05.08.07, 07:10
..i zyli dlugo i szczęsliwie...;)))
w zyciu roznie bywa, bajkowo tez, chociaz moze
nie proporcjonalnie dlugo do innych gorszych i mniej
komfortowych sytuacji..;)
W zasadzie,wszystko idzie po mojej mysli, nie mam powodow
do zbytniego narzekania,;)
Piękny dzien przed nami...milych wrazeń zyczę;)
Obserwuj wątek
    • ala.l Re: Bajki..) 07.08.07, 17:08
      opowiadales
      i juz nikt cie sluchac nie chce ...
      • osv Bajki ! ... 15.08.07, 14:10
        ...to zabrzmialo caruzzo, jak wolanie o deszcz, kiedy brak kropli
        dzdzu... marzeniom duszy : ))

        Witaj : )) ...choc zycze wszystkim w miare slonecznego lata : )

        Korzystam z Twojego watku i pieknej mysli: " i zyli dlugo i
        szczesliwie "...
        / o ile pozwolisz : ) /
        Chcialam przeslac obiecana bajke komus, czas wakacyjny dal mi po
        temu mozliwosc, a ja lubie byc slowna...
        moze przydac sie i innym.....

        osv : )


        ”PODMIENIEC "

        Byla sobie troll-wiedzma, ktora szla przez las, niosac na plecach
        plecionke z kory brzozowej, a w niej wlasne dziecko. Maly troll byl
        wielkim brzydactwem, z wlosami jak szczecina, ostrymi jak kly
        zabkami i dlugim pazurem na malym palcu u reki, ale troll-wiedzma
        uwazala oczywiscie, ze nie moglo istniec piekniejsze dziecko, niz
        jej wlasne.
        Po jakims czasie doszla do miejsca, gdzie las przerzedzil sie nieco.
        Tam wila sie sciezka, pelna wykrotow i splatanych korzeni. Ta droga,
        na koniach, zblizala sie para, mezczyzna i kobieta. W chwili, kiedy
        wiedzma zauwazyla tych dwoje, chciala zawrocic i ukryc sie w lesie,
        aby nie zostac zauwazona przez ludzi, ale w tym samym momencie
        spostrzegla, ze mloda kobieta trzymala na reku swoje malutkie
        dziecko...i zmienila zamiar.

        " Chce zobaczyc, czy ludzkie dziecko jest tak samo piekne, jak
        moje." - pomyslala i przycupnela za duzym krzakiem leszczyny, ktora
        rosla tuz przy lesnej drozce.
        Kiedy tych dwoje ludzi mijalo ja na swych koniach, wiedzma wychylila
        sie zbytnio w swojej niecierpliwej ciekawosci, tak, ze konie
        zauwazyly jej wielki, czarny, owlosiony leb. Sploszone konie stanely
        deba i w pelnym biegu poniosly jezdzcow w las.
        Mezczyzna i kobieta o malo nie wypadli z siodla. Krzykneli w
        przerazeniu, po czym pochylili sie do przodu, aby mocniej sciagnac
        koniom uzde, i w oka mgnieniu znikneli w gestwinie lesnej.

        Troll-wiedzma wykrzywila sie ze zlosci, bo ona wcale nie zdazyla
        rzucic spojrzeniem na dziecko przejezdzajacej pary.
        Ale po chwli rozjasnila sie z zadowolenia, bo ludzkie malenstwo
        lezalo wlasnie u jej stop.
        Dziecko wypadlo z ramion matki w chwili, kiedy konie stanely deba,
        ale mialo to szczescie, ze upadlo na gore suchych lisci i nie
        zrobilo sobie krzywdy. Krzyczalo ze strachu po upadku, ale kiedy
        troll-wiedzma pochylila sie nad nim , bylo tak zdziwione i
        rozbawione, ze ucichlo, wyciagnelo malutkie raczki i pociagalo troll-
        wiedzme za jej geste wlosy.

        Ta stala oniemiala z wrazenia i przygladala sie ludzkiemu dziecku.
        Widziala te drobniutkie paluszki u rak z rozowymi paznokciami, te
        czyste niebieskie oczy i te malutkie czerwone usteczka. Dotknela
        miekkich lokow dziecka, przeciagnela reka po aksamitnym policzku,
        nie przestajac sie dziwic. Troll-wiedzma nie mogla po prostu
        uwierzyc, ze dziecko moglo byc tak rozowe, miekkie i urocze.

        W jednej chwili zerwala z plecow pleciony z kory brzozowej koszyk.
        Wyjela z niego wlasne dziecko i posadzila obok dziecka ludzi. I
        kiedy porownujac, zobaczyla te wielka roznice miedzy nimi, nie mogla
        juz dluzej opanowac sie i zaczela zawodzic z zalu.

        W miedzyczasie, mezczyzna i kobieta zdolali okielznac sploszone
        konie i zawrocili, aby odszukac swoje malenstwo.
        Troll-wiedzma slyszala ich, jak sie zblizali, ale ona nie nasycila
        wystarczajaco swych oczu dzieckiem tych ludzi. Siedziala tuz obok
        lesnej drozki, dopoki tych dwoje nie pojawilo sie na wyciagniecie
        reki, wtedy podjela blyskawicznie decyzje.
        Zostawila wlasne dziecko, malego trolla, na lesnej sciezce, zas
        ludzkie dziecko wrzucila do plecionego koszyka... i czym predzej
        pobiegla w las.

        Ledwie zdazyla zniknac, kiedy pojawila sie para na koniach. Byli to
        zamozni i szanowani wlasciciele duzego folwarku z pobliskiej wsi,
        polozonej w zyznej dolinie, u podnozy gor. Mezczyzna i kobieta byli
        mezem i zona juz od paru lat, ale mieli tylko to jedno, malutkie
        dziecko i zrozumialym jest, ze chcieli go za wszelka cene odzyskac.

        Kobieta, wyprzedzajaca swego meza o dlugosc paru koni, pierwsza
        zauwazyla dziecko lezace przy drodze. Krzyczalo z calych sil,
        przywolujac matke i ona juz po tym strasznym krzyku powinna byla
        rozpoznac, co to bylo za dziecko, ale kobieta byla tak oszalala z
        leku, ze dziecko moglo zginac, spadajac z konia, ze ona
        pomyslala: "Dzieki Bogu, ono zyje! "

        " Nasz syn lezy tutaj! " – krzyknela do meza, zsunela sie z siodla
        na ziemie i podbiegla do malego trolla.
        Kiedy jej maz przybyl na miejsce, kobieta siedziala na ziemi i
        wygladala tak, jakby nie mogla uwierzyc wlasnym oczom.

        " Moje dziecko nie mialo zebow ostrych, jak kly!" – powiedziala
        zdumiona, kiedy ogladala znajde z kazdej strony.
        " Moje dziecko nie mialo na glowie wlosow, jak swinska szczecina! " –
        rozpaczala kobieta i jej glos wyrazal coraz wieksze przerazenie.
        " Moje dziecko nie mialo pazurow u palcow rak! "

        Zeskakujac w pospiechu z konia, mezczyzna nie mogl pomyslec nic
        innego, jak tylko to, ze jego zona postradala rozum.

        " Spojrz na to dziecko i powiedz mi, czy mozesz zrozumiec, dlaczego
        ono tak wyglada?! " - powiedziala kobieta zdlawionym glosem i podala
        malca mezowi.

        Mezczyzna wzial synka od zony, ale wystarczyl mu jeden rzut okiem,
        aby on spluwajac trzy razy za siebie, odrzucil dziecko ze wstretem.

        " To przeciez jest dziecko troll-wiedzmy!" - wykrzyknal.
        " To nie jest nasze dziecko!"

        Kobieta nadal siedziala przy drodze. Nie umiala zebrac mysli i nie
        umiala zrozumiec tego, co sie tutaj wydarzylo.

        „ Ale... co ty robisz z tym dzieckiem? ! " - krzyknela.
        " Nie widzisz tego, ze jest to PODMIENIEC ?! "- ze zdumieniem
        zapytal ja mezczyzna.
        " Trolle skorzystaly z okazji, ze poniosly nas konie, ukradly nasze
        dziecko i podlozyly tutaj jedno ze swoich dzieci! "

        " Gdzie w takim razie jest moje dziecko?!" - zapytala kobieta.
        " Ono z pewnoscia jest u troll-wiedzmy." - odparl mezczyzna.

        Dopiero teraz zrozumiala kobieta cale to nieszczescie, jakie ich
        spotkalo. Zbladla straszliwie, jak smierc i mezczyzna sadzil, ze
        jego zona stracila oddech.

        " Nasze dziecko nie moze byc daleko stad! " - powiedzial maz
        kobiety, probujac ja uspokoic.
        " Pojdziemy w las i bedziemy go szukac. "

        Przywiazal swojego konia do drzewa i ruszyl niezwlocznie w glab
        lasu. Kobieta podniosla sie, aby isc w slady meza, ale wtedy
        zauwazyla, ze maly troll lezal zbyt blisko koni i moglby zostac
        przez nie stratowany.
        Konie niespokojnie uderzaly kopytami o ziemie, wyczuwajac w poblizu
        obecnosc trolla. Przerazala ja sama mysl, ze bedzie zmuszona dotknac
        dziecka wiedzmy, pomimo to przeniosla je w bezpieczne miejsce, tak,
        aby konie nie mogly go dosiegnac.

        " Tu lezy grzechotka naszego synka, w miejscu, gdzie ty go
        upuscilas! " – wykrzyknal mezczyzna z glebi lasu. Teraz wiem, ze
        jestem na wlasciwym tropie! "

        Kobieta pospieszyla w jego kierunku i chodzili dlugo po lesie,
        szukajac swojego dziecka.
        Ale nie znalezli ani dziecka, ani troll-wiedzmy. Zapadajacy zmrok
        zmusil ich do powrotu, do pozostawionych w lesie koni.
        Kobieta plakala i zalamywala swoje dlonie. Mezczyzna szedl obok z
        zacisnietymi zebami i nie powiedzial ani slowa, aby ja pocieszyc.
        Pochodzil ze starego rodu, ktory wymarlby, gdyby nie urodzil mu sie
        ten syn. Teraz szedl obok swojej zony, zly, ze ona pozwolila dziecku
        spasc z konia.

        " Ona, przede wszystkim, powinna trzymac dziecko mocno w swoich
        ramionach! "... , ale kiedy widzial, jak cierpi, nie mial serca
        robic jej gorzkich wymowek.

        Kiedy juz maz pomogl jej dosiasc konia, kobieta pomyslala o
        podmiencu.
        " Co zrobimy z malym trollem? " - zapytala.
        " Taak, a gdzie on sie podzial? " - zdziwil sie mezczyzna.
        " On lezy tam dalej, pod krzakiem..." - odparla kobieta.
        " To swietne miejsce dla niego! " - zasmial sie gorzko mezczyzna.
        " Powinnismy go wziac ze soba. Nie mozemy go tak zostawic w tej
        gluszy lesnej."
        " Mozemy i tak zrobimy! " - pow
        • osv cd. " Podmieniec "... 15.08.07, 14:20
          Mozemy i tak zrobimy! " - powiedzial maz do zony, wkladajac stope
          w strzemiono.

          Kobieta uwazala, ze jej maz ma prawdopodobnie racje. Nie musieli
          zabierac ze soba dziecka troll- wiedzmy. Pozwolila koniowi zrobic
          pare krokow, ale zrozumiala, ze nie bedzie mogla zrobic tych
          nastepnych, aby jechac dalej.
          " To mimo wszystko jest dziecko." - powiedziala.
          " Nie moge pozwolic na to, aby zostalo w lesie na pozarcie wilkom.
          Musisz mi podac tego malego trolla."

          " Nie zamierzam tego zrobic!" - wykrzyknal ze zloscia jej maz.
          " Dobrze mu tam, gdzie jest!"
          " Jezeli nie podasz mi trolla w tej chwili, to wroce tu wieczorem,
          aby go zabrac." - odparla kobieta stanowczo.

          " Wiesz, co ja sadze? Nie dosc, ze trolle ukradly moje dziecko, to
          jeszcze odebraly rozum mojej zonie!" - wycedzil przez zeby
          mezczyzna, ale podniosl malego trolla i podal go kobiecie.
          Mial w zwyczaju robic to, o co go prosila, bo kochal ja bardzo.

          Nastepnego dnia, nieszczescie ich roznioslo sie po calej wiosce i
          wszyscy ci, ktorzy byli madrzy i mieli doswiadczenie zyciowe
          przybyli do ich domu, dzielac sie radami i ostrzezeniami.

          " Ten, kto otrzymal podmienca, musi bic go w domu grubym kijem! " -
          powiedziala jedna z wiesniaczek.
          " Dlaczego trzeba byc tak bezwzglednym wobec tego dziecka trolla? "-
          zapytala kobieta.
          " Jest brzydki, ale pomimo to nie zrobil przeciez nikomu krzywdy?!"

          " Tak trzeba ! Kiedy bije sie dziecko trolla do krwi, to jego
          matka, troll-wiedzma, przybedzie w pospiechu, odda porwane dziecko,
          a zabierze wlasne. Ja znam wielu, ktorzy w taki sposob odzyskali
          swoje dzieci. "

          " Taak, ale te dzieci nie za dlugo po tym powrocie zyly." - odparl
          ktos inny ze starszyzny, i kobieta pomyslala sobie, ze ona nie
          bedzie stosowac tej metody bicia, aby odzyskac swoje dziecko.

          Pod wieczor, kiedy siedziala przez chwile sama z podmiencem,
          zatesknila za swoim dzieckiem tak mocno, ze nie wiedziala, jak
          sobie z tym poradzic.
          " Moze powinnam w koncu zrobic to, co mi radzono? - pomyslala, ale
          nie umiala wyobrazic sobie siebie, bijacej malego trolla do krwi.

          W tej samej chwili jej maz wszedl do domu, mial drewniana laske w
          reku i zapytal o dziecko wiedzmy. Kobieta zrozumiala, ze jej maz
          chcial zastosowac rady wiejskich bab i bic malego trolla tak dlugo,
          az do odzyskania wlasnego syna.
          " To chyba dobrze, ze on chce to zrobic." - pomyslala.
          " Ja jestem taka glupia. Nigdy nie umialabym uderzyc niewinnego
          stworzenia."

          Mezczyzna zdazyl zaledwie raz uderzyc malego trolla, kiedy kobieta
          zerwala sie z miejsca i zlapala go za ramie.
          " Nie ! Nie bij go, nie bij go! „ - blagala.
          " Ty oczywiscie nie chcesz miec swojego dziecka spowrotem! " –
          wykrzyknal i probowal wyrwac sie z jej uscisku.
          " Oczywiscie, ze chce go spowrotem " - zalkala kobieta ... ale nie
          w ten sposob!"

          Mezczyzna uniosl ramie, aby uderzyc ponownie, ale zanim zdazyl to
          zrobic, kobieta zaslonila wlasnym cialem malego trolla, tak, ze
          uderzenie spadlo na nia.
          " Wielki Boze! " - wykrzyknal mezczyzna.
          "Teraz juz rozumiem, ze ty chcesz zrobic wszystko, aby nasze dziecko
          zostalo u troll-wiedzmy cale swoje zycie! "

          Stal przez chwile w bezruchu i czekal, ale kobieta lezala na
          podlodze u jego stop, zaslaniajac swoim zranionym cialem malego
          trolla. Odrzucil laske od siebie, zaciety i zdesperowany wybiegl z
          domu.
          Potem dziwil sie sobie, ze nie umial zlamac oporu swojej zony, ale
          bylo w niej cos, co kazalo mu zaprzestac bicia trolla. Nie potrafil
          uderzyc jej ponownie.

          Minelo pare dni w wielkim smutku i beznadziei. Jest
          wystarczajacym nieszczesciem dla matki stracic swoje dziecko, o
          ilez trudniej jest miec swoje dziecko podmienione przez trolla.
          Swiadomosc tego, ze jej dziecko zyje gdzies, stale podtrzymywalo
          tesknote w niej i nie pozwalalo zapomniec, ani zaznac spokoju
          ducha.

          " Nie wiem, co mam dac trollowi do jedzenia." - powiedziala
          kobieta do meza ktoregos dnia.
          " On nie chce jesc tego, co mu podaje."
          " To wcale nie jest dziwne." - odparl jej na to mezczyzna.
          " Czyz nie slyszalas, ze trolle nie jedza nic, poza zabami i
          myszami? "
          " Ale nie mozesz wymagac ode mnie, abym weszla do stawu i zdobywala
          jedzenie dla niego? " - powiedziala kobieta.
          " Nie, ja tego wcale nie zadam od ciebie." - odparl mezczyzna.
          " Uwazam, ze byloby najlepiej, gdyby on zdechl z glodu! "

          Minal caly tydzien i kobieta nie mogla zmusic trolla do zjedzenia
          czegokolwiek. Poustawiala wokol niego wiele przysmakow, ale troll
          wykrzywial sie tylko i spluwal z niesmakiem, kiedy ona usilowala
          zmusic go do sprobowania tych pysznosci. Ktoregos wieczoru, kiedy
          maly troll bliski byl smierci z glodu, przez izbe przebiegal kot ze
          szczurem w zebach. Kobieta rzucila sie w strone kota i wyrwala mu
          szczura, rzucajac go podmiencowi, po czym szybko wyszla z izby, aby
          nie widziec tego, jak troll bedzie sie posilal.

          I kiedy mezczyzna zauwazyl, ze jego kobieta zaczela lowic szczury,
          zbierac zaby i pajaki dla podmienca, nabral do niej takiego
          wstretu, ze nie umial dluzej ukrywac tego w sobie. Stalo sie
          niemozliwym dla niego wypowiedzenie chocby paru zyczliwych slow do
          zony.
          Pomimo to, ona miala nad nim nadal, jakas czesc swojego uroku, ze
          nie odszedl z domu.

          Nie tylko on sie zmienil. Teraz nawet sluzba nie sluchala jej
          polecen i wykazywala jawne nieposluszenstwo. Mezczyzna nawet nie
          udawal, ze tego nie widzi i kobieta zrozumiala, ze biorac malego
          trolla w obrone, jej dni beda pieklem do konca zycia.

          Ale ona juz taka byla, ze jezeli tylko znalazl sie ktos
          znienawidzony przez wszystkich, to ona czula sie w obowiazku
          pomagac nieszczesnikowi ze wszystkich sil.I im wiecej cierpiala z
          powodu podmienca, tym zarliwiej pilnowala, aby nie spotkalo go nic
          zlego.

          Pare lat pozniej, siedziala ktoregos popoludnia w izbie i naszywala
          late na late, na dziecinnym ubranku.
          " Ach, moj Boze! " - westchnela ciezko, szyjac.
          " Ten, kto bierze w opieke cudze dziecko, nie zazna szczesliwych
          dni."
          Kobieta szyla i cerowala, ale dziury byly tak wielkie i bylo ich
          tak duzo, ze lzy poplynely jej z oczu na ich widok.
          " Wiem jedno " - myslala kobieta ...
          " ...ze gdybym przyszywala te laty dla mojego syna, nie liczylabym
          tych dziur.
          " Mnie po prostu ciezko jest zyc z tym podmiencem." - pomyslala,
          kiedy zauwazyla jeszcze jedna dziure w jego ubraniu.
          " Byloby lepiej, gdybym zabrala go ze soba w glab lasu, tak, zeby
          nie mogl znalezc drogi do domu..... i zostawila go tam."
          " I to jest najszczersza prawda, ze wtedy nie musialabym tak
          strasznie meczyc sie z nim. " - myslala dalej.
          " Gdybym go tylko zostawila na chwile samemu sobie, czy spuscila z
          oka, to utopilby sie w studni, spalil w piecu, lub bylby zagryziony
          przez psa, czy stratowany przez konie."
          " Taak, byloby latwo pozbyc sie go, tym latwiej, ze jest tak
          zawadzajacy i taki zlosliwy."
          " Nie ma nikogo w calej wsi, kto nie nienawidzil by go z calych
          sil. I gdybym ustawicznie nie miala go przy sobie, to zaraz
          znalazl by sie ktos, kto usunal by go raz na zawsze! "

          Podeszla do trolla, ktory spal w kacie izby i popatrzyla na niego.
          Podrosl i zrobil sie jeszcze wiekszym brzydactwem, niz byl, wtedy,
          kiedy zobaczyla go po raz pierwszy. Jego usta uformowaly sie w
          ksztalt swinskiego ryja, brwi sterczaly jak dwa szczeciniaste
          wiechcie i jego skora byla calkiem ciemna.

          " Naprawiac twoje ubranie i pilnowac ciebie, podmiencu, to da sie
          jeszcze wytrzymac." - myslala kobieta.
          " To nie jest najtrudniejsze do wytrzymania..., ale to, co boli
          mnie najbardziej, to fakt, ze moj maz gardzi mna, ze juz mnie nie
          zauwaza, sluzba mnie nie szanuje, wiejskie baby smieja sie ze mnie,
          kot na mnie prycha, a pies warczy i pokazuje kly... i to ty
          ponosisz za to wszystko wine! "

          " To, ze ludzie i zwierzeta mnie nienawidza, moglabym jeszcze
          zniesc! - wyrzucila z siebie kobieta.
          " Najgorsze jest to, ze za kazdym razem, kiedy cie widze, tesknie
          mocniej, za moim wlasnym dzieckiem."
          " Moj zlotowlosy synku, gdzie jestes?!
          Czy lezysz i spisz na gal
          • osv Re: cd. " Podmieniec "... 15.08.07, 14:33
            Moj zlotowlosy synku, gdzie jestes?!
            Czy lezysz i spisz na galeziach, daleko gdzies, u tej okrutnej
            troll-wiedzmy? "

            Drzwi otworzyly sie, wiec kobieta pospiesznie wrocila do szycia.
            To byl jej maz. Wygladal pogodniej na twarzy i glos mial milszy w
            stosunku do niej, niz to mial ostatnio w zwyczaju.

            " Dzis jest targ w wiosce po drugiej stronie gor." - powiedzial
            mezczyzna.
            " Co bys powiedziala, abysmy sie tam wybrali?"
            Kobieta poczula sie uradowana ta propozycja i odparla, ze chetnie
            sie na ten targ wybierze.
            "... wiec przygotuj sie, tak szybko, jak tylko potrafisz! "- odparl
            maz.
            " Bedziemy musieli pojsc piechota, bo konie zajete sa przy pracach
            w polu, ale jezeli pojdziemy droga przez gory, zdazymy na czas."

            Po chwili kobieta stala na progu domu, piekna i wystrojona w swoja
            najlepsza suknie. To byl najszczesliwszy dzien dla niej.Taki dzien
            nie przytrafil sie jej od paru juz lat. Byla tak szczesliwa i
            podekscytowana, ze zupelnie zapomniala o trollu.

            " Ale - wystraszyla sie nagle - moze moj maz chce mnie tylko
            odciagnac od podmienca i kaze parobkom zabic go, kiedy mnie przy
            nim nie bedzie? "
            Odwrocila sie na piecie i weszla do domu, wychodzac ponownie, miala
            ze soba na reku trolla.

            " Czy nie moglabys zostawic go w domu? " - zapytal mezczyzna, ale
            jego glos nie byl zagniewany, przeciwnie, brzmial miekko i
            lagodnie.

            " Nie, nie mam odwagi zostawic go tutaj samego. " - odparla zona.
            " Rozumiem, to twoja sprawa." - powiedzial jej maz.
            "...ale bedzie ci ciezko niesc taki ciezar przez gory!"

            I tak zaczeli swoja wedrowke, byla trudna i niebezpieczna, poniewaz
            droga piela sie pod gore. Musieli dotrzec na sam szczyt, aby potem
            zejsc do wioski, gdzie odbywal sie targ. Kobieta byla wkrotce tak
            zmeczona, ze nie mogla juz zrobic kroku. Raz po raz usilowala
            namowic duzego juz przeciez trolla, aby szedl sam, ale on nie
            chcial.

            Mezczyzna byl calkiem spokojny i tak mily, ze to nie zdarzylo sie
            od czasu, kiedy stracil syna.
            " Mozesz mi dac trolla teraz. " - powiedzial do zony.
            " Poniose go przez chwile."
            " Och, nie! Ja dam rade." - odparla kobieta.
            " Nie chce, aby troll sprawial ci klopot."
            " Dlaczego masz sama meczyc sie z nim? " - powiedzial mezczyzna i
            wzial trolla z rak zony.

            W chwili, kiedy mezczyzna uniosl trolla, droga byla najbardziej
            niebezpieczna. Sliska i kreta, biegla nad krawedzia przepasci i
            byla tak waska, ze tylko jeden czlowiek, mogl postawic na niej
            swoje stopy.
            Kobieta szla za swoim mezem, ale w pewnym momencie ogarnal ja lek,
            bala sie, ze cos mogloby stac sie jej mezowi, kiedy tak szedl,
            trzymajac trolla w swoich ramionach.
            " Idz ostroznie tutaj ! " - krzyknela kobieta, bo uwazala, ze maz
            szedl zbyt szybko i zbyt nieuwaznie.

            W pewnym momencie mezczyzna zachwial sie i byl blisko upuszczenia
            trolla w przepasc.
            " Gdyby troll teraz wpadl w przepasc, pozbylibysmy sie go raz na
            zawsze! " - pomyslala kobieta.

            I w tej samej chwili uswiadomila sobie, ze to wlasnie bylo celem
            jej meza, upuscic trolla z rozmyslem, a potem udawac, ze to byl
            wypadek!
            " Tak, tak !" - myslala – " Tak jest na pewno! "
            " On to wszystko zaplanowal, aby pozbyc sie podmienca, tak, abym
            niczego nie podejrzewala! "
            " Taak… i wlasciwie nalepiej byloby mu pozwolic to zrobic ! "

            Mezczyzna podtknal sie o kamien i ponownie troll o malo nie wypadl
            z jego ramion.
            " Oddaj mi dziecko, przewrocisz sie z nim!" - krzyknela
            zaniepokojona kobieta.
            " Nie obawiaj sie! " - odparl mezczyzna - " Bede ostrozny ! "

            W tej samej chwili podtknal sie po raz trzeci. Rozwarl ramiona, aby
            zlapac sie konaru drzewa, upuszczajac trolla. Kobieta szla tuz za
            nim i choc przed chwila powiedziala do siebie, ze byloby dobrze
            pozbyc sie podmienca, to jednak rzucila sie teraz, aby go ratowac.
            Zlapala trolla za ubranie i wciagnela spowrotem na droge.

            Wtedy mezczyna odwrocil sie twarza do niej. Ta twarz byla juz inna,
            zla i calkowicie odmieniona.
            " Nie bylas taka szybka, kiedy nasz syn spadal z konia w lesie!" -
            wykrzyczal jej z wsciekloscia.

            Kobieta milczala. Byla tak wstrzasnieta tym, ze zyczliwosc meza
            byla tylko udawaniem, ze zaczela plakac.

            " Z jakiego powodu placzesz?" - zapytal ja twardo.
            " Nie byloby wielkiego nieszczescia, gdybym upuscil tego trolla w
            przepasc! Chodz idziemy, zanim bedzie za pozno!"
            " Nie sadze, abym miala ochote isc dalej na ten targ." - odparla
            kobieta.
            " Jasne! Ja tez stracilem wszelka ochote... ja rowniez!" - wyrzucil
            z siebie.
            " ... i w tym sie zgadzamy! "

            W drodze do domu mezczyzna stawial sobie pytanie, jak dlugo jeszcze
            wytrzyma ze swoja zona. Gdyby teraz sila wyrwal trolla z jej ramion
            i rzucil go w przepasc, wszystko jeszcze mogloby ulozyc sie miedzy
            nimi. Byl gotowy na te walke z zona, i wtedy spotkal jej
            spojrzenie, ktore patrzylo na niego uparcie i z lekiem.
            Jeszcze raz, wbrew sobie opamietal sie, ze wzgledu na nia... i
            wszystko bylo po staremu.

            Minelo znowu kilka lat. Ktorejs letniej nocy ich zagroda stanela w
            plomieniach. Zanim ludzie obudzili sie, dom palil sie juz na dobre,
            pokoje byly pelne dymu, a strych byl juz morzem plomieni.
            Nie bylo czasu na myslenie, gasic czy ratowac cokolwiek, nalezalo
            uciekac z domu by nie splonac.

            Mezczyzna wybiegl na podworze i patrzyl na swoj plonacy dom.
            " Chcialbym wiedziec - wykrzyknal - kto sprowadzil na mnie to
            nieszczescie ! "
            " No, ktoz inny moglby to byc, jak nie podmieniec!" - odparl na to
            jego parobek.
            " On juz od dawna zbieral drwa i chrust, i podpalal je zarowno w
            domu, jak i na dworze."
            " Wczoraj zebral pare galezi na strychu " - potwierdzila sluzaca -
            i wlasnie je podpalal, kiedy go tam zastalam."

            " Oo, gdybyz jeszcze chcial splonac z moim domem!" - wykrzyknal
            mezczyzna. " Nie mialbym zalu o to, ze wszystko poszlo z dymem!"

            Kiedy wypowiedzial te slowa, z plonacego domu wyszla jego zona,
            ciagnac za soba trolla. Wtedy doskoczyl do niej, wyrwal jej
            podmienca, podniosl go w gore na swych silnych ramionach i wrzucil
            go spowrotem do plonacego domu.
            Ogien buchnal z dachu i okien, i zar byl ogromny.
            Kobieta patrzyla przez chwile w oslupieniu na meza, blada z
            przerazenia. Po czym odwrocila sie i skoczyla za trollem w ogien.

            Wrocila jednak... z podmiencem. Rece miala poparzone i jej wlosy
            byly nadpalone. Nikt nie odezwal sie do niej jednym slowem, kiedy
            wyszla z plonacego domu z trollem.
            Kobieta podeszla do studni, zgasila plomyki, ktore tlily sie na jej
            spodnicy i siadla na na ziemi, opierajac sie plecami o kamien
            studzienny. Troll lezal na jej kolanach i zasnal wkrotce, ale ona
            siedziala wyprostowana i przytomna, patrzac przed siebie z rozpacza.

            Wielu ludzi przebiegalo przed nia, ale nikt nie przemowil do niej.
            Wszyscy uznali ja za tak odrazajaca, ze nikt nie mial odwagi
            zblizyc sie do niej.
            O swicie, kiedy dom wypalil sie doszczetnie, mezczyzna podszedl do
            niej.
            " Nie wytrzymuje tego dluzej! " - powiedzial.
            " Nie potrafie dluzej zyc z tym trollem. Odchodze i nie wroce juz
            nigdy."

            Kiedy kobieta uslyszala te slowa i widziala swojego meza
            odwracajacego sie do niej plecami, i odchodzacego w swoja droge,
            wydawalo sie jej, ze serce jej peklo. Chciala biec za nim, lecz
            troll ciazyl jej na kolanach. Nie miala sil, aby zrzucic go z
            siebie... i tak zostala, siedzac pod studnia.

            Mezczyzna poszedl w gore, przez las, myslac sobie, ze idzie ta
            droga juz po raz ostatni. Zaledwie uszedl kawalek drogi spotkal
            chlopca, biegnacego w dol ku niemu.
            Byl piekny, smagly i gibki, jak mlode drzewo. Jego wlosy byly
            jedwabiscie miekkie, a oczy lsnily, jak ze stali.

            " Tak moglby wygladac moj syn, gdybym mogl go wtedy zachowac."
            pomyslal z gorycza mezczyzna.
            " Takiego spadkobierce moglbym miec! Wszystko ulozyloby sie
            inaczej, gdyby nie ten czarny podmieniec, ktorego moja zona
            zaciagnela do domu! "

            " Witaj w lesie, chlopcze - powiedzial mezczyzna- dokad droga
            prowadzi?"
            " Witaj i ty!- odpowiedzial z szacunkiem chlopiec.
            " Jezeli potrafisz odgadnac kim jestem, bedzi
            • osv Re: cd. " Podmieniec "... 15.08.07, 14:38
              "Jezeli potrafisz odgadnac kim jestem, bedziez wiedzial dokad
              ide! "

              Kiedy mezczyzna uslyszal jego glos i dialekt, zbladl.
              " Mowisz, jak ludzie z mojego rodu." - powiedzial zdumiony.
              " Gdyby nie to, ze moj syn jest u troll-wiedzmy, moglbym pomyslec,
              ze ty nim jestes. "
              " Tak! Zgadles, ojcze! " - odparl chlopiec i zasmial sie radosnie.
              I poniewaz zgadles, wiec powiem ci, ze ide do domu, do matki. "

              " Nie idz do niej!" - wykrzyknal ojciec.
              " Ona nie pyta ani o ciebie, ani o mnie! Ona nie ma serca dla
              nikogo, poza czarnym trollem"
              " Naprawde? " - zapytal chlopiec, patrzac ojcu gleboko w oczy.
              " W takim razie moze bedzie lepiej, kiedy zostane z toba, ojcze."

              Mezczyzna poczul taka radosc z powodu odzyskanego syna, ze lzy
              naplynely mu do oczu.

              " Oo, tak ! Zostan tylko ze mna!" - powiedzal i uniosl chlopca
              wysoko w gore.
              Tak bardzo sie bal, ze straci go znowu, ze szedl, trzymajac syna w
              swoich ramionach.
              Kiedy zrobili pare krokow, odezwal sie chlopiec do ojca:

              " Chyba nie niesiesz mnie tak samo, jak niosles podmienca?"
              " Co masz na mysli, synku? " - zdziwil sie ojciec.
              " Bo wiesz, wtedy, troll-wiedzma szla ze mna pod pacha, po drugiej
              stronie przepasci i za kazdym razem, kiedy ty upadales, ona
              staczala sie ze mna w przepasc..."
              " O czym ty mowisz?! Chcesz powiedziec, ze szedles z nia po drugiej
              stronie przepasci, kiedy ja szedlem tu z trollem?" - zapytal
              zdumiony ojciec.
              " Nigdy w zyciu tak sie nie balem! " - odparl chlopiec.
              " Kiedy zrzuciles trolla w przepasc, wiedzma chciala wrzucic i
              mnie. Gdyby nie mama wtedy... "

              Mezczyzna zwolnil, w miedzyczasie wypytywal chlopca...
              " Mozesz mi opowiedziec, jak tam miales u tej wiedzmy? "
              " Czasami bylo ciezko." - odparl jego syn.
              " ...ale jak tylko mama byla dobra dla trolla, to wiedzma byla
              dobra i dla mnie."
              " Czy ona cie bila? " - zapytal cicho ojciec.
              " Nie bila mnie czesciej, niz ty biles jej dziecko."
              " A co dawala ci do jedzenia?" - nadal wypytywal ojciec.
              " Zawsze wtedy, kiedy troll dostawal zaby i myszy, ja dostawalem
              maslo i chleb. Ale kiedy stawiano przed trollem chleb i mieso,
              wiedzma zapraszala mnie na weze i osty. Pierwszego tygodnia o malo
              nie umarlem z glodu. Gdyby mama wtedy nie starala sie, to..."

              Kiedy chlopiec wypowiedzial te slowa, mezczyzna zawrocil i zaczal
              szybkim krokiem schodzic znow w doline.

              " Nie wiem, jak to jest mozliwe" - zwrocil sie do syna ojciec, ale
              wydaje mi sie, ze pachniesz spalenizna"
              " Wiem, nie ma w tym nic dziwnego " odparl chlopiec.
              Zostalem wrzucony w ogien wczoraj...
              Kiedy ty wrzuciles trolla do plonacego domu, wiedzma wrzucila i
              mnie... i gdyby nie mama... to... "

              Mezczyzna przyspieszyl kroku, biegl prawie w strone wioski, ale
              zatrzymal sie nagle...
              " Powiedz mi, jak to sie stalo, ze trolle pozwolily ci odejsc? " -
              zapytal syna.
              " Wtedy, kiedy mama ofiarowala to, co miala najdrozszego w zyciu,
              wtedy trolle nie mogly juz miec wladzy nade mna i pozwolily mi
              odejsc."
              " Kiedy mama ofiarowala, to co miala najdrozszego w zyciu? " -
              powtorzyl jak echo mezczyzna.
              " Tak, to bylo wtedy, kiedy pozwolila ci odejsc, ojcze i nie
              opuscila trolla..." - odparl chlopiec.

              Kobieta siedziala nadal na swoim miejscu przy studni. Nie spala,
              miala wrazenie, ze skamieniala. Nie miala sil sie poruszyc, byla
              jak umarla, z tego, co dzialo sie wokol niej, niewiele widziala.
              Uslyszala jednak glos meza, przywolujacy ja z oddali. Jej serce
              ozylo powoli.Zycie w niej zaczynalo powracac. Otworzyla oczy i
              patrzyla wokol, jak przez mgle.

              Byl jasny dzien, swiecilo slonce, ptaki spiewaly i wydawalo sie
              niemozliwe, aby ona, takiego pieknego dnia, miala niesc dalej swoje
              nieszczescie. Ale kiedy ujrzala zweglone szczatki swojego domu,
              ktore rozwalone lezaly przed nia, i zobaczyla ludzi z usmalonymi
              twarzami i czarnymi rekoma, zrozumiala, ze obudzila sie do jeszcze
              tragiczniejszego zycia, niz miala przedtem.

              Poczucie, ze cale jej cierpienie skonczylo sie, nie pouszczalo jej
              jednak. Rozejrzala sie dookola, szukajac podmienca, ale troll nie
              lezal juz na jej kolanach, ani nie dostrzegala go nigdzie wokol
              siebie. Gdyby bylo tak, jak przedtem, zerwalaby sie juz na rowne
              nogi w poszukiwaniu trolla, ale dzis czula instynktownie, ze nie
              bylo to juz potrzebne.
              Uslyszala ponownie wolanie jej meza, ktore dobiegalo od strony
              lasu. Po waskiej, lesnej drozce, schodzil w kierunku wioski.
              Wszyscy, ktorzy pomagali ugasic ich dom, biegli w jego kierunku,
              otaczajac go kolem, tak, ze ona stracila go z oczu.
              Slyszala tylko raz za razem, jak wolal jej imie, wzywal ja do
              siebie, aby przybiegla do niego jak inni.

              Jego glos niosl w sobie radosc, ale ona siedziala nieporuszona. Nie
              odwazyla sie poruszyc.W koncu wszyscy ludzie stloczyli sie wokol
              niej. Jej maz rozsunal ich, podszedl do niej i polozyl w jej
              ramionach pieknego chlopca.

              " To jest nasz syn." powiedzial mezczyzna i patrzyl w jej oczy
              najczulej.
              " ... i ty, ... i tylko ty uratowalas jego zycie. "




              Selma Lagerlöf / laureatka literackiej nagrody Nobla
              1909/tlumaczenie osv
              • rycerz.krola.artura Re: cd. " Podmieniec "... 17.08.07, 15:55
                ja również dziękuję za bajkę:)))
              • m_alina Re: cd. " Podmieniec "... 17.08.07, 18:49
                Piękna bajka z przesłaniem.
                Kolejna cudowna przypowieść o możliwości pobłądzenia w interpretacji
                cudzych zachowań.

                Dziękuję za trud włożony w jej tłumaczenie.
                Dobrze, że bajka była komuś obiecana:) Dzięki spełnieniu tej
                obietnicy i ja mogłam skorzystać z przepięknego klimatu i mądrej
                treści.
                Dziękuję.

              • szczebiota Re: cd. " Podmieniec "... 18.08.07, 03:07
                Ja rowniez dziekuje Ci za bajke osv. Jest piekna! a poniewaz kocham
                bajki chcialabym ja kiedys komus przeczytac. Wlozylas w tlumaczenie
                sporo pracy ale dzieki temu juz kilkoro forumowiczow i ja moglo
                zaglebic sie w jej przeslanie. Jestes wielka! Dziekuje:-))
            • Gość: dziękuję Re: cd. " Podmieniec "... IP: *.aster.pl 15.08.07, 15:11
              piekna bajka osv. Aż się popłakałam kiedy ją czytałam...
              • caruzzo witaj osv.;)) 15.08.07, 19:27
                Miło Cię widziec;)
                Pozdrawiam;)
                • caruzzo Re: witaj osv.;)) 15.08.07, 19:44
                  A i jak widzę z wpisu własciwym jest
                  złozenie gratulacji,co niniejszym czynię...;))
                  • osv Re: witaj osv.;)) 16.08.07, 19:33
                    Nie powiem, domyslny jestes, caruzzo : ))
                    ...imienia sie nie wypre ; ) Zawsze wybieraja za nas, nie mamy
                    wyboru ; )
                    Dziekuje za intencje gratulacji : )

                    To byl powakacyjny, nieswiateczny, ostatni dzien luzu. Dzis juz w
                    okowach pracy...choc bez przesady, jest milo. Po kabaretowych
                    wakacjach, powrot do przewidywalnej rzeczywistosci ; ))

                    ..., ale nie bede Was za bardzo rozpieszczac bajkami ; ))
                    Wpadne czasem.

                    Mam nadzieje, ze innym pogoda nadal bedzie dopisywac...
                    ...wlacznie z pogoda ducha ! : ))

                    Za mile wpisy dziekuje wszystkim.

                    osv : )

                    • caruzzo Re: witaj osv.;)) 16.08.07, 19:55
                      dzięki, niech Ci się dobrze wiedzie.;))
        • asleep_alien Re: Bajki ! ... 17.08.07, 15:17
          Dziękuję za bajkę.
          Doceniam Twój czas i pracę włożoną w jej tłumaczenie.
          Ta bajka przyda się - każdemu, kto włoży swój czas i pracę w jej zrozumienie.
          Żyję nadzieją, że ja też - zrozumiem.

          To się nazywa powrót z wakacji :)
          Pozdrawiam i najlepszego :)
          • Gość: viviene Re: Bajki ! ... IP: *.crowley.pl 17.08.07, 16:53
            jest piękna,skłania do weryfikacji naszego postępowania,jakże realna w
            niektórych przypadkach...ech...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka