Dodaj do ulubionych

niezdecydowanie...

IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 14:03
Wyobraźcie sobie taką sytuację. Dwoje ludzi się kocha, ale on nie jest
zdecydowany na poważny związek. Oboje jednak pragną swojej fizycznej
bliskości. Czy spotkania, wspólne wyjazdy, podczas których dochodzić będzie
do zbliżeń, jednak bez deklarowania się (przynajmniej czasowego) bycia w
powaznym związku mają sens? Czy w ten sposób ona coś zyska, a on sobie coś
uświadomi? Czy w ten sposób oboje zyskają szansę na to, że za jakiś czas
będzie to poważny związek?Czy można liczyć na coś więcej jeśli na razie
będzie to seks połączony z uczuciem, choć bez planowania wspólnej
przyszłości, po prostu czas na dotarcie się? Czy faceci zawsze muszą
komplikować sytuację?
Obserwuj wątek
    • delicatesca Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 14:04
      Gość portalu: irys napisał(a):

      > Wyobraźcie sobie taką sytuację. Dwoje ludzi się kocha, ale on nie jest
      > zdecydowany na poważny związek. Oboje jednak pragną swojej fizycznej
      > bliskości. Czy spotkania, wspólne wyjazdy, podczas których dochodzić będzie
      > do zbliżeń, jednak bez deklarowania się (przynajmniej czasowego) bycia w
      > powaznym związku mają sens? Czy w ten sposób ona coś zyska, a on sobie coś
      > uświadomi? Czy w ten sposób oboje zyskają szansę na to, że za jakiś czas
      > będzie to poważny związek?Czy można liczyć na coś więcej jeśli na razie
      > będzie to seks połączony z uczuciem, choć bez planowania wspólnej
      > przyszłości, po prostu czas na dotarcie się? Czy faceci zawsze muszą
      > komplikować sytuację?

      To sie chyba nazywa sex bez zobowiazan tak? "dotarcie"? to brzmi jak byscie
      byli maszynami
      • Gość: irys Re: niezdecydowanie... IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 14:09
        Jak zwał tak zwał ;-) "Dotarcie" w znaczeniu uzmysłowienie sobie, że jemu
        zacznie bardziej zależeć - choć mówi, że ją kocha ale nie jest jeszcze gotów by
        planować wspólną przyszłość, bo się obawia róznych rzeczy. Seks bez zobowiązań
        ma miejsce chyba wtedy, gdy dwoje ludzi łączy tylko łóżko, i ewentualnie jakaś
        nić sympatii, a w tym przypadku jest jednak miłość, bo nie raz on mówił że
        kocha ;-)) i świata nie widzi poza nią, a ona to czuła ;-))
    • meduza4 Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 14:09
      Faceci zawsze muszą komplikować sytuację -tylko to jest pewne...
      A na resztę Twoich pytań nie ma jednoznacznej odpowiedzi bo to zależy i od
      obydwu tych osób, od ich psychiki, oczekiwań, itd...
      Ale moja rada jest taka -jeżeli już na początku istnieje różnica oczekiwań,
      to znaczy -jedna strona chce tylko seksu a druga trwałego związku to lepiej
      dla własnego dobra odpuścić sobie albo przynajmniej trochę poczekać.
      Bo ta strona która pragnie się związać może czuć się nieszczęśliwa
      i pokrzywdzona, może zacząć próbować zmieniać partnera, przymuszać go do
      zadeklarowania czegoś trwalszego... a efekt końcowy będzie gorszy od
      początkowego.
      Podstawą udanego związku jest to, aby oczekiwania dwojga ludzi były zbieżne
      -jeśli oboje pragną tylko seksu to w porządku, ale w tej sytuacji czarno to
      widzę.
      • delicatesca Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 14:11
        Re: meduza

        Tak wlasnie, on otrzymuje dokladnie co chce, a ona czy otrzymasz czego
        pragniesz to wielka niewiadoma
        • Gość: irys Re: niezdecydowanie... IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 14:14
          Czyli kopnąć w przysłowiowe 4 litery i powiedzieć "albo rybka, albo akwarium"?
          I jeśli kocha niech walczy?
          • Gość: irys Re: niezdecydowanie... IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 14:22
            Swoją drogą facet jest pełen sprzeczności... Mówi: kocham cię, jesteś dla mnie
            najważniejsza, nie chcę innej, na zawsze jestem twój, ale... Boję się, że do
            małżeństwa dojrzeję za jakiś czas, czy ty będziesz chciała na mnie czekać, a
            jeśli będziesz żałowała, bo mogłabyś już mieć rodzinę i dzieci? a jesli nie
            będę mógł zagwarantować takich warunków życia na jakie zasługujesz? a jeśli nam
            się nie uda, to ja sobie tego nigdy nie wybaczę...Bla bla bla. Jakby takie
            dylematy miał każdy to ludzie by się nie wiązali. Mówi 'kocham' bez
            przekonania?
            • delicatesca Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 14:24
              Gość portalu: irys napisał(a):

              > Swoją drogą facet jest pełen sprzeczności... Mówi: kocham cię, jesteś dla
              mnie
              > najważniejsza, nie chcę innej, na zawsze jestem twój, ale... Boję się, że do
              > małżeństwa dojrzeję za jakiś czas, czy ty będziesz chciała na mnie czekać, a
              > jeśli będziesz żałowała, bo mogłabyś już mieć rodzinę i dzieci? a jesli nie
              > będę mógł zagwarantować takich warunków życia na jakie zasługujesz? a jeśli
              nam
              >
              > się nie uda, to ja sobie tego nigdy nie wybaczę...Bla bla bla. Jakby takie
              > dylematy miał każdy to ludzie by się nie wiązali. Mówi 'kocham' bez
              > przekonania?

              Ale jak sie kocha to sie chce byc z kims bardzo. A poza tym mowic "kocham" nic
              go nie kosztuje. Niech udowodni czynami.
              • Gość: Irys Re: niezdecydowanie... IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 15:31
                Ja to wiem i ty to wiesz ;-)) solidarność jajników ;-)) Tylko kobieta potrafi
                zrozumieć drugą kobietę ;-))
            • meduza4 Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 14:34
              Gość portalu: irys napisał(a):

              > Swoją drogą facet jest pełen sprzeczności... Mówi: kocham cię, jesteś dla
              mnie
              > najważniejsza, nie chcę innej, na zawsze jestem twój, ale... Boję się, że do
              > małżeństwa dojrzeję za jakiś czas, czy ty będziesz chciała na mnie czekać, a
              > jeśli będziesz żałowała, bo mogłabyś już mieć rodzinę i dzieci? a jesli nie
              > będę mógł zagwarantować takich warunków życia na jakie zasługujesz? a jeśli
              nam
              > się nie uda, to ja sobie tego nigdy nie wybaczę...Bla bla bla. Jakby takie
              > dylematy miał każdy to ludzie by się nie wiązali. Mówi 'kocham' bez
              > przekonania?


              A spytaj go co będzie jeśli on nigdy nie dojrzeje do małżeństwa, nie będzie
              w stanie zagwarantować Ci żadnych warunków a owocem takich zbliżeń bez
              planowania wspólnej przyszłości będzie dziecko... To się może zdarzyć przy
              najlepszej metodzie antykoncepcji... Co on na to Ci odpowie, czy brał to w
              ogóle pod rozwagę?
              Albo jest się mężczyzną i jest się odpowiedzialnym za siebie i za związek,
              albo jest się babą i użala się nad sobą z byle powodu.
              Nawet człowiek dojrzały i zamożny nie wie co będzie jutro, czy zdoła
              zapewnić partnerce takie lub inne warunki, ale prawdziwa miłość to wiara
              w to, że dwoje ludzi jest w stanie pokonać wszelkie przeciwności losu
              i czerpać ogromną siłę z ich związku.
              Miłość to potęga więc prawdziwe uczucie nie lęka się przyszłości.
              Miłość to wola walki o ukochaną osobę, pragnienie budowania wspólnego
              świata, tworzenia go od samego fundamentu...
              Nie wiem co jeszcze mogłabym dodać.
          • delicatesca Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 14:23
            Gość portalu: irys napisał(a):

            > Czyli kopnąć w przysłowiowe 4 litery i powiedzieć "albo rybka, albo
            akwarium"?
            > I jeśli kocha niech walczy?

            tak tak tak. Wiesz ze nigdy nie slyszalam tego powiedzenia? wspaniale!
          • meduza4 Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 14:23
            Metoda może drastyczna ale w gruncie rzeczy o to chodzi...
            Bo widzisz -to, że mówi że kocha nie oznacza, że kocha naprawdę...
            nawet jeśli kocha -nie oznacza, że miłością głęboką i dojrzałą...
            Może nie trzeba od razu kopać w 4 litery, ale trzeba dać mu do zrozumienia,
            że musi sam dokonać wyboru. Nie dawaj od razu wszystkiego mężczyźnie, nie idź
            mu na rękę, nie rezygnuj z własnych potrzeb i pragnień, nie sprzedawaj tanio
            jakiejś cząstki siebie -na dłuższą metę go to nie usatysfakcjonuje, znudzi się
            Tobą. Jeśli będzie musiał walczyć o Twoje uczucie -będzie w przyszłości
            wyżej cenił Ciebie jako kobietę niż jeśli ustąpisz i dasz mu wszystko na tacy.
            Jeśli kocha naprawdę -będzie walczył!
    • delicatesca Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 14:32
      Jest takie powiedzenie: mezczyzna mowi kobiecie ze ja kocha zeby ona spala z
      nim, a kobieta spi z nim zeby uslyszec ze ja kocha.

      Tylko ze dla kobiety final moze byc odwrotny.
      • Gość: irys Re: niezdecydowanie... IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 14:48
        Do tej pory było cudownie. Nocne telefony i wyznania, potem nagłe wątpliwości i
        klops! Tyle że ona jest tak w niego zapatrzona, że inni dla niej nie istnieją
        ale nie wie, jak walczyć o to, by byli razem. I te jego obawy, pytania co
        będzie za x lat! Jego miłość jest faktycznie wyczuwalna, ona by mogła czekać,
        ale... Dawanie mu gwarancji, że będzie czekała, jest jakby wiązaniem sobie
        postronka na szyi. Po co mam cokolwiek robi skoro kocha i jest tylko dla mnie?
        Po co mam walczyć? Kiedy ona zagroziła całkowitym zerwaniem kontaktów,
        wystraszył się i błagał, by tego nie robiła. Lecz czy to nie jest życie ze
        świadomością, że coś przecieka między palcami? Facet który jeszcze kilkanaście
        dni temu pytał 'zostaniesz moją żonką?' nagle stał się płochliwy ;-)) Ale nie
        chce by ona kogoś poznawała, by spotykała się z innymi mężczyznami, zapewnia o
        uczuciach. To jest już irracjonalne!!
    • Gość: samowolny Re: niezdecydowanie... IP: *.*.*.* 01.07.03, 14:41
      widze że masz problem z tym że facet mysli wybiegajac w przyszlośc , o tym co
      bedzie dalej..fakt źle robi wszak powinniscie iść przez cały czas trzymajac
      sie za rece z twarzami skierowanymi w słonce i z kwiatami we włosach nie
      bacząc na otaczającą was rzeczywistośc..bo to sie nazywa miłość...
      • delicatesca Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 14:43
        Gość portalu: samowolny napisał(a):

        > widze że masz problem z tym że facet mysli wybiegajac w przyszlośc , o tym co
        > bedzie dalej..fakt źle robi wszak powinniscie iść przez cały czas trzymajac
        > sie za rece z twarzami skierowanymi w słonce i z kwiatami we włosach nie
        > bacząc na otaczającą was rzeczywistośc..bo to sie nazywa miłość...

        ooo przydreptal samowolny... Tak! masz racje tak powinno byc..

        • meduza4 Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 14:47
          delicatesca napisała:

          > ooo przydreptal samowolny...

          Ubić dziada! ;-)

          > Tak! masz racje tak powinno byc..

          Sielska wizja... ale coś w tym jest :-)
          • delicatesca Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 14:49
            meduza4 napisała:

            > Ubić dziada! ;-)
            >
            A czy to jest moze dziad do orzechow?:)
          • Gość: irys Re: niezdecydowanie... IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 14:53
            Ubija się jajka ;-)) Może ukręcić łeb hydrze??
        • Gość: samowolny Re: niezdecydowanie... IP: *.*.*.* 01.07.03, 14:53
          delicatesca napisała:


          >
          > ooo przydreptal samowolny...

          nie goń mnie tak prosze bo kości me stare są i zwapniałe..:)))>
      • Gość: irys Re: niezdecydowanie... IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 14:51
        A jak te kwiaty we włosach potarga wiatr? Po co mi wybieganie w przyszłość?
        Właśnie! On mnie wyklucza ze wszystkiego, bo to on ma mi zagwarantować byt i
        dawać mi to, o czym zamarzę. Ale ja nie chcę rzeczy materialnych! Dobrze jest
        mieć, ale o wiele lepiej jest mieć tyle by żyć i żyć z tym, kogo się kocha. Czy
        mozna marnować miłość?
        • delicatesca Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 14:56
          Gość portalu: irys napisał(a):

          > A jak te kwiaty we włosach potarga wiatr? Po co mi wybieganie w przyszłość?
          > Właśnie! On mnie wyklucza ze wszystkiego, bo to on ma mi zagwarantować byt i
          > dawać mi to, o czym zamarzę. Ale ja nie chcę rzeczy materialnych! Dobrze jest
          > mieć, ale o wiele lepiej jest mieć tyle by żyć i żyć z tym, kogo się kocha.
          Czy
          >
          > mozna marnować miłość?

          Fajna jestes:))))Tak, masz racje, przeciez milosc tutaj ma znaczenie.
          Jezeli kocha Ciebie to poslucha ze Ty wlasnie chcesz z nim byc na dobre i na
          zle!
        • Gość: samowolny Re: niezdecydowanie... IP: *.*.*.* 01.07.03, 14:57
          rety..i zrozum tu chopie kobiete..raz mówi że masz byc opoka związku dbający o
          rodzine,dom ,zaradny i tak dalej... a jak sie trafi taki to zły bo brak mu
          romantyzmu , nie pisze wierszy o miłości co kobiete bardzo złości...:))))
          • delicatesca Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 15:01
            Gość portalu: samowolny napisał(a):

            > rety..i zrozum tu chopie kobiete..raz mówi że masz byc opoka związku dbający
            o
            > rodzine,dom ,zaradny i tak dalej... a jak sie trafi taki to zły bo brak mu
            > romantyzmu , nie pisze wierszy o miłości co kobiete bardzo złości...:))))

            Tak samowolny, ale to sprawa indywidualna, w tym przypadku ona ma takie
            pragnienia walsnie: ze pieniadze sa dla niej drugorzedne.

            Ona - kobietka romantyczna, napewno i w twarzy i w sercu przesliczna



        • meduza4 Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 15:00
          Gość portalu: irys napisał(a):

          > A jak te kwiaty we włosach potarga wiatr? Po co mi wybieganie w przyszłość?
          > Właśnie! On mnie wyklucza ze wszystkiego, bo to on ma mi zagwarantować byt i
          > dawać mi to, o czym zamarzę. Ale ja nie chcę rzeczy materialnych! Dobrze jest
          > mieć, ale o wiele lepiej jest mieć tyle by żyć i żyć z tym, kogo się kocha.
          Czy
          >
          > mozna marnować miłość?


          No więc sama sobie odpowiedziałaś -Ty chcesz miłości, chcesz by Ci ją dawał,
          przynosił w koszyku, wplatał w Twoje włosy, aby wygrywał hymny ku jej czci
          na harfie siedmiobarwnej tęczy...
          On chce Ci dawać rzeczy materialne, których Ty nie pragniesz, a na Twoje
          prawdziwe potrzeby jest ślepy :-(
          Ty jesteś rusałką, zwiewną nimfą leśną i nigdy nie będziesz szczęśliwa
          z mężczyzną, który nie wyczaruje z siebie chociaż odrobiny elfa...
          Możesz zrobić dwie rzeczy:
          1. powiedzieć mu kim naprawdę jesteś, czego pragniesz i czego od niego
          oczekujesz, o czym śnisz i marzysz...
          2. odejść bez słowa i poszukać swego elfa...

          ale proszę Cię rusałko -nie daj się pożreć żywcem temu choremu światu,
          ocal w swojej duszy tę delikatną dziewczynę, która zasługuje na największą
          miłość :-)
          • delicatesca Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 15:03
            jej meduzo, tak ladnie zawsze piszesz i z takim sensem :)
            • meduza4 Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 15:08
              delicatesca napisała:

              > jej meduzo, tak ladnie zawsze piszesz i z takim sensem :)

              A do tego nikt mi za to nie płaci ;-)
              A tak poważnie -pisząc to co przed chwilą napisałam -miałam... przed uszami???
              pewien fragment jednej z moich ulubionych piosenek grupy Ziyo:
              "jestem po to by kochać... kochać ciebie, bo miłość porusza kamienie..."
              i jeśli ktokolwiek pojmuje sens tych słów -szczęśliwym jest człowiekiem bo
              posiadł tajemnicę miłości :-)
            • Gość: Irys Re: niezdecydowanie... IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 16:37
              Meduzo4 byłabym ci ogromnie wdzięczna za tytuł tej piosenki ;-)) lubię słuchać
              takich których słowa mają jakiś głębszy sens, a nie tylko łup łup dum dum
              łubudu :D Z góry dziękuję !!
          • Gość: samowolny Re: niezdecydowanie... IP: *.*.*.* 01.07.03, 15:06
            popieram meduza4...powinniście sobie jasno okreslić swoje priorytety ...
            ale tak z doswiadczenia wiem , że owy romantyzm po czasie zmienia sie w
            racjonalizm...ale jak juz zaznaczyłem na wstępie 100% racji dla meduza4..:)))
            • delicatesca Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 15:08
              Gość portalu: samowolny napisał(a):

              > popieram meduza4...powinniście sobie jasno okreslić swoje priorytety ...
              > ale tak z doswiadczenia wiem , że owy romantyzm po czasie zmienia sie w
              > racjonalizm...ale jak juz zaznaczyłem na wstępie 100% racji dla meduza4..:)))

              acha mowisz ze pierwsza faza milosci to pewnego rodzaju oslepienie.. a potem
              jak czlowiek "wraca" do realiow to widzi wlasnie te rzeczywistosc nieatrakcyjna.

              Masz racje, chyba tak jest.
              • Gość: samowolny Re: niezdecydowanie... IP: *.*.*.* 01.07.03, 15:14
                delicatesca napisała:

                >
                > Masz racje, chyba tak jest.
                ..znam ten ból..sam rodziłem..:)))))
                • delicatesca Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 15:16
                  Gość portalu: samowolny napisał(a):

                  > delicatesca napisała:
                  >
                  > >
                  > > Masz racje, chyba tak jest.
                  > ..znam ten ból..sam rodziłem..:)))))

                  hahahaaaaaaaaaaaaaaaa :)
            • meduza4 Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 15:10
              Gość portalu: samowolny napisał(a):

              > popieram meduza4...powinniście sobie jasno okreslić swoje priorytety ...
              > ale tak z doswiadczenia wiem , że owy romantyzm po czasie zmienia sie w
              > racjonalizm...ale jak juz zaznaczyłem na wstępie 100% racji dla meduza4..:)))

              Po czasie sie zmienia... ale jeśli zmienia się u obu stron to wszystko jest
              w porządku... Kobietom po prostu potrzeba trochę romantyzmu i trzeba im to
              dać nie wnikając dlaczego ta czy tamta woli czerwoną różę zamiast nowej pary
              butów...
              • Gość: samowolny Re: niezdecydowanie... IP: *.*.*.* 01.07.03, 15:17
                meduza4 napisała:

                >
                > Po czasie sie zmienia... ale jeśli zmienia się u obu stron to wszystko jest
                > w porządku... Kobietom po prostu potrzeba trochę romantyzmu i trzeba im to
                > dać nie wnikając dlaczego ta czy tamta woli czerwoną różę zamiast nowej pary
                > butów...
                >
                wynieśliśmy was kobiety ponad piedestały ale potem sie okazuje że aby was
                pojąć to rozum nasz jest za mały...:))))
                • meduza4 Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 15:19
                  No i potem jeden albo drugi chce się posrać w gacie,
                  bo wy głupie chłopy za mało rozumu macie ;-))))
                • delicatesca Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 15:20
                  Gość portalu: samowolny napisał(a):

                  > meduza4 napisała:
                  >
                  > >
                  > > Po czasie sie zmienia... ale jeśli zmienia się u obu stron to wszystko jes
                  > t
                  > > w porządku... Kobietom po prostu potrzeba trochę romantyzmu i trzeba im to
                  > > dać nie wnikając dlaczego ta czy tamta woli czerwoną różę zamiast nowej pa
                  > ry
                  > > butów...
                  > >
                  > wynieśliśmy was kobiety ponad piedestały ale potem sie okazuje że aby was
                  > pojąć to rozum nasz jest za mały...:))))

                  pedestal jest za maly i ma byc zloty caly. A Wy dajecie z kamienia, nie macie
                  chlopcy sumienia!
                  • Gość: samowolny Re: niezdecydowanie... IP: *.*.*.* 01.07.03, 15:31
                    delicatesca napisała:

                    > pedestal jest za maly i ma byc zloty caly. A Wy dajecie z kamienia, nie
                    macie
                    > chlopcy sumienia!
                    piedestał złoty to som same kłopoty,
                    trza go pilnować i nijak nie da sie wtedy wziąść do roboty:))))
                    wiem ze chciałybyscie bysmy stali cały czas przy owym piedestale,
                    ale ktoś musi babrać sie z ta "rzeczywistoscią" a to nie jest proste w cale:)))

          • Gość: Irys Re: niezdecydowanie... IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 15:20
            Sytuacja... Ona mówi twardo: nie ma sensu tego ciągnąć, skoro ty jesteś jak
            chorągiewka na wietrze. Po co oboje mamy się udręczać? Zerwijmy skoro masz
            wątpliwości, bo ja tak nie mogę. I jego płaczliwe: Myślisz, że ja to tak
            zostawię? Jeśli byś wiedziała jak ja cię kocham, to byś tak nie mówiła. Jesteś
            moim szczęściem, a ja jestem głupcem. Impas ;-)) Dwa dni później jego
            kolejne "boję się"...

            OK! Niech on sobie zaostrzy tę swoją małą dzidę i upoluje wypasionego mamuta,
            ale niech nie walczy ze sobą i swoimi pragnieniami. "Kocham, uwielbiam,
            pożądam, pragnę" na zawsze i po wieczność. Świat nie kończy się na grubym
            portfelu!! Materializm, pogoń za kasą wykluczają romantyzm, a ona chce zwykłego
            bukietu polnych kwiatów zrywanych o poranku z myśla o niej zamiast wiąchy z
            pąsowych róż. Chce uśmiechu na jego twarzy i blasku w oczach który widziała ...
            • delicatesca Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 15:22
              Gość portalu: Irys napisał(a):
              > OK! Niech on sobie zaostrzy tę swoją małą dzidę i upoluje wypasionego mamuta,
              > ale niech nie walczy ze sobą i swoimi pragnieniami. "Kocham, uwielbiam,
              > pożądam, pragnę" na zawsze i po wieczność. Świat nie kończy się na grubym
              > portfelu!! Materializm, pogoń za kasą wykluczają romantyzm, a ona chce
              zwykłego
              >
              > bukietu polnych kwiatów zrywanych o poranku z myśla o niej zamiast wiąchy z
              > pąsowych róż. Chce uśmiechu na jego twarzy i blasku w oczach który
              widziała ...

              I on powinien byc w siodmym niebie ze wlasnie taka jesetes :)
              >
              • meduza4 Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 15:27
                A jak nie jest w siódmym niebie to jest głupcem... A Ty przecież zasługujesz
                na mądrego i wrażliwego faceta...
                • Gość: samowolny Re: niezdecydowanie... IP: *.*.*.* 01.07.03, 15:39
                  meduza4 napisała:


                  A Ty przecież zasługujesz
                  > na mądrego i wrażliwego faceta...

                  od kiedy to faceta "ma" sie za zasługi??:))))))))))
                  • delicatesca Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 15:42
                    Gość portalu: samowolny napisał(a):

                    > meduza4 napisała:
                    >
                    >
                    > A Ty przecież zasługujesz
                    > > na mądrego i wrażliwego faceta...
                    >
                    > od kiedy to faceta "ma" sie za zasługi??:))))))))))

                    masz slusznego samowlony! milosc ma byc bezwarunkowa
                    • Gość: samowolny Re: niezdecydowanie... IP: *.*.*.* 01.07.03, 15:46
                      delicatesca napisała:

                      > masz slusznego samowlony! milosc ma byc bezwarunkowa

                      dobrze Mówi...dać Jej wódki!!!!..:)))))
                      • delicatesca Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 15:48
                        Gość portalu: samowolny napisał(a):

                        > delicatesca napisała:
                        >
                        > > masz slusznego samowlony! milosc ma byc bezwarunkowa
                        >
                        > dobrze Mówi...dać Jej wódki!!!!..:)))))

                        ja tam wole czekoladowy cocktailik, albo Malibu :)
                        • Gość: samowolny Re: niezdecydowanie... IP: *.*.*.* 01.07.03, 15:54
                          delicatesca napisała:


                          >
                          > ja tam wole czekoladowy cocktailik, albo Malibu :)

                          trunki owej damie zapodać wszelkie
                          wszak jej stwierdzenia som wielkie :))))
              • Gość: samowolny Re: niezdecydowanie... IP: *.*.*.* 01.07.03, 15:28
                delicatesca napisała:

                >
                > I on powinien byc w siodmym niebie ze wlasnie taka jesetes :)

                ale niech od razu wyjada na bezludna wyspe...zdala od otaczającej nas
                rzeczywistosci
                > >
                • delicatesca Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 15:31
                  Gość portalu: samowolny napisał(a):

                  > delicatesca napisała:
                  >
                  > >
                  > > I on powinien byc w siodmym niebie ze wlasnie taka jesetes :)
                  >
                  > ale niech od razu wyjada na bezludna wyspe...zdala od otaczającej nas
                  > rzeczywistosci

                  ale na wyspie rzeczywistoc jest wyspowa, cos niemadra Twoja glowa:)
                  • Gość: samowolny Re: niezdecydowanie... IP: *.*.*.* 01.07.03, 15:42
                    delicatesca napisała:

                    >
                    > ale na wyspie rzeczywistoc jest wyspowa, cos niemadra Twoja glowa:)

                    gupi samowolny, gupi, wszak od początku wiedział , że cały "babiniec" sie na
                    nim skupi..:)))
                    • delicatesca Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 15:45
                      Gość portalu: samowolny napisał(a):

                      > delicatesca napisała:
                      >
                      > >
                      > > ale na wyspie rzeczywistoc jest wyspowa, cos niemadra Twoja glowa:)
                      >
                      > gupi samowolny, gupi, wszak od początku wiedział , że cały "babiniec" sie na
                      > nim skupi..:)))

                      aaaaa o samowolny casanova? sztuczki zna "pewne" chociaz gupia glowa?
                • Gość: Irys Re: niezdecydowanie... IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 15:42
                  Taka wyspa to nie najgorszy pomysł. Chatka z trzcinowym dachem, mały
                  ogródeczek, dwa-trzy kroki i czujesz ciepło piasku na plaży. Żyjesz w zgodzie z
                  naturą, zjesz co upolujesz. 'Carpe diem' i cieszysz się owymi kwiatami we
                  włosach zapatrzona w zachodzące słońce nad oceanem, wparta na ramieniu
                  ukochanego człowieka. Spódniczka z trawy, staniczek z połówek kokosów ;-)))
                  Raj ;-)) W samo południe okrzyki polującego mężczyzny. Potem okrzyki godowe ;-
                  )) Wolność pod każdym względem, wymiana towarów za muszelki ;-))
                  • delicatesca Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 15:44
                    Gość portalu: Irys napisał(a):

                    > Taka wyspa to nie najgorszy pomysł. Chatka z trzcinowym dachem, mały
                    > ogródeczek, dwa-trzy kroki i czujesz ciepło piasku na plaży. Żyjesz w zgodzie
                    z
                    >
                    > naturą, zjesz co upolujesz. 'Carpe diem' i cieszysz się owymi kwiatami we
                    > włosach zapatrzona w zachodzące słońce nad oceanem, wparta na ramieniu
                    > ukochanego człowieka. Spódniczka z trawy, staniczek z połówek kokosów ;-)))
                    > Raj ;-)) W samo południe okrzyki polującego mężczyzny. Potem okrzyki godowe ;-
                    > )) Wolność pod każdym względem, wymiana towarów za muszelki ;-))

                    rybki mozna smazyc prosto z wody, kokosy, jednym slowem UTOPIA!
                  • Gość: samowolny Re: niezdecydowanie... IP: *.*.*.* 01.07.03, 15:50
                    Gość portalu: Irys napisał(a):

                    W samo południe okrzyki polującego mężczyzny.

                    jak to mężczyzna ma polować? a niedawno pisałaś że ma Cie tylko miłować..:)))
                    widzisz nie samą miłoscią człowiek żyje..:)))))

                    nie zaprzeczam nigdy kobiecie, za 5 minut sama sobie zaprzeczy..:))))
                    • Gość: Irys Re: niezdecydowanie... IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 16:09
                      Nie chodzi o to, że człowiek nie samą miłością żyje, ale o ideologię miłości.
                      Wiadomo, że są plusy i minusy tego wszystkiego. Polowanie...Zagwarantowanie
                      bytu rodzinie leży u podstaw tego, że się jest mężczyzną. Od zarania dziejów
                      facet nasłuchiwał tupotu dzikiej zwierzyny, a kobieta siedziała i pilnowała
                      ogniska w jaskini, garbowała skóry, patroszyła ryby, zbierała opał. Teraz, choć
                      czasy się zmieniły, polowaniem jest zdobywanie pieniądza, by zagwarantować
                      dobre warunki życia. Problem w tym, że trzeba to "polowanie" połączyć z
                      potrzebami kobiety, a one są troszkę inne. Większość kobiet potrzebuje więzi
                      emocjonalnej z osobą, z którą jest na dobre i na złe. To nie ma być przemykanie
                      obok siebie, ale życie razem, ze sobą. Chyba każdy woli spędzać czas ze swoją
                      połówką, mieć kilka godzin dla siebie a nie tylko widzieć się przelotnie między
                      obowiązkami, a to niestety teraz standard związków. Zaczyna się stawianie
                      potrzeb materialnych na pierwszym miejscu, a gdzie potrzeby duchowe? Co z tego,
                      że ktoś tam jeździ super samochodem, w pokoju ma kino domowe, szafę pełną
                      markowych ubrań, robi karierę zawodową, skoro jego życie jest całkiem puste? Z
                      reguły zdajesz sobie sprawę z tego w momencie, kiedy nie możesz już zmienić
                      swoich przyzwyczajeń. I życie upływa ci w ciągłej pogoni za czymś. A jeśli nie
                      przychodzi opamietanie to w dniu, w którym umierasz i całe życie staje ci przed
                      oczami, odchodzisz ze świadomością, że w sumie życie przeszedłeś bezsensownie i
                      nie wyniosłeś z niego żadnych wartości, poza tymi dobrami, o które będą
                      walczyli twoi krewni. Trzeba po prostu pewne rzeczy wypośrodkować ;-))
                      • ja_nek Re: niezdecydowanie... 01.07.03, 23:29
                        Nie jest zdecydowany czy nie jest jeszcze gotów? To dwie różne sprawy. Jeśli
                        kocha, to POWINIEN POWAŻNIE myśleć o związku.
                        Czy związek musi oznaczać zaraz małżeństwo? Może przesadnie martwi się o
                        przyszłość, stąd prośba o czekanie na niego.
                        Facet jest po prostu inny od naszej romantyczki - autorki wątku.

                        Pozdrawiam
                        janek

    • jmx Re: niezdecydowanie... 02.07.03, 00:07

      Hm... Przeczytałam wszystkie wypowiedzi, oczywiście kobiety mają rację ;-),
      ale... Wiesz, ja tez bym się wahała na jego miejscu. Poważny związek to poważny
      związek, ale małżeństwo to NAPRAWDĘ poważna sprawa. Nie można podejmować takiej
      decyzji pochopnie, po kilkumiesięcznej(?) znajomości. Nie piszesz jak dlugo się
      znacie, co was łączy (poza chęcią wspólnego przebywania we własnym
      towarzystwie ;-)), jakie macie hobby, zainteresowania, czy są wspólne... Takie
      rzeczy stanowią o fundamencie szczęśliwego, trwałego małżeństwa a nie TYLKO
      wiersze, kwiaty we włosach i wzajemna namiętność. Namiętność wygaśnie, pojawi
      się rutyna, nadejdą jakieś kłopoty i co wtedy zostanie? Mam nadzieję, że nie
      perspektywa rozwodu... Dlatego słowo "dotarcie" rozumiem jako lepsze wzajemne
      poznanie się (nie tylko fizyczne ;-)).
      Gadam pewnie jak stara zrzęda, ale cóż - ktoś musi ;-))))).
      • Gość: Irys Re: niezdecydowanie... IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 02.07.03, 00:16
        Znajomość trwa od listopada, on pierwszy raz słowo "kocham" powiedział w
        styczniu, ona poczekała kilkanaście dni ;-)) W zasadzie ona nie chce by od razu
        brać ślub ale chodzi jej głównie o to, by on pozbył się swoich wątpliwości i
        nie pytał jej co będzie za lat dziesięć. ;-)) To człowiek, w którego
        towarzystwie naprawdę się nie nudzę, najpierw przede wszystkim przyjaciel, z
        którym mogę porozmawiać o wszystkim i ze wszystkiego się zwierzyć - jest to
        relacja dwustronna, bo on mi bardzo ufa i od kilku miesięcy jestem jego
        powierniczką. Nie ma dla nas tematu tabu. I mi właśnie chodzi o dotarcie się we
        wszystkich dziedzinach życia, a nie trwanie w niepokoju że za dwa dni znów
        pojawią się obawy (a tak było przez ponad 2 tygodnie-efekt 7 kg mniej!!!). Ja
        wiem co stracę jeśli nie zaryzykuję by z nim być - choć czy można tu mówić o
        ryzyku??
        • delicatesca Re: niezdecydowanie... 02.07.03, 00:24
          Gość portalu: Irys napisał(a):

          > Znajomość trwa od listopada, on pierwszy raz słowo "kocham" powiedział w
          > styczniu, ona poczekała kilkanaście dni ;-)) W zasadzie ona nie chce by od
          razu
          >
          > brać ślub ale chodzi jej głównie o to, by on pozbył się swoich wątpliwości i
          > nie pytał jej co będzie za lat dziesięć. ;-)) To człowiek, w którego
          > towarzystwie naprawdę się nie nudzę, najpierw przede wszystkim przyjaciel, z
          > którym mogę porozmawiać o wszystkim i ze wszystkiego się zwierzyć - jest to
          > relacja dwustronna, bo on mi bardzo ufa i od kilku miesięcy jestem jego
          > powierniczką. Nie ma dla nas tematu tabu. I mi właśnie chodzi o dotarcie się
          we
          >
          > wszystkich dziedzinach życia, a nie trwanie w niepokoju że za dwa dni znów
          > pojawią się obawy (a tak było przez ponad 2 tygodnie-efekt 7 kg mniej!!!). Ja
          > wiem co stracę jeśli nie zaryzykuję by z nim być - choć czy można tu mówić o
          > ryzyku??

          3 miesiace to malutko. Yo chyba ma racje ze sie wacha co do stalego zwiazku.
          Wyglada na rozsadnego czlowieka.
          • cal-ineczka NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!! 02.07.03, 00:33
            Mysle sobie ze dogadywanie sie jest najwazniejsze, i to nie takie tam rozmawiac
            by rozmawiac ale zawsze z ta pasja i checia, bo pogadac to mozna sobie z mama w
            domu o tym co na obiad, ;)) Ale zainteresowania tez sa wazne, niech jeszcze
            poczeka, 3 miesiace.....to STANOWCZO za mało ;)
            • jmx Re: NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!! 02.07.03, 00:52
              To chyba jakaś nowa matematyka ale ja nigdy nie miałam głowy do liczb... ;-))))

              Ja sie tak zastanawiam czy to niezdecydowanie z tytułowego posta charakteryzuje
              partnera autorki wątku czy ją samą ;-). Niby nie chce ślubu niby chce... Chyba
              przyznam rację Samowolnemu ;-))
              Wg mnie wątpliwości można się tylko pozbyć w miarę dalszego, coraz lepszego
              poznawania się. Nie chciałabym Cię martwić Irysie, ale są osoby, które nigdy
              nie pozbywają się wątpliwości, np. niżej podpisana ;-)).
              Bardziej serio - wydaje mi się, że nie ma powodu do obaw, z tego co piszesz
              wyciągam wnioski, że Twój partner należy do gatunku ludzi poważnych, którzy nie
              rzucają słów na wiatr. Jego zachowanie tłumaczyłabym właśnie jeszcze,
              stosunkowo krótkim czasem znajomości. Jeśli jest prawdą co on mówi, to w miarę
              trwania związku może być tylko lepiej.

              (Tym razem poprzestanę na wersji optymistycznej ;-)))))
        • Gość: Sergiusz Irysie... IP: 213.17.172.* 02.07.03, 01:43
          A ja mam pytanie: co rozumiesz pod pojęciem "poważnego związku"? Bo mi sie wydaje, że właśnie zastanawianie się, co będzie za lat dziesięć, ba... pięćdziesiąt, świadczy o poważnym podejściu. Bardzo łatwo jest rzucić się w otchłań gwałtownego uczucia, powiedzieć sobie że "na śmierć i zycie", a po niedługim czasie przeżywać gorycz równie gwałtownego rozstania.
          Myślę, że w budowaniu więzi z drugim człowiekiem pośpiech jest jeszcze mniej wskazany, niż przy łapaniu pcheł. Jeśli on potrzebuje czasu, jeśli z jakiegoś powodu nie ma pewności - należy pozwolić mu się zastanowić i, przede wszystkim, pomóc w nabieraniu przekonania. Wszelkie naciski, żądania, stawianie sprawy na ostrzu noża, to najgorsze co można zrobić. I nie przsadzaj(cie wszyscy),tzw. faceci to wcale nie takie straszliwe dziwolągi, żeby się nie dało zrozumieć ich sposobu myślenia (żeby nie było wątpliwości: o kobietach myślę to samo).

          A jeśli miałoby chodzić o "formalny" związek - ewentualne małżeństwo - sprawa jest jeszcze poważniejsza. Tak naprawdę "oficjalne" małżeństwo nic nie znaczy jeśli ludzie nie potrafią ze soba BYĆ, i to zawsze - zarówno w objęciach nocy, jak i podczas prania i zmywania garów. Małżeństwo to tak naprawdę tylko formalność pożyteczna wtedy, kiedy się posiada (lub ma posiadać) dzieci, albo w sytuacji śmierci jednej ze stron. Myślę, że na razie dużo lepszym rozwiązaniem jest po prostu "bycie ze sobą", niż uparte dążenie do jednoznacznych, ostatecznych, deklaracji. A jeśli się (z czasem) okaże, że tych dwoje ludzi pasuje do siebie jak dwie połówki tego samego jabłka, można będzie bez obawy(?) ten związek sformalizować.

          Tyle na razie,

          MS.

          • delicatesca Re: Irysie... 02.07.03, 01:48
            Zalezy co rozumiesz pod "bycie razem" .
            Irys chyba pyta czy to wklucza spanie razem.
            • jmx ;-) 02.07.03, 01:53

              "Daj to po ślubie, jak cie polubię" ;-))))
              • delicatesca Re: ;-) 02.07.03, 02:01
                jmx napisała:

                >
                > "Daj to po ślubie, jak cie polubię" ;-))))

                Taka stara prawda przekazywana przez pokolenia. Ze kobieta by zyskac serce jego
                powinna poczekac.A nowa prawda? potwierdzenie starej, chociazby w ksiazce':
                "Mezczyzni z Marsa, kobiety z Venus".

                A ja? mysle ze kobieta potrzebuje emocjonalnej wiezi i poczucia bezpieczenstwa
                z mezczyzna, zeby wlasnie oddac sie fizycznie.
            • Gość: Sergiusz Bycie razem IP: 213.17.172.* 02.07.03, 02:02
              Bycie razem to... bycie razem. I razem spanie, i razem słuchanie muzyki, i razem gotowanie obiadu, i razem sprzątanie mieszkania, i razem... mnóstwo rzeczy. Ale "bycie razem" to też umiejętność bycia czasem osobno - zajmowania się swoimi własnymi sprawami ze świadomością istnienia tej drugiej osoby.
              Bycie razem to nie wzajemna niewola, lecz dawanie sobie siebie nawzajem, cieszenie się obecnością kogoś w pobliżu.

              MS.
              • Gość: samowolny Re: Bycie razem IP: *.*.*.* 02.07.03, 10:53
                Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

                > Bycie razem to... bycie razem. I razem spanie, i razem słuchanie muzyki, i
                raze
                > m gotowanie obiadu, i razem sprzątanie mieszkania, i razem... mnóstwo
                rzeczy. A
                > le "bycie razem" to też umiejętność bycia czasem osobno - zajmowania się
                swoimi
                > własnymi sprawami ze świadomością istnienia tej drugiej osoby.
                > Bycie razem to nie wzajemna niewola, lecz dawanie sobie siebie nawzajem,
                ciesze
                > nie się obecnością kogoś w pobliżu.
                >
                > MS.

                ..AMEN...
                • Gość: Sergiusz O! IP: 213.17.172.* 02.07.03, 22:01
                  Niech będzie pochwalony...

                  MS.
                  • sunrise1 Re: O! 02.07.03, 22:39
                    Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

                    > Niech będzie pochwalony...
                    >
                    dzień, w którym każdy z nas bedzie mógł powiedzieć, że nie musi
                    mówić tym podobnych rzeczy w pojedynkę :)


                    z:)))0
                    • Gość: Sergiusz Re: O! IP: 213.17.172.* 02.07.03, 23:37
                      Zapiszmy się więc do chóru...

                      ;-))))

                      MS.
                      • jmx Alleluja i do przodu! 03.07.03, 01:34
                        Chór Złamanych Ser_c "Wschodzące dżemiki"

                        :-)))
                        • sunrise1 lub też... 03.07.03, 12:01
                          jmx napisała:

                          > Chór Złamanych Ser_c "Wschodzące dżemiki"
                          >
                          > :-)))
                          >

                          poszukajmy śiewjąco ser_decznego dżemiksu we w_scho_wku

                          z:))))
          • Gość: Irys Re: Irysie... IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 02.07.03, 09:27
            Nie nie nie !! Ja naprawdę nie oczekuję deklaracji w stylu :"pobierzmy się". Na
            to za wcześnie i ja o tym doskonale wiem. Tu chodzi o coś innego - o poczucie
            bezpieczeństwa. I nie pytanie o to, czy za 10 lat nie będę żałowała tego
            wszystkiego. Ja nie wiem, co będzie jutro, więc skąd mam wiedzieć, co będzie za
            tych parę lat? Z takim podejściem do sprawy to każdy związek między dwójką
            ludzi niesie za sobą ryzyko niepowodzenia,bo przecież za lat 5 może się komuś
            ubzdurać, że jednak coś jest nie tak - nieraz wystarczy przysłowiowa burza w
            szklance wody i to o coś małego, ale jednak te obawy trzeba pokonać. Nigdy nie
            poznaje się tak naprawdę człowieka do końca, poznajemy go na tyle, na ile
            pozwala się poznać. Wystarczy tak płaski przykład, jak: dlaczego mąż mnie bije
            po ślubie skoro przed był taki cudowny i kochany?
            Ale jeśli następuje zachwianie poczucia bezpieczeństwa w sytuacji, kiedy
            wszystko było idealnie, to człowiek zaczyna zadawać sobie pytania i rodzą się
            obawy. Faktycznie podstawą dobrych stosunków międzyludzkich jest możliwość
            dogadywania się w różnych dziedzinach życia, wzajemnie zainteresowania i pasja
            życia (w tym przypadku to jest). Znam małżeństwa, które nie mają o czym ze sobą
            rozmawiać, poza tym, co działo się w pracy i ile danego dnia zjadła ich
            pociecha. I następuje próżnia intelektualna.
            Co rozumiem przez "poważny związek"? Własnie danie mi poczucia bezpieczeństwa.
            Że nie bedzie lęku przez kolejne dni, bo on znów będzie miał jakieś tam
            irracjonalne wątpliwości. Zastanawianie się co będzie kiedyś przypomina
            dzielenie skóry na żywym niedźwiedziu. Przecież bycie razem na dobre i na złe
            zależy od nas samych, my tworzymy naszą przyszłość i to, w jaki sposób ona
            przebiega. Od nas zalezy czy to będzie przyszłość, w której kolejny dzień nie
            będzie się różnił od poprzedniego, w którą wkradnie się rutyna i nuda, czy
            taka, że każdy dzień będzie niósł ze sobą usmiech i zadowolenie. I świadomość
            spełnienia siebie nie tylko jako człowieka należącego do społeczeństwa ale
            przede wszystkim człowieka realizującego marzenia i radości swoje i ukochanej
            osoby. Bo o to w tym wszystkim chodzi.
            • meduza4 Re: Irysie... 02.07.03, 10:13
              A ja rozumiem o co Ci chodzi... Też znałam takich facetów, którzy lubili dzielić
              włos na czworo i skórę na żywym niedźwiedziu...
              A ponieważ ja lubię żyć dniem dzisiejszym, chwytać wiatr we włosy i całować
              Słońce w jego złotą tarczę -nic dobrego dla mnie z takich znajomości nie
              wynikło... Zwłaszcza, że sama zarabiam na swoje utrzymanie i chociaż tyle
              mojego ile mam na sobie -to jednak mam pewność, że cokolwiek by się nie działo
              jakoś to będzie i jakoś sobie poradzę. Rozmyślanie o odległej przyszłości
              jest jakimś absurdem, kiedy "tu i teraz" przecieka komuś przez palce...
              • ja_nek Re: Irysie... 02.07.03, 14:16
                Nie widzę powodu, dlaczego miałoby się realizować ascezę czystości.
                Jeśli tego chcecie, zróbcie to. Przy okazji okaże się, czy potraficie w
                sypialni znajdować wspólny język i dawać sobie radość. Okaze się też, czy jemu
                ochota na uczucia nie minie, kiedy będziecie "po".
                Pytasz, czy seks tu ma sens. To zależy czy rezerwujesz tę sferę wyłącznie do
                stanów miłości zapewnionej / zadeklarowanej / zaawansowanej.
                Jeśli chcesz coś z tego mieć również w sferze fizycznej ciesz się tym i nie
                oczekuj znikąd gwarancji. Wsłuchuj się w co on mówi i spróbuj go zrozumieć.
                Porównaj do swoich oczekiwań.
                Jeśli to pan "wiecznie niezdecydowany" co chce, to trudniejsza sprawa.
                Być moze jednak cała ta jego poza, to nic innego jak analizowanie: zależy mi na
                niej, ale czy będę mógł jej dać to, co powinienem, a na co Ona zasługuje.
                Moze byłć wychowany w przeświadczemniu, że on musi wszystko zapewnić? Jeśli
                tak, to może być sfrustrowany.
                Zastanów się, czy miał inne kobiety przed Tobą. Jeśli mówił o tym, że miał
                dziewczynę na poważnie (jeśli coś przeoczyłem - przepraszam), a stan majątkowy
                miał zbliżony, to coś nie gra w jego argumentacji.

                Pozdrawiam
                janek
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka