18.09.09, 22:41
witam wszystkich:) z checia dolacze do waszego grona, wiec na poczatek
przyblize moja historie.

Nigdy nie wiedzialam o istnieniu czegos takiego jak borderline. Do psychiatry
zglosilam sie z powodu nasilajacej sie depresji. Bylo to w styczniu 2009.
Dostalam leki, ktore niestety nie pomogly i trafilam do szpitala z powodu
ciezkiej dperesji i nasilonych mysli samobojczych. Pamietam tamtem okres jak
przez mgle, wiem, ze nie mialam juz sily zyc. Co zapamietalam najbardziej?
"BOLI MNIE ZYCIE", te slowa najpelniej oddaja to co wtedy czulam... Szpital
okazal sie niezbedny, gdyz moje pragnienia zwiazane ze smiercia stawaly sie
coraz silniejsze i coraz trudniejsze do opanowania. Doszlo do tego, ze balam
sie zoastac sama w domu, oczami wyobrazni widzialam jak staje noga na
parapecie i wyskakuje z okna lub z wielka luboscia przygladam sie lekom, ktore
wystarczylo "tylko" polknac. W szpitalu przebywalam ponad 4 tygodnie,
ustabilizowali mnie na tyle, abym kontynuowala leczenie w trybie
ambulatoryjnym. Dzieki badaniom, ktore zrobiono mi w szpitalu, dowiedzialam
sie, ze mam pograniczne zaburzenie osobowosci plus zespol
obsesyjno-kompulsyjny. Tak, to moje pietno i krzyz... Od 6 miesiecy nasilaja
sie u mnie problemy z jedzeniem. Poczatkowo byla to anoreksja bulimiczna, a od
3 miesiecy klasyczna anoreksja. Wiec kolorowo nie jest;(

Jestem obecnie pod opieka psychologa i psychiatry, trwam w terapii juz 9
miesiac. Wiec jak na uciekajacego bordera dlugo;) Wlasciwie, nie wiem dlaczego
napisalam. Hmmm, tzn wiem. Czytam wasze watki i czuje sie troche "nielojalna"
wobec was:) Ja mam dostep do waszych historii a wy mojej nie znacie. No wiec
pierwsze koty za ploty.

Z czyma mam teraz najwiekszy problem jesli chodzi o borderline? Bardzo mnie
boli wszystko to, czego sie dowiaduje o swojej chorobie. Tylko, ze nareszczcie
dzieki temu zaczynam rozumiec moje zachowania, odkrylam racjonalne
wytlumaczenie:) Wasz watek dotyczacy tego, czy borderzy umieja kochac bardzo
mnie poruszyl. Jestem w zwiazku od przeszlo 6 lat i nigdy wczesniej nie mialam
zadnych obiekcji dotyczacych mojej milosci do Niego. Ale jak sie nad tym
glebiej zastanowic... A moze to rzeczywiscie strach przed byciem samemu, przed
porzucieniem, swego rodzaju przyzwyczajenie, a nawet wygodnictwo? Jak to
strasznie brzmi. Gdybym nie wiedziala, ze jestem chora, powiedzialabym, ze
kocham go do granic wytrzymalosci. Ale jestem chora. Wiec czy na pewno?

Serdecznie pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • liljah Re: nowa:) 21.09.09, 21:30
      Napewno go Kochasz. Ja nie wieże, że BPD nie umieją kochać.. Coś jest w tym
      stwierdzeniu, ale ja bardziej bym to określiła, że kochają inaczej.

      Bardzo fajnie, że chciałas byc tak lojalna, bo z przyjemnością (?) czytałam
      Twoja historie. Chodź nie podbudowała mnie bardzo szczerze mówiąc.. ale pisałaś
      to z takim spokojem.. szkoda, że nie widziałam jej wcześniej!

      Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka