fanka.turystyki
13.06.07, 12:29
Była taka sytuacja, ktoś poznany przez internet obiecywał mi wspólne wypicie
kawy i jakieś takie wypady w różne ciekawe miejsca w wakacje... Długo się ze
mną na tę kawę i wycieczki umawiał, oj bardzo długo... Pół roku temu już
prosił żeby się orientować, może coś gdzieś na te wakacje rezerworwować trzeba???
Łoki, chętnie poznam człowieka, cieszyłam się całymi miesiącami... Spotkanie
miało się odbyć za kilka dni i mieliśmy się spotkać w miejscu publicznym,
które bardzo mi odpowiadało -fajnie, spokojnie, cicho... W sam raz do
pogadania... Miejsce było ustalone już dawno i jako takie -bardzo je lubię...
Kilka dni temu jak grom z jasnego nieba, pan umyślił sobie, że będzie mi się
pchał do pracy, chociaż zaczyna się sesja, zawracanie głowy z zaliczeniami i
go do tejże pracy nie zapraszam, wręcz wypraszam... Pan uznał moją pracę za
"miejsce neutralne", odpowiednie na pierwsze spotkanie, w którym będę się
dobrze czuła... Szok... Nie wyobrażam sobie zawierania takiej znajomości na
oczach koleżeństwa z pokoju i ewentualnych studentów... Szopka na całego, a
umówione miejsce znajduje się w odległości 15 minut spokojnego marszu od mojej
pracy, więc co jest grane???
Uprzejmie wyjaśniłam, że praca "miejscem neutralnym" nie jest, że będę się źle
czuła jeśli przyjdzie i proszę o spotkanie na mieście... Nie będę przytaczać
wymiany "poglądów" i tego co mi się oberwało (aaaa coś, że jestem egoistką i
sama tego nie widzę, czy jakoś tak), ale pan bodajże 3 razy wpychał mi się do
pracy, choć odmawiałam i proponowałam spotkanie na mieście.
Jakby na to nie patrzeć -praca nie jest dobrym miejscem na spotkania
towarzyskie i nie muszę tu podejmować gości. Pracuję w trybie "flexible time"
i w każdej chwili mogę wyjść, wypić tę kawę na spokojnie i albo wrócić do
pracy, albo już nie wracać...
No nic, pan naciskał, że jak jestem zapracowana to wpadnie do tej pracy tylko
na 10 minut, przywita się, wręczy mi pewien upominek... i leci dalej, bo
gdzieś umówiony i jedzie wypoczywać... No chyba że ja mam jakiś lepszy pomysł...
Mam lepszy pomysł i piszę, ze do pracy nie, jednak na mieście -owszem, a jak
godzina jest nieodpowiednia -umówmy się wcześniej. No i piszę wprost, że jeśli
chce się ze mną gdzieś w wakacje wybrać na jakieś wycieczki to niech jakoś
konkretnie ustali termin, umówi się, bo ja też mam rodzinę, chcę jechać,
odwiedzić, itd...
Pan nie zrozumiał, może zrozumieć nie raczył, że na jego gwizdanie do nogi
przybiegać nie będę i że szacunek do drugiego człowieka nakazuje wcześniejsze
ustalenie terminu czy to spotkania, czy wyjazdu; że ludziom nie należy się
pchać do pracy, do domu, czy gdzie tam nie zapraszają; że można usiąść na
spokojnie i obgadać co, jak i kiedy da się rozplanować żeby obie osoby miały
czas...
Na moje wyjaśnienia, że mój czas i plany trzeba szanować i uzgadniać ze mną
terminy... zareagował... zupełnym wycofaniem się ze znajomości. Mnie już
oglądać na oczy nie chce, upominek poda przez portiera w pracy, życzy miłych
wakacji, spodziewa się utrzymywania dalszej korespondencji mailowej po
wakacjach (pytanie: po co, skoro korespondowałam z zamiarem poznania żywego,
inteligentnego i ciekawego człowieka?), prosi o przysłanie mu jakichś ładnych
fotek (nic przysyłać nie będę, niech się w nos ugryzie).
Epistołę dostałam dzisiaj kontrowersyjną i szokującą, pan mógł mi to
powiedzieć wprost, zamiast pisać (to spotkanie miało odbyć się w najbliższy
poniedziałek) jednak dla mojego "dobra" i "spokoju" zdezerterował nie
zostawiając żadnych namiarów na siebie w trakcie urlopu, a zatem nie
zostawiając najmniejszej szansy na rozmowę czy jakiekolwiek wyjaśnienia w tej
sprawie.
Ja to odbieram jak wyjście z pokoju w trakcie rozmowy po wygłoszeniu własnej
kwestii, żeby tylko nie pozwolić rozmówcy do wyrażenia własnego zdania, a
zatem zachować dla siebie to ostatnie zdanie w rozmowie.
I śmieszy mnie takie zachowanie, jakby ktoś chciał mnie ukarać za własny brak
szacunku do mojego czasu i mojej ludzkiej serdeczności i przywiązania, poprzez
zerwanie znajomości. Na zasadzie: "Nie jest ważne, że Ty miałaś dla mnie
godzinę lub dwie, ja miałem tylko 10 minut w biegu i trzeba było korzystać.
Patrz co narobiłaś: obraziłaś mój Majestat i dlatego nigdy się nie zobaczymy.
Upominek podam przez portiera"...
Było kiedyś jakieś genialne zdanie któregoś z polskich polityków, że
"prawdziego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy"...
do którego dzisiaj w pełni się przychylam...
I jedno co mogę poradzić wszystkim ludziom niezależnie od płci: przy
jakiejkolwiek jasnej i klarownej oznace, że drugi człowiek nie jest szczery,
nie jest słowny i sumienny... nie wierzcie w to, że to Wy go za surowo
oceniacie. Nieważne czy to współpracownik, przyjaciel, ktoś z rodziny, partner
czy kandydat na partnera. Człowiek albo jest uczciwy, albo nie jest i tu nie
mam nic po środku.