dorotka.lubi.kotka
11.11.10, 14:58
Hej, mam pytanie do ideowych wegetarian/wegan z długim stażem.
Czy nie macie tak, że wasze emocjonalne motywy przejścia na wegetarianizm czyli niezgoda na cierpienie i śmierć zwierząt z czasem się tak jakby zacierają i ważniejsze znaczenie ma przyzwyczajenie czy też tzw. kwestia smaku?
Ja zostałam wegetarianką ponad 10 lat temu (a niedługo potem weganką) właśnie dlatego, że nie chciałam przyczyniać się do cierpienia kogokolwiek, ale kiedy ktoś mnie teraz pyta "dlaczego nie jesz mięsa" to pierwszym powodem jest teraz jednak właśnie przyzwyczajenie i to że mięso i wszystkie odzwierzęce produkty mnie obrzydzają.
Może dlatego, że jako nastolatka uważałam, że normą i tym do czego ludzie powinni dążyć i dążą jest właśnie nie zadawanie cierpienia i że jeżeli je zadają to tylko z niewiedzy, a teraz widzę że to jednak nieprawda. Że większość ludzi nie bierze w ogóle innych ( w tym również zwierząt) pod uwagę, każdy dba tylko o siebie i ewentualnie jeszcze najbliższą rodzinę (czyli w gruncie rzeczy postępuje tak jak niezdolne do oceny moralnej zwierzę). I że to bez sensu jeśli niewielka grupka ludzi rezygnuje z mięsa, nabiału, skóry, testowanych kosmetyków, a pozostałe 99% ludzi ma to wszystko w d.
Zresztą sam problem zwierząt mnie już tak bardzo nie rusza. Co z tego że cierpią? Ważne że ja nie cierpię. Czuję że moja wrażliwość się z biegiem czasu stępia.