martvica
26.09.08, 21:35
Pierwsze w życiu podejście do dyni zrobiłam. Dynia mała, bo trzykilowa.
Postanowiłam zrobić zupę-krem. Z braku rozsądnego przepisu było na wyczucie.
Rozgrzałam olej w garnku, wrzuciłam dużą pokrojoną cebulę i trzy ząbki czosnku
(przekrojone tylko). Posmażyłam chwilę, wrzuciłam pół dyni (obranej,
wypestkowanej i pokawałkowanej, rzecz jasna). Zalałam wrzątkiem do połowy
wysokości, dorzuciłam kawałek imbiru w kawałeczkach, trochę garam massali,
kuminu, mielonej kolendry i kardamonu, oraz prawie pełną łyżeczkę sambal
oelek. Mieszałam od czasu do czasu, dopóki dynia nie zrobiła się miękka, po
spróbowaniu stwierdziłam że czegoś mi brakuje i w ramach równoważenia smaków
dorzuciłam pół dużego kwaśnego jabłka (niedojrzałe Lobo jest OK), obranego i
drobno pokrojonego. Pogotowałam jeszcze chwileczkę, zmiksowałam na krem,
chwilę przed tym zabiegiem przypominając sobie że właściwie nie dodałam soli.
Z powodu braku sosu sojowego skończyło się na kostce bulionu warzywnego. Zupę
już w miseczce posypałam podprażonymi na suchej patelni pestkami dyni i w
przypływie geniuszu skropiłam zalewą spod śliwek moczących się w garnku obok
(czerwone wino, ocet winny, cukier, korzenie).
Mrrrrrr...