Panie Piotrze Iwicki powiem tak: rozbawił mnie Pana wpis na blogu do łez; ) walczy Pan o opinie w sprawie jakiejś swojej małej imprezki (kino letnie), jakby chodziło o pana życie, a takich imprez wszędzie dokoła odbywają się setki. Nie chce mi się przepychać i walczyć na miny – przez chwilę, kiedy tam przyszłam (wcale nie zmieszana, bo niby dlaczego – ale jak to mówią „każdy sądzi według siebie” i pan uważa, że ja powinnam czuć się zmieszana, więc w pana opinii byłam zmieszana) – więc jak już przyszłam do tego zakątka na parkingu przy gminie, to wcale mnie nie obchodziło ile jest osób, czy pana pokaz jest większy, czy mniejszy niż mój wcześniejszy – gdyby o to chodziło, to przysłałabym kogoś z mojej młodzieży (mam ich aż nadto, a moi znajomi, którzy to przeczytają, wiedzą o czym mówię

, zrobiliby zdjęcia, albo nawet film, policzyli dokładnie i tyle. Jakoś do tej pory nie ukazał się z mojej strony żaden taki komentarz (nawet jak pan wcześniej w jakiejś gazecie napisał, że na rynku były „niezliczone ilości straganów” co podczas towarzyskich spotkań w gronie znajomych do dziś jest już przysłowiowe i weszło do zestawu sloganów jako przykład superkitu, w który nikt nie wierzy – to też nie komentowałam – bo po co?). Teraz pan wysmarował wpis na kartkę A4 starając się nie wiem po co deprymować coś, co już robił ktoś wcześniej, mało tego – starając się mnie osobiście dotknąć czy obrazić. Nie obrażam się – na „Pachnidle”, które kiedyś wyświetliliśmy na Rynku było ponad 300 osób (a licząc Pana miarą 900

, zabrakło miejsc, ludzie siedzieli na okolicznych ławkach i akurat tamtego wydarzenia dokumentację zdjęciową cały czas posiadam (a tym razem Pan jakoś wyjątkowo się zdjęciami nie chwali). Na wczorajszy film przyszłam bo lubię kino francuskie, za mną siedziały Pani Adamiak, Pani sołtys Wolska i mama Pani Adamiak – mogą poświadczyć, że nie oglądałam się za siebie bo przyszłam, na film a nie „do kina”. I jeszcze jedno, wczoraj wieczorem na tym parkingu kiedy widziałam, że wprawdzie ludzi nie jest wiele, ale głównie przyszła młodzież - pomyślałam sobie, że to fajnie, że mogli przyjść, razem obejrzeć film zamiast na przykład pić piwo (choć film promował m.in. palenie jonitów jako sposób na życiowe problemy i nie wiem co na to pani pełnomocnik od uzależnień). Pewnie to Pana nie zmartwi, ale po tym całkiem niepotrzebnym ataku odpadło panu kilku widzów, bo ani „Betko z koleżanką”, ani „nasza młodzież” (nasze dzieci z przyjaciółmi), która też przyszła na wczorajszy pokaz (ale są w wieku kiedy afiszować się z rodzicami to obciach i przypał) już więcej na pewno nie przyjdzie. I tak teraz integruje się Raszyn - powodzenia