Gość: :)) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.07, 15:01 Czyli co najlepszego w życiu zdarzyło Wam się jeść? (sucha kanapka z serkiem pleśniowym to nie to :-/ ) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
fanka.turystyki Re: Kulinarny orgazm 26.09.07, 15:05 Suchy, spleśniały chlebek, bez serka ;-PPPPPP Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: :)) Re: Kulinarny orgazm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.07, 15:16 spoważniej na chwilę.:)) coś dobrego bym zjadła a żaden pomysł mi do głowy nie przychodzi. gdzie jest smak ? ? o zgrozo! Odpowiedz Link Zgłoś
fanka.turystyki Re: Kulinarny orgazm 26.09.07, 15:21 Będę śmiertelnie poważna... Kiedyś mojemu tacie zachciało się smażonego karpia. Nie w Święta, ale jakoś tak były żywe w rybnym. No i sam tego karpia zaczął zabijać... No dobra, mój ojciec -spec od wszystkiego: zabił gada! Krew się lała po całej kuchni (mamy nie było, bo by go z tym karpiem do łazienki pogoniła), ale że kucharz z niego żaden -ja zaczęłam karpia oprawiać. No i karp mi zaczął wariować na desce z rozkrojonym brzuchem. Okazało się, że serce mu jeszcze pikało, więc go dotłukliśmy wspólnymi siłami... I to był ten jeden raz, kiedy świeży, smażony karp mi nie smakował :-((( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: :)) no nie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.07, 15:34 to jakaś makabreska a nie piękny opis smakowitego dania :)) poproszę jeszcze raz! Odpowiedz Link Zgłoś
fanka.turystyki Re: no nie 26.09.07, 15:38 Jeszcze raz o tym zarzynaniu karpia??? Nie, już wystarczy :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
polam5 Re: Kulinarny orgazm 27.09.07, 00:55 To mialo byc najlepsze..... Dla mnie to jest cal lista: chyba Sushi ( dobre sushi), potem Kobe beef, dobry tatar no i na pewno tzw drunken prawns (czyli po polskiemu to pijane krewetki) To robia najlepiej w Singapurze. Biora pelen sloik zywych krewetek i zalewaja wodka....wiec one tam sobie plywaja i sie tym alkoholem delektuja az po chwili laduja na patelni.. Sa absolutnie wysmienite . Chociaz ostatnio towarzystwo opieki nad zwierzetami zaprotestowalo i zaczynaja je przyrzadzac juz nie na oczach konsumentow. A jesli chodzi o jedzenie ktore sie pamieta: 1. To bijace serduszko rybki: bylem kiedys w Japoni i po czesci oficjalnej zaproszono nas do restauracji... Po kilku piwkach kelner przyniosl zywa rybe na stol, rozcial ja wzdluz na pol (aby zrobic swiezutkie sushi) a ze serce jeszcze bilo wiec zaoferowano je mi jako VIP. Niestety zabraklo mi odwagi i po dluzszych przepychankach - skonumowal je moj kolega japonczyk....a ja nie zaluje. 2. Kiedys znowu przyniesiono jak przystawke miske z plywajacymi malymi srebrnymi rybkami. Nalezalo je zlapac na mala siatke i wlozyc na chwilke do miseczki z sosem sojowym (i przykrywka - zeby im troszke zwolnic bieg) potem patyczkami zlapac i polkanc na zywca....Mimo ze mialem za soba pare piw i mimo ze prawie wszyscy probowali (podobno czyle je jeszcze zaladku) tez sie nie skusilem. No mozecie sobie wyonrazic jak wygladaly okolice stolu poniewaz co druga rybka wyslizgiwala sie z paleczek na podloge....barbarzynski zwyczaj.. 3. Kiedys na Malazji dostalem Homara ktoremu wybrano na zywca miesko z tylnej czesci, przyprawiono (sorowe) i z powrotem wlozono do ogona (ktory po zdjeciu gorenj czesci byl juz jak miseczka ) - Podano takiego dumnego homara - ciagle byl zywy i ogladal sie za siebie i dookola. Nie mialem skopolow aby jesc ten zadek zywemu jeszcze homarowi choc jakos tak mi byla glupio. No i od tego czasu to unikam jedznia ktore na mnie patrzy bo ten widok jakos mi w pamieci pozostal Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: :(( Re: Kulinarny orgazm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.09.07, 12:43 sadystyczni mięsożercy!! Odpowiedz Link Zgłoś
polam5 Re: Kulinarny orgazm 27.09.07, 01:02 a jeszcze z rzeczy wstretnych to sa rozne robaki w Tajlandii - takie z rusztu. Koniki polne byle jeszcze OK, Rabaki takie tluste tez mozna bylo zjesc z ketchupem. Skorpiona tez zjadlem (na wszelki wypadek urwalem mu ogon)ale najgorsze byly takie duze Zuki (czarne w skorupkach wielkosci sliwki) i smazone na patelni. Tego sie nie dalo tak polkanc - trzeba bylo pozuc. No wiec pierwszy smakowal jakby byl napelniony ziemia i to wilgotna....no i kiedy zostalem "sprowokowany" aby powtorzyc to tego drugiego posypalem sola - i smakowal ciagle jak ten pierwszy tyle ze byl slony. Odpowiedz Link Zgłoś
khinga Re: Kulinarny orgazm 27.09.07, 11:13 Od kilku miesięcy doznaję własnie takiego orgazmu kulinarnego:)))) Mmmm...kolega świetnie gotuje:) Zazwyczaj kuchnia włoska:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: :)) Re: Kulinarny orgazm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.09.07, 12:38 oooo... to chyba koleżanka nie tylko kulinarnie jest dopieszczana :)) a fakt, zaczynam sobie przypominać- pstrągi złapane własnoręcznie w strumieniu przez pewnego mena, pieczone potem na ognisku :)) i ziemniaczki z tego ogniska.... ech, to se ne vrati :)) Odpowiedz Link Zgłoś
khinga Re: Kulinarny orgazm 27.09.07, 12:41 nooo nie tylko;))))...również towarzysko;) Mmm,aż głodna się zrobiłam. Makaron, krewetki w białym winie, suszone pomidory:))) A i pieczone ziemniaczki...mrauuu:)))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: :)) Re: Kulinarny orgazm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.09.07, 13:05 ech... orgazm i dobre jedzonko... po takiej uczcie to nawet by mi chciało być romantyczną i wiersze pisać :)) Odpowiedz Link Zgłoś
khinga Re: Kulinarny orgazm 28.09.07, 11:59 Kolega, który tak świetnie gotuje mówi, że jedzenie to orgazm:)) ...i zgodzę się z nim:)) Odpowiedz Link Zgłoś
asleep_alien Re: Kulinarny orgazm 27.09.07, 11:43 Kiedyś po pokoju latała ćma. Powiedziałem na żarty, że chyba ją zjem. Ktoś powiedział "Co ty, nie zrobisz tego". Złapałem ją i zjadłem. Na trzeźwo - to nie było na żadnej imprezie :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: :)) Re: Kulinarny orgazm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.09.07, 12:41 Podobno smażone na patelni koniki polne dobrze smakują i są tłuste jak sardynki i pożywne. ale nie lubie niczego co mi będąc już w gardle myzia odnóżami lub trzepocze włochatymi skrzydełkami, ble. gotowam zwrócić to-to przy jedzeniu z nawiązką. To juz wolę jakies korzonki obgryzać albo liśćmi szczawiu się żywić. Odpowiedz Link Zgłoś
fanka.turystyki Re: Kulinarny orgazm 27.09.07, 15:13 A ja oglądałam taki film przyrodniczy, gdzie afrykańskie dzieci łapały właśnie ogromne ćmy nocą, urywały im skrzydła i wydłubywały mięso z odwłoków. Odpowiedz Link Zgłoś
dwausmiechy Re: Kulinarny orgazm 27.09.07, 15:18 a ja, na szczęście, zjadłam juz ostatnią na dzisiaj kanapkę z szyneczką, bo przecież przy Tobie to się nie da! :)) ale nadal nie mam pomysłu na obiad, tzn miałabym ochotę np na zapiekanego bakłażana... tylko pichcić mi się nie chce a w najbliższej okolicy nie ma dobrej knajpki. więc myślę dalej. --- :)) Odpowiedz Link Zgłoś
fanka.turystyki Re: Kulinarny orgazm 27.09.07, 15:22 No tak, jak Ci opis karpiobicia apetyt odbiera, to poproś kiedyś Sokółkę, niech Ci opowie jak świniobicie chciała uskuteczniać będąc małą dziewczynką i co z tego wynikło ;-PPP Ale czy wtedy szyneczka nadal będzie smakować :-( Ostatnio wymyśliłam jakąś ciekawą potrawę, ale po zjedzeniu zapomniałam co to było. Eeee, ja zawsze jakieś dania "z kosmosu" przyrządzam i potem nie wiem jak je zrobiłam. Odpowiedz Link Zgłoś
dwausmiechy Re: Kulinarny orgazm 27.09.07, 15:27 mnie to nie dziwota :) ale tyle wiem, ze do gospodarskich zwierząt lepiej się nie przywiązywać ani imion im nie nadawać bo potem trudno przełkąć rosół z Pimpusia... a wszelkie pajęczaste, długaśno-odnóżaste, muszasto-skrzydlaste mnie obrzydzają czy żywe czy martwe, czy w talerzu z wyboru czy z przypadku, brr. --- :)) Odpowiedz Link Zgłoś
fanka.turystyki Re: Kulinarny orgazm 27.09.07, 15:41 Eeeee, jak mi jakieś drobno-skrzydlaste wpadnie z przypadku do talerza, to o ile da radę -wyrzucam. Jak nie da rady to się nie przejmuję... Przecież nie sposób np. każdej mszycy z zupy botwinkowej wyciągać... Odpowiedz Link Zgłoś
fanka.turystyki Nie wiem czy ktoś to zna :-))) 27.09.07, 15:29 Żadnych rzuków, koników polnych, Malajskich robaków i skorpionów!!! Przepis na danie wegetariańskie: 1. zbieramy w maju ładne, nieprzekwitnięte kwiatostany robini akacjowej, mylnie zwanej akacją. Oczywiście nie zbieramy ich przy ulicy!!! (tu mamy to drzewo i informacje o nim) pl.wikipedia.org/wiki/Robinia_akacjowa 2. płuczemy kwiatostany, lekko osuszamy 3. łapiemy po kilka kwiatostanów za "ogonki" i taplamy w gęstym cieście naleśnikowym 4. wytaplane w cieście kwiatostany smażymy jak racuszki. Można je do smaku posypać cukrem pudrem. Najlepsze na ciepło. Wiem bo sama jadłam i co roku się tym dokarmiam :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
dwausmiechy Re: Nie wiem czy ktoś to zna :-))) 27.09.07, 15:30 super. tylko że do maja to ja z głodu umrę! :)) -ale fakt, już wieki nie robilam naleśnikow..dobry pomysł. dzięki. --- :)) Odpowiedz Link Zgłoś
fanka.turystyki Wariant dla niedbałych :-) 27.09.07, 15:39 Przy okazji porządków w kuchennych szafkach, wygarniamy z nich wszelkie niespleśniałe, niewysuszone na kamień resztki pieczywa. Pieczywo można obsypać obustronnie ziołami i innymi przyprawiami według uznania. Następnie należy wytaplać pieczywo w cieście z jajka i mąki (warto zrobić je z dodatkową porcją żółtka lub z odrobiną mąki kukurydzianej) i usmażyć na patelni :-))))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
dwausmiechy Orgazmy- Tylko praktyka czyni mistrza! 28.09.07, 10:30 I nie zrobiłam naleśników :( Zapomniałam, że mąke trzeba do nich mieć. .. buuu. Odpowiedz Link Zgłoś
joasinska1 Re: Kulinarny orgazm 04.10.07, 19:17 Warkocz mięs w sosie borowikowym... oj to był naprawde orgaz kulinarny .. Trzy rodzaj mięs polędwica wołowa, wieprzowa i chyba dziczyzna uduszone w sosie borowikowym....do dzis się ślinię Odpowiedz Link Zgłoś