Dodaj do ulubionych

nie zwariować

10.02.19, 18:39
Dobry wieczór wszystkim. Śledzę to forum, ale się nie wywewnętrzniam. Nazbierało się jednak tyle, że muszę ulać, żeby nie zwariować. Aktualnie nie mam innej możliwości, bo uwierzcie mi, gdybym mógł, biegiem ruszyłbym na terapię, żeby nie zwariować. Ale nie mam takiej możliwości w tej chwili. Na wstępie napiszę, że nie mam intencji atakować nikogo, ani personalnie, ani jako grupy.
Otóż jestem w związku z osobą, która prawdopodobnie zmaga się z borderline, diagnozy nie ma, jest w trakcie diagnozowania.
Związek jest wieloletni. Wiele razy w ciągu naszej kariery rozchodziliśmy się i schodziliśmy na powrót. Z jej albo z mojej inicjatywy. Ostatnio, kiedy nie widziałem już możliwości dalszego wspólnego życia, z jej inicjatywy. Zaczęła chodzić na terapię, brać leki, obiecała wiele. Powoli wracała wiara, zaufanie. Były trudności, ale wszystko działo się w miarę znośnie. Ślamazarnie, ale szliśmy jednak do przodu. Zacząłem myśleć o ślubie (bo prawda jest taka, że mimo dziwacznych jazd i pewnych niedogodności było całkiem normalnie, a ja byłem nadal cholernie zakochany i co gorsza - teraz uwaga: nadal jestem) dzieciach, długim i szczęśliwym wspólnym życiu. Wierzyłem, że leki plus terapia to panaceum na problemy. Żeby wyeliminować nieporozumienia i żeby lepiej spełniać swoje potrzeby i żeby lepiej się dogadywać planowaliśmy nawet pójście na wspólną terapię. Do czasu, do teraz. A właściwie do momentu, w którym potrzebowałem mocno jej wsparcia (nadal potrzebuję, ale już nie chcę), kiedy bałem się o siebie, kiedy byłem zdany na nią. No i właśnie w takim momencie posypało się. A dokładnie, w sytuacji, kiedy wspomnianego wsparcia potrzebowałem najmocniej, dostałem taki wpierdol, taki festiwal okrucieństwa, pogardy, zdrady, upokorzenia, że zastanawiam się, czy to naprawdę możliwe. Bo chyba nie. Przestaję wierzyć faktom, własnym zmysłom, świruję. Nie wierzę sobie, bo chcę wierzyć jej. Ale fakty są inne, obiektywne i mówią: spierdalaj człowieku, nie oglądaj się, bez względu na wszelkie poniesione dotychczas koszty emocjonalne. Bo wszystko wskazuje na to, że rachunek jest taki, że nie jestem w stanie go unieść. Boli. Jak skurwysyn. Boli, kiedy wydawałoby się najbliższa osoba robi takie moralne salto, że pękają mury Jeruzalem. Chciałbym móc włączyć teraz pauzę, stop dla mojej rozkminy. Wiem, nie powinienem o tym myśleć, ale na teraz nie potrafię. Gniecie mnie to okrutnie. Powoli uspokajam się, planuję, układam mapę na najbliższe dni, ale co chwilę wraca chaos, że może to ja nie mam racji, tylko ona.
Obserwuj wątek
    • brz_a_sk Re: nie zwariować 10.02.19, 21:29
      dokładnie tak to wygląda; ciężko jak cholera;
      im relacje były trudniejsze, im więcej gór razem pokonaliście tym jest trudniej;
      nie dziw się sobie, masz prawo czuć się okropnie;
      trudno jest pojąć czemu się nie cieszymy, gdy nam ubywa problemów - ale tak to jest;
      nie jesteśmy w stanie ocenić czy tracimy czy zyskujemy - czuć się nie przestaje, ale gdy zaczynamy rozumieć jest trochę stabilniej;
      nie wymagaj od siebie byś wiedział, umiał i co ważne nie cierpiał
    • border.szary Re: nie zwariować 10.02.19, 22:25
      robin_z_hut napisał:

      > Zacząłem myśleć o ślubie (bo prawda jest taka, że mimo dziwaczn
      > ych jazd i pewnych niedogodności było całkiem normalnie, a ja byłem nadal chole
      > rnie zakochany i co gorsza - teraz uwaga: nadal jestem) dzieciach, długim i szc
      > zęśliwym wspólnym życiu. Wierzyłem, że leki plus terapia to panaceum na problemy.

      leki i terapia niestety nie są żadnym panaceum. Terapiaa to do siebie, że jest trudna, bywa obciążająca dla pacjenta, czasami robi z niego tymczasowego egoistę, bo skupia większość jego energii
      Sama jestem w terapii i nie chciałabym teraz mieszkać ze sobą pod jednym dachem.
      W ogóle czas terapii jednego z partnerów, to zły zaś na decyzję o ślubie. Bo ona powinna się zmienić na skutek terapii, a on najczęściej ma jakąś wizję jaka ona po terapii miałaby być. A potem okazuje się, że on nie taką ją chciał, a jego nie ona, ale jej zaburzenie sobie wybrało.


      > do momentu, w którym potrzebowałem mocno jej wsparcia (
      > nadal potrzebuję, ale już nie chcę), kiedy bałem się o siebie, kiedy byłem zdan
      > y na nią. No i właśnie w takim momencie posypało się. A dokładnie, w sytuacji,
      > kiedy wspomnianego wsparcia potrzebowałem najmocniej, dostałem taki wpierdol, t
      > aki festiwal okrucieństwa, pogardy, zdrady, upokorzenia, że zastanawiam się, cz
      > y to naprawdę możliwe.

      Pytanie zasadnicze: będziesz umiał z nią być, jakby to się nie zdarzyło? Nie tylko wybaczyć, ale zapomnieć? Żyć wierząc, że następnym razem będziesz miał w niej oparcie?
      Jeżeli nie, to się rozstańcie.
      W najlepszym scenariuszu będziesz się czuł w tej relacji cholernie samotny, bo zdany tylko na siebie.

      > Chciałbym móc włączyć teraz pauzę, stop dla mojej rozkminy. Wiem, nie powiniene
      > m o tym myśleć, ale na teraz nie potrafię. Gniecie mnie to okrutnie. Powoli usp
      > okajam się, planuję, układam mapę na najbliższe dni, ale co chwilę wraca chaos,
      > że może to ja nie mam racji, tylko ona.

      Znam takie pomieszanie. Relacja zupełnie inna. Zupełnie inna historia. Ale ja uznałam, że to ja nie mam racji.
      I to był błąd.
      Swąd tamtych zdarzeń tkwił pod pozorem normalności. W dodatku także sytuację się powtarzały. A w końcu okazało się, że najmniej ważne było, kto miał rację
      Po prostu robienie czegoś wbrew sobie, prowadzi do jeszcze większego chaosu i w efekcie trwałego poczucia skrzywdzenia. Ja znalazłam się w miejscu: czuję się skrzywdzona, nie umiem tego przestać czuć, a przecież nikt mnie nie krzywdzi.

      Muślę, że zdrowiej jest podejmować decyzje kierując się własnymi osądami, odczuciami i zrozumieniem sytuacji
      Nawet jeżeli się mylisz, to nie będziesz siebie oszukiwał.

      • trust21 Re: nie zwariować 10.02.19, 22:49
        ''A potem okazuje się, że on nie (...) jego nie ona, ale jej zaburzenie sobie wybrało.''

        Tak mi się przypomniało czytając ten fragment Twojej wypowiedzi, że czytałem kiedyś, jak to czasem ludziom się sypią związki po terapii, gdzie jeden z partnerów jest DDA. Ogólnie terapia DDA jest trudna i długa. Osoba po udanej terapii, często odkrywa siebie na nowo, wreszcie zna już swoje prawdziwe(?) potrzeby i wie czego chce itd. No i wtedy okazuje się, że obecny partner czy partnerka idą w odstawkę. Nie jest to reguła ale czasem tak bywa. I to jest w pewnym sensie okrutne. Bo taki partner, wspiera osobę DDA, zmaga się z trudami, a potem do widzenia. Jednak kiedyś zastanawiałem się, czy to aby czasem nie jest to wynik błędnie przeprowadzonej terapii. Pamiętam jak kiedyś Witkowski na jakimś wykładzie opowiedział historię starszej kobiety, która na stare lata chciała być bardziej asertywna. No i poszła do terapeuty. Po zakończonej terapii, która miała być sukcesem, kobieta zniszczyła woje relacje rodzinne.
        • border.szary Re: nie zwariować 10.02.19, 23:44
          Trust, niestety dość często tak bywa. Nie tylko tzw
          DDA, terapia nerwicy też może mieč taki skutek.
          Ja widzę to tak:
          Przykład trochę z innej bajki.
          Mamy panią X. Pani X jest najcudowniejszą osobą w okolicy. Troszczy się o sąsiadów, pomaga odrabiać lekcję dzieci w ramach wolontariatu, karmi dzikie koty. Pani X nie jest stara, ale jest samotna. Kilka razy się nawet umówiła na randkę, ale nic z tego nie wyszło. Po prostu nie miała czasu na miłosne spotkania, bo sąsiadka chora, bo dzieci i koty, a w pracy nie radzącej sobie w obowiązkami koleżance trzeba pomóc
          No ale że trzydziestka na karku, a pani X chciałaby rodzinę założyć, poszła po poradę do psychologa. Ten wysłał ją na terapię. Poszła.
          I zaczęła się zmieniać. Sąsiadce powiedziała, żeby po swoją córkę zadzwoniła, koleżance, że nie zamierza za nią robić roboty, ograniczyła liczbę dzieci. Pozostały koty, bo tak wybrała.
          No i zyskała czas na randki.
          Otoczenie uznało, że terapia zrobiła z niej gorszego człowieka. Egoistkę zwykłą.
          I tak to jakoś wygląda
          Człowiek chory wybierze sobie opiekuna na partnera
          Jak wyzdrowieje to nie opiekun potrzebny, a towarzysz, kompan na urodziny do Jolki, a tu dupa ...
          • trust21 Re: nie zwariować 11.02.19, 21:24
            ''Trust, niestety dość często tak bywa. Nie tylko tzw
            DDA, terapia nerwicy też może mieč taki skutek.
            Ja widzę to tak:
            Przykład trochę z innej bajki.''

            jasne, tyko tak jak mówię: przykład Witkowskiego dotyczył sytuacji gdy zniszczone zostały zdrowe relacje.

            ''Człowiek chory wybierze sobie opiekuna na partnera
            Jak wyzdrowieje to nie opiekun potrzebny, a towarzysz, kompan na urodziny do Jolki, a tu dupa ..''

            Ale ktoś, kto wcześniej być opiekunem, może też być potem towarzyszem na urodziny Jolki. Poza tym człowiek to nie przedmiot.
            • border.szary Re: nie zwariować 11.02.19, 23:38
              trust21 napisał(a):

              > jasne, tyko tak jak mówię: przykład Witkowskiego dotyczył sytuacji gdy zniszczo
              > ne zostały zdrowe relacje.

              Jeżeli to były zdrowe relację, to z terapią coś było kiepsko.
              Z drugiej strony, terapia z założenia ma prowadzić do zmiany pacjenta
              Jeżeli terapia jest skuteczna to powstaje sutuacja, w której jedna osoba się zmienia a druga nie. I bywa też, że to partner nie chce już takiej ienionej osoby.
              Bo zazwyczaj, kiedy partner, czy ktokolwiek, kto wspiera w terapii, ma jakiś obraz tej osoby po terapii; ma własną listę życzeń. I rzadko te życzenia zostają spełnione.

              > Poza tym człowiek to nie przedmiot.

              Oczywiście, że nie. I najczęściej jednak te małżeństwa się nie sypią. Trwają. Próbują znaleźć jakąś nową wspólną jakość.
              Ale to naprawdę odwielu rzeczy zależy.
              • border.szary Re: nie zwariować 12.02.19, 00:01
                Zapomniałam o jeszcze jednej, najbardziej oczywistej możliwości: terapia była tylko mieszaniem kobiecie we łbie.
                Brak ustawy regulującej, kto ma prawo do wykonywania zawodu niesie ze sobą takie a nie inne konsekwencje.
                I jeszcze trochę akceptowanej w środowisku hochsztaplerki typu ustawienia Hellingera i tobie się urocze bagienko
                • trust21 Re: nie zwariować 12.02.19, 12:04
                  ''Jeżeli to były zdrowe relację, to z terapią coś było kiepsko.''

                  Właśnie dlatego ta kobieta zgłosiła się do Witkowskiego - tak jak wiele innych ofiar nieudanych terapii.
      • robin_z_hut Re: nie zwariować 11.02.19, 09:58
        No właśnie, trwać wbrew sobie i w imię czego? Sprawowania opieki? Gdybym chciał być opiekunem, to zostałbym pielęgniarzem. Czasem czuję się jak rodzic, któremu córka chce zrobić na złość. I robi. Wali bez opamiętania w czułe punkty. To wszystko jest tak popierdolone, że aż niewyobrażalne.
        • border.szary Re: nie zwariować 12.02.19, 00:22
          robin_z_hut napisał:

          > No właśnie, trwać wbrew sobie i w imię czego?

          A bo ja wiem?
          Ja nie widzę sensownej odpowiedzi. Dla mnie sensu to nie ma.
          Ale ja kobiety nie znam. Nie wiem, dlaczego ją kochasz pomimo jej jazd, dlaczego masz tyle wątpliwości.


          > Czasem czuję się jak rodzic, którem
          > u córka chce zrobić na złość. I robi. Wali bez opamiętania w czułe punkty.

          Zapewne jakąś logika w jej zachowaniu jest. Ale nie jest twoją rolą tej logiki szukać, usprawiedliwiać jej zachowanie, znosić absolutnie wszystko.

          Największym złem zaburzenia jest (w moim przekonaniu), że dostają po łbie niewinni.

          Niezależnie od wszystkiego: zrób to, co będzie dobre dla Ciebie. Poświęcając się ryzykujesz, że sam będziesz potrzebował szybkiej interwencji psychiatrycznej. I po co to komu?
          • robin_z_hut Re: nie zwariować 12.02.19, 13:45
            Jakaś logika owszem. Logika złego snu? Zaprzeczenia, przerzucania odpowiedzialności za swoje przeohydne zachowania? Odnajduję logikę skrajnego egoizmu, ryzyka, narażania siebie i mnie. Wreszcie logikę zakłamania, bo leży ono u podstawy. Skądś to jest, gdzieś to urosło albo zostało wyhodowane. Ale uwierz, nie ma na to wzoru. Jest zbyt wiele zmiennych, chociaż schemat powiela się do wyrzygania ten sam. Zawsze jest też ten sam wynik: cios w serce i rosnące obrzydzenie, zohydzenie tego, co między dwojgiem ludzi może być piękne. Jeśli chodzi o interwencję psychiatry, mam nadzieję, mimo totalnego zaplątania, pozostaję jeszcze przy zmysłach, co pozwala na układanie planu na najbliższe miesiące - bo właśnie takiego planu na teraz potrzebuję. Bez zważania na to, co dzieje się z nią.
            • brz_a_sk Re: nie zwariować 12.02.19, 14:42
              dobra decyzja
              pomóc możemy sobie
              innych co najwyżej nie krzywdzić
              na tym etapie
              w sumie dobry przykład, zajęcie się sobą, jest idealnym rozwiązaniem
    • trust21 Re: nie zwariować 10.02.19, 22:26
      Hmm. W tym wpisie jest mało konkretów, ale to co piszesz, można by chyba tak streścić: burzliwy związek, pełen rozstań i powrotów. Dawałeś jej szanse, a kiedy wsparcia potrzebowałeś akurat Ty, to dostałeś po głowie.

      Czasami trzeba dystansu, żeby pewne rzeczy ocenić. Emocje raczej w tym nie pomagają, a nawet utrudniają. Związek w którym jest dużo rozstań i powrotów, raczej nie rokuje dobrze. I to nie jest tak, że w dobrych związkach ludzie się nie kłócą - no bo się kłócą, jednak ważny jest tutaj chyba zdrowy rozsądek.

      Druga sprawa jest taka, że w zdrowych relacjach nie tylko dajemy wsparcie ale i powinniśmy je otrzymywać jeśli je akurat w danym momencie potrzebujemy.

      Ale to są tylko takie ogólniki, nic więcej nie można naspać na podstawie tego co napisałeś.
      • robin_z_hut Re: nie zwariować 11.02.19, 10:06
        Konkretów nie będzie, mięso zostawię sobie, ewentualnie profesjonaliście, który pomoże mi się z tego wygrzebać. Bo sam nie mam siły. Nie mam nawet ochoty wyciągać swoich argumentów, bo wiem, że zostanie to zalane pomyjami, mieszanką kłamstw, zaprzeczeń, zrzucania odpowiedzialności i agresją. Powiem obrazowo, wyobraźmy sobie sytuację, w której widzisz jak bliska Ci osoba strzela do człowieka, podchodzisz, pytasz, czemu, why, co się kurwa stało, a ona zakrwawiona, stojąc nad ciałem wciska Ci broń i mówi, czemu zabiłeś tego człowieka ty nieczuły skurwysynu. Przerabiałem to już i więcej nie mam ochoty. Proszę nie informować policji, oczywiście do zabójstwa nie doszło. Co najwyżej do zabójstwa mojej wiary, zaufania, współczucia, chęci pracy nad tą relacją.
        • brz_a_sk Re: nie zwariować 11.02.19, 16:13
          na teraz masz pytanie czemu <podchodzisz>, albo czemu podchodziłeś i np czemu przestałeś; kiedy sam sobie odpowiadasz przestajesz się powoli ze sobą spierać, uznajesz swoje argumenty, nawet gdy je gubisz w emocjach, masz do czego wracać;

          <bliska osoba> - no to dobre do rozkminienia; od klasycznej kartki złożone wzdłuż na pół i po jednej arg. na tak po drugiej na nie - bywa pusto; ale to też zmusza do skupienia myśli;

          bywa tak, że nie szukamy rozwiązania do czasu braku próby ponazywania, gdzie jesteś, kim jesteś i co można, a co ważne co chciałbyś osiągnać/zrobić; bardzo długo chcemy przedziwnych rzeczy - często z krainy cudów :(

          jeśli komukolwiek opowiadasz, zdajesz relację to jest to potrzebne Tobie - to nie ma wpływu na pomoc, słuchanie bywa wsparciem, ale nie należy na tym zawisać; zwłaszcza gdy jesteś na etapie, ze nie wiesz co zrobić, możesz się kręcić w kółko, nakręcać nawet; udowadniać sobie, że nie ma wyjścia, ze nikt w takiej sytuacji nie znalazłby wyjścia - tego warto sobie oszczędzić, jest trudno ale nie jest niemożliwie;

          i jeśli zawisasz w niepokoju 'a co jeśli' to czasem lepiej sprawdzić niż nakręcać się, decyzja ok jesli się zdarzy to stawię czoła i sprawdzę, z reguły nie zdarza się, a jeśli to nic się nie dzieje, bo nie masz całej negatywnej bulwy; to bardzo ogólna uwaga i tak ją zostawiam;

          jeśli sytuacja jest skomplikowana wielopoziomowo to dobrze jest pogadać z prawnikiem, najlepiej przyjacielem, nie by powygrywać wszystko, bo to koszmarne ścieżki, ale by się ustrzec, by się nie opłaciło nikomu iść do sądu; nie wiem czy to wystarczająco jasno napisałam - w sądzie się nie godzi, ani nie dzieli sprawiedliwiej niż przy białym obrusie we dwoje; choćby to była ostania rozmowa; warto nie robić głupich kroków wcześniej;
          na ogół wszystko wygląda mniej dramatycznie niż się nastawiamy - tak jak z burzami - gdy miną, zaczynamy je zapominać, gdy nadchodzą jest trudno, gdy wiszą w powietrzu jest najgorzej, najbezsensowniej;

          bywa, że druga strona odpływa i ma dość i nic nie chce - znika, to w pewnych sytuacjach jest ulgą, ale bywa odbierane jako kara, agresja - bywa nie do wybaczanie, często sobie nie można wybaczyć, że z jakichś powodów nie braliśmy tego pod uwagę; najgorzej gdy czujemy się odpowiedzialnym opiekunem a partner/ka widzi nas inaczej i zwiewa; galimatias w głowie mamy, ról nie akceptujemy itd; ( w przypadku relacji z osobami z BPD to bywa bardziej skomplikowane wg mnie i ucinanie znajomości ma różne motywacje )

          warto sobie jak najwięcej poukładać, by nie grzebać się w swoich niepokojach ile razy coś się w życiu nie układa; własne blizny warto poznać, zrozumieć i zaopiekować się nimi dostatecznie :)
          nikt w naszą skórę nie wejdzie, sami z czasem dziwimy się, jak to tak działało, to niemożliwe; w końcu bardzo często stoimy na linie - ani w przód, ani w tył, ani w cholerę zejść nie chcemy przecież;

          (nie wiem czy z wyborem nicku wpisałeś się w akcję czy zupełny przypadek - chyba przypadek :) )

          • robin_z_hut Re: nie zwariować 12.02.19, 09:08
            Od końca: wybór nicku to nie jest czysty przypadek, ale myśli rozwijać mi się nie chce.

            Z tym pytaniem, "co, a jeśli" trafione w dychę. Co, a jeśli:

            1. To mnie coś roi? (ale przecież się nie roi, słyszę, widzę, zmysły wszystkie mam aktywne, oceniam, łączę fakty, zachowuję ciągłość wydarzeń)
            2. Terapia pomoże, jeszcze przemęczę się te kolejne dwa lata i będzie super, sielanka? (tylko prób terapii było wiele - z każdą pewnie do przodu, ale jednak kończyły się nagle, bo coś)

            To pieprzone "A, co jeśli", to w tej chwili moje przekleństwo. Gdyby nie istniało, byłoby dużo łatwiej, bez wykańczającej rozkminy. Tymczasem przyczaiłem się. Uspokajam się, próbuję spojrzeć szerzej i szukam wsparcia - mam już taką możliwość. I to pomaga. Pomaga nie wkurwiać się bez sensu, nie obwiniać, nie prowokować dramatów. Jestem zdystansowany, bo nie mam przyjemności przebywania z nią w jednym pomieszczeniu. Zatem kontaktu unikam, ograniczam do niezbędnego minimum.
            Widzę, że ona "zesztywniała", nie atakuje, nie wyrzuca z dupy wziętych argumentów, czeka zapewne na to, co zdecyduję.
            • brz_a_sk Re: nie zwariować 12.02.19, 10:18
              (co do nicka nie było pytania - kiedyś się zorientujesz, że to zbieg okoliczności, przypadek więc nie ma znaczenia )

              jeśli chcesz to przyjrzyj się, gdzie siedzisz jeszcze w grze, gdzie myśli wiążesz ze strategią gry a nie zakończenia jej; jak ja tak to co ona, jak ja nic to co ona i co ja wtedy, co znaczy jak ona, ...
              to strasznie trudne, zaczynać siebie pytać co bym chciał; no do diabła o co mi chodzi; czasem ma się wspólną firmę, wspólny kredyt, wspólną kuchnię i dzieci i co dziwne wcale nie jest rzadsze wtedy, że ktoś wychodzi, składa się do kupy i przystępuje do rozwiązania, uporządkowania swojego życia; uprościłam na potrzeby podkreślenia - nie trzyma nas to co ważne, trzyma nas to co my uznamy za ważne i bywa to świadomie nienazwane; czasem bronimy sami nie wiemy czego i po co, kieruje nami ... no właśnie tego warto szukać chyba; tego spaceru 20 minutowego, kiedy poczujemy - chwila jestem wolnym człowiekiem, idę, myślę, czuję poza tym koszmarnym uwikłaniem; ten dystans pozwala podejmować decyzje; jego brak podejmuje decyzje za nas, naszymi obawami; sztuka polega na tym by tak jak w żałobie znaleźć sposób na swoje życie, nie pozbawiając się uczuć; nie uciekać od bólu, ale uporządkować to co możliwe w swoim rozchwianym myśleniu; (przy okazji - by przestać cierpieć po śmierci bliskiej osoby, nie kombinujemy z szukaniem jej wad, po stracie partnera warto coś z tego rozważyć; negowanie zalet exa jest wbijaniem sobie gwoździ w głowę ... )

              Wiem, że każda realna sytuacja jest zupełnie inna ale potrzeba odcięcia się to co innego niż potrzeba dystansu z "mam wszystko na oku" , i tu jest pułapka, trudno z niej wyjść; takim dobrym sygnałem jest promyk radości, gdy się okazuje, że ex układa sobie życie, choćby lepiej wygląda; ludzie na ogół dziwią się, że to jakieś brednie - a jednak nie, jeśli naprawdę staramy się zakończyć związek to jedyne co nas interesuje, by nie docierały do nas kłopoty ex przecież; to jest logiczne, ale boli długo - no jak to tak, ano tak to - jeśli prawdą jest, ze chcesz być wolny i nie szukać win (własnych też :) )
              co ważne gdy ludzie decydują się wracać do siebie to taki stan zerowy jest również ekstra - są medialnie obecne takie historie, gdy ludzie po latach, wpadają na siebie i wraca tylko to co ich dobrze łączyło (ważne by pamiętać, że złe łączy mocniej i łatwiej i trwalej z reguły :) a nie dzieli );
              miłość warto pielęgnować i nie przerabiać jej w nienawiść - jak to robić to sztuka życia, warta zgłębiania


    • myslacy Re: nie zwariować 11.02.19, 00:14
      Jak zapewne pamiętasz, aktualnie zmagam się z podobną sytuacją. Od siebie mogę Ci poradzić tylko jedno, bo reszta przyjdzie z czasem i zrozumieniem. COKOLWIEK by się nie działo nie wątp we własne myśli, jak trudne by to nie było, nie szukaj sensu w chaosie, którego doświadczyłeś i który trwa. On jest sam w sobie autonomiczny i sensu nie ma, musisz to przetrzymać sam ze sobą, dojść ze sobą do zgody, moje odczucia równie często są graniczące z szaleństwem, aczkolwiek TRZEBA trzymać się swojego zdania i trzeźwej oceny sytuacji.
      • robin_z_hut Re: nie zwariować 11.02.19, 10:19
        Pamiętam, i łatwo było mi cokolwiek doradzać zanim nie otrzymałem ciosów kung fu w stylu "kłamię więc jestem". Nawet trochę Ci zazdroszczę, bo masz dystans, występujesz w roli przybocznego pomocnika i masz możliwość odwrócenia się i pójścia w swoją stronę. U mnie są wieloletnie powiązania, inwestycje emocjonalne i nie tylko. Poprzecinanie teraz tych nitek, to wyjątkowo trudna gmatwanina. Zwyczajnie nie mam na to siły. O pozostaniu w relacji na partnerskim poziomie mowy nie ma, bo jest to po prostu niemożliwe. Po latach dochodzę do wniosku, że chyba nie było nigdy. Żyłem w wydmuszce, którą sam pomagałem pompować. Pierwszy raz w życiu zniknęły ze mnie dobre uczucia, empatia, miłość, oddanie i takie tam pierdolety. Pierwszy raz w życiu życzę jej źle. To przeraża mnie najbardziej, bo wcześniej nigdy, ale to nigdy nikogo nie nienawidziłem.
        • myslacy Re: nie zwariować 11.02.19, 13:17
          Wydaje mi się, że trochę sobie za dużo wywnioskowałeś, jeżeli chodzi o moją rolę, jestem w wyjątkowo podobnym bagnie. Co do bezuczuciowości i apatii - tutaj zapewne trochę się pomęczysz, ja to przerabiam drugi miesiąc. Jeżeli zaś chodzi o nienawiść, to przepraszam, ale mam wrażenie, że jeszcze kilkukrotnie będziesz zmieniał zdanie, ta huśtawka zdecydowanie zostaje z człowiekiem. Postaraj się jak najszybciej skorzystać z pomocy terapeutycznej, a poza tym trzymaj się kompanie w niedoli, dużo ciepła wysyłam w tej, jakże przesranej i nieoczekiwanej, sytuacji.
          • robin_z_hut Re: nie zwariować 11.02.19, 13:54
            Szczerze, bardzo dziękuję! Dobre słowo w tym szaleństwie pomaga. Trzymaj się również.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka