Dodaj do ulubionych

Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w ogóle.

16.06.09, 19:41
Dzis po raz kolejny poszlam na psychoterapie do mojej pani terapeutki.Po ponad
godzinnej rozmowie z ktorej kolejny raz nic nie wynioslam,(bo tylko
uzmyslawiala mi rzeczy,ktore ja juz dawno sobie uzmyslowilam)spytalam czy jest
mozliwosc rozleglejszej tarapii,na co ona odpowiedziala:"Dla osob takich jak
pani terapi codziennej niema".Po czym poprawila sie po zobaczeniu mojej miny i
stwierdzila,ze dla osob z moim zaburzeniem terapii niema.Z czego zauwazylam to
jestem w kropce,w Toruniu niema miejsca,ani specjalistow od terapi zaburzen
osobowosci.Wyjechac moze i bym wyjechala,nawet tryb stacjonarny,ale za niecale
3 miesiace mam operacje kregoslupa na ktora czekam juz ponad pol roku wiec
odpada.Po 2 musze pracowac nad swoim zwiazkiem,ktory aktualnie sie rozpada,a
ja nie chce kolejny raz zostac sama.Nie wiem co z tym wszystkim zrobic?Chce
pracowac nad zwiazkiem,bo obiecalam sobie,ze w koncu przerwe ta zla passe jaka
byla przez ostatnie lata,ze uloze sobie w koncu zycie.Chocbym miala zrobic to
tylko na przekor matce(taka motywacja),ktora zazdrosci mi kazdej weselszej
chwili zycia.Zobaczymy na ile mi to wyjdzie,ale wierze,ze odrobina
samozaparcia i choc najmnieszy-to jakis efekt bedzie.Wkurza juz mnie to,ze
niema gdzie zasiegnac pomocy,niema gdzie isc,by ktos pokierowal.Poprostu
wyglada to czasem jak zmowa milczenia.Moja terapeutka nie daje mi wiele do
myslenia,nie uzmyslawia jak powinnam zyc,ja sama analizuje i gdy spyta to moje
odpowiedzi sa przeanalizowane i sprecyzowane,a ona niema szans doszukac sie
drugiego dna.W zasadzie na poprzedniej sesji nawet bronila mojej matki,ze
przeciez skoro ja ktos tak wychowal to ona mnie i niema sie co dziwic.Wiec
dzis wrocilam do tego tematu i stwierdzilam,ze oczywiscie niema sie co
dziwic,ale guzik mnie to obchodzi czy ktos ja tak wychowal,mnie interesuje to
czemu sama ze soba nic nie zrobila,nie probowala sie leczyc i wychowala tak
mnie.W pedzie swojej wypowiedzi powiedzialam,ze zniszczyla mi zycie,na co
zostalam obrzucona dosc gromkim spojrzeniem.Zero zrozumienia,bo przynajmniej
ja nie wiem co mialo na celu bronienie mojej matki.Ciekawe jak sama by sie
czula bedac przez 10 ponad lat upokarzana fiz.i psych.,uczona
nieufnosci,podejrzliwosci,nienawisci,zazdrosci,krzyku,bicia,wyzwisk,
prowokacji,braku szacunku i wielu innych.Jakos nie moge tego
ogarnac...Hmmm...coz sie spodziewac jak sie chodzi na kase chorych jak widac
do podrzednego terapeuty.Wiecie co czasem dopada mnie taka deprecha i
zrezygnowanie,ze mam po prostu dosyc wszystkiego,bo w tym pierd***** panstwie
nie daja nam szansy nawet na powrot do normalnego zycia,bo jak sa dosc dobrzy
lekarze to prywatni.Jak chcemy na kase chorych to niestety wiekszosc niema
pojecia o zagadnieniu i metodach przeprowadzania terapi.Do d*** z tym.

P.S.Musialam gdzies napisac,bo jestem wkurzona,sfrustrowana i troche
zrezygnowana,a forum chyba jest najlepszym miejscem.
Obserwuj wątek
    • urocza_diablica Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 16.06.09, 20:57
      Wiesz, nie będę mówić, że wiem co przeżywasz bo nie miałam problemów na tle rodzinnym. Ale jeśli chodzi o terapię to cóż... Mój terapeuta jest naprawdę wspaniały i widzę jak się stara mnie zrozumieć, ale nie da się zmienić tego, że po prostu nie rozumie. Pomaga mi to, że mam wrażenie, że w miarę dobrze mnie zna i czasem mam wrażenie, że widzi dużo więcej niż daje po sobie poznać. Tylko że problem tkwi we mnie, ja po prostu nie wierze w to wszystko i nie umiem się do końca otworzyć. Ciężko mi Ci coś poradzić, ale może da się zmienić terapeutę? Bo mimo, że jak napisałam nie wiem czy terapia mi pomaga to wiem też, że na pewno mi nie szkodzi. a z tego co piszesz wynika, że ta baba p prostu nie stoi po Twojej stronie...
    • paradoxman Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 17.06.09, 10:55
      Hej. Widze ze kryzys terapeutyczny.

      Malo prawdopodobne zeby udalo mi sie to przekazac dokladnie tak jak to sam
      rozumiem. W uproszczeniu to jest tak: Normalni ludzie wcale nie sa normalni i w
      tym caly ambaras. Osoba z borderline ma tylko bardziej skrajne "filmy w glowie"
      niz normalny czlowiek, a na tej plaszczyznie nie moze dojsc do "wyleczenia".
      Ciagle jest "bo inni tez tak maja".
      Nie trzeba byc borderline, zeby sobie wkrecic film "rodzice mnie zniszczyli",
      nie trzeba byc borderline zeby twierdzic "Polska to @#$#%! kraj", ale tylko ktos
      komu zalezy na wyleczeniu tego zauwaza ze cos tu nie gra.

      Borderline to inny wymiar normalnosci, nacechowany skrajnosciami, ale zarowno
      normalnosc jak i borderline to taka sama choroba umyslu. Ambaras w tym, ze
      borderline ma podobne choc niekiedy inne filmy niz normalny czlowiek, ale to nie
      znaczy ze normalni ludzie maja wlasciwe filmy. Tu jest caly pies pogrzebany,
      prawdziwa naturalna i wrodzona nam normalnosc jest czyms czego nie ma w naszych
      codziennych filozofiach i medycynie.

      Z grubsza wyglada to tak, ze im mniej myslimy, tym mamy mniej zludzen. To jest
      taki truizm ktory gdyby go wyznawac dzien i noc, mozliwe jest pozbycie sie
      borderline i wiekszosci smutkow zycia codziennego.
      Czlowiek jednak nie umie zyc bez mysli, wnioskow, orientacji w terenie. Dlatego
      wkreca sobie rozne filmy na temat siebie, zycia, swiata, swoich problemow,
      siebie samego, okresla okresla i definiuje bez konca tworzac pajeczyne mysli,
      wnioskow, odczuc, przeczuc. Wszystko to jest jak film w ktorym sami jestesmy
      swoimi rezyserami, aktorami i producentami.
      Teraz taki psycholog pomaga nam "poczytac swoje scenariusze", ale nie wybuchnie
      smiechem mowiac "boze, ales sobie wymyslila", bo raczej by to nie wywolalo
      dobrej reakcji. Ale tez pewnie taki psycholog przezywa frustracje widzac ze ktos
      wkreca sobie takie filmy i w tak bezpamietny sposob, ze chyba nie ma nadziei ze
      taki ktos zobaczy ze tworzy wlasny swiat.
      Znowu "walka na filmy" - tzn. ktos twierdzi "swiat mnie nienawidzi" i
      przeciwstawiac temu "swiat Cie kocha" to niekonczacy sie pojedynek na argumenty.
      Najprosciej jest uzmyslowic ten prosty truizm - z kazda mysla oddalamy sie od
      prawdy. Z kazda mysla tworzymy swoje swiaty. Kazdy bez wyjatku. Z tego samego
      powodu cierpia zwykli ludzie i borderlajny w taki sam sposob. Na poczatku trudno
      jest to uchwycic, ale z czasem jesli postanawiamy sobie ze mniej bedziemy
      wymyslac "o swiecie, zyciu i sobie", stajemy sie coraz bardziej wolni od
      toksycznych zludzen i przez to spokojniejsi.
      Taka mam recepte na ogarniecie sie.
      • ninagarcia Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 17.06.09, 11:42
        podoba mi sie to, co napisales i przyznaje sporo racji
      • po_gorszej_stronie_lustra Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 17.06.09, 12:03
        jedym zdaniem trzeba przejść na buddyzm :)
        • paradoxman Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 17.06.09, 12:07
          hehe, no co tu duzo gadac, wlasnie tak :)
          • ninagarcia Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 18.06.09, 23:40
            tak sama sie ze soba mocuje, ale jezeli kogos interesuja watki
            buddystyczne w stabilizacji roznych stanow emocjonalnych,przypadkow
            psychiatrycznych, terapeutycznych itp - to moze powinnam sie
            podzielic informacja, ze w przyszlym tygodniu bedzie wizyta Jona
            Kabata-Zinna w Warszawie? i nawet 1dniowe warsztaty? To jest lekarz,
            ktory bedac buddysta, wprowadzil praktyke uwaznosci do medycyny
            zachodniej. Uwaznosc to jeden z elementow buddyzmu i chyba na tym
            koncza sie czesci wspolne. Jego wyklady sa na you tube, beda tez
            wyklady na W.Szkole Psychologii Spolecznej. Ok, ja jestem jego
            oddana fanka. Pod wplywem jego ksiazki odstawilam leki na depresje i
            nie mam powodu do niej wracac. Dla mnie przelom. Jestem dosc
            religijna i nie zamierzam porzucac swojego kosciola, nie ma w tym
            nic z indoktrynacji. To swiatowy autorytet, mily, cieply i serdeczny
            facet, kocha ludzi, kocha pacjentow, snuje rozwazanie o empatii w
            zawodzie lekarza, o bezposrednim kontakcie, o prostocie. Laczy tez w
            tym wszystkim elementy psychologii poznawczo-behawioralnej. Szczerze
            polecam.
            • paradoxman Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 20.06.09, 14:18
              ninagarcia napisała:

              > tak sama sie ze soba mocuje, ale jezeli kogos interesuja watki
              > buddystyczne w stabilizacji roznych stanow emocjonalnych,przypadkow
              > psychiatrycznych, terapeutycznych itp - to moze powinnam sie
              > podzielic informacja, ze w przyszlym tygodniu bedzie wizyta Jona
              > Kabata-Zinna w Warszawie? i nawet 1dniowe warsztaty? To jest lekarz,
              > ktory bedac buddysta, wprowadzil praktyke uwaznosci do medycyny
              > zachodniej. Uwaznosc to jeden z elementow buddyzmu i chyba na tym
              > koncza sie czesci wspolne.

              No nie do konca, bo gosc tlumaczy istote buddyzmu a nie jakis element
              wyciagniety z calosci. Ba, nawet cala sciezke prowadzaca do odkrycia tej
              podstawowej prawdy.
              Uwaznosc, czysty umysl, natura buddy, to tylko metafory.

              > Jego wyklady sa na you tube, beda tez
              > wyklady na W.Szkole Psychologii Spolecznej. Ok, ja jestem jego
              > oddana fanka. Pod wplywem jego ksiazki odstawilam leki na depresje i
              > nie mam powodu do niej wracac. Dla mnie przelom.

              Jak dla mnie wyglada to tak samo. Moge miesiacami brac przerozne leki bez
              zadnych wyraznych efektow, a wystarczy odrobina buddyzmu i calkowita remisja.
      • sysunia83 Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 17.06.09, 12:19
        W duzej mierze sie z toba zgadadzam,,ale skoro ide do terapeutki,opowiadam w
        koncu komus swoje zycie,by w koncu pozbyc sie zalu to ten ktos zamiast pozwolic
        mi sie wygadac,broni mojego oprawce.Pogadalybysmy o tym co czuje i moze bylo by
        mi lzej.Widze po tej terapi,ze jedyna osoba,ktora widziala cale moje zycie,to co
        przezywalam jest moja siostra i tylko z nia moge porozmawiac,bo ona pamieta caly
        ten koszmar.Ja osobiscie przez ostatnich ponad 9 lat zycie nie wspominalam o
        tym,zdazylo mi sie kilka razy rozmawiac z siostra i tyle,chcialam to wyprzec i
        wyparlam,ale idac na terapie poruszaja takie tematy,ze mimowolnie czlowiek wraca
        do czegos pamiecia.Wiec po co tam sa,skoro zada mi pytanie-ja odpowiem co
        czuje,a ona broni jednej tylko strony.



        > Teraz taki psycholog pomaga nam "poczytac swoje scenariusze", ale nie wybuchnie
        > smiechem mowiac "boze, ales sobie wymyslila", bo raczej by to nie wywolalo
        > dobrej reakcji. Ale tez pewnie taki psycholog przezywa frustracje widzac ze kto
        > s
        > wkreca sobie takie filmy i w tak bezpamietny sposob, ze chyba nie ma nadziei ze
        > taki ktos zobaczy ze tworzy wlasny swiat.
        > Znowu "walka na filmy" - tzn. ktos twierdzi "swiat mnie nienawidzi" i
        > przeciwstawiac temu "swiat Cie kocha" to niekonczacy sie pojedynek na argumenty"

        Scenariusz zycia...hmmm...ok,ale dlaczego miala by ewentualnie myslec,ze sobie
        wymyslam,skoro wiem co przezylam,moje rodzenstwo tez wie,a mojej matki nie
        chcielibyscie widziec w akcji,podczas ataku furii min.2 razy dziennie i nie
        chcielibyscie slyszec jej toku myslenia,ktory wpoila jej matka,bo tak sie nieda
        normalnie zyc.Co do frustracji psycholog to nie bardzo mnie to obchodzi,bo o ile
        sie nie myle sa po to,zeby sluchac.Na kazdej sesji rozmawiamy na inny
        temat,teraz wyszlo tak,ze wrocilo znow na tamten i wyszlo jak wyszlo.Mam prawo
        miec zal do matki i bede go miala,bo jest mi z nim lzej.Jest mi lzej niz
        dotychczas,gdy staralam sie wyprzec to i zyc normalnie.Niedalo sie,bo zal drazyl
        od srodka,wiec wydaje mi sie,ze najlepszy sposob to rozmowa o nim,mi
        przynajmniej to pomaga.Nie wkrecam sobie wlasnych filmow,bo staralam sie przez
        pol zycia nie myslec o tym,to terapeuci przywoluja wspomnienia,to oni kaza
        myslec i rozpamietywac,zadajac szereg czasami bolesnych pytan.Osobiscie nie
        twierdze,ze swiat mnie nie nawidzi,bo swiat jest piekny,tylko niektorzy ludzie
        do d***,staram sie isc do przodu,choc nie zawsze daje rade.Wiem jedno,czy ma sie
        BPD czy nie to dopadaja smutki,problemy,zwatpienie,frustracja-i mnie dopadla
        wczoraj.Natomiast wiem,ze ten terapeuta nic mi nieda,bo z zadnej rozmowy nic nie
        wynioslam,choc bardzo chce sie zmienic,nauczyc inaczej zyc,zrobilam w koncu cos
        w tym kierunku,poszlam gdzies,chce sie pogodzic z przeszloscia,isc do przodu,a
        zyc z tkwiacym zalem sie nie da.
        • paradoxman Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 17.06.09, 13:48
          sysunia83 napisała:

          > W duzej mierze sie z toba zgadadzam,,ale skoro ide do terapeutki,opowiadam w
          > koncu komus swoje zycie,by w koncu pozbyc sie zalu to ten ktos zamiast pozwolic
          > mi sie wygadac,broni mojego oprawce.Pogadalybysmy o tym co czuje i moze bylo by
          > mi lzej.

          No widzisz a terapeutka pokwapila sie na wyrazenie wlasnej opinii.

          > Widze po tej terapi,ze jedyna osoba,ktora widziala cale moje zycie,to c
          > o
          > przezywalam jest moja siostra i tylko z nia moge porozmawiac,bo ona pamieta cal
          > y
          > ten koszmar.Ja osobiscie przez ostatnich ponad 9 lat zycie nie wspominalam o
          > tym,zdazylo mi sie kilka razy rozmawiac z siostra i tyle,chcialam to wyprzec i
          > wyparlam,ale idac na terapie poruszaja takie tematy,ze mimowolnie czlowiek wrac
          > a
          > do czegos pamiecia.Wiec po co tam sa,skoro zada mi pytanie-ja odpowiem co
          > czuje,a ona broni jednej tylko strony.

          Naprawde nie wiem jaki jest cel terapii, ale napewno nie jest nim nakrecanie sie
          na nienawisc do wlasnej matki. Jesli juz mamy gadac na tym poziomie w tym
          temacie, to tak mysle to wygladalo w tej sytuacji.

          > Scenariusz zycia...hmmm...ok,ale dlaczego miala by ewentualnie myslec,ze sobie
          > wymyslam,skoro wiem co przezylam,moje rodzenstwo tez wie,

          "Wymyslanie" jest mocno zakorzenione w rzeczywistosci, w umyslach innych, a
          przede wszystkim we wlasnym mysleniu. Dlatego tak trudno pojac to, ze to tylko
          fikcja polegajaca na ukladaniu puzli wedlug wlasnego scenariusza.

          > a mojej matki nie
          > chcielibyscie widziec w akcji,podczas ataku furii min.2 razy dziennie i nie
          > chcielibyscie slyszec jej toku myslenia,ktory wpoila jej matka,bo tak sie nieda
          > normalnie zyc.

          Wiesz, dlugo nie moglem zrozumiec dlaczego moja matka ma swoj swiat do ktorego
          nie sposob dotrzec.
          W koncu zrozumialem ze kazdy czlowiek ma taki swoj swiat, bez wyjatku. Te swiaty
          albo sie ze soba stykaja, czyli myslimy podobnie, albo odlatuja we wlasna
          przestrzen, tacy odleciani ludzie moga tez znalezc podobnych sobie itp. itd.
          Ale nie do tego zmierzam. Otoz Ty sama definiujesz swoje cierpienie - najpierw
          to, ze nie mozesz tego tlumic, pozniej to, ze musisz to wyrzucic z siebie,
          pozniej to, ze to Ci pomoze. Wlasciwie tak to wyglada i nic ponad to.

          > Co do frustracji psycholog to nie bardzo mnie to obchodzi,bo o il
          > e
          > sie nie myle sa po to,zeby sluchac.Na kazdej sesji rozmawiamy na inny
          > temat,teraz wyszlo tak,ze wrocilo znow na tamten i wyszlo jak wyszlo.Mam prawo
          > miec zal do matki i bede go miala,bo jest mi z nim lzej.Jest mi lzej niz
          > dotychczas,gdy staralam sie wyprzec to i zyc normalnie.Niedalo sie,bo zal drazy
          > l
          > od srodka,wiec wydaje mi sie,ze najlepszy sposob to rozmowa o nim,mi
          > przynajmniej to pomaga.Nie wkrecam sobie wlasnych filmow,bo staralam sie przez
          > pol zycia nie myslec o tym,to terapeuci przywoluja wspomnienia,to oni kaza
          > myslec i rozpamietywac,zadajac szereg czasami bolesnych pytan.

          No czekaj bo wlasnie napisalem z wyprzedzeniem. To to co wyzej.
          Plus jeszcze - naprawde nie wiem po co to terapeuci robia, ale tez maja swoj
          swiat zalozen i metod.

          Moim podstawowym przeslaniem jest to, ze sami sobie tworzymy wlasne cierpienie,
          wlasny sposob jego przezywania. Moze tez dawno nie mialem "amoku"
          myslowo-skojarzeniowego i tak latwo mi przychodzi takie rozumowanie, ale
          naprawde jest to jedyna metoda zeby sie pozbyc traum - nie jatrzyc, puscic.
          Trzeba tym sposobem "nie dotykac gowna bo zacznie smierdziec" zyc cale zycie,
          zeby znowu nie bylo tak, ze wydarza sie cos zlego, a Ty znowu cale litanie na
          matke, dziecinstwo i amok come back.
          To taka ucieczka w swiat pokrzywdzenia, bycia pokrzywdzona, rozdrapywanie
          wlasnych ran. Mysle ze terapeutka chciala Cie z tego wybic, a teraz ja to
          probuje zrobic.
          Moze nawet jeszcze sie kiedys zamienimy rolami.

          > Osobiscie nie
          > twierdze,ze swiat mnie nie nawidzi,bo swiat jest piekny,tylko niektorzy ludzie
          > do d***,staram sie isc do przodu,choc nie zawsze daje rade.Wiem jedno,czy ma si
          > e
          > BPD czy nie to dopadaja smutki,problemy,zwatpienie,frustracja-i mnie dopadla
          > wczoraj.Natomiast wiem,ze ten terapeuta nic mi nieda,bo z zadnej rozmowy nic ni
          > e
          > wynioslam,choc bardzo chce sie zmienic,nauczyc inaczej zyc,zrobilam w koncu cos
          > w tym kierunku,poszlam gdzies,chce sie pogodzic z przeszloscia,isc do przodu,a
          > zyc z tkwiacym zalem sie nie da.

          Zyc to sie nie da trzymajac zal w umysle i nie dajac mu zdechnac smiercia naturalna.
          • sysunia83 Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 17.06.09, 15:57
            Wiesz tak czytam twoj post juz ktorys raz i jakos nasuwa mi sie wiele odpowiedzi.

            > Naprawde nie wiem jaki jest cel terapii, ale napewno nie jest nim nakrecanie si
            > e
            > na nienawisc do wlasnej matki. Jesli juz mamy gadac na tym poziomie w tym
            > temacie, to tak mysle to wygladalo w tej sytuacji.
            >

            Terapia wcale nie wygladala na nakrecanie sie na nienawisc do matki,wrecz
            przeciwnie.Sama powiedzialam,ze po czesci rozumiem,ze ktos ja tak wychowal,ze
            zal mi tez jej,bo wiem przez co przechodzila,bo sama przez to przechodzilam,ale
            mam zal o to,ze nic z tym nie zrobila i w ten "chory"sposob wychowala tez
            mnie.Ja to rozumiem,ale to nie moze byc usprawiedliwieniem.Jesli dajmy na
            to(przyklad)moj facet mnie bije,mam zal-to mam go usprawiedliwiac tylko
            dlatego,ze jego ojciec go bil?Przeciez kazdy ma swoj rozum,wiemy co dobre,a co
            zle,wiemy kiedy przekraczamy jakas granice-nawet po czasie.Tak widze to ja.


            > Moim podstawowym przeslaniem jest to, ze sami sobie tworzymy wlasne cierpienie,
            > wlasny sposob jego przezywania. Moze tez dawno nie mialem "amoku"
            > myslowo-skojarzeniowego i tak latwo mi przychodzi takie rozumowanie, ale
            > naprawde jest to jedyna metoda zeby sie pozbyc traum - nie jatrzyc, puscic.
            > Trzeba tym sposobem "nie dotykac gowna bo zacznie smierdziec" zyc cale zycie,
            > zeby znowu nie bylo tak, ze wydarza sie cos zlego, a Ty znowu cale litanie na
            > matke, dziecinstwo i amok come back.
            > To taka ucieczka w swiat pokrzywdzenia, bycia pokrzywdzona, rozdrapywanie
            > wlasnych ran. Mysle ze terapeutka chciala Cie z tego wybic, a teraz ja to
            > probuje zrobic.
            > Moze nawet jeszcze sie kiedys zamienimy rolami


            Nie zgodze sie,ze sami sobie tworzymy wlasne cierpienie,bo to ktos nam je
            stworzyl,skoro bylam ponizana,bita kazdego dnia,opluwana to jakie cierpienie
            mialam sobie stworzyc?Mialam sobie powiedziec,ze nic sie nie stalo lub nie bylo
            az tak zle?Wlasnie,ze sie stalo,przezywam to jak chce i godze sie z tym jak
            chce,ale zawsze bede pamietala.Kazdy przezywa w odpowiedni,indywidualny
            sposob,bo kazdy ma inny.Natomiast jesli zostalam skrzywdzona tak czy inaczej to
            nieda sie o tym zapomniec nigdy.Nie masz tak,ze nachodzi cie co jakis czas zal
            do kogos o cos?Nie uwierzylabym gdybys nie mial.Ja wlasnie mam taki czas,bo
            ponad 9 lat ciszy na ten temat to chyba dlugiiii czas,wiec moge sobie teraz
            pozwolic na odrobine zalu,w koncu sie wyplakac i moze w koncu dojsc z tym do ladu.
            Bo uwierz przez te wszystkie lata sama sobie wmawialam,ze to wszystko nie mialo
            miejsca,tak chcialam to wyprzec z pamieci.Siostra poruszyla kiedys temat i
            poszlo ciagiem,ze to co chcialam wyprzec i wmawialam sobie ze nie bylo,to
            wszystko okazalo sie prawda,a nie snem.Pieprzonym koszmarem.Wiec teraz mam czas
            na zal,a za jakis czas minie,tyle ze u kazdego rany goja sie inaczej.
            Ok najlepiej nie ruszac,nie myslec itp,ale sie nieda.Ja sama w swiat
            pokrzywdzenia nie uciekalam,bo nie tylko to mnie w dziecinstwie spotkalo,i
            gdybym chciala uciekac w swiat pokrzywdzenia i cierpienia to pewnie by mnie juz
            tu dawno nie bylo.Rozdrapalam-fakt,ale chyba inaczej sie nie dalo idac do
            lekarza po raz pierwszy,gdy poznawala historie.Mialam usiasc i nic nie
            powiedziec,skoro wiem jak bylo,wiem ile sie nacierpialam,wiem jak odbilo sie to
            na mnie,ale chce to zmienic,zeby moje dziecko w przyszlosci nie cierpialo
            wlasnie tak jak ja,bo na to nie zasluzylo zadne dziecko.A to,ze bylam tak
            wychowana nie pomoze zrozumiec tego mojemu dziecku i nie wroci mu wyrzadzonych
            krzywd jesli takowe popelnie.
            • paradoxman Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 17.06.09, 17:32
              sysunia83 napisała:

              > Terapia wcale nie wygladala na nakrecanie sie na nienawisc do matki,wrecz
              > przeciwnie.Sama powiedzialam,ze po czesci rozumiem,ze ktos ja tak wychowal,ze
              > zal mi tez jej,bo wiem przez co przechodzila,bo sama przez to przechodzilam,ale
              > mam zal o to,ze nic z tym nie zrobila i w ten "chory"sposob wychowala tez
              > mnie.Ja to rozumiem,ale to nie moze byc usprawiedliwieniem.Jesli dajmy na
              > to(przyklad)moj facet mnie bije,mam zal-to mam go usprawiedliwiac tylko
              > dlatego,ze jego ojciec go bil?Przeciez kazdy ma swoj rozum,wiemy co dobre,a co
              > zle,wiemy kiedy przekraczamy jakas granice-nawet po czasie.Tak widze to ja.

              Ja tak podejrzewam ze jej chodzilo tylko o to, zebys to "puscila". Powiedziala
              by cokolwiek, zebys to tylko zostawila w spokoju.

              To przypomina morderce. Powiedzmy ze ktos zabija Twojego meza, to wiadomo
              zrobilo by wielka burze nienawisci na morderce. Nawet jesli go zabijesz,
              nienawisc, rozgoryczenie, poczucie niesprawiedliwosci nie umrze razem z nim.
              Nawet jesli staniesz sie straznikiem teksasu i bedziesz scigac przez reszte
              zycia wszystkich mordercow swiata, to to cierpienie nie zostanie
              "rozstrzygniete". W tym swiecie nie ma czegos takiego jak dwie przeciwstawne
              "sily" ktore rownowaza cierpienie i w blysku swiatla wszystko znika. Kiedys
              trzeba sobie powiedziec "dosc", dac sie tej nienawisci rozpuscic w niebycie.
              Tylko tak, autentycznie cos moze zniknac.

              > Nie zgodze sie,ze sami sobie tworzymy wlasne cierpienie,bo to ktos nam je
              > stworzyl,skoro bylam ponizana,bita kazdego dnia,opluwana to jakie cierpienie
              > mialam sobie stworzyc?Mialam sobie powiedziec,ze nic sie nie stalo lub nie bylo
              > az tak zle?Wlasnie,ze sie stalo,przezywam to jak chce i godze sie z tym jak
              > chce,ale zawsze bede pamietala.Kazdy przezywa w odpowiedni,indywidualny
              > sposob,bo kazdy ma inny.Natomiast jesli zostalam skrzywdzona tak czy inaczej to
              > nieda sie o tym zapomniec nigdy.Nie masz tak,ze nachodzi cie co jakis czas zal
              > do kogos o cos?Nie uwierzylabym gdybys nie mial.

              No wlasnie nie mam w tym momencie zalu do nikogo o nic.
              A wlasciwie to moge miec jeden zal - ze nikt nie czytal w moich myslach i nie
              korygowal na ich podstawie moich wewnetrznych interpretacji.
              A wlasciwie to moze i jestem wdzieczny ze mi nikt nie zrobil wiekszej sieczki? hm.

              Film polega na tym, ze, jak mysle ze jest prawdopodobne, uwazasz, wrecz jest
              swiecie przekonana ze Ciebie sie nie da "naprawic". Ze, prawda, matka zrobila
              cos permanentnego, a tak nie jest. Ze jesli z tym "cos" nie zrobisz, to nadal
              bedziesz sponiewierana. Ze jesli nie nastanie jakas sprawiedliwosc, to to sie
              nie cofnie. Ale to tak jak z tym straznikiem teksasu.

              > Ja wlasnie mam taki czas,bo
              > ponad 9 lat ciszy na ten temat to chyba dlugiiii czas,wiec moge sobie teraz
              > pozwolic na odrobine zalu,w koncu sie wyplakac i moze w koncu dojsc z tym do la
              > du.
              > Bo uwierz przez te wszystkie lata sama sobie wmawialam,ze to wszystko nie mialo
              > miejsca,tak chcialam to wyprzec z pamieci.Siostra poruszyla kiedys temat i
              > poszlo ciagiem,ze to co chcialam wyprzec i wmawialam sobie ze nie bylo,to
              > wszystko okazalo sie prawda,a nie snem.Pieprzonym koszmarem.Wiec teraz mam czas
              > na zal,a za jakis czas minie,tyle ze u kazdego rany goja sie inaczej.
              > Ok najlepiej nie ruszac,nie myslec itp,ale sie nieda.Ja sama w swiat
              > pokrzywdzenia nie uciekalam,bo nie tylko to mnie w dziecinstwie spotkalo,i
              > gdybym chciala uciekac w swiat pokrzywdzenia i cierpienia to pewnie by mnie juz
              > tu dawno nie bylo.Rozdrapalam-fakt,ale chyba inaczej sie nie dalo idac do
              > lekarza po raz pierwszy,gdy poznawala historie.Mialam usiasc i nic nie
              > powiedziec,skoro wiem jak bylo,wiem ile sie nacierpialam,wiem jak odbilo sie to
              > na mnie,ale chce to zmienic,zeby moje dziecko w przyszlosci nie cierpialo
              > wlasnie tak jak ja,bo na to nie zasluzylo zadne dziecko.A to,ze bylam tak
              > wychowana nie pomoze zrozumiec tego mojemu dziecku i nie wroci mu wyrzadzonych
              > krzywd jesli takowe popelnie.

              Chocbys byla idealna matka, to dziecko i tak bedzie mialo swoje filmy w glowie i
              np. do konca zycia Ci nie wybaczy ze mu nie pozwolilas pojsc do przedszkola
              tylko nianczylas z pelnym namaszczeniem, przez co nie wyrobilo sie z
              rowiesnikami, a to sprawilo ze nie moglo sie odnalezc w zerowce i pozniej, a z
              tego wlasnie powodu wyroslo na obcego wyalienowanego typa.
              I bedzie Ci to mialo za zle z podwojnym urazem jaki Ty masz teraz do matki za
              zycie w znecaniu sie. Moze Cie nawet zabic za to przedszkole, przezywajac zenit
              niepowodzen interpersonalnych i wliczajac w to przedszkole kazde jedno
              potkniecie w swoim zyciu.
              Nawet jest duze prawdopodobienstwo ze nauczy sie od Ciebie takiego myslenia.
              Wizja calkiem realna.
              No a Ty bedziesz sie dalej wkrecac, jesli jednak Cie nie zabije lecz wygarnie to
              wszystko, w poczucie winy z powodu tego przedszkola, wynikle z wyduman (ah jakze
              niepodwazalnie racjonalnych) Twojej pociechy?
              Bedziesz mu tlumaczyc, ze chcialas zeby wyksztalcil poczucie bezpieczenstwa a
              nie zostal wrzucony w swiat dzikich przedszkolnych dzieci gdzie rozerwali by go
              na strzepy? i bedziesz przezywac "alez bylam glupia"? i co, ono Ci przytaknie i
              powie ze powinnas sie zastrzelic za te bledy :) (nie ma to jak mocne
              przyspawanie sprawy).

              Pomysl nad tymi filmami bo to jest calkiem zdrowa notka obnazajaca troche "to co
              ludzkie" i jak to wyglada w naszych relacjach z innymi i ich filmami w glowach,
              przede wszystkim.

              Wiesz ja ani nie oceniam Twojej matki ani Ciebie, pisze jedynie "do sedna
              sprawy", chociaz wiem ze targaja Toba silne emocje i lepiej bylo by to na
              spokojnie przemyslec w bardziej neutralnym sosie.
              • niki2117 Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 17.06.09, 18:12
                Nawet spodobalo mi sie to co napisales,z przykladu dziecka mordercy nawet sie
                usmialam,ale to prawda.Mi chodzi tylko o to,zeby nie skrzywdzic dziecka
                fizycznie,ani psychicznie,nie wyzywac od roznych,nie bic za wszystko i czym
                popadnie,nie obrazac.Sama wiem jak znieksztalca to obraz samego siebie i zaniza
                swoja wartosc do najnizszej postaci.Nawet jesli bedzie mial za takie rzeczy
                zal,to niech ma,ja bede miala tylko satysfakcje z tego,ze nie powielilam bledow
                mojej matki.Z zycia wiem,ze dzieci maja rozne zale do rodzicow,ale po stokroc
                wolalabym miec do niej teraz zal o to,ze np.wyslala mnie do innej szkoly, niz o
                to,o co mam.
                Ja mysle,ze da sie mnie jeszcze naprawic,beda ze mnie pewnie ludzie,ale dopiero
                w momencie gdy bede gotowa puscic te nienawisc w niepamiec i raz na zawsze
                rozprawic sie ze wspomnieniami.Musze nad tym popracowac,bo jeszcze nie przyszedl
                ten czas,a wiem napewno,ze sie da.Poprostu teraz po tylu latach nie wracania do
                tego jakos sie to nawarstwilo,nastepnie cos we mnie peklo i wylewam z siebie to
                wszystko,ale licze-wierze w to,ze z kazdym nastepnym dniem bedzie opadalo,az w
                koncu zniknie na tyle ile jest to mozliwe:)Wiem,ze potrzebny mi czas i wziecie
                sie w garsc.
                A sprawiedliwosci nie chce,bo tu niema jak jej osiagnac,nie mozna cofnac sie
                wczasie,by zapobiec,ani ukarac-przynajmniej w takim przypadku.Z reszta nic by mi
                to nie dalo,satysfakcji tymbardziej.Zrobie wszystko zeby nie byc taka jak ona i
                taki mam cel na najblizsze miesiace,starac sie budowac "siebie" od nowa w miare
                mozliwosci oczywiscie.I jesli osiagne ten cel chociaz po czesci to bedzie dla
                mnie najwieksza satysfakcja i nagroda za tamte lata:)
                • sysunia83 Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 17.06.09, 19:00
                  niki2117 to moje inne konto,otwieralam poczte i mnie przelogowalo,takze jakby co
                  to moja odpowiedz:)
                • paradoxman Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 17.06.09, 20:01
                  Nie pozostaje nic jak po lekkim zmiekczeniu sprawy zyczyc Ci powodzenia :)
    • sysunia83 Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 17.06.09, 14:26
      Ok i wszystko rozumiem.Ja bardzo bym chciala zeby umarlo to smiercia
      naturalna(jak nie umrze to sama w koncu dobije),ale skoro spytala sie czy mam
      zal to logiczne,ze odpowiedz brzmiala tak.Chodzi mi tylko o to jedno zdanie
      ktore wypowiedziala:"Ze ona nie jest winna,bo ja ktos tak wychowal".Wiesz czemu
      mnie to tak zabolalo,czemu rozdrapalo moj zal do tego stopnia choc tak wiele lat
      spychalam go na dno?Bo ja odwracam ta sytuacje i probuje zrozumiec czy gdybym
      miala dziecko i postepowalabym z nim tak jak moja matka ze mna to czy moglabym
      mu sie potem tlumaczyc tym,ze mnie tez ktos tak wychowal?Dlatego te slowa wydaly
      mi sie banalne i dla mnie wygladaly jak jakas forma obrony.OK rozumiem wychowana
      byla tak jak wychowywala mnie,ale mogla zrobic cos ze swoim zyciem,a teraz jest
      po 50-tce i nadal ma swoje jak mysle BPD.Ja teraz staram sie cos robic,a dla
      mnie najlepszym sposobem jest sie wygadac do bolu,a potem zapominac.Kazdy z nas
      wie co jest dla niego najlepsze i co przynosi ukojenie.Pozdrawiam.
      • ninagarcia Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 17.06.09, 21:14
        mi to sie wydaje, ze gadacie z roznych poziomow. Sysunia tak jakby
        chciala z calego serca, aby jej problemy z matka zostaly wyciagniete
        na swiatlo dzienne, aby otrzymalay nalezny im szacunek, objac je
        troska, przyznac racje, ze sa P R O B L E M A M I (A wg mnie sa, i
        to bardzo duzymi). Byc moze wycisnac z nich tyle ile sie da esencji,
        tresci, zakamuflowanego bolu i zalu, i czego tam jeszcze. I dopiero
        potem mozna sprobowac obejrzec je jak w kinie, pod innym katem,
        odpuscic. Mi sie wydaje, ze na tym etapie, takie "traktowanie" spraw
        przez terapuetke przypomina mi dobrze znana "pacyfikacje",
        bagatelizowanie.. Coz na zasadzie - dziecko rąbnęło kolanem o
        kaloryfer, boli i krew sie leje, a matka na to: "no przeciez już nie
        boli, bez tego sie nie obejdzie... itp" Jak nie boli, jak boli???
        Zanim nastapi "odpuszczenie", przetworzenie tego na inny film,
        trzeba poznac ten PRAWDZIWY film, bezposrednio, czym jest to, co nas
        gryzie. A mi sprawa nie wyglada na blaha. Oczywiscie mowie tu przez
        pryzmat wlasnych doswiadczen, ja odnosilam wrazenie, ze przez jakies
        30 lat mojego zycia, otoczenie "kneblowalo" mi usta, kiedy tylko
        probowalam wyrazic sie nie-akceptujaco o swojej matce. Na swoj
        uzytek ukulam teorie, ze w kraju, gzdie buduje sie pomniki Matki-
        Polki, gdzie prezydenta i premiera wychowala wielka matka - nie
        mozna bylo oczekiwac inaczej... Dla terepeutow relacja moja i matki
        byla co najwyzej "specjalna". Za to na ojca - chuzia na józia, ze to
        alkoholik, ze nieobecny, ze słaby, o maly wlos uwierzylam, ze jestem
        DDA. W moim przekonaniu terapeuci, jak kazdy maja tez swoje filmy.
        A ja wylam, kotlowalam sie w srodku. I owszem, mam pewnosc, ze
        ktoregos dnia przetworze sobie swoj film, i ze jest to tylko moja
        interpretacja pewnych wydarzen, ale kurcze, teraz wlasnie, poprzez
        wywlekanie roznych rzeczy na wierzch - dopiero widze, jak ten film
        wyglada. Znaczace jest to, ze robie to juz bez zadnego terapeuty.
        Sysunia, czasem jest tez i tak, ze moze nie dostalas przyzwolenia od
        terapeutki, bo jeszcze byloby to dla Ciebie za wczesnie na "dorosłe"
        rozliczenia relacji z matka? Moze to nie jest dobry czas. Nie
        wiadomo.

        dzis jest artykul o tym w gazecie. Szczesliwe relacje matki i corki
        sa rzadsze niz nam sie wydaje. A mowienie o tym to ciagle temat
        tabu. Wiedza tez cos o tym rozwiedzeni ojcowie, pozbawiani praw
        opieki nad dziecmi, ile - w 95%? Rozumiem, ze to nie 50/50, ale
        zeby byla az taka dysproporcja?
        • sysunia83 Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 17.06.09, 23:48
          Dziekuje Ci ninagarciu,bo napisalas to co mysle,a nie zawsze umiem ubrac to w
          slowa:)Odpuszczanie zalu u kazdego przechodzi inaczej,ja nie jestem jeszcze
          gotowa.Jestem wlasnie taka osoba,ktora jak stwierdzilas:

          "Sysunia tak jakby
          > chciala z calego serca, aby jej problemy z matka zostaly wyciagniete
          > na swiatlo dzienne, aby otrzymalay nalezny im szacunek, objac je
          > troska, przyznac racje, ze sa P R O B L E M A M I (A wg mnie sa, i
          > to bardzo duzymi).
          >Byc moze wycisnac z nich tyle ile sie da esencji,
          > tresci, zakamuflowanego bolu i zalu, i czego tam jeszcze. I dopiero
          > potem mozna sprobowac obejrzec je jak w kinie, pod innym katem,
          > odpuscic".

          Potrzeba mi tego po tylu latach "ciszy",zebym w koncu mogla sie porzadnie
          wygadac(po to poszlam do lekarza),zeby nikt nie uznawal tego za
          dziwne,niesluszne,nieproblemowe itp.Nie chce udawac,ze nic sie nie stalo-skoro
          sie stalo i wybaczac choc nie mam na to jeszcze ochoty,bo gdzies tam we mnie
          tkwi zadra.Mam zal i uwazam,ze mam prawo go miec,bo dla mnie to co dzialo sie
          przez 10 lat zycia to problem,a nie zabawa.Wiem,ze zal kiedys minie,a ja kiedys
          odpuszcze.
          Przede wszystkim jak juz pisalam potrzeba mi czasu,ale to jak wszystkim do
          przemyslen,pogodzenia sie z tym i w koncu puszczenia tego w jako taka
          niepamiec:)A kazdy z nas na ukojenie swojego wewnetrznego bolu ma inna metode,ja
          mam taka-lubie sie poprostu wygadac,bo potem czesto analizuje ten obraz i mam
          szanse na zobaczenie czegos z zupelnie innej perspektywy.
          Dzieki jeszcze raz ninagarciu:)
          • ninagarcia Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 18.06.09, 23:23
            a to mi milo sie zrobilo.:) fajnie, ze trafilam
    • szklanka.do.polowy.pelna Terapia codzienna w Bydgoszczy 17.06.09, 22:17
      Hej,
      Rozumiem Ciebie, bo też mam problemy z terapeutami.
      W Bydgoszczy, w centrum Gizińskich jest terapia codzienna. Jest to oddział
      dzienny. Jest to niepubliczny zakład, ale ma podpisaną umowę z NFZ. Poza tym nie
      jest trudno dostać się tam na terapię.
      Mi niestety nie pomógł, ale wielu osobom tak. Więc może mogłabyś spróbować.
      • sysunia83 Re: Terapia codzienna w Bydgoszczy 17.06.09, 23:50
        Dziekuje Ci bardzo za info.Zawsze moge sprobowac i chetnie skorzystam,a moze
        akurat sie uda.Pozdrawiam:)
        • kiwazaru Re: Terapia codzienna w Bydgoszczy 19.06.09, 21:19
          A ja bym chciała żeby ona wiedziała co mi zrobiła.Że przez nią leczę
          się u psychiatry. Żeby to do niej dotarło.
          Nie czuję nienawiści, już chyba żalu nawet nie czuję, ale
          chciałabym, żeby zrozumiała co zrobiła z moim życiem.
          Chciałam z nią o tym porozmawiać. Jakoś oczyścić to wszystko.
          Powiedzieć sobie i potem zapomnieć.
          A ona powiedziała, że nie pamięta. Że nie możliwe, że mnie tak
          traktowała, bo to by znaczyło, że jest potworem. Więc to nie prawda.
          I to mnie boli najbardziej.
          Chciałabym, żeby powiedziała, że jest jej przykro. Ale nie jest, bo
          nic nie pamięta.
          • sysunia83 Re: Terapia codzienna w Bydgoszczy 19.06.09, 22:06
            Widzisz u mnie jest ta sama sytuacja,moja matka tez nie pamieta,powiedziala
            mi,ze jestem chora psychicznie jesli ja o to oskarzam i,ze bila bo bylam
            niedobrym dzieckiem-zalosne.Juz mi chyba nawet nie zalezy na przeprosinach,ale
            ja chcialabym,aby chodziaz moj terapeuta tego niebagatelizowal,by pozwolil sie
            wygadac,w koncu wyrzucic ten bol,a potem ja chce miec szanse przemyslenia
            wlasnych odczuc.Ja w odroznieniu od ciebie mam zal-myslalamm,ze nie,ale tylko
            dlatego,ze probowalam na sile to wyprzec z pamieci.Nie warto bylo wyrzucac tego
            na sile,bo przy probie powrotu do tego tematu wszystkie zale wrocily.Moja matka
            nawet nie wie,ze sie lecze i nie chce by wiedziala,bo przy 1 lepszej
            sposobnosci wygadywalaby mi,ze jestem nienormalna i lecze sie u czubow,bo jestem
            debilka.Tak mowila przy moim pierwszym podejsciu do leczenia gdy
            wiedziala.Obiecalam sobie,ze nie powiem,bo jestem strasznie wrazliwa na taka
            krytyke z jej ust.Potem potrafie wpadac w jakies dziwne nastroje,wiec nie chce
            po prostu psuc sobie zycia-ponownie przez nia.
            • kiwazaru Re: Terapia codzienna w Bydgoszczy 21.06.09, 19:35
              A u mnie nawet nie przemoc fizyczna była najgorsza. To nie bolało.
              Bolało, gdy wymierzała mi policzki publicznie, przy swoich i moich
              znajomych. Gdy nazywała kurwą, dziwką, suką. A teraz nie pamięta. I
              też powiedziała, że jeśli nawet coś takiego miało miejsce, chociaż
              nie pamięta, to musiałam sobie na to zasłużyć.
              Ale mimo wszystko uważam, że żeby żyć normalnie muszę jej wybaczyć.
              I Ty też musisz, nie dla niej, bo nie jest w stanie tego ogarnąć tak
              jak nie jest w stanie ogarnąć krzywdy, którą wyrządziła. Ale dla
              siebie. NIe można żyć mając w sercu żal.
              Tylko to jest takie trudne. Ja nie chcę, żeby ona zapłaciła za swoje
              winy, tylko żeby je zrozumiała, żeby zobaczyła jak zniszczyła mi
              życie, z czym się przez nią zmagam. Żeby to do niej dotarło.
              Ale nie dotrze. I do Twojej matki też nie. I dla swojego dobra
              musimy się z tym pogodzić. One nie zrozumieją.
              Ale ja wierzę, że wyjdę z tego. Przez wiele lat chowałam to wszystko
              głęboko, udawałam sama przed sobą, że to się nigdy nie stało i to
              był błąd. Teraz odgrzebałam to od nowa i od nowa boli. Ale wiem, że
              będę miała normalne życie. I obie tez tego życzę.
    • tu-nie-tam Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą 28.06.09, 00:57
      Sysunia, dobrze kombinujesz, Twoja terapeutka niestety nie jest kompetentna.
      Też zmarnowałam sporo czasu z podobną, bo jeszcze wtedy myślałam, że tak ma być,
      ale naprawdę zdarzają się lepsi, warto ich poszukać :)

      W kwestii stawania po stronie dziecka/ofiary polecam lekturę Alice Miller.
      • normajeanmortensen Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą 28.07.09, 16:30
        ciezko znalezc terapeute ktory sprawdzi sie w borderline. kilku powiedzialo mi ze nie podola i odsylalo gdzie indziej. teraz chodze tu (podaje link moze ktos skorzysta)
        www.psychoterapiawarszawa.com.pl
        i jest duzo lepiej, nawet w swoich najgorszych dolach nie mam juz mysli pt "nienawidze siebie i chce umrzec"... no prawie nie mam ;-)w kazdym razie polecam ta terapeutke
    • free123 Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 01.08.09, 20:50
      Wow ...

      A nie przyszło Ci do głowy, że twoja matka po prostu nie potrafiła ?
      Piszesz, że każdy ma swój rozum - sama masz iście makabryczne motywy
      ratowania związku ... ale matce punkt po punkcie
      pokazujesz "nieprawidłowe" zachowania.

      Nie chodzi o tłumaczenie zachowań przemocowych.
      Jedynie o pokazanie, że twoja matka jest takim samym człowiekiem ze
      swoimi słabościami, nieumiejętnościami, ograniczeniami ... jak Ty.

      Więcej dobrego zrobisz dla siebie - jak skoncentrujesz się na sobie.
      Na tworzeniu samej siebie i swojego życia.
    • the-only_magda Re: Problem z psychoterapią,psychoterapeutą i w o 05.08.09, 10:59
      Tjaaaaaaa cos o tym wiem, moja Pani Psychiatra..stwierdziła, że jestem wygodna..
      dlatego dalej żyje pod kloszem ojca, który tez przez wiele lat znecał sie
      psychicznie,moje stosunki z nim sa dość zmienne zreszta jak na borderline
      przystało. Może i miałą racje, ale strasznie mnie oceniała podczas rozmowy
      mowiła mi co robie zle a co nie.. tak chyba nie powinno to wyglądać..powinien
      byc dialog..tak mi sie wydaje

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka