bodo1212
12.06.09, 23:13
Wpadłem dzisiaj przypadkowo na informację o tym schorzeniu. Od 2 lat
chodzę na psychoterapię, byłem na lekach (STIMULOTON)- nie pomagały
zbytnio, ale moje życie się nie wyprostowało. Krótko o tym co mnie
gnębi: Mam duży problem ze związkami uczuciowymi. Z moją żoną
wziąłem ślub 9 lat temu, ale jak się okazało w wyniku spotkań z
terapeutą, w zasadzie nie chcąc tego. Wcześniej byłem z nią przez 4
lata, cały czas mając wątpliwości. Próbowałem z innymi kobietami,
ale ciągle mi czegoś u nich brakowało (a może bałem się do końca
otworzyć?)- w końcu pomyślałem, że z kimś "trzeba być". Na obecnym
etapie uznaję, że to był największy błąd. Unieszczęśliwiłem moją
żonę, ale przede wszystkim siebie. Będąc człowiekiem w miarę
odpowiedzialnym, który stara się ponosić konsekwencje swoich czynów,
na tyle na ile mogę staram się utrzymać "normalną rodzinę". Kosztuje
mnie to strasznie dużo wysiłku, ponieważ w zasadzie to nic do swojej
żony nie czuję. Uzałbym to za zwykłe tchórzostwo przez rozpadem
małżeństwa, ale tak chyba nie jest. W przypadku rozwodu oddałbym jej
część naszego majątku bez wahania, chociaż to ja przede wszystkim na
niego zapracowałem i zapewnił bym opiekę finansową na tyle na ile
dałbym radę (jestem nie najgorzej sytuowany)- więc zupełnie nie
chodzi o sprawy materialne. Zastanawiający jest ponadto fakt, że
mając dwójkę małych dzieci, również do nich nie czuję tego co wydaje
mi się, że powinno być (to już nie jest normalne). Moich rodziców
prawie znienawidziłem (wewnętrznie) za traumy, które mi zafundowali
w dzieciństwie, robiąc to zresztą nie do końca świadomie (po oddaniu
mnie do koszmarnego przedszkola przez 20 lat jąkałem się i wyżywałem
na matce w okresie dojrzewania). Dzisiaj z zazdrością patrzę na
obejmujące się szczęśliwe pary, na tatusiów, którzy ze swoimi
dziećmi karmią w parku wiewiórki. Ja najlepiej czuję się sam (ale
też niedługo), lubię ostre wysiłki fizyczne bo dają na
chwilę "zapomnienia".
Ostatnio znalazłem sobie kochankę. Długo z tym walczyłem, ale nie
wytrzymałem- w zasadzie to ona mnie poderwała (podobno mam
duże "branie" chociaż to moja pierwsza tego typu historia). Jest
bardzo atrakcyjna, inteligenta itp. wydawać by się mogło bez wad.
Jednak już czuję, że nie o to chodzi. Seks jest super, ale później
znowu za czymś tęsknię. W zasadzie czekam kiedy mnie zrani, wręcz
lubuję się w swoim cierpieniu!
Powiem tak: gram przed wszystkimi bliskimi, staram się być twardy i
działać na tyle na ile mogę. Wizyta na tym forum jest przejawem tego
działania. Na psychoterapię wydałem już jakieś koszmarne sumy.
Powiedzcie czy dobrze kombinuję, czy to mi właśnie dolega? Może po
prostu trzeba sobie naprawdę spróbować ułożyć inaczej życie a może
uznać że te złe myśli to tylko iluzja i nie ma czego gdzie indziej
szukać. Nie pisałem o moich innych objawach typu: huśtawki nastroju,
zamykanie się w sobie, raz uważam że jestem mistrzem świata, innym
razem że jestem nikim itp. Nawiasem mówiąc mam 34 lata, więc wedle
prawideł obowiązujących w BPD za 6 lat powinno mi odpuścić.
Podzielcie się ze mną swoimi uwagami, doświadczeniami, może coś mi
zaświta w głowie.