Dodaj do ulubionych

Opowiem wam jej historię ...

15.07.03, 15:45
Wiecie, jak to jest stracić 2 lata życia i żyć złudzeniami i iluzją? Jak to
jest ufać i poczuć ból, kiedy się okazuje, że zaufanie zostało zbudowane na
czymś takim jak kłamstwo?
Opowiem wam jej historię ...
Dwa lata mijają dziś właśnie ...
Dwa lata temu zaczęła się jej przygoda z netem. Niby nic, ale jednak dała się
wciągnąć w to piekło.
Zaczęło się od zwykłej rozmowy. Mała kopertka gg, rozmowa całkiem
sympatyczna, na tyle sympatyczna, by kolejnego dnia wymienić się numerami
komórek. Od tamtej chwili oboje coraz częściej szukali swojego towarzystwa w
internecie. Słali sms, po kilkanaście dziennie. Wieczorne rozmowy, po
tygodniu pierwsza rozmowa telefoniczna. Potem telefony kilka razy w tygodniu,
codzienne maile, godzina - dwie na gg. Po miesiącu on chciał się spotkać,
lecz ona nie była chyba jeszcze na to gotowa. Zaczęli spędzać ze sobą
wirtualnie całe dnie. Wracał do domu, z pracy, telefon, smsy, ponownie gg. I
wspólne marzenia o spotkaniu, o wyjeździe. W jej sercu zakiełkowało uczucie.
On pisał że nie może bez niej żyć. Po jakimś czasie ona starała się
dowiedzieć czegoś więcej o jego życiu. Zabawiła się w detektywa. Poznała jego
koleżankę. Okazało się, że on od kilku lat mieszka z dziewczyną. Jak to się
działo, że dziewczyna nie zauważyła, co on robi w necie? Że wraca z pracy
później, że dzwoni i śle smsy? Ona znała prawdę, on dalej bawił się w
zakochanego i pojawiły się pierwsze wyznania. Ciągnął to ponad rok, obiecując
spotkanie. Ona wpadła w depresje - zawaliła rok studiów. A on wciąż słał sms,
że kocha, dzwonił, zwodził. Ona dalej się bawiła w detektywa - odszukała na
gg siostrę. I wtedy wszystko się wydało. Wyjaśniło się, że on okłamywał swoją
dziewczynę, że ona znalazła listy, które drukował, że była wielka awantura,
że on powiedział, że ze znajomości z nią nie zrezygnuje. Ale to nie koniec
historii ... Wtedy pojawił się jego brat. Kilka rozmów na gg ... Po miesiącu
prośba o to, by ona po jego wyznaniu nie znikała z jego życia. I wtedy
powiedział, że kocha. Ona chciała uciec. Tym bardziej że ten pierwszy ciągle
atakował, ciągle jeszcze siał niepokój w sercu. Nie zniknęła z życia, dała
się przekonać i omotać ponownie. Odsunęła się od pierwszego, choć on nadal
uważał że coś do niej czuje. Wybrała drugiego, który wydawał się być szczery.
Po kilku miesiącach pierwsze spotkanie. Dwa dni spędzone razem i okazało się,
że te uczucia mają rację bytu w rzeczywistości, że pokochali się. Znów
powrócili do telefonów, sms i gadu gadu. Ale kochali się - ona czuła jego
miłość w każdym słowie, w tym jak jej mówił przez telefon kocham cię na
dobranoc. Potem były 4 kolejne wspólne dni, trzy noce spędzone razem. I nagle
jego "nie wiem, czy chcę czegoś więcej, czy tylko przyjaźni". Jej walka o to,
by nie niszczył miłości trwała miesiąc. Może trwa nadal... Ale wszystkiemu
towarzyszy ogromny ból i niepewność co przyniesie kolejny dzień. On twierdzi,
że kocha nadal ale ona przestała wierzyć i ufać. Jest tylko jeszcze jedno -
KOCHA go bardzo. Tak bardzo, że stał się dla niej wszystkim, że poszłaby za
nim na koniec świata. Ale on nie chce widocznie jej miłości. Tylko jak zrobić
by ją przestało boleć? Czy jest sens by walczyła o niego?
I jak tu ufać ludziom? Skoro kłamią? Skoro ranią? Skoro nie potrafią docenić
tego co zsyła im los? Czy on zaszlocha nad tym, co stracił? Czy po tych
miesiącach będzie potrafił zapomnieć? A ona chce by wrócił, by kochał, by
chciał z nią być ....
Obserwuj wątek
    • Gość: zahedan Re: Opowiem wam jej historię ... IP: *.protonet.pl 15.07.03, 15:50
      czy czasem to twoja historia nie być?
      • sosnowa_igielka Re: Opowiem wam jej historię ... 15.07.03, 15:54
        Nieważne czyja to historia ...
        Ale o to, że boli ...
    • oleksin Re: Opowiem wam jej historię ... 15.07.03, 15:51
      Tylko ze ktos juz o tym pisal gdzies...
    • jmx parę pytań 15.07.03, 16:03
      sosnowa_igielka napisała:

      > W jej sercu zakiełkowało uczucie.
      > On pisał że nie może bez niej żyć. Po jakimś czasie ona starała się
      > dowiedzieć czegoś więcej o jego życiu. Zabawiła się w detektywa. Poznała jego
      > koleżankę. Okazało się, że on od kilku lat mieszka z dziewczyną. Jak to się
      > działo, że dziewczyna nie zauważyła, co on robi w necie? Że wraca z pracy
      > później, że dzwoni i śle smsy? Ona znała prawdę, on dalej bawił się w
      > zakochanego

      Jak to jest z tą miłością, która pcha ludzi do szpiegowania?

      > Ciągnął to ponad rok, obiecując
      > spotkanie. Ona wpadła w depresje - zawaliła rok studiów. A on wciąż słał sms,
      > że kocha, dzwonił, zwodził.

      Jeśli znała prawdę po co ciągnęła to cały rok?


      > Potem były 4 kolejne wspólne dni, trzy noce spędzone razem. I nagle
      > jego "nie wiem, czy chcę czegoś więcej, czy tylko przyjaźni". Jej walka o to,
      > by nie niszczył miłości trwała miesiąc. Może trwa nadal... Ale wszystkiemu
      > towarzyszy ogromny ból i niepewność co przyniesie kolejny dzień. On twierdzi,
      > że kocha nadal ale ona przestała wierzyć i ufać. Jest tylko jeszcze jedno -
      > KOCHA go bardzo.


      Ona przestała wierzyć, że kocha gdy on mówi, że kocha ale ona nadal kocha go
      kocha i chce by z nią był....
      ???


      > Czy po tych miesiącach będzie potrafił zapomnieć?

      Co zapomnieć?


      > A ona chce by wrócił, by kochał, by chciał z nią być ....


      Przeciez podobno mu nie ufa i nie wierzy?



      Moja rada: zamiast szlochania proponuję kubeł zimnej wody dla całej trójki.
      Pa, na razie.
    • von-koza Re: Opowiem wam jej historię ... 15.07.03, 16:06
      A ja mam nadzieję, że nie Twoja, bo to cholernie smutne co piszesz...
      Pozdrawiam.
      • sosnowa_igielka Re: Opowiem wam jej historię ... 15.07.03, 16:17
        smutna jest świadomość, że ktoś komu się daje z siebie wszystko, nie potrafi
        tego docenić. Potrafi zdeptać wszystko: miłość, zaufanie, nadzieje, szczęście.
        Potrafi kłamać przez kilka tygodni i dawać złudne nadzieje. Smutne jest to, że
        ona nie chciała, ale on przekonał do bycia razem. Smutne jest to, że ona
        walczy, daje szansę ale nie wie, czy będzie mogła zaufać. Smutne jest to, że on
        mówił, że będzie walczył o jej uczucia i gdy wygrał, najzwyczajniej w świecie
        spasował. Smutne jest to, że ona będzie swojego pierwszego mężczyznę wspominała
        z nienawiścią i rozgoryczeniem, a on dostał to czego chciał i najzwyczajniej w
        świecie odszedł ... odchodzi powoli każdego dnia. Może dziś odszedł... Bez
        pożegnania ... Bez wyjaśnienia czemu się tak zachowywał i kiedy wyleczył się z
        miłości do niej ...
        • sosnowa_igielka Re: Opowiem wam jej historię ... 15.07.03, 16:22
          I smutne jest to, że choć widzisz w oczach drugiej osoby miłość, szczerość,
          oddanie i szczęście, to może być tylko iluzją ...
          • Gość: gb Re: Opowiem wam jej historię ... IP: *.toya.net.pl 15.07.03, 19:47
            Coś tu jest nie tak. Albo ze wzrokiem albo z interpretacją.
        • von-koza Re: Opowiem wam jej historię ... 15.07.03, 16:27
          Opsss... Przykro mi i trzymaj się.
          ...bo sądzę, że to jednak o Tobie.
          Pozdrawiam serdecznie.
          • ja_nek Re: Opowiem wam jej historię ... 15.07.03, 16:42
            Cos podobnego już czytałem, ale gdzie.....

            Ja nie rozumiem, jak po samej lekturze gg, forum, e-mailach, czy telefonach i
            sms-ach może zakwitnąć uczucie. Jak to możliwe, ze znając wyniki swego śledztwa
            nie zostawiła go.
            Ja tego nie rozumiem, to jest ignorowanie własnego instynktu i zatracanie się w
            uczuciach. Gdzie głos rozsądku? Przecież oprócz emocji i uczuć nami targających
            jest stabilizujący rozsądek.
            To nie miłość, to uzależnienie o czym piszesz Igiełko

            Pozdrawiam
            janek
            • sosnowa_igielka Re: Opowiem wam jej historię ... 15.07.03, 16:45
              To są dwie różne osoby ... z drugim doszło do poznania się w realu, wszystko
              zmierzało ku najlepszemu, ale coś się stało, co odmieniło jego uczucia ...
              Pierwsze było uzależnieniem, fakt, drugie miłością i to bardzo głęboką.
              • Gość: drak Re: Opowiem wam jej historię ... IP: *.pg.com 15.07.03, 16:53
                Mam wrażenie że mój żółw ma więcej rozsądku niż dziewczyna w powyższej historii.
                To jest masochizm psychiczny w akademicko-podręcznikowej postaci.
                • Gość: sunrise1 jakem wschód IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 15.07.03, 17:18


                  To NIE MA SENSU.



                  z
                  ::)))
              • jmx Re: Opowiem wam jej historię ... 15.07.03, 17:32
                sosnowa_igielka napisała:

                > To są dwie różne osoby ... z drugim doszło do poznania się w realu, wszystko
                > zmierzało ku najlepszemu, ale coś się stało, co odmieniło jego uczucia ...
                > Pierwsze było uzależnieniem, fakt, drugie miłością i to bardzo głęboką.


                Jakia głęboka miłość? Czyja do kogo?
                Przecież sama napisałaś, że Ona (jednak wolę wierzyć, że to nie Ty) już mu nie
                wierzy i ufa chociaż on mówi, że kocha. Czy głęboka miłość jest możliwa bez
                zaufania? Wg mnie - nie.

                Więc widzę dwa wytłumaczenia - albo miłości po jej stronie juz nie ma, tylko
                żal po czymś co minęło albo chce zobaczyć miłość tam gdzie jej nie ma i nie
                było....
    • white.falcon Przydałoby się trochę pozytywizmu... 15.07.03, 17:18
      Mater deter.:( Bardzo smutne i główne, nic tu nie mozna doradzić, czy poradzić.
      Chyba tylko to, by dziewczyna jednak uwzględniła inne aspekty życia: studia,
      ewentualnie pracę, życie towarzyskie - chyba ma jakichś przyjaciół?! To są
      rzeczy bardzo istotne i świat nie zaczyna się i nie kończy na uczuciach. I w
      końcu - należy kiedys dorosnąć i wyjść z infantylizmu romantyzmu. Pozytywizm w
      przynajmniej niektórych dziedzinach życia jest bardzo przydatny, a czasem wręcz
      wskazany.
      Pozdrv.:)
      • ja_nek Re: Przydałoby się trochę pozytywizmu... 16.07.03, 01:13
        Masz rację. Liczy się to, że trzeba funkcjonować dalej i realizować swoje
        plany niezależnie od zawirowań uczuciowych. Choćby wszystko się waliło, trzeba
        sobie pokazać, że mozna sobie poradzić. To może być rodzajem samoterapii...
        "nic mi nie wyszło z tej miłości, ale nie dałem się i osiągnąłem tamto"
        To ważne

        Pozdrawiam
        janek
        • elzbieta28 Re: Przydałoby się trochę pozytywizmu... 16.07.03, 09:27
          Już gdzieś spotkałam się z tą historią...Po prostu trzeba codziennie pchac
          wózek życia do przodu, a za zakrętem na pewno czeka realny, miły i dobry
          człowiek. Pozdrawiam
          • delicatesca Re: Przydałoby się trochę pozytywizmu... 16.07.03, 09:29
            elzbieta28 napisała:

            > Już gdzieś spotkałam się z tą historią...Po prostu trzeba codziennie pchac
            > wózek życia do przodu, a za zakrętem na pewno czeka realny, miły i dobry
            > człowiek. Pozdrawiam

            Tylko czy napewno? Skad wiesz? Latwo rzucic slowem, a ona po co ma sie ludzic?
            • elzbieta28 Re: Przydałoby się trochę pozytywizmu... 16.07.03, 09:57
              delicatesca napisała:

              > elzbieta28 napisała:
              >
              > > Już gdzieś spotkałam się z tą historią...Po prostu trzeba codziennie pchac
              >
              > > wózek życia do przodu, a za zakrętem na pewno czeka realny, miły i dobry
              > > człowiek. Pozdrawiam
              >
              > Tylko czy napewno? Skad wiesz? Latwo rzucic slowem, a ona po co ma sie
              ludzic?

              To nie było "łatwe rzucenie słowem", każdy z nas spotyka miłych ludzi, dobrych
              i kochanych. Nie napisałam, że pchanie wózka jest łatwe, nie napisałam, że
              związki są łatwe, po prostu każdy z nas w życiu realnym spotyka ludzi, którzy
              odciskają w nas piętno. Jakie ono będzie w dużej mierze zależy od
              nas...Pozdrawiam
    • meduza4 Smutna refleksja... 16.07.03, 13:41
      Bo to czasem jest tak, że ktoś mówi to "kocham" i nakręca tę internetową bajkę
      i iluzję żeby tylko przeżyć jakąś przygodę, niekoniecznie na dłużej...
      Dlatego zaczęłam doceniać facetów, którzy prosto z mostu mówią, czego chcą.
      W końcu jak mi nie pasuje -zgadzać się na nic nie muszę i sprawa jest
      załatwiona. Ale typ internetowego romantyka, który mówi, że kocha, rozbudza
      nadzieje, oszukuje przy tym inną a jak nie ma tej innej... to i tak nie chce się
      wiązać chociaż wcześniej deklarował -to jest draństwo, ale będąc zbyt naiwną
      każda kobieta na to draństwo nieświadomie daje przyzwolenie.
      Może z założenia w to wszystko nie wolno wierzyć, może na spotkanie trzeba się
      umówić zanim człowiek się zaangażuje, zanim wykreuje w wyobraźni rozmówcę na
      księcia z bajki?
      I ja tak teraz załatwiać internetowa znajomość... tylko Zahedan nie chcieć na
      winko do mnie przyjść ;-)
      • sosnowa_igielka Re: Smutna refleksja... 16.07.03, 16:00
        To Zahedan być be i chować głowa w klawiatura ;-) CHyba, że on ukrywać
        wielkiego pryszcza na nosie i czekać aż pryszcz zniknie ;-))
        • meduza4 Re: Smutna refleksja... 16.07.03, 16:27
          Ale przecież ja ten pryszcz mu jakaś maść posmarować i uleczyć go z jego
          choroba :)))
          No chyba... że to być brzydka choroba, to ja wtedy nic nie wskórać...
          • sosnowa_igielka Re: Smutna refleksja... 16.07.03, 16:39
            Może Zahedan sam chcieć wyleczyć pryszcz, bo pryszcz zakrywać ślepia i jak on
            strzelać ślepiami do meduza? Trzeba zrozumieć Zahedana ;-) On potem strzelić
            slepiami znad kieliszka wina i powalić na kolana tak, że meduza zbierać się
            kilka dni ;-))
            • meduza4 Re: Smutna refleksja... 16.07.03, 16:42
              Ja już być uodporniona na mężczyzna strzelający ślepiami znad kieliszka wina.
              Spokojna głowa -to mnie nie powalić na kolana :-)
              • sosnowa_igielka Re: Smutna refleksja... 16.07.03, 16:50
                Oj ... być slepia i być ŚLEPIA ... na ŚLEPIA nigdy nie być skutecznie
                uodpornionym ... ;-))
                • meduza4 Re: Smutna refleksja... 16.07.03, 16:58
                  To ja pewnie jeszcze nie znać uwodzicielski urok tych ślepiów...
                  • sosnowa_igielka Re: Smutna refleksja... 16.07.03, 17:07
                    Bo ŚLEPIA są jedyne i jak się w nie zapatrzy to już po kres dni ;-)))
                    • meduza4 Re: Smutna refleksja... 16.07.03, 17:09
                      No to rzeczywiście takich jeszcze nie widziałam...
                      Za to w moje ktoś się ostatnio przydługo spoglądał...
                      Kiepsko sie to dla niego skończyło -mój wzrok przemienił go w kamien...
                      A taki dobry chłop z niego był, buuuuuuu :-(
                      • sosnowa_igielka Re: Smutna refleksja... 16.07.03, 18:01
                        To teraz wiedzieć czego bać się Zahedan ... On bać się skamienienia ;-))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka