Gość: Niepoprawny
IP: 81.15.150.*
27.05.03, 16:10
Drodzy Towarzysze, spotkala mnie przykra zuchwalosc finezyjnej natury... A
wiec (wiem, ze tak byc nie powinno, ale do jasnej cholery z zasadami przy
sprawach tak wznioslych). Pewna dziewczyna meczy, meczy meczy fajnego,
zabawnego chlopaka, a on nie wie co robic. Ona puszcza mu co chwila sygnaly
na komorke, zagaduje na przerwach (kiedy on powienien rozwazac kwestie
preegzystencjalnej rzeczywistosci), a ona nawet do tej szkoly nie chodzi...
Ostatnio nawet polozyla na lawe kawe - mianowicie spytala oczywiste pytanie,
ktore mozna sie domyslic: "I co ja na to? Czy byc razem mozemy" troche sie
przy tym zdenerwowala, a ten fajny chloipak: "Momento. "Dis ar not to bi" i
zaplakala (no moze nie od razau, ale na pewno chciala, chciala ryczec,
chciala nawet pofarowac mi swoje drogocenne pioro)... a po jednym
przyjacielskim spotkaniu powiedziala swojej matce (nauczycielce mojej, znaczy
chlopaka tego), ze sie z nim, znaczy z ma spotka..... POMOZECIE!