estereaaa
27.01.14, 19:34
Wiele razy padło tutaj stwierdzenie, że cierpiący na BPD nie czyją, są zimni, nie mają wyrzutów sumienia, ale tak naprawdę to tylko maszyny do krzywdzenia bez żadnej refleksji. Jakkolwiek ja jestem po stronie tych "skrzywdzonych", to nie mogę się do końca z tym zgodzić. Gdzieś trafiłam na ciekawe zdanie odróżniające BPD od psychopatów, czy socjopatów. Ci drudzy właśnie nic nie czują, nie mają wyrzutów sumienia, empatii, nie żałują tego, co zrobili itd., a BPD różnią się od nich tym, że po fakcie zżera ich żal, wyrzuty sumienia, które starają się zagłuszyć często właśnie przez obwinianie innych i wszystkie opisane tu już nieraz "akcje". To, co tu nieraz czytam pozwala mi myśleć, że "borderzy" zostali wrzuceni do jednego worka z psychopatami i socjopatami, a tak chyba być nie powinno. Zgadzam się, że niejednokrotnie zachowują się dokładnie tak samo, jak ci wyżej wymienieni i nawet czerpią jakowąś radość z zadawania bólu "ukochanej" osobie, ale męczą ich wyrzuty sumienia, z którymi starają się uporać stosując swoje "triki". I tutaj te "wyrzuty sumienia" i sposoby radzenia sobie z nimi, nie zależą chyba tylko od samego zaburzenia, ale też od charakteru i od tego, czy ktoś jest pomimo wszystkiego dobrym, czy złym człowiekiem. Znam ludzi niezaburzonych, którzy nigdy nie czują się winni pomimo świństw, które zrobili. Przez lata tak się znieczulili i tak skutecznie zagłuszyli sumienie, że już zła nie nazywają złem. Być może się mylę, jakkolwiek nie sądzę, że do końca, :) to właśnie cierpiący na PBD mają ogromne poczucie dokonanych krzywd i tego, co zrobili. Na zewnątrz mogą grać wyluzowanych, szczęśliwych "królów życia", a w środku zżera ich ogromny ból. Ich zachowanie, tak raniące jest właśnie próbą rozładowania tego bólu. I tutaj znowu dochodzi do głosu charakter? Dobroć serca? Nie wiem co... Ale prawdą jest, że niektórzy chcą się leczyć i starają się nawet nieudolnie nie ranić, a są tacy, którym takie życie odpowiada, jest wygodne i wolą znosić ten wewnętrzny ból i nieustanną złość niż starać się leczyć. Uważam, że border, który przyzna się, że "ma problem" i zaczyna się leczyć odniósł już wielki sukces. Moim zdaniem, dopóki życie układa się rewelacyjnie dla niech samych, pieniądze, "przyjaciele", kochanki, (kochankowie), życie w świetle reflektorów... to nic ich nie zmusi do leczenia, pomimo zostawienia za sobą zgliszcz życia innych ludzi. Muszą na prawdę dostać w kość i być na dnie, żeby szukać pomocy. Trochę odbiegłam od tematu :) Sens był taki, żeby nie wrzucać do jednego worka BPD, psychopatów i socjopatów, bo to jednak coś innego. Mi w ogóle trudno zrozumieć brak empatii, bo sama jestem bardzo empatyczną osobą.
Dzisiaj przyszła mi taka refleksja do głowy... że być może to zaburzenie bierze się stąd, że te osoby będąc dziećmi "zamknęły się" na przeżywanie bólu. Pewnie niektóre traumy były niemożliwe do przeżycia w wieku dziecięcym. Jednak to zamknięcie się zablokowało dalszy emocjonalny rozwój. Ciągła ucieczka przed bólem, przed uczuciem cierpienia, a paradoksalnie ten ból ciągle im towarzyszy... Tak strasznie boją się cierpieć, że są w stanie zniszczyć życie innych, żeby się znieczulić choć chwilowo. Niestety strach przed cierpieniem i bólem jest o wiele gorszy niż sam ból jakiegoś doświadczenia życiowego. To moje luźne myśli, więc proszę od razu tutaj co niektórych, nie wieszać na mnie psów, bo nie przypisuję sobie prawa do nieomylności, a jedynie dzielę się skojarzeniami :)
P.S. Ci wszyscy partnerzy BPD, którzy ciągle zastanawiają się, czy dadzą radę, czy zostać... niech wiedzą, że lepiej zostawić i najpierw zafundują sobie detoks i odstawienie narkotyku, a potem niech zaczną żyć swoim życiem w spokoju. :)