Dodaj do ulubionych

Związki...

30.06.09, 20:21
Stwierdzilam,ze napisze,bo cos ostatnio nic sie tu nie dzieje,a w ogole to
nurtuje mnie temat nad ktorym ostatnio mysle.

Wiem,ze borderom jest ciezko utrzymac jakikolwiek zwiazek.Wymaga to naprawde
duzego samozaparcia i pracy nad soba.Zastanawia mnie jednak jakie szanse ma
osoba z BPD i partner DDA?Konkretnie mowie o swoim przypadku.Jest coraz ciezej
i w ogole nie wiem jeszcze jakim cudem ten zwiazek istnieje.Choc mamy sie
dosyc,nienawidzimy sie za krzywdy to drugiej strony darzymy sie jakas "chora
miloscia" i jestesmy od siebie uzaleznieni.Ani ja nie potrafie odejsc,ani
on.Ja odpycham czesto w obawie,ze on i tak mnie zostawi,on odpycha,bo nie
wiem czemu,ale zadne z nas nie potrafi zyc bez siebie.Nawet jesli mamy zyc jak
koledzy,ma nas nic nie laczyc to najwazniejsze,ze nadal razem.Nie umiem
ogarnac tego uzaleznienia,skad sie wzielo,dlaczego nigdy tak nie mialam?Czy
czasem oboje podswiadomie nie podchodzimy do tego tak jak nasi rodzice
wzgledem siebie lub my sami wzgledem ich bedac dziecmi tzn:ze nie wazne jak
jest,ale to rodzina,partner,ojciec,maz,matka,zona itp.Ale kurcze kiedys sie
wszystko konczy.
Troche sie obawiam,ze taka tendencja moze okazac sie kiedys zgubna,ale lepiej
mi z uzaleznieniem niz byciem samotna.On tez sie strasznie boi jak mowi,tego
ze moze kiedys musialby zyc beze mnie i nie dopuszcza do siebie tej
mysli.Twierdzi,ze nie potrafi zyc beze mnie.Bez sensu,bo wykanczamy sie
naprzemiennie,a jednak nie mozemy zyc bez siebie.Zupelnie tak jakby kazde z
nas mialo w sobie sadyste i masochiste.Cierpimy gdy jestesmy krzywdzeni,a jest
nam dobrze w jakims stopniu gdy sami krzywdzimy.Ja chce to zmieniac,chodze na
terapie,lykam leki,on twierdzi,ze nie musi nic robic:(Ciekawe jak dlugo
jeszcze to potrwa.To chyba pech,ze tak na siebie trafilismy...Sama juz nie wiem...
Obserwuj wątek
    • paradoxman Re: Związki... 01.07.09, 16:55
      Mnie myslenie przerasta :> jeszcze nigdy nie wymyslilem nic co przynioslo by
      trwaly pozytek albo rozwiazanie problemow.
      Ale zauwarzylem ze mozna nie wymyslac nieskonczonych interpretacji i problemow.
      • sysunia83 Re: Związki... 01.07.09, 22:21
        Ale o co chodzi w ostatnim zdaniu,bo ja wiekszosci twoich wypowiedzi nie
        rozumiem.Albo interpretuje je w taki sposob,ze zawsze twierdzisz,ze wszyscy
        sobie wszystko wymyslaja i najlepiej wcale nie myslec.Niestety myslenie jest
        potrzebne do analizy,nie ma analizy to nie mam po co na terapie chodzic.
        • po_gorszej_stronie_lustra Re: Związki... 02.07.09, 09:31
          też jestem w związku bpd&dda "cudowne" połączenie, ale nie ma rzeczy niemożliwych : )) polecam Ci książkę Mellody Pia "toksyczna miłość".
          • sysunia83 Re: Związki... 02.07.09, 13:25
            Wiem,ze niema rzeczy niemozliwych,ale kazdy ma czasem chwile zalamki:)Radzilam
            sobie do tej pory to i pewnie nadal jakos bedzie he he.A po ksiazke chetnie
            siegne:)Pozdrawiam
        • paradoxman Re: Związki... 02.07.09, 19:28
          sysunia83 napisała:

          > Ale o co chodzi w ostatnim zdaniu,bo ja wiekszosci twoich wypowiedzi nie
          > rozumiem.Albo interpretuje je w taki sposob,ze zawsze twierdzisz,ze wszyscy
          > sobie wszystko wymyslaja i najlepiej wcale nie myslec.

          Ja sobie zdaje sprawe z tego ze jest to niezrozumiale.
          Ale jak zapytasz dwuch ludzi o to samo, czesto dadza Ci zupelnie sprzeczne
          odpowiedzi.
          Jesli zapytasz dwoje ludzi, to jeden powie Ci ze wymyslasz sobie problemy ze
          swoim zwiazkiem i nie przejmuj sie bedzie dobrze jakos sie ulozy, a drugi powie
          Ci ze nie mozesz sie tak meczyc w tym toksycznym zwiazku, ze to Cie zniszczy i
          staniesz sie wrakiem. Zapytasz trzeciej osoby, no i znowu cos innego powie.

          Ja wiem ze ja tak "z nieba" tutaj prawda, kazania i te sprawy i generalnie
          odnosze sie nie do meritum, ale do zrodla, no ale czy jest sens tak wszystko
          roztrzasac, skoro to co wytrzasamy to tylko jakas taka zupelnie umowna odpowiedz?
          "Prawda", gdzie jest "prawda"?

          > Niestety myslenie jest
          > potrzebne do analizy,nie ma analizy to nie mam po co na terapie chodzic.

          To dlaczego terapia zajmuje 10, 20 lat i nie przynosi efektu? Dlaczego czlowiek
          popada ciagle w te same pulapki umyslu?

          Jest taka fajna teoria doktora Dabrowskiego o pozytywnej dezintegracji
          osobowosci. Pierwsze 2 czy 3 etapy to takie roztrzasanie wszystkich problemow
          egzystencjalnych, uczuciowych, zwiazkowych, a pozniej czlowiek w koncu dochodzi
          do takiego ustabilizowania. No i ja wlasnie tak bardziej w kierunku tego
          ustabilizowania pije, zeby tak nie wymyslac tych problemow i nie roztrzasac, no
          ale kazdy zdaje sie musi sobie sam wszystko poukladac po swojemu.
          • sysunia83 Re: Związki... 02.07.09, 19:55
            > Jest taka fajna teoria doktora Dabrowskiego o pozytywnej dezintegracji
            > osobowosci. Pierwsze 2 czy 3 etapy to takie roztrzasanie wszystkich problemow
            > egzystencjalnych, uczuciowych, zwiazkowych, a pozniej czlowiek w koncu dochodzi
            > do takiego ustabilizowania.

            I ja właśnie jestem na etapie roztrząsania,myślenia o wszystkim,godzenia się ze
            wszystkim i z tym co czuję.Uważam,że jeśli nie przemyśle,nie przeanalizuję tego
            co widzę i czuję to nie dojdę ze sobą do ładu.Żeby osiągnąć stabilizację trzeba
            pogodzić się z tym co jest i wtedy można żyć dalej.Natomiast jeśli jest problem
            to nie zamierzam go lekceważyć i udawać,że nic się nie stało.To nie sposób na
            życie,bo potem te problemy dają o sobie znać i okazuje się,że bilans zysków i
            strat jest ujemny.Taki mam sposób dla siebie i jest mi tak lepiej.Każdy robi to
            co uważa dla siebie za najlepsze.Każdy ma inny sposób na
            zmartwienia,smutki,problemy.
            Wczoraj byłam u innego psychologa i dowiedziałam się,że po za powrotem do
            dawnych uczuć,dzieciństwa powinnam też przyglądać się swojemu związkowi,bo
            niestety jego toksyczność również będzie miała wpływ na moją terapie i
            dochodzenie do siebie.Roztrząsanie problemu gdy on rzeczywiście jest,moim
            zdaniem jest rzeczą naturalną,bo gdyby wszyscy sobie wymyślali to na świecie
            żyły by same szczęśliwe pary i nie było by rozwodów.Nie da się nie myśleć,kiedy
            związek się wali...
            • paradoxman Re: Związki... 02.07.09, 21:57
              sysunia83 napisała:

              > I ja właśnie jestem na etapie roztrząsania,myślenia o wszystkim,godzenia się ze
              > wszystkim i z tym co czuję.Uważam,że jeśli nie przemyśle,nie przeanalizuję teg
              > o
              > co widzę i czuję to nie dojdę ze sobą do ładu.

              No bo tak jest ze trzeba wziasc kilka opcji i porozstrzygac zeby wybrac
              rozwiazanie w miare celne.
              Gorzej, jesli popada sie w cos, np. w taka teorie Dabrowskiego dla przykladu,
              eureka, a potem zwatpienie ze jednak nie jest to do konca prawda.
              Samodzielnosc w mysleniu to dlugi proces samouswiadamiania.

              > Żeby osiągnąć stabilizację trzeba
              > pogodzić się z tym co jest i wtedy można żyć dalej.Natomiast jeśli jest problem
              > to nie zamierzam go lekceważyć i udawać,że nic się nie stało.

              No ale skoro problem jest hipoteza, chwilowymi badz dlugotrwalymi emocjami,
              nieobiektywnymi, to jak mozna sie pogodzic z czyms takim i uzyskac trwala
              stabilizacje? z czyms, co do konca nie moze byc "prawdziwe" (jednoznaczne,
              oczywiste)?
              Rozumiesz to? przyklad z wieloma opiniami.

              > To nie sposób na
              > życie,bo potem te problemy dają o sobie znać i okazuje się,że bilans zysków i
              > strat jest ujemny.Taki mam sposób dla siebie i jest mi tak lepiej.Każdy robi to
              > co uważa dla siebie za najlepsze.Każdy ma inny sposób na
              > zmartwienia,smutki,problemy.

              Wiesz, ludzie to skarbnica wiedzy, metod i sposobow. Ja podziwiam ludzi ktorzy
              maja odwage konstruowac narzedzia do rozpuszczania ludzkich problemow, bo to
              jest syzyfowa praca. Psycholog to tytan pracy moim zdaniem.
              Ale zawsze jest droga na skroty. Ja ta droge odnalazlem, tylko problem jest w
              tym ze ludzkie problemy wynikaja z upartosci wzgledem ich tworzenia. Przypomina
              to troche przestraszona malpke ktora chwycila galaz na drzewie i nie pusci jej
              za zadne skarby bo sie boi ze spadnie. I krzyczy, ze nie pusci, bo spadnie. A ja
              mowie, pusc, zejdz na ziemie to nie bedzie skad spadac. No ale malpka przeciez
              wie, ze jak pusci, to wlasnie spadnie i ja jestem jakis popieprzony.

              Tak jest za kazdym razem jak probuje kogos "ocucic". Dlatego podziwiam psychologow.

              > Wczoraj byłam u innego psychologa i dowiedziałam się,że po za powrotem do
              > dawnych uczuć,dzieciństwa powinnam też przyglądać się swojemu związkowi,bo
              > niestety jego toksyczność również będzie miała wpływ na moją terapie i
              > dochodzenie do siebie.Roztrząsanie problemu gdy on rzeczywiście jest,moim
              > zdaniem jest rzeczą naturalną,bo gdyby wszyscy sobie wymyślali to na świecie
              > żyły by same szczęśliwe pary i nie było by rozwodów.Nie da się nie myśleć,kiedy
              > związek się wali...

              No wlasnie...

              Wiesz, ja jestem zdania ze ludzie z problemami powinni wyjechac na bezludna
              wyspe i wymedytowac swoje wlasne rozwiazanie.
              • sysunia83 Re: Związki... 03.07.09, 03:33
                Moim zdaniem temat w ogole nie poszedl w dobrym kierunku.Napisalam po
                porade,ew.myslalam,ze ktos byl moze w tej samej sytuacji i moze podzieli sie
                doswiadczeniami,a tu bach i znowu nauka toku myslenia i bledne radzenie sobie z
                kolejnym wymyslaniem problemow.Nie zgadzam sie z 99% twoich postow i niech tak
                zostanie.W ogole nie potrzebnie odpisalam na twoj poprzedni post,bo juz w tamtym
                momencie temat poszedl nie w ta strone.Z problemu weszlismy na tok myslenia i
                oczywiscie jakze bledne myslenie o problemach i radzenie sobie z nimi.Napisales
                w poprzednim poscie:"czy warto tak wszystko roztrzasac skoro to co wytrzasamy
                to tylko jakas zupelnie umowna odpowiedz?".Odpowiadam,ze Warto!Umowne sa dwie
                mozliwosci co do tematu,albo rozstac sie,albo jakos to bedzie.Nie wazne co
                uslysze,wazne ile mi to da.Nie rozumiem dlaczego wszystkie twoje posty ucza jak
                myslec,a raczej nie myslec.Ludzie mieli problemy,maja i miec beda nie zaleznie
                od tego co napiszesz.Problem to nie jest hipoteza,bo to realne przezycie,a nie
                zalozenie.Problem nie moze byc domniemaniem,bo albo jest,albo go niema,tylko dla
                kazdego cos innego jest problemem.Jedno twoje zdanie szczegolnie utkwilo mi w
                pamieci,
                cyt:"problem jest w
                tym ze ludzkie problemy wynikaja z upartosci wzgledem ich tworzenia"
                To zart?Oczywiscie,ze wszyscy tylko marzymy o problemach i dazymy uparcie zeby
                je sobie tworzyc i posiadac.Jak zwykle pewnie wymyslamy sobie wlasne filmy,ktore
                nie sa rzeczywistoscia.Wiem kiedy przesadzam,ale wiem tez kiedy wali mi sie
                jakas czesc zycia.
                Dla mnie twoje poglady sa zludzeniem,iluzja w najlepszym wydaniu,bo nie mozna
                zyc realnie nie majac problemow.Zycie czesciowo tez sie z nich sklada i niema na
                nie lepszego sposobu jak obmyslic ich rozwiazanie,a nie wmawiac sobie,ze to
                tylko nasz wymysl.Za duzo mi tu filozofii,a za malo realizmu i zyciowego
                pogladu.Podajesz przyklad malpki,mowisz,ze "cucisz",ale masz uprawnienia by
                "cucic" ludzi?Uwazasz,ze twoje poglady sa sluszne,a pomyslales,ze mozesz zrobic
                nimi ludziom wode z mozgu?Ciekawe jak dlugo mozna tak zyc wierzac w to?Nie znam
                ludzi bez problemow,swoich filmow,a ty kazesz wierzyc,ze to blad iz o tym duzo
                myslimy,rozwazamy,analizujemy,roztrzasamy,mamy swoje nieobiektywne i pewnie
                nierzeczywiste filmy.Ty nie zgadasz sie z moimi pogladami,ja z
                twoimi.Napisalam,bo mam problem,opisalam jak jest,ale nie zrobilam tego po to,by
                dostac kolejna lekcje nauki myslenia.

                Generalnie odnosze wrazenie jakbys byl z jakiejs sekty i narzucal ludziom swoj
                punkt widzenia i to w co ty wierzysz.Natomiast nie dla kazdego jest to dobre
                wyjscie.To juz nie jest debata pogladow,tylko najprawdziwsze wmawianie
                czlowiekowi,ze jego myslenie jest bledne.Moglbys pisac i pisac,a ja i tak bede
                ta biedna malpka,ktora trzyma sie swojej galazki w obawie przed upadkiem.Jestem
                otwarta na pomysly jak zyc,ale nie jak myslec.O to zadbam ja i moj terapeuta,bo
                to on stara sie mnie wyciagac.A kiedy kiedy przyjdzie czas to sama puszcze
                galazke i zeskocze.
                Natomiast podziwiam bardzo twoj upor wzgledem twojego toku myslenia i upierania
                sie przy nim,ale nie widzialam bys choc raz przyznal komus racje co do jego
                sposobu myslenia.
                No coz kazdy ma swoj sposob na zycie,kazdy ma swoje myslenie i niech tak
                zostanie.Ja to tak zostawiam.Pozdrawiam.

                P.S.Cyt:"Wiesz, ja jestem zdania ze ludzie z problemami powinni wyjechac na bezludna
                wyspe i wymedytowac swoje wlasne rozwiazanie".

                Nie bylaby juz bezludna,a Ty zostałbyś niestety sam:)

                P.S.2.Prosze nie wywodz sie na temat mojego watku,nie cytuj i nie zaglebiaj sie
                w doszczetna analize kazdego mojego zdania,bo naprawde nie warto.Nie da to mnie
                nic,ani Tobie,bedzie to jedynie wymyslaniem kolejnych interpretacji i
                problemow.Z calym szacunkiem nie napisalam tego,by cie "ugryzc" jak kiedys
                napisales,tylko napisalam co mysle na ten temat.Dla mnie ten watek jest zamkniety.
                Pozdrawiam raz jeszcze.
                • paradoxman Re: Związki... 03.07.09, 05:52
                  Ale ja strasznie lubie ta moja teorie zrodla wszystkich problemow na swiecie :)
                  Jest taka fikcyjna, a taka prawdziwa zarazem.

                  Gdy przestajesz myslec, znikaja wszystkie problemy tego swiata. To takie
                  proste... szkoda ze wogole nie przeklada sie na normalne zycie takie jakie
                  prowadza ludzkie istoty w swojej dynamice myslenia. Ale jednoczesnie, jak wiele
                  mowi o tym, czym w istocie jest cierpienie istoty myslacej.

                  Hm... taka refleksja ktorej nie powinienem zdaje sie wogole upubliczniac.
                  Tym bardziej nieudolnie probowac z niej zrobic dogmat.
                  Ale dala mi zycie, dala mi normalnosc, przyjemnosc egzystencji, samodzielnosc,
                  odpowiedzialnosc, realizm, trzezwosc myslenia, zdecydowanie, przyjemnosc z
                  konstruktywnego dzialania, nieustraszonosc, zyczliwosc, dobro, przestanie bycia
                  cierniem w dupie wszystkich wokolo... Stalem sie ponownie istota spoleczna,
                  istota rozumna a nie kierujaca sie swoimi fobiami i uprzedzeniami, nie tylko
                  cieniem czlowieka przemykajacym gdzies z tylu, pograzonym w swoich fobiach i
                  depresji naprzemiennie wymieszanych z dynamicznym poplataniem i calym borderlajnem.

                  No i tak sile sie zeby dac komus to samo.
                  Ale nie umiem.
                  Wychodze na glaba.
                  Ale nie czuje sie niezrozumiany czy odrzucony.
                  Po prostu wspolczuje calym sercem.
                  Tej wiezy babel.
                  Jaka jest swiat.
                  Ktorego jestem czescia.

                  Siedze sobie i czuje calym soba rytm wszechswiata.
                  Tetno zycia.
                  Usmiech Boga.
                  Obudzilem sie.
                  Wreszcie jestem tym kim zawsze bylem.

                  Zanim sie narodzilem.
                  Gdy umre.
                  Jestem tym samym.

                  No i wale nieudolnym dogmatem tam gdzie nie trzeba, tak jak nie trzeba. Hm. To
                  dopiero paradoks :)
    • paradoxman Re: Związki... 03.07.09, 12:53
      No a tak co piszesz o swoim zwiazku, to mam wrazenie ze macie taka zdrowa
      dynamike. Przyciaganie i odpychanie to przeciez najlepsza metoda podrywu
      podobno. Co innego jakbys Ty czy on byl beznadziejnie zakochany i pozwalal sobie
      na wszystko, szybko by Ci sie znudzil.
      A tak to zywe, wariackie emocje, zakochanie, niekochanie, dramat dodajacy
      pikanterii.
      Mialem taki zwiazek i z czasem problemow bylo coraz mniej, coraz rzadsze
      zrywania, obrazanie sie jeden na drugiego, moze niektorzy po prostu potrzebuja
      bardziej sie dotrzec niz inni i nie ma co w tym szukac rodzicow itp. Jasne to
      wszystko - wzorce, obserwacje - ma jakies odbicie na nas samych, ale to tez
      tylko taka interpretacja skojarzenia podobienstw a nie jakies fatum czy wzorzec
      wypalony w podswiadomosci :>
      Rownie podobnie "moda na rozwody" panujaca w naszym spoleczenstwie jest takim
      samym problematyzorem i wzorcem rzutujacym na ludzkie relacje. Kolezanka sie
      rozwiodla, jedna druga, to i trzecia zacznie sobie tym glowe lamac.
      Tak ze BPD i DDA to nie jest nic takiego szczegolnego.
      Nie znam czlowieka ktory nie lubial by tak troche podramatyzowac, ale to
      przeciez ludzkie i przechodzi.

      Na Twoim miejscu skupil bym sie na pozytywach i porozmawianiu tak do konca o
      swoich obawach, otwarciu sie na krytyke np. swoich wad z takim nastawieniem, ze
      to jest budujace, uczace, ze w oczach drugiej osoby to ma inne znaczenie i
      nauczyc sie ze nie wszystko wyglada tak, jak sie mysli samemu. Ze to co jest
      problemem, wcale nie jest wynikiem swiadomego dzialania drugiej osoby
      nastawionej na stwarzanie problemu, ale czyms zupelnie innym, moze
      nieprzemyslanym. Ze sadyzm to nie sadyzm z premedytacja, ale np. jakas taka
      glupia cecha, zlosliwosc, albo zarty ktore kluja zamiast byc czyms innym.
      Ze awantury to wynik kumulacji wnioskow i zdarzen nie do konca jasnych i
      uswiadomionych jeden drugiemu, ale budujacych niepotrzebne napiecie ktore w
      koncu wybucha w zlosci.

      No i masz odpowiedz dostosowana do wyczucia sprawy, zeby nie bylo.
    • the-crawl Re: Związki... 04.07.09, 23:00
      czy warto być z kimś żeby nie być samemu...nie warto bo po co siebie bez celu
      wyniszczać. rozumiem Ciebie doskonale bo też mam bpd on jest dda a nasz związek
      od tych ponad dwóch lat jest jednym wielkim misz mażem bólu cierpienia lęku ale
      też szczęścia, euforii, radości śmiechu. ale ja wiem że go kocham i chyba tylko
      dlatego że wiem czuję i widzę że on kocha mnie zniosłam to wszystko i staram się
      zmieniać chociaż nadal marnie mi to wychodzi. mogę powiedzieć Ci jednak, że nie
      będzie wam łatwo a może być trudniej coraz bardziej skrajnie bo w takich
      układach nic nigdy nie jest pewne, a każdy dzień to wyzwanie i nie wiem czy po
      raz drugi podjęłabym taką samą decyzję...pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka