Dodaj do ulubionych

historia mojej choroby

    • myalgan Re: historia mojej choroby 21.12.08, 05:04
      Jest cicho. Choinka płonie. Na szczycie cherubin fruwa. Na oknach
      pelargonie, blask świeczek złotem zasnuwa, a z kąta, z ust brata
      płynie kolęda na okarynie: Lulajże, Jezuniu... Aby Święta Bożego
      Narodzenia były Bliskością i Spokojem, a Nowy Rok - Dobrym Czasem.
      • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 03.01.09, 21:12
        Gość długo mnie tu nie było bo trochę" odjechałam" ale wróciło wszystko do
        normy.Święta sylwester i Nowy Rok nie [pozwoliły mysleć nad bólem i jakoś
        zleciało i po świętach. A tu zima pełną gęba zasypało nas no i mróz sromotny sie
        zbliża. Nie lubie takich dni bo w piecu centralnym trzeba palić na ful non stop
        i też gorzej boli, bo rano jest troszkę chłodniej i zanim sie rozgrzeje no i
        trzeba sie trochę wiecej nagimnastykować.Ale juz nie marudzę .
        Jutro mój mąż wylatuje z Krakowa do Oslo na 4 miesiące no i jadę go odwieść na
        lotnisko. Brrr. Tam w Norwegii to dopiero zima i wiatry no cóz, takie jest
        życiei juz by mógł troche więcej zarobić. Ach ciężko będzie wytrzymać bez
        wsparcia . Nie krakam - zobaczymy.
        Postaram sie trzymać i nie poddawać sie sugestiom i prowokacjom niektórych osób.
        Byłam u psychiatry dała mi twkie leki Orfiril 300 retard i Sulpiryd w dzień na
        noc i neurolog tez kazała brac na te bóle bioder Amatix .
        Jak na razie dobrze sie czuje choć bóle mam , gdy nie zwiększę Metypredu
        na razie ok
        pozdrawiam
        • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 08.01.09, 18:58
          Trochę mi smutno bez mojej połówki , zawsze jest to jakies wsparcie ,
          przytulenie no i tęż jest " mediatorem " w konfliktach naszych domowych , ale na
          szczęście jakoś tydzień niedługo bez niego zleci a ja czuję sie względnie. Mamy
          kontakt ze soba więc nie jest tak żle
          To co przepisała mi neurolog na bóle nóg skutkuje. Może nie jest to do końca
          idealnie ale zawsze mniej bolą i najważniejsze nie budzi mnie ból i mogę
          spokojnie spać. W ciągu dnia jak sie rozchodze to jest w miare ok.Mało wychodze
          na razie na dwór bo u nas zasypało i mróz jest srogi i bardzo slisko - a tak w
          ogóle nie musze sie nigdzie spieszyc więc czekam na odwilż.Z ta Candida tez sie
          uporałam z dermatologiem - przez miesiąc brałam antybiotyki i teraz jest super ,
          nareszcie mogę jesc wszystko.
          Tak wiec nie jest żle!
          pozdrawiam
          • gosia_biedrona Re: historia mojej choroby 08.01.09, 20:27
            cieszę się bardzo i cierpliwie czekam na ciebie w Świnoujściu
            • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 09.01.09, 17:46
              Dzieki Gosiu . Duchem juz jestem u Ciebie . a ciałem to jak pozałatwiam tutaj
              wzystko.
              kochana jesteś
              pozdrawiam
              • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 19.01.09, 19:46
                ...no kulam sie jeszcze jakos. Coraz trudniej mam z chodzeniem . Ból nóg w obrębie stawów i mięsni biodrowych jest taki rozrywajacy że każdy krok jest wydarzeniem.
                Ale podpieram sie nadal Tramalem 400 na dobe no cy musze wztrzymywac.
                Na depreche biore Orfil 300 retard, i 2 razy dziennie Sulpirydi yadnych atakow padaczki nie mialam od roku. Po yakaeniu candida po dwoch miesiacach jestem juz czysta tzlko do nosa mam wode morska wzbogacona manganem i masc Rinopanteine poza rzm na noc neurolog dala mi na te moje ble calego ciala i nog przede wszystkim Amantix. no i Loratadyna na alergie. To prawda ze chory na fibro ma malo wit b. Lekarz dal mi wymocniona wit B compositum i wit A+E.
                Juz nie mam zlych mysli i sie nie doluje.
                Mam w planie 24 wzjazd do Warszawy i 26 mam wizyte u homeopatki i zobaczymy. potem w powie lutego jade do winoujscia na dluzszy pobyt + powiedzmy wczasy.

                Jednak ta wizyta u psychiatrz nie byla taka straszna a lekarka okazala sie super czlowiekiem i nastawila mnie pozytywnie na dluzszy czas.
                Dzieki Myalgan ze mnie namowilas , a ja tak sie wstydzilam.

                Jest OK zeby tak dalej
                "Są dwie drogi do obłędu: uwierzyć w to, co nie jest rzeczywiste
                lub odmówić wiary w to, co jest rzeczywiste." (Soren Kierkegaard)
                • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 12.02.09, 21:36
                  ...no troche mnie pogoniła Myalgan do pisania i to juz nie wypada sie nie
                  odzywać. wszystko to samo biore i jest zle a czasem gorzej. Ale nie mozna
                  wiecznie marudzic dlatego nie pisze . Zbieram siły by pojechać na wybrzeże
                  Bałtyku bo tu na gardło i nos mam nawet kropelki " extrat wody morskiej" to może
                  pobyt nad Bałtykiem mi troche na drogi oddechowe pomoże , No i astma alergia i
                  takie tam tez sie czepiają.
                  pozdrawiam
    • myalgan Re: historia mojej choroby 15.02.09, 05:56
      haloooo
      tu twoja druga forumowa rodzinka
      pozdrawia i pyta co tam
      ;)
      • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 01.03.09, 21:03
        A no Aniu , kulam sie powolutku na ile pozwoli mi moja ONA - nierozłaczna fibromialgia. Boli lak cholera .Jest ze mną nawet w nocy dgy usiłuję spać. Walę w siebie leki i udaję że żyję i choćbym biła głowa w mur to nic nie zmieni.Byłam tydzień w Warszawie i miałam spotkanie z homeopatka . dała mi jakies specyfiki ale nie wiem czy to mi pomoże. a Ona mi daje dalej w dupsko i czasem nie chce mi sie nawet pisać
        a reszta bez zmian. Deprecha mnie dopada i cóż znów wszystko jest do dupska.
        hej
        • jolanta534 Re: historia mojej choroby 02.03.09, 14:56
          Witaj Boncia,czasami mam wrazenie,ze tylko ja tak cierpię,bo też ból jest ze mną
          24 godziny,a na dodatek oprócz tego drętwieją mi coraz czesciej ręce w nocy,to
          od kregów szyjnych.No nie pocieszyłam Cię moze ale masz współtowarzyszkę(ki)w
          tym cholernym cierpieniu,pozdrawiam Jola.
    • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 12.03.09, 18:22
      U mnie dalej bez zmian. Rozpoczęłam kuracje homeopatyczną - zobaczymy .
      Postanowiłam wyjechać do Gosi Biedronki do Świnoujścia może juz w sobotę lub
      niedzielę. Mam nadzieje że tam będzie mniej bolało i trochę psychicznie tez odpocznę
      pozdrawiam
    • gosia_biedrona Re: historia mojej choroby 24.03.09, 16:40
      Boncia pozdrawia ze Świnoujścia,jest u mnie i jakoś się czuje czyli raz dobrze
      raz źle ale co ja wam będę pisać niech sama wam napisze
      • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 29.03.09, 13:55
        Wczasy u Małgosi Biedronki w Swinoujściu przebiegają leniwie i kanapowo, ale od
        czasu do czasu Gosia przegania mnie na spacerki po mieście , na zakupy i na
        plażę. Jest super!. Opieka " siostrzana" i medyczna w razie co.Za tydzień wracam
        pod Kraków na stare śmieci. Pogoda wiosenna i to powietrze !!!
        pozdrawiam.
        • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 03.04.09, 17:23
          Bilety powrotne już kupione na poniedziałek w drogę powrotną do domciu.Byczenie
          sie u Gosi dobiega końca jeszcze upojna wiosenna sobota i niedziela i koniec
          turnusu- szkoda...
          • boncia1-1 Do zobaczenia przyjaciółko!!! 06.04.09, 13:43
            Dziś wieczorem wyjeżdżam do domciu.Takiego wypoczynku życzę wszystkim
            forumowiczom. a Gosia ma serce jak harem i taka opiekuńcza i wrażliwa na cudzy
            ból. Tak więc miałam opiekę profesjonalną / nawet zastrzyki przeciwbólowe ,które
            dawał mi Marcin i Gosia/, a najważniejsze to że Biedroneczka ma na mnie wpływ
            pozytywny. Jej usposobienie i sposób bycia eliminuje u mnie depresję . Dzięki
            tej kochanej dziewczynie mogłam lepiej niż w sanatorium odpocząć i nabrać sił na
            następne dni.Poza tym Biedronka pomaga mi zmienić mój wizerunek i inne
            patrzenie na siebie samą. Mimo choroby i dużych zmian na moim ciele i twarzy ,
            dostrzegłam wreszcie że jestem jeszcze młodą kobietą a nie starą chorą babą! A
            atrakcyjności można sie nauczyć przez patrzenie na siebie innymi oczami kogoś
            kto to we mnie widzi i kto jest szczery do bólu.

            Założę sie że którakolwiek z Was z Forum chciałaby pobyć tu nad Bałtykiem w
            Świnoujściu u Biedroneczki to Ona na pewno stworzyłaby takie warunki jak mnie!

            Są z Marcinem wyjątkowym małżeństwem i ich córka Patrycja / 11.L /jest kochaną
            "Sroczką'.
            i MIESZKANIE PRZEZ 3 TYGODNIE U NICH W DOMU NIE SPRAWIAŁO MI ANI IM PROBLEMU. To
            są tacy ludzie!!!! Otwarci na pomoc i opiekę dla innych!!!
            Wczoraj spędziliśmy pożegnalną niedzielę na spacerach po promenadzie nad morzem
            i obiad "pod chmurką" smakował wyjątkowo" Zwłaszcza że jadłam mojego ulubionego
            świeżego Halibuta - pycha . A potem na deser lody i długi spacer.Rodzina
            Kozłowskich obdarzyła mnie ciepłem i rodzinną atmosferą.

            A Gosia jest po prostu cudownym czułym człowiekiem i można Jej wybaczyć
            wybuchowość i ognisty temperament.
            Jest to wyjątkowa sytuacja kiedy ktoś kto nie jest naszą biologiczną rodziną
            jest dla nas jak najbliższa rodzina.

            W czasie pobytu tutaj wiele razy rozmawiałyśmy że gdyby Myalgan nie bała sie tak
            bardzo wyjazdu to tak samo by Gosia ją przyjęła pod swój dach.I dała możliwość
            wypoczynku i spacerów po praży.

            Pozdrawiam wszystkich Forumowiczów
            i życzę takiej pzryjażni i zrozumienia w naszej przewlekle ciężkiej i bolesnej
            chorobie.
            • jolanta534 Re: Do zobaczenia przyjaciółko!!! 06.04.09, 22:31
              Pięknie napisane...jak trafić na TAKĄ przyjażń,ja mimo,że staram się być dobra dla bliskich,i bliznich i zwierząt nie trafiłam na żadną przyjażń,niestety straciłam już nadzieję,mnie nikt nie potrafi wysłuchać ani zrozumiec,w rodzinie tym bardziej,taka jest smutna dla mnie prawda niestety,życzę Wam wiele dobrego i podpory duchowej u bliżnich,wiem jakie to ważne!Ja się spalałam dla drugich,teraz w starszym wieku uczę się asertywnosci,pozdrawiam Jola.
              • myalgan Re: Do zobaczenia przyjaciółko!!! 07.04.09, 04:09
                jolanta534 napisała:

                > Pięknie napisane...jak trafić na TAKĄ przyjażń,ja mimo,że staram
                się być dobra
                > dla bliskich,i bliznich i zwierząt nie trafiłam na żadną
                przyjażń,niestety stra
                > ciłam już nadzieję,mnie nikt nie potrafi wysłuchać ani zrozumiec,w
                rodzinie tym
                > bardziej,taka jest smutna dla mnie prawda niestety,życzę Wam
                wiele dobrego i p
                > odpory duchowej u bliżnich,wiem jakie to ważne!Ja się spalałam dla
                drugich,tera
                > z w starszym wieku uczę się asertywnosci,pozdrawiam Jola.
                =====================================================================
                czesc nawet tak nie mysl sa przyjaciele i przyjaciele
                wiesz ze ja zawsze jestem z toba

                osobiscie nie moge cie zaprosic bo sama jestem gosciem w tej mojej
                rodzince hm juz 20 lat ale nie nazekam oni chyba tez
                nigdy nie doznalam odczucia odrzucenia czy nieprztjazni
                jest mi super tak jak boncia pisze wiecej daje obca rodzina niz
                wlasna
                potrzebujesz to pisz odpowiem tyle moge zrobic
                jak wygram w totka to kupimy maly domek i wszystkie obolale
                duszyczki bedziemy sie tam spotykac ale narazie musi byc tak jak jest
                bardzo serdecznie cie pozdrawiam buziaki sle
                an
                • ewax100 Re: Do zobaczenia przyjaciółko!!! 07.04.09, 09:49
                  Boniu cudownie to napisałaś:)) uwierz że wzruszyłam
                  się do łez:)) to takie piekne i prawdziwe.Tak właśnie
                  jest jak piszesz.I wiedz że nie tylko TY tak uważasz
                  że przyjacielem może być często obcy niby człowiek niż
                  własnie rodzina.Ostatnio sama tego tez doświadczyłam i
                  jest mi bardzo przykro /opisałam w watku O wszystkim/
                  Okazuje się że nie ten powinien być dla nas kimś
                  wartościowym,waznym co jest spokrewniony ale ten kto
                  jest czuły,dobry,wrażliwy-rozumie nasz ból i
                  cierpienie-prawda? a to jest- wszystkie to wiemy dla
                  nas takie ważne.Jolu Ciebie też rozumiem doskonale.Ja
                  tak samo jak TY rodzinie okazyłam
                  zrozumienie,ciepło,dobroć /takiej dalszej nie w domu/
                  no i otrzymałam zupełnie cos odwrotnego.Nistety takich
                  ludzi którzy nas nie rozumieją,są niedobrzy dla nas
                  nie możemy traktowac ich jak przyjaciół.Na szczęście
                  są ludzi inni na świecie jak np. Biedronka czy rodzina
                  Ani.Ja od obcych ludzi dostałam tyle dobrych ciepłych
                  słów zrzumienia dla mojego bólu po stracie Kubusia a
                  widzisz moja kuzynka podeptała wszystko.Ona mi nawet
                  powiedziała kiedyś ż enie wierzy w moje choroby i mój
                  ból-wyobrażasz to sobie? kim trzeba być jak złym
                  człowiekiem? żeby nie byc czułym na ludzki ból czy
                  tego zwierzęcia-maleńkiego pieska cierpiącego.Jak
                  trzeba być nieczułym zeby nie rozumieć co drugi czuje
                  gdy musi podjąc taką decyzję uśpienia psa którego tak
                  kochał.No ale cóz mówic jak on anie wiem czym jets
                  miłosc do zwierzecia?Jestem w szoku od 3 dni bo
                  straciłam nie tylko tego pieska który był dla niej
                  niczym bo jak powiedziała nie miał duszy ale straciłam
                  tez ją którą uważałam za przyjaciela a to dodatkowo
                  boli.
                  Dlatego Boniu rozumiem Ciebie doskonale i ciesze się
                  że tak dobrze wypoczęłaś.Słowa podziwu i uznania dla
                  Gosi-jest wspaniałą,uczuciową ,serdeczną osoba tak
                  jak i TY i Ania i Jola,Irena a takich ludzi bardzo a
                  bardzo cenię.Nie wiem jak to jest że jakoś wszystkie
                  tak żeśmy się tu dobrały takie uczuciowe i
                  wrażliwe?:)))I powiedzcie czy nie ma w tym prawdy? że
                  Ci którzy nie kochają zwierząt to nie kochają tez
                  ludzi nie sa wrazliwi na ich ból i cierpienie,nie są
                  też wrażliwi na otaczjące nas piekno przyrody i
                  nistety nie są dobrymi ludżmi.Zastanawiam się tylko
                  dlaczego tak jest -czy "to" nie każdemu jest dane???
                  Pozdrawiam seredcznie
                  • jolanta534 Re: Do zobaczenia przyjaciółko!!! 07.04.09, 13:11
                    Teraz ja się wzruszyłam bardzo,jesteśmy wrazliwe już to mówiłam,to jest dobre ale bardzo łatwo nas też skrzywdzic,bo nie możemy pogodzic sie z tym,ze istnieje zło,głupota,bezmyślność i ignorancja!Możecie się uśmiechnąć,ale ja nawet obcięte a kwitnące już gałązki drzew owocowych pogłaszczę i przeproszę(może to głupie ale inaczej nie umiem)dobrych ludzi jest dużo ale zło też nas otacza i jęśli nic nie można poradzić,trzeba je omijać szerokim łukiem!Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i choć jest nam ciężko myślmy pozytywnie Jola.
            • gosia_biedrona Re: Do zobaczenia przyjaciółko!!! 07.04.09, 19:52
              a tam Boncia ,przesadzasz ja nic nie zrobiłam ,byłam sobą i to wszystko
    • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 20.04.09, 23:35
      Sorki że nie pisałam ale, powrót męża z Norwegii i święta tak mnie zajęły że
      nawet nie siedziałam przed kompem. No a teraz mam wiadomość że muszę iść na
      laparoskopię i usunąć guza na jajniku 6 cm dużego . Trochę strach mnie bierze
      przed tym . Muszą mi to usunac ale jeszcze nie wiedzą jaki to guz - będę
      wiedziała po operacji. Powiedzcie że to nie straszne i że tylko ja sama sobie
      nadaję stracha.A reszta bolączek w normie przy tych lekach co zawsze i cały czas
      zle śpię bo sie budzę z bólem całego ciała albo bioder lub ramion. No ale tak
      jest i chyba sie to nie zmieni.
      pozdrawiam
      • jolanta534 Re: historia mojej choroby 21.04.09, 17:27
        Witam!Jesli laparoskopowo,to chyba nie będzie żle a wycinek pewnie i tak wezmą
        do zbadania,ale nie martw się na zapas(łatwo powiedzieć,co?)mnie bóle nie
        ustępują a wręcz się nasilają i zaczynają mnie boleć coraz bardziej stawy
        łokciowe,kolanowe,skokowe i w palcach u rąk,śpię po Zaldiarze,teraz po
        przyjeżdzie z miasta musiałam wziąć Tramal i tyle,czyli stara bieda.Pozdrawiam Jola
        • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 08.05.09, 21:01
          Dawno nie pisałam - nie miałam jakoś weny , ale dziś mus to mus!!
          No i byłam na zabiegu ale nie na laparoskopi bo to co mi mieli wycinać samo sie
          wchłonęło ,czuje sie dobrze własnie skończyłam doxycyline i mam nadzieje ze
          jeszcze cos ze mnie bedzie hi hi. A reszta bez zmian- Tramalek , Nimesli
          przeciwbólowo a jakos wytrzymuje, na noc NaSen i jakos leci.
          Jolu musimy to jakos wytrzymtwac no bo cóż to jest cała Fibromialgia i nic
          innego nie skutkuje, czasami jakas fizykoterapia ,i zabiegi wzmacniające ale i
          tak wracamy do punktu wyjścia.
          oby do lata.....
    • myalgan Re: historia mojej choroby 11.05.09, 04:36
      trzymaj sie mala
      :)
    • myalgan Re: historia mojej choroby 22.05.09, 04:22
      pozdrowienia i buziaczki
      :)
      • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 02.06.09, 20:43
        A więc dalej jestem , dalej nie wiele zmian, prócz tego że zwiększyłam Metypred
        na 6 mg a powodu braku rezultatów w zmniejszeniu sie bólu, A prócz tego dalej
        Tramal i Nimesil ,Od 26 czerwca znów będe bez męża, bo znów wyjeżdża do
        Norwegii, aż do pazdziernika . Tak więc każdą wolną chwilę spędzamy razem by się
        jeszcze nacieszyć soba i bym mogła " załadować akumulatorki". Boli , spię do
        oporu i tak powoli sobie żyję...
        pozdrowienia
        • myalgan Re: historia mojej choroby 03.06.09, 04:04
          no boncia nareszcie jakis znak wiadomo ze boli a w dodatku ta pogoda
          nam dokucza
          Omeza sie nie martw pamietasz w zeszlym roku tez niby na tak dlugo
          pojechal a jak szybko zlecialo
          bedziesz wiecej z nami i czas ci zleci i moze chociaz troszke
          zaponisz o bolu
          pozdrawiam cie serdecznie i meza niech mu idzie jak najlepiej i
          szybko niech wraca
          an
          • myalgan Re: historia mojej choroby 10.06.09, 07:07
            boncia nadal sie raduje ostatnimi dniami z mezem to poslodzic tam
            sobie na te kilka miesiecy i czekac
            tesknota normalna rzecz a jaka radosc jak wracaja
            pozdrawiam
            zdrowka
            an :)
            • myalgan Re: historia mojej choroby 23.06.09, 05:32

              nie pamietam kiedy tn twoj ukochany wyjezdza
              ucaluj i wroc do nas to szybciej ci zleci czas wiadomo ze nikt nie
              zastapi ukocganej osoby ale namiastka przyjazni tu swieci
              pozdrawiam
              an
              :)

              Śmiech jest lekarstwem,które każdy może sobie przepisac
              • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 25.06.09, 20:20
                no i pojechał dzisiaj.Jeszcze u Biedroneczki w Swinoujściu zatankuje paliwo i kawę i na prom do Szwecji, potem jeszcze podróż ze Szwecji do Norwegii i będzie na miejscu około północy w piątek w Alesund na fiordach.
                a ja przesypiam każdą wolną chwilę ina razie jest mi tak dobrze , bo mniej wtedy boli i mniej myślę o głupotach.
                Leki bez zmian tylko czasami są dni z większym bólem brzucha jak sie mama wypróżnić ale to wiem że trzeba będzie sie wybrać na kolonoskopię, bo to [polipy dają w" dupę" :)
                pozdrawiam
    • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 27.06.09, 19:42
      Jakos tak smętnie i dziwnie bez męża. Dzieci już dorosłe i maja swoje zycie i
      nie ma ich więcej w domu niż są a ja nie mam nawet z kim porozmawiać . Nie wiem
      czy sie do tego znów przyzwyczaję. Na Skypie rozmowa z mężem to nie to samo gdy
      jest obok, Cholera nawet nie wiedziałam że tak mi będzie go brakowało. Dzis znów
      gorszy dzień bo u nas burze i mokro no i bardziej boli.
      • myalgan Re: historia mojej choroby 29.06.09, 04:38

        czesc
        niestety dzieci rosna i juz im nas nie potrzeba tak bardzo ale
        boncia ty nie jestes sama
        maz na skypie twarza w twarz przeciez musisz pomyslec po co on tam
        jechal
        wczasy to to raczej nie sa
        on tak samo teskni jak ty moze bardziej bo chlopy to takie duze
        dzieci to ty go musisz wsperac w tej odleglosci jakiej sie znajduje
        a tu masz nas wiem ze to zaden maz ale przyjaciel musi ci narazie
        wystarczyc i tego sie trzymaj
        co do kosteczek to tak tak bola prawie wszystkie mnie nawet bola
        palce u nog te duze nie nie mam dny moczanowej czy jak to sie tam
        zwie bylo badane
        pisz moja kolezanko ja tu prawie zawsze jestem to ce przynajmniej na
        chwile zajme jakimis pierdolami
        pozdrawiam
        wszystko jest ok
        an
        • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 29.06.09, 21:49
          Dzięki za wsparcie. Ja sama do sebie tez zaczynam tracić szacunek- siedze lub
          leże w tych 4 ścianach spuchnięta / przytyłam/ po większej dawce sterydów , a
          sterydy brałam silniejsze bo bardzo bolało.Nie moge wejść w ciuchy i nie moge
          patrzeć w lusto. Jestem drażliwa wszystko mnie denerwuje - awanturuje sie o byle
          głupstwo. A dzeci nie rozumieją chorego człowieka i traktują mne jak zdrową .
          Mam być ich służącą i wszystko pod nos robić / mama też/ a ja też czasami pragnę
          by to ktoś mi zrobił kolację lub upiekł coś na słodko. A jak jestem w domu a
          wszyscy pracują to zaczęli mnie traktować jak gosposie wszystko zrób na czas i
          sprzątnij za każdego. MAM TEGO DOSYĆ
          Jak był Marek to patrzyłam w jego oczy i wiedziałam że naprawdę wie co ze mną
          jest , potrafił mi czasami zrobić herbatę lub jedzenie. A teraz mogę zdechną
          zamknięta w sypialni i nikt sie tym nie bedzie przejmował jak sie gorzej czuję
          .Tęsknię do tej Bogusi która wyglądała jak zadbana kobieta i potrafiła i mogła o
          siebie zadbać i cieszyłam sie tym że sie podobam. A teraz nawet dzieci nie mogą
          na mnie patrzeć a ja sama też .Nie potrafię sie z tym uporac.
          • myalgan Re: historia mojej choroby 30.06.09, 09:08
            wiesz ale mi nerwy psujesz ty taka bogusia wiesz wiem brakuje marka
            ale na chwile musisz byc z tymi co zostali ado robienia obiadu i
            pieczenia ciast nikt cie nie zmusi
            powiedz kto piecze i gotuje jak jest marem
            on
            przeciez ze nie wiec musisz liczyc na siebie wylaz z tego sarkofagu
            i idz na ogrod poplewic
            ciucha poszukaj troszke wiekrzego (dres+trykotka)
            wyjdz na slonko i upajaj sie kazda chwila troche fantazji i juz
            jestes daleko no ale to trzeba chciec
            nie przyjade do ciebie zeby ci po pupie dac ani pocieszac bo wiem ze
            silna jestes dziewczyna i nie bede pisac wez sie w garsc bo to gowno
            da ale jak nie dadza ci herbaty to kup sobie wode mineralna 2
            litrowa jakas smaKOWA I PIERWSZY PROBLEM ROZWIAZANY DZIECIA DAJ NA
            CIACHO DO CUKIERNI A MAMIE PRZYCHWALAJ I BEDZIE OK MAM NADZIEJE
            JAK NIE TO PISZ I WSPARCIE MASZ U NAS PAMIETAJ JA TU JESTEM ZWSZE
            BONCIU WSTAWAJ SLONKO SWIECI PRZEJDZ SIE NA SPACEREK I WSZYSTKO LEJ
            MAREK JUZ NIEDLUGO WRACA
            POZDRAWIAM I popisalam duzymi literami ale moze i dobrze
            teraz to przstudjuj i do roboty mala
            an
            • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 30.06.09, 21:14
              dzięki a reprymendę Aniu. Ale nie użalam sie nad sobą tylko tak naprawdę jest ,
              mieszkam z dala od sklepów i apteki a gdy mnie powalło na łóżko to naprawdę
              wściekłam sie że nikt gdy poproszę o pomoc nie ma ochoty dupy ruszyć .Ja w
              takich stanach nie mogę jechać ani do sklepu czy do apteki . A na co dzień to
              tylko ja gospodarzę gotuję i opieram pięcioro ludzi. Czasem jak Marek widział
              jak sie zwijałam z bólu i to sam bez szemrania potrafił przygotować posiłek czy
              pomóc w robotach domowych ale ani dzieci ani mama nie. Sama jestem temu winna -
              bo ich rozpieściłam i zawsze mi sie wydawało że ja wszystko zrobię sama i
              najlepiej.
              Bo nie chodzi mi o to czy ktoś mi zrobi czy poda - ja tego nie muszę - tylko o
              to że tylko ja karmię rodzinę a jak wyląduję w łóżku córka ani mama mnie nie
              zastąpią . Tak ich przyzwyczaiłam że to ja wszystkim nadskakiwałam i służyłam.
              Gosia Biedronka byłam u mnie miesiąc i widziała jak to u mnie jest. I też mi
              powiedziała że będzie ciężko zanim moje dorosłe dzieci nauczą sie współdziałania
              i pracy w domu i sprzątania po sobie.

              Ale Dzięki Aniu że mnie mobilizujesz. Dziś zacisnęłam zęby i pojechała do apteki
              i do miasta po zakupy , ale Marek mnie objechał przez telefon że mi jeżdzić nie
              wolno bo biorę dużo leków które upośledzają uwagę i odruchy. Ale musiałam
              zaryzykować .

              Tak sie chciałam pożalić , bo nie mam komu.
              pozdrawiam
              • myalgan Re: historia mojej choroby 01.07.09, 05:34
                czesc ciesze sie ze mobilizacja pomogla ci wyjsc na troche z sypialni
                no co do tego jezdzenia to rzeczywiście troche przesadzialas ale nic
                sie nie stalo ale z drugiej strony znowu pokazalas ze sama potrafisz i
                cala rodzina oczywiscie to widziala ty to tak trszke jeszcze dodatkowo
                poudawać musisz
                nie rzucaj sie do szykowania posilkow jak nie dajesz rady zjedz kromke
                chleba a oni niech patrza siebie
                ja tam nie wiem jak stoicie finansowo ale zamow sobie mala pizze leki
                tez przywiezie taksowka wogole to zrobia ci kazde zakupy wiem ze tak
                jest
                to ze sie tu przyszlas pozalic do bardzo dobrze po to tu jestesmy ty
                wiesz ze co roku jak marek wyjezdza jest to samo czemu wtedy nie
                jedziesz do biedronki na jakis cza
                ja bym chetnie ale sama widzialas ze ja tez tu jestem juz za duzo
                jeszcze pies po mojej siostrze no i kocisko malo mamy miejsca dlatego
                moge cie wspomagac tylko tutaj
                rozumie ze ty sie nie zalisz ciezko chorzy ludzie nawet nie potrafia
                sie zalic bo i tak nikt tego nie rozumie
                z mojej strony po pierwsze staraj sie jednak nie jezdzic autem(to
                zagorzenie dla innych)
                jak jest mozliwosc to dzwon na taxi po wszystko
                jak nie ma to pokombinuj i na pewno ci sie uda oni niech nie licza na
                ciebie w zadnej sytuacji troszke chora jestes troszke podaj
                wiesz pochylona kaszelek trzymaj sie poręczy ale tak nie moze byc
                naprawdę zabaw sie ich kosztem moze cos to da i prosze nie denerwuj
                sie szczególnie mamusia wiem ze to ona najbardziej ci dokucza mowie ci
                lej to wszystko zycie mamy za krótkie zeby byle czym nerwy targac
                pozdrawiam cie jestem myslami caly czas z toba
                an


                "Nie będzie szczęśliwy ten,kto nie słyszy,jak rośnie trawa"
    • myalgan Re: historia mojej choroby 03.07.09, 12:57
      halo co tam i jak sie czujesz
      pozdrawiam i czekam napisz cos
      poprawilo sie czy jest gorzej
      buzoaki
      an
      ========

      "Nie będzie szczęśliwy ten,kto nie słyszy,jak rośnie trawa"
      • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 07.07.09, 17:03
        No i cholerka porobiło sie!!! Mąż w Norwegii wybrał sie w niedzielę na jagody - no i znalazł na sobie 4 kleszcze!!! Już rozmawiałam z lekarzem i kazał mężowi brać przez miesiąc Unidox.My mieszkamy pod lasem w polu 9 lat i jeszcze go żaden kleszcz nie ugryzł - a tam musiał pojechać do Norwegii by go ugryzły!!! Ciekawe czy te północne skandynawskie kleszcze są tak samo jadowite czy może mniej ?
        A ja w kratkę przeleże 2 - 3 dni wyjąć z bólu / no bo jeszcze jelita i brzuch i dupa bolą/ a potem znów lepiej i mogę trochę pożyć i nacieszyć sie latem.
        pozdrowienia
        • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 07.07.09, 17:24
          Zapomniałam powiedzieć że w sobotę upadłam w łazience i mam rękę siną od łokcia
          do pachy. Coś mi sie słabo zrobiło. Z tego bólu i leże nia jestem osłabiona.
          • ewax100 Re: historia mojej choroby 08.07.09, 06:03
            Boniu ja nie wiem może to zalezy od jakiejś odporności
            indywidualnej.Rozmawiałam z wieloma ludżmi których ugryzły kleszcze
            i nie miały boreliozy ani tych bólów więc może i Twojego męża to
            ominie.A ja nie pamietałam jak wiesz kleszcza i wynik miałma
            dodatni-trudno to zrozumieć.Osttanio też mi bóle wracaja choć długo
            było nieżle.
            Musisz bardzo żle się czuć że upadłaś,bardzo żal mi Ciebie i
            współczuję Ci.Wiem że do tego stres zabija nas i wzmaga bóle.Jednak
            nie poddawaj się,mysl o sobie-pozdrawiam serdecznie i ciepło :))
            • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 08.07.09, 20:59
              Dzięki Ewciu za pamięć i wsparcie
          • myalgan Re: historia mojej choroby 08.07.09, 06:09
            czesc no to masz kilka klopotow
            po chplere ten marel lazi na jagody w norwegii co zbiera zapasy na
            zime ale trudno stalo sie tylko abx nic wiecej nie moze zrobic potem
            ewentuaknie badania bo teraz nie ma co cos po miesiacu sie robia ale
            jak je abx to jeszcze inne sa wskazania do badan
            cos 3 miesiace trzeba poczekac bo teraz to organizm walczy z choroba
            i napewno wykaze ze jest chory oczywiscie jak kleszcz byl zarazony a
            my tak odrazu to najgorsze wybieramy nic mu nie jest zje abx i
            bedzie po sprawie
            zato ty mnie martwisz coraz bardziej wez jakies leki przeciw bolowe
            silniejsze moze ci bedzie lepiej a to ze omdlalas w kiblu to napewno
            od tego ze nic nie jesz wez bulke z maslem i miodem zjedz wez
            cokolwiek zjedz bo przeciez te leki jak jesz to musza z czyms sie
            roznosic po organizmie
            tak przypuszczam ze jest ty to jestes z tych upartych i zoś samoś
            ale mowie przeciez musisz wyjsc z tego wyra na slonko ogrod wogole
            zacznij chodzic bo jak zalegniesz to nikt cie nie wyciagnie meza nie
            ma a reszta wiadomo prosze dzis wstac siku kupka do kuchni zjesc cos
            i posiedziec przynajmniej na taborecie jak dasz rade do ogrodu na
            chwile cholera ze nie mam sil i forsy ja bym tam przyjechala i cie
            wziela za ciebie prosze wez zrob to sama bo widzisz ja nie mam jak
            tego dokonaci jutro prosze zdac relacje co jadlas i co robilas
            boncia przeciez silna depresja to ci raczej teraz nie potrzebna
            idz do kumpeli na przeciwko idz do knajpki nie na wode od tak do
            innych ludzi posluchaj gwaru zaraz bedzie ci lepiej
            prosze sie stosowac do takiego zyca zeby bylo godne ciebie a to
            naprawde musisz sie postarac
            ty wiesz co mam na mysli
            prosze jak to przeczytasz o mobilizacje chyba sie zaczynam powtarzac
            no wlasnie
            boniu ty wiesz i juz to rob
            pozdrawiam
            an
            "Nie będzie szczęśliwy ten,kto nie słyszy,jak rośnie trawa"
            • gosia_biedrona Re: historia mojej choroby 08.07.09, 08:38
              Aniu ja już auto kupiłam więc jak ja się do niej wybiorę a po drodze zabiorę
              ciebie to oby dwie damy jej po głowie i zmusimy do działania,hihi,przypomnę jej
              spacerki jakie były u mnie na promenadzie i jak dobrze się czuła,oj Bonciu ty
              jeszcze nie wiesz kiedy cię zaskoczymy a wtedy oj będzie się działo,hihi
              • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 08.07.09, 21:13
                przyjeżdżajcie zapraszam ;)
                • myalgan Re: historia mojej choroby 09.07.09, 05:43

                  bedzie czas przybedziemy
                  a powiedz ty mi moja droga ile wazysz ze sie tak musisz odchudzac
                  50kg no 55 boncia nie rob jaj wez sie za jedzenie bo padniesz kak
                  kopruch przy wiekrzym wietrze
                  moja waga odchudzania wymaga alepowoli i sama lekarz powiedzial
                  dieta rygorystyczna w moim a szczegolnie twoim przypadku jest nie
                  wskazana potem sie omdlewa po kiblach i gzie popadnie boncia wez
                  przemysl to
                  powodzenia i nie poddawaj sie
                  an
            • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 08.07.09, 21:08
              Dzięki Aniu za troskę, Wiesz ja staram sie coś tam dziennie zjadać choćby raz
              ale porządnie , a z łóżka to juz zaczęłam wyłazić no bo przecież muszę choćby co
              dzień przy kompie posiedzieć i pogadać z Markiem. Do ogródka wychodzę ale tylko
              pooglądam coś tam urwę i tyle bo u nas co dzień leje i mokro. Coś tam zrobię w
              kuchni , ugotuje , upieke albo weki z wiśniami co dzień po troszku muszę robić
              bo już czas zrywać i zaprawiać. Więc po troszku kręcę sie i nie leżę cały czas.
              Kupiłam sobie w aptece specyfik do odchudzania,i troche spadłam z wagi. Cieszę
              sie bo nie chce byc taka gruba i ociężała.
              pozdrowionka
    • myalgan Re: historia mojej choroby 23.07.09, 06:56
      halo
      jakis znak od ciebie
      przeciez chyba nic sie strasznego nie stalo
      pozdrawiam
      an
    • gosia_biedrona Re: historia mojej choroby 29.07.09, 21:56
      witam
      piszę w imieniu Bonci: -dziewczyny mam komputer popsuty i nie wiem kiedy będę
      mieć go z powrotem,pozdrawiam wszystkich Boncia

      • ewax100 Re: historia mojej choroby 03.08.09, 10:04
        Hmm... to straszne jak człowiek sie przyzwyczai do komputera do
        kontaktu ze znajomymi a tu komp nawali.Niedwano miałam taki problem
        bo laptop mi padł po 2,5 roku i musiałam kupić nowy ale tym razem
        stacjonarny.Naprawa laptopów a poszła płyta główna nie opłaca się.W
        stacjonarnych jest to mozliwe-wymienia sie część nie za tak wielkie
        pieniądze i działa.Pozdrawiam i współczuję Bońci:))
        • gazeta.24 Re: historia mojej choroby 04.08.09, 19:29
          naprawiliśmy kompa ale musiałam zmienić login do mojej poczty . Teraz mam :

          gazeta.24@gazeta.pl
          pozdrawiam
          • gosia_biedrona Re: historia mojej choroby 04.08.09, 22:51
            a po co zmieniałaś,przecież wszystko można odzyskać,oj Bonciu,zadzwoń jutro to
            pomogę odzyskać stary longin
            • gazeta.24 Re: historia mojej choroby 08.08.09, 20:54
              nie wchdzi mi na stare hasło tylko na zmienione.Teraz nie będę boncia 1 tylko
              gazeta 24 . trudno taka ciapa jestem i juz
              • myalgan Re: historia mojej choroby 09.08.09, 06:16
                i teraz czytaj

                witam cie gazeta24 co u ciebie gazeta24 napisz jak zdrowko
                biedronka wez jej to zmien bo tak nie moze sie nazywac nasza boncia
                pozdrawiam
                an
                Nie możesz iść do przodu patrząc w tył....
                • gosia_biedrona Re: historia mojej choroby 10.08.09, 10:09
                  Aniu ja jej odzyskałam stare hasło i longin boncia1-1 ale mówi że jej nie
                  wchodzi no cóż widocznie muszę się do niej wybrać i inaczej jej to
                  przetłumaczyć,hihihi
          • myalgan Re: historia mojej choroby 09.08.09, 06:12
            boncia co to za gazeta no mam cie nazywac gazeta buuuahahahaha
            wez to zmien na cos sympatycznego chyba nie myslisz ze tak bede do
            ciebie
            gazeta no w pale sie nie miesci kto ci to wymyslil
            sorek ze sie tak oburzylam ale no boncia naprawde mmmmmm
            nie wiem czy to sie przyjmie
            an
            Nie możesz iść do przodu patrząc w tył....
        • 2boncia Re: historia mojej choroby 16.08.09, 22:09
          moje dane kontaktowe:
          nr gg : 10373342
          e maii : 2boncia@gazeta.pl
          e mail : rypkee@interia.pl
          skype: brybka59
          • 2boncia Re: historia mojej choroby 20.08.09, 17:56
            Upał leniwie sie toczy przed domem tak więc uciekam do domu lub do cienia bo za gorąco . Bóle śa i nie widzę poprawy - jak bolało tak boli . jedynie co dobrze to to że z jedzeniem i wypróznianiem mam spokój NARESZCIE NIE BOLI BRZUCH/!I tu jest z czego sie cieszyc. Tęsknię za Markiem i za deszczem. a w sumie nic więcej sie nie dzieje.
            Pozdrawiam urlopowiczów i zazdroszczę jak mogą sobie na słoneczku posiedziec.
    • boncia1-1 Re: historia mojej choroby 10.08.09, 10:19
      zobacz bonciu weszłam na twój stary longin i nawet cosik napisałam,pozdrawiam
      biedronka
    • dytko-73 Re: historia mojej choroby 10.08.09, 19:51
      witam, 06,08,2009 stwierdzono u mnie tą dziwną chorobę, tułałam się
      po lekarzach od 2006 roku, wszystkie badania jak dotąd miałam w
      porzadku , a bóle stawów ja tak mówię szły dalej w następne stawy ..
      do tego doszła biegunka i częste migreny i problemy z
      ciśnieniem .Jeden lekarz powiedział mi, że to jest moja uroda , nic
      do tej pory nie wiedziałam o tej chorobie , było mi przykro już
      myślałam o tym że jestem hipohandryczką..... ale takiego bólu nie
      można sobie uroić , tak trudno zrozumieć lekarzowi że nie na wstac
      rano z łóżka i bać swych pierwszych kroków zanim się człowiek nie
      rozchodzi........dla świętego spokoju dostałam skierowanie do
      szpitala na diagnostykę i wyszło - fibromialgia , borelioza(
      potwiera 4 badaniami - mimo leczenia antybiotykiem ....), choroby
      zwyrodnieniowe stawów i kręgosłupa (osteofity) , oraz zespół jeta
      nadwrażliwego ( mam mieć robioną jeszcze kolonoskopię by to
      potwierdzić)
      dostałam leki stiloton,duspatalin,artrostop,omega-artre moje gg-
      5941537
      • dytko-73 Re: historia mojej choroby 10.08.09, 19:53
        stimuloton- sorki , ale klawiatura misię zacina i gnaty bolą
        wybaczcie
        • myalgan Re: historia mojej choroby 11.08.09, 19:05
          to co boncia to teraz dytko73 czy to ktos jeszcze nowy bo sie andzia
          pogubila odpisz boncia jak to tam jest
          mi tez dzis nawalil komp i musialam zmieniac haslo na nasze forum
          ale sie udalo login zostal ten sam
          pozdrawiam
          an
          :)
          • boncia1-2 Re: historia mojej choroby 12.08.09, 19:50
            no cóz całkiem sie pokiełbasiło u mnie w kompie . Nie przyjmuje starego hasła ani tego poprzedniego nowego więc założyłam nowe podobne do starego " boncia1-2 " i teraz pod tym loginem będe .A ta osoba dytko73 to podejrzewam nowa osóbka która chciałaby dołączyć do nas.

            Więc dytko73 załóz swój wątek np. historia mojej choroby" - opisz wszystko od początku , przedstaw sie , opowiedz coś o sobie i rodzinie no i najważniejsze opisz wszystkie soje ojawy i jakie leczenie stosujesz.

            Do założenia swojego wątku poproś ewax100 , lub myalgan - to są osoby które opiekują sie tym forum.
            pozdrawiam
            • myalgan Re: historia mojej choroby 13.08.09, 04:57
              witamy boncie1-2
    • 2boncia Re: historia mojej choroby 16.08.09, 22:04
      No wróciła Wasza weteranka!
      Po kompletnej deinstalce komp mi zwariował i nie chce przyjmować starych loginów i haseł i to też w gg. Więc musze pozakładac całkiem nowe i zobaczymy czy po tygodniu sie nie zbuntuje. Ale dość o sprzęcie.

      Ja po spadku sprawności psychicznej/ depresja jak przepaść/ wracam do równowagi. Nic nie chciało przez pewien czas grać ani komp i zero kontaktu z najbliższymi , przejęłam sie wypowiedzianym zdaniem przez moich najbliższych o mojej śmierci i wpadłam w dół. Leki cos nie chciały skutkowac ból potęgował wszystko co można wpakować do worka depresji giganta!. Po szpitalu i kolonoskopii czuję sie dobrze , naprawili mi skręt jelita i teraz nie boli , zaczęłam tez zażywać Aktiwii i wiecie co? nawet skutkuje a nie wierzyłam w to za bardzo.

      Przez moment straciłam wiare że ciało nogi i rece przestana mnie boleć. Nic nie chciało działać Tramal coraz większe dawki . Zero snu , a jak juz nad ranem pezysne to budzi mnie straszny ból i po spaniu.
      Troch psychocznie lepiej ze mna i bóle tez zaczynaja pomału puszczać do poziomu codziennego do zniesienia.

      Tak więc żyje - troche poturbowana ostatnimi dniami ale jestem!
      pozdrawiam was wszystkich!

      Acha piszcie do mnie na gg mój numer 10373342 poniewaz utraciłam kontakty
      więc kto do mnie napisze tego na gg będę miała.
      Dzięki
      papa
    • 2boncia Re: historia mojej choroby 20.08.09, 18:03
      Wypowiedz lekarki z Krakowa doktor Beaty na temat kleszczy i boreliozy
      www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/zdrowie-rodziny/borelioza-wiele-niewiadomych_36925.html
      • myalgan Re: historia mojej choroby 26.08.09, 17:17
        jak ty sie zapatrujes na ta lekareczke
        jak wogole sie czujesz
        co slychac
        wszyscy niby sa a nikt nic tu nie pisze
        an
    • 2boncia Re: historia mojej choroby 27.08.09, 17:48
      No cóz z bólem jestem za pan brat a reszta idzie w miare ok. Humorek tez dobrze
      i jeszcze miesiąc do przyjazdu Marka. Do tej lekarki z Krakowa mam zamiar
      wybrac sie w pazdzierniku.
      A tak poza tym to jeszcze noge zwichnęłam i jak kalika to kalika eh
      Pozdrawiam
      • 2boncia Re: historia mojej choroby 02.09.09, 20:44
        Dziś został potrącony mój pies Fux przez samochód. Nic go nie jest w
        stanie zastąpić. Potrwa troche zanim sie otrząsne z tego.
        pozdr.

        Zdjęcia Fuxa są w galerii zdjęć.
        • ewax100 Re: historia mojej choroby 03.09.09, 19:28
          Wspólczuję Ci Boniu bardzo to straszne....
        • jolanta534 Re: historia mojej choroby 04.09.09, 23:23

          Strasznie mi przykro z powodu Fuxa,ale za Tęczowym Mostem jest mu już dobrze...,trzymaj się,będzie w twoim sercu i myślach
    • myalgan Re: historia mojej choroby 04.09.09, 18:58

      prosze napisz kilka slow jak sie czujesz czy wszystko ok
      pozdrawiam
      an
    • 2boncia Re: historia mojej choroby 08.09.09, 19:14
      Jeszcze nie moge sie pozbierać .
      Fux był dla mnie czymś więcej niż tylko psem , był moim
      przyjacielem i bratnia duszą zwłaszczqa jak mi było smutno i jak
      przygniatała mnie żeczywistość - to on był przy mnie i rozweselał
      mnie , a jego miekkie futro było dla mnie jak miękka podusia do
      którech chętnie sie tuliłam. W czasie nieobecności Marka i dzieci On
      jeden był cały czas przy mnie- a ja mimo bólu musiałam mieć siłe by
      mu dać jesc i pobiegać z nim za kamykami. Zmuszał mnie do ruchu i do
      uśmiechu.
      Smutno teraz i cicho.
      Już " gospodarz " nie szczeka i nie pilnuje domu.
      Trudno sie do takiej sytuacji przyzwyczaić - miałam Go od szczeniaka
      przez 9 lat.

      pozdro
      • jolanta534 Re: historia mojej choroby 08.09.09, 23:47



        " PSIE NIEBO "

        Dokąd idą psy, gdy odchodzą ?
        No, bo jeśli nie idą do nieba
        To przepraszam Cię, Panie Boże
        Mnie tam także iść nie potrzeba

        Ja poproszę na inny przystanek
        Tam gdzie merda stado ogonów
        Zrezygnuję z anielskich chórów
        Tudzież innych nagród nieboskłonu

        W moim niebie będą miękkie sierści
        Nosy, łapy, ogony i kły
        W moim niebie będę znowu głaskać
        Moje wszystkie pożegnane psy

        Barbara Borzymowska
        • myalgan Re: historia mojej choroby 09.09.09, 18:05

          bonciu zostal jeszcze kotek teraz z nim musisz sie zaprzyjaznic one
          tez potrafia radowac dusze i cialo one tez potrafia sie bawic
          to przykre co sie stalo z twoim pieskiem ale musisz poradzic sobie z
          ta strata
          tak bardzo mi przykro
          ja wiem jak to jest moje kotki tez odchodzily ze starosci od nas i
          zaesze byl placz i jeszcze teraz lza sie zakreci szczegolnie jak
          ogladam zdjecia te ktore jeszcze wrzucilam na foto forum jak zyly
          trzymaj sie i nie poddaj
          mysle o tobie
          pozdrawiam
          an
          • 2boncia Re: historia mojej choroby 09.09.09, 19:48
            Dzieki Aniu - kocica Pierdoła to "inna bajka" jest już z nami 11
            lati jest kochana opiekuńcza i jest nasza małą kruszynką . Bardzo
            lubili sie z Fuxem aż było miło popatrzec jak sie razem bawili .
            Teraz kotka spi ze mną i nie opuszcza mnie na krok . Może wyczuwa że
            jestem smutna i chce mi to wynagrodzić.

            Cudownie jest ją tulić i zasypiać z nią. Wszyscy moi znajomi którzy
            widzieli Pierdołę uważają że to wyjątkowy kot. Zwłaszcza że to
            pupilka mojego męża , I też za nim tęskni aż mąż wróci.
            pozdraiwam
            • 2boncia Re: historia mojej choroby 12.09.09, 22:02
              Dzisiaj mogę już powiedziec że sie pogodziłam z odejściem Fuxa a Jola wierszem
              mnie " rozwaliła",Bardziej tulę sie do kotki jak spimy razem obie w tej chwili
              chłoniemy uczucie którym sie wzajemnie obdarowujemy i jest to wspaniałe . Tulę
              ja do pierwsi i nie wyobrazam sobie cy ona tez odeszła. A tak pozbierałam sie ,
              czuję sie juz o wiele lepiej , mam więcej już siły cy móc cieszyć sie każdym
              dniem. Nie wiem gdzie lezy przyczyna ale jak od tygodnia biorę co dzień do kawy
              Wicacorę - to mam więcej siły , jestem bardziej aktywna w dzień i czuje mniej
              bólu/ prócz nocy/ . Dobrze by było by ten stan utrzymał sie dłużej - czuję sie i
              psychicznie lepiej bo mniej boli.
              Oby tak było i może jeszcze lepiej?
              pozdrowienia
              • 2boncia Re: historia mojej choroby 18.09.09, 16:44
                Dobrze jest. Trochę spię, troche chodzę , troche jeżdże samochodem i
                jest ok. Na razie jest mi tak dobrze i samopoczucie jako-tako po
                chińsku.
                pozdrawiam
                • myalgan Re: historia mojej choroby 18.09.09, 19:17

                  wiesz fajnie czytac takie slowa jak dzis twoje ciesze sie ze jest ok
                  oby tak dalej i powoli to bedzie dobrze
                  pozdrawiam
                  an
                  • myalgan Re: historia mojej choroby 22.09.09, 03:34

                    Jest w wielu sercach kącik malutki, dla Tych cierpiących, dla Tych
                    cichutkich, którzy naprzeciw wszystkiemu złemu pomocną dłoń dają
                    bliźniemu. Mnie nie zawodzi pamięć o Tobie i kącik w sercu dla
                    Ciebie mam. Zawsze pamiętaj, że na tym świecie żaden człowiek nie
                    musi być sam.
                    Pamiętać o Twoich urodzinach, to nic trudnego, gdyż jesteś w moich
                    myślach dnia każdego. Życzę więc Ci dzisiaj wszystkiego najlepszego


                    Nie wazne ilu masz przyjaciol, tylko dla jak wielu jestes
                    przyjacielem
                    • 2boncia Re: historia mojej choroby 22.09.09, 19:28
                      Diękuję pięknie za życzenia urodzinowe Nie wiem czy mam czego sie cieszyć no bo
                      to Abrachama 50 lat minęło jak jeden dzień
                      Ale mimo wszystko dzięki piękne!!!
                      • 2boncia Re: historia mojej choroby 23.09.09, 23:06
                        Nawet nie poczułam że skończyłam już 50 lat ,teraz kiedy czuję sie troche lepiej zaczyna mi sie chcieć życ . Marek wrócił i atmosfera jest wspaniała a ja przy nim czuję sie dowartościowana jako kobieta, Nie mówiąc już o prezentach które od niego dostałam . podkreslające moje atuty jako dojrzałej kobiety, Zaczynam na siebie patrzec pozytywnie i dochodze do wniosku że nie jest jeszcze ze mną tak żle. Gdyby nie bóle od czasu do czasu i potrzeba leżenia gdy bardzo boli to w sumie jest OK.dOBRZE ŻE W TRUDNYCH CHWILACH MAREK JEST MOJĄ PODPORĄ, NAWET WTEDY GDY MI SIE POGARSZA TO NIE PRZESTAJE PATRZEĆ NA MNIE JAK NA KOBIETĘ NA KTÓREJ MU ZALEŻYi widzę w jego oczach że nie kłamie. To mi dodaje skrzydeł. Rano jak widze koło siebie jego uśmiech i oczy to wiem że ten dzień będzie dobry,
                        Wiem jestem uzależniona od niego i jak wyjeżdża do Norwegii to mój stan sie pogarsza, jest to też tęsknota i nie mam w wtedy impulsu do bycia lepszą.

                        Ważne jest że teraz jest OK i jeszcze jak w tym tygodniu przyjedzie piesio do domu to będzie wesoło a ja będę miała obowiązek i motywację by chodzić na spacerki.
                        pozdrawiam wszystkich i dzieki jeszcze raz za pamięć.
        • 2boncia Re: historia mojej choroby 09.09.09, 19:42
          dziekuje Jolu to piekne!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka