Dodaj do ulubionych

brak miłości

08.02.09, 23:47
Witajcie,
dziś po raz kolejny zdarzyło mi się, że moje nadzieje na bycie z kimś blisko
rozsypały się w pył. Jestem zdruzgotana i zrozpaczona. Być może miłość jest
lekarstwem na bpd, ale co zrobić , gdy jej nie ma?
Od wielu lat jestem sama. Nie wiem za bardzo co miałabym robić, żeby tak nie
było. A teraz -kiedy przeżywam kolejne rozczarowanie - na dokładkę nie
wyobrażam sobie, żebym mogła jeszcze czegoś chcieć...
Miłość, związek, rodzina - wydają się zarezerwowane dla grupy szczęściarzy, do
których ja nie należę.
Pomóżcie - jak Wy to widzicie?
pozdrawiam:)
Obserwuj wątek
    • me_0 Re: brak miłości 09.02.09, 00:10
      Tak, miłość z pewnością jest lekarstwem na BPD...
      Tylko jak rozpieprzy się związek, który trzymał przy życiu...
      Tak, pozostało samobójstwo...
      • anna.dorota Re: brak miłości 10.02.09, 23:12
        me_0, nie poddawajmy się tak łatwo!
        oprócz tego, co czujemy w danym momencie, są jeszcze w nas możliwości, które
        wypływają z czasem. przekonałam się o tym nie raz. Moja zasada: to co
        widzę/czuję/myślę w danym momencie- nawet jesli jest najczarniejsze - to nie
        jest wszystko co jest we mnie.
        Są jeszcze inne rzeczy, których teraz nie widzimy.
        U Ciebie jest tak samo! Zadbaj o siebie jakkolwiek, zrób co lubisz, spałaszuj
        czekoladę, popłacz albo się powściekaj.
        I napisz koniecznie jak się czujesz!!!
    • xcracer Re: brak miłości 11.02.09, 14:47
      Nie wiem, co lepsze. Brak miłości pozwala utrzymać dystans, schować gdzieś
      emocje, żyć stabilniej, choć zdecydowanie mniej ludzko. Do jakiegoś stopnia się
      zdehumanizować, co jest ceną za bardziej stabilną egzystencję. Nie można
      odbierać tylko części uczuć. Gdy te się pojawiają, jest pięknie. Ale jest i
      strasznie.
      • liczby-11 Re: brak miłości 11.02.09, 17:57
        Gdy pojawi sie prawdziwe uczucie, to musi byc pielegnowane. Nie mozna uciekac od
        niego... Wyciszac trzeba tylko zle emocje... Przy systematycznym leczeniu
        psychofarmakologicznym mozna dobrze funkcjonowac... Tylko trzeba dobrac dobre
        antydepresanty te nowej generacji... Jak bedziecie zazywac leki z serotonina, to
        myslenie, uczucia a nawet empatia pojawia sie. Wszystko bedzie na wlasciwym
        miejscu.... Powiedzcie mi szczerze czy leczycie systematycznie bpd? Jezeli tego
        nie robicie, to jak mozecie dobrze czuc sie?????? To jest powtarzam choroba nie
        somatyczna tylko organiczne zaburzenie osobowosci, gdzie zaburzony jest
        osrodkowy uklad nerwowy. Tylko przy nerwicy jest czynnosciowe zaburzenie i tu
        psychoterapie pomagaja bardziej niz leki. Natomiast w bpd jest odwrotnie......
      • czita88 Re: brak miłości 11.02.09, 20:55
        Cześć. Jestem tutaj nowa,dopiero zaczynam czytać wasze wątki (login
        mam od dawna, z trichotillomanii). Mam bpd, wiem od 9 miesięcy, a to
        co przeczytałam o wnętrzu osoby z bordeline w Charakterach, noszę w
        sobie odkąd pamiętam, już od dzieciństwa czułam się dziwna,
        nierozumiana, nienawidziłam rodziców. Leczyłam się psychiatrycznie
        (stabilizatory nastroju-Depakine Chrono od czerwca, i od lipca po
        poważnej próbie samobójczej doszły antydepresanty- Seroxat) przez 8
        miesięcy, przestałam w zeszłym tygodniu, bo po raz kolejny mimo
        leczenia wszystko się sypie a przez te tabletki nie czułam się do
        końca sobą , a ciąć i tak się cięłam , myśli samobójcze nie minięły,
        jednym słowem z kuracji -klapa.
        Ale na temat... Zgadzam się z wami, a szczególnie z Tobą xcracer...
        Miłość daje chęć i sens życia, radość , wieeeelką nadzieję, ale
        równocześnie kojarzy mi się z WIELKIM bólem, walką, niezrozumieniem,
        zawodem itd... Z ogromnym poczuciem winy i uczuciem bycia nikim,
        niepotrzebnym, beznadziejnym, niekochanym... Tej miłości zawsze jest
        za mało!!!
        A życia bez emocji, takiego zdehumanizowanego też doświadczałam ,
        parę miesięcy temu... Mam 20 lat, jestem dość atrakcyjna, studiuję (
        bo rodzice kazali a nie z ambicji). Odkąd zaczęłam pić, chodzić na
        imprezy, i poznawać chłopaków (około 18ki wszystko) okazało się że
        jestem bardzo swobodna, uwielbiam kontakt fizyczny, i nie mam
        żadnych "oporów" przed seksem z facetem którego ledwo znam... A po
        próbie samobójczej (oczywiście przez faceta który tylko kochał się
        ze mną czasami a ja KOCHAŁAM GO ponad 2 lata) znalazłam sobie 3
        sponsorów, byłam w miarę szczęśliwa, wydawałam kasę na drogie ciuchy
        i kosmetyki... Poczucie mojej wartości znacznie wzrosło... Ale nie
        do końca czułam się człowiekiem, uważałam że liczy się przede
        wszystkim kasa i seks, zażywałam czasem narkotyki (wcześniej też), i
        co najważniejsze , nie wierzyłam w miłość. Mówiłam o tym nawet mojej
        psycholog.
        Było tak 2-3 miechy... aż poznałam mojego mężczyznę... mojego , od
        wczoraj, byłego mężczyznę ;( ;( ;(. Pokochałam go całym moim
        wielgachnym, wrażliwym, poranionym serduchem... Pierwszy raz byłam z
        kimś kogo kochałam! BO we wcześniejszych 3 stałych związkach to
        dlatego żeby zapomnieć o tamtym co mnie ranił, albo dla zabawy i
        rozrywki, albo bo po prostu tak wyszło... I oni mnie kochali a ja
        ich raniłam , lekceważyłam, i nie czułam się rozumiana...
        A z Tomkiem... Uważałam na każde słowo... Gdy niepotrzebnie zrobiłam
        chorą akcję, histeryzowałam, to następnego dnia dokładnie
        wyjaśniałam mu co wtedy przeżywałam, dlaczego postąpiłam tak a nie
        inaczej, i PRZEPRASZAŁAM go za to, ja ! Mówiłąm czego potrzebuję,
        ustępowałam mu, wczuwałam się wniego i byłąm strasznie
        wyrozumiała... Troszczyłam się o niego ,o jego szczęście a nie o
        własne... Byłam gotowa zrobić dla niego wszystko... ;(... Dałam mu
        materiały o tricho, wiele stron (kartek) ale do dziś nie wiem czy je
        przeczytał czy tylko tak mówił...
        A on nie chciał się angażować tak szybko... Nie byłczuły, nie mówił
        że mnie kocha :(... Nie kochał mnie :(:(:(.... Nie cieszył się z
        moich prezentów ;(.... On kocha ją , swoją byłą z którą był 4,5 roku
        (dla mnie to niewyobrażalne, to jakl wieczność !!! mój rekord to
        niecałe pół roku i to tylko dlatego że chłopak był we mnie zakochany
        do szaleństwa, wszystko mi wybaczał i nie dawał mi odejść!)
        z czego mieszkała u niego 9... Z czego wiem to nie było
        fanastycznie, robili sobie wciąż na złość i obrażali się nawzajem,
        zamiast rozmawiać, a potem każde dumne, żadne nie chciało wyciągnąć
        ręki na zgodę. Złą komunikację mieli , każde myślało też tylko o
        sobie...
        I on teraz, po pół roku odkąd odeszła i zerwała z nim konmtakt, ma
        już innego, teraz zorientował się że ją kocha ;( ;( ;( ! Ja mówiłam
        że go rozumiem, przytuliłam go gdy płakał ;(... TAK STARAŁAM SI Ę
        NIC NIE ZEPSUĆ !!!!! Ale tego samego dnia znowu był dla mnie
        niemiły, na normalne zdania reagował gniewem, jak sam kiedyś
        przyznał "znowu wyzywał się na mnie" ;(... I płakałam, awantuwa,
        ostre słowa, tak bolało ;(.... Chciałam umrzeć, po raz enty... Już
        wcześniej, jak z nim byłąm to się cięłam... A on że to głupota ;
        (... Po tej akcji która była rano, zadzwonił dopiero wieczorem, ja
        wciąż zdołowana, miał mni gdzieś, przecież wiedział że mam takie
        myśli, i jak łątwo mnie zranić, i że mogłam sobie coś zrobić... I
        spytał : CZY JUZ MI PRZESZŁO ? ;( ;( ;(!!!!! Często tak
        bagatelizuje moje przeżycia, rozpacz , uczucia.... Potem był tydzień
        że się nie widzieliśmy tylko dzwonił raz na dzień... A ja głupia...
        ALe on mnie lekceważył, mówił że on myśli o niej to po co ma być ze
        mną, i takie teksty ;(... I mieszka 3 km ode mnie , i zapraszałam, a
        on nie chciał, unikał spotkania ze mną. Aha , jeszcze jedno, zawsze
        jak mówiłam że ma na mnie wyjeba*e , wcześniej, przez cały czas
        bycia z nim, i że na siłe albo z łaski to nie ma ze mną być to on
        ZAPRZECZAŁ!! Po co pytam się ;(???? Po c*uja ;(;(;(?????? Jak i tak
        na to wyszło ;(. No i w tym głupim tygodniu ja się spotkałam 2 razy,
        z nowymi sponsorami... Chciałam potem wysłać mu kasę , ok 2 tysiące,
        anonimowo, pocztą , bo on ma długi i nie miał za co ukochanego auta
        naprawić ;(... I wydało się, tzn sama się wczoraj wydałam , że
        gdzieś jadę, i takie przekomarzanie złośliwe przez telefon, i wyszło
        że na seks , i że za kasę... NO i awantura , jechał mi cały dzień,
        że był ze mną z litości , ma wyje*ane, że po NIEJ to ja byłam byle
        czym, i był głupi że ze mną był, że pomogłam mu podjąc decyzję itd
        itd... Płakałam , chcialam umrzeć... BO on to przez telefon.. I
        wyzwiska, ku*wo , dzi*ko, przebadam się na różne syfy itd... O n
        nigdy nie widział co robi żle, jak mnie traktuje, tylko co ja... ;(.
        Po co ja go kochałam ;( ;( ;( ;(... TO zwykły gn*j..... Przecież nie
        wierzyłam w miłość.... Przyjechał wczoraj po swoje zdjęcia co
        miałam, i już z ćmikiem, a od sylwestra rzucił , pomogłam mu w
        tym... Teraz ciągle dzwoni i głupie eski , jechanka, ale nawet
        zabawna, ale nic z tego nie będzie. Dzwoni o n a mówi że nie chce mu
        się gadać i potem w trakcie dyskusji sie rozłacza... Nie wiem co
        myśleć.... Kocham go chyba.... Życie straciło sens... On ma mnie za
        nic....
        • czita88 Re: brak miłości 11.02.09, 21:09
          Jeszcze małe sprostowanie...
          Dałam mu materiały o bpd a nie o trichotillomanii :).
          I jak tylko go poznałam (od razu zaczęliśmy z sobą być) to zerwałąm
          kontakty z dotychczasowymi sponsorami i miesiąc później poszukałam
          sobie normalnej pracy na weekendy (studiuję dziennie, nigdy
          wczesniej nie pracowałam normalnie, raz tylko we wakacje w
          akwizycji !!), i to jako sprzątaczka w dużym markecie, za ok. 600 zł
          na miecha, ale na podstawowe potrzeby mi starczało , to wszystko dla
          niego , chciałam żyć normalnie, wyjść na prostą :(....
          I jeszcze coś... On zanim mnie poznał to słyszał od swoich znajomych
          że jestem "puszczalska" i łatwa, ładna. No przyznam że miałam
          jednorazowe przygody z ludźmi z jego grona, po narkotykach 2
          incydenty... DLa mnie to nic, i zawsze opinię innych ludzim miałam
          głęboko w dupie... Ale wystarczyło by rozeszła się o mnie zła
          sława... Więc po co się w to ładowal?? Przeciież nie dla seksu ;(?
          Sam często mówił że mu chodzi o coś więcej, a jak byliśmy razem to
          ZAWSZE ja inicjowałam zbliżenia, on czasem nawet odmawiał !!!

          Co o tym wszystkim myslicie????????

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka