Gość: ja
IP: *.organika.pl / 192.168.10.*
04.06.03, 14:08
.......a ja mam taki:
Od 6 lat jestem rozwiedziona, mam dwóch synów w szkole podstawowej i
spotkałam (jak mi się zdaje) miłość życia...Ale nic jakoś z tego nie może
wyjść. Znamy się od kilku lat, "parą" jeżeli można tak powiedzieć jesteśmy od
lat 3. Uzywam ", bo on nikomu o mnie nie mówi, ani rodzinie, ani
przyjaciołom, wie tylko jego matka - od roku. Stale "pracujemy" nad tym, żeby
się ułozyłoale on stale widzi nowe problemy. A to dzieci go denerwują, a to
go nie słuchają i lekceważą, a to ja stawiam mu za duże wymagania, a to żle
się czuje,itp. zawsze jest coś. Od dwóch lat z jego powodu przekładamy
kolejne daty slubu. Moja rodzina juz przestała czekać na ten ślub.... bo
stracili wiarę. Kilkakrotnie juz ze sobą zrywaliśmy ..no a potem były
powroty. Przyznam, że zwykle to ja pracowałam nad tym ,żebyśmy znowu byli
razem...może to jest ten mój błąd... że to ja chcę. Chociaż on mnie stale
zapewnia, że to tylko mi się wydaje, a on naprawdę ROBI WSZYSTKO żeby do tego
slubu doszło. A inni że się dziwią, że to tak długo trwa....to durnie, "bo
gdyby byli na jego miejscu to by inaczej śpiewali...". Wiem , że w ten
weekend spotyka się ze soimi kolegami ze studiów....mnie jak zwykle ze soba
nie zabiera. Jest mi przykro. Może lepiej juz zostać samą...
PS. Dzieci wcale go nie odrzucają..są tylko niepewne - bo nie wiedzą czego
mogą się po nim spodziewać w przyszłości. Poradźcie co robić - nie chciałabym
tak po prostu zrezygnować! Acha... poważne rozmowy prowadziliśmy już
wielokrotnie.