czita88
23.01.12, 00:39
Nienawidzę się. W tym momencie na przykład mam się serdecznie dość.
Ostatnio oglądałam RwT (wstyd:)) gdzie była gruba babka spotykająca się z każdym facetem, który jej chciał, żeby uprawiać seks i słuchać ich zachwytów. I podobno takie zachowanie świadczy o tym, że szuka ona w relacjach z nimi potwierdzenia własnej wartości. Sama jej nie zna, nie widzi. Hmm...
Mnie ta nasza zmienna samoocena powoli skrajnie wykańcza. Gdy jestem sama, zazwyczaj jest ona bardzo niska. Czuję, że na nic nie zasługuję. Że jestem beznadziejna, że wszystko zj*bałam, czuję się winna. Czuję, że nie panuję nad sobą, że wszystko robię źle. Jestem niezadowolona z siebie. Chcę się schować przed światem. Wrosło to we mnie. Rzadko kiedy udaje mi się zrealizować plan dnia jaki sobie założyłam, przestrzegać postanowień, nie ulegać nałogom, natręctwom. Zawsze, gdy ulegam tricho brzydzę się sobą. Czyli praktycznie codziennie. Gdy sobie niszczę skórę nerwowo. Gdy marnuję czas. Gdy poddaję się emocjom, niszczę relacje z innymi. Nienawidzę się za to wszystko. Plus te lata zaburzeń odżywiania, gdy po prostu ufff skrajnie się nienawidziłam, po prostu wrrr, nie mogłam patrzeć w lustro ;( ;( ;(. Więc gdy jestem sama to w 90% myślę o sobie źle (im starsza jestem tym bardziej to sie nasila). Są dni - wyjątki, jak we wszystkim. Dni kiedy panuję nad sobą, dbam o siebie, nie ulegam tricho, ruszam się i wyżywam w ten sposób, mądrze spędzam czas. Ale zazwyczaj jest źle lub udaję, że jest ok (mam wszystko w dupie). A potem pojawia się facet (zazwyczaj). Mimo, że sie nie staram (a może własnie dlatego??) jest mną oczarowany. Czasem dostaje na łeb, zależy od osobnika i okoliczności. I to jest ku*wa miłe. Czuję się wtedy fajnie, wyjątkowo. To mnie "łechce". Spojrzenia mężczyzn czynią mnie boginią, spojrzenie z lustra i to wstecz, pogrąża. Ja się tymi facetami w pewnym sensie bawię ;( ! Nie potrafię im odmawiać, nie kończę definitywnie poprzednich związków, chyba może po to, aby nie tracić tego uczucia, że ktoś mnie chce/ wielbi/ potrzebuje/ widzi moje zalety, itp. , tłumacząc się sama przed sobą sentymentem czy poczuciem winy ("nie mogę mu tego zrobić", "nie chcę być tak okrutna" - np. dając kosza). Nie potrafię zrezygnować chociażby z flirtów z innymi, dla tylko jednego, z którym mam być, który odkryje po kolei wszystkie moje wady, pozna mnie za bardzo i swojej wartości (przynajmniej jej potwierdzenia) nie będę miała już gdzie szukać... Ostatnio, gdy usłyszałam swoje słowa - tłumacząc kumpeli dlaczego mimo, że wg niej i mnie, nie powinnam, pogodziłam się z kims, i dlaczego tęsknię za byłym: "no bo ja lubię jak mnie ktoś kocha :(" - zrozumiałam jak bardzo żałosne i desperackie jest to co ja ku*wa wyprawiam :(..... Plus z przeszłości akcje gdy miałam kogoś w dupie, ale mu się oddawałam, bo przejawiał mną zainteresowanie :( (tak chyba po prostu było)...
Do tego najgorsze - nie wiem czego chcę. Ja naprawdę ku*wa nie mam pojęcia czego chcę. Wiem co czuję, nie wiem czego naprawdę pragnę. A uczucia się zmieniają. Ostatnio pojawiło się dodatkowo coś dziwnego. Kiedyś w związkach było tylko "chcę z nim być !!!!" na zmianę z "chcę żeby zdechł ;( !!!!". Potem zaczęło się bardzo często pojawiać "nie chcę z nim być :(, mimo że ..." i tu masa wspomnień i ścisk serducha. Teraz jest już "chcę z nim być, ale...." i wyszukane wady oraz przejawy katastrof w przyszłości. Już nie wierzę swoim uczuciom. Już na początku. Czasami się im poddaję, ale opamiętuję się, wiem, że nie mogę na nich polegać, że nic na nich nie zbuduję... Wyszukuję prognoz, że będzie źle, wyobrażam sobie najgorsze sxcenariusze. Nie potrafię już tworzyć w głowie tych dobrych... Boję się kochać. Nie wierzę, że oni mogą mnie kochać (wiedząc jaka jestem, a nawet nie wiedząc prawie nic...). I wciąż nie wiem, czego chcę... Gdy chodziłam do psycholog, i zadawała pytania (wspominalam tu) odnośnie relacji z byłym, z nowo poznanym, itd., pytając czego chciałabym najbardziej, to miałam pustkę w głowie lub sprzeczne chęci w sercu. I odpowiadałam jej często tak, jak odpowiedziałaby normalnie czująca i myśląca laska. Bo wiem czego powinnam chcieć, ale za cholerę nie mogę sobie tego napędu w dupę wsadzić!!! Raz tak, raz tak, raz jeszcze inaczej ;( !!! Gówno znaczą moje uczucia, plany, słowa. Ja gówno znaczę... Nie ma mnie. Nie wiem kim jestem.