balbinia
07.03.04, 18:55
W sumie 2 godzinki lekcyjne, w dwoch klasach. Kolega informatyk uzyczyl mi
swego czasu i moglam na jego zajeciach pokazac dzieciom (wlasciwie to
nastolatkom) kasete video oraz porozmawiac o wegetarianizmie. A wygladalo to
tak:
- Najpierw usiadlam na stole, mialam na sobie bluze "stop killing animals",
przedstawilam sie krotko (pare slow o mnie)
- chwile rozmawialismy, ciekawska mlodziez pytala sie jak mi sie zyje w
niemczech, co studiuje, czy bola mnie zeby (mam aparacik prostujacy) i od
kiedy jestem wege, itd.. W sumie 5 minut przegadalismy
- Jako, ze czas gonil, kolega wlaczyl video. Puscilam fragmenty niemieckiej
kasety "Tierschutz im Unterricht" czyli " O ochronie zwierzat na zajeciach w
szkole", ktora w Niemczech zostala dopuszczona do pokazywania mlodziezy
szkolnej i uswiadamiania. Kaseta trwa 240 minut, wiec zrobilam kopie
skrocona, z fragmentami z roznych dzialek (produkcja jajek, gesi, kury,
rzeznia, transport zwierzat, wiwisekcja) W trakcie filmu tlumaczylam sceny
ktore nie byly zbyt jasne a dzieci krzyczaly "ojej, a co oni robia?" - gdy np
prosiak byl kastrowany bez znieczulenia albo jednodniowe piskleta rodzaju
meskiego jechaly na tasmie do skrzynki po czym byly zagazowywane itd...
- W sumie 30 min ogladania video. Zauwazylam zarowno u chlopcow jak i u
dziewczyn lzy w oczach oraz buntownicze spojrzenia. Znam te spojrzenia, od
nich sie najczesciej zaczyna, tez kiedys podobnie marszczylam brwi dawno
temu - wewnetrzny bunt i poczucie bezradnosci, zlosc, zal. Na efekty
namacalne czesto trzeba poczekac :)
- nastepne pare minut to wrzask w klasie i sto pytan. Za cholere nie da sie
uspokoic mlodziezy. Jeden przekrzyjuje drugiego. Chlopcy wyzywaja postacie
ludzkie z kasety video (np rzeznika ktory kopie i biczuje zwierzeta badz
wiwisektora ktory bije malpke i sie nad nia zneca psychicznie) Natomiast
dziewczyny pytaja glownie co moga jesc zamiast miesa, ze chcialyby zostac
wege ale rodzice nie pozwola. Ktorys chlopak opowiada ze sasiad kopie swojego
psa, kilka dziewczyn wyznaje, ze wcale nie lubi miesa a zawsze byly zmuszane
do jego jedzenia i do picia mleka. Przekrzykujemy sie nazwajem, trudno mi
dojsc do slowa, bo mlodziez zadaje mase pytan, sama chce opowiadac o swoich
doswiadczeniach, wrazeniach, opiniach, odczuciach.
- Dzwonek na przerwe, wiec chwytam za krede i pisze na tablicy adresy stron
wege (peta, viva i nasza polska linkownie vege.pl) oraz moj adres mailowy w
razie gdyby byly pytania.
- niemal wszyscy wypakowuja dlugopisy i kartki z plecakow i notuja
- pare osob do konca przerwy zostaje ze mna w klasie i zadaje kolejne
pytania, chce rozmawiac, deklaruje sie ze nie beda wiecej jesc miesa. Az
kolega musial wypraszac z sali.
Zauwazylam jak mlodziez jest pozytywnie nastawiona do zwierzat i problemu
ekologii. Nie spodziewalam sie az takich reakcji. Sama sie wzruszylam, widzac
twarze mlodziezy i ich wilgotne oczy pelne buntu i zlosci na otaczajaca ich
rzeczywistosc. Takie spotkania i rozmowy sa cholernie potrzebne, nawet nie
wiecie jak potrzebne. Bylo mi niezmiernie glupio, ze nie moglam tych
dzieciakow wysluchac, kazdego z osobna, ze nie moglam w spokoju porozmawiac,
ze w sumie niedbale to wyszlo. Ale calkiem milo jak na pierwszy raz.
Zamierzam robic wiecej takich akcji, duzo duzo wiecej. Gdybym miala czas i
mozliwosci, robilabym spotkania odnosnie nie tylko wegetarianizmu ale i
przemocy, narkotykow i innych spraw, ktore sa codziennymi problemami
mlodziezy a w szkolnictwie nie ma przedmiotow o tej tematyce ani wsparcia (w
rodzinie czesto tez nie).
To na tyle moich spostrzezen :)