Dodaj do ulubionych

jazda do szpitala

11.01.06, 14:29
jakie macie doświadczenia z jazdą do szpitala?
kto prowadził? jak daleko było? nerwowo? jakies przygody?
Obserwuj wątek
    • spokofacet Re: jazda do szpitala 12.01.06, 09:43
      mialem jedna taka jazde, ktorej nigdy nie zapomne. to byl falszywy alarm,
      lozysko przodujace, 6 miesiac, krwawienie o 4 rano, byl czerwiec, nasz lekarz
      byl akurat na dyzurze. mieszkalismy po drugiej stronie miasta (Łódź) od
      szpitala, trasa olechow-retkinia, w ciagu dnia jedzie sie przez zakorkowane
      ulice ok.30-40 minut. tego ranka w 5 minut: najpierw zamowilismy taxi, w tym
      czasie zonka cos probowala zalozyc na siebie, ja ubralem dzieciom na pidzamy
      jakies bluzki, wszyscy wyszlismy, dzieci taxi pojechaly do babci, bardzo byly
      dzielne, a my zrobilismy rajd przez cale miasto w 12 minut, jechalem przez
      czerwone swiatla, tylko zwalnialem przed skrzyzowaniami, ale momentami silnik
      wyskakiwal przy predkosciach 160-180. Opatrznosc czuwala nad nami. na szczescie
      na miejscu okazalo sie ze krwawienie nie zagrazalo zyciu dziecka, ale zona juz
      zostala w szpiatalu do porodu, ktory byl po 51 dniach. no tak wlasciwie to byla
      jazda do szpitala na porod, tyle ze porod byl troche pozniej.
      michal
      • cubitus Re: jazda do szpitala 26.09.06, 13:57
        Ja miałem coś podobnego, tyle ze nie był to fałszywy alarm
        godz. 23 siedzimy juz sobie rozluznieni i ogladamy tele (do dzis smiejemy sie
        jak widzimy nasz „porodowy” serial) gdy nagle moja żona oświadczyła ze zaczeła
        krwawić i dostała skurczy (a był to 34 tc wiec troche wczesnie). Pakowanie w 3
        min wszystkiego co niezbedne i jazda (cud ze po nocy) do szpitala na Karowej. Z
        Ursynowa zajeło 10 min. ze wszelkim uwazaniem na wyboje wertepy itp. Nawet nie
        spojrzełem na predkosciomierz ale wiem ze do zadnej kontroli bym sie nie
        zatrzymał smile. Na miejscu okazało sie ze pospiech byl wskazany bo akcja
        porodowa juz sie zaczeła. Po wszystkich nieudanych zabiegach powstrzynujacych
        porod nasz Jaś urodził sie po 16 godzinach od przyjazdu do szpitala.

        Kuba

    • joanka741 Re: jazda do szpitala 12.01.06, 16:22
      My jechalismy do 1 porodu 80 km (pojechałam do siostry i tam Oliwka zdecydowała
      ze ma ochotę na spotkanie z RODZICAMI).
      Jechalismy szybko- ale była noc i pusto na E-4, patrol policyjny nas
      zlekcewazył mimo ze przemknelismy ok 140 km/h , przy ograniczeniusmile
      Z drugim jechalismy tylko 30 kmsmile), w deszczusmile
      A z 3 na miejscu, ale lezałam 2 tyg wczesniej już w szpitalu.
    • rodzacy_tata z innego forum: des4 13.01.06, 11:14

      "Luty. piątkowy wieczór cztery lata temu. Zaczyna się upragniony weekend.
      Czekamy na potomka. Żona ma termin za cztery dni - samopoczucie wyśmienite,
      właśnie wróciła z dłuższego spaceru. Godz. 20.00 - alarm - zaczely się lekkie
      skurcze. Wsiadamy do autka i szybko, ale spokojnie mkniemy do szpitala (ok. 5
      km) gdzie na żonę czeka jej lekarz. Ja czekam pod gabinetem. Mija pół godziny,
      zona wychodzi, podobno jeszcze to nie to. Wracamy do domu. Jest po 21. Włączamy
      komedię romantyczną na video. Oglądamy, ja otwieram browarek. Jeden, potem
      drugi i tak do czterech. Miły szum w głowie. Mija 23.00 i znów alarm. Tym razem
      zaczeły odchodzić wody. "Trzeźwieję" w pół minuty. Ja i żona wraz z
      przygotowaną torba wskakujemy do autka. Mkniemy szybko (bardzo szybko) przez
      opustoszałe ulice. Na szczęście pogoda jest piękna - ciepło i sucho. Dojeżdzamy
      do szpitala. Dochodzi pólnoc. Żona zostaje na obserwacji bo skurcze jeszcze
      wciaż niewielkie. Ja wracam do domu. Na drugi dzień przez południem zaczyna się
      akcja. O 17.15 zostaję szczęsliwym ojcem juniora smile)) Niemniej jednak nigdy
      więcej jazdy po wypiciu browaru wink

      P.S. W maju sytuacja ma się powtórzyć, oczywiście chodzi mi o potomstwo, nie o
      piwo wink"

      [opis znalazłem na forum Auto-Moto]
    • rodzacy_tata z innego forum: kali.gulla 13.01.06, 11:17
      "Ja w pracy 12 km od domu (z czego 10 poza terenem zabudowanym).
      Południe.
      Ładny słoneczny dzionek, pełny luzik do teminu parę dni.
      Idylla.

      DRRRRRYŃŃŃŃŃŃŃŃŃ
      Koniec idylli, żona rodzi.
      Zanim skończyłem rozmowę już ruszałem (jedno piętreo w dół + 20 metrów
      parkingu).
      12 km przejechałem w ??? minut, ale miałem wrażenie że w dwie.
      Wszystko na drodze wiało na boki, a mój wspaniały sprzęt marki duży fiat
      osiągnęło prędkość poddźwiękową.
      Pod domem został otwarty samochód, na drudie piętro wskoczyłem w trzech susach.
      Torba gotowa, żona też.
      Sprowadzam do samochodu, start i rura przez miasto, kanałami i objazdami, byle
      szybciej.
      Szpital, izba, szybko, szybko....
      I mniej więcej po czterech godzinach zaczął się poród.
      Wynika z tego, że od momentu pierwszej informacji o porodzie, do rozpoczęcia
      porodu upłynęło minus cztery godziny smile
      Stąd prosty wniosek, że musiałem przekroczyć jednak prędkość światła w drodze
      do domu smile
      I to by było na tyle.
    • elza78 Re: jazda do szpitala 13.01.06, 22:57
      o 2 odeszly mi wody, bezstresowo spakowalismy ostatnie rzeczy do torby
      szpitalnej, oczywiscie nikt nie wierzyl ze to juz, w nocy mial walczyc mike
      tyson, ktora to walke maz chcial obejrzec, nie dal rady, o 3:30 zbiegalismy ze
      schodow z torbami do szpitala smiejac sie z tego ze rodzi sie nasze dziecko.
      w drodze myslalam o tym aby zapamietac z tej jazdy jak najwiecej, bo takie noce
      nie zdarzaja sie codzien, jak zajezdzalismy pod szpital wschodzilo slonce i
      miasto powoli budzilo sie do zycia spiewaly ptaki, a w powietrzu unosil sie
      zapach kwiatow, ogolem mega spokoj, ale ja mam spokojnego meza ktorego jeszcze
      uspokoila szkola rodzenia tym, ze niewarto na porodowce pojawiac sie zbyt
      wczesnie smile
      srednia predkosc 50/60 km/h
    • alexsc Re: jazda do szpitala 15.01.06, 21:02
      przygód żadnych ale te 60 km były najdłuższymi w moim zyciu! a mój M jechał jak
      nigdy-ślamazarnie, bo martwił sie jak miałam skurcze
    • miskorabol Re: jazda do szpitala 24.01.06, 09:19
      wstajemy o 1.30 odeszły wody. Szybkie pakowanie , do szpitala ok 15 km. i
      wyjazd. Podczas jazdy nic mnie nie interesowało (fotoradary , patrole) oprócz
      bezpieczeństwa żony i dziecka. Bałem się że urodzi sie wczasie drogi.(urodziła
      się o 14.30 - 2.30 wpisani bylismy na oddział)
      Czy nerwowo chyba troszke ale tylko podczas jazdy do szpitala.
    • michau79 Re: jazda do szpitala 24.01.06, 12:27
      no my jeszcze takiej jazdy nie odbylismy. i szczerze mowiac mam nadziejeze jej
      nie bedzie. Mieszkamy w srednim miasteczku pod wawa, do lekarza jezdzimy do
      Płocka- bo dobry podobno smile no i tam tez rodzic bedzie Aga. jesli przyszłoby mi
      gnac ok 70-80 km to chyba bym ise bał ze cos moe stac sie dziecku lub jego
      mamie.

      __
      nie matura lecz chec szczera zrobi z ciebie milionera*
    • rodzacy_tata moja jazda do szpitala 28.01.06, 15:53
      u mnie było chyba nietypowo, bo spieszyć się nie mogłem.
      do szpitala jechałem 24 stycznia w te najgorsze mrozy.
      warunki były niezbyt ciekawe, więc nie przekroczyłem ani razu prędkości
      40km/godzinę.

      dystans 15 kilometrów pokonałem w pół godziny.
      okazało się, że pośpiech byłby zupełnie nie wskazany, bo do szpitala
      dojechaliśmy przed godziną 20 a synek urodził się dopiero o 5.25.
      • ggmadzik Re: moja jazda do szpitala 26.09.06, 15:24
        Witaj.
        Z pierwszym dzieckiem pośpiechu nie było, bo przed porodem leżałam 7 dni na
        OCP. Z drugim porodem wszystko wyglądało groźniej. Starszą córkę odwoziliśmy do
        dziadków a skurcze miałam co 10 minut. W drodze do szpitala, już co trzy
        minuty. Mąż omijał czerwone światła jadąc chodnikami i skrótamismile Mała urodziła
        się 3 godziny po dotarciu do szpitala. Trzeci poród podobnie. Do szpitala
        bardzo szybko, bo jak dostałam skurcze to od razu regularne, co 6 minut. Znowu
        szybka wycieczka przez miasto. Na izbie przyjęć byliśmy o godz.7:00. Syn
        przyszedł na świat o 8:05. Nie należałam się za długo na porodówkach, na
        szczęście zawsze torba szpitalna była naszykowana wcześniejsmile)

        Pozdrawiam
        Magda, Ania(22-06-1998), Jula(19-04-2002), Kacperek(18-03-2005)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka