sysunia83
16.06.09, 19:41
Dzis po raz kolejny poszlam na psychoterapie do mojej pani terapeutki.Po ponad
godzinnej rozmowie z ktorej kolejny raz nic nie wynioslam,(bo tylko
uzmyslawiala mi rzeczy,ktore ja juz dawno sobie uzmyslowilam)spytalam czy jest
mozliwosc rozleglejszej tarapii,na co ona odpowiedziala:"Dla osob takich jak
pani terapi codziennej niema".Po czym poprawila sie po zobaczeniu mojej miny i
stwierdzila,ze dla osob z moim zaburzeniem terapii niema.Z czego zauwazylam to
jestem w kropce,w Toruniu niema miejsca,ani specjalistow od terapi zaburzen
osobowosci.Wyjechac moze i bym wyjechala,nawet tryb stacjonarny,ale za niecale
3 miesiace mam operacje kregoslupa na ktora czekam juz ponad pol roku wiec
odpada.Po 2 musze pracowac nad swoim zwiazkiem,ktory aktualnie sie rozpada,a
ja nie chce kolejny raz zostac sama.Nie wiem co z tym wszystkim zrobic?Chce
pracowac nad zwiazkiem,bo obiecalam sobie,ze w koncu przerwe ta zla passe jaka
byla przez ostatnie lata,ze uloze sobie w koncu zycie.Chocbym miala zrobic to
tylko na przekor matce(taka motywacja),ktora zazdrosci mi kazdej weselszej
chwili zycia.Zobaczymy na ile mi to wyjdzie,ale wierze,ze odrobina
samozaparcia i choc najmnieszy-to jakis efekt bedzie.Wkurza juz mnie to,ze
niema gdzie zasiegnac pomocy,niema gdzie isc,by ktos pokierowal.Poprostu
wyglada to czasem jak zmowa milczenia.Moja terapeutka nie daje mi wiele do
myslenia,nie uzmyslawia jak powinnam zyc,ja sama analizuje i gdy spyta to moje
odpowiedzi sa przeanalizowane i sprecyzowane,a ona niema szans doszukac sie
drugiego dna.W zasadzie na poprzedniej sesji nawet bronila mojej matki,ze
przeciez skoro ja ktos tak wychowal to ona mnie i niema sie co dziwic.Wiec
dzis wrocilam do tego tematu i stwierdzilam,ze oczywiscie niema sie co
dziwic,ale guzik mnie to obchodzi czy ktos ja tak wychowal,mnie interesuje to
czemu sama ze soba nic nie zrobila,nie probowala sie leczyc i wychowala tak
mnie.W pedzie swojej wypowiedzi powiedzialam,ze zniszczyla mi zycie,na co
zostalam obrzucona dosc gromkim spojrzeniem.Zero zrozumienia,bo przynajmniej
ja nie wiem co mialo na celu bronienie mojej matki.Ciekawe jak sama by sie
czula bedac przez 10 ponad lat upokarzana fiz.i psych.,uczona
nieufnosci,podejrzliwosci,nienawisci,zazdrosci,krzyku,bicia,wyzwisk,
prowokacji,braku szacunku i wielu innych.Jakos nie moge tego
ogarnac...Hmmm...coz sie spodziewac jak sie chodzi na kase chorych jak widac
do podrzednego terapeuty.Wiecie co czasem dopada mnie taka deprecha i
zrezygnowanie,ze mam po prostu dosyc wszystkiego,bo w tym pierd***** panstwie
nie daja nam szansy nawet na powrot do normalnego zycia,bo jak sa dosc dobrzy
lekarze to prywatni.Jak chcemy na kase chorych to niestety wiekszosc niema
pojecia o zagadnieniu i metodach przeprowadzania terapi.Do d*** z tym.
P.S.Musialam gdzies napisac,bo jestem wkurzona,sfrustrowana i troche
zrezygnowana,a forum chyba jest najlepszym miejscem.