sysunia83
30.06.09, 20:21
Stwierdzilam,ze napisze,bo cos ostatnio nic sie tu nie dzieje,a w ogole to
nurtuje mnie temat nad ktorym ostatnio mysle.
Wiem,ze borderom jest ciezko utrzymac jakikolwiek zwiazek.Wymaga to naprawde
duzego samozaparcia i pracy nad soba.Zastanawia mnie jednak jakie szanse ma
osoba z BPD i partner DDA?Konkretnie mowie o swoim przypadku.Jest coraz ciezej
i w ogole nie wiem jeszcze jakim cudem ten zwiazek istnieje.Choc mamy sie
dosyc,nienawidzimy sie za krzywdy to drugiej strony darzymy sie jakas "chora
miloscia" i jestesmy od siebie uzaleznieni.Ani ja nie potrafie odejsc,ani
on.Ja odpycham czesto w obawie,ze on i tak mnie zostawi,on odpycha,bo nie
wiem czemu,ale zadne z nas nie potrafi zyc bez siebie.Nawet jesli mamy zyc jak
koledzy,ma nas nic nie laczyc to najwazniejsze,ze nadal razem.Nie umiem
ogarnac tego uzaleznienia,skad sie wzielo,dlaczego nigdy tak nie mialam?Czy
czasem oboje podswiadomie nie podchodzimy do tego tak jak nasi rodzice
wzgledem siebie lub my sami wzgledem ich bedac dziecmi tzn:ze nie wazne jak
jest,ale to rodzina,partner,ojciec,maz,matka,zona itp.Ale kurcze kiedys sie
wszystko konczy.
Troche sie obawiam,ze taka tendencja moze okazac sie kiedys zgubna,ale lepiej
mi z uzaleznieniem niz byciem samotna.On tez sie strasznie boi jak mowi,tego
ze moze kiedys musialby zyc beze mnie i nie dopuszcza do siebie tej
mysli.Twierdzi,ze nie potrafi zyc beze mnie.Bez sensu,bo wykanczamy sie
naprzemiennie,a jednak nie mozemy zyc bez siebie.Zupelnie tak jakby kazde z
nas mialo w sobie sadyste i masochiste.Cierpimy gdy jestesmy krzywdzeni,a jest
nam dobrze w jakims stopniu gdy sami krzywdzimy.Ja chce to zmieniac,chodze na
terapie,lykam leki,on twierdzi,ze nie musi nic robic:(Ciekawe jak dlugo
jeszcze to potrwa.To chyba pech,ze tak na siebie trafilismy...Sama juz nie wiem...