24.05.03, 21:56
Nie macie wrażenia, że niektórzy ludzie po prostu nigdy się już z nikim nie
zwiążą? Mam właśnie taką koleżankę. Jest sama i pogodziła się z tym, głośno o
tym mówiąc. Inna rzecz, że po prostu nie da się z nią być (sprawdziłem) - za
dużo wspomnień, żali, męczeństwa. Wszystko jest efektem jakichś byłych
związków, nagromadzenie złych uczuć, własnych kompleksów, bezradności. Nie
mam siły już jej pomagać, nawet jako kumpel, wysłuchiwać o jej problemach, bo
mnie przerastają i mam dosyć własnych.
Ale - co gorsza - czasem się zastanawiam, czy sam taki nie jestem/będę.
Obserwuj wątek
    • white.falcon Re: samotnicy 24.05.03, 22:17
      Może i masz rację. Ale samotność to nie jest wyjście. To jest doświadczenie
      pewnego rodzaju istnienia. A potem - potem następuje walka z samym sobą, by
      samym sobą podzielić się z kimś innym, uzyskać to samo i nie być egoistą, by
      nie chcieć zdominować kogoś innego, tylko zaakceptować jego inność i samemu
      spodziewać się tego samego - akceptacji. A potem szukać wspólnego mianownika,
      by być blisko, może jak najbliżej...
      Mogę być zbyt idealistyczna w swoich przypuszczeniach, ale mam nadzieję, że mam
      rację, bo cóż nie jest prawdziwsze na tym świecie, niż nadzieja, wiara i miłość.
    • Gość: cal-ineczka Re: samotnicy IP: *.media4.pl / 10.5.14.* 24.05.03, 22:23
      Może trzeba zacząć wszystko od nowa? Spróbować jeszcze raz wszystko od początku?
      Chociażby po to żeby zrozumieć o co chodziło w tym filmie......
      • white.falcon Re: samotnicy 24.05.03, 22:47
        Czasem film jest jeden i ten sam, tylko aktorzy przypadkiem grają w innych
        filmach...
        • ja_nek Re: samotnicy 25.05.03, 20:19
          Myslę, że niektórzy ludzie boją się. Powtórzenia swych przejść, braku
          doświadczenia z płcią odmienną, niekiedy nie potrafia chodzić na kompromisy /
          budować / pielęgnować związku z innymi (chcą, aby zawsze ich zdanie było na
          górze).
          Wreszcie niektórzy chcą żyć po prostu samotnie. Niektóre kobiety po nieudanym
          związku mając dziecko już nie decydują się próbować znaleźć swe szczęście.
          Działa zasada mam dla kogo żyć, facet mi nie potrzebny, wolę sama, nikt mi nic
          nie mówi co mam / powinnam zrobić...

          Pozdrawiam
          janek
          • cal-ineczka a zgoda buduje....... 25.05.03, 22:03
            To się nazywa brak walki.
            Był z nią kupe lat, /dajmy na to/, potem spory, walki, wojny....
            brak umiejetnosci takiego szturchniecia w ramie i spytania -
            "moze juz skończymy na dzisiaj, co jutro robimy oprocz klutni?"
    • white.falcon Re: samotnicy 25.05.03, 20:41
      Czasem trzeba odwagi własnej, by przełamać swoje ja i wyjść naprzeciw komuś
      innemu. Dużej odwagi, bo wygodnictwo to jest ulubiona forma spędzania czasu
      człowieka. Ale też to wygodnictwo prowadzi do smutnej konstatacji rzeczy - albo
      zaczynamy w swojej samotności cofać się w rozwoju, albo dziwaczeć, albo ulegamy
      stagnacji. Bo tak naprawdę nie da się żyć bez innych ludzi - bliższych i
      dalszych. My im jesteśmy potrzebni, a oni nam. I najtrudniej jest wyjść z tej
      skorupki i od nowa nauczyć się żyć, a nie istnieć; dostrzegać, a nie widzieć;
      czuć, cierpieć czasem, a nie widzieć świat za zamazaną szybką perspektywy: "a
      po cholerę mi to, jacy oni są głupi". To jest taka swoista odwaga
      zaryzykowania, skoczenia głową z mostu w pewnym sensie, niosąc bagaż swojego
      doświadczenia, lecz nie rzucając nim w inną osobę. Tego należy chyba się
      nauczyć, pojąć to. I... zaryzykować. Przynajmniej zmieni się swój świat
      (życie?).
      Pozdrv.:)
    • apf gadatliwi samotnicy 25.05.03, 22:26
      Po prostu muszą mówić, by nie zapomieć języka w gębie,
      śpiewają przed lustrem, mówią do siebie pieszczotliwie,
      dziwaczeją bez reszty.

      Wbrew temu co sądzi Janek, po kompromisy się nie chodzi
      tylko je się zawiera, zwykle po licytacji.
      • white.falcon Re: gadatliwi samotnicy 25.05.03, 23:18
        apf napisał:

        > Po prostu muszą mówić, by nie zapomieć języka w gębie,
        > śpiewają przed lustrem, mówią do siebie pieszczotliwie,
        > dziwaczeją bez reszty.
        >
        > Wbrew temu co sądzi Janek, po kompromisy się nie chodzi
        > tylko je się zawiera, zwykle po licytacji.

        Trzeba tylko mieć z kim się licytować... A tak ogólnie - co to - targ
        niewolników? Moim zdaniem nie licytować się, tylko znaleźć kompromis.
        • apf Re: gadatliwi samotnicy 25.05.03, 23:29
          white.falcon napisała:

          > apf napisał:
          >
          > > Po prostu muszą mówić, by nie zapomieć języka w gębie,
          > > śpiewają przed lustrem, mówią do siebie pieszczotliwie,
          > > dziwaczeją bez reszty.
          > >
          > > Wbrew temu co sądzi Janek, po kompromisy się nie chodzi
          > > tylko je się zawiera, zwykle po licytacji.
          >
          > Trzeba tylko mieć z kim się licytować... A tak ogólnie - co to - targ
          > niewolników? Moim zdaniem nie licytować się, tylko znaleźć kompromis.

          kompromis jako forma konsensusu jest wynikiem negocjacji, można oczywiście
          niewerbalizować etapów,

          kobiety wymuszają kompromisy lub uważają, że partner powinien je "zobaczyć",
          czyli usłyszeć jej niewypowiedzianą mowę.

          Pierwszym słowem z literką "e" z przodu są e-mocje, trzeba się zastanowić jakie
          jest źródło słowa "mocje", np. wydzielanie mocy, czyli energii.

          Kompromis kończy spór, kładzie kres kłótni, mówi się, że rozładowuje emocje.
          itd.
      • kwasna_cytryna Re: gadatliwi samotnicy 25.05.03, 23:28
        apf napisał:
        > Wbrew temu co sądzi Janek, po kompromisy się nie chodzi
        > tylko je się zawiera, zwykle po licytacji.

        W trakcie licytacji wyciaga się najgorsze brudy jako argumenty; więc licytując
        się raczej trudno znaleźć kompromis. Wprost przeciwnie - to raczej oddala od
        możliwości znalezienia jakiegokolwiek kompromisu.
        • apf Re: gadatliwi samotnicy 25.05.03, 23:35
          kwasna_cytryna napisała:

          > apf napisał:
          > > Wbrew temu co sądzi Janek, po kompromisy się nie chodzi
          > > tylko je się zawiera, zwykle po licytacji.
          >
          > W trakcie licytacji wyciaga się najgorsze brudy jako argumenty; więc
          licytując
          > się raczej trudno znaleźć kompromis. Wprost przeciwnie - to raczej oddala od
          > możliwości znalezienia jakiegokolwiek kompromisu.

          No, znam kobiety, które używają słów powszechnie uznanych za wulgarne i
          obraźliwe jako argumentów w poszukiwaniu kompromisu.

          Czasem kobieta przeżywa ZNP i wtedy nie ma możliwości negocjacji,
          BO TAK ma być i nie ma dyskusji.
          • kwasna_cytryna Re: gadatliwi samotnicy 25.05.03, 23:44
            apf napisał:

            > >
            > No, znam kobiety, które używają słów powszechnie uznanych za wulgarne i
            > obraźliwe jako argumentów w poszukiwaniu kompromisu.
            >
            > Czasem kobieta przeżywa ZNP i wtedy nie ma możliwości negocjacji,
            > BO TAK ma być i nie ma dyskusji.


            To może pora zmienić towarzystwo i poznać inne kobiety ?
            • white.falcon Re: gadatliwi samotnicy 26.05.03, 17:14
              kwasna_cytryna napisała:

              > apf napisał:
              >
              > > >
              > > No, znam kobiety, które używają słów powszechnie uznanych za wulgarne i
              > > obraźliwe jako argumentów w poszukiwaniu kompromisu.
              > >
              > > Czasem kobieta przeżywa ZNP i wtedy nie ma możliwości negocjacji,
              > > BO TAK ma być i nie ma dyskusji.
              >
              >
              > To może pora zmienić towarzystwo i poznać inne kobiety ?

              Nie sądzę, by zawarcie kompromisu jakąkolwiek drogą, nawet licytacji, było
              uzależnione akurat od tego, jaką płeć reprezentuje ten ktoś. Często w obrębie
              własnej płci kompromis w żaden sposób nie jest osiągalny. Wszystko zależy od
              osoby, a zakładanie z góry stereotypowych zachowań może prowadzić do błędnego
              pojmowania tego, co konkretny "autor ma na myśli". Stereotypy tworzymy sami i
              potem dziwimy się, dlaczego nie jest tak, jak założyliśmy, że być powinno. A
              towarzystwo. Cóż, nawet zmiana towarzystwa nie jest lekarstwem, jeżeli sama
              osoba nie zada sobie trudu zmiany stereotypów w myśleniu.
              Pozdrv.:)
    • Gość: Sergiusz samotnicy(?) IP: 213.17.172.* 26.05.03, 14:43
      Ta koleżanka...

      ...myślę, że tak naprawdę jest całkiem inaczej. Mówi
      głośno o swoim "pododzeniu się" właśnie dlatego, że się
      nie chce pogodzić. I jednocześnie się boi, że się powoli
      godzi. Nie z własnej woli, tylko z przymusu - upływu lat,
      świadomości przeżytych doświadczeń, doznanych krzywd i
      popełnionych błędów.

      Przez całe życie zbieramy kolejne doświadczenia. Mówi
      się, że stajemy się coraz mądrzejsi.
      Może tak jest... pewnie tak jest.
      Ale, niestety, jednocześnie stajemy się coraz bardziej...
      hm, chyba po prostu doświadczeni. To nam często pozwala
      unikać katastrof, ale równocześnie sprawia, że unikamy
      rzeczy pięknych i wspaniałych

      Samotnicy...oni sami często najlepiej wiedzą, jak bardzo
      nie chcą nimi być. I jakże często właśnie dlatego są.

      MS.

      • white.falcon Re: samotnicy(?) 26.05.03, 17:18
        Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

        > Ta koleżanka...
        >
        > ...myślę, że tak naprawdę jest całkiem inaczej. Mówi
        > głośno o swoim "pododzeniu się" właśnie dlatego, że się
        > nie chce pogodzić. I jednocześnie się boi, że się powoli
        > godzi. Nie z własnej woli, tylko z przymusu - upływu lat,
        > świadomości przeżytych doświadczeń, doznanych krzywd i
        > popełnionych błędów.
        >
        Albo też jest zbyt leniwa, by samej coś zrobić i czeka, aż albo "samo
        przyjdzie", albo na to, aż znajdzie się ktoś, komu będzie się chciało poświęcić
        i ją z tego stanu wydobyć. I jeden i drugi powód nie jest zbyt budujący.
        Pozdrv.:)
        • mock Re: samotnicy(?) 26.05.03, 17:39
          zgadzam się. ale z drugiej strony - ma być wyzywająca, szukać faceta na siłę?
          • white.falcon Re: samotnicy(?) 26.05.03, 18:32
            mock napisał:

            > zgadzam się. ale z drugiej strony - ma być wyzywająca, szukać faceta na siłę?

            A skądże! Nie sugeruję aż tak drastycznego kroku. To byłoby przegięcie w drugą
            stronę. Najlepiej byłoby chyba, gdyby znalazła "złoty środek", wyważając, czego
            właściwie chce od życia i realizując powzięte postanowienie. Stagnacja,
            marudzenie lub szukanie czegoś "na siłę" nie jest zbyt sensowne.

            Pozdrv.:)
            • curtiz Re: samotnicy(?) 26.05.03, 22:53
              All the lonely people
              Where do they all come from ?
              All the lonely people
              Where do they all belong ?
              • white.falcon Re: samotnicy(?) 26.05.03, 23:58
                curtiz napisał:

                > All the lonely people
                > Where do they all come from ?
                > All the lonely people
                > Where do they all belong ?

                Oni należą do świata,
                Który ich stworzył.
                Nie pochodzą jednak z nas,
                Bo idą drogą donikąd,
                Nie zostawiając śladów
                W duszach i sercach innych ludzi.

                Kto ich wspomni oprócz liścia jesiennego
                Na listopadowej gałęzi.

                Pozdrv.:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka