20.05.03, 09:19
jesli przez lata nikt nie uczyl kochac, dawac innym milosc, okazywac uczucia,
tylko negatywne
jesli w dziecinstwie lubilo sie byc chorym bo wtedy ktos sie zainteresowal,
zadbal, poglaskal
jesli w doroslym zyciu zwiazki koncza sie porazka
jesli ma sie tak wielki deficyt uczucia ze nic go nie jest w stanie zapelnic,
nawet kolejni zakochani partnerzy, nie maja az tyle by zapelnic czarna pustke
w duszy, by zaczela oddawac uczucia
jak zyc
Obserwuj wątek
    • meduza4 Re: deficyt 20.05.03, 09:42
      A kto to wie???
      Chociaz problem swietnie rozumiem i wiem o co Ci
      chodzi...
      • inteligentna Re: deficyt 20.05.03, 10:41
        meduza4 napisała:

        > A kto to wie???
        > Chociaz problem swietnie rozumiem i wiem o co Ci
        > chodzi...


        meduzo no jak to jak? Ja proponuje zycie pustelniczki,ot takie filozoficzne
        spojrzenie z boku to to wszystko.
        • ja_nek Re: deficyt 20.05.03, 11:20
          Z reguły nie okazywanie miłości owocuje tym samym.
          Ty nie masz może deficytu uczucia, bo mówisz, ze pojawiają się partnerzy i
          zakochują się w Tobie. Może Ty nie umiesz tego docenić, chcesz wciąż więcej,
          ale nie potrafisz odwzajemnić tego samego.
          Nie dajesz nic, więc przestają w końcu dawać...

          Pozdrawiam
          janek
    • messja Re: deficyt 20.05.03, 11:39
      nie maja az tyle by zapelnic czarna pustke
      > w duszy, by zaczela oddawac uczucia
      > jak zyc
      >

      mysle, ze pierwszy i najwazniejszy krok do "uleczenia" juz wykonalas. zdals
      sobie sprawe, ze masz powazny problem i potrafisz swietnie zdiagnozowac skad
      sie ten problem w twoim zyciu wzial i jakie sa jego dla ciebie skutki.
      bo nie mozna rozwiazac jakiegokolwiek problemu, jesli sie udaje, ze go nie ma,
      a tak czesto u niektorych osob bywa.
      w twoim przypadku jednak jest inaczej: dokonalas ogromnego wysilku by szczerze
      ze soba porozmawiac i w sobie odnalezc odpowiedz.
      dlatego sadze, ze w koncu uda ci sie pokonac, swoje opory i chlod emocjonalny.
      twoje "schorzenie" nazywa sie fachowo "nalogowiec unikania bliskosci" a sa
      jeszcze "nalogowcy milosci". kiedy rozejrzysz sie dokladnie dookola to
      zbaczysz, ze swiat tak naprawde, zbudowany jest z jednych i drugich, i ludzi,
      ktorzy by nie mieli zadnych problemow emocjonalnych jest naprawde malo.
      paradoksalnie ci, co twierdza, ze ich wogole nie maja, najbardziej zwykle
      cierpia.
      nie ukrywam, ze musisz bardzo duzo nad soba pracowac i pewno efektow bardzo
      dlugo nie bedzie widac. ale nie poddawaj sie - kozystaj z kazdej pomocy jaka ci
      wejdzie w rece: ksiazki, terpia, przyjaciele itp. itd.
      a przede wszystkim nie ukrywaj swojego problemu prze nastepnym partnerem:
      powiedz mu na samym poczatku (oczywiscie bardzo delikatnie) ze masz problemy z
      zalozeniem i utrzymaniem bliskiego kontaktu z drugim czlowiekiem.
      bedzie wiedzial na czym stoi i jesli radzem bedzie nad tym pracowac, bez
      doszukiwania sie czyjejkolwiek winy, latwiej wam bedzie osiagnac sukces.
      trzymaj sie i powodzenia.
    • taka_tam walcz o siebie! 20.05.03, 12:05
      zacząć od poszukiwania tej miłości w sobie... pokochać siebie... nie można
      kochać ludzi, partnera, świata, dopóki nie kocha się siebie... zmiana miejsca
      zamieszkania, kolejnego partnera, ucieczka w pracę, pasje itp. nie pomogą
      ukoić "chorej" duszy - złudne to i krótkotrwałe...
      jeśli indywidualna praca nad sobą nie daje oczekiwanych rezultatów, warto
      poszukać pomocy u terapeuty... taki proces odkrywania w sobie wrażliwości i
      utulenie "niekochanego dziecka", przeorganizowanie zasadniczych spraw - jak
      wszystko, co cenne - zwykle trwa jakiś czas, nie przychodzi łatwo, wymaga pracy
      i determinacji lecz jest niczym, wobec tego, co można w zamian zyskać...
      przede wszystkim trzeba uwierzyć, że MOŻNA coś zmienić na lepsze, że NIE JEST
      ZA PÓŹNO no na wartości nowe, piękniejsze, mądrzejsze, dające poczucie pełni i
      wewnętrznego spokoju...
      pozdrawiam ciepło i życzę odwagi!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka