maretina 07.12.06, 20:12 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=33658905&a=33658905 Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
maretina rycze ze smiechu, ale gosc:) 07.12.06, 20:15 mój ojciec: - jest już po sześćdzieśiątce ale nie cierpi jak ktoś go określi mianem "dziadek". Jego dwie kilkunastoletnie wnuczki muszą się nieźle hamować. Jak niechcący powie im się "dziadek" to on mówi "oj, nie nie moja draga, w żadnym wypadku dziadek, najwyżej "mąż babci". Jak chodziłam do szkoły to ojciec nigdy nie przychodził do mnie na wywiadówki i wysyłał matkę więc moja wychowawczyni nigdy go nie widziała. Matka jest sporo młodsza od niego i troche bardziej życiowa. Pewnego razu traf chciał, że ojciec musiał się w mojej szkole pokazać. Na zebraniu akurat były wybory do komitetu rodzicielskiego i pani nie mogła nikogo namówić żeby się dobrowolnie zgłosił. Wyczytywała wszystkich po kolei (znała wszystkie twarze oprócz mojego ojca) ale każdy się wykręcał: a to praca, a to za dużo obowiązków itd. W końcu wychowawczyni przerwała wypytywanie i zadała kluczowe pytanie: "A może dziadek Asi zgłosiłby się na ochotnika? Dziadkowie też w sumie mogą byc w komitecie rodzicielskim". Ojciec najpierw zrobił się cały purpurowy, zacisnął pięści i wydusił: "Ocipiałaś kobito?" - uwielbia oglądać skoki w telewizji i bardzo kibicuje Małyszowi. Zawsze gdy skoczek wyląduje już pod skocznią to on na głos wykrzykuje odległość jaką osiągnął, oczywiście stara się podać tę informację wcześniej niż komentator. Wygląda to następująco: leci jakiś Hannavald, leci leci a ojciec się drze "uuu łaa"- znaczy się że daleko będzie. Potem ojciec krzyczy: "140,5m!" Po chwili komentator mówi "wspaniale, wspaniale 140m!" na to mój ojciec dokańcza "...i pół" po czym na dole ekranu pojawia się napis i jest wyświetlona odległość 140,5 m wtedy na ustach ojca pojawia się cwany usmieszek i pada ostatni komentarz "widzisz baranie? 140,5m tak jak mówiłem". W ogóle żadne tłumaczenia, żeby się tak nie ekscytował tymi skokami i odległościami nie pomagają. Matka nie cierpi skoków i woli jakieś seriale. Żeby mu nie wierciła dziury w brzuchu aby jej przełączył na jakiś serial kupił jej drugi telewizor i zainstalował w tym samym pokoju. Tak więc oglądają po przekątnej. Jak go matka prosiła żeby w tym wypadku przestał chociaż wykrzykiwać na głos te odległości skoków bo ona nie słyszy swoich seriali to jej kupił jeszcze tego samego dnia słuchawki. Ciekawie to teraz wygląda jak oglądają w jednym pokoju tak na dwa fronty dwie różne rzeczy, matka wzruszona płacze na "na dobre i na złe" a ojciec wykrzykuje jakieś wyzwiska na komentatora ze źle podaje odległości. - tak samo jest gdy leci familiada. Wiadomo, nie wszyscy są tak rozgarnięci jak mój ojciec, który nigdy nie omieszka skomentować każdej odpowiedzi. Wyzywa tych ludzi od palantów, głąbów imbecylów i dostaje białej gorączki jak pada odpowiedź, która już była. Oczywiście oprócz wyzwisk podaje też wg niego prawidłowe odpowiedzi. - ma pełno map, kolekcjonuje je podobnie jak sztućce. Często je rozkłada i ogląda pod lupą. Jak już sobie poogląda to odwraca na tylnią strone bo tam jest taki alfabetyczny spis wszystkich miejscowości i zaczyna wyczytywać te nazwy, oczywiście na głos. Po chwili zatrzymuje sie na jakiejś dziwnej nazwie, powtarza ją na głos kiklakrotnie jakby sie jej uczył, przekłada mapę sprowrotem i na tej już właściwej mapie odnajduje tę zapamiętaną miejcowość. Bierze linijkę i zaczyna obliczać odległość od tej mijscowości do jakiegos większego miasta. Zapamietuje to sobie skrupulatnie i może nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie sytuacja kiedy wraca do sprawy właśnie tej miejsowości. Robi to przeważnie w jakimś większym gronie, np podczas wigilii. Pyta się jakiegoś wujka tak żeby wszyscy słyszeli "Jacek, Ty byłeś w tym Jeżewie?" Jacek na to: "Jakim Jeżewie" Ojciec: "No nie wiesz, gdzie jest Jeżewo? 22 km na północny wschód od Łodzi". W ten sposób wśród znajomych ojciec uchodzi za człowieka obeznanego w geografii jak mało kto. Odpowiedz Link
six_a Re: rycze ze smiechu, ale gosc:) 07.12.06, 20:24 ale a propos, dziwadeł towarzyskich to ja znam jednego pana, prawnika hoho, który zawsze się chwali, że jechał 170 z katowic do wawy i dzięki temu przebył trasę o pięć minut krócej niż normalnie (no może nie o pięć, ale zysk czasowy nie wart wysiłku włożonego w sianie popłochu na katowickiej i lawirowanie między innymi, jadącymi normalnie). potem opowiada masę dowcipów śląskich oraz gdzie można kupić najlepsze mięso/wędlinę w okolicy, w której nie bywał, nie bywa i nie będzie zapewne bywać żaden ze słuchaczy. i to wcale nie jest zabawne. Odpowiedz Link
maretina Re: ale fajny tata!:) 07.12.06, 20:22 - ciągle zamiast użyć określenia, że jest naszym ojcem albo że nas spłodził to mówi, że nas "zrobił". Często powtarza: "To ja Ciebie zrobiłem a Ty nie chcesz po mnie pozmywać...?" albo "co jak co ale ząbki to ci równiutkie zrobiłem". Jest z tego strasznie dumny. Ciągle się chwali znajomym swoimi dziecmi czyli mną i moim bratem. Jak z nim gdzieś idziemy i po drugiej stronie ulicy zobaczy znajomego to krzyczy do niego "Mietek, zobacz, to mój wyrób!" i pokazyje palcem na jedno z nas. - kiedyś jechal pociągiem i naprzeciwko siedziało małżeństwo z trzema synkami, którzy starsznie rozrabiali. W pewnym momencie mój ojciec pyta się faceta; "nie lepiej było sobie chociaż jedną córkę zrobić?". Facet odpowiada, że chętnie by sobie zrobił córkę ale mu nie wychodzi. Mój ojciecprzysunął się i szepnął: "To proste. Prawy górny róg". Odpowiedz Link
reniatoja niestetey ale mój tata jest podobnym typem 07.12.06, 20:28 z latami to się jeszcze (choć to niewiarygodne) pogłębia. JAk czytałam dzisiaj ten artykuł o dziadku, który miał wykopany tunel w śmieciach, a tak to tony śmieci to mi mój tata stanął przed oczami. Nie jest aż tak źle, ale prawie. Mój tata niczego nie wyrzuca. Mamy w domu kolekcję papierów ze sklepu (takich, w które pakuje się wędliny), woreczków nylonowych, kartonowych pudełek na jajka, puszek po konserwach, gazet z kilkudziesieciu lat... Wszystko jest. Na dłuższą metę zycie z takim człowiekiem to gehenna. Jak przyjeżdzam to robię zawsze wielkie wynoszenie śmieci, gdy taty nie ma w domu. Jako, ze troche sie mnie boi ) to nic na to nie mói, ale wiem, ze serce mu krwawi. Musze przyznac, ze w tym wszystkim mój tata jest pedantem i kocha porządek - wwszystko ma naprawdę równiutko poskąłdane, zero bałaganu, każda rzecz (i każda klasa rzeczy) ma swoje miejsce i kolejność, tylko po prostu wszystko się jeszcze może przydać - takie myślenie. Jako ze mam traume z dzieciństwa z tym związaną, to sama staram się wywalać z domu wszystko co robi wrażenie niepotrzebnego - żeby się nie uzależnic tak jak tata. NAwetjak Mama umarła i wyrzucaliśmy z bratem jej ubrania, a co sie nadawalo to do PCK oddawalismy - tata przyszedł nie w pore i zabronił wyrzucic czegokolwiek - nawet majtek, pończoch i biustonoszy, no nic nie wolno było ruszyć, i chyba do dzisiaj ma to wszystko. Odpowiedz Link
aasiula1 Re: ale fajny tata!:) 07.12.06, 20:35 Mój tata jest łebski w naukach ścisłych ale życiowo to łamaga. Opowiadań takich mam masę, oto jedno z nich. Maj. Matura mojej siostry. Tata zawiózł ją i jej koleżanke Ewę z klasy (z bloku obok) do szkoły. Wiązło się to niestety z przybyciem do pracy nieco po czasie. Mimo to tata po powrocie do szkoły pojechał jeszcze do domu coś zjeść. Chciała zadzwonić do sekretarki (Ewy), że będzie za jakiś czas. Dzwoni, słyszy, że odbiera inna kobieta więc mówi: Tu Piotr ....., czy jest tam gdzieś Ewa??? W telefonie cisza??? Zastanawiałam się długo, co mogła pomyśleć sobie mama Ewki, którą pare chwil wcześniej tata odtransportował na maturę.... Odpowiedz Link