Dodaj do ulubionych

Do anonimowego_79 i podobnych - ku pokrzepieniu ;)

12.11.14, 20:12
Dzień dobry! No tu to ja nie byłem od miesięcy :) Teraz zajrzałem, bo sobie przypomniałem o bordach, a potem o forum.

Kiedyś byłem dokładnie takim anonimowym_79 :) Nawet w podobnym wieku jesteśmy, o ile dobrze deszyfruję. Tymczasem mija jakoś 2,5 roku, od kiedy definitywnie zerwałem kontakt. Zaczepiała mnie jeszcze przez rok od tamtej pory. Taaak, przeżyłem to wszystko, taaaak, miałem papę ze łba, owszem, miałem rozstania, powroty, jej byłego na horyzoncie, jej obietnice i próby leczenia, wszystko miałem. Teraz to jak przez mgłę pamiętam, chociaż to był prawdziwy koszmar. Obejrzałem wiele horrorów od tamtej pory i wszystkie w porównaniu to jak śmieszne kreskówki dla dzieci. Potraciłem wszystko, łącznie ze zdolnością do zarabiania na życie, myślę, że byłem o krok od klinicznej depresji - byłem rozp..dolony do imentu. No, nie miałem "myśli es", ale ja to zawsze bardzo chciałem żyć, podoba mi się tutaj. Mój "związek" też trwał ponad rok. Po tym, jak zdecydowałem się zwiać, przez wiele miesięcy byłem niezdolny do podstawowego ogarniania własnej kuwety - miałem osobowość w kawałkach. A o związku z kobietą nawet nie miałem co myśleć, bo nawet do samego siebie nie miałem za grosz zaufania.

Powoli uczyłem się od nowa wszystkiego, jak dziecko: poprawnie zbierać sygnały od ludzi, zarabiać, cieszyć się drobiazgami i żyć swoim życiem, a nie wiecznym problemem. Uczyłem się przechwytywać odpowiedzialność za moje stany ducha, które z miesiąca na miesiąc były coraz bardziej stabilne. Uczyłem się świadomie, sekunda po sekundzie, kierować myśli w dobre strony. W końcu, co przyszło najpóźniej i z największym trudem, nauczyłem się ponownie bez obaw czuć i ufać kobiecie. Owszem, pierwsze próby relacji nawet po roku od mojej "przygody" były skazane na niepowodzenie - we wszystkich słowach i czynach każdej pani węszyłem podstęp. 24/7 czekałem, aż z czymś wyskoczy, śledziłem wyimaginowane gierki i we wszystkim węszyłem manipulację jak policyjny pies.

Dzisiaj, patrząc z perspektywy, widzę moją relację z zaburzoną kobietą jako coś na kształt grubych manewrów na poligonie. To była dość krótka (w skali życia), cholernie intensywna i bolesna lekcja własnych granic, potrzeb i przekonań. Myślę, że jeżeli los już naprawdę nie wie, jak nauczyć człowieka sensu miłości - stawia mu na drodze partnera z bpd :) Żeby poczuł smak wiernej kopii miłości doskonałej, tyle że pozbawionej dokładnie tego, co stanowi sedno i rdzeń. Drastyczna metoda nauki dla opornych, ale działa wyśmienicie. Dzisiaj doskonale znam moje granice, potrzeby, odczucia, emocje i swoją wartość. I mniej więcej wiem, o co chodzi z tą miłością.

Gdybyście myśleli, partnerzy i byli partnerzy, że na tym się kończy życie - nie myślcie tak. Mi odbudowa realnie zajęła 2 lata. DWA LATA. Przez bite dwa lata codziennie mozolnie zmieniałem różne chore albo uszkodzone schematy myślenia. Dzień po dniu opierałem się przemożnej potrzebie kontaktu i olewałem zaczepki. Łatwo nie było, potrafiła mi się śnić każdej nocy - pełny zakres, od bajek po najgorsze koszmary. Nawet po roku czasami miałem nawroty i dopadały mnie wątpliwości - może się odezwać, może się zmieniła, może zmądrzała, może dojrzała, może skończyła terapię i to zadziałało? Na szczęście zawsze rozsądek wygrywał i ostatecznie wygrał.

W końcu się naprawiłem, udało mi się, dzisiaj mogę to powiedzieć. Nie wiem, może z pomocą psychologa poszłoby szybciej? W każdym razie na pocieszenie wam wszystkim powiem, że niedługo minie pół roku, od kiedy jestem związany z zupełnie zdrową na ciele i duchu kobietą. Wyobraźcie sobie, mam zupełnie za darmo wszystko, na co zasługuje z urodzenia każdy: czułość, troskę, zainteresowanie moimi sprawami, oparcie w problemach i świetny seks. Szczerze - o niebo lepszy, niż miałem z tamtą królewną. Nawet mam ugotowane i ciasto upieczone, macie pojęcie? Nie mam fochów, nie mam huśtawek, mogę wszystko zaproponować i wszystko zaplanować wiedząc, że jak się umówimy - na 100% wcielimy ten plan w życie. Wiem, z kim się jutro spotkam i mam gwarancję, że to będzie ta sama kobieta, z którą się widziałem wczoraj i miesiąc temu. Lekką ręką daję jej wszystko, co mam najlepsze, jest między nami szacunek i wzajemne zaufanie. Ta relacja dodaje mi motywacji i sił do pracy, wyciąga ze złych humorów, potęguje we mnie wszystko, co dobre. W zasadzie jak mi się tak zebrało na podsumowania - myślę, że mam taki związek, o jakim przez lata marzyłem. A wielu może tylko pomarzyć.

Uwierzcie, jakaś sprawiedliwość w naturze jest. BPD jest nienaprawialne / nieuleczalne i jestem o tym święcie przekonany. Tak, to jest jak jebana klątwa. Wiem, że moja była kobieta oddałaby wszystko łącznie z urodą, żeby to od niej zabrać. ALE też osobę bez drastycznie zaburzonej osobowości, taką o jakimkolwiek fundamencie, trudno jest trwale zepsuć. Przy wsparciu bliskich (bardzo dużo zawdzięczam brz_a_skowi - nie ustaję w podziękowaniach), zachowaniu resztek zdrowego rozsądku, kontroli woli i kilku innych warunkach zabójczą relację da się przekuć w doświadczenie, które wiele w życiu zmienia - na lepsze ;)

Podejmujcie decyzje. Decydujcie o swoim losie, bierzcie za siebie odpowiedzialność, nie oddawajcie jej w tak bardzo niepowołane ręce. Nie traćcie czasu na pytania, "czy bpd kocha NAPRAWDĘ, czy na niby?!", "czy można TO wyleczyć?!", "czy to możliwe, że on / ona ma BPD?!" Przecież to wszystko można zastąpić jednym prostym pytaniem: czy jest mi dobrze, czy nie jest mi dobrze? Związek to nie ma być akt miłosierdzia, żeby oddawać wszystko, co się ma w sobie za półdarmo, w imię bezbrzeżnej litości nad czyjąś biedną osobowością. Chcecie bezinteresownie kochać - ogarnijcie koty ze schroniska, od razu ze trzy. Naprawdę, na lepsze wyjdzie.

W życiu nie ma zbyt wiele czasu na bolesne pomyłki. Myślcie. Przecież dookoła jest dostatecznie dużo syfu, żeby sobie dodatkowo serwować drogę krzyżową tam, gdzie powinno się od tego syfu bezwzględnie odpoczywać. Nie ważne, czy tu chodzi o zaburzenie, czy o zwykłe różnice charakterów. Ja ostatecznie i ewidentnie przestałem wierzyć w coś, co się określa mianem "trudna miłość". To jest oksymoron, nie ma czegoś takiego. Swoje przerobiłem, podziękowałem, nie polecam najgorszemu wrogowi. Uważam, że lepiej sobie amputować zdrową nogę w pachwinie, niż się związać na lata dzieckiem / kredytem / czymkolwiek z toksyczną osobą. Bez nogi będzie łatwiej żyć, niż z takim garbem, serio serio. Są ludzie do wódki, do wspólnego sportu, do pracy, na wypady, do przyjaźni, tacy tylko do łóżka i tacy na całe życie, do związku. To jest bardzo przykre, że są osoby skazane na wieczny ból, bez predyspozycji do związku, mam ogrom współczucia dla takich. Ale szukać wielkiej miłości u bpd to tak, jakby wejść w kompletnym rynsztunku nurka na Giewont i płakać, że jeżeli chodzi o nurkowanie, to jednak był chujowy wybór :)

Pax!
Obserwuj wątek
    • madafaka1985 Re: Do anonimowego_79 i podobnych - ku pokrzepien 14.11.14, 10:49
      podtrzymuję powyższe celne słowa :)
      • wolna_jak_ptakk Re: Do anonimowego_79 i podobnych - ku pokrzepien 14.11.14, 19:47
        Spaprany mistrzowki tekst. Brakuje Ciebie na tym forum.Wszystkiego dobrego w nowym związku
        jak widać po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój :-)) szczęśliwy spokój :-)
    • anonimowy_79 Re: Do anonimowego_79 i podobnych - ku pokrzepien 14.11.14, 19:39
      Dzięki za tekst,zgadzam się z nim.Mi żyje się dobrze i dziękuję losowi ,że mnie to spotkało.Oczywiście zero odzywania,odpowiadania.Pozdrawiam.
    • toxic_chick Re: Do Spapranego 14.11.14, 19:47
      No brawo, brawo - fanfary chłopcze ;) cieszę się, że Ci się układa itd itd. (i tu bez sarkazmu)

      ALE

      tekst: Uwierzcie, jakaś sprawiedliwość w naturze jest. BPD jest nienaprawialne / nieuleczalne i jestem o tym święcie przekonany. Tak, to jest jak jebana klątwa.

      Jest żałosny i mocno spaprany... tylko tyle albo aż

      Nikt kto ma dystans do swojej przeszłości, związku (bez znaczenia jaki był - byłeś w nim sam!) i przede wszystkim szacunek dla kogoś kto jest zaburzony w jakikolwiek sposób (dalej nie uważam, że Twoja x wybranka miała BPD - ale whatever) nie pisze tak niesmacznych i podłych tekstów

      Piszesz, że jest sprawiedliwość bo BPD jest niewyleczalne - to nie choroba.. to osobowość i nie leczy się jej tylko zmienia! czy się da? wydaje mi się, że i owszem jeśli ktoś chce
      To zdanie nie mówi nic innego tylko: słuchajcie - pocieszę Was - mieliście "dupny" związek ale ta osoba ma NA SZCZĘŚCIE GORZEJ bo jest chora ?!?! czy Ty czytasz co piszesz? czy być może jakaś jebana klątwa spowodowała, że Ci się totalnie pomieszało?

      Szkoda słów i witam na forum... pasuje do Ciebie jak ulał ;) just made my day :D
      • spaprany Re: Do Spapranego 14.11.14, 20:31
        Łatwo ci dzień zrobić ;)

        Wyrwane z kontekstu, niestety. Napisałem, że jest sprawiedliwość w naturze - bo tak jak bpd jest nieuleczalne, tak trudno trwale zmienić osobowość partnera. Na tym polega sprawiedliwość. A niesprawiedliwość byłaby wtedy, gdyby ktoś z zaburzeniem osobowości mógł w bliskim kontakcie łatwo trwale zepsuć osobowość partnera. Gdyby osobowość się łatwo zmieniało, problem by był tak błahy, jak jest poważny. Sprawiedliwość natury dotyczy w tym wypadku obiektywnie pojmowanej cechy osobowości: tak jak zaburzoną niezwykle trudno trwale naprawić, tak zdrową niezwykle trudno trwale zepsuć. Czy już jaśniej? Nigdzie nie pisałem, że ktokolwiek ma na szczęście gorzej - nie naginaj rzeczywistości. Aż tak mnie nie pojebało, żebym się cieszył cudzym nieszczęściem, a mściwy też nigdy nie byłem.

        "ale ta osoba ma NA SZCZĘŚCIE GORZEJ bo jest chora" - to już jednak choroba? Nie zaburzenie? Bo nie jestem na czasie?

        Jakby do mnie forum - i taka relacja - pasowały, to tkwiłbym na tym forum i w tej relacji, right? To ty z tajemniczych przyczyn gnijesz latami na forum, którego nienawidzisz, nie ja. Ja tu byłem w konkretnym celu: miałem coś do wyprostowania w życiu, potrzebowałem do tego treści i ludzi, którzy byli na forum. Wyszedłem z nałogowej relacji, zachowałem kilka znajomości stąd i nara. Teraz też wszedłem w konkretnym celu: żeby dać nadzieję tym, którym się zwoje wyprostowały, jak mi blisko 3 lata temu.

        • toxic_chick Re: Do Spapranego 14.11.14, 21:30
          Pogięło Cię do reszty...

          "To ty z tajemniczych przyczyn gnijesz latami na forum, którego nienawidzisz, nie ja"...o ile się nie mylę jesteś tutaj o wiele, wiele dłużej???!!!! możesz sprawdzić jeśli szwankuje pamięć...

          JA wypowiadam się tylko jak mnie coś zaświerzbi w wypowiedziach innych 99% ... nie pierdole o własnych słabościach, nie żalę się, nie gwałcę publicznie!!!! kilka razy coś usiłowałam napisać (czas przeszły!) ale to bezcelowe w takim miejscu

          Pozdrawiam i życzę .... właściwie nie wiem czego Ci życzyć.. sam sobie dopowiedz .. manipulancie
          • spaprany Re: Do Spapranego 14.11.14, 21:46
            Pogięło Cię do reszty... - no, kiedyś. Dawno i nieprawda :)

            o ile się nie mylę jesteś tutaj o wiele, wiele dłużej???!!!! - po co tyle emocji? Ja tu byłem aktywny kilka miesięcy, Tobie już pewnie ze 3 latka stukną :)

            JA wypowiadam się tylko jak mnie coś zaświerzbi w wypowiedziach innych 99% ...
            > nie pierdole o własnych słabościach, nie żalę się, nie gwałcę publicznie!!!! - a JA wolę pierdolić o własnych słabościach, niż tracić czas na tropienie cudzych opinii, z którymi się nie zgadzam i pyskówki. Co do gwałtów publicznych - mam silne wrażenie, że szeroko pojęte forum nieco inaczej cię postrzega.

            manipulancie -> nie ma jak sobie ciut poprojektować piątkowym wieczorem :)
            • toxic_chick Re: Do Spapranego 14.11.14, 22:07
              W takim momencie uświadamiam sobie jaka jestem stabilna... i jednak nie tak toksyczna jak niby normalni partnerzy.. każdy by był zaburzony przy kimś takim jak Ty... tylko czekać..

              pozdrawiam Cię SPAPRANY

              Argumenty mam .. ale zwyczajnie nie chce mi się pisać z Tobą

              A na forum jestem ok dwóch lat i nie wypruwam flaków.. już nie

              Mam to miejsce w dupie.. resztę sobie dopowiedz ;)
              • spaprany Re: Do Spapranego 14.11.14, 23:39
                Bardzo się cieszę, że daję ci poczucie stabilizacji :) Nie znasz mnie, więc nie wiesz, jaki byłby przy mnie każdy - moja kobieta twierdzi, że jest bardzo szczęśliwa. Moim zdaniem jesteś uzależniona od tego forum, bo w który wątek by nie zajrzeć - tam masz coś do powiedzenia. Przeważnie agresywnie i atakująco - tak jak i w tym wątku. Winszuję namiętnego i regularnego pobytu w miejscu, które masz rzekomo w dupie i również serdecznie cię pozdrawiam ;)
                • 3bsp Re: Do Spapranego 15.11.14, 23:24
                  Miło spotkać starych znajomych.
                  Intuicja zawiodła mnie tu dziś.
                  Jak zawsze przeczytałem Twój wpis z zainteresowaniem.
                  Pozwól, że zgłoszę zdanie odrębne, choć w nurcie tematycznym.
                  Sądzę, że:

                  Nasze wiązanie się z partnerem BPD nie jest przypadkiem.
                  Ten związek i nasza postawa w nim to nasz bagaż z przeszłości.
                  Zdziwiłbyś się jak niewiele różnimy się od naszego partnera bpd, którego tak nie akceptujemy osądzając; jednocześnie odrzucając myśl, że nie akceptujemy siebie, bo to nas rani.
                  Partner BPD staje się tym, który dezawuuje prawdę o nas, przed którą tak się bronimy.
                  Gramy na ofiarę, by wzbudzić współczucie, które łagodzi nasz ból cierpienia, bo przecież cierpimy.
                  Cierpimy, bo uciekamy przed konfrontacją z prawdą o sobie przerzucając odpowiedzialność na cudze barki - barki, które ledwo dźwigają ciężar własnego życia.
                  Gdybyś wiedział co to jest miłość zobaczył byś, że to nieludzkie.
                  Ktoś kto nie kocha siebie, jak ma pokocha drugiego człowieka.
                  Uzależnienie jest tego dobitnym przykładem i sygnałem, że nie potrafimy kochać.
                  W bliskiej relacji chcemy tylko brać, a dawanie jest poświęceniem czyli tak naprawdę manipulacją - próbą kontrolowania drugiego człowieka.
                  Gdy nie dostajemy odczuwamy żal, niespełnienie, uczucie zawodu a w końcu wrogość i gniew, że nie zrealizowaliśmy nieuczciwej transakcji (!!!).
                  Nawet gdy odchodzimy wracamy tam i manipulujemy, by ukryć swój wstyd.
                  Ja jestem wdzięczny wszystkim bordom spotkanym na mojej drodze, z którymi łączyły mnie bliższe relacje.
                  Być może, że gdyby nie one, nie szukałbym prawdy o sobie i nie doświadczył cudu wolności wewnętrznej, smaku prawdziwej miłości, która nigdy nie zrodzi się bez wolności i pewnie dokonał swego narcystycznego żywota w poczuciu krzywdy.
                  To dzięki nim zobaczyłem, czym jest świadomość, bez której nasze życie jest przypadkiem pozbawionym głębszego sensu a my bilardowa kulą, tocząca się po wyznaczonej trajektorii.

                  Tak spaprany, masz racje pisząc:

                  ?Myślę, że jeżeli los już naprawdę nie wie, jak nauczyć człowieka sensu miłości - stawia mu na drodze partnera z bpd.?

                  To piękna myśl, jeśli ją właściwie zinterpretujemy podążając ścieżką prawdy.
                  To myśl rodząca wdzięczność i prawdziwe wybaczenie, które nie wstydzi się poprosić by i jemu wybaczono.
                  Jeśli jest to jednak myśl roszczeniowa, to znak, że kieruje nami obłuda i uciekamy od prawdy.

                  Cenię Cię Spaprany za Twój intelekt.
                  Ładnie piszesz, jesteś inteligentny i spostrzegawczy.
                  • brz_a_sk Re: Do Spapranego 16.11.14, 12:23
                    "...
                    ?Myślę, że jeżeli los już naprawdę nie wie, jak nauczyć człowieka sensu miłości - stawia mu na drodze partnera z bpd.?
                    ..."

                    chcę tylko do tego odnieść się (pewnie na razie, bo myśleć jest o czym po przeczytaniu każdego słowa na TYM forum :)

                    przyszło mi na myśl kilka historii stawiających pytania
                    czy los jest po to by nas uczyć/karać czy pomagać i czymż ten los ma być w sensie moralnym

                    może to w nas jest coś co pozwala korzystać z doświadczenia życiowego albo dla sprytniejszego realizowania albo dla zmiany tak czy owak naszego planu na życie

                    gdyby tak było, że nauczka jest planem wobec nas, żaden hazardzista zgrany do ostatniej nitki nie wracałby do gry - w nim coś jest zepsute, bo już wie wszystko a jednak podkłada się

                    twarda ręką na każdy etapie daje szansę, czy do tego lepsza jest obietnica nagrody czy pewność kary/klęski? dziś psychologia ma wiele zastrzeżeń do takiego spojrzenia na wychowanie; i coś w tym jest; przykład z zaprzestaniem picia przez alkoholika dobrze ilustruje chyba ten błąd - czy dla obietnicy, czy ze strachu odstawi picie, nie ma znaczenia, tak wielkiego jak to, czy znajdzie w sobie to co zastąpił piciem - całym piciem z chwilowym luzem, z upodleniem, prawem do odpuszczenia sobie kontroli nad sobą, z wywalaniem emocji, z chwilową nadakceptacją narcystyczną popisów - ( czasem całkiem ciekawych!!! )
                    nie można przestać być alkoholikiem - coś w tym jest - ale można powstrzymywać się od picia i zaczynać/uczyć się bez tego wytrychu do siebie, bez pozorów, piców i zdejmowaczy odpowiedzialności żyć, być

                    nie wiem jak znajdować w sobie odpowiedni poziom odpowiedzialności - bywamy zamotani tu po wielokroć tak odpowiedzialni niezdrowo, ze żadnej odpowiedzialności nie jesteśmy w stanie na siebie wziąć

                    wymyślamy milion najpotworniejszych strachów by nie wykonać najprostszej rzeczy - bo to ktoś oceni
                    co wcale nie przeszkadza, że 'na zapleczu' tego lęku panicznego, nie robimy przeróżnych świństw/nadużyć wartych autonagany

                    zapadły mi w pamięć słowa o tym, że w Polsce jest fatalna tradycja poddawania się wygodnej modzie - jestem DDA to mnie usprawiedliwia - zamiast jestem DDA mam szansę nie powtórzyć drogi rodzica; wiem i zrobię co możliwe by nie skrzywdzić siebie i innych; podejrzewam, że nie zaczynanie picia w takiej sytuacji jest świetnym krokiem w drodze szukania przyczyn i sposobów życia mimo złego doświadczenia

                    znam ludzi, którzy są DDA i nie jest im łatwo ale udaje się, bardzo dużo udaje się - czy dzięki świadomości i pracy nad sobą - raczej tak; szkoda, że tej wiedzy nie ma więcej i nie jest powszechna; u nas leczy się alkoholików zapitych zamiast potencjalnym pokazywać czego ich pozbawiono a co powtykano w te dziury

                    czy wersja jak się nie sparzysz to się nie nauczysz jest dobra ? i to LOS nam musi coś pokazać? musi nas pokarać byśmy swoją głupotę zobaczyli; w delikatnej wersji oczywiście to brzmi inaczej - byśmy drugiego człowieka dostrzegli a może wreszcie siebie; może zawsze to jest pokochanie- nie narcystycznie maskujące pozerstwo ale - docenienie siebie?

                    gdy nie mamy tego w posagu czasem zamiast starannej pracy - by się czuć dobrym jednak trzeba być dobrym - doskonale wiedzą o tym osoby, które na przemian są zbyt dobre i fatalne; nie udaje się im bycie starannym? czy uznały, ze na skróty coś się da?
                    i wraca odpowiedzialność za siebie za całe życie?
                    czy jakaś nauczka cokolwiek zmienia? tylko wtedy kiedy zaczynamy naprawiać błędy i zmieniać krok po kroku siebie; słabo wypada każde porzucanie przeszłości i zaczynanie od nowa w nowej pracy, nowym mieszkaniu, nowym mieście , z nowym terapeutą czy nowym losem - według mnie nie tędy droga - ale nie upieram się przy niczym
                    oprócz zasady - nie krzywdź choćby nie wiem co cię przypiliło

                    przytaczam za każdym razem ten przykład skrajny ale oczywisty - pedofil, który dopada dziecko w piaskownicy nie znajdzie NIGDY ŻADNEGO usprawiedliwienia, nawet to, że on był zgwałcony kiedyś nie daje mu prawa do czynienia zła - co ma zrobić? wszystko!!! by nie skrzywdzić, dobrze by znalazł sposób na życie mimo swojej choroby; (przy okazji dodam, że polskie więzienne praktyki umożliwiania mszczenia się na więźniach pedofilach są czymś moralnie gorszym niż sama pedofilia - to szczyt zwyrodnialstwa i upadku władzy ... zło w najgorszej postaci; zaprzeczenie praworządności, sensu resocjalizacji społeczeństwa przykładem ... osobny rozdział o patologii podawanej medialnie za fajny wzór;)

                    Mam takie dziwne poczucie bycia z innej planety ze swoimi zasadami, pomysłami - dzielę się nimi raczej bez nadziei, że ktoś zmieni swoje praktyki ale co jakiś czas okazuje się, że komuś podoba się sposób mojego życia, myślenia - wpada pogadać. Jest pewna grupa osób, która ma pewne pomysły, których ja akurat nie akceptuję. Wydaje mi się, że to lipa z tego wychodzi ale próbować chyba warto :)

                    Skrajnie to taka wersja życia milioner co pierwszy milion ukradł bidakom, wykiwał ich, prostytutka co to tak na chwilę; wielbiciel pornagrafii czy inny cassanowa, cwaniaczek - depczący swoja godność z rekompensatą - jakiegoś picu - a to dobroczynne parady a to bogactwo dokumentujące porządne życie, sponsoring czy dom/rodzina na pokaz.

                    Po mojemu nie da się siebie oszukać, nie ma kompensowania - nastrojowej kolacji z schlaniem się i upodleniem; nie ma picu glanc rodzinki z przemocą w domu czy innymi problemami a orderami, czerwonymi paskami itd; nie ma wielu rzeczy, jeśli raz je spaskudzimy to lepiej szukać na to rady niż uznać ale fajnie było i to taki styl, albo wszyscy tak robią

                    nie wszyscy i nie wszyscy tak myślą, że trzeba poczuć dno by docenić - wiedzieć warto ale teorie o sensie upadania by być wywyższonym/wybranym czy doceniającym i by mieć szansę zastanawiania się nad sensem swojego życia i szacunkiem do innych mnie nie odpowidają

                    ciężko tu pisać tak by każdy nie wybrał sobie czegoś jako osobistego ataku na niego - wolę gadać z pojedynczymi osobami lub pisać opowiastki o jakiejś 'obcej' osobie - to czasem chroni przed zablokowaniem się czytających na jakims słowie zdaniu i pomyśle ona o mnie tu pisze i to źle oceniająco i klapki blokada ...

                    w pewnym sensie piszemy głownie o sobie - tyle można napisać ile się pomyśli, czy przemyśli do końca - no tu zostaje zawsze pole do nadziei - rozmowa daje szansę zrozumienia innych i pomyślenia nad sobą

                    z życiem jak z Tatarkiewiczem cegły i nuda i pewność trzeba samemu, ale z czasem zaczynamy doceniać, może dzięki kolejnym bąblom z testowania życia, że wiedza nie przeszkadza doświadczeniu - wprost przeciwnie; szybciej człowiek idzie dalej kiedy dzięki wiedzy pewnych bąbli świadomie uniknie
                    zauważyłam, że jedni każda rozmowę traktują jako szansę poznania drugiego człowieka a inni zawsze jako zagrożenie, jakby byli pasami do elektrycznego krzesła przypięci i nie mogli myśleć i mówić co chcą i nie rozmawiać oczywiście też, hm czasem tak boimy się własnych myśli, że wszystko zdaje nam się oceną a nie szansą poznania innych; sposobów myślenia, życia i wybierania - żyję jak chcę i chętnie wezmę pod uwagę jak inni sobie radzą

                    to jest zgoda w nas na to, ze sami decydujemy a nie czepiamy się co chwilę w panice innej szansy wmawiając sobie, że juz cud się stał i los wyręczył nas od wyborów;
                    każda uzależniona czy wspóluzależniona osoba wpada w pułapkę MUSZĘ i to ją trzyma w bezmyślności
                    nie nie nikt nic nie musi i nie ma żadnych kar zsyłanych na nas


                    jak się ktoś poparzy, a co gorsze parzy się zbyt długo to pora pomysleć czemu? jak się odpowiednio starannie nad tym pomyśli i nie pomyli w ocenianiu siebie to jest szansa, że nie odmrozi się natychmiast dla odmiany

                    życie nie jest za karę i czasem kubeł zimnej wody pomaga
                    ale z deszczu pod rynnę nie warto - szukanie kolejnego odpowiedzialnego i karzącego nas LOSU czy kogokolwiek nie ma sensu; człowiek powinien szukać sensu i satysfakcji z życia; tam gdzie potrzebna pomoc należy szukać leków terapii i nie uwieszać się na nikim gloryfik
                    • brz_a_sk Re: Do Spapranego 16.11.14, 12:31
                      ...gloryfikując cierpienie; wyręczyć się nie da z życia
                      marnować go nie należy
                  • spaprany Re: Do Spapranego 16.11.14, 17:13
                    o, hej :)

                    "> Nasze wiązanie się z partnerem BPD nie jest przypadkiem." - oczywiście, ja też nie wierzę w takie przypadki i popieram twoje zdanie.

                    "> Zdziwiłbyś się jak niewiele różnimy się od naszego partnera bpd, którego tak ni
                    > e akceptujemy osądzając" - tak, już dawno doszedłem do tego, że rdzeń problemu jest podobny. Ale skala bardzo inna. I bpd, i partner to unikacze bliskości - wiem o tym nie od dzisiaj. Znam wiele oblicz autosabotażu własnego powodzenia i szczęścia, uwierz mi :) Ja nikogo nie osądzam, a nawet jestem w stanie zrozumieć, że ktoś może się realizować "w związku pełnym sprzecznych emocji", to kwestia wyborów podświadomości. Każdy z partnerów ma mnóstwo roboty nad swoją własną osobowością, to oczywiste, a w tej sytuacji każdy kwadrans stracony na próby poprawy osobowości czyjejkolwiek, poza własną, to kwadrans stracony. Nawet skala krzywd doznanych w związku z osobą zaburzoną to świetny miernik rozmiaru własnych braków.

                    "> Partner BPD staje się tym, który dezawuuje prawdę o nas, przed którą tak się br
                    > onimy." - oczywiście. Dlatego napisałem o doświadczeniu. A już dawno napisałem o związku z bpd jako szansie na dogłębne samopoznanie, bez czego nie ma mowy o walce z własnymi słabościami.

                    "> Cierpimy, bo uciekamy przed konfrontacją z prawdą o sobie przerzucając odpowied
                    > zialność na cudze barki - barki, które ledwo dźwigają ciężar własnego życia." - prawda. Dlatego przejąłem tę odpowiedzialność, chociaż bolało.

                    "> Gdybyś wiedział co to jest miłość zobaczył byś, że to nieludzkie." - wybacz mi, ale nie jestem aż takim ortodoksem w tym temacie. Nie uważam takiego przewartościowania, żeby myśleć o sobie jako o kacie w kontekście relacji z osobą zaburzoną, za coś słusznego. Owszem, jest w tym wszystkim większa wzajemność, wina rozkłada się znacznie równiej, niż się ludziom wydaje - to jest święta prawda. Zmiana zaczyna się tam, gdzie się kończy "bo ona...", a zaczyna "dlaczego ja...". Tak samo na pewnym poziomie świadomości staje się oczywiste, że strony nawzajem okładają się nieadekwatnymi oczekiwaniami wobec siebie - tu nie ma mniej i bardziej winnego.

                    Szanuję Twoją postawę, jest na pewno o niebo lepsza, niż bezrefleksyjne "ona zniszczyła mi życie!" - ale chyba ciut za daleko lecisz z tą "nieludzkością". Świetnie jest wybaczyć innym, jeszcze lepiej - sobie. WSZYSTKO wybaczyć - to jest też niezbędne, żeby iść dalej :)

                    "> W bliskiej relacji chcemy tylko brać, a dawanie jest poświęceniem czyli tak nap
                    > rawdę manipulacją - próbą kontrolowania drugiego człowieka." - daj spokój, jak wyżej. Idąc tym tropem można stwierdzić, że nie ma ludzi kochających naprawdę. Bo każdy dając cokolwiek podświadomie chce być chociażby powodem zadowolenia / szczęścia drugiej osoby, czyli nawet altruistyczny czyn sprowadza się do egoizmu. Za słaby jestem z "filozofii miłości", ale być może nawet w miłości matki do dziecka da się znaleźć więcej egoizmu, niż się powszechnie sądzi.

                    "> Gdy nie dostajemy odczuwamy żal, niespełnienie, uczucie zawodu a w końcu wrogoś
                    > ć i gniew, że nie zrealizowaliśmy nieuczciwej transakcji (!!!)." - sądzisz, że chęć wyjmowania z czegoś, w co się wkłada jest nieuczciwa? Bo moim zdaniem jest oczywista, ogólnoludzka i ponadczasowa. Wymiana jest istotą natury - wszystko i na każdym poziomie, gdzie by nie spojrzeć, ulega wymianie jednego na drugie. Cała równowaga świata stoi na wymianie. Moim zdaniem błąd w myśleniu jest gdzie indziej - pchamy kartę od bankomatu w biletomat i mamy żal do świata, że bilety wypadają.

                    "> Nawet gdy odchodzimy wracamy tam i manipulujemy, by ukryć swój wstyd." - tego, uczciwie mówiąc, nie rozumiem. Ja nigdzie nie wróciłem i niczego się nie wstydzę. Wstyd płynie z braku akceptacji swojej niedoskonałości. Owszem, jestem niedoskonały. Owszem, nie raz dopuściłem się manipulacji na mojej byłej kobiecie, żeby coś uzyskać. Odszedłem mniej więcej w momencie, w którym zdałem sobie sprawę z tego, że jestem na doktoranckich studiach z manipulacji, a od mojej mistrzyni mogliby się uczyć rządzący światem. Stałem się niebezpiecznie dobry w tym podłym fachu, to było obrzydliwe. To był świetny powód do wstydu.

                    Jeszcze jedna fala wstydu przyszła nie tak dawno, kiedy się dowiedziałem, co opowiada w towarzystwie moja była kobieta. Otóż podobno "ona się tym bawiła". Przypomniałem sobie jej litry łez, podrapane ręce, psychologa i w pierwszym odruchu pomyślałem - każdy się bawi, jak umie. A za moment pomyślałem, jak bardzo ona musiała się wstydzić za tę relację, skoro na użytek otoczenia rozpaczliwie nadaje temu taką rangę. A potem zdałem sobie sprawę z tego, że to też są moje koszty tej szkoły życia. Jedyne, co we mnie zostało, to współczucie. Nie mam nawet miligrama ochoty, żeby znajomym tłumaczyć, że to było nie tak, ale zupełnie inaczej. Nie ma we mnie też chęci zemsty, nie mam ochoty nikomu ze wspólnych znajomych zdradzać szczegółów tej relacji, opowiadać o problemach mojej byłej kobiety ani udowadniać, że byłem dla niej najważniejszy na świecie. Zwłaszcza, że prawda wcale nie jest dużo bardziej godna chwały - nie "bawiła się tym", tylko zatrudniła mnie na etacie piastunki wewnętrznego dziecka. Bardzo mi przykro, bo to jedno świadczy o tym, że ona została w miejscu. Dostała świadomość, to na pewno, ale to chyba jedyny mroczny zysk z naszej relacji.

                    "> To dzięki nim zobaczyłem, czym jest świadomość, bez której nasze życie jest prz
                    > ypadkiem pozbawionym głębszego sensu a my bilardowa kulą, tocząca się po wyznac
                    > zonej trajektorii." - łototototo :)

                    "> Jeśli jest to jednak myśl roszczeniowa, to znak, że kieruje nami obłuda i uciek
                    > amy od prawdy." - nie umiem zinterpretować "myśli roszczeniowej". To jest lekcja, którą trzeba odrobić i iść dalej. Pardon, ŻEBY iść dalej. Wewnętrzne lenistwo i jedna z większych zakał człowieczeństwa - paniczny lęk przed opuszczaniem strefy komfortu - powoduje, że niektórzy kiblują w pierwszej klasie dekadami. Nie uważam siebie za lepszego od innych, w tym pisaniu nie kieruje mną pycha. Po prostu jest tak, jak pisałeś - toksyczna relacja to nałóg, jak każdy inny. Jak każdy inny nałóg służy temu samemu - odwracaniu swojej uwagi od rzeczy trudnych, lecz najważniejszych, odraczaniu niewygodnego obowiązku samoopieki. Żeby z tym nałogiem zerwać jest potrzebne dokładnie to samo, co przy zrywaniu z jakimkolwiek innym nałogiem - świadomość problemu, wiedza o jego fundamencie, szczera i przemożną chęć zmian oraz cojones. Albo się to wszystko w toku relacji w sobie znajdzie i z siebie wyszarpie, albo nie.

                    Tak, uważam za sukces to, że odnalazłem w sobie siłę, żeby pójść dalej. I że zrobiłem to w samą porę. A to, z kim się teraz spotykam, dojrzałość tej kobiety oraz jakość mojej aktualnej relacji jest dla mnie świadectwem tego, że zmiany we mnie nie były doraźne i powierzchowne. I to też nie jest tak, że wszystko się zmieniło PYK, a teraz mam łatwo i hajlajf. Łapię się na różnych zachowaniach, których w pełni zdrowy osobowościowo człowiek nie ma i kontroluję te zachowania. Ale żyję w zgodzie ze sobą, nie gram kogoś, kim nie jestem, realizuję się w spokojnym związku i nie czuję przemożnego głodu emocjonalnej huśtawki.

                    Każdy trafia takie lustro, jakie w danym momencie życia i na jego poziomie rozwoju duchowego jest dokładnie akuratne dla niego. Świat wokół zmienia się wraz ze zmianą we mnie, a każda próba działania opartego na odwrotnym myśleniu jest skazana na porażkę. Doświadczyłem tego nie raz, widzę to na co dzień i głęboko w to wierzę.

                    "> Cenię Cię Spaprany za Twój intelekt.
                    > Ładnie piszesz, jesteś inteligentny i spostrzegawczy." - wzajemnie :)
                    • 3bsp Re: Do Spapranego 20.11.14, 13:07
                      Przepraszam Cię że w poniższym stosuję skróty myślowe i metafory.
                      Podobnie nie cytuję zdań skupiając się jedynie meritum.
                      Wiem z kim gadam wiec mogę sobie na to pozwolić.
                      Przeprosiny zaś, to czysta kurtuazja,
                      natomiast możliwość wymiany myśli z Tobą kurtuazja z pewnością nie jest

                      Moja ortodoksyjność w postrzeganiu wartości stałych w tym miłości ( miłość będąca dzieckiem wolności wewnętrznej jest więc również wartością stałą zgodnie z zasadą równoważności logicznej) działa jak brzytwa Ockhama.
                      O ile ortodoksyjność w ideologiach, religiach i innym d………….. jest skrajnym odrzuceniem wolności wewnętrznej i zatraceniem siebie, o tyle ortodoksyjność w stosunku do stałych wartości zwanych wartościami uniwersalnymi ma ogromne znaczenie dla jednoznacznego, świadomego postrzegania wszechrzeczy w przestrzeni wolnego człowieka i pozwala na oddzielenie się od relatywizmu, prowadzącego do mnożeniem bytów, manipulacji i paplaniny zwanej ściemą, na która mogą sobie pozwolić dziennikarze, celebryci i politycy, ponieważ jest na to zapotrzebowanie; kury muszą mieć koguta, by łagodził ich niepokój intelektualny, prowadził i czasami robił dobrze.
                      Wolnym i inteligentnym ludziom jest to niepotrzebne.
                      A co do relatywizmu i stałych wartości oraz zachodzącej miedzy nimi relacji;
                      Wystarczy tylko niewiele przestawić odczyty wobec stałych wartości (zrelatywizować) a mamy efekt jak pod Smoleńskiem. ( nie dopatruj się powyższym rozumienia w kategoriach ludzkich, bo będzie to nadinterpretacja, za która nie biorę odpowiedzialności).
                      Podobnie jest ze zrelatywizowaną wolnością i prawdą;
                      „Wolność”
                      - Teraz poczuje pan co to znaczy być wolnym: rzekł bankier wręczając kartę płatniczą klientowi.
                      „Prawda”
                      - By lepiej zrozumieć zrelatywizowana prawdę, czyli niemal całą prawdę polecam danie, które ogromnie inspiruje do myślenia; rybkę, która niemal cała jest świeża.

                      > Myśl roszczeniowa w tym ujęciu to doszukiwanie się winy (los, ona ,on) tam gdzie powinniśmy doszukiwać się zrozumienia istoty.

                      > Wstyd w tym ujęciu to skutek zadawania sobie dziesiątki razy pytania: „co zrobiłem nie tak” i uczucie wstydu przed samym sobą, że nie sprostałem wymaganiom – w konsekwencji nieświadoma, ogromna potrzeba naprawiania „zła” (to efekt społecznej tresury jednostki, którą nam zafundowano w przeszłości a i teraz jest fundowana, gdy nie jesteśmy świadomi, że odpowiedzialność jest naszym przywilejem(!!!) a nie obowiązkiem i to my zakreślamy jej granice. Oczywiście nie dotyczy to kur, niewolników i „inteligencji”)


                      Co do całej reszty? Daj spokój przecież wiesz że ja wiem.
    • brz_a_sk Re: Do anonimowego_79 i podobnych - ku pokrzepien 14.11.14, 21:02
      wyborcza.pl/1,87648,16880910,Psycholog__Macierzynstwo_to_nie_tylko_milosc_i_radosc_.html
      dobry tekst do pracy nad sobą

      gdyby tylko chcieć a nie okopywać się w usprawiedliwieniach

      kiedy patrzę na te bezustanne pretensje do rodziców, partnerów znajomych - exów
      ja rozumiem problem ale trzeźwa myśl pojawia się - świat jest wielki, terapii full - moze warto przestać krzywdzić i choć odrobinę odpuścić skopanym - okey beznadziejni, 100% dna więc trzeba przez chwilę pobyć singlem, odciąć się i nie szukać komu jeszcze dowalić, bo to nie działa nigdzie i na nikogo z czasem;
      żenujące jest milion powodów by bez przerwy potrzebować kogoś do niszczenia; jeden rodzic, jeden partner jeden współpracownik może myśleć - wesprze sie, przeczeka pozbiera się zaburzony (czy chory - teraz juz większość nie ma bpd z paru powdów ale mniejsza - problem nie zmienia się) ale jeśli ktoś poczyta, prześledzi kilka lat i zobaczy, że jeszcze nie dobity jeden zestaw a już jest drugi i następny i
      pożyczanie kasy i porzucanie roboty i maltretowanie rodziców zarzutami przez kilkadziesiąt lat!!! przez stare konie i nazywanie skrzywdzonych partnerów niedojdami, a poturbowanych terapautów ... nie ma nikogo o kim border mysli pozytywnie dłużej niz kilka miesięcy

      zbyt wielu zaburzonych pozwala sobie na chwalenie się swoimi sukcesami w niszczeniu oblekając to w cierpienie
      wiem jak cierpią, ale w końcu żadne cierpienie nie usprawiedliwia rujnowania życia innym ludziom

      nie ma powodu by nie nazywać spraw po imieniu

      może border powinien mieć kaca gdy niczego absolutnie nie uczy się na swoich błędach, gdy nie przeprasza nikogo za to co innym robi. ale dumnie obnosi się z zaburzeniem i niszczeniem wszystkich w koło - smutne nadużywanie innych

      żadna choroba czy zaburzenie nie jest prawem do lekceważenia życia innych - nawet jeśli się nie czuje i nie chce założyć, że cierpią to trzeba się z tym zgodzić gdy wszyscy mówią, ze związek z borderem rujnuje ludzi

      albo terapia pozwala być z ludźmi i ich cenić, szanować i nie niszczyć albo trzeba nauczyć się żyć osobno na tyle by nie zatruwać głowy innym

      nie ma powodu by dorosła samodzielna osoba nie wyhamowała z dewastacją wszystkich
      nie bez racji mówi się o konieczności odstawienia od rodziny pijącego alkoholika, narkomana czy każdego kto nie pracuje nad sobą a po prostu niszczy - mniejsza czy z zazdrości z przemocy czy bo jest borderem czy chorym

      może rację mają ci którzy poświecili życie opiece nad borderem ale pod warunkiem, że border chodzi jak w zegarku - jak ma swoje zdanie to jak dziecko jest traktowany - nie podoba się wylot z domu na swoje - smutne ale może jak z narkomanem czy alkoholikiem analogicznie - twarde zasady albo 100% wolności solo

      nie wiem i nie chce wiedzieć czy to jedyny sposób i czy jedyny, czy najlepszy

      widzę, że te osoby, które postawiły twarde warunki jako tako dochodzą do siebie - same czy z borderem; reszta wozi się na szmacie poniżana przez samoponiżającego się borda - ot katastrofa i lament i co ciekawe stałe pretensje do wszytskich - jeśli tylko zorientują się, że sa traktowani instrumentalnie i zaczną szukać pomocy by nie zwariować

      nie ma taryfy ulgowej gdy ktoś ze swojego problemu robi parasol ochronny i szpiczastym końcem dźga na oślep wszytskich - rozumiemy tu każdy, każdziusieńki, że bordelaine to straszne zaburzenie ale to żaden glejt na rozpieprzanie głowy innym - i tyle w temacie

      dobrze, że Ci którzy się pozbierali wspierają innych - szkoda, ze zwiewają stąd i wszystko jest na priva - BO MAJA DOŚĆ OBRAŻANIA - właśnie to jest pierwszy krok - NIKT NIE MA PRAWA OBRAŻAĆ chocby nie wiem jak był przekonany o swojej boskości :( odbudowywanie czyjejś wiary w siebie by zobaczyć jak z tego powstaje zapał do kolejnej dewaluacji? - nie dziwię się, że ludzie się załamują i zaczynają wyglądać jak niedorajda życiowa

      pewnie, że cyniczny cwaniak nie nabierze się na nic bo on ma zasadę wydusić jak cytrynę a potem - dodusić jak dycha - super związki tak twarda gra ... zostawmy to, poturbowane bordery o takich związkach nie zapominają chyba że nie przeżyją - partnera super





Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka