Dodaj do ulubionych

ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską

01.06.07, 00:02
(...) i po co to było ??????
Obserwuj wątek
    • quickly Re: ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małże 01.06.07, 01:20
      No wlasnie Madziu! Po co to bylo!!!
      Nabroilas, a teraz jest Ci przykro, ze tak jak wiekszosc kobiet nie dotrzymalas
      danych slubow milosci, wiernosci i uczciwosci malzenskiej i skrzywdzilas
      swojego meza...

      No coz... Po smierci pojdzisz prosto do piekla, a Twoj maz znajdzie sobie
      lepsza...
      • magda8887 odp. quickly 01.06.07, 11:01
        quickly rozczaruję Cię, bo pisząc:

        > Nabroilas, a teraz jest Ci przykro, ze tak jak wiekszosc kobiet nie dotrzymalas
        >danych slubow milosci, wiernosci i uczciwosci malzenskiej i skrzywdzilas
        > swojego meza...

        nie masz racji, bo to NIE JA. Nigdy własnego męża nie skrzywdziłam. NIGDY !!
        • aga77ti Re: odp. quickly 01.06.07, 11:03
          Madziu nie przejmuj sie tym co pisze quickly. jak kazdy facet uwaza, ze to
          kobieta cos nabroila. pisze takie rzeczy nie znajac nawet prawdy
    • Gość: art69 A to było tak IP: 212.244.155.* 01.06.07, 11:17
      ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską
      Ślubuję ci po wsze czasy
      Lecz między słowami przerwy są
      No to wyskoczę se... do kochanki.
      • exman Re: A to było tak 01.06.07, 11:48
        Często ludzie potrzebują sobie przysięgać przed księdzem, przed urzędnikiem,
        innym wystarczy przy księżycu albo polnej wierzbie. Kwestia nastroju. James
        Bond rzekł był onegdaj : "Never say never". A on dobrze wyszkolony był i
        wiedział co mówi.
        • Gość: : ) Re: A to było tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.07, 13:48
          i tyle samo warte są te przysięgi , kłamca zawsze jest kłamcą ,bezznaczenia są
          okoliczności..........
          • Gość: Wielki Błękit Re: A to było tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.07, 16:22
            Najważniejsze, by wierzyć w te słowa,kiedy się je wypowiada. A co zrobi z nimi
            czas, to już inna bajka. Nie mamy na to wpływu.
            • takajednatam Re: A to było tak 01.06.07, 19:43
              Naprawdę nie mamy wpływu na to co zrobi czas z naszymi pragnieniami i z wagą
              szczerości wyznania?
              To kim w takim razie jesteśmy?
              Tylko ludźmi czy aż ludźmi?
              Zdaje się, jestem pewna, że to my sami tworzymy określone sytuacje a nie padamy
              ich ofiarą.
              Jeżeli ktoś uważa, że został "wmanewrowany" w niewygodne położenie życiowe
              to znaczy, że nie jest siebie świadomy, albo - mniej lub bardziej- świadomie
              manipuluje.
              • quickly Dla Madzi... 02.06.07, 01:12
                Madziu, mloda jestes... Przeciez zazartowalem w moim pierwszym wpisie. Czy
                mialem od razu rozdrapywac Twoje rany? Chcialem, zebys sie oderwala chociaz na
                chwile od rzeczywistosci. Tego teraz potrzebujesz najbardziej...

                No ale kiedys przyjdzie taki czas, zeby zaczac wydziec swiat takim jaki on
                jest. A ten swiat to niestety niezle szambo...

                I po co bralas jakiegos latawca? Ja Ciebie za to nie winie... Sam kiedys
                popelnilem podobny blad. Doskonale wiem, jak to moze bolec. Mi tez
                wtedy "zacmilo" umysl...
                Ja wiem... milosc... zauroczenie... radosc o poranku... i takie tam bla bla
                bla...
                A on po pewnym czasie zobaczyl jakas "pindzie", kusia mu stanela no i doszlo do
                bardzo bliskiego kontaktu... Cwaniaczek myslal, ze nikt sie o tym nigdy nie
                dowie, ale jednak stalo sie inaczej...(Wulgarne? Nierzyzwoite? Po co owijac w
                bawelne? Mysl sobie co chcesz, ale to jest brutalne dno calej tej prawdy...)

                No coz, teraz wybor nalezy teraz do Ciebie. Tylko, ze nie masz ciekawego
                wyboru... Rozwod... Separacja... albo zapomniec o calej sprawie (do nastepnego
                razu?). Kochasz go, dlatego to Cie boli... Jezeli nie macie jeszcze dzieci...
                to wybral bym to pierwsze. Poboli, poboli i przestanie. Ja wybralem to
                pierwsze rozwiazanie (rozwod) dawno, dawno temu... i wiem, ze postapilem
                dobrze. Przynajmniej teraz mam swiety spokoj...

                • magda8887 Re: odp 02.06.07, 23:17
                  > A on po pewnym czasie zobaczyl jakas "pindzie", kusia mu stanela no i doszlo do
                  > bardzo bliskiego kontaktu... Cwaniaczek myslal, ze nikt sie o tym nigdy nie
                  > dowie, ale jednak stalo sie inaczej...(Wulgarne? Nierzyzwoite? Po co owijac w
                  > bawelne? Mysl sobie co chcesz, ale to jest brutalne dno calej tej prawdy...)

                  o jego zdradzie nic mi nie wiadomo. Nie ma żadnych "symptomów" abym mogła
                  posądzić go o zdradę. Chociaż ... ??? Dwie nocki spędził po za domem twierdząc
                  że był u kolegi i pili. Pierwszą noc spędził po za domem jak wkurzona tą całą
                  sytuacją wyprowadziłam się (z resztą sam kazał mi wypier ...) a drugą noc
                  spędził po za domem w momencie jak nie było mnie w domu bo leżałam w szpitalu,
                  po prostu wykorzystał moment mojej nie obecności. Przykro mi było że w momencie
                  kiedy ja leżałam na ginekologii on potrafił na noc nie wrócić do domu tylko był
                  z koleżkami.
                  • magda8887 Re: odp 02.06.07, 23:26
                    częśto próbuje "wejść" mi na psychikę, bynajmniej ja tak to odczuwam, otóż przed
                    wczoraj jak tylko położyłam się spać zaczął głośno myśleć i pytać "jak myślisz
                    uda nam się?" odpowiedziałam, że jeżeli obydwoje postaramy się i na prawdę
                    będziemy chcieli uratować małżeństwo to jest możliwe aby było dobrze. On
                    zareagował śmiechem , bo rozbawiło go moje jedno słowo w zdaniu "... że jeżeli
                    OBYDWOJE postaramy się ..." On uważa że to ja powinnam się postarać bo z nim
                    jest wszystko ok. Nie sądzę. Po chwili dodał że czarno widzi nasze małżeństwo,
                    że żałuje że się ze mną ożenił, więc mu odpowiedziałam że zrobił to z własnej
                    nie przymuszonej woli, wtedy zarzucił mi że zrobił to ponieważ ja nalegałam.
                    BZDURA. Widząc że zabolały mnie jego słowa, zaczął dalej "wbijać szpilę w moje
                    serce". Spytał mnie czy w razie czego jak się rozstaniemy to znajdę sobie nowego
                    faceta. Nie zdążyłam odpowiedzieć bo sam sobie odpowiedział mówiąc że "jesteś
                    młoda i na pewno znajdziesz sobie jakiegoś gacha" Po czym odwrócił się i
                    powiedział "dobranoc". Oj szybko nie usnęłam ...
              • Gość: Wielki Błękit Re: A to było tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.07, 01:29
                Kto mówi o wmanewrowaniu? Po prostu życie takie jest i serce nasze takie jest,
                że zawsze sprawia niespodzianki.
                Naprawdę chcemy kochać wiernie , aż po grób i staramy się , ale nie zawsze w
                życiu jest jak w bajkach.
                Widzę jednak, że masz swoją wersję, więc trzymaj się jej jak tylko potrafisz, a
                ode mnie masz życzenia powodzenia, obyś nigdy się nie zawiodła na swoim sercu.
                • takajednatam Re: A to było tak 04.06.07, 10:14
                  wielki błękicie, dziękuję za życzenia powodzenia. Przyda się, nigdy nie wiadomo
                  kiedy.
                  A w życiu nie o to chodzi, aby było jak w bajce i również nie o to, aby nigdy
                  nie zawieść się na sercu. Jedno i drugie jest mrzonką.
                  Raczej zmierzajmy w tym kierunku, aby boleść rozstania, która prawie nikogo nie
                  omija, poczyniła jak najmniejsze szkody w nas samych. Abyśmy nigdy nie dali
                  sobie wmówić poprzez ból i ogłupiające cierpienie, że to coś z nami jest nie
                  tak.
                  Kiedyś zmęczone cierpieniem serce i dusza zechcą znowu żyć. Żyć godnie.
                  Dlatego dobrze jest rozumieć, że rozstania mimo silnego bólu psychicznego nie
                  dają nam prawa do manipulacji. Partner ma prawo dalej żyć inaczej - już bez nas.
    • grzanka23 Re: ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małże 02.06.07, 10:00
      Az do zdrady.
    • magda8887 Re: ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małże 02.06.07, 23:34
      nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz zabrał mnie na spacer ... o ile dobrze
      pamiętam to z 4-5 tygodni temu i to na krótki spacer z psem. Każdego dnia proszę
      go abyśmy wybrali się na spacer ale on wtedy wykręca się mówiąc że jest zmęczony
      bo miał dużo pracy, a jak miał mniej pracowity dzień to też nie bo nie ma ochoty
      albo coś go boli. A jak ma jechać na ryby to nic mu nie dolega i ma siłę,
      ochotę. Nie wiem co się dzieje, przecież po ślubie mija dopiero 2 lata. A czuję
      się jak w starym małżeństwie. A niech tylko kolega zadzwoni to leci
      • magda8887 Re: ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małże 02.06.07, 23:40
        nie dawno mówił że żałuje że się ze mną ożenił a dziś mówi już co innego że nie
        żałuje i tak w koło macieju. Raz żałuje za chwile nie żałuje, znów żałuje po
        chwili nie żałuje itd. ...
        • color Re: ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małże 03.06.07, 00:01
          moim skromnym zdaniem... nic z tego nie bedzie.
          do niczego cie nie namawiam ale powinnas szybko podjac jakas decyzje... tylko co
          z tego ci przyjdzie ze sie wyprowadzisz, jego wywalisz, potem rozwod czy
          separacja.... jesli nadal go kochasz ? bo tak wlasnie jest, inaczej nie bolaloby
          cie to jakim czlowiekiem jest dla ciebie...

          wiesz.. niektorzy cale zycie dorastaja, on chyba jeszcze ni wie czym jest
          malzenstwo, partnerstwo i uczciwosc wobec drugiego czlowieka... moze sie toba
          nacieszyl i uswiadomil, ze jeszcze sie nie wyszalal ?

          to przykre :/ ale nie mam dla ciebie zadnych konkretnych rad (nie mam do tego
          prawa) bo kazdy przypadek jest indywidualny. to co moge ci tylko radzic to
          ogarnij swoje mysli...

          zycze powodzenia
          • lalka-mi Re: ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małże 03.06.07, 00:08
            Strasznie niezrównoważony psychicznie facet. Lubisz takich?
            • color Re: ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małże 03.06.07, 00:19
              to do mnie ?? :)
              • lalka-mi Re: ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małże 03.06.07, 00:26
                :) Nie nie do Ciebie.Chyba , że czujesz się takim?
                Ale to raczej "o" tym, który jest przedmiotem rozważań Autorki wątku:)
                • color Re: ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małże 03.06.07, 00:28
                  oj... troche humoru chcialem tylko wprowadzic do tego ponurego watku :)
                  • lalka-mi Re: ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małże 03.06.07, 00:36
                    A może koloru?
                    Tak czy inaczej to dobrze o Tobie świadczy.
                    A dlaczego wątek jest niby ponury? Że niby miłość nie jest wieczna, to to jest
                    ponure? To realia.
                    • color Re: ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małże 03.06.07, 00:43
                      tak, te realia sa ponure, ktore sie okazuja inne niz bysmy chcieli - ale takie
                      zycie... kazdy musi to przejsc by zrozumiec czym jest naprawde.

                      szkoda tylko ze wslad za tym ida ludzkie, niepotrzebne krzywdy i przykrosci.
                      milosc nie jest wieczna, mozna sie odkochac, mozna sie zakochac w kims innym ale
                      zawsze trzeba drugiego czlowieka szanowac a nie traktowac jak smiecia -
                      zwlaszcza takiego, z ktorym spedzilo sie kawalek zycia, z ktorym lacza go
                      wspomnienia, chwile...

                      moze to tylko kryzys autorki watku... moze wszystko wroci do normy (czym jest
                      norma ?) - ale wszystko juz nie bedzie takie jak dawniej niestety... i nad tym
                      sie trzeba zastanowic.
                      • lalka-mi Re: ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małże 03.06.07, 00:57
                        To juz _drogi Colorze- zależy od kultury, wrażliwości i umiejętności odczuwania
                        empatii osoby, z którą byliśmy związani, a także naszej. Rozstanie zawsze boli
                        jedną ze stron bardziej, dla drugiej moze być także trudne, bo przeciez
                        świadomość, że kogoś ranimy jest okrutna...

                        Dlatego też w momencie rozstania powinniśmy szczególnie mocna starać się
                        wzajemnie zrozumieć i...paradoksalnie pomóc sobie. To naprawdę trudne przeżycie,
                        a jednak ciągle zdarza się i chociaz wierzymy, że "na zawsze", że "nigdy", to
                        jednak przychodzi taki moment, kiedy wszystkie przysięgi i cała wiara rozsypuje
                        się w proch...

                        Kurczę, ale to smutne...
                        • color Re: ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małże 03.06.07, 01:06
                          lalka-mi napisała:

                          > jedną ze stron bardziej, dla drugiej moze być także trudne, bo przeciez
                          > świadomość, że kogoś ranimy jest okrutna...

                          mam nieodparte wrazenie ze ON jest tego swiadomy i to bardzo...

                          > Dlatego też w momencie rozstania powinniśmy szczególnie mocna starać się
                          > wzajemnie zrozumieć i...paradoksalnie pomóc sobie. To naprawdę trudne przeżycie

                          wiem, to nie jest proste dlatego zycze autorce przede wszystkim rozwagi i
                          pozbierania mysli

                          > a jednak ciągle zdarza się i chociaz wierzymy, że "na zawsze", że "nigdy", to
                          > jednak przychodzi taki moment, kiedy wszystkie przysięgi i cała wiara
                          rozsypuje się w proch...

                          dlatego powinno sie zabronic uzywania slow typu "na zawsze" "nigdy" , bo to tak
                          jak z tym "czarne" i "biale" :)))

                          ale czlowiek jest tylko czlowiekiem...
                          • lalka-mi Re: ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małże 03.06.07, 01:09
                            Człowiek jest tylko człowiekiem, z prawem do błędu, do grzechu, do słabosci, ale
                            bez prawa do braku wyobraźni...
                            • color Re: ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małże 03.06.07, 01:12
                              amen :)
                              • lalka-mi Re: ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małże 03.06.07, 01:18
                                :)
            • magda8887 Re: lalka 03.06.07, 12:57
              > Strasznie niezrównoważony psychicznie facet. Lubisz takich?

              Nie NIE lubię takich. Przed ślubem nie odnosił siętak do mnie jak teraz, znałam
              go z zupełnie innej strony. A przed ślubem tworzyliśmy parę przez ponad 6 lat.
              • lalka-mi Re: lalka 03.06.07, 13:10
                Madziu, sorry.
                Wiem, że nie lubisz i myślę, że naprawdę jest Ci ciężko, ale dorosły mężczyzna
                nie powinien mieć tak zwichrowanego poglądu na Wasze małżeństwo.
                Ale ma...Najgorsze jest to, że Ty jesteś uzależniona od jego nastrojów- bez
                Twojej woli jesteś zabierana tą huśtawką raz do nieba, a raz na dno...

                Na pewno w dobrych chwilach wierzysz, że idzie ku lepszemu, ale za moment znów
                czeka Cię rozczarowanie.
                Pomyśl Magdo czy naprawdę to jest jeszcze miłość?Czy to co było przed ślubem nie
                skończyło się po prostu...

                Życzę Ci powodzenia, ale przede wszystkim siły.
                • magda8887 Re: lalka-mi 03.06.07, 13:39
                  Masz rację lalka-mi. Jest mi ciężko, zadaje mi ból swoim zachowaniem i
                  słownictwem ale mimo wszystko chcę ratowac to małżeństwo bo Go kocham. Nie po
                  to ślubowałam mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską aby teraz od tak sobie
                  odpuścić, chcę powalczyć o nasze wspólne dobro. Tylko boję się, że on to
                  zrozumie jak już będzie za późno, bo ja ne jestm aż taka mocna psychicznie. W
                  swoim życiu wystarczająco się nacierpiałam, w wieku 16 lat straciłam Mamę,
                  przeżyłam załamanie nerwowe, potrzebna była pomoc lekarza, brałam mocne środki
                  uspokajające i czuję że moje siły nie są już tak 'potężne" jak dawniej.

                  Masz rację pisząc że
                  > jesteś uzależniona od jego nastrojów- bez
                  > Twojej woli jesteś zabierana tą huśtawką raz do nieba, a raz na dno...

                  czuję się jak na karuzeli życia, dokładnie jest tak jak napisałaś raz na górze
                  raz na dnie, to strasznie męczące i przykre, ta świadomość że nie wiadomo na
                  czym się stoi przytłacza. A mimo wszystko jestm z nim, przy nim.

                  Różne mam uczucia, mieszane. Jak jest dobrze, to myślę wtedy że wszystko jakoś
                  się ułoży itd. ale za moment moje wyobrażenia pryskają jak bańka mydlana.
                  Czasem się zastanawiam czy ma to wszystko sens. Taka szarpanina uczuć. Mam
                  ochotę uciec od niego i od tej całej sytuacji ale jak wyjde i pojadę do
                  znajomych to zaczynam myśleć, chcę wracać i walczyć aby było tak jak należy.
                  Może to wydać się chore ale tak jest. Jestem okropnie zamotana w tym wszystkim.
                  Chcę jakoś działać ale nie wiem jak. Gdyby tylko on mi jakoś pomógł, tak razem.
          • magda8887 Re: color 03.06.07, 00:09
            dzięki
    • magda8887 Re: ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małże 03.06.07, 00:07
      Przedstawię Wam jeszcze jedną sytuację. Tydzień temu w niedzielę wcześniej
      poszłam spać, bo na drugi dzień musiałam z samego rana wstać. Niestety nie
      mogłam w spokoju spać, ponieważ co usnęłam to zostałam obudzona przez męża, bo
      wiercił się na łóżku, głośno mówiąc, że nie może spać. W końcu przed godz. 2gą w
      nocy wstał mówiąc, że nie może usnąć i musi wyjść na dwór na spacer. Ubrał się a
      przed samym wyjściem powiedział „wychodzę bo dziej się coś złego z moja
      psychiką, czuję że coś jest nie tak” i wyszedł, nie byłam w stanie go zatrzymać
      a iść razem z nim nie mogłam bo zabronił. Zostałam w domu. Wrócił po ok. 20 min.
      A była już godz. 2.00 (w nocy) otworzył garaż i wyjechał samochodem. Nie
      widziałam co się dzieje, co jest grane że o tak później godz. gdzieś jedzie a na
      dodatek te jego słowa przed samym wyjściem nie dawały mi spokoju. Zadzwoniłam do
      niego nie odebrał, raz, drugi bez skutku, ostatnie połączenie odrzucił. Wrócił
      po ok. 10 minutach, rozłoszczony, aż kipiał z nerwów i zaczął na mnie krzyczeć,
      że jakim prawem do niego dzwonię, że nie powinno mnie interesować, że wyszedł z
      domu. Tłumaczyłam mu, że się martwiłam, bo jak inaczej miałam zareagować jak
      wychodzi tak późno w nocy i z takim tekstem: „wychodzę bo dziej się coś złego z
      moja psychiką, czuję że coś jest nie tak”
      • color Re: ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małże 03.06.07, 00:27
        wiesz... wchodzac w jego skore czulbym sie troche przytloczony ze ktos tak
        usilnie chce wejsc w moja psychike, o wszystkim wiedziec, wszystko
        kontrolowac... nie mowie ze tak jest, ale moze sama nieswiadomie przyczyniasz
        sie do tego ze on cie unika ? sproboj jak mowilem ogarnac mysli, uspokoic sie i
        ochlonac od tej domowej atmosfery. badz czujna i obserwuj go ale nie ingeruj -
        daj sobie czas - tydzien, dwa i zobacz czy jak staniesz sie wobec niego bardziej
        obojetna (a on to odczczuje) - czy przypadkiem nie stanie sie odwrotna sytuacja
        i nie zacznie znow zabiegac o twoje wzgledy :)

        takim eksperymentem niczego nie pogorszysz juz, moze polepszysz a przynajmniej
        bedziesz pewna jakie sa jego intencje wobec ciebie... bedzie ci latwiej podjac
        dalsze swiadome kroki.

        trzymaj sie.

        p/s zajmij sie soba, spotykaj z kolezankami, pokaz mu ze jestes samodzielna...
        moze to poskutkuje, ze sie opamieta... wszystko jest mozliwe.
        • magda8887 Re: color 03.06.07, 13:09
          > wiesz... wchodzac w jego skore czulbym sie troche przytloczony ze ktos tak
          > usilnie chce wejsc w moja psychike, o wszystkim wiedziec, wszystko
          > kontrolowac... nie mowie ze tak jest, ale moze sama nieswiadomie przyczyniasz
          > sie do tego ze on cie unika ? sproboj jak mowilem ogarnac mysli, uspokoic sie
          > i ochlonac od tej domowej atmosfery. badz czujna i obserwuj go ale nie
          > ingeruj - daj sobie czas - tydzien, dwa i zobacz czy jak staniesz sie wobec
          > niego bardziej obojetna (a on to odczczuje) - czy przypadkiem nie stanie sie
          > odwrotna sytuacja i nie zacznie znow zabiegac o twoje wzgledy :)

          Powiem Ci że próbowałam i tak i tak. Czyli jak pokazywałam że się nim
          interesuję, martwię tym co się z nim dzieje to miał mi to za złe. Więc któregoś
          dnia zrobiłam tak jak właśnie napisałeś, udawałam obojętną (ale nie ignorowałam
          go całkowicie - w granicach rozsądku), zajęłam się sobą, własnymi sprawami itd.
          i stwierdzam że nie spodobało mu się to, bo zaczął mi zarzucać, że widocznie
          już go nie kocham, że jest mi nie potrzebny itd. co jest totalną BZDURĄ. Tak że
          pokazywać mu że się o niego martwię, troszczę jest według niego źle a znowu
          robić się obojętną też źle. Sama już nie wiem czego on chce, sam nie potrafi
          się określić. Próbuję jakoś to rozwikłać ale on unika jakikolwiek poważnych
          rozmów, tłumaczy że nie ma ochoty na rozmowy, dodając że "wszystko wyjdzie w
          praniu" "czas pokaże" no ale przecież tak się nie da, bo aby ratować małżeństwo
          to trzeba działać a nie czekać co pokaże czas.
        • magda8887 Re: color 03.06.07, 13:18
          > p/s zajmij sie soba, spotykaj z kolezankami, pokaz mu ze jestes samodzielna...
          > moze to poskutkuje, ze sie opamieta... wszystko jest mozliwe.

          tylko że moje spotkania z koleżankami potrafi mi wypomnieć. Nawet do dnia
          dzisiejszego czasem wypomina mi to że w zeszłym roku na początku grudnia
          pojechałam z koleżanką do pobliskiego miasta na świąteczne zakupy. Chciałam
          wtedy z nim jechać ale jemu się nie chciało więc pojechałam z koleżanką. Dodam
          że on widuje się częściej z kolegami niż ja z koleżankami i jakoś mu tego nie
          wypominam. Ja widuję się rzadziej ze znajomymi bo one już mają własne rodziny,
          męża dzieci. A jego koledzy to wszyscy jeszcze kawalerowie, więc są bardziej
          dyspozycyjni z czasem. Może oni mają na niego jakiś zły wpływ bo jeden w mojej
          obecności buntował mojego męża przeciwko mnie. Mówiąc aby zostawił mnie w domu
          i żeby pojechał z nimi na jąkąś imprezę i żeby nie słuchał co ja do niego mówię.
          • color Re: color 04.06.07, 00:29
            magda8887 napisała:

            krotko mowiac... to wariat... ewakuuj sie poki czas bo nic z tego nie bedzie.
            nawet jak sie pogodzicie to wyczeka na odpowiedzni moment aby ci wszystko
            wypomniec... o tak w kolko macieju. po prostu ten typ tak ma a ty jestes zbyt
            wrazliwa ("za duzo widzisz, zbyt mocno czujesz") aby to zaakceptowac.

            poza tym - po to ludzie wymyslili rozwody aby wlasnie rozwiazywac
            nierozwiazywalne problemy, takie jak twoj.

            rozwaz wszystkie za i przeciw, decyzje odpowiedzialnie podejmij sama
    • asleep_alien Jestem facetem... 04.06.07, 11:28
      Jestem facetem, samemu nie wolnym od problemów, dlatego to co napiszę, podziel
      przez dwa co najmniej :)

      Z tego, co napisałaś - masz faceta na rozdrożu - tak mi się wydaje.
      Zauwazyl, ze malzenstwo - ogród - potrzebuje tez wlozenia wkladu pracy, aby
      kwiaty w tym ogrodzie byly piekne. Przezywa kryzys postawy roszczeniowej wobec
      malzenstwa - wie, ze musi popracowac nad samym soba i boi sie tego.
      Krotko - wie, ze musi z czegos zrezygnowac i miota sie wewnetrznie - czy chodzi
      o uczucie "na boku" czy tez o "wolnosc z kolegami" - nie wiem.
      Jego koledzy maja zly wplyw na niego - wnioskuje z Twych slow.
      Jego wychodzenie w nocy z domu, negatywne emocje (skad ja to znam...) - moim
      zdaniem i tak lepsze to niz typ "zimnego sku..ela" - przynajmniej wykazuje
      emocje, czyli nie jestes mu obojetna.
      On probuje z Toba rozmawiac, ale z gory, zebys mu sie podporzadkowala. Z drugiej
      strony przezywa ta sytuacje bardzo, miota sie, jest niestabilny.
      Musicie porozmawiac o Waszym zwiazku - podzielic jasno obowiazki ale rowniez
      obdarzyc wolnoscia w granicach mozliwosci. I on, i Ty potrzebujecie rowniez
      czasu dla siebie, na swoje hobby, zainteresowania itp. I ta druga strona powinna
      to zaakceptowac. Ale nie daj sie sprowadzic do parteru - tylko uklad partnerski,
      w ktorym ludzie ze soba ROZMAWIAJA, ma szanse przetrwania.
      On ma teraz jakis zgryz, a jego decyzje w tym stanie moga byc nielogiczne.
      Analizuje Twoja wartosc dla niego, ze tak okrutnie powiem i czy mu sie bardziej
      oplaca zostac czy odejsc. Ale o Ciebie tez sie martwi.
      Czego Wam zycze - zeby zrozumial, ze bedzie tylko wtedy szczesliwy, kiedy Ty
      bedziesz szczesliwa.
      Nie daj sie zapedzic w kozi rog, badz trzezwa kiedy on nie jest, potraktuj go
      troche jak duze dziecko, wyrozumiale.
      I pamietaj, to tylko moja prywatna opinia - inni tez Ci radza, mozesz isc do
      psychologa - nie wstydz sie, bo to walka o wartosci najwyzsze - pomoc z kazdej
      strony cenna.

      Pozdr :)
      • asleep_alien I dla jasności 04.06.07, 12:34
        Jak mi sie zdarza (na szczescie rzadko) wyjsc w srodku nocy w wyniku
        nieporozumien na kilka godzin z domu, to swoja komorke klade na srodku stolu na
        widoku. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Destrukcja i autodestrukcja w
        jednym. Emocje. Brak dojrzalosci.
    • hetacus Re: ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małże 05.06.07, 11:18
      Nie Ty pierwsza, nie Ty ostatnia. Statystycznie dzisiaj w Polsce sądy orzekną
      ponad 200 rozwodów
      • Gość: umberto duże dziecko IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.06.07, 15:22
        Znam takich jak twój mąż. Duże, niedojrzałe emocjonalnie dzieci.
        Twój mąż poprostu się znudził Tobą i małżeństwem - szuka czegoś nowego,
        odskoczni, tęskni za dawnymi latami wolności.

        Co możesz zrobić? Przede wszystkim nie walcz z jego zachowaniami - nie wygrasz,
        a tylko dolejesz oliwy do ognia. Albo się z nim rozstań, albo przeczekaj -on
        się wyszumi, z czasem ustabilizują się jego emocje i zachowania. Sytuacja Twoja
        jest jak wahadło - od lewa do prawa, od prawa do lewa....raz się Tobą nudzi,
        raz do Ciebie wraca...Masz ruchome piaski pod stopami. To się długo w takim
        układzie relacji nie zmieni.

        Niestety dochodzenie do stabilizacji może potrwać lata....Znając kobiety -
        zaciśniesz usta i się poświęcisz, nie przerwiesz tej chorej sytuacji. Faceci
        szybko by się z takiego związku ewakuowali, bo są po prostu wygodni. Twój mąż
        też również wygodny - musisz to przyjąć i albo zaakceptować albo tolerować. On
        chce byś dała mu pretekst do zerwania z Tobą. Sam jest zbyt tchórzliwy by
        odejść, dlatego szantażuje Ciebie. Jak długo mu nie dasz na tacy powodu do
        rozwodu - tak długo będzie z Tobą. Ale to już Twój wybór - albo się pogrążasz w
        małżeństwie i czekasz (poświęcając całą siebie, może nawet całe swoje
        życie) ....albo finito (popłaczesz rok- dwa, ale.... przeżyjesz).


    • magda8887 ciąg dalszy 05.06.07, 23:37
      ... cholera kolejne rozczarowanie, kolejny raz „poległam” ...

      Otóż tak jak już pisałam nie pamiętam kiedy ostatni raz mąż zabrał mnie na
      spacer, we dwoje, chyba 4-5 tygodni temu, wiecznie powtarzał, że nie ma siły,
      ochoty, coś go boli albo mówił „jutro” a jak przyszło to „jutro” to znów
      przekładał na kolejne „jutro” i tak ciągle z dnia na dzień. Zawsze coś mu stało
      na przeszkodzie. Otóż dziś pomyślałam, że spacer wreszcie się odbędzie i to
      dziś, bo ileż można czekać. Spytałam odpowiedział że dobrze, super !! ucieszyłam
      się. Cały dzień byłam w super nastroju WRESZCIE WSPÓLNY SPACER Zrobiłam mu
      śniadanko (dość często mu robię) kawkę i jak co dzień zrobiłam obiadek (ulubiony
      jego schabowy). Po obiadku zrobiliśmy sobie sjestę na łóżku, zainicjowałam sex,
      zabezpieczyliśmy się prezerwatywą, było super do momentu jak powiedziałam mu, że
      mam dziś dni płodne, chyba mocno się tym przejął, bo jak tylko poczuł, że
      „dochodzi” wycofał się i wytrysk był po za mną, dziwne przecież kochaliśmy się z
      prezerwatywą!! Nie wiem, czemu tak się zachował, przecież często kochaliśmy się
      BEZ zabezpieczenia i dochodził we mnie i jakoś się nie bał ciąży a dziś nagle go
      strach obleciał, że nawet nie zaryzykował wytrysku we mnie w prezerwatywie.
      Dziwnie się poczułam, tak jakby bał się, że mogę zajść w ciążę. A przed ślubem
      to wcale się nie bał, często seks był bez zabezpieczenia. Przecież nie jest
      jakąś tam przygodną dziewczyną tylko jego ŻONĄ !! Nawet nie potrafił mi
      wyjaśnić, czemu teraz boi się, teraz jak jestem już jego żoną. Nie nalegałam na
      odpowiedź. Tylko po paru minutach spytałam jak z spacerem, idziemy? A on wtedy z
      grubej rury „NIE” na moje pytanie „czemu?” odpowiedział „BO NIE, NIE MAM OCHOTY”
      i ot to takie miłe zakończenie seksu i całego dnia. Wyszłam do drugiego pokoju i
      popłakałam się, tak bardzo mi przykro. Myślałam że przyjdzie do mnie porozmawia,
      niestety kolejne rozczarowanie ... Po ponad godz. wróciłam do pokoju gdzie
      wcześniej byliśmy, oczywiście męża zastałam z pilotem w ręku, wolał sobie
      oglądać TV niż ze mną porozmawiać. Poczułam się zignorowana.
      • asleep_alien Re: ciąg dalszy 06.06.07, 09:07
        Po pierwsze, napisalas, co napisalas - a na roznych ludzi na forum mozesz trafic.
        Po drugie, problemy z seksem to tylko skutek, objaw czegos znacznie
        powazniejszego. Facet jest w glebokim dole, Ty nie wiesz o co chodzi, on nie
        mowi - nie bede Ci radzil, co konkretnie masz zrobic, bo za cienki na to jestem.
        Szukajcie profesjonalnej pomocy. Oboje. Starajcie sie to robic razem.
        Sytuacja jest bardzo powazna ale nie oceniam, byc moze jest jak w wiekszosci
        przypadkow, jak to spiewa Madonna w utworze Frozen: "Now there's no point in
        placing the blame" - w koncu znacie sie wiele wiele lat.

        Powodzenia :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka