Dodaj do ulubionych

Z cyklu "grzeczność na codzień"...

13.06.07, 12:29
Była taka sytuacja, ktoś poznany przez internet obiecywał mi wspólne wypicie
kawy i jakieś takie wypady w różne ciekawe miejsca w wakacje... Długo się ze
mną na tę kawę i wycieczki umawiał, oj bardzo długo... Pół roku temu już
prosił żeby się orientować, może coś gdzieś na te wakacje rezerworwować trzeba???


Łoki, chętnie poznam człowieka, cieszyłam się całymi miesiącami... Spotkanie
miało się odbyć za kilka dni i mieliśmy się spotkać w miejscu publicznym,
które bardzo mi odpowiadało -fajnie, spokojnie, cicho... W sam raz do
pogadania... Miejsce było ustalone już dawno i jako takie -bardzo je lubię...

Kilka dni temu jak grom z jasnego nieba, pan umyślił sobie, że będzie mi się
pchał do pracy, chociaż zaczyna się sesja, zawracanie głowy z zaliczeniami i
go do tejże pracy nie zapraszam, wręcz wypraszam... Pan uznał moją pracę za
"miejsce neutralne", odpowiednie na pierwsze spotkanie, w którym będę się
dobrze czuła... Szok... Nie wyobrażam sobie zawierania takiej znajomości na
oczach koleżeństwa z pokoju i ewentualnych studentów... Szopka na całego, a
umówione miejsce znajduje się w odległości 15 minut spokojnego marszu od mojej
pracy, więc co jest grane???

Uprzejmie wyjaśniłam, że praca "miejscem neutralnym" nie jest, że będę się źle
czuła jeśli przyjdzie i proszę o spotkanie na mieście... Nie będę przytaczać
wymiany "poglądów" i tego co mi się oberwało (aaaa coś, że jestem egoistką i
sama tego nie widzę, czy jakoś tak), ale pan bodajże 3 razy wpychał mi się do
pracy, choć odmawiałam i proponowałam spotkanie na mieście.

Jakby na to nie patrzeć -praca nie jest dobrym miejscem na spotkania
towarzyskie i nie muszę tu podejmować gości. Pracuję w trybie "flexible time"
i w każdej chwili mogę wyjść, wypić tę kawę na spokojnie i albo wrócić do
pracy, albo już nie wracać...

No nic, pan naciskał, że jak jestem zapracowana to wpadnie do tej pracy tylko
na 10 minut, przywita się, wręczy mi pewien upominek... i leci dalej, bo
gdzieś umówiony i jedzie wypoczywać... No chyba że ja mam jakiś lepszy pomysł...

Mam lepszy pomysł i piszę, ze do pracy nie, jednak na mieście -owszem, a jak
godzina jest nieodpowiednia -umówmy się wcześniej. No i piszę wprost, że jeśli
chce się ze mną gdzieś w wakacje wybrać na jakieś wycieczki to niech jakoś
konkretnie ustali termin, umówi się, bo ja też mam rodzinę, chcę jechać,
odwiedzić, itd...

Pan nie zrozumiał, może zrozumieć nie raczył, że na jego gwizdanie do nogi
przybiegać nie będę i że szacunek do drugiego człowieka nakazuje wcześniejsze
ustalenie terminu czy to spotkania, czy wyjazdu; że ludziom nie należy się
pchać do pracy, do domu, czy gdzie tam nie zapraszają; że można usiąść na
spokojnie i obgadać co, jak i kiedy da się rozplanować żeby obie osoby miały
czas...

Na moje wyjaśnienia, że mój czas i plany trzeba szanować i uzgadniać ze mną
terminy... zareagował... zupełnym wycofaniem się ze znajomości. Mnie już
oglądać na oczy nie chce, upominek poda przez portiera w pracy, życzy miłych
wakacji, spodziewa się utrzymywania dalszej korespondencji mailowej po
wakacjach (pytanie: po co, skoro korespondowałam z zamiarem poznania żywego,
inteligentnego i ciekawego człowieka?), prosi o przysłanie mu jakichś ładnych
fotek (nic przysyłać nie będę, niech się w nos ugryzie).

Epistołę dostałam dzisiaj kontrowersyjną i szokującą, pan mógł mi to
powiedzieć wprost, zamiast pisać (to spotkanie miało odbyć się w najbliższy
poniedziałek) jednak dla mojego "dobra" i "spokoju" zdezerterował nie
zostawiając żadnych namiarów na siebie w trakcie urlopu, a zatem nie
zostawiając najmniejszej szansy na rozmowę czy jakiekolwiek wyjaśnienia w tej
sprawie.

Ja to odbieram jak wyjście z pokoju w trakcie rozmowy po wygłoszeniu własnej
kwestii, żeby tylko nie pozwolić rozmówcy do wyrażenia własnego zdania, a
zatem zachować dla siebie to ostatnie zdanie w rozmowie.

I śmieszy mnie takie zachowanie, jakby ktoś chciał mnie ukarać za własny brak
szacunku do mojego czasu i mojej ludzkiej serdeczności i przywiązania, poprzez
zerwanie znajomości. Na zasadzie: "Nie jest ważne, że Ty miałaś dla mnie
godzinę lub dwie, ja miałem tylko 10 minut w biegu i trzeba było korzystać.
Patrz co narobiłaś: obraziłaś mój Majestat i dlatego nigdy się nie zobaczymy.
Upominek podam przez portiera"...

Było kiedyś jakieś genialne zdanie któregoś z polskich polityków, że
"prawdziego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy"...
do którego dzisiaj w pełni się przychylam...

I jedno co mogę poradzić wszystkim ludziom niezależnie od płci: przy
jakiejkolwiek jasnej i klarownej oznace, że drugi człowiek nie jest szczery,
nie jest słowny i sumienny... nie wierzcie w to, że to Wy go za surowo
oceniacie. Nieważne czy to współpracownik, przyjaciel, ktoś z rodziny, partner
czy kandydat na partnera. Człowiek albo jest uczciwy, albo nie jest i tu nie
mam nic po środku.

Obserwuj wątek
    • samowolny Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 13.06.07, 14:09
      widze że te chopy to jakieś popaprańce...oczywiście wyliczanke zaczynam
      z uwzględnieniem swojej osoby:)
      • Gość: art69 Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... IP: 212.244.155.* 13.06.07, 14:40
        Nie wiem czemu przypomniała mi się reklama z Wojtkiem, co pisze do Ani, że "też
        ma 12 lat". No i sylwetka obleśnego typa w podartym podkoszulku. Błee...
        • fanka.turystyki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 13.06.07, 14:46
          Eeee, dlaczego od razu obleśny... Nie o to chodzi Art. Chodzi o to, że są osoby
          apodyktyczne i upierdliwe, które lubią innym narzucać własną wolę. Które czują
          się lepsze od innych, bardziej wyjątkowe, warte jakichś specjalnych zachodów,
          poniżania się przed nimi. I te osoby czują się śmiertelnie urażone, gdy się je
          traktuje jak każdego innego człowieka, jak się im pokazuje ich miejsce w
          szeregu, jak się nie pozwala im rządzić i dominować.

          I właśnie tak to odebrałam -jako próbę narzucenia mi czegoś, przymuszanie mnie
          do zdania z którym się nie zgadzam, do przeciągania liny, kto postawi na swoim,
          kto ma rację, itd, itp. Jako postawienie mnie w sytuacji w której Majestat żąda
          posłuszeństwa pod karą zerwania znajomości.

          Nic tu obleśnego w tej znajomości nie było, za to daję Ci słowo.
      • fanka.turystyki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 13.06.07, 14:41
        Nie wiem czy popaprańce, ale wydaje mi się, że coś takiego jak kultura osobista
        obowiązuje we wszelkich formach kontaktów międzyludzkich i tyle. Nad kulturą,
        dobrym wychowaniem, pewnymi regułami obowiązującymi w miejscu pracy nawet nie ma
        co dyskutować bo... No tak, chciałam powiedzieć, że wszyscy je znają, ale
        okazuje się, że jednak nie wszyscy.

        I chyba raczej chodzi tu o taki a nie inny charakter danej osoby z którą mam
        problem: "ja tu rozkazuję i ma być tak jak powiedziałem, bo inaczej śmierć
        każdemu kto mi się sprzeciwi i mnie proszę traktować na warunkach specjalnych".

        Co jeszcze nie znaczy, że ja cudzych rozkazów słucham, chłe, chłe i że liczy się
        w moich oczach to, że ktoś np. ma trochę kasy czy innych tam bajerów :-)))
        I tu się komuś noga podwinęła i ktoś bardzo się pomylił co do mojej osoby ;-PPP
    • fanka.turystyki I jakby mało było nieszczęść... 13.06.07, 15:18
      Głowa mnie od tego wszystkiego rozbolała jak jasny gwint i zrobiło mi się bardzo
      przykro, że tak wyszło a nie inaczej...

      Wie ktos może co pomaga na taki straszny ból głowy, taki, że coś tłucze się z
      tyłu nad karkiem i jeszcze jakoś tak pulsuje w skroniach??? Może jak odeśpię
      trochę to mi samo przejdzie, w końcu cóż... Tak się po prostu zdarza, a jak
      zaufałam komuś poznanemu w necie, to zrobiłam to na własne ryzyko...

      Mea culpa, z własnej winy mam teraz ten kolosalny ból głowy... Nawet nie proszę
      o dobre słowo... bo nie zasłużyłam :-(((
      • szczebiota Re: I jakby mało było nieszczęść... 13.06.07, 16:09
        Oczywiscie, ze zasluzylas:-) no bo przeciez to nie Twoja wina, ze trafilas na
        idiota...Przyjmij jakies proszki, moze troche snu i przede wszystkim zapomnij!
        Szkoda Twojej pozytywnej energii dla kogos kto zamienia ja w weze i w dodatku
        zostawia z poczuciem winy. Blee, niedobrze mi jak slysze o takim gatunku
        ludzkim. Wiesz co jest jeszcze ciekawe w tym wszystkim? Niektorzy z nich nie sa
        wogole swiadomi, ze odbiegaja od norm ogolnie przyjetych - takim to juz nikt
        nie pomoze...

        pozdrawiam cieplutko:-)
        • fanka.turystyki Re: I jakby mało było nieszczęść... 13.06.07, 16:28
          szczebiota napisała:

          > Oczywiscie, ze zasluzylas:-) no bo przeciez to nie Twoja wina, ze trafilas na
          > idiota...

          Nie całkiem nie moja wina, nie całkiem... Raz, że ostrzegano mnie przed takiego
          typu znajomościami, dwa, że netowy kolega zachowywał się już wcześniej w sposób
          prowokacyjny i egoistyczny. Jak chciałam to już uciąć, zaczynał się z jego
          strony płacz i lament, przepraszanie za wszystko... i zwyczajnie miękłam, że
          sprawiam miłemu człowiekowi przykrość i że może nie jest taki zły jak by na to
          wychodziło, że jeszcze na oczy go nie widziałam a już osądzam, że ja bym nie
          chciała być osądzana według jakiejś gafy strzelonej w mailu, że skoro mamy się
          spotkać i poznać to zaczekam z tym ocenianiem...

          > Przyjmij jakies proszki, moze troche snu i przede wszystkim zapomnij!

          A kielicha wypić można? Albo całą butelkę? Albo dwie? Albo... W sumie to mi się
          chce teraz spać po tej całej historii...


          > Szkoda Twojej pozytywnej energii dla kogos kto zamienia ja w weze i w dodatku
          > zostawia z poczuciem winy.

          Rany Julek, przecież Ty masz rację. Przecież ten człowiek lepiej lub gorzej, ale
          jednak mnie zna i wie, że mniejsze lub większe poczucie winy czy straty mieć
          będę. I może właśnie o to chodziło, zwalić winę na mnie, bo ja taka, owaka,
          czepiam się, wymagam, proszę o coś...


          > Blee, niedobrze mi jak slysze o takim gatunku
          > ludzkim. Wiesz co jest jeszcze ciekawe w tym wszystkim? Niektorzy z nich nie sa
          > wogole swiadomi, ze odbiegaja od norm ogolnie przyjetych - takim to juz nikt
          > nie pomoze...

          Hmmm... Myślę teraz o tym co piszesz... Znasz się trochę na psychologii? Ja nie
          bardzo, ale przyszło mi do głowy jedno, głupie pytanie.
          Jak to jest z człowiekiem, który odbiega od "ogólnie przyjętych norm"? Czy taki
          człowiek nie ma poczucia, że to ogół ludzi wokół niego ma coś z głową nie tak,
          że wszyscy są źli, czepiają się go bez powodu, za dużo chcą, żądają by się
          "dopasował"?


          > pozdrawiam cieplutko:-)

          Pozdrawiam równie cieplutko i bardzo dziękuję :-)))
      • mirmurek Re: I jakby mało było nieszczęść... 21.06.07, 12:30
        > Głowa mnie od tego wszystkiego rozbolała jak jasny gwint i zrobiło mi
        > się bardzo przykro, że tak wyszło a nie inaczej...

        Ale czemu Tobie jest przykro? Przecież to nie Twoja wina, że rozmawiałaś z osobą, która w taki sposób trakruje innych. To dobrze, że nie podporządkowałaś się jego nakazom już przed pierwszym spotkaniem

        > Wie ktos może co pomaga na taki straszny ból głowy, taki, że coś tłucze się z
        > tyłu nad karkiem i jeszcze jakoś tak pulsuje w skroniach??? Może jak odeśpię
        > trochę to mi samo przejdzie, w końcu cóż... Tak się po prostu zdarza, a jak
        > zaufałam komuś poznanemu w necie, to zrobiłam to na własne ryzyko...

        Najlepiej działa dłuuugi spacer, najlepiej nad wodą. Dobrze gdy komary pogryzą to zamiast bólu głowy, będą inne lepiej wytłumaczalne nieprzyjamne odczucia. Choć niestety wciąż nieprzyjemne :(

        > Mea culpa, z własnej winy mam teraz ten kolosalny ból głowy...
        > Nawet nie proszę o dobre słowo... bo nie zasłużyłam :-(((

        Oooo mea culpa?? według mnie nie Ty zawiniłaś.

        Cieplutko pozdrawiam
        Mirek
        • fanka.turystyki Re: I jakby mało było nieszczęść... 21.06.07, 13:27
          Ludziom przykro jest z różnych powodów. Czasem przykro jest dlatego, że kogoś
          się ceniło wysoko... a okazał się... hmmm... inny niż własne (pozytywne)
          wyobrażenie...


          Ale naiwna wiara w innych ludzi skłania mnie ku temu, żeby zanadto wierzyć w ich
          podobieństwo do mnie...

          A co do winy... Każdy z nas jest odpowiedzialny za to jakich przyjaciół sobie
          wybiera i jeśli wybieramy przyjaciół niodpowiednich... to nikt ich nam na siłę
          nie wmusza...
    • rycerz.krola.artura Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 13.06.07, 16:32
      cóż za przedziwna historia;)
      • fanka.turystyki I to uważasz za dziwne??? 13.06.07, 16:45
        Przedziwna to by była jakbyś znał całość wszelkich zbiegów okoliczności, ale nie
        chce mi się gadać na ten temat. Chodzi między innymi o pewne hobby, które
        rzekomo mamy takie same a na podstawie których ten pan wyliczał, jak
        nieprawdopodobną i wyjątkową rzeczą na świecie jest spotkanie się dwóch tak
        podobnych osób w jednym miejscu i w jednym czasie...

        Ot to masz, swoją przedziwną historię -tak cenna była dla tej osoby znajomość z
        moją osobą, że przy pierwszej lepszej okazji, na kilka dni przed planowanym
        spotkaniem -nawiał...

        Wiesz, myślę tak sobie... Jak ktoś się miesiącami umawiał na kawę i wycieczkę za
        miasto, opowiadał o sobie, swoich pasjach, zainteresowaniach, sytuacji życiowej,
        wykształceniu, umiejętnościach i innych tego typu normalnych sprawach, to brzmi
        to wiarygodnie i przekonująco. Ot, człowiek ze swoimi radościami i smutkami, ze
        swoimi problemami... Tylko... Hmmm... Czy to była prawda?

        A może wszystko było bujdą na resorach, a człowiek który to pisał jest w świecie
        realnym zupełnie inny i nie chciał żebym to zweryfikowała? Tylko w takim razie
        trzeba było odwołać spotkanie wcześniej (nie w ostatniej chwili) i znaleźć
        lepszy pretekst niż niezaproszenie obcego chłopa do pracy :-(
        • osv " Nieszczescie "... 13.06.07, 18:39
          ...taak, swiat pelen jest nieszczesc, i tych zamierzonych, i tych z...
          PRZYPADKU.........

          I tylko ustawienie wlasciwej perspektywy daje nam, jakies poczucie prawdziwej
          katastrofy, jezeli ona miala miejsce...

          Chcialam Cie zapytac Fanka, jakiego slowa chcesz?....
          " dobrego ", czy madrego?... LITOSC czy KONSTRUKTYWNA KRYTYKA ??

          Na bol glowy, wypij 3 szklanki wody, od razu, z dobra tabletka przeciw bolowa.
          Wewnetrzny stres wypal idac przed siebie na spacer.
          Daj sobie czas, aby ochlonac...

          Zal zabiera Ci obiektywizm.

          Madre przyslowie mowi:
          " Nie pchaj palca miedzy drzwi, bo Ci go przytna! "

          ... jednak chcialabym stanac z boku tego konfliktu i napisac Ci dluga liste
          zalet osoby, z ktora prowadzilas korespondencje... znasz ja i tak na pamiec!

          I jest to z cala pewnoscia ciekawa osoba, z calym swoim zyciowym
          doswiadczeniem, tak innym od Twojego...

          ...ALE to jeszcze nie oznacza, ze jest mozliwa Twoja z nia relacja,
          ktorej zabraklo oparcia w realnym swiecie. JESZCZE...

          Dorosly czlowiek, bywa DZIECKIEM ...i wbrew pozorom nie ma odpowiedzi na
          wszystkie pytania, stresy czy dramaty, ktore niesie ze soba zycie...
          i potrzebuje rady innych ludzi, moze bardziej doswiadczonych, lub przynajmniej
          bardziej opanowanych... czy obiektywnie spokojniejszych.

          Rozumiem Twoj stres, Twoj niepokoj, i wszystkie niuanse uczuc...
          ktore musza zaczac budowac sie od zera..., ale nie TU.

          Wez przyklad z kaczkiwrydzykach...odeszla stad w prywatnosc!

          I nawet, gdyby milion czytelnikow z FR. , glaskalo Cie po glowie dzis .....
          nikt tego nie przezyje za Ciebie!


          Chcialam Ci pokazac opis zodiakalnego BARANA:

          " Umysl jego jest obrotny i obfituje w pomysly i projekty - lecz jest to
          charakter bez skrupulow, nie przebierajacy w srodkach.

          Posiada wprawdzie mocna wole, ale jest rowniez dosc zlosliwy i prozny.
          Jest to natura zadna przygod: chcialby czynic odkrycia i odbywac dalekie
          podroze.
          Aktywny, agresywny, zychwaly - jest nieustraszony.
          Na kazdym polu pracy, do jakiej sie tylko zabierze - pragnie wystepowac jako
          pionier.
          Toruje nieustannie sobie nowe drogi w zyciu, a zarowno w swych pogladach jak i
          w czynach jest postepowy. Interesuja go poszukiwania naukowe.
          Dazy do oryginalnosci i samodzielnosci.
          Nieraz sie tez zdarza, ze odbywa dalsze podroze i wycieczki do krajow
          odleglych, w zwiazku z czym moze nawet osiagnac pewne uznanie.

          Kobieta BARAN - jest pelna zycia i temperamentu i okazuje usposobienie dosc
          wojownicze. Nie czyni niczego polowicznie - a wszystkim dookola pragnie
          udzielic swego entuzjazmu.

          Wzgledem ludzi ostroznych, nadmiernie skrupulatnych, obmyslajacych kazde slowo
          i starannie rozwazajacych najmniejsza decyzje, odczuwa antypatie.
          Tacy ludzie w jej najblizszym otoczeniu - sa dla niej prawdziwym utrapieniem.

          Trzeba dodac, ze zazwyczaj nie ukrywa ona tego bynajmniej, a swoja antypatie
          okazuje w formach... dosc drastycznych.

          Pragnie szerokiego pola do rozwiniecia swej aktywnosci - chce bowiem stac na
          czele i rzadzic swym otoczeniem. Zwykle zycie domowe wraz z jego obowiazkami
          najczesciej jej nie wystarcza.

          BARAN - sadzi, ze nikt nie jest tak dobry jak on. Jest egocentyrkiem, egoista,
          zyjacym emocjami, w ciaglej gonitwie za przygoda, nowymi doswiadczeniami i
          przezyciami.

          Zyje dla podniecajacej chwili, wtedy zapomina wszystko i wszystkich.
          To co chce miec, zdobywa. Ma tyle enrgii, ze rozsadza go niecierpliwosc,
          ktora powoduje, ze czesto jest zly na innych i nie okazuje im naleznej
          wdziecznosci czy zyczliwosci.
          Nie jest klamca, przeciwnie jest brutanie szczery, brak mu taktu.
          Kocha walke i gorace dyskusje. Ale kiedy przegrywa, to juz jest wtedy
          "inna 5-tka" /moneta/ Nie uznaje przegranej. Musi wygrac! utopi przeciwnika w
          morzu upokorzen. Temperament BARANA, nie jest niczym, z czego mozna sobie
          zartowac!
          On nie zawaha sie nawet uzywac swojego wscieklego humoru, aby wystraszyc innych.
          Uwaza, ze wladza i sukcesy mu sie naleza!...bardziej niz innym.

          Moze osiagnac sukcesy w interesach, ale tylko wtedy, kiedy gra glowna role!
          Ma ogromny entuzjazm co do nowych idei, ale brak mu wytrwalosci.
          Jezeli zajecie nie jest wystarczajaco fascynujace, odchodzi i zostawia reszte
          pracy dla innych.

          Ten goracej krwi BARAN, traktuje milosc jak walke, w ktorej on sam decyduje o
          regulach. Zawsze w oczekiwaniu na wielka pasje.
          Nie zna sie jednak na subtelnosciach. Zbyt czesto postawa: " najpierw JA",
          zabrania mu widziec punkt widzenia innych.
          Znakomity partner, tak dlugo, jak dlugo potrafi opanowywac swoje egoistyczne
          tendencje. "


          To tylko HOROSKOP, dla zodiakalnego BARANA , Fanka...

          Czlowiek urodzil sie pod jakas GWIAZDA* ... i ciezko jest zmienic w sobie
          wszystko.Trzeba pokochac siebie na dobre i zle.
          Swiadomosc swoich mocnych i slabych stron...jest wazna, bo ulatwia nam
          dostosowywanie sie do innych.

          Fanka, ta mila Ci osoba, dokonuje wyborow, w ktorych sama chcialaby sie czuc
          bezpieczna... i nie powinna obawiac sie Twojego nieobliczalnego gniewu.
          Nieprawdaz?

          Ten dzien minie, jutro jest jutro. Spotkaj swoje marzenia... spokojnie : ))

          Zycze Ci jak najlepiej... ,ale ja nie naleze do osob, ktore mowia to, co Ty
          chcialabys uslyszec. Ja mowie to, co ja mysle. Nie musisz sie z tym zgadzac.

          Kiedys, sama bedziesz korygowac pewne zachowania.

          KRAM
          osv



          • Gość: Ala Re: " Nieszczescie "... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.06.07, 19:23
            Bravo osv!
            Podoba mi się to co piszesz i jak piszesz!
          • fanka.turystyki Brutalna prawda... 14.06.07, 10:51
            Osv, doceniam Twoje dobre chęci, ale udowadnianie mi na podstawie horoskopu
            BARANA, że jestem egoistyczna, że robię coś źle i że coś w relacjach z osobą z
            którą korespondowałam przez długie miesiące jest do naprawienia -to totalne
            nieporozumienie.


            Ten człowiek nie dał mi żadnych namiarów na siebie (adresu gdzie się zatrzyma,
            numeru telefonu czy komórki), nie życzy sobie zapewne, abym go szukała i abym
            się z nim kontaktowała pierwsza.

            Gdyby mu zależało na kontakcie -namiary by dał, tak jak dałam jemu. Gdyby mu
            zależało na spotkaniu -spotkałby się w wybranym przez nas miejscu a nie na kilka
            dni przed spotkaniem szukał pretekstu, by je odwołać. Skoro nie życzy sobie tego
            spotkania i nie życzy sobie znajomości ze mną w świecie realnym -jest "po
            ptokach" i ja latać po całej okolicy z oddziałem policji czy kim tam jeszcze
            -nie będę, żeby go znaleźć i zamienić trzy słowa.

            Nie wyobrażam sobie sytuacji, że się z kimś umawiam miesiącami, że bardzo mi
            zależy, a w ostatniej chwili znikam, nie pozostawiając możliwości kontaktu.

            To nie jest sytuacja w której jest miejsce na tani, kiczowaty romantyzm i
            złudzenia. Ten pan do pracy mi się wpraszał, bo nie chciał rozmawiać ze mną sam
            na sam. Wiedział, ze mógłby wysłuchać kilku szczerych opinii, których słuchać
            nie chciał, a że we wspólnym pokoju pracowniczym, przy świadkach musiałabym
            wobec niego być milutka i słodziutka... Niemniej tu też się pomylił, bo mogłabym
            poprosić kolegów o zostawienie nas na chwilę samych lub też (a to u mnie w pracy
            nikogo nie dziwi) pojechać po bandzie i coś mu powiedzieć przy ludziach.


            Ja w pracy możliwości podejmowania osoby, której na oczy jeszcze nie widziałam
            -nie mam żadnej. Bo ciasny sklepik z oranżadą i ciastkami, gdzie stoi cała
            kolejka dzieciarni to chyba nie jest odpowiednie miejsce?


            Jeśli chodzi o znajomości z netu -dałam tej osobie kretyd zaufania, uznałam za
            człowieka potencjalnie godnego mojego zainteresowania i uczuć. Ale -i tu rzecz
            ważna -kredyt jak too kredyt -kiedyś spłacić trzeba, bo w życiu nie dają nic darmo.

            I dopiero w realnym świecie, dopiero na spokojnie, poświęcając na rozmowę bodaj
            godzinkę czy dwie czasu, rozmawiając szczerze, bez niepotrzebnych świadków i
            gapiów, można poznać drugiego człowieka, jego wady i zalety, zweryfikować co
            było prawdą a co kłamstwem.

            Wiem jedno -człowiek uczciwy ma odwagę stanąć przed drugim człowiekiem. Nawet po
            to, żeby wyjaśnić wszelkie nieporozumienia (jeśli były), nawet po to, żeby
            powiedzieć "przepraszam", nawet jeśli dalsza znajomość nie miałaby sensu.

            A tu ktoś kto odmawia mi spotkania w realnym świecie, które było obiecane,
            uzgodnione i zaplanowane ma czelność domagać się ode mnie tłuczenia w klawiaturę
            przez kolejne miesiące a może i całe lata???

            Nie mam chęci ani czasu żyć wirtualną fikcją i ułudą -interesuje mnie tylko żywy
            człowiek, a nie to co ktoś o sobie przez internet ględzi (jaki biedny,
            pokrzywdzony, dobry dla innych), a czego ja sprawdzić nie mogę. Lato się robi,
            ludzie wychodzą na deptak, do knajpek -tam sobie posiedzę i pogadam, nie będę
            wisieć przy monitorze. W literki nie wierzę. Uwierzyć i zaufać mogę tylko w
            sytuacji gdy zobaczę żywego człowieka.

            Żywy bohater tej historii zdezerterował jak tchórz. Krzyżyk na drogę i pięć kilo
            złomu do plecaka. Amen.

    • tygryska_28 Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 13.06.07, 20:39
      Podłączę się do Twojego cyklu bo podobna sytuacja jest mi znana.
      Nie wiem na czym to polega, ale podejrzewam, że Panowie traktują nas jak
      własność nawet jeśli nas jeszcze nie znają z jednego tylko powodu: skoro szukamy
      znajomości przez internet to musi być z nami bardzo źle i wtedy polecimy na
      każdego z kasą i bez manier, byle by był...
      Błąd w myśleniu Panowie.
      Po prostu czasy nas do tego zmusiły a jeśli mam wybierać między takim, nie wiem
      jak to grzecznie nazwać, zaborczym i nie do końca dojrzałym facetem a
      samotnością - trudno, wybieram samotność. Musiałabym być zdesperowana do granic
      żeby wybrać kogoś kto mnie oskarża o spotkania z innymi, o mówienie nieprawdy, w
      końcu nie jestem niczyją własnością i taka tylko wirtualna znajomość nie
      zobowiązuje chyba do całkowitego oddania? Zresztą żadna nie zobowiązuje do
      zerwania wszelkich kontaktów ze znajomymi...

      I żadne prezenty, żadne wycieczki, szastanie kasą na lewo i prawo nie przesłonią
      braku kultury i rozsądku, jakiegoś problemu ze sobą...

      Tylko dlaczego to my potem cierpimy przez tych ... jest nam nieprzyjemnie,
      niemiło, boli nas głowa i ogólnie nastrój do du... Bo jesteśmy wrażliwe, mamy
      uczucia i nie jesteśmy przyzwyczajone do takiego traktowania że w końcu to
      przecież wszystko nasza wina... A już wpędzanie nas w poczucie winy jak to
      bardzo ich skrzywdziłyśmy - żenada...

      No cóż Fanko, nie był ciebie wart i już :) jesteś wspaniałą Kobietą i
      zasługujesz na najpiękniejszy prezent wręczony o zachodzie słońca w zacisznym
      parku :))

      Mam nadzieję, że też to sobie przetłumaczę a nawet chyba już to załapałam, idę
      na spacer :PP
      • sokoleoko75 Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 13.06.07, 23:29
        Witaj Fanko, przeczytałem Twój post i miałem chęć przerwać, tę czynność w
        połowie, ponieważ mówiąc kolokwialnie kopara mi opadła. Jak można byc takim
        imbecylem i nie rozumieć słowa mówionego lub pisanego. Przede wszystkim jak
        mozna narzucać Tobie, spotkanie w miejscu pracy, niepotrzebnie powiedziałas
        jemu, gdzie pracujesz, o tym mogłas porozmawiać kiedy byście sie spotkali, w
        ten sposób unikniesz jakichś dziwnych prezentów od osobnika zupełnie
        nieznanego. A co gorsza jakby jeszcze nie dał za wygraną i nachodził Cię w
        pracy. Od tego są cafejki, żeby móc spokojnie usiąść i porozmawiać i chyba
        każdy z nas tak czyni z nowo poznanymi osobami, ja może jestem dziwny, ale na
        początku, nie pcham się jak odwoże kogoś kogo poznam, unikam wejścia na
        górę,pomimo, ż ezaprasza na kawę ew. herbatę na kilka minut( myślę,wówczas, że
        taka osoba robi, to przez grzeczność i dzieki jej za takie zachoanie)na to
        będzie jeszcze czas, mnie nie zalezy na zglądaniu komuś kątów. Najpierw nalezy
        pospotykać się kilka razy w miejscach publicznych zanim obcych zaprosimy do
        domu, w miejscu pracy sie umówimy na koniec, żeby gdzieś wyjść. Każdy dobrze
        wychowany, młody, bądz juz nie pierwszej młodości kawaler winien to wiedzieć.
        Widzę, że musiało Cię ta sytuacja bardzo zdenerwować, miewam czasem taki ból
        głowy, ale w innych sytuacjach zyciowych niż Twoja. Śmiało uznaj, to za sukces
        udało się Tobie uwolnić od niego, nie wart był Ciebie.
        Zodiakalny BARAN ze wszystkimi jego zaletami i wadami,zasadmi, których
        przestrzegam i nie będę próbował się zmienić.
        • fanka.turystyki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 11:11
          sokoleoko75 napisał:

          > Jak można byc takim
          > imbecylem i nie rozumieć słowa mówionego lub pisanego. Przede wszystkim jak
          > mozna narzucać Tobie, spotkanie w miejscu pracy, niepotrzebnie powiedziałas
          > jemu, gdzie pracujesz,

          Sokole oko! Ten pan nie jest imbecylem, wręcz przciwnie, jest bardzo
          inteligentny i sprytny. Korespondował ze mną przez wiele miesięcy i wie, że w
          pewnych spornych kwestiach zażądałabym wyjaśnień. On tych wyjaśnień udzielić mi
          nie chce, a obecność kolegów z pracy stawiałaby mnie w sytuacji tak krępującej,
          że nie mogłabym rozmawiać o tym o czym bym chciała.

          Niepotrzebnie powiedziałam gdzie pracuję? No cóż, nie wydaje mi się. Gdzie on
          pracuje też wiem. Ja go chciałam zaprosić do pracy, ale uwaga!!! nie na pierwsze
          spotkanie (trzeba poznać człowieka i się przekonać czy wstydu nie przyniesie),
          nie w takim terminie, kiedy mam robotę i nie na 10 minut, bo mu się gdzieś spieszy.

          Myślę, że to chamstwo, powiedzieć komuś "mam dla Ciebie tylko 10 minut" bo
          świadczy o tym, że ten pan ma do mnie tyle szacunku co do psa z ulicy. Ludziom,
          których szanujemy, których chcemy poznać jednak poświęcamy kilka chwil spokojnej
          i niekrępującej rozmowy.


          > o tym mogłas porozmawiać kiedy byście sie spotkali, w
          > ten sposób unikniesz jakichś dziwnych prezentów od osobnika zupełnie
          > nieznanego.

          A nie, to nie do końca osobnik nieznany. Baaaardzo długo znam go z forum. Tak
          długo, że aż oślepłam z przyzwyczajenia do jego zagrań. A prezent jest
          uzgodniony i niezobowiązujący: książka.


          > Najpierw nalezy
          > pospotykać się kilka razy w miejscach publicznych zanim obcych zaprosimy do
          > domu, w miejscu pracy sie umówimy na koniec, żeby gdzieś wyjść. Każdy dobrze
          > wychowany, młody, bądz juz nie pierwszej młodości kawaler winien to wiedzieć.

          Że wiedzieć winien to jedno. I ten osobnik zapewne dobrze wie. Ale to Majestat:
          no wiesz, w życiu się poszczęściło, praca za granicą, trochę kasy... Jedzie się
          do Polski, spluwa na rodaków z góry, traktuje jak ludzi gorszej kategorii:
          "wynieś, przynieś, pozamiataj, przychodź na rozkazy, to Ci piwo albo dwa
          łaskawie postawię". To Ty nie wiesz o co chodzi? Żeby się pokazać "jaki jestem
          ważny", jak "kobieta poleci na kasę", itd, itp...

          A co robi taki gościu jak spotyka kobietę, która na kasę nie leci? Która go nie
          obtańcowywuje i traktuje jak każdego innego człowieka? Która mu pokazuje jakie
          są zasady dobrego wychowania i gdzie jest jego miejsce w szeregu?

          Najprościej udać głupa (że się nie rozumie słowa pisanego) i rozwalić znajomość,
          no bo przecież popsułaby mu statystykę (jak na razie wszystkie kobiety na
          świecie są złe), ewentualnie -musiałby zmienić poglądy (czego nie zrobi, bo jak
          wszyscy są źli to on jeden jest dobry, a w każdym razie -usprawiedliwiony ze
          swojego zachowania).

          > Zodiakalny BARAN ze wszystkimi jego zaletami i wadami,zasadmi, których
          > przestrzegam i nie będę próbował się zmienić.

          Czy ja dobrze rozumiem? Ty też jesteś spod BARANA? Bo ja tak...
          • Gość: art69 Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... IP: 212.244.155.* 14.06.07, 11:53
            Widzę, Fanko że się mocno zaangażowałaś w tę znajomość. Chyba trochę jeszcze
            zależy Ci na tym facecie, ale cos czuję, że z tej mąki chleba nie będzie...
            Pora zacząć wygaszać uczucie i przenieść uwagę na kogoś innego. Wiem, że łatwo
            radzić a trudno zrobić, ale chyba nie ma wyjścia - trzeba o nim zapomnieć.
            • fanka.turystyki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 13:06
              Gość portalu: art69 napisał(a):

              > Widzę, Fanko że się mocno zaangażowałaś w tę znajomość.

              Art... ja prawie 5 lat faceta znałam z forum, jakieś 8 miesięcy bębnił do mnie w
              klawiaturę... Ja nie siedzę na żadnych czatach i portalach randkowych, gdzie się
              kogoś zapoznaje w 2 tygodnie i kończy znajomość w 15 minut. Tyle czasu
              znajomości, choćby internetowej, rodzi jednak szczerą sympatię do człowieka i
              przywiązanie. Posiedź trochę na tym forum, pogadaj dłużej z ludźmi, sam
              zobaczysz, że się w końcu do niektórych przywiążesz i zaprzyjaźnisz...


              > Chyba trochę jeszcze
              > zależy Ci na tym facecie, ale cos czuję, że z tej mąki chleba nie będzie...

              Bo nie będzie. Niby jak by miała być? Nie zostawił mi żadnych namiarów to mam
              szukać go po całym mieście i w promieniu 50 kilometrów?

              A że jeszcze trochę mi zależy... to chyba na własnych złudzeniach, bo faceta
              znałam o tyle o ile cokolwiek co o sobie pisał było prawdą. Wątpię mocno w duży
              udział procentowy tej prawdy i to po prostu boli, gdy zostajesz okłamany i
              wpuszczony w maliny.

              Bolałoby Cię, gdyby szef Ci miesiącami obiecywał podwyżkę i mówił to dla picu,
              bolałoby Cię, gdyby kumpel obiecywał Ci pożyczyć kasę i mówił to dla szpanu, że
              niby ma, a okazałoby się że nie ma. Zawsze boli, gdy ktoś Ci cos długotrwale
              tłucze do łba, buduje w Twojej głowie fałszywy obraz rzeczywistości, a potem, z
              beztroską miną ten obraz rozwala...


              > Pora zacząć wygaszać uczucie i przenieść uwagę na kogoś innego. Wiem, że łatwo
              > radzić a trudno zrobić, ale chyba nie ma wyjścia - trzeba o nim zapomnieć.

              Art, dwa miesiące wakacji zrobią swoje. Pamięci do krętaczy i manipulantów to ja
              na szczęście dobrej nie mam... Jak bym miała dobrą pamięć do własnych porażek to
              bym się co jakiś czas nie łapała na podobny numer...
            • osv Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 13:19
              Chcialam jej pomoc ocalic to uczucie, ale ona wyrzyna wszystko w pien !
              Zanim spotkala czlowieka!
              Ja tego nie rozumiem!

              Intuicja mi mowi, ze ten, w ktorego sie tak mocno zaangazowala nie jest tak
              zly, " na jakiego go pisza."
              Znam go jednak mimo wszystko jako netowego "gentelmana" : )

              " Co ma wisiec, nie utonie ! "

              osv : ))


              • tygryska_28 Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 13:33
                Widzisz, nie wszyscy w rzeczywistości są tacy za jakich uchodzą w netowym świecie...
                Są osoby, za które byś złamanego grosza nie dała a przy bliższym poznaniu
                okazuje się, że swoje przeczucie możesz miedzy bajki włożyć i głeboko zakopać
                ale cześciej niestety bywa odwrotnie, czułe słówka, piękne listy, obietnice
                składane poprzez literki klawiatury a kiedy w rzeczywistośc coś idzie nie po ich
                myśli - bach, wychodzi szydło z worka i chcesz uciec jak najdalej...
                Ja Fankę rozumiem, może nawet zbyt dobrze :))
                Miło jest żyć w takim idealnym świecie jaki chyba Ty masz wkoło siebie :) Ale
                taki świat trzeba sobie umieć stworzyć a Ty pewnie potrafiłaś to zrobić :)) Dużo
                zależy od nas samych ale jednak nie wszystko...

                Nie wiem czy jest sens ratowania czegoś co istniało tylko w kabelku, ale to już
                Tylko Fanki decyzja :))

                I ja broń boże nikogo nie oceniam, podaje tylko przykłady, ten sam "nie
                dżentelmen" w stosunku do Fanki mozę okazać się mega dżentelmeński w stosunku do
                innej osoby :)
                Nie ten czas i nie ten moment po prostu :)

                Konik :PP
                • fanka.turystyki Brutalnie do granic absurdu :-) 14.06.07, 13:51
                  tygryska_28 napisała:

                  >
                  > Nie wiem czy jest sens ratowania czegoś co istniało tylko w kabelku, ale to ju
                  > ż
                  > Tylko Fanki decyzja :))


                  Nie ma sensu ratowania czegoś, co istniało tylko w kabelku. Ja po raz trzeci czy
                  czwarty powtarzam: Majestat odmówił spotkania, nie dał mi na siebie żadnych
                  namiarów, żadnej szansy na kontakt, rozmowę i wyjaśnienia.

                  Uczucie, jeśli jakiekolwiek istniało, było jednostronne, z mojej strony. Ten pan
                  jawnie w mailu mi napisał, że nie oczekuje nic zobowiązującego a gadanie o
                  miłości uskuteczniał... bo mu było przyjemnie i miło...

                  Ja nie jestem podnóżkiem, aby słać się pod stopy internetowemu "gentelmanowi",
                  zabawiać go mailowym bajdurzeniem o miłości, bo jemu się wtedy robi miło,
                  wysłuchiwać o jego problemach z pracą, choć on o moich problemach słyszeć nie
                  chce i pomóc nie chce (o tym, a nie o bajdurzeniu o miłości mam najwięcej do
                  powiedzenia), przylatywać na jego skinienie jak mu się za miesiąc czy kiedy o
                  mnie przypomni (a ma numer mojej komórki więc może tak być, że zadzwoni z
                  rozkazami), okadzać bo przyjechał z zagranicy na wypoczynek i ma kasę, kochać za
                  to, że nie zasłużył a ja coś sobie imaginowałam...

                  Tygrysko, mówisz, że decyzja należy do mnie???

                  Ludzie, śmieszni nie bądźmy: ten człowiek bawiąc się moimi uczuciami przez
                  miesiące, bawiąc się obiecankami, informując mnie potem, że to
                  "niezobowiązujące", odmawiając spotkania w realnym świecie i znikając bez
                  podania mi namiarów na siebie -sam podjął decyzję i to decyzję na NIE. Ten
                  człowiek sam nie dał sobie szansy, żeby mnie poznać.

                  A po wakacjach będziemy tu mieli lament i płacze, że taki biedny i odrzucony, oj
                  będziemy mieli czego słuchać i będziemy zobowiązani łezki ocierać, oj oj oj :-(((


                  Prawda jest taka: jak facet, do tego dorosły, do tego nie żyjący w zakonie, chce
                  się spotkac z kobietą, której namiary ma i jak mu na niej zależy, to mało tego
                  że się spotka, ale jeszcze uszanuje jej wybór co do czasu i miejsca spotkania.

                  A jak ktoś mi się pcha na chama do roboty, to gdzieś chyba mu to "gentelmeństwo"
                  dziurą w kieszeni wyopadło i rozbiło się o chodnik. Nieprawdaż???


                  >
                  > I ja broń boże nikogo nie oceniam, podaje tylko przykłady, ten sam "nie
                  > dżentelmen" w stosunku do Fanki mozę okazać się mega dżentelmeński w stosunku d
                  > o
                  > innej osoby :)

                  Kićko wielka i pasiasta! Niech się sławi imię Twoje! Wobec mnie ten pan jest
                  mega-dżentelmeński... jak mu tańczę tak jak zagra i jak robię co rozkaże. W
                  pozostałych przypadkach... styl narracji bardzo mu się w mailach zmienia ;-PPP
                  • tygryska_28 Re: Brutalnie do granic absurdu :-) 14.06.07, 14:07
                    fanka.turystyki napisała:
                    >
                    > Kićko wielka i pasiasta! Niech się sławi imię Twoje! Wobec mnie ten pan jest
                    > mega-dżentelmeński... jak mu tańczę tak jak zagra i jak robię co rozkaże. W
                    > pozostałych przypadkach... styl narracji bardzo mu się w mailach zmienia ;-PPP
                    >
                    >
                    Bo widzisz, ja to znam z autopsji niestety dlatego taka mądra jestem :PP

                    Bosz, muszę ten nick zmienić koniecznie!! Na coś poważniejszego i
                    dostojniejszego :DD jak przystało na kobietę zbliżającą sie do wieku średniego :PPP
                    • fanka.turystyki Re: Brutalnie do granic absurdu :-) 14.06.07, 14:40
                      Wiesz, ja znałam panów, którym się styl narracji i na żywo zmieniał, w
                      zależności od tego czy dostawali co chcieli czy nie. Stąd zmiana mailowego stylu
                      narracji wróży fatalnie, bo przypuszczam że w mailach jest wygładzone w stosunku
                      do tego co by mi się oberwało w "realu".

                      A ten nick zmień koniecznia na "Tygrysica", he he :-)))
                • osv Filozofia zyciowa... 14.06.07, 14:23
                  " Ludzie beda tacy dla Ciebie, jacy sa dla innych, kiedy tylko wiatr zawieje
                  inaczej".

                  Mysle, ze charaktery ludzi widac jednak nawet i w necie : )) , Koniku.
                  Sa wbrew pozorom bardziej widoczne, niz twarz czlowieka, z ktorym rozmawiamy.

                  Pewnych rzeczy sie po prostu nie robi. I dzis trudno jest znalezc ludzi o
                  podobnym kodeksie honorowym.To jest TYLKO kwestia uczciowsci, czy moralnosci.
                  Kazdy pisze swoje reguly gry. I sam placi swoje emocjonalne rachunki.

                  Ja juz zaspokoilam swoja ciekawosc tego srodowiska FR.
                  Wiem, ze ludzie zawodza. Ze slabosci lub z chorej premedytacji.
                  Bronilam kiedys tutaj prawa do prywatnosci. Nigdy nie umialam wybaczyc,
                  zlamania tego prawa.Fanka tez nie powinna tego robic.

                  Zyczylam Fance udanej konfrontacji w realnej rzeczywistosci.Ciagle wierze, ze
                  ona jest mozliwa : )) TAK, jestem optymista! Wierze w czlowieka !... choc nie
                  kazdemu czlowiekowi wierze ; ))

                  Jeszcze chetnie podziele sie refleksjami, poezja, muzyka, tym, co lubie...ale
                  zycze tutejszym dziewczynom, spotkan w rzeczywistosci.
                  Kiedy one stad odejda, zostana sami zonaci "zartownisie", ktorzy beda pocieszac
                  siebie nawzajem z powodu nieudanego zycia i przerzucac sie damskimi nickami.
                  Ta zabawa im sie nalezy, jako rekompensanta za fakt pozostawania w zwiazku i
                  siedzenia w domu.

                  Koniku, spotkania, nawet trudne sa tworcze!Zdobywamy wiedze o ludziach, ale i o
                  sobie ; ))

                  ... no i uciekaj do pisania pracy! : ))

                  osv







                  • fanka.turystyki Żadnego prawa do prywatności nie złamałam... 14.06.07, 14:55
                    osv napisała:

                    > Bronilam kiedys tutaj prawa do prywatnosci. Nigdy nie umialam wybaczyc,
                    > zlamania tego prawa.Fanka tez nie powinna tego robic.

                    Nie podałam niczyich personaliów, nie podałam niczyjego nicku, nie podałam
                    rysopisu, wieku, itd, itp... Wbrew pozorom, pełno tu facetów podpadających pod
                    ten paragraf i zawsze można się tłumaczyć, że "nie o mnie tu chodzi". Ale może
                    warto zwrócić uwagę na sam fakt, że pełno tu takich???



                    > Zyczylam Fance udanej konfrontacji w realnej rzeczywistosci.Ciagle wierze, ze
                    > ona jest mozliwa : )) TAK, jestem optymista! Wierze w czlowieka !... choc nie
                    > kazdemu czlowiekowi wierze ; ))

                    Rany Boskie, Osv, czy ja mam przed Tobą upaść na kolana, czy przybić sobie do
                    pleców tabliczkę z informacją, że ten pan, nie ja, wycofał się definitywnie ze
                    znajomości i że nie zostawił mi żadnych namiarów na siebie?

                    Jeśli chcesz to wynajmij prywatnego detektywa i szukaj go po całej okolicy, bo
                    ja takiego zamiaru nie mam. Czy to tak ciężko skupić umysł na chwilę nad tym co
                    piszę i przyjąć do wiadomości, że nie ma się co łudzić w stosunku do tego
                    człowieka???
                    • osv Uwaga! wchodze !! ; )) 14.06.07, 17:20
                      " No, nie rob tak, bo sie naucza i beda tak robic jutro! " ... cytat; )

                      Niemadry BARANKU !

                      ...mowi sie o nich tutaj: dumstridiga! Nie tlumacze.
                      Nie wal rogami w monitor komputera, bo wpadniesz mi do pokoju : )

                      Pewnie byloby milo, co nie znaczy, ze nie dostaniesz OPR !

                      " Bo to wszystko nie tak, nie tak , nie to!
                      - no, to o co u diabla Wam szlo??! "


                      Dla mnie nie masz racji/...tak do konca/, z powodu burzy uczuc popelniasz blad.
                      Czas sprawdza uczucia i wycisza zle emocje.

                      A Ty chcesz tutaj, dzisiaj, razem z nami rozwiazac cos, co budowalas tak dlugo.
                      Pozwol temu stygnac z rok! Przyjrzysz sie swoim uczuciom po czasie i z
                      czuloscia popatrzysz na madrzejsza Fanke!

                      Wiele Twojego zalu wynika z niewiedzy, z braku zrozumienia, ze swojej sytuacji
                      zyciowej... i troche kompleksow osv

                      " Syty glodnego nie rozumie! " ... nie podobalo mi sie, kiedy ludzie popisywali
                      sie kartami bankowymi kiedys. To naprawde niskie... lub jest tez dziecinna
                      forma wyrazu, kogos, kto odniosl sukces i zwyczjnie jest z tego dumny.

                      ALE Fanka, ludzie maja prawo cieszyc sie uczciwie zarobionymi pieniedzmi.
                      A Ty jestes na pewno wiecej warta, niz Twoje konto bankowe.

                      I nie siedzisz w wiezieniu jak Paris Hilton. Jej juz zadne miliony nie kupia
                      reputacji, zmarnowanej i znarkotyzowanej mlodosci, ktorej nikt nie umial
                      wytyczyc granic tego co wolno, a czego nie.

                      Wymagasz respektu dla siebie i musisz go miec, ale miej zrozumienie w druga
                      strone takze.
                      Gdzies na wysokosci 11.000km siedzi czlowiek, ktory moze sie teraz juz tylko
                      zalac w pestke... bo tez twierdzi, ze nie warto.
                      DLACZEGO? - nie odpowiadaj. Postaw to pytanie sobie.

                      Czy kobieta, ktora urodzila dziecko, moze wytlumaczyc tej, ktora nigdy tego nie
                      zrobila, jak to jest kiedy sie rodzi?
                      To trzeba przezyc, aby zrozumiec.

                      Nie rozumiesz zycia na emigracji, tego wysilku, ktory prowadzi do sukcesu.
                      Nie Ty jedna. My tez jestesmy oceniani na podstawie kont przez rodakow, czy
                      rodzine.
                      Mowi sie, ze gentelman-i nie mowia o pieniadzach!
                      Tym bardziej nie mowia o nich kobiety... one co najwyzej moga spiewac jak MM, ze
                      " brylanty sa najlepszymi przyjaciolmi kobiet ! " ; ))

                      Nie musisz sie tlumaczyc ze swojej finasowej sytuacji nikomu.
                      Fortuna kolem sie toczy.

                      Musisz natomiast nauczyc sie, kiedy nie dowalac !
                      Mowi sie, ze bokserzy sa delikatni w dotyku, i ze to wynika z faktu, ze sa
                      swiadomi swojej sily. Wiedza, ze jak uderza, to skrzywdza.
                      Tak samo jest z sila slowa.

                      Mozna krzyczec z bolu, lub w miczeniu skopac ogrodek, namalowac obraz, isc na
                      spacer, pocwiczyc, poplywac.
                      Zlosc to jest energia, i ja trzeba wyrzucic z siebie / we wlasciwy sposob! /,
                      ale to wcale nie oznacza, ze za tydzien, czy dwa bedziesz tak samo wsciekla : ))

                      Wiesz, kiedy jestesmy z kims umowieni i ta osoba spoznia sie w nieskonczonosc,
                      mamy ochote ja zamordowac w myslach i klniemy "w zywe kamienie".....
                      budujemy wewnetrzna mowe, czego to my jej nie powiemy... ,ale kiedy pojawia sie
                      i tlumaczy, ze miala wypadek rzucamy sie z troska, pytajac, czy nic jej sie nie
                      stalo!

                      Zdaj sie na czas, moze jestes wazna, moze ktos chcialby Cie zobaczyc...
                      Nie kaz mi wierzyc, ze juz dzisiaj jestes madra i pozbawiona uczuc ; )
                      Nawet jak bedziesz wracac do pionu juz po wszystkim, to zajmie Ci to czas...

                      Moze ten ktos jest osoba, ktora potrafi zobaczyc Twoje zalety, poza Twoja
                      wsciekloscia...
                      Moze jest odwazny bardziej, niz myslisz...
                      Daj sie troche poskromic zloscico!! ; ))

                      ...i w efekcie koncowym, to nie z nami bedziesz, ale z ta ukochana osoba.
                      wiec ...OLEJ nas.
                      Krokodyle tez sa pod ochrona! ; ))


                      P.S. Moja trudna rozmowa, poszla mi znakomicie! Jestem "problemlösare".
                      Opowiem kiedy indziej. Jest piekna pogoda, ide na spacer na godzine,
                      poglaskac konie.


                      Pozdrawiam
                      osv : )
                      ... i

                      Czy sa juz do kupienia czeresnie w Polsce ?














                      • fanka.turystyki Zaraz wyjdę ;-PPP 14.06.07, 18:11
                        osv napisała:

                        >
                        > A Ty chcesz tutaj, dzisiaj, razem z nami rozwiazac cos, co budowalas tak dlugo.
                        > Pozwol temu stygnac z rok! Przyjrzysz sie swoim uczuciom po czasie i z
                        > czuloscia popatrzysz na madrzejsza Fanke!

                        Osv, ja Ci bardzo bardzo dziękuję za Twoją życzliwość i za wielkie serce. Jesteś
                        wspaniałą i kochaną osobą... ale powiedz mi... dlaczego mam marnować rok na
                        studzenie czegoś... co nigdy nie istniało? Co ja przez ten rok mam niby robić?

                        Ja za dwa tygodnie mam urlop. I idę w pizdu cieszyć się życiem i poznawać ludzi,
                        szukać szczęścia, miłości, pieniędzy, grzybów w lesie... Może poznam kogoś za te
                        dwa tygodnie, kogoś wartego moich uczuć... a tymczasem mam siedzieć i rozważać
                        co by było gdyby jedna netowa znajomość potoczyła się inaczej... Już się
                        narozważałam i starczy... Naprawdę...





                        > Wiele Twojego zalu wynika z niewiedzy, z braku zrozumienia, ze swojej sytuacji
                        > zyciowej... i troche kompleksow osv

                        A dziękuję, ale ja wszystko rozumiem i właśnie mój żal wynika ze zrozumienia
                        sprawy i mojej roli "ubogiej krewnej" i "szarej zakompleksionej gąski" jaką
                        miałam pełnić w tej historii. Powtarzam: ja nie jestem podnóżkiem jakiegoś
                        Majestatu i mam swoją godność. Tego się nie kupi za pieniądze czy za karty VISA
                        i ja godności nie sprzedam :-)))


                        > Mowi sie, ze gentelman-i nie mowia o pieniadzach!
                        > Tym bardziej nie mowia o nich kobiety...

                        To ten pan nie jest gentelmanem. Bez przerwy tłukł mi w mailach o swoich
                        pieniądzach, działkach i inwestycjach, pomimo, że prosiłam aby tego tematu nie
                        poruszał, bo ze względu na moją sytuację finansową czuję się nieswojo...


                        >
                        > Zdaj sie na czas, moze jestes wazna, moze ktos chcialby Cie zobaczyc...
                        > Nie kaz mi wierzyc, ze juz dzisiaj jestes madra i pozbawiona uczuc ; )
                        > Nawet jak bedziesz wracac do pionu juz po wszystkim, to zajmie Ci to czas...

                        Jeszcze raz Ci dziękuję za dobre rady, są bardzo słuszne i cenne jak szczere
                        złoto. Tak, masz rację, ktoś chce mnie zobaczyć: dzwonili rodzice i pytają czy
                        ich odwiedzę, dzwonili znajomi z tym samym pytaniem, prosiło mnie o spotkanie
                        kilka osób, których nie doceniałam i wobec których zawiniłam swą obojętnością.
                        Czuję się w obowiązku uszczęśliwić te osoby swoim widokiem, bo przypuszczam
                        -zależy im na moim towarzystwie i są warci tłuczenia się pociągiem na drugi
                        koniec Polski...

                        >
                        > Moze ten ktos jest osoba, ktora potrafi zobaczyc Twoje zalety, poza Twoja
                        > wsciekloscia...
                        > Moze jest odwazny bardziej, niz myslisz...
                        > Daj sie troche poskromic zloscico!! ; ))

                        I znowu masz rację: są osoby, które widzą moje zalety jak na dłoni -kochają mnie
                        rodzice, kochają mój niesforny charakter, ojciec wręcz mnie podziwia za odwagę i
                        osiągnięcia. Znajomi mnie lubią, cenią i szanują, znam wiele życzliwych osób...
                        i nie będę marnować czasu dla kogoś, kto nie zostawia żadnych namiarów i liczy,
                        że będę płakać i za nim latać.


                        > ...i w efekcie koncowym, to nie z nami bedziesz, ale z ta ukochana osoba.

                        Ukochaną osobę mam nadzieję poznać jak najrychlej, ale wątpię czy to będzie
                        osoba poznana w necie... Dzięki Tobie ustawiłam sobie priorytety na najbliższe
                        tygodnie.

                        Czereśnie już są, jakieś drogie jak na mój gust...
              • Gość: kasia Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.06.07, 16:35

                Odpowiadasz na :

                osv napisała:

                > Chcialam jej pomoc ocalic to uczucie, ale ona wyrzyna wszystko w pien !
                > Zanim spotkala czlowieka!
                > Ja tego nie rozumiem!
                >
                > Intuicja mi mowi, ze ten, w ktorego sie tak mocno zaangazowala nie jest tak
                > zly, " na jakiego go pisza."
                > Znam go jednak mimo wszystko jako netowego "gentelmana" : )
                >
                > " Co ma wisiec, nie utonie ! "
                >
                > osv : ))


                Również przez wiele miesięcy znałam kogoś z netu i z forumowych pogaduch, był
                przemiłym, uczynnym, wrazliwym człowiekiem... w necie i na co dzień. Był cudowny
                na początku znajomości realnej... Potem się wydało, że ma żonę i dzieci a jak
                zaczęłam mu zarzucać, że mnie okłamał, to obraził się i szybko zwinął pod
                ciężarem moich "nieuzasadnionych oskarżeń" !!!!! A mi powiedział na pożegnanie,
                że mnie kocha ogromnie lecz z powodu, że to ja "jestem dziwna bo nie nie wiadomo
                czemu nie potrafię się pogodzić z tym, że on jest żonaty" to on nie będzie ze
                mną dłużej na poważnie, bo "nie może mi dużo dać a zbyt mnie kocha i on bardzo
                cierpi z tego powodu", więc chce się dalej spotykać "wpadając czasem do mnie
                się popieścić".... Bardzo miły, wrażliwy forumowy mężczyzna, gentelman w każdym
                calu.
                Pozdrawiam.
                • fanka.turystyki Kasiu... przykro mi i smutno... 14.06.07, 16:47
                  bo widzisz, ja po prostu miałam szczęście i nie spotkała mnie żadna krzywda
                  oprócz przykrości emocjonalnej i rozczarowania.

                  I moje problemy, wobec oszustwa jakiego ktoś dokonał wobec Ciebie, wobec jawnego
                  draństwa, manipulowania Twoimi uczuciami, upokorzenia Cię, potraktowania jak
                  przedmiotu, nie człowieka... moje problemy to błahostka i robię wojnę o nic...
                  Naprawdę o nic... Robię tę wojnę ku przestrodze innych osób, aby nie podzieliły
                  takiego losu, jaki stał sie Twoim udziałem...

                  Osv zarzuca, że coś tam wyrzynam w pień, zanim zobaczyłam człowieka... To nie do
                  końca prawda -wyrzynam, bo nie spodziewam się tego człowieka zobaczyć, a jeśli
                  nawet go poznam -nie mam możliwości sprawdzić, czy jest tą osobą za którą się
                  podaje i czy jego życiorys jest prawdziwy...

                  Kochać tylko po to aby jakiś forumowy gentelman zdeptał to uczucie, napluł na
                  nie? Tak jak bez szacunku potraktowane zostało Twoje uczucie??? Kochać mogę,
                  owszem, ale niech mi gentelman taki czy owaki udowodni najpierw swoją uczciwość
                  i że jest tym za kogo się podaje. A jak teraz udowodni, skoro nawiał przede
                  mną??? Udowodnił wręcz coś przeciwnego...
      • fanka.turystyki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 11:47
        tygryska_28 napisała:

        > Nie wiem na czym to polega, ale podejrzewam, że Panowie traktują nas jak
        > własność nawet jeśli nas jeszcze nie znają z jednego tylko powodu: skoro szukam y
        > znajomości przez internet to musi być z nami bardzo źle i wtedy polecimy na
        > każdego z kasą i bez manier, byle by był...

        Tygrysko! Po pierwsze to ja jakoś specjalnie żadnej znajomości nie szukałam. Ot,
        osoba już forumowo-znajoma i forumowo-zaprzyjaźniona (do tego od lat) dowiadując
        się, że mieszkam obecnie w jej rodzinnym mieście, pierwsza nawiązała kontakt
        mailowy.

        Intencją pana było rzekomo jedynie wybranie się ze mną na wycieczki, bo planował
        od dawna, że w wakacje odwiedzi rodzinne strony. Wycieczki wycieczkami, zaczęło
        nam się gadać na różne, czasem bardzo osobiste tematy (zdrowie, problemy
        rodzinne, praca) i w moim odczuciu -to zbliża ludzi i zobowiązuje do wzajemnego
        szacunku i lojalności.

        Że się mimochodem znajomość mocno ociepliła -z mojej strony szczerze... Z jego?
        Może sztuczka, w nadziei że mnie urobi i polecę na kasę...


        > końcu nie jestem niczyją własnością i taka tylko wirtualna znajomość nie
        > zobowiązuje chyba do całkowitego oddania? Zresztą żadna nie zobowiązuje do
        > zerwania wszelkich kontaktów ze znajomymi...

        Święte słowa, święte słowa. Wyobraź sobie, pan o którym mówię prosił mnie
        wjednym mailu o "nigdy-nieodkochiwanie-się" (jeśli się w nim zakochałam), potem
        natomiast zdzielił mnie w łeb, że "nigdy nie oczekiwał ode mnie niczego
        zobowiązującego i tu nasze drogi się rozchodzą" i w ramach tego właśni
        "niezobowiązującego" pchał mi się do pracy, do tego na 10 minut, bo gdzieś mu
        się spieszy na wyjazd. Przy czym w ramach dalej "niezobowiązującego" ja się
        domyślam, że miałam nigdzie w wakacje nie jechać, nic nie planować, z nikim się
        nie spotykać, tylko dyżurować pod telefonem, żeby się rzucić miłemu gościowi do
        stóp, kiedy pozałatwia wszystkie swoje prywatne sprawy i raczy mi odgórnie
        naznaczyć dzień spotkania, picia piwa lub jakiejś wycieczki nad wodę.


        > I żadne prezenty, żadne wycieczki, szastanie kasą na lewo i prawo nie przesłoni
        > ą
        > braku kultury i rozsądku, jakiegoś problemu ze sobą...

        Ot, widzisz i tu przemawia przez Ciebie mądrość, dojrzałość i znajomość ludzkiej
        natury. Ty widzisz, że to wszystko to poza i maska, aby przysłonić własne
        kompleksy i problemy...


        > Tylko dlaczego to my potem cierpimy przez tych ... jest nam nieprzyjemnie,
        > niemiło, boli nas głowa i ogólnie nastrój do du... Bo jesteśmy wrażliwe, mamy
        > uczucia i nie jesteśmy przyzwyczajone do takiego traktowania że w końcu to
        > przecież wszystko nasza wina... A już wpędzanie nas w poczucie winy jak to
        > bardzo ich skrzywdziłyśmy - żenada...

        Tygrysko, tylko takie zwalanie winy na nas, że skrzywdziłyśmy, że jesteśmy winne
        ma swój podwójny lub nawet potrójny cel:

        -po pierwsze to taki pan chce nas skruszyć, doprowadzić do wyrzutów sumienia, a
        przez to -do zajęcia się jego osobą, pójścia na ustępstwa, podporządkowania się
        żądaniom i rozkazom

        -po drugie człowiek, który zwala winę na innych czuje się tym samym
        pokrzywdzony, a dzięki temu usprawiedliwia własne egoistyczne żądania i
        domaganie się od osoby X rekompensaty za to co mu 10 czy 15 lat temu podła osoba
        Y zrobiła

        -po trzecie, zawsze można kolejnej osobie powciskać kit i pomydlić oczy, jak to
        się nie miało szczęście do kobiet i spotykało same flądry... A my, baby, głupie
        jesteśmy -od razu wierzymy, budzi się w nas instynkt opiekuńczy, chcemy takiemu
        łezki ocierać z oczu, życie osładzać, serce podawać na dłoni. I dopiero jak
        wyprujemy sobie wszystkie flaki, jak jesteśmy już zmęczone albo same
        potrzebujemy opieki i ochrony -słyszymy jakie z nas egoistki i jak to
        klasyfikujemy się w tej kategorii krzywdzicielek, na którą Majestat się uskarżał...


        > No cóż Fanko, nie był ciebie wart i już :) jesteś wspaniałą Kobietą i
        > zasługujesz na najpiękniejszy prezent wręczony o zachodzie słońca w zacisznym
        > parku :))

        Dziękuję Tygrysko :-) To Ty jesteś wspaniałą Kobietą, mądrą a jednocześnie
        wrażliwą. Ja często idę przez źycie po trupach do celu. Zaprzyjaźniony Demon
        mówi, że to moje przeznaczenie i że będę kiedyś miała wszystkie królestwa
        świata, ale nie dlatego, że mi je ktoś da w prezencie, tylko dlatego że je sobie
        wezmę sama, nie pytając nikogo o zdanie ;-PPP

        Ja się z samym Diabłem przyjaźnię a on mi tyle rzeczy o ludziach i świecie
        opowiada. W gruncie rzeczy wspaniała choć mroczna istota. I nie robi ludziom
        krzywdy :-D


        > Mam nadzieję, że też to sobie przetłumaczę a nawet chyba już to załapałam, idę
        > na spacer :PP

        No i jak tam spacerek? I co tam załapałaś w trakcie dotleniania mózgu? :-)
        • tygryska_28 Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 12:14
          fanka.turystyki napisała:

          > -po trzecie, zawsze można kolejnej osobie powciskać kit i pomydlić oczy, jak to
          > się nie miało szczęście do kobiet i spotykało same flądry... A my, baby, głupie
          > jesteśmy -od razu wierzymy, budzi się w nas instynkt opiekuńczy, chcemy takiemu
          > łezki ocierać z oczu, życie osładzać, serce podawać na dłoni. I dopiero jak
          > wyprujemy sobie wszystkie flaki, jak jesteśmy już zmęczone albo same
          > potrzebujemy opieki i ochrony -słyszymy jakie z nas egoistki i jak to
          > klasyfikujemy się w tej kategorii krzywdzicielek, na którą Majestat się uskarża
          > ł...
          Ty to znasz życie, i mnie :))) Matki Polki po prostu :)) Wszystko
          dla wszystkich zapominając o sobie...


          > No i jak tam spacerek? I co tam załapałaś w trakcie dotleniania mózgu? :-)
          >
          Demoniczna Kobieto, spacerek ja co wieczór udany, taka forma ruchu,
          może mało intensywna ale zawsze to coś, tym bardziej, że nie spacęruję a raczej
          szybki marsz uskuteczniam i denerwuję się kiedy na przejściu dla pieszych mam
          czerwone światło :PP Złapałam chrabąszczą :)) latają sobie takie i brzęczą :P A
          załapałam dużo i wiele sobie wytłumaczyłam, to dobry czas na przemyślenia,
          wieczorny spacer...

          Z Twoich wszyskich słów tu wylanych widać jak bardzo Cię to
          dotknęło, wykrzycz co ci tam leży na duszy i po jakimś czasie będzie lepiej,
          chociaż nie wiem czy dla innych bo takie "przypadki" uczą nas ostrożności i
          ograniczonego zaufania niestety...


          Pozdrawiam serdecznie i szepnę ci słówko, że chyba Cię polubiłam chociaż nadal
          sie Ciebie boję :))
          • fanka.turystyki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 12:56
            tygryska_28 napisała:


            > Ty to znasz życie, i mnie :))) Matki Polki po prostu :)) Wszystko
            > dla wszystkich zapominając o sobie...
            >
            Oj, Kocico, Kocico (znaczy Tygrysko), życia nie znam bardziej niż inni. Właśnie
            się uczę... obijając dupę o wszelkie wyboje na mojej drodze :-DDD

            Tylko, że jest pewien schemat niektórych chorych relacji międzyludzkich: zabawa
            w pana i niewolnika. Pan to osoba pełna kompleksów, lecz udająca ważną. Pan
            wyszukuje sobie kogoś spragnionego miłości, niepewnego siebie, złaknionego
            opieki i zaczyna grać na uczuciach tej osoby, domagając się więcej i więcej.
            Jeśli niewolnik się zbuntuje (bo poczuje się wykorzystany) lub ktoś ma swoją
            godność i się takiej roli nie podejmie -zostaje zwyzywany od egoistów i pan
            opuszcza taką osobę pod byle pretekstem. A prawda jest taka, że chce mieć
            niewolnika, a względów dla konkretnej osoby nie ma żadnych.

            Tacy apodyktyczni ludzie kochają (o ile to jest miłość) jedynie za całkowite
            podporządkowanie się, wyzbycie własnej osobowości i uległość :-(((
            I jeszcze wszystkich, którzy mają własne "ja", własne zdanie, własny charakter,
            uważają za egoistów i wrogów :-(((


            > Demoniczna Kobieto, spacerek ja co wieczór udany, taka forma ruchu,
            > może mało intensywna ale zawsze to coś, tym bardziej, że nie spacęruję a raczej
            > szybki marsz uskuteczniam

            A ja nawet biegać jakiś czas temu zaczęłam. I gdzieś zgubiłam w lesie trochę
            sadełka... Ot, specjalnie z tym bieganiem zaczęłam w celu... zrobienia lepszego
            wrażenia na osobie, której jak widać, nie zależało na mnie...

            >
            > Z Twoich wszyskich słów tu wylanych widać jak bardzo Cię to
            > dotknęło, wykrzycz co ci tam leży na duszy i po jakimś czasie będzie lepiej,
            > chociaż nie wiem czy dla innych bo takie "przypadki" uczą nas ostrożności i
            > ograniczonego zaufania niestety...

            A dotknęło, dotknęło... A co Ty byś czuła gdyby "old friend" okazał się nie
            takim człowiekiem jak się przed Tobą mienił? Gdyby ktoś kto gra osobę wrażliwą,
            biedną i pokrzywdzoną na forum, gdyby ktoś kto tłucze do Ciebie całymi
            miesiącami bardzo osobiste maile... nagle się okazał zupełnie kimś innym???

            Nagle by się okazało, że traktuje Cię jak zapychadło czasu w pracy, jak
            przyjemną, niezobowiązującą rozrywkę intelektualną czy emocjonalną, istniejącą
            tylko po to, żeby on się mógł wygadać?

            A ostrożność? Ograniczone zaufanie? To nie dla mnie. Ja nigdy nie będę ostrożna,
            bo zawsze gram o wszystko albo nic, a hazardzista musi liczyć się z przegraną.
            Stąd przyznaję swoją porażkę, przyznaję tym głośniej, że osoby z tego forum mnie
            kiedyś przed jedną osobą przestrzegały. Teraz dopiero widzę i doceniam ich
            uczciwe intencje.

            Zaufanie z kolei albo się ma, albo nie ma. Nie warto go "ograniczać". Zaufanie
            do ludzi można mieć zawsze i po każdej klęsce nieograniczone, jeśli ufasz sobie,
            jeśli potrafisz rozpoznać dwoistą naturę siebie samej i każdego człowieka; jeśli
            zauważysz, że jest w Tobie Anioł, który daje Ci ochronę i napełnia potrzebą
            chronienia kochanych osób i jest w Tobie Diabeł, który jest wolą walki -o
            ukochaną osobę (jeśli jest tego godna) lub przeciw tej osobie (jeśli okazała się
            oszustem i draniem).

            I dlatego ja nie muszę dzielić serca na pół, chować się w kokonie strachu.
            Diabeł jest moim mieczem, Anioł jest moją tarczą, a w takim doborowym
            towarzystwie człowiek naprawdę czuje się dzieckiem Boga...

            Choć zraniona i skopana do bólu przez człowieka, któremu zaufałam, właśnie
            teraz, właśnie dzisiaj gdy rozwiały się złudzenia i wątpliwości, wiem i
            rozumiem, że Bóg mnie nigdy nie opuścił, nie oszukał a w moim sercu nie ma
            cienia strachu, cienia tchórzostwa i obawy przed miłością :-)))

            Jeśli moje własne doświadczenia coś Ci mówią to weź i zachowaj moje słowa
            głęboko w swym sercu :-)


            > Pozdrawiam serdecznie i szepnę ci słówko, że chyba Cię polubiłam chociaż nadal
            > sie Ciebie boję :))

            Chyba??? Tylko chyba, bhuuuuuuu :-(((
            A czego się tu we mnie bać? Spokojna jestem, niezaczepiana z nikim się nie kłócę
            i nikogo nie biję... A że tam czasem, sprowokowana i doprowadzona do
            ostateczności, jakąś mega-rozrubę zrobię, że z winnego strzępy jedynie
            zostają... Eeee, normalne w naszym brutalnym świecie... Igrzyska należą się
            przeciez gawiedzi ;-)
            • tygryska_28 Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 13:18
              fanka.turystyki napisała:

              >
              > A dotknęło, dotknęło... A co Ty byś czuła gdyby "old friend" okazał się nie
              > takim człowiekiem jak się przed Tobą mienił? Gdyby ktoś kto gra osobę wrażliwą,
              > biedną i pokrzywdzoną na forum, gdyby ktoś kto tłucze do Ciebie całymi
              > miesiącami bardzo osobiste maile... nagle się okazał zupełnie kimś innym???
              >
              Ja to poczułam, nie tylko przez internet, bo te znajomości traktuję
              troszkę inaczej (chociaż też pewne sytuacje podobne do opisanych przez Ciebie
              bolą koszmarnie), ale poczułam w świecie realnym. Jak trudno czasami kogoś
              rozgryźć, niczego się nie spodziewamy a tu przychodzi taki ktoś z młotem i buch
              nas w głowę :) No ale to przeszłość :) na szczęście i powoli wyrzucam te złe
              chwile z pamieci :)
              A internet... hmm... nie chce mi się dziś o tym pisać :PP Powinnam od
              tego troszkę odpocząć, przemyśleć i zmienić wiele :)


              > Jeśli moje własne doświadczenia coś Ci mówią to weź i zachowaj moje słowa
              > głęboko w swym sercu :-)

              Zachowam, co nie znaczy, że znowu tego błędu nie popełnię :) Już taka
              głupiutka jestem i naiwna :)))


              >
              > > Pozdrawiam serdecznie i szepnę ci słówko, że chyba Cię polubiłam chociaż
              > nadal
              > > sie Ciebie boję :))
              >
              > Chyba??? Tylko chyba, bhuuuuuuu :-(((
              > A czego się tu we mnie bać? Spokojna jestem, niezaczepiana z nikim się nie kłóc
              > ę
              > i nikogo nie biję... A że tam czasem, sprowokowana i doprowadzona do
              > ostateczności, jakąś mega-rozrubę zrobię, że z winnego strzępy jedynie
              > zostają... Eeee, normalne w naszym brutalnym świecie... Igrzyska należą się
              > przeciez gawiedzi ;-)
              >
              Wariatów zawsze się bałam :PPP

              • fanka.turystyki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 13:35
                tygryska_28 napisała:

                > fanka.turystyki napisała:
                >
                > >
                > > A dotknęło, dotknęło... A co Ty byś czuła gdyby "old friend" okazał się n
                > ie
                > > takim człowiekiem jak się przed Tobą mienił? Gdyby ktoś kto gra osobę wra
                > żliwą,
                > > biedną i pokrzywdzoną na forum, gdyby ktoś kto tłucze do Ciebie całymi
                > > miesiącami bardzo osobiste maile... nagle się okazał zupełnie kimś innym?
                > ??
                > >
                > Ja to poczułam, nie tylko przez internet, bo te znajomości traktuję
                > troszkę inaczej (chociaż też pewne sytuacje podobne do opisanych przez Ciebie
                > bolą koszmarnie),


                Ja znajomości internetowe traktuję różnie. Wiadomo, spada mi czasem z nieba mail
                od jakiegoś wariata, którego nie znam i który coś bredzi to nie traktuję tego
                poważnie.

                Ale jeśli jest to osoba do pogadania, która mi się przedstawia z nazwiska,
                imienia, zawodu, daje na siebie wiarygodne namiary, kontaktuje się -traktuję jak
                każdego innego znajomego.

                W mojej pracy często nawiązuję kontakty zawodowe przez internet, wysyłam pewne
                dokumenty i jest (dla mnie) rzeczą naturalną zakładać, że obie strony są szczere
                i uczciwe. Przez internet załatwiłam sobie obecną pracę i powołałam się przy tym
                tylko na poprzedniego szefa, z którym obecny się znał. I tylko na tej podstawie,
                zupełnie "na gębę" zaproszono mnie na rozmowę...


                > ale poczułam w świecie realnym. Jak trudno czasami kogoś
                > rozgryźć, niczego się nie spodziewamy a tu przychodzi taki ktoś z młotem i buch
                > nas w głowę :)

                Ależ internet też jest "realny", też piszą tu żywi, prawdziwi ludzie, nie jakieś
                cyborgi i roboty. Niektórzy tylko nie szanują i nie akceptują pewnych granic:
                jest gdzieś w necie miejsce na zabawę i forum może być takim miejscem. Ale moim
                skromnym zdaniem, jak przechodzi się do prywatnej korespondencji, do tego
                długotrwałej, do rozmów przez telefon (bo ten pan dzwonił kilka razy) to
                należałoby potraktować sprawę z szacunkiem i powagą, zwłaszcza, że żadne z nas
                nie jest smarkaczem.


                > >
                > Wariatów zawsze się bałam :PPP
                >
                Wypraszam sobie, ja nie jestem wariat, tylko wariatka. Nie masz się czego
                obawiać :-)))
                • tygryska_28 Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 13:44
                  Widzisz, nas takie zachowanie (prywatna liczna korespondencja itp) zobowiązuje
                  do kolejnych kulturalnych zachowań, ale jak widać nie wszystkich to obowiązuje...

                  A czy żadne z nas nie jest smarkaczem? Pamiętaj, żę mężczyźni na zawsze
                  pozostają chłopcami :PPP

                  Tak jest Wariateczko kochana :) Się pomyliłam, ale jaką mam pewnosć że po tamtej
                  stronie nie siedzi jakiś facet podszywający się pod taką fajną kobietkę? :)))
                  Wiesz, internet... :DDD
                  • fanka.turystyki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 14:03
                    Otóż to, korespondencja była normalna, nawet jeśli się od strony emocjonalnej
                    wymknęła nieco spod kontroli. Żadnych nadużyć, żadnych świństw których bym sobie
                    nie życzyła -nie było. Miałam wobec tego prawo uznać, że siedzi tam człowiek
                    uczciwy i godny zaufania. I być może ten człowiek jest w realnym świecie godny
                    zaufania, ale z drugiej strony może wcale nie chce mnie w tym realnym świecie
                    poznać, zobaczyć we mnie człowieka. Musiałby wtedy poczuć się wobec mnie
                    zobowiązany, przynajmniej do szacunku i kultury, a on tego nie chce. Na poziomie
                    znajomości zostawionej w sferze internetu zawsze może znaleźć wymówkę dla swoich
                    niewłaściwych zachowań.

                    To on odmówił spotkania, nie ja. Ja zaproponowałam rozsądne, kulturalne warunki
                    i wyopowiedzieli się w tym wątku mężczyźni, że oni to rozumieją i akceptują.

                    Czyli jak to jest? Dlatego, że ktoś ma trochę kasy i przyjeżdża tu "gościnnie"
                    mam dla niego mieć lepsze warunki i obniżać standardy grzeczności?

                    Niezależnie od tego, gdzie kto pracuje, gdzie mieszka i ile zarabia -o człowieku
                    najlepiej świadczy jego skromność, jego szacunek dla ogólnie przyjętych norm i
                    zasad. Nie będę kadzić komuś tylko dlatego że ma pieniądze. Nie uważam człowieka
                    za lepszego z tego powodu.


                    A co to znowu z tym podejrzewaniem mnie o bycie facetem, co??? Pół forum mnie
                    chyba widziało... Skłamałam... Ze dwie, może trzy osoby z obecnie piszących...
                    • tygryska_28 Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 14:18
                      tak, właśnie, kiedy ktoś pisze, że dobrze zarabia, kupuje bez zastanowienia coś
                      tam i liczy na to, że już jesteśmy jego? hehe, może i brak mi kogoś bliskiego
                      ale nie jestem do kupienia...

                      a tak mi się jakoś wymsknęło, i jak się mam Ciebie nie bać?? paski mi się trzęsą
                      :PPP
                      Może i nam bedzie dane się kiedyś spotkać tylko mi nie rób na wejście kolosa z
                      fizyki :PP
                      • fanka.turystyki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 14:37
                        Ot, widzisz, ja też do kupienia nie jestem :-)

                        A paskami nie trzęś przede mną, bo Ci pospadają. I jak Ty wtedy będziesz wyglądać???

                        Dobrze, jak będę do rodziców jechać przez Warszawę to Cię gdzieś upoluję i nie
                        będę Cię pytać z fizyki :-)
    • white.falcon Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 13.06.07, 23:00
      Może jestem niedzisiejsza, ale pchanie się komuś do pracy "na siłę" lub do
      domu, gdy dana osoba sama nie zaprosiła, uważam za zwyczajna bezczelność, brak
      dobrego wychowania i taktu. Mi osobiście nawijanie takich "baranków na uszy"
      pt. "przyjdę do Ciebie do pracy", szczególnie po prowadzeniu, jak pisze Fanka,
      wielomiesięcznej korespondencji jednoznacznie stawia osobę korespondenta w złym
      świetle. Rozumiem, że przyjeżdżając z daleka na wakacje można mieć zobowiązania
      rodzinne, jakieś tam sprawy, ale takie potraktowanie mnie uznałabym za brak
      szacunku wobec mojej osoby. Rozumuję tak - pomimo tego, co tam ktoś przez wiele
      miesięcy obiecał w mailach, planując(!) wspólne wakacyjne rozrywki, nawet gdy
      uznało się (inna bajka, że nie rozumiem, dlaczego komuś pasowało przez wiele
      miesięcy wieszanie innej osobie makaronu na uszy), że jednak to wszystko było
      bajdurzeniem z nudów, osobie, do której pisało się należy się przez ludzki
      szacunek umówienie się w dogodnym dla obojga miejscu na rozmowę i wyjaśnienie,
      dlaczego nam się odwidziało. Załatwienie sprawy pt. wizyta w pracy wiele rzeczy
      ułatwia, bo przy innych ludziach można spodziewać się, że nie usłyszy się paru
      niezbyt przyjemnych słów na temat. Nie każdy ma cywilną odwagę wysłuchania
      opinii o sobie.

      Inna bajka. Skoro gościu nie zamierzał na poważnie traktować planów
      wakacyjnych, to po jakiego grzyba dziewczynie przez wiele miesięcy zawracał w
      głowie? Z nudów? No to może pocieszę Fankę, że niewiele straciła, skoro gość
      nie zna innych rozrywek poza zawracaniem komuś głowy bajdurzeniem o planach,
      których nie miał zamiaru zrealizować - jak wspólna wycieczka, na którą
      namawiał. Wynudziłabyś się z takim, a tak przynajmniej będziesz miała fajne
      wakacje.

      Osobnik mi wydaje się być człowiekiem egoistycznym i pozbawionym empatii i
      szacunku do innych osób, więc niech ma to, na co zasługuje. Ciekawa i
      inteligentna dziewczyna - Fanka - znajdzie sobie sympatyczniejsze towarzystwo
      na wakacje, a nudziarz wynudzi się setnie sam i potem będzie narzekał, jaki to
      jest samotny, nierozumiany i stęskniony zainteresowania przez płeć przeciwną.
      Nie nabierajcie się, Dziewczyny, na takich, co to umieją wyłącznie pieprzyć
      androny w mailach, potem odwołując wszystko i jeszcze obwiniając Was o to, że
      to Wy jesteście winne gradobicia, chorób cywilizacyzjnych i ataku meszki. To
      jest tani romantyzm, nie warty pozłotka, w który tacy Panowie go ubierają, by
      ukryć swój egoizm, brak empatii i szacunku do Was. To jest nieuleczalne, a na
      świecie jest tylu facetów, wartych zachodu, że szkoda tracić czas na
      kombinatora i zwyczajnego łgarza.

      • fanka.turystyki Patrz Sokółko co ja narobiłam :-( 14.06.07, 14:26
        white.falcon napisała:

        > Może jestem niedzisiejsza, ale pchanie się komuś do pracy "na siłę" lub do
        > domu, gdy dana osoba sama nie zaprosiła, uważam za zwyczajna bezczelność, brak
        > dobrego wychowania i taktu.

        No i widzisz, stała się "tragedia" bo ja obrazoburczo "wyrąbuję w pień" wszelkie
        uczucia, wobec osoby, która takich nietaktów się dopuszcza na porządku dziennym
        i domaga się od ludzi tolerancji wobec każdego przejawu złego wychowania.

        Tylko czemu? W czym ten człowiek jest od nas lepszy? Bo ma pieniądze? Czy
        dlatego jest usprawiedliwiony z przedmiotowego traktowania ludzi gorzej
        sytuowanych materialnie?

        Czy mam głosić pochwałę człowieka ze względu na pieniądze i na to, że trafiło mu
        się w życiu jak ślepej kurze ziarno, czy jednak lepiej przyznać uczciwie, że są
        mężczyźni skromniejsi, lepiej wychowani, bardziej wartościowi...
    • takajednatam Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 14:15
      Fanko, musisz okropnie cierpieć, bo jakże inaczej wytłumaczyć to co się tu
      dzieje.
      Nie ma rady, jeśli musisz to wyszalej emocje, ale ukojenia bólu w
      upublicznianiu prywatności to raczej nie znajdziesz.
      Może jednak na spokojnie, za jakiś czas i koniecznie nie w sposób publiczny uda
      Ci się uratować relacje, na których tak Ci zależało.
      • fanka.turystyki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 14:35
        takajednatam napisała:

        > Fanko, musisz okropnie cierpieć, bo jakże inaczej wytłumaczyć to co się tu
        > dzieje.

        Wbrew pozorom, za dużo tego cierpienia we mnie nie ma. A jak inaczej
        wytłumaczyć? Że w tym szaleństwie jest metoda :-)

        > Nie ma rady, jeśli musisz to wyszalej emocje, ale ukojenia bólu w
        > upublicznianiu prywatności to raczej nie znajdziesz.

        To samo forum i opinię ludzi życzliwych, ktoś kiedyś wykorzystał do
        manipulowania moją osobą i grania na moich uczuciach, do przedstawiania się tu
        jako człowiek cierpiący a przez to -do wywoływania we mnie poczucia winy z
        powodu jego cierpień... jak się okazało -udawanych i odgrywanych...

        Ten człowiek pisał fałszywie rzeczy przeznaczone dla moich oczu i wypłodzone,
        aby mi namieszać w głowie i mnie urobić. Dlaczego mam teraz milczeć? Jemu wolno
        zeznawać kłamliwie, a mnie nie wolno napisać prawdy? Historyjka jak wiele
        innych, które niestety ani mnie nie nauczyły rozumu, ani innym ludziom nie
        pomogą :-(


        > Może jednak na spokojnie, za jakiś czas i koniecznie nie w sposób publiczny uda
        >
        > Ci się uratować relacje, na których tak Ci zależało.

        Nie. Nic nie zamierzam ratować. To wszystko jest przeznaczone na zniszczenie i
        niech ten ktoś obejrzy na tym samym forum, na którym zaczął kłamstwa, w jaki
        sposób i z jakim hukiem ja je właśnie kończę :-)))
        • takajednatam Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 15:10
          Fanko, czy sam fakt, że ktoś Cię skrzywdził daje Ci moralne prawo do czynienia
          tego samego zła?
          Nie odpowiadaj na pytanie. Nie mam wątpliwości, że pięknie mogłabyś napisać i
          usprawiedliwić to swoje domniemane prawo.
          Zachować prywatność własnych relacji z innymi forumowiczami uważam za obowiązek
          i żadne wytłumaczenie łamania tej zasady nie jest dobre.
          • fanka.turystyki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 15:19
            takajednatam napisała:

            > Fanko, czy sam fakt, że ktoś Cię skrzywdził daje Ci moralne prawo do czynienia
            > tego samego zła?

            Świetne pytanie! Wbrew pozorom. Ktoś (o nie, nie ja) wyznaje takie zasady.
            Zapytaj jego :-)))


            > Nie odpowiadaj na pytanie. Nie mam wątpliwości, że pięknie mogłabyś napisać i
            > usprawiedliwić to swoje domniemane prawo.

            Odpowiem Ci na to pytanie: żadne krzywda spowodowana przez jednego człowieka nie
            daje prawa do krzywdzenia innego. Ale to nie ja powinnam to zrozumieć...

            I nie łudź się, że kogoś krzywdzę. Ta osoba ma głęboko w nosie co ja tu piszę i
            co czuję. Pójdzie gdzie indziej i będzie dalej robić to samo...


            > Zachować prywatność własnych relacji z innymi forumowiczami uważam za obowiązek
            > i żadne wytłumaczenie łamania tej zasady nie jest dobre.

            Opisałam tylko historyjkę. Historyjka jak wiele innych: może prawdziwa, może
            zmyślona, może zełgałam wszystko, może napisałam szczerze, może tak, może
            siak... Takich osób i takich historyjek w necie jest wiele.

            Nie wskazuję na nikogo konkretnego i mój wpis w żaden sposób nie dotknie ani nie
            zrani żywego człowieka, o to bądź spokojna. O co tu się pieklić, że jakąś
            prywatność naruszyłam? Czyją prywatność naruszyłam? Zupełnie niesprecyzowanego
            nicku??? Jakiemuś nickowi krzywdę wyrządziłam???
            • takajednatam Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 18:16
              :)
              Fanko, tutaj nie szkółka, nie trzeba być bardzo przenikliwym ani forumowo
              bardzo zaangażowanym,aby kilka rzeczy "zgadnąć".
              Nie chcę już więcej komentować.
              Dobrze wiesz, że nie chodzi o wymyślonego osobnika, wymyśloną historię, ani nie
              w tym rzecz czy opowiastkę zaczniemy uważać za zmyśloną przez Ciebie.

              Nie komentarzy w konflikcie prywatnym chcę, niech one zmykają do sfery
              prywatnej.
              Wiesz czego chcę?
              Umiesz pięknie pisać.
              Dlatego gdybyś tak wzięła plecak (a pogoda piękna będzie), zaobserwowała dla
              nas świat, zarejestrowała zapachy i potem pięknie nam opisała...
              Widzisz, gdybym nawet żyła dwa przeciętne życia nie nauczę się pięknie
              wypowiadać pisemnie, a Ty to potrafisz.
              I dlatego cenię Fani (przepraszam za nadmierną poufałość) i dobrze by było
              gdyby nam napisała czym teraz pachnie świat za miastem.
              Przy okazji - stań na moście, ciśnij kulkę wosku imitującą konflikt z Imć (imię
              znane jedynie Tobie) wprost do nurtu, spluń za nią i wypowiedz swoje zaklęcie
              wolności od problemu, który dostałaś w spadku po internetowej przyjaźni;)
              Wróć wyzwolona i pisz. Pisz, bo potrafisz.
              Pozdrowienia posyłam.
              • fanka.turystyki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 18:34
                takajednatam napisała:

                > :)
                > Fanko, tutaj nie szkółka, nie trzeba być bardzo przenikliwym ani forumowo
                > bardzo zaangażowanym,aby kilka rzeczy "zgadnąć".

                Eeeeno, co Ty od razu wszystko tak poważnie bierzesz? Internet poważnie
                traktujesz??? A wiesz... Ja też zawsze traktowałam poważnie i to mnie gubi
                notorycznie. Ja też widzę po drugiej stronie żywego człowieka... Może to błąd?
                Mój, Twój, wielu ludzi... Może lepiej się tu bawić... literkami i... drugim
                człowiekiem? Dla własnego widzimisię??? Dla rozrywki???

                Iiiii tam, od razu "zgadnąć"... Kto tam zgadnie kim jestem, jaka jestem, jak to
                było naprawdę??? A niech ludzie sobie zgadują ile chcą, wszystko jest tylko
                czczym domysłem, bujdą na resorach, forumową prowokacją, wtykaniem kija w
                mrowisko póki ja tego nie potwierdzę albo nie zaprzeczę...


                > Nie chcę już więcej komentować.

                Szkoda... To ciekawa dyskusja...


                > Dobrze wiesz, że nie chodzi o wymyślonego osobnika, wymyśloną historię, ani nie
                > w tym rzecz czy opowiastkę zaczniemy uważać za zmyśloną przez Ciebie.

                Dopóki nie postawię kropki nad "i" ta historyjka... jest bez wartości. Pokazuje
                tylko że internet może służyć do wpływania na uczucia i opinie innych ludzi.
                Może jest manipulacją? Może wciągam Cię teraz w jakąś grę, a Ty jak ćma lecisz
                na ślepo w sidła które zastawiłam na naiwnych forumowiczów? Odróżnisz prawdę od
                fikcji? Jeśli tak, to po czym??? :-DDD


                > Wiesz czego chcę?
                > Umiesz pięknie pisać.

                Zdarza mi się (nie tylko po pijanemu)...

                > Wróć wyzwolona i pisz. Pisz, bo potrafisz.

                Muszę Cię zmartwić i z góry przeprosić. To co teraz piszę Ci się nie spodoba, a
                na żadne forum się nie nadaje, bo to prawda prawdziwa, a nie takie prowokacyjne
                badziewie jak tu zapodałam :-)))

                Ale badziewie ma swój głębszy sens, zobaczysz... Może kiedyś Ci wyjaśnię, bo na
                razie wtajemniczonych jest w sprawę... 1,5 osoby...


                > Pozdrowienia posyłam.

                Z całego serca odwzajemniam :-)))
      • tygryska_28 Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 14:38
        Trudno jest uratować takie zranione relacje, człowiek boi się, że znowu się
        oparzy :(
        Waży każde słowo i już nie jest sobą, chociaż mu się wydaje, że wszystko jest
        normalnie...

        A upublicznienie? Czasami gdzieś się trzeba wywnętrzyć, nie każdy ma dobrego
        domowego duszka z którym może pogadać, czasami cieżko jest komuś bliskiemu o tym
        mówić, a takie wygadanie się to rewelacyjna terapia, wiem coś o tym... Chociaż
        ostatni udało mi się za mocno nie upublicznić :) z czego poniekąd jestem dumna :)
        • fanka.turystyki Czemu tak a nie inaczej... 14.06.07, 15:10
          tygryska_28 napisała:

          > Trudno jest uratować takie zranione relacje, człowiek boi się, że znowu się
          > oparzy :(

          Tygrysko... Jak się kogoś przyłapie na gorącym uczynku na kłamstwie i pewnych
          innych machinacjach (a w historię jest bezpośrednio zamieszana koleżanka, którą
          znam osobiście i jakbym chciała powoływać ją na świadka w sprawie, to dopiero
          zrobiłby się raban i upublicznianie, bo to co napisałam to jest nic w stosunku
          do tego co przemilczałam w mojej łaskawości) to już nie ma miejsca na żaden
          strach i wątpliwości.


          > A upublicznienie? Czasami gdzieś się trzeba wywnętrzyć, nie każdy ma dobrego
          > domowego duszka z którym może pogadać, czasami cieżko jest komuś bliskiemu o ty
          > m
          > mówić, a takie wygadanie się to rewelacyjna terapia, wiem coś o tym...

          Mylisz się Tygrysko, nie o to mi chodzi, bo skoro w sprawę została wciagnięta i
          wmieszana jeszcze moja koleżanka -mam z kim pogadać. Chciałam tylko przedstawić
          moją prawdę, tak jak ja ją widzę i czuję (niezależnie od potencjalnego
          forumowego potępienia) bo to człowiek tak skupiony na sobie, że tej mojej prawdy
          i mojego punktu widzenia nigdy nie wysłuchał i nie życzył sobie poznać...

          Może i nie jest do końca świadomy, że zranił żywego człowieka, może uciekał
          przed tą świadomością, może dlatego uciekł przed realną konfrontacją, żeby nie
          widzieć mojego bólu i wyrządzonej przykrości.

          Ale to, że nie chcemy na coś patrzeć, co sami zrobiliśmy drugiemu człowiekowi,
          nie znaczy że sprawy nie było i że wszystko OK. Nieprawda. Nie jest OK i właśnie
          ten wątek jest wyrazem mojego buntu, przeciw traktowaniu mnie jak przedmiot.
          • tygryska_28 Re: Czemu tak a nie inaczej... 14.06.07, 15:17
            fanka.turystyki napisała:
            > Może i nie jest do końca świadomy, że zranił żywego człowieka, może uciekał
            > przed tą świadomością, może dlatego uciekł przed realną konfrontacją, żeby nie
            > widzieć mojego bólu i wyrządzonej przykrości.
            >
            > Ale to, że nie chcemy na coś patrzeć, co sami zrobiliśmy drugiemu człowiekowi,
            > nie znaczy że sprawy nie było i że wszystko OK. Nieprawda. Nie jest OK i właśni
            > e
            > ten wątek jest wyrazem mojego buntu, przeciw traktowaniu mnie jak przedmiot.
            >

            To ja się przyłączam do buntu o nietraktowanie nas jak przedmioty li jedynie
            wirtualnego świata. Dusze też mamy, że o uczuciach nie wspomnę...

            Zresztą chyba już się przyłączyłam pisząc tutaj :))

            Transparenty przygotować?? Zezwolenie na demonstracje zacząć załatwiać? ;)))
            • fanka.turystyki Re: Czemu tak a nie inaczej... 14.06.07, 15:22
              tygryska_28 napisała:

              >
              > To ja się przyłączam do buntu o nietraktowanie nas jak przedmioty li jedynie
              > wirtualnego świata. Dusze też mamy, że o uczuciach nie wspomnę...

              Niewiasto, co czynisz??? Że ja jestem wichrzycielka i że wtykam kij w mrowisko
              to już nie oznacza, że to jest bezpieczne... Za to się po łbie obrywa...

              >
              > Zresztą chyba już się przyłączyłam pisząc tutaj :))

              I coś Ty narobiła? Opuść mnie, albowiem już się rozruba zaczyna... Nie będę
              miała żalu jak mnie samą zostawisz z moją krucjatą :-)

              >
              > Transparenty przygotować?? Zezwolenie na demonstracje zacząć załatwiać? ;)))

              Eee, damy sobie radę i bez tego... Skąd Cię nagle taki wojowniczy nastrój dopadł???
              • tygryska_28 Re: Czemu tak a nie inaczej... 14.06.07, 15:55
                sama nie wiem... :)
                jakaś taka odwaga mnie naszła, może właśnie przez Twój wątek? Zabrzmi to
                okrutnie, ale myślałam, że tylko mnie się takie rzeczy trafiają, wszyscy inni
                mają wszystko poukładane i w ogóle a Twoja historia otworzyła mi oczy. Zwykle
                chowałam się w kąt i całą winę brałam na siebie. KONIEC!!
                Skoro już mam ten paskudny charakter to trudno ale w końcu go wykorzystam :))

                Wiesz, myślę, że nie ma żadnej burzy, na razie może mały sztormik :) ale to
                pewnie dlatego, że nie każdy tak się, że tak powiem sparzył i może inni nie
                wiedzą o czym mowa i dlatego mogą uważać, że kogoś baaardzo ranisz. A
                najczęściej jest tak że ten ktoś ma to głeboko w powazaniu...

                Jak mogłabym Cię samą zostawić?? Matka Polka? No co Ty? Trzeba pilnować dzieci
                żeby się nie rozbiegły i żeby guza sobie nie nabiły :PPP

                Nie, jeszcez nic dziś nie piłam :)))
                • fanka.turystyki Gdybym chciała naprawdę kogoś skrzywdzić... 14.06.07, 16:18
                  lub zaszkodzić...
                  uderzyłabym w żywego człowieka, nie w forumowy nick...

                  To, że nie mam "wakacyjnych" namiarów, nie oznacza, że nie mam żadnych...

                  Oczywiście, że osoby biorące udział w tym sztormiku, nie wiedzą o czym mówią, bo
                  musiałabym całe tomisko od A do Z opisać, żeby to było zrozumiałe i żeby się
                  wczuły w moją sytuację.

                  Ale (jeśli to czytają, niech przeczytają uważnie) pokazuję właśnie tym wątkiem
                  jak łatwo porządni ludzie ulegają emocjom, czytając forumowe historie, czytając
                  maile.

                  Część osób czuje wobec mnie współczucie po przeczytaniu mojej opowieści. I
                  słusznie i za to im dziękuję...

                  Część osób czuje święte oburzenie, że niby kogoś krzywdzę, naruszam
                  prywatność... A gdzie i kogo krzywdzę? Niby jak???

                  Oburzenie -w porządku, dowód prawego charakteru. Ale bronią osoby tego
                  niewartej. Problem w tym, że wiele razy sama wpadłam w tę pułapkę -kierowana
                  ludzkimi odruchami czułam się oburzona gdy atakowano "niewinnego", wierzyłam w
                  jakieś płacze i lamenty "pokrzywdzonego".

                  Ale ludzie obeznani z funkcjonowaniem ludzkiej psychiki, zwłaszcza jeśli z racji
                  wykonywanego zawodu pracują z innymi ludźmi po prostu wiedzą co napisać, jak
                  napisać, żeby wywołało taki a nie inny efekt...

                  I wcale mnie nie cieszy, że po głupiemu potrafię wdeptywać w tego typu sidła.
                  TAkie rzeczy nie trafiają się tylko Tobie i nie ma w tym żadnej Twojej winy. Są
                  pewne prawidła i cechy wspólne wszystkim ludziom: ktoś kto przetrenował coś na
                  jednej lub drugiej osobie -przetrenuje to samo na Tobie i ma Cię w garści.

                  A Ty nie rozumiesz co się stało, jak i dlaczego... i się obwiniasz, bo myślisz,
                  ze powinnaś była coś zrobić, żeby temu zapobiedz... Nic nie mogłaś zrobić, jeśli
                  ktoś świadomie i z premedytacją wciągnął Cię w emocjonalną rozgrywkę...

                  Paskudnego charakteru nie masz. Ale mój zaprzyjaźniony Diabeł mówi, że to rzecz
                  roztropna akceptować siebie i wykorzystywać każdą cechę charakteru ku pożytkowi
                  własnemu i innych :-)
        • takajednatam Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 17:58
          Tygrysko, chyba odrobinę inny rodzaj prywatności w tym momencie miałyśmy obie
          na myśli. Tak mi się przynajmniej wydaje.
          Niemniej życzę Tobie, abyś już zawsze została mocna. Mocna doświadczeniem,
          które pomaga a nie niszczy. Bądź szczęśliwa i dawaj szczęście.
    • Gość: Ala Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.07, 18:54
      osv i takajedna - wielki szacunek!

      Zaintrygowała mnie ta cała historyjka do tego stopnia, że postanowiłam poznać
      kim jest ten niby "Pan Nikt" pod postacią jakiegoś anonimowego nicku... I się
      dowiedziałam! Nie było to wcale takie trudne. Fanka ja się okazało, to też nie
      od początku fanka.
      Fanko, piszesz tu, że osoby z forum to dla ciebie nie tylko jakieś postaci z
      wirtualne rzeczywistości, ale żywi ludzie, a tego pana w tym wątku traktujesz
      właśnie jak anonimowy nick i nawet tak go określasz.
      Czytam to co napisałaś i mam zgoła odmienną opinię niż twoja popleczniczka
      "bojaźliwa tygryska", ponieważ nie uważam tego pana za winowajcę czegokolwiek z
      prostej przyczyny - nie znam jego opini o tej całej sprawie i powodów dla
      których właśnie tak się zachował, więc chyba nie jest to do końca w porządku
      pisać o kimś źle na podstawie opini tylko jednej strony zwłaszcza, że ten pan
      jak same piszecie, nie jest tu na tym forum nieznany.
      Poza tym Fanko, odnoszę wrażenie, że to ty miałaś jakieś swoje oczekiwania, a on
      nie zechciał ich spełnić i to boli cię najsilniej.
      Kończąc muszę się przyznać, że teraz się uśmiechnęłam, bo wyobraziłam sobie, że
      ten pan po długiej podróży, zmęczony, ale szczęśliwy, że jest w swoich
      ukochanych okolicach, utęsknionych miejscach, nieświadomy twoich gróźb i
      złośliwości dzwoni do ciebie i elegancko zaprasza cię na uroczą kolacyjkę i...
      co ty wtedy zrobisz???!!!!!
      Pobiegniesz!!!!!
      A co napiszesz tu na forum? ...że emocje są nieokiełznane, uczucia ludzkie stale
      wystawiane są na próbę, a ciebie poniosły emocje, bo tak na prawdę to źle tego
      pana zrozumiałaś???
      • fanka.turystyki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 19:13
        Gość portalu: Ala napisał(a):

        > Fanko, piszesz tu, że osoby z forum to dla ciebie nie tylko jakieś postaci z
        > wirtualne rzeczywistości, ale żywi ludzie, a tego pana w tym wątku traktujesz
        > właśnie jak anonimowy nick i nawet tak go określasz.

        Określam jak określam -może mam swoje powody???

        > Czytam to co napisałaś i mam zgoła odmienną opinię niż twoja popleczniczka
        > "bojaźliwa tygryska", ponieważ nie uważam tego pana za winowajcę czegokolwiek z
        > prostej przyczyny - nie znam jego opini o tej całej sprawie i powodów dla
        > których właśnie tak się zachował

        Po pierwsze, Tygryska wcale nie jest bojaźliwa. Po drugie -ja nigdy nie
        potwierdziłam, że historyjka jest prawdziwa, a Ty już doczepiasz ją do jakiegoś
        pana z tego forum...

        No i tak się rodzi forumowa plotka, ale i opinia w Twojej głowie, Twój obraz
        rzeczywistości. Właśnie w taki sposób manipuluje się opinią publiczną, w taki
        sposób rybeczki chwytają haczyki, ulegają emocjom... Potem się rybeczki prowadzi
        na pasku i grając czy to wojującą Furię czy to skrzywdzoną Niewinność pociągnę
        Cię za Twoje emocje gdzie tylko mi się spodoba...


        > więc chyba nie jest to do końca w porządku
        > pisać o kimś źle na podstawie opini tylko jednej strony zwłaszcza, że ten pan
        > jak same piszecie, nie jest tu na tym forum nieznany.

        Rzadko w życiu cokolwiek jest w porządku. Zgadzam się z opinią. Bardzo chciałam
        być nie w porządku w oczach forumowej gawiedzi :-)


        > Poza tym Fanko, odnoszę wrażenie, że to ty miałaś jakieś swoje oczekiwania, a on
        > nie zechciał ich spełnić i to boli cię najsilniej.


        Gdy spotyka się dwoje ludzi -każdy ma oczekiwania. Tu był konflikt interesów, bo
        ja też wielu oczekiwań spełniać nie chcę...


        > Kończąc muszę się przyznać, że teraz się uśmiechnęłam, bo wyobraziłam sobie, że
        > ten pan po długiej podróży, zmęczony, ale szczęśliwy, że jest w swoich
        > ukochanych okolicach, utęsknionych miejscach, nieświadomy twoich gróźb i
        > złośliwości dzwoni do ciebie i elegancko zaprasza cię na uroczą kolacyjkę i...

        Po pierwsze -nie umawiał się ze mną na żadną kolacyjkę, tylko się na chama
        wpraszał do pracy :-)


        > co ty wtedy zrobisz???!!!!!
        > Pobiegniesz!!!!!

        Jeśli ten pan zadzwoni to... hmmm... skoro twierdzisz, że jest na tym forum
        znany??? pewnie sam opisze co zrobiłam. Na pewno nie pobiegnę :-)


        > A co napiszesz tu na forum? ...że emocje są nieokiełznane, uczucia ludzkie stal
        > e
        > wystawiane są na próbę, a ciebie poniosły emocje, bo tak na prawdę to źle tego
        > pana zrozumiałaś???

        Nuie, nie napiszę tego. Dziesiąty raz powtarzam, że tego pana świetnie
        zrozumiałam i że wątek jest w dużej mierze prowokacją, żeby się tu ludzie
        wpisywali, gadali co ślina na język przyniesie i nakręcali głupią dyskusję.

        I to właśnie wszyscy jak jeden mąż robią... i wąteczek zamiast spadać -tkwi na
        topie wykłuwając komuś oczy :-)))

        A obrońcy pana wyimaginowanego lub nie... robią mu właśnie niedźwiedzią
        przysługę :-)))
    • Gość: Ala Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.07, 19:07
      jeszcze tak poza tematem wiodącym, ale skoro o tej "przebrzydłej kasie" tak
      stale trąbisz, bo chociaż tyle masz o niej złego do napisania, to jednak ci jej
      brakuje, to wiedz, że mają ją ci, którzy pracują, zwłaszcza w godzinach pracy, a
      ty jakoś tak podczas swoich zawodowych "obowiązków" masz dużo czasu, aby w tym
      necie siedzieć i nie zarabiać! W tym względzie nie mam zrozumienia i ty nie
      zrozumiesz tych, którzy pracują i zarabiają, a później o tym rozmawiają bo mają
      o czym.
      • fanka.turystyki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 19:15
        Pisz Alu do mnie, pisz :-)))

        Wyraź swoje święte oburzenie na moją osobę, leniwą i siedzącą na necie w
        godzinach pracy, niezarabiającą w tym czasie...

        Pokaż nam swoje prawe zasady i pochwałę osób pracowitych :-)))
        • Gość: Ala Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.07, 19:20
          a no zacznijmy od tego, że stać mnie na kompa w domu...! a teraz mój pan i
          władca wraca styrany z pracy i będzie chciał się odprężyć, a ja mu nie potrafię
          odmówić, więc teraz już się żegnam, sex wzywa!
          • fanka.turystyki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 14.06.07, 19:29
            Szkoda, że już idziesz... Miło mi się z Tobą gadało, naprawdę...


            Jak już zaspokoisz styranego pana i władcę to napisz mi jak poszło, żebym miała
            czego żałować -w końcu takim jak ja pewnie chłopa trza stale, a tu z nikąd tego
            chłopa nie ma ;-PPP
    • asleep_alien Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 15.06.07, 12:16
      Zachowanie tego czlowieka opisane przez Ciebie jest dla mnie niezrozumiale i
      dyskwalifikujace.

      Np. akapit trzeci (Kilka dni temu ... co jest grane???) Twojego pierwszego posta
      w tym watku.

      To moja prywatna i subiektywna opinia. Jestem mężczyzną, święty nie jestem.

      Z ciekawosci - czy zadalas mu pytanie typu "Dlaczego uwazasz, ze moja praca jest
      najlepsza dla tego typu spotkania" ?

      • fanka.turystyki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 15.06.07, 12:36
        asleep_alien napisał:

        >
        > Z ciekawosci - czy zadalas mu pytanie typu "Dlaczego uwazasz, ze moja praca jes
        > t
        > najlepsza dla tego typu spotkania" ?


        Szczerze mówiąc... nie zadałam tego pytania... On pierwszy nazwał ją "gruntem
        neutralnym" i wciskał mi, że na takim gruncie będę dobrze się czuła, ale
        domyślam się, że "neutralna" jest tylko dla niego. Już wyjaśniam...

        On wie, że dzielę pokój pracowniczy z dwoma innymi osobami, a są między nami (to
        znaczy -nim a mną) pewne sporne kwestie i były zagrania tego pana, za które (w
        mojej opinii) powinien mnie bardzo porządnie przeprosić i mi się z kilku zagrań
        wytłumaczyć.

        Przy współpracownikach musiałabym być dla niego uprzejma i nie mogłabym ani
        domagać się rozmowy na te tematy, ani żadnych wyjaśnień. Stąd dla niego byłoby
        wygodne wpaść na moment, uśmiechnąć się, wręczyć mi obiecaną książkę i liczyć
        na to, że jego urok osobisty zrobi swoje a ja wcześniej czy później zapomnę o
        tym co narozrabiał w trakcie naszej wielomiesięcznej korespondencji i z czego
        powinien mi się usprawiedliwić i wyjaśnić.

        W moim odczuciu ten pan nie chciał ze mną rozmawiać jak z człowiekiem -postawił
        mnie w sytuacji, że albo słodzimy sobie i uśmiechamy się szeroko przy moich
        kolegach a to, gdzie tkwi problem olewamy równo, albo nie ma żadnego
        spotkania... i też nie ma problemu...

        Napisze do mnie maila po wakacjach jaki był nieszczęśliwy beze mnie, przebywając
        raptem o rzut beretem od mojej osoby, licząc na to, że będę go przez maile
        pocieszać, słodzić i że winę za niedojście do spotkania wezmę na siebie... I w
        ten sposób chce zachować przywilej korespondencji internetowej i posiadania
        rozmówcy, przyjaciela, powiernika czy jak to zwał... bez brania na siebie
        pewnych obowiązków jakie pociągałaby za sobą znajomość w rzeczywistym świecie i
        z rzeczywistą osobą...

        Domyślam się, że oczekując od drugiego człowieka, żeby nie pchał mi się do pracy
        ani do mieszkania, ustalał ze mną terminy spotkań, zgadzał się na miejsca, które
        mi odpowiadają, nie spóźniał się na te spotkania, informował mnie telefonicznie
        o ewentualnych zmianach, nie dłubał w zębach i nie trzymał rąk w kieszeniach
        -jestem despotką, egoistką i potworem :-)
        • asleep_alien Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 15.06.07, 14:25
          Nie mam więcej pytań.
          Pojęcie "teren neutralny" jest akurat oczywiste, obiektywne i niezależne od
          płci. Szkoda słów.
          • fanka.turystyki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 15.06.07, 14:45
            Ot, to i pewnie się nie dziwisz mojemu oburzeniu na takie zachowanie...

            W ogóle niezłe "kwiatki" miałam z tym gościem i jeśli mogłabym komukolwiek
            cokolwiek doradzać (obiektywnie i niezależnie od płci) to szkoda czasu na osoby
            źle wychowane i tyle... Ani się ich już nie zmieni, ani nic się po ludzku nie
            przetłumaczy takim osobom. Zawsze mają rację, a to cały świat się przeciw nim
            sprzysiągł, by się czepiać, krytykować, zmieniać i "dostosowywać" do tych
            głupich, ogólnie przyjętych i nikomu niepotrzebnych norm :-(
    • Gość: miki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... IP: *.hsd1.ma.comcast.net 17.06.07, 02:15
      Sorry, ale nie czytalem wszystkich odpowiedzi pod Twoim postem, wiec moze juz
      to ktos zauwazyl.
      Np. wiele ludzi kupujac cos bardzo drogiego, zastanawia sie po czasie czy
      dobrze zrobilo. Ciebie nikt nie kupuje(jestes bezcenna), ale podejmuje moze
      zyciowa decyzje, czy sie z Toba zaprzyjaznic. Katakt internetowy, moze byc
      bardzo wygodny, bo daje jakies emocjonalne wsparcie bez obowiaskow. Spotkanie
      juz osobiste, troszke moze zobowiazywac i cos tam nazucac, czego sie oczywiscie
      my faceci czesto boimy. Jakos lubimy swoje prywatne zycie i niechcemy go z byle
      powodow zmieniac. Pomijajac tutaj urode, ktora jest tez bardzo wazna i moze
      uniemozliwic dalszy spotkania.
      Jak chcesz utrzymywac z nim jakis kontakt, to mysle, ze powinnas byc ostrozna a
      przedewszystkim zapomniec o oficjalnym spotkaniu(i krokodylu). Cos niby
      przypadkowego mysle powinnas za aplikowac. Moze cos wymagajacego spotkania w
      waszych zainteresowaniach lub zawodzie? Kazdy zwiazek moze byc pozytywny i tak
      samo niegatywny. Srodowiska ciagle przypomina nam o tych zlych, wiec chcemy sie
      upewnic, czy wlasnie taka "zaraza" nam sie nie trafila. Wiesz co mam na mysli.
      Troche zapomni o tych manierach. One sa dobre, ale prawie nie do wykonania, jak
      jestesmy zestresowani(np. wasza pieknoscia). Wtedy nic nam nie wychodzi i macie
      przed soba, obraz najwiekrzej ciapy jaka kiedykolwiek sie narodzila. Hahahaha
      • Gość: miki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... IP: *.hsd1.ma.comcast.net 17.06.07, 02:35
        Fanka. A wogle sie sobie wzalemnie podobacie, pasujecie wiekowo, stanem
        cywilnym, posiadanie lub nie dzieci itd?
        • Gość: miki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... IP: *.hsd1.ma.comcast.net 17.06.07, 02:57
          Fanka. Wiesz u mnie jeszcze wczesnie, wiec zbiera mi sie tak po "kropelce" to
          pisanie. Jak chcesz to opisze Tobie jak Amerykanki podrywaja sobie upatrzonego.
          Bardzo sie to rozni od sposobu "glaskanaia lasiczki - usiedlania" Polek.
          • szczebiota Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 17.06.07, 11:08
            a jak amerykanki podrywaja? strasznie jestem ciekawa...i czy to przynosi jakies
            pozytywne rezultaty? Chetnie sie czegos dowiem na ten temat:-)

            pozdr i zycze milej niedzieli:-)
            • Gość: miki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... IP: *.hsd1.ma.comcast.net 17.06.07, 16:13
              Generalnie to sie nazywa, ze one same nigdy nie podrywaja. Ale jest inna
              kultura i faceci klaniaja sie kobieta, mowiac "dziendobry" jak tylko kobieta
              spojrzy w ich strone(kobieta oczywiscie odpowiada tym samym) i pytaja
              (faceci) "jak idzie" zaczynajac tym rozmowe, ktora na poczatku czesto jest
              krotka, chyba, ze jestesmy na jakims przyjenciu lub gdzies gdzie przebywamy
              dluzej w tym samym miejscu. Nie ma w tym nic dziwnego, bo panowie klaniaja sie
              wszystkim, nawet innym faceta, mezatka lub starszym kobieta, ktore juz nie
              wiele sie interesuja odmiena plcia, ale intereseuja sie bardzo, kims nowym w
              okolicy (poczta pantoflowa jest tutaj dobra). To zainteresowanie kims nowym tak
              bardzo nie dotyczy, oczywiscie wielkich miast, ale nawet tam sie klaniaja choc
              zadko podejmuja sie rozmowe. Czesto tylko przyjacielski usmiech jest
              wymieniony. A jak sie to dalej rozwija, jak strona zalezy? Wiec raczej
              ostroznie. Najczesciej staraja sie cos dla siebie zrobic, ponflormowac, niby
              przypadkowo spotkac itd. Zawsze podejmujac rozmowe: "dzien dobry, jak idzie".
              Za drugim razem juz kobieta moze zaczac od powitania.
              Czesto sprawdzaja swoje dane personalne i jak sa pozytywne(czesto kobiety
              dostaja te informacje z poczty pantoflowej) staraja sie cos robic razem. Zeby
              jednak nie zapeszyc/przestraszyc z poczatku unikaja oficjalnych rantek, ale gdy
              facet zaproponuje cos takiego, ciesza sie jak dzieci, bo pozwala im to przejsc
              do nastepnego etapu. Co dalej, to poczekajamy z opisem. Fenka jest na tym
              etapie i moze ona bedzie tym zainteresowana.
              Dzieki za Pozdrowienia i Tobie tego samego Zycze.
            • Gość: miki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... IP: *.hsd1.ma.comcast.net 17.06.07, 18:34
              Tylko czasmi zaczyna sie i konczy jak ponizej:
              www.youtube.com/watch?v=PRf9AJSbHy4&mode=related&search=
        • fanka.turystyki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 18.06.07, 09:55
          Gość portalu: miki napisał(a):

          > Fanka. A wogle sie sobie wzalemnie podobacie, pasujecie wiekowo, stanem
          > cywilnym, posiadanie lub nie dzieci itd?

          Miki... A jakie to ma znaczenie w sytuacji w której facet nawiał, nie
          zostawiając na siebie żadnych namiarów? Ja go przecież po całej okolicy szukać
          nie będę, no chyba, że taka była koncepcja -pokazać mi jaki "skarb" straciłam i
          jak trudno będzie ten "skarb" odzyskać...

          Krzyżyk na drogę i 5 kilo złomu do plecaka, moim skromnym zdaniem...
          • asleep_alien Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 18.06.07, 10:25
            Coś dopiszę.
            Napisałem, że nie rozumiem zachowania tego pana, jako mężczyzna.
            Ja bardzo wolno myślę, ale coś wymyśliłem - jaką mógł się kierować logiką
            pchając się w Twoje środowisko. Miał nadzieję, że wywrze pozytywne wrażenie na
            Twoich znajomych, zyska w nich sojuszników i jeżeli będzie coś nie tak, Tobie
            trudniej będzie się wycofać z tego układu.
            • fanka.turystyki Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 18.06.07, 11:01
              Wolno myślisz jako mężczyzna??? Aaaaa, wcale nie... Myślisz wcale a wcale
              niegłupio... Ten pan dzwonił do mnie kiedyś do pracy i zdarzyło się, że odebrał
              kolega czy koleżanka...

              Tak po głosie to go ocenili jako bardzo sympatycznego człowieka (odniosłam
              równie pozytywne wrażenie) i ja go o tym poinformowałam w formie komplementu...

              A resztę to już chyba rozumiemy oboje :-)
              • Gość: czytacz Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.07, 19:01
                czy ty masz zawsze te same problemy przed wakacjami? chyba w tamtym roku podobne
                zale tu sie znalazly? czy mi sie cos wydaje?
                • Gość: hehe Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... IP: *.chello.pl 18.06.07, 19:36
                  a czytacz ślęczy całe życie przed kompem i śledzi losy fantki na przełomie
                  wieków...i co kto z kim i kiedy... :-))))
                  • Gość: czytacz Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.07, 19:42
                    a nie przyszlo ci do tej waskiej glowy, ze ma tylko dobra pamiec? a zaglada tu
                    rzadko bo nudy, smety i baby, ktorym sie nie uklada:-)
                    • Gość: hehe Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... IP: *.chello.pl 18.06.07, 19:45
                      bo czytacz sam jest nudny smętny i mu się nie układa więc siedzi na forum i
                      mysli komu dokopać, żeby nie tylko czytaczowi było w zyciu pod górkę?
                      • Gość: czytacz Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.07, 20:25
                        oczywiscie masz racje smetnoto, wiec siedz tu dalej bo ze mna nie
                        pokonwersujesz,juz jestem znudzony.wystarczy na nastepnych kilka miesiecy tej
                        strawy intelektualnej;-)
                        • Gość: hehe Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... IP: *.chello.pl 18.06.07, 20:27
                          miesięcy?? heheheheee... jutro znowu tu będziesz i pojutrze i popojutrze.
    • tygryska_28 Fanko droga 19.06.07, 09:07
      Zadawanie się z Tobą prowadzi tylko do złego :PP
      Jak mogłaś??!! Tak postąpić.
      teraz widzę jak sobie ubarwiłaś życie, ja zresztą w podobnym czasie zrobiłam
      równie głupią rzecz i także dałam się omamić a teraz cierpię. Mimo, że rozsądek
      podpowiadał zupełnie coś innego to serducho poszło w swoją stronę...
      Ale co ja gadam!! jakie moje serducho, tu ważne jest inne zranione męskie
      serce!! Ja sie nie liczę! Przecież to Oni są najważniejsi i jak my mogłyśmy o
      tym zapomnieć??
      Nie będę się z Tobą więcej zadawać :PPPP
      No.
      dziś tylko do 12 bo potem uciekam na spotkanie :PPP trzymaj kciuki :)
      • fanka.turystyki Re: Fanko droga 19.06.07, 09:52
        tygryska_28 napisała:

        > Zadawanie się z Tobą prowadzi tylko do złego :PP

        Nigdy nie twierdziłam inaczej ;-PPP


        > Jak mogłaś??!! Tak postąpić.

        Jakoś mogłam... skoro tak postąpiłam ;-PPP


        > Ale co ja gadam!! jakie moje serducho, tu ważne jest inne zranione męskie
        > serce!!

        O, to to!!! Męskie serce jest ważne... Tak... Takie zranione... Rozjechane
        czołgiem, rozwalone w krwawą miazgę pociskiem z hałubicy ;-)))


        > Ja sie nie liczę! Przecież to Oni są najważniejsi i jak my mogłyśmy o
        > tym zapomnieć??

        Jak chcesz chłopa to mu dogadzaj i obskakuj!!! A Ty chcesz chłopa i jeszcze
        własną niezależność ;-PPP

        > Nie będę się z Tobą więcej zadawać :PPPP

        To się nie zadawaj bo same kłopoty z tego ;-)))


        > :PPP trzymaj kciuki :)

        Nooo, to znowu się ze mną zadajesz??? :-)))
    • x_adam Re: Z cyklu "grzeczność na codzień"... 19.06.07, 09:36
      Szkoda ze tak wyszło
      Nie martw się takim typem. Mozna tylko spuścic zasłone milczenia nad nim
      Głowa do góry
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka