Dodaj do ulubionych

Różności.......

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.04, 13:45
Witam
Właśnie obejrzałem filmy nadesłane przez Balbinę. Po obejrzeniu czegoś
takiego jedynym pocieszeniem i nadzieją jest to, że są na świecie ludzie tacy
jak Wy (mam na myśli wrażliwą na los zwierząt część dyskutantów tego forum).
Jeszcze raz dziękuję za przesłanie kasety.

Dawno mnie tu na forum nie było, dlatego też mój post będzie trochę dłuższy
i złożony z kilku tematów.

Wczoraj kolega pożyczył mi ciekawą książkę, ale o tym za chwilę.
Podpowiedział mi ciekawy pomysł na rozpowszechnianie informacji np. o
wegetarianizmie, wiwisekcji czy czy czymkolwiek innym. Bierzesz ciekawą
książkę i zostawiasz ją w miejscu publicznym z adnotacją by osoba, ktora ją
weźmie po przeczytaniu odłożyła ją w miejscu publicznym dla następnych osób.
Pewnie niektórzy z Was znają ten sposób (jakoś ta akcja się nawet nazywa i
nie jest nowością) a być może sami tak robiliście? Oczywiście istnieje
ryzyko, że pierwszy czytelnik wyrzuci książkę do kosza, ale równie dobrze
pierwszy czytelnik ją przeczyta, być może ktoś z jego rodziny lub znajomych
również ją przeczyta a potem zostawią ją dla innych.

Wracając do książki, którą kolega mi pożyczył. Autorem jest James Serpell,
profesor etyki ekologicznej Uniwersytetu Pensylwańskiego. Książka nosi
tytuł: " W towarzystwie zwierząt".
Wydawca Państwowy Instytut Wydawniczy. Bardzo ciekawa książka i szczerze ją
polecam.
Spis treści:
Część1 Paradoks
Rozdział 1 O pieszczoszkach i świniach

Cześć 2 Przeciwko ulubionym zwierzętom
Rozdział 2 Substytut człowieka
Rozdział 3 Instrumenty głupoty
Rodział 4 Ulubione zwierzęta w społeczności plemiennej
Rozdział 5 Kukułcze jajo

Część 3 Inne spojrzenie
Rozdział 6 Zwierzę jako panaceum
Rozdział 7 Zdrowie i przyjaźń
Rozdział 8 Czworonożni przyjaciele

Część 4 Eksploatacja i sympatia: konflikt interesów
Rozdział 9 Mit supremacji ludzkiej
Rozdział 10 Zabójca o czystym sumieniu
Rozdział 11 Uprawniony do zabijania
Rozdział 12 Utrata łaski

Zacytuję jeszcze krótki tekst z okładki:
"Pierwszą stronę jednej z czołowych gazet brytyjskich zajęła niedawna
historia zatytułowana "Człowiek, który musiał zjeść swego psa, aby przeżyć".
Lecz ktoś, kto musiałby zjeść swoją świnię, aby przeżyć, z pewnością nie
zostałby uznany na godnego najmniejszej wzmianki. A jednak w Chinach, w Korei
i na Filipinach, jak i w kilku innych rejonach świata, zabijanie i zjadanie
psów i kotów jest czymś dość powszechnym. Dlaczego więc mamy traktować te
zwierzęta w sposób tak odmienny? Czy psy i koty zasługują na względy moralne
bardziej niż świnie czy kurczęta? Czy mają jakąś charakterystyczna cechę,
która upoważnia je do tak uprzywilijowanego traktowania? Zrozumiałe, że psy i
koty pod względem estetycznym są przyjemniejsze od świń. I co z tego?
Piosenkarka Madonna jest ładniejsza od papieża, co jednak nie daje jej prawa
do moralnej wyższości. Świnie nie są wcale mniej inteligentne od psów czy
kotów; są zwierzętami czystymi, społecznymi, oswojone stają się miłymi
pieszczochami. Dlaczego więc traktuje się je tak podle? Dlaczego nie
kierujemy się wobec nich takimi samymi względami moralnymi, jak wobec psów i
kotów?"

Ostatnio wpadł mi do rąk Nieznany Świat nr 3, 2004 (159). Ukazał się tam
artykuł "Gorzkie zwycięstwo" . Autorem tego artykułu jest redaktor naczelny
Marek Rymuszko. Cytat z Nieznanego Świata:
"Uchwalenie przez polski parlament ustawy, w której zezwolono na dokonywanie,
praktycznie bez żadnej kontroli, doświadczeń na zwierzętach m.in. w celu
testowania kosmetyków i środków sanitarnych, można ocenić jedynie w
kategoriach kompromitacji, moralnej atrofii ludzi stanowiących prawo i aktu
wandalizmu etycznego.
Chcę dziś opowiedzieć o pewnym wydarzeniu z końca ub.r., w którym redakcja
Nieznanego Świata zaznaczyła swój udział, a które zbiegło się w czasie z
wręczeniem naszej Nagrody Honorowej za 2003r. Stwowarzyszeniu Ekologiczno-
Kulturalnemu Klub Gaja. Uświadamia ono bowiem wyraziście, że działając w imę
nadrzędnych wartości nie należy rezygnować z ich obrony nawet wówczas, gdy
perspektywa osiągnięcia celu wydaje się mizerna, albo wręcz z góry skazana na
przegeraną. A było tak: Jesienią ub.r. Sejm RP pod naciskiem różnych grub
lobbystycznych związanych z przemysłem kosmetycznym i farmaceutycznym
uchwalił - z inicjatywy rządu - nową ustawę o doświadczenich na zwierzętach.
Akt ten trudno ocenić inaczej niż w kategoriach legislacyjnego i etycznego
skandalu. Pod pozorem konieczności dostosowania polskich przepisów do norm
unijnych, co okazało się kłamstwem, parlament statuował bowiem bezduszne i
antyhumanitarne reguły prawne zaspokajające bez reszty oczekiwania
wspomnianych wcześniej grup lobbystycznych. W swoich podstawowych
rozwiązaniach był to akt tak dalece amoralny, że można jedynie zastanawiać
się nad politycznymi i społecznymi mechanizmami, które w ogóle umożliwiają
tego rodzaju stanowienie prawa.
Jeśli chodzi o doświadczenia na zwierzętach, stanowisko naszego pisma jest od
początku jednoznaczne, a jego odzwierciedleniem było wydrukowanie przez
Nieznany Świat (w nr, 12 z 2000r.) wstrząsającej publikacji Tony'ego
Page "Doświadczenia na zwierzętach: nienaukowy nonsesns". Jej autor -
renomowany brytyjski publicysta specjalizujący się w problematyce medycznej -
w rzeczowych do bólu i świetnie uargumentowanych wywodach przypomniał m.in.,
do czego niejednokrotnie w przeszłości doprowadziło testowanie na zwierzętach
specyfików przeznaczonych dla ludzi (np. Thalidomid, uznany za środek w pełni
bezpieczny, pozbawił rąk i móg 10 tysięcy noworodków, a inny lek przeciw
biegunkom o nazwie Clioquino oślepił lub sparaliżował dziesiątki tysięcy
osób, wiele z nich zaś uśmiercił). Wnioski wynikające z praktyki wydają się
nie budzić wątpliwości: okalecznie zwierząt i poddawanie ich brutalnym
eksperymentom pod pozorem poszukiwania nowych farmaceutyków jest nie tylko
nie do przyjęcia z punktu widzenia etycznego i moralnego, lecz także nie
przynosi spodziewanych rezultatów, ergo powinno zostać zaniechane.
Oczywiście trudno nie zdawać sobie sprawy, że postulat ten w obecnym
odhumanizowanym świecie jest praktycznie nie do zrealizowania, co nie zmienia
faktu, że każdy, kto tak właśnię tę sprawę postrzega i czuje, ma prawo do
otwartego manifestowania swojego stanowiska. Z całą zaś już pewnością hańbą -
słowa tego używam z pełną świadomością- jest testowanie na zwierzętach
kosmetyków i wszelkiego rodzaju środków służących tzw. upiększaniu urody.
Zgoda na używanie do tego celu braci mniejszych stanowi przejaw zdziczenia
cywilizacji, w jakiej przyszło nam żyć i żadne - podkreślam: żadne - racje
ani argumenty takiego postępowania nie usprawiedliwiają.
Złotouści polscy parlamentarzyści (wywodzący się ze wszystkich opcji
politycznych - od lewej do prawej), którzy na codzień częstują nas
górnolotnymi frazesami i zapewnieniami o szlachetnych celach, jakie rzekomo
przyświecają im w działaniu, w obliczu wspomnianych racji okazali się głusi.
Uchwalili ustawę, która praktycznie wyjęła spod jakiejkolwiek obiektywnej,
zewnętrznej kontroli doświadczenia na zwierzętach (czytaj: także sposoby ich
uśmiercania), przy czym dotyczyło to nie tylko eksperymentów medycznych, lecz
również testów kosmetycznych. Komisjom etycznym, wydającym zgodę na tego
rodzaju doświadczenia, odebrano praktycznie możliwosć sprawdzenia, czy
warunki, od jakich zgoda taka została uzależniona, są respektowane. Stosowne
uprawnienia w tej mierze przyznano natomiast inspekcji weterynaryjnej, która
uprzednio od tego rodzaju kontroli uchylała się. W dodatku z przyjętej w
ustawie definicji doświadczenia znikły sposoby uśmiercania zwierząt. Dzięki
temu lobbyści załatwili sobie rozwiązanie, zgodnie z którym w odniesieniu do
testów kosmetycznych oraz przemysłowych, czy też doświadczeń, gdzie warunkiem
wstępnym jest zabicie zwierzęcia, niepotrzebna byłaby już aprobata komisji
etycz
Obserwuj wątek
    • Gość: Wojtek Różności.......CD IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.04, 13:47
      Złotouści polscy parlamentarzyści (wywodzący się ze wszystkich opcji
      politycznych - od lewej do prawej), którzy na codzień częstują nas
      górnolotnymi frazesami i zapewnieniami o szlachetnych celach, jakie rzekomo
      przyświecają im w działaniu, w obliczu wspomnianych racji okazali się głusi.
      Uchwalili ustawę, która praktycznie wyjęła spod jakiejkolwiek obiektywnej,
      zewnętrznej kontroli doświadczenia na zwierzętach (czytaj: także sposoby ich
      uśmiercania), przy czym dotyczyło to nie tylko eksperymentów medycznych, lecz
      również testów kosmetycznych. Komisjom etycznym, wydającym zgodę na tego
      rodzaju doświadczenia, odebrano praktycznie możliwosć sprawdzenia, czy warunki,
      od jakich zgoda taka została uzależniona, są respektowane. Stosowne uprawnienia
      w tej mierze przyznano natomiast inspekcji weterynaryjnej, która uprzednio od
      tego rodzaju kontroli uchylała się. W dodatku z przyjętej w ustawie definicji
      doświadczenia znikły sposoby uśmiercania zwierząt. Dzięki temu lobbyści
      załatwili sobie rozwiązanie, zgodnie z którym w odniesieniu do testów
      kosmetycznych oraz przemysłowych, czy też doświadczeń, gdzie warunkiem wstępnym
      jest zabicie zwierzęcia, niepotrzebna byłaby już aprobata komisji etycznej, co
      dotyczyło także sposobu uśmiercania zwierzęcia po przeprowadzonych na nim
      doświadczeniach - w sytuacji, gdy nie byłoby ono w stanie nadal żyć z powodu
      doznawanego cierpienia.
      W sprawie tej liczne polskie organizacje - od "Gai" i "Vivy" poczynając, a na
      Komitecie Pomocy dla Zwierząt w Tychach kończąc - skierowały apele i petycje
      m.in. do Senatu RP, gdzie ustawa trafiła do zatwierdzenia. Do tego masowego
      ruchu protestu przyłączyły się również media, w tym m.in. redakcja Nieznanego
      Świata. Ze swej strony - w imieniu kierowanej przeze mnie ogólnopolskiej
      organizacji reportażystów, Stowarzyszenia Krajowy Klub Reportażu podpisałem
      oświadczenie, w którym, przeciwstawiając się stanowczo wspomnianym pomysłom, z
      naciskiem zwróciliśmy uwagę, że uchwalona przez Sejm ustawa w sposób oczywisty
      narusza elementarne zasady humanitaryzmu i etycznego postępowania w sferze
      doświadczeń laboratoryjnych prowadzonych z udziałem zwierząt, z czym godzić się
      nie zamierzamy.
      Niektóre z tych listów trafiły m.in. do członka senackiej Komisji Ustawodawstwa
      i Praworządności, senatora Zbigniewa Romaszewskiego. Jak zapewne dobrze Państwo
      wiedzą - jako że nigdy tego nie ukrywałem - generalnie nie lubię polityków, nie
      cenię ich i im nie ufam. I oto spotkało mnie miłe zaskoczenie. Senator
      Romaszewski bowiem (przypominam: człowiek, który w okresie PRL działał aktywnie
      w opozycji i solidarnościowym podziemiu) zareagował natychmiast. Nie tylko
      podziękował wszystkim uczestnikom akcji, o jakiej mowa, ale także doradził, co
      zrobić, by protesty uczynić skuteczniejszymi.
      Napisałem: senator, ale przecież tak naprawdę to nieistotne, gdyż w ostatecznym
      rozrachunku zawsze najważniejszy okazuje się Człowiek - przez duże C. I taki
      właśnie Człowiek w tamtym gorącym momencie wyszedł nam naprzeciw.
      W swoim otwartym liście opatrzonym nagłówkiem "Zwierzęta do doświadczeń", który
      otrzymała również nasza redakcja, senator Zbigniew Romaszewski napisał, co
      następuje:
      W piątek 12 grudnia Senat RP przyjął ustawę o doświadczeniach na zwierzętach
      wprowadzając do niej poprawki. W ramach rzekomego dostosowania prawa polskiego
      do prawa Unii Europejskiej uchyla ona przepisy rozdziału 9 ustawy o ochronie
      zwierząt, regulującego dotychczas tę problematykę. Piszę o rzekomym
      dostosowaniu, gdyż przepisy ustawy o ochronie zwierząt nie tylko były zgodne z
      odpowiednią dyrektywą europejską, ale wręcz ją wyprzedzały, co przyznała
      przewodnicząca stosownej Podkomisji Komisji Europejskiej Sonia van Tachelen.
      Sama dyrektywa 86/609EWG, do której dostosowano polską ustawę, jest już
      przestarzała, powstała w roku 1986 i aktualnie trwają prace nad jej
      nowelizacją. Jaki był sens psucia polskiego prawa, bezwzględnie lepszego i
      angażowanie do tego celu czasu rządu i parlamentu, może wyjaśnić tylko rząd.
      Tak więc mamy do czynienia z niewątpliwym regresem uregulowań dotyczących
      doświadczeń ze zwierzętami w stosunku do uregulowań dotychczasowych - napisał
      senator. A dalej: Na etapie prac senackich za sukces nas wszystkich (m.in.
      waszej kampanii) należy uznać wyeliminowanie doświadczeń z użyciem zwierząt do
      testowania kosmetyków i produktów higienicznych. Ponadto udało się zaliczyć do
      doświadczeń eksperymenty robione na martwych zwierzętach i objąć je stosownym
      nadzorem. Ustawa w wersji sejmowej takie doświ8adczenia wyłączała z uregulowań
      ustawowych. Teraz zreferuję, co przegraliśmy dzięki sympatii większości
      senackiej do wiceministra Pilarczyka, czyli inaczej mówiąc, co z naszego
      wspólnego punktu widzenia zostało przegłosowane negatywnie i dla sprawy ochrony
      zwierząt bardzo niekorzystnie. Niestety, zgodnie z art.33 nadzór weterynaryjny
      nie obejmuje bezpośredniego nadzoru nad przebiegiem samego doświadczenia.
      Odpowiednia porawka mniejszości mojej Komisji spotkała się z nieprzejednanym
      stosunkiem m.in. ministra Pilarczyka i została odrzucona przez większość SLD.
      Nie udało się również z podobnych względów przeprowadzić poprawek dotyczących
      udziału czynnika społecznego (komisja etyczna, organizacje pozarządowe). Jedyną
      szansą włączenia organizacji pozarządowych w nadzór nad przeprowadzanymi z
      użyciem zwierząt doświadczeniami stanowi wniesiona przeze mnie i przyjęta przez
      Senat (udało się choć tyle!) poprawka do art.33 dająca nowy ustęp o tym, że
      Inspekcja Weterynaryjna w zakresie sprawowania nadzoru, o jakim mowa w ust.1
      (nadzór nad doświadczeniami), może współdziałać z organizacjami społecznymi,
      których statótowym celem działania jest obrona zwierząt. Gdyby w podjęciu
      takiej współpracy napotkali państwo na trudności, prosze o informację, obiecuję
      interwencję.
      Dziękuję za współpracę, szkoda tylko, że gwałt został podniesiony tak późno, bo
      bez pomocy osób zainteresowanych i wiedzących z własnych doświadczeń życiowych,
      gdzie odbiera się uprawnienia obywatelom, nie sposób parlamentarzystom opanować
      koszmarną "biegunkę legislacyjną".
      Wkrótce potem Sejm nieznacznie tylko skorygowaną ustawę "zaklepał", czyniąc to
      w taki sposób, że większość poprawek wprowadzonych przez Senat odrzucił, po
      czym trafiła ona na biurko prezydenta, czekając na jego podpis.
      Razem z wieloma innymi organizacjami i instytucjami (mam na myśli zarówno
      Stowarzyszenie krajowy Klub Reportażu jak i redakcje prasowe, w tym także
      Nieznany Świat) zwróciliśmy się wówczas do Pana Aleksandra Kwaśniewskiego z
      apelem o zawetowanie tego ahumanitarnego aktu prawnego, usilnie forsowanego
      przez rząd i jego sejmowo-senackich popleczników. Skłamałbym zarazem mówiąc,
      że gdy wraz z innymi podpisywałem ten apel, miałem w sobie wiele wiary, że
      okaże się on skuteczny. Zbyt często bowiem w prze4szłości prezydent RP
      podpisywał ustawy, które w moim - naszym - przekonaniu nie powinny stać się
      obowiązującym prawem. Należało wiec liczyć się z ewentualnością, że tak może
      być i tym razem. A jednak stało się inaczej. Ustawa o doświadczeniach na
      zwierzętach została przez prezydenta zawetowana, i to z tak miażdżącym dla jej
      autorów uzasadnieniem, że powinni ze wstydu zapaść się pod ziemię (nie zapadli
      się ). Darujmy sobie przy tym domysły, komu tak naprawdę tę ważną decyzję
      zawdzięczamy (wśród doradców prezydenta i osób funkcjonujących w jego
      najbliższym otoczeniu jest m.in. Barbara Labuda, co trzeba uznać za dotknięcie
      boskiego palca, generalnie w sferach władzy nieobecnego). Tak już poza
      wszystkim w tamtejszej kancelarii pracuje grupa bardzo dobrych prawników,
      którzy po zapoznaniu się z legislacyjnym knotem, jaki im spłynął na biurko,
      musieli złapać się za głowę.
      W komentarzu na temat tej sprawy opatrzonym tytułem Zwierzęcy bubel i
      wydrukowanym w Gazecie Wyborczej (nr 11 z br.) Ewa Siedlecka napisała, że
      prezydencki
      • Gość: Wojtek Re: Różności.......CD IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.04, 13:48
        W komentarzu na temat tej sprawy opatrzonym tytułem Zwierzęcy bubel i
        wydrukowanym w Gazecie Wyborczej (nr 11 z br.) Ewa Siedlecka napisała, że
        prezydenckie weto może obronić nie tylko zwierzęta, ale także Polskę - przed
        kompromitacją. Prezydent nie zgodził się , aby zwierzęta były uśmiercane w
        ramach doświadczeń i wykorzystywane do testów wyrobów kosmetycznych i
        higienicznych bez kontroli. Rząd twierdził, że ustawa dostosowuje nas do
        wymogów unijnych. Tymczasem Unia zmienia właśnie swoją dyrektywę i chce
        zaostrzenia ochrony zwierząt laboratoryjnych. I dalej: Ustawę napisało
        Ministerstwo Rolnictwa, które nie zna się na temacie. Nie skonsultowano się z
        Krajową Komisją Etyczną ds. Doświadczeń na Zwierzętach. A kiedy Komisja
        zaproponowała zmiany - ministerstwo je zignorowało. Sejm może odrzucić weto. W
        obronie bubla, bo własny.
        Kiedy pisałem te słowa (koniec stycznia) stanowisko Sejmu wobec prezydenckiego
        veta nie było jeszcze znane. Niezależnie jednak od tego, jakie się ono
        ostatecznie okaże (gdyby - odpukać - veto to zostało odrzucone, należy
        natychmiast wnieść skargę do Trybunału Konstytucyjnego), stało się coś ważnego.
        Zmasowany nacisk opinii publicznej sprawił bowiem, że aktowi wandalizmu
        prawnego i etycznego, którym była ustawa o doświadczeniach na zwierzętach w
        kształcie, jaki nadał jej parlament, została skutecznie przeciwstawiona
        stanowcza, zbiorowa dezaprobata dla tego rodzaju poczynań i wspólnota empatii.
        Rodzi się wszakże w tym kontekście szereg pytań niepokojąco zawisających w
        próżni. Jak to sie stało, że rząd 40 milionowego kraju forsuje tak zły,
        bezduszny akt prawny, posługując się w dodatku kłamstwami w sferze
        uzasadnienia jego niezbędności (rzekome dostosowanie prawa do norm unijnych)?
        Jaką moralnością i etyką legitymują się parlamentarzyści uchwalający ów akt
        wbrew powszechnym społecznym protestom? Czy ci ludzie mają w ogóle sumienie,
        czy też po prostu nie wiedzą (bo w przypadku częsci z nich tak właśnie może się
        dziać), co uchwalają? Ta ostatnia ewentualność, koniecznie dodajmy, osób, o
        jakich mowa, w miczym nie usprawiedliwia, a jeśli wykładnikiem ich poziomu
        intelektualnego i etycznego ma być głównie pobieranie wysokich diet z
        państwowej kasy, niech idą w cholerę tam, skąd przyszli. Czy - dalej - ów
        wiceminister rolnictwa, który całą rzecz usilnie forsował, nie powinien już
        następnego dnia po prezydenckim vecie wylecieć z hukiem z posady (nie wyleciał)?
        Retoryczne to wątpliwości i pytania. Ale jest też w tym wszystkim miejsce na
        nutę optymizmu. Casus, któremu poświęciłem dziś swoją Ścieżkę, uświadamia
        bowiem, że w obliczu tego rodzaju sytuacji nie musimy być bezsilni. To bardzo
        ważne doświadczenie, z którego należy umieć w przyszłości wyciągać właściwe
        wnioski."

        W tym samym numerze NŚ jest też artykuł "Z pozycji leżącego", w którym pewien
        człowiek opowiada swoje życie spędzone w bólu. Cały czas miał różne wypadki i
        większość swojego życia spędził w szpitalach. W Wiecznej Treblince mamy
        przykłady ludzi, którzy sami doznając cierpienia, zaczęli widzieć cierpienia
        zwierząt spowodowane przez człowieka. W przypadku tego człowieka jest
        identycznie. Mały fragment z NŚ:
        "Na wszystko co tu opisałem, mam dowody - historie choroby, zdjęcia, świadków,
        wycinki prasowe i blizny. Wiem też obecnie, że najdoskonalszym endoskopem jest
        doświadczenie splątane z wyobraźnią. Wiem, że informować trzeba szokowo, np.
        pokazywać palaczom posekcyjne płuca nowotworowe i najeżoną tysiącami szpilek
        tchawicę faceta, który układał watę szklaną bez maski. Chorobę wrzodową żołądka
        pojmie każdy, kto miał okazję w przychodni zdrowia w Skarszewach zobaczyć
        bardzo prawdziwy plakat z przekrojem tego wora.
        Teraz chyba będzie Wam łatwiej pojąć ogrom bólu i strach małpek, którym
        psychognoje wyjadają żywe mózgi w ekskluzywnych lokalach Dalekiego Wschodu.
        Jaką rozpacz i ból przeżywają miliony szczygłów nadziewanych na patyki na
        chrześcijańskiej Malcie. Zgadzam się na śmierć byków w Hiszpanii, Portugalii,
        czy Meksyku, ale pod warunkiem, że nie jest to zabijanie ogłupiałych zwierząt w
        pseudowalce. Niech wielki, barwny, zgrabny i buńczuczny facet wyjdzie do byka
        sam, bez broni i płatnych siepaczy. Niech dopiero wtedy zaklaszczą mu w tych
        chrześcijańskich krajach. Co ty na to, miłosierny Franku z Asyżu!?"

        Na zakończenie wege humor z dawnych numerów WŚ:
        -Panie doktorze, pół roku temu powiedział pan, że jak zrezygnuję z mięsa,
        łatwiej będzie mi przestać palić.
        -I co? Żadnych zmian?
        -No owszem, jest pewna poprawa. Przedtem paliłem co popadło - teraz tylko
        sklepy mięsne, masarnie i rzeźnie.


        -Młody lew wpada do rodzinnej jaskini:
        -Zostaję wegetarianinem!
        -Synku najdroższy! -ubolewa stara lwica. - I co ty będziesz jadł?
        -Wszystko, co spadnie z drzewa - małpę, panterę, może czasem nawet
        Murzyna.......

        Pozdrawiam
        Wojtek



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka