Gość: Wojtek
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
10.04.04, 13:45
Witam
Właśnie obejrzałem filmy nadesłane przez Balbinę. Po obejrzeniu czegoś
takiego jedynym pocieszeniem i nadzieją jest to, że są na świecie ludzie tacy
jak Wy (mam na myśli wrażliwą na los zwierząt część dyskutantów tego forum).
Jeszcze raz dziękuję za przesłanie kasety.
Dawno mnie tu na forum nie było, dlatego też mój post będzie trochę dłuższy
i złożony z kilku tematów.
Wczoraj kolega pożyczył mi ciekawą książkę, ale o tym za chwilę.
Podpowiedział mi ciekawy pomysł na rozpowszechnianie informacji np. o
wegetarianizmie, wiwisekcji czy czy czymkolwiek innym. Bierzesz ciekawą
książkę i zostawiasz ją w miejscu publicznym z adnotacją by osoba, ktora ją
weźmie po przeczytaniu odłożyła ją w miejscu publicznym dla następnych osób.
Pewnie niektórzy z Was znają ten sposób (jakoś ta akcja się nawet nazywa i
nie jest nowością) a być może sami tak robiliście? Oczywiście istnieje
ryzyko, że pierwszy czytelnik wyrzuci książkę do kosza, ale równie dobrze
pierwszy czytelnik ją przeczyta, być może ktoś z jego rodziny lub znajomych
również ją przeczyta a potem zostawią ją dla innych.
Wracając do książki, którą kolega mi pożyczył. Autorem jest James Serpell,
profesor etyki ekologicznej Uniwersytetu Pensylwańskiego. Książka nosi
tytuł: " W towarzystwie zwierząt".
Wydawca Państwowy Instytut Wydawniczy. Bardzo ciekawa książka i szczerze ją
polecam.
Spis treści:
Część1 Paradoks
Rozdział 1 O pieszczoszkach i świniach
Cześć 2 Przeciwko ulubionym zwierzętom
Rozdział 2 Substytut człowieka
Rozdział 3 Instrumenty głupoty
Rodział 4 Ulubione zwierzęta w społeczności plemiennej
Rozdział 5 Kukułcze jajo
Część 3 Inne spojrzenie
Rozdział 6 Zwierzę jako panaceum
Rozdział 7 Zdrowie i przyjaźń
Rozdział 8 Czworonożni przyjaciele
Część 4 Eksploatacja i sympatia: konflikt interesów
Rozdział 9 Mit supremacji ludzkiej
Rozdział 10 Zabójca o czystym sumieniu
Rozdział 11 Uprawniony do zabijania
Rozdział 12 Utrata łaski
Zacytuję jeszcze krótki tekst z okładki:
"Pierwszą stronę jednej z czołowych gazet brytyjskich zajęła niedawna
historia zatytułowana "Człowiek, który musiał zjeść swego psa, aby przeżyć".
Lecz ktoś, kto musiałby zjeść swoją świnię, aby przeżyć, z pewnością nie
zostałby uznany na godnego najmniejszej wzmianki. A jednak w Chinach, w Korei
i na Filipinach, jak i w kilku innych rejonach świata, zabijanie i zjadanie
psów i kotów jest czymś dość powszechnym. Dlaczego więc mamy traktować te
zwierzęta w sposób tak odmienny? Czy psy i koty zasługują na względy moralne
bardziej niż świnie czy kurczęta? Czy mają jakąś charakterystyczna cechę,
która upoważnia je do tak uprzywilijowanego traktowania? Zrozumiałe, że psy i
koty pod względem estetycznym są przyjemniejsze od świń. I co z tego?
Piosenkarka Madonna jest ładniejsza od papieża, co jednak nie daje jej prawa
do moralnej wyższości. Świnie nie są wcale mniej inteligentne od psów czy
kotów; są zwierzętami czystymi, społecznymi, oswojone stają się miłymi
pieszczochami. Dlaczego więc traktuje się je tak podle? Dlaczego nie
kierujemy się wobec nich takimi samymi względami moralnymi, jak wobec psów i
kotów?"
Ostatnio wpadł mi do rąk Nieznany Świat nr 3, 2004 (159). Ukazał się tam
artykuł "Gorzkie zwycięstwo" . Autorem tego artykułu jest redaktor naczelny
Marek Rymuszko. Cytat z Nieznanego Świata:
"Uchwalenie przez polski parlament ustawy, w której zezwolono na dokonywanie,
praktycznie bez żadnej kontroli, doświadczeń na zwierzętach m.in. w celu
testowania kosmetyków i środków sanitarnych, można ocenić jedynie w
kategoriach kompromitacji, moralnej atrofii ludzi stanowiących prawo i aktu
wandalizmu etycznego.
Chcę dziś opowiedzieć o pewnym wydarzeniu z końca ub.r., w którym redakcja
Nieznanego Świata zaznaczyła swój udział, a które zbiegło się w czasie z
wręczeniem naszej Nagrody Honorowej za 2003r. Stwowarzyszeniu Ekologiczno-
Kulturalnemu Klub Gaja. Uświadamia ono bowiem wyraziście, że działając w imę
nadrzędnych wartości nie należy rezygnować z ich obrony nawet wówczas, gdy
perspektywa osiągnięcia celu wydaje się mizerna, albo wręcz z góry skazana na
przegeraną. A było tak: Jesienią ub.r. Sejm RP pod naciskiem różnych grub
lobbystycznych związanych z przemysłem kosmetycznym i farmaceutycznym
uchwalił - z inicjatywy rządu - nową ustawę o doświadczenich na zwierzętach.
Akt ten trudno ocenić inaczej niż w kategoriach legislacyjnego i etycznego
skandalu. Pod pozorem konieczności dostosowania polskich przepisów do norm
unijnych, co okazało się kłamstwem, parlament statuował bowiem bezduszne i
antyhumanitarne reguły prawne zaspokajające bez reszty oczekiwania
wspomnianych wcześniej grup lobbystycznych. W swoich podstawowych
rozwiązaniach był to akt tak dalece amoralny, że można jedynie zastanawiać
się nad politycznymi i społecznymi mechanizmami, które w ogóle umożliwiają
tego rodzaju stanowienie prawa.
Jeśli chodzi o doświadczenia na zwierzętach, stanowisko naszego pisma jest od
początku jednoznaczne, a jego odzwierciedleniem było wydrukowanie przez
Nieznany Świat (w nr, 12 z 2000r.) wstrząsającej publikacji Tony'ego
Page "Doświadczenia na zwierzętach: nienaukowy nonsesns". Jej autor -
renomowany brytyjski publicysta specjalizujący się w problematyce medycznej -
w rzeczowych do bólu i świetnie uargumentowanych wywodach przypomniał m.in.,
do czego niejednokrotnie w przeszłości doprowadziło testowanie na zwierzętach
specyfików przeznaczonych dla ludzi (np. Thalidomid, uznany za środek w pełni
bezpieczny, pozbawił rąk i móg 10 tysięcy noworodków, a inny lek przeciw
biegunkom o nazwie Clioquino oślepił lub sparaliżował dziesiątki tysięcy
osób, wiele z nich zaś uśmiercił). Wnioski wynikające z praktyki wydają się
nie budzić wątpliwości: okalecznie zwierząt i poddawanie ich brutalnym
eksperymentom pod pozorem poszukiwania nowych farmaceutyków jest nie tylko
nie do przyjęcia z punktu widzenia etycznego i moralnego, lecz także nie
przynosi spodziewanych rezultatów, ergo powinno zostać zaniechane.
Oczywiście trudno nie zdawać sobie sprawy, że postulat ten w obecnym
odhumanizowanym świecie jest praktycznie nie do zrealizowania, co nie zmienia
faktu, że każdy, kto tak właśnię tę sprawę postrzega i czuje, ma prawo do
otwartego manifestowania swojego stanowiska. Z całą zaś już pewnością hańbą -
słowa tego używam z pełną świadomością- jest testowanie na zwierzętach
kosmetyków i wszelkiego rodzaju środków służących tzw. upiększaniu urody.
Zgoda na używanie do tego celu braci mniejszych stanowi przejaw zdziczenia
cywilizacji, w jakiej przyszło nam żyć i żadne - podkreślam: żadne - racje
ani argumenty takiego postępowania nie usprawiedliwiają.
Złotouści polscy parlamentarzyści (wywodzący się ze wszystkich opcji
politycznych - od lewej do prawej), którzy na codzień częstują nas
górnolotnymi frazesami i zapewnieniami o szlachetnych celach, jakie rzekomo
przyświecają im w działaniu, w obliczu wspomnianych racji okazali się głusi.
Uchwalili ustawę, która praktycznie wyjęła spod jakiejkolwiek obiektywnej,
zewnętrznej kontroli doświadczenia na zwierzętach (czytaj: także sposoby ich
uśmiercania), przy czym dotyczyło to nie tylko eksperymentów medycznych, lecz
również testów kosmetycznych. Komisjom etycznym, wydającym zgodę na tego
rodzaju doświadczenia, odebrano praktycznie możliwosć sprawdzenia, czy
warunki, od jakich zgoda taka została uzależniona, są respektowane. Stosowne
uprawnienia w tej mierze przyznano natomiast inspekcji weterynaryjnej, która
uprzednio od tego rodzaju kontroli uchylała się. W dodatku z przyjętej w
ustawie definicji doświadczenia znikły sposoby uśmiercania zwierząt. Dzięki
temu lobbyści załatwili sobie rozwiązanie, zgodnie z którym w odniesieniu do
testów kosmetycznych oraz przemysłowych, czy też doświadczeń, gdzie warunkiem
wstępnym jest zabicie zwierzęcia, niepotrzebna byłaby już aprobata komisji
etycz