Dodaj do ulubionych

Po co Wam to?

05.11.12, 19:38
Jestem tu od niedawna, ale przeczytalam kilka watkow. I jedyne co mi po tym zostało to ogromne zniechecenie i umeczenie. Ludzie, to jest jeden wielki gar, gdzie wrzucacie tylko swoje żale. Naprawde Wam sie chce? Tez mam bpd, ale nie musze ciagle pisac na forum i wywalac swoich frustracji. Dochodze do wniosku, ze ludzie (czy maja bpd czy nie) jak czytaja takie rzeczy to tylko utwierdzaja sie w tym, ze Ci zaburzeni to demony, ktore powinni siedziec w klatce! A wcale tak nie jest, też czesto robie pieklo, ale umiem sie ogarnac. Wkurze sie na siebie raz i drugi, potem moze i tak zrobie 100 razy to samo i kogos skrzywdze. Ale za 101 mi sie uda opanowac, wierze w to, kiedys ze mna i tak bylo gorzej, dlatego nie mowcie ze z tego sie nie wychodzi! Ja w to wierze cala soba, bo juz widze u siebie poprawe. Mysle ze jest duzo przypadkow, ktore maja podobnie do mnie, jestescie tu? Nie pozwolcie, by robili z nas dzikusow, ktore powinno sie wybic, by swiat byl piekniejszy.
Wszystko tu wyglada tak jakby bordy nie mialy zadnych milych chwil w zyciu.
A "chora" mlodziez (w sumie nie tylko) ktora juz odkryla mode na bpd tylko utwierdza sie w tym, ze moze kazdym pomiatac -bo i tak zwali to na chorobe.
Pomyslcie, moze zalozmy choc jeden watek, w ktorym nie bedziecie sie żalośnie nad sobą uzalac.
Wtedy swiat bedzie piekniejszy. A byli partnerzy bordow, ktorzy ciagle odpisuja z irytacja i sie na nas wszystkich wyzywają moze powinni isc na terapie? :)

HEJTUJCIE
Obserwuj wątek
    • spaprany Re: Po co Wam to? 05.11.12, 23:10
      Proszę uprzejmie:

      "Tez mam bpd, ale nie musz
      > e ciagle pisac na forum i wywalac swoich frustracji."

      No właśnie: to, że TY nie musisz kompletnie nie oznacza, że MY nie możemy :) Piękny przykład z cyklu "myślenie bpd": "JA się potrafię ogarnąć", "JA to", "JA tamto". Pojawia się na forum kooktajl i dnia trzeciego pisze: "O nie, jakie koszmarne forum! JA chcę, żeby było inne! CI powinni przestać pisać, CI zacząć pisać w innym tonie, a TY i TY pójdziesz na terapię!". God mode on? Daj spokój. To forum nie jest po to, żeby świat był piękniejszy. Po mnie się nie spodziewaj, że będę zawijał borderową kupę w pazłotka i pisał o tym, jak o cukierku - nigdy w życiu tego nie zrobiłem ani nie zrobię, ani dla świętego spokoju, ani dla poprawy wizerunku zaburzenia wśród ludzi, ani z żadnych innych pobudek.

      Jeżeli jest tak, jak piszesz - serdecznie Ci gratuluję, bez ironii. Zwłaszcza tego, że się potrafisz ogarnąć, bo jeszcze nie słyszałem, żeby ktoś z bpd się tym szczerze i otwarcie pochwalił. Myślałem, że bpd właśnie na tym polega, że się nie można ogarnąć i wyzbyć natury leminga, ale wiesz, całe życie się uczę - może źle myślałem. Jak do tej pory bardzo oszczędnie i bez emocji o sobie piszesz, ale TY pewnie wiesz, ile krzywd w życiu narobiłaś, sobie i najbliższym. Chyba że wolisz o tym nie myśleć i Twój sposób na wyzdrowienie to jest mantra, że wszystko jest okej.

      Jednym z konstytucyjnych problemów bpd jest permanentna nieumiejętność zmiany swojego podejścia do pewnych rzeczy, w tym do trwałej wiary w sens pracy nad sobą i do zachowania jakiekjkolwiek konsekwencji w tej pracy. Jak rozumiem twierdzisz, że to przełamałaś i cieszysz się trwałymi, zauważalnymi postępami w tej pracy. Pozwól, że też Ci wyznaczę drogę - TO jest bezcenne i godne uwagi, powinnaś pisać O TYM, a nie się żalić, że forum jest be ;)

      A teraz zobacz, jak będzie optymistycznie: mam taką nową, bezcenną umiejętność, którą JA wyniosłem z mojego związku - zauważyłem, że ludzie, na czele ze mną, z lubością mówią innym, jak żyć i którędy iść. Im większy ktoś ma burdel na własnym podwórku, tym głośniej krzyczy przez płot do sąsiada, żeby posprzątał. Od pewnego czasu "budzę się" za każdym razem, jak mi się to przytrafia i wprowadzam korektę. Niby mała rzecz, a cieszy. Więc raz-dwa-ćwicz:

      "myślę, że mogłabyś założyć wątek i powolutku w miarę chęci i możliwości popisać, jak TY sobie radzisz z zaburzeniem. Jeżeli coś mogłoby spowodować, że nawet tutaj zaświeci słońce - to może właśnie to?".

      Zwróć uwagę na taką oczywistość: to jest FORUM PUBLICZNE, którego cechą jest prawie nieograniczona wolność wypowiedzi. Nikt stąd nie usuwa wpisów dających nadzieję i poprawiających samopoczucie jednych i drugich - bordów i partnerów, nikt tego nie moderuje. Tych wpisów po prostu pojawia się tyle, ile widzisz, czyli praktycznie się nie pojawiają. Jasne, trzeba brać poprawkę na to, że forum siłą rzeczy gromadzi takich, którzy są na tyle wściekli / smutni / zawiedzeni / rozczarowani / przestraszeni, żeby szukać pomocy w anonimowej sieci. Są tysiące takich, którym do śmierci nawet do głowy nie przyjdzie, że jest coś takiego jak bpd i że to może trawić ich samych albo partnerów. Są tysiące takich, którzy są tak zaszczuci, że nawet w sieci nie sięgną po informację albo pomoc.

      Co do siebie samego - akurat ja od początku twierdzę, że nikogo zdrowego na duszy związek z bordem nie spotyka i nie traktuję siebie jako ofiarę mojej byłej kochanej kobiety. Świetnie sobie radzę bez terapii - nie biorę leków, nie ćpam, nie piję, nie wdaję się w krzywdzące relacje partnerskie. Po wielu latach rzuciłem palenie, dużo pracuję, w zasadzie jest ze mną znacznie lepiej, niż bywało nawet przed moim toskycznym związkiem. Teraz zaglądam tutaj po to, żeby rzucić światło, które może oszczędzić mnóstwo cierpienia. Owszem, czasami piszę ostro i bez ogródek, ale tylko tam, gdzie widzę głupotę i brak refleksji - bo tego nigdy nie wybaczałem sobie i nie wybaczam innym. Wiem, że czasami nic tak skutecznie nie pomaga, jak usłyszeć od kogoś "zobacz, co robisz, to idiotyczne!". Myślę, że ktoś, kto tu trafi i przeczyta uważnie to, co w kilku miejscach napisałem może na tym bardzo skorzystać. Sam poukładałem sobie różne rzeczy między innymi w wyniku tego, co przeczytałem na tym forum.
    • 7mka7 Re: Po co Wam to? 03.12.12, 16:15
      Nie wszyscy się użalają i marudzą jak jest ciężko. Znam osobiście kilku takich którzy cieszą się życiem pomimo diagnozy. JA też się staram. Czasem nie wychodzi, ale jednak prowadzę całkiem normalne życie ( w moim rozumieniu) i nie narzekam... zazwyczaj - poza tymi chwilami gdy narzekam ;)
      Moda na bordera jest widoczna wszędzie i taka jest prawda, że co druga młoda osoba twierdzi że to ma... Ciekawe czemu nie ma mody na schizofrenię, albo rozszczepienie jaźni - to jest dopiero czadowe!? :P
      • dzedlajga Re: Po co Wam to? 03.12.12, 16:53
        7mka7 napisał(a):

        > Nie wszyscy się użalają i marudzą jak jest ciężko. Znam osobiście kilku takich
        > którzy cieszą się życiem pomimo diagnozy. JA też się staram. Czasem nie wychodz
        > i, ale jednak prowadzę całkiem normalne życie ( w moim rozumieniu) i nie narzek
        > am... zazwyczaj - poza tymi chwilami gdy narzekam ;)
        > Moda na bordera jest widoczna wszędzie i taka jest prawda, że co druga młoda os
        > oba twierdzi że to ma... Ciekawe czemu nie ma mody na schizofrenię, albo rozszc
        > zepienie jaźni - to jest dopiero czadowe!? :P


        Bo schizofrenię, to będą miały wasze dzieci jeśli się nie ogarniecie!

        Poczytaj sobie mój wątek z innego forum

        forum.gazeta.pl/forum/w,15184,140888185,140888185,borderline_czy_chad_.html
        • jamama03 Re: Po co Wam to? 03.12.12, 18:49
          kotleś dzj...baba jaga....Ty sie najpierw ogarnij a potem prezentuj swoje poglady...sądząc po wpisie zajmie Ci to trochę czasu...do gwiazdki raczej nie zdążysz dlatego proszę nie wyrywaj się z pisaniem w prezencie.
          wiem co schizofrenia i co bpd....
          nie temat do ....ogarnij sie !!!!!
          • jamama03 Re: Po co Wam to? 03.12.12, 21:59
            Ogarnęłam się ja ...
            Przykro mi że Ciebie życie tak doświadczyło ale proszę nie strzelaj ślepo po tłumie.
            Nie ma w nim Twojej mamy.
            Są za to liczne istoty ofiary podobnych twojej mamie kobiet , albo ofiary przypadku który sprawił że urodziły się w rodzinie z ...deficytem...czegoś tam...
            To wszystko tyko dane...
            Uwielbiam krótkie uwagi mojego ojca ...które zazwyczaj wyprowadzały mnie z psychicznego doła...
            jak było mega ciężko wszedł...usiadł...powiedział...życie jak jazda autobusem...teraz masz taki przystanek...za chwilę autobus pojedzie dalej...dalej...dalej...(pomogło, dało dystans)

            niedawno powtórzył zasłyszane słowa...."Życie jest dane i zadane... " powiedział do mnie do siebie w eter...nie rani umyślnie...przypadkiem lub w emocjach zadaje ciosy celnie...
            stara się...jak większość z nas jakoś ...nie ranić... to jedno z jego zadań...uczeń taki sobie...ale w tej szkole "...nie będziemy repetować żadnej zimy ani lata"

            Każdy dzień, każda chwila...zadana...czasami trzeba rozprawić się z przeszłością...ale istnieje TERAZ
            • dzedlajga Re: Po co Wam to? 03.12.12, 22:39
              To nie życie mnie doświadczyło, tylko zaburzona, borderlinowa matka. Dziesiątki prób samobójczych i innych akcji, rzucanie się na ojca z nożem i parę innych akcji, o których usłyszałam dwa lata temu. Miałam rację, że całe dzieciństwo się jej bałam. A z drugiej strony bardzo mi jej było żal, bo jej wersja wydarzeń wyglądała zupełnie, ale to zupełnie inaczej.

              Tylko, że dla borderlinów trudne chwile to tylko przystanek. A dla mnie dokładnie całe życie było takim jednym wielkim przystankiem. I zawsze byłam tylko ja i mój pamiętnik, który zresztą w tym roku sobie przeczytała. I - o paradoksie - ja pamiętam, że zawsze pisałam jak to muszę jej pomóc bo ona taka biedna, a ona tam znalazła, jak bardzo jej nienawidziłam.

              Wracam do przystanku: Jak już wyszłam z domu, nawet gdy już chorowałam, to utrzymywałam dwa domy. Ostatnia naiwniaczka - ale mamusia mnie solidnie wyszkoliła. Mocno nade mną wiele lat pracowała.

              I do dziś brzmią mi w głowie słowa, które usłyszałam gdy już wyprowadziłam się z domu: żyj tak, żeby innym z Tobą było dobrze. To był pierwszy moment, kiedy na serio tupnęłam nogą. Ale zanim wyszłam z tego obłędu - życie musiało mnie ostro doświadczyć z chorobą psychiczną włącznie, spowodowaną przez kolejnego popier.... bordera. Ale każdy, kto mnie w życiu skrzywdził poniósł karę. Stosowną do wyrządzonej krzywdy. Nie mściłam się - choć raz byłam tego bliska. Ale zawsze karałam.

              I teraz, kiedy po raz ostatni mnie skrzywdzono (tym razem już tylko moje dobre imię, ale i tak boli jak cholera) podniosę się po tym. I pójdę w końcu na psychologię, choćbym miała kraść, żeby zdobyć pieniądze na czesne. I będę do końca życia pomagać ofiarom mniej lub bardziej zaburzonych borderów ;) Bo w końcu umiem Was wyczuć na odległość i już nie dam się nabrać.

              Pozdrawiam Was bardzo serdecznie
              • dzedlajga Re: Po co Wam to? 03.12.12, 22:54
                Oczywiście nie chodzi o to, że będę się mścić na borderach, szczególnie na tych, którzy próbują coś zrobić ze swoim życiem. Chodzi o to, że wielu z Was jest bardzo nieszczęśliwych i czujecie się skrzywdzeni przez los - chyba wszyscy ludzie na świecie czują się trochę skrzywdzeni - ale jest coś co was wyróżnia od waszych ofiar. I ja to czuję na kilometr.

                Dla was są oddzielne terapie, tyle, że tragedia, bo naprawdę dobrą terapię kończą 2-3 osoby z grupy, reszta próbuje manipulować - wiem to od niedawno poznanej zdiagnozowanej borderki. Chwilami była bardzo szczera :) Przecież człowiekowi trzeba dać drugą szansę. I trzecią. I setną. I tysięczną. Jak ktoś chce niech daje. Jego sprawa.

                Choć w sumie nie wiem. Może jednak będę próbowała pomóc Wam - mam jeszcze kilka lat na decyzję. A może i jednym i drugim... Ale nabrać się nie dam, nawet jeśli przyjdzie border bez diagnozy ;)
    • dzedlajga Re: Po co Wam to? 03.12.12, 23:40
      I jeszcze coś cholernie ważnego dla wszystkich. Uważajcie jak wychowujecie swoje dzieci, bo niektórzy z was naprawdę przynajmniej te własne kochają. Moja niestety też mnie kochała, tylko za późno się skapnęła jakie nieszczęście wychowała. Za to brata wychowała zupełnie inaczej - bo młodszy, trzeba mu na więcej pozwolić. A ja wielu lat potrzebowałam żeby zrozumieć jaki związek ma ilość jajek zjadanych na śniadanie z pojawieniem się młodszego brata. A wy wiecie?

      Więc uważnie obserwujcie własne dzieci i jak zaczynają za bardzo przypominać wasze ofiary, uczcie ich samoobrony. Tylko nie zemsty. A samoobrony. Tylko na litość Boga nie mówcie, że jak ktoś im dokucza w przedszkolu, żeby się od niego odsunęły. Bo odsuną się od wszystkich. Niektórzy na zawsze. Pamiętajcie, że nie tylko wy macie próby samobójcze - my też. A czasem zostajemy psychopatami - wszystko zależy od sposobu indoktrynacji.
    • dzedlajga Re: Po co Wam to? 04.12.12, 00:10
      I jeszcze dopisek, bo może nie wszyscy zajrzą do linka:

      Zaczęło się od tego, że jako dwulatka uderzyłam mamusię. Podobno okładałam ją po twarzy. Normalny bunt dwulatka - akurat miała pecha, że trzymała mnie na rękach, a ja czegoś tam zaczęłam się domagać. I dostałam klapsa. Nie sądzę, że uderzyła mnie mocno, to naprawdę był klaps. Problem polegał na tym, że dziecko zaczyna pamiętać świadomie od mniej więcej trzeciego roku życia a rodziców musi kochać, bo bez nich nie przeżyje. Więc ja kochałam mamusię. Gdy uderzył mnie tatuś a miałam wtedy już 8 lat - po prostu go znienawidziłam.

      A mamusię bardzo mocno kochałam, mimo, że robiła wszystkie te rzeczy o których wyżej i wiele, wiele więcej. Dlatego klaps jest zły. Zrozumcie to wreszcie. Ale nie tylko klaps: poniżanie, wyśmiewanie, szarpanie. Wszystko co godzi w człowieka. Czasem naprawdę wystarczy jeden niewinny klaps, żeby zniszczyć człowieka.
      • dzedlajga Re: Po co Wam to? 04.12.12, 12:45
        I wiecie jak zadziwiająco działa chemia między ludźmi? Krzywdziliście mnie na różne sposoby, ale nigdy żaden z was mnie nie uderzył. Damski bokser nigdy nie zbliżył się do mnie na kilometr.
        • dzedlajga Re: Po co Wam to? 04.12.12, 12:53
          Oczywiście pisząc borderzy mam na myśli również tych nie zdiagnozowanych (wilki w owczej skórze). Zdiagnozowana była dopiero ostatnia przyjaciółka. I to ona nauczyła mnie tego, czego jeszcze nie umiałam. Taka wisienka na torcie. Dziękuję Ci Ewo! Sama podpisałabym się z imienia i nazwiska, choć wcale nie jestem anonimowa - bardzo wiele osób wie kim jest Dzedlajga. Nie podpiszę się tylko dlatego, że moi rodzice jeszcze żyją. A ja nadal nie chciałabym ich skrzywdzić. Ci, którzy znają mój nick, nigdy ich nie poznają. Ale gdyby reszta poznała moje nazwisko - wtedy moi starzy mogliby mieć przechlapane.
          • dzedlajga Re: Po co Wam to? 04.12.12, 12:57
            A Ewę oczywiście znam tylko ja. Ewentualnie ci, którzy nigdy nie poznają mojego nicka. Ale ona zna.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka