tymczasowy_login01
21.06.17, 20:30
Przez siedem lat żyłem ze zdiagnozowanym bordem - na początku jak to zwykle w takich sytuacjach było rewelacyjnie, a potem po "miesiącu miodowym" zrobiło się ...no - tak jak wiecie. I sobie tak to trwało przez kolejne lata. Na koniec jak już niewiele ze mnie zostało i przestały mnie notoryczne awantury ruszać, przestałem przepraszać za to, że żyje i starać się, żeby było lepiej to okazało się moja "wielka miłość" oprócz urządzania piekła w domu daje dupy na lewo i prawo...Mocno to odchorowałem, długo się z tego syfu podnosiłem i pewnie do końca życia będzie to do mnie wracało...
Ale do rzeczy: o ile wasz partner/partnerka się nie leczy, nie macie razem dzieci, kredytu albo podobnych zobowiązań to ewakuujcie się w trybie natychmiastowym. NIGDY nie będzie lepiej, nie macie się co łudzić, nie dajcie sobie wmówić, że to wasza wina - nieprawda; to co się dzieje w waszych związkach jest winą wyłącznie tych potworów, to oni sprawiają, ze czujecie się źle, oni wywołują awantury i obniżają wam poczucie własnej wartości. Nie jesteście winni temu, że są jacy są - jest za to odpowiedzialny kto inny - ich stary, który chlał, matka, która miała ich w dupie - nieważne, nie wasz problem. Nie pomożecie im, nie naprawicie ich bo nawet psychiatrzy przed nimi uciekają.
Za to możecie pomóc sobie - macie jedno życie i można je spędzić poza toksycznym związkiem. Jest mnóstwo fajnych niepopieprzonych dziewczyn i facetów i każdy znajdzie kogoś dla siebie. Spróbujcie a zobaczycie. Życie jest kolorowe, jest mnóstwo miejsc do odwiedzenia, przygód do przeżycia, nowych umiejętności, których się można nauczyć. Szkoda marnować czas na naprawianie czegoś co nigdy nie istniało. Tak to widzę po latach.