żywi do danej
                          kobiety.
                          • facettt napisalas takze to: 29.03.07, 16:28
                            Gość portalu: jmx napisał(a):
                            > ;) przecież napisałam: "jesli NIE kocha i NIE chce być to odchodzi".
                            > Jeśli chce być to nie odchodzi, bez względu na uczucia jakie żywi do danej
                            > kobiety.

                            napisalas takze to (cytuje)
                            " bo trudno utrzymywać zwykłą znajomość z kobietą, która oczekuje zaangażowania
                            uczuciowego".


                            W moich postach wykazalem, ze wcale nietrudno, a niekiedy bywa to nawet bardzo
                            przyjemne :)))

                            • jmx napisałam 29.03.07, 16:45
                              to jest CAŁY cytat:

                              "Jesli nie kocha i nie chce się wiązać odchodzi, bo trudno utrzymywać zwykłą
                              znajomość z kobietą, która oczekuje zaangażowania uczuciowego."
                              • facettt Problem ogolny. 29.03.07, 16:52
                                jmx napisała:

                                > to jest CAŁY cytat:
                                >
                                > "Jesli nie kocha i nie chce się wiązać odchodzi, bo trudno utrzymywać zwykłą
                                > znajomość z kobietą, która oczekuje zaangażowania uczuciowego."
                                >
                                Nie ma obowiazku cytowania´calosci, gdy zdanie podrzedne zawiera samodzielna
                                mysl - w oderwaniu od konkretnego zdarzenia/przypadku :)

                                Jak latwo sie zatem domyslec, nie komentowalem Twojej, Droga Panno, wypowiedzi,
                                lecz na kanwie Twoich uwag - rozpatrzylem pewien ogolny problem :)))
    • jmx Re: Nadzieja matką głupich... 29.03.07, 16:41

      Chciałam do Ciebie napisać list i pokazał się komunikat, że "adresat
      nieznany"... ;(

      Trzymaj się ciepło, pozdrawiam... :)
    • Gość: lola Re: Nadzieja matką głupich... IP: 193.201.164.* 29.03.07, 17:10
      • Gość: lola moja droga, otwórz oczy IP: 193.201.164.* 29.03.07, 17:12
        upewnij się, że nie znalazł sobie innej, która bardziej go zainteresowała zanim
        wylejesz morze nikomu niepotrzebnych łez...
    • kamea5 Re: Nadzieja matką głupich... 31.03.07, 00:21
      meduzko,nie daj sie prowokowac zyciu,do tak smutnych wyznan:)
      nie rezygnuj z "dobroci",nie potrafisz inaczej,....wszystko ma swoj czas i miejsce;)
    • Gość: :::) Re: Nadzieja matką głupich... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.04.07, 09:54
      No to, czy on cię w końu kocha, czy nie kocha? odpowiedzi w treści nie znalazłem
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka