Dodaj do ulubionych

Moje pierwsze greckie wakacje- dzień jedenasty

12.07.07, 22:51
Niedziela 24 dzień czerwca 2007r- jedenasty dzień pobytu na przepięknej
Krecie. Plan na dziś naprawdę ambitny- Jagoda już od kilku dni mi nadaje, że
do tej pory tylko zachód i południowy zachód wyspy zwiedzamy- a trzeba
znajomym się pochwalić, że wschodnia Kreta też nie jest nam obca. Z kolei Igor
uwielbiający mity greckie truje mi o Knossos. Dzisiaj więc naprawdę poważna
eskapada. Stąd pobudka już o ósmej. Nieodzowne oczywiście śniadanie na tarasie
(tzitziki wciąż na szczęście tzitzikują, fale szumują). Sok z pomarańczy przez
chłopaków wyciśnięty. Basenik też przed podróżą na nabranie sił i energii z
całą pewnością się przyda. 9.30 w samochód, go to east. W Soudzie na National
Road i w lewo. Pedał gazu raczej przy podłodze. Kilka kilometrów przed
Rethymnonem przy drodze widzimy sprzedawców pomarańczy. Zatrzymujemy się przy
ostatnim, by malutkie zapasy zrobić. Na stojaku powieszone siatki z
zawartością tych soczystych owoców. Ze skleconej z desek budki wychodzi
starszy Grek. pokazując na siatki mówi „three euro” (okazuje się, że to chyba
jedyne słowa jakie zna po angielsku). Tak na oko i na rękę siatka waży z 5
kilo. Oczywiście biorę. Grek patrząc do wnętrza naszego samochodu dorzuca
jeszcze cztery mandarynki. Wkładając siatkę do bagażnika. myśl mnie naszła
taka, żeby jeszcze choć chwilę z nim pobyć, „pogadać”. Podchodzę ponownie do
niego wyciągam paczkę papierosów i częstuję go. Widać, że lekko zaskoczony,
ale z wyraźną przyjemnością gest przyjaźni przyjmuje. Od razu ze swojego
kantorka wyciągnął drugie krzesło i pokazał, bym usiadł. Paląc, gestami i na
migi uznajemy, że dziś naprawdę ciepło jest, że ruch na drodze chyba mniejszy
niż zwykle. Pokazując na swoich chłopaków informuję go, że młodszy ma lat 9, a
starszy 14. Och- jakby to fajnie było tak dłużej z nim pobyć; może zaprosiłby
nas do siebie, pokazał jak żyje? Mam nadzieję, że następne pobyty (a będą na
pewno) pozwolą mi w choć trochę większym stopniu poznać Greków. Gdy już się
zwijam, uroczy pan podaje Jagodzie przez otwarte okno samochodu jeszcze chyba
3 mandarynki. Naprawdę wzruszający gest. Niestety czas jechać dalej.
Na wysokości Iraklionu skręt w prawo na Knossos. Bilet wstępu 6 euro (dzieci
free). Kilkakrotnie na forum czytałem, że ruiny pałacu w Knossos to jedno z
większych rozczarowań Krety. Dla nas takim nie było. Ruiny starożytnej
siedziby królów minojskich wprawdzie częściowo odbudowane przez Arthura Evansa
na nas naprawdę zrobiły wrażenie. Według mnie warto odwiedzić to miejsce. W
sklepiku na terenie muzeum kupujemy w cenie 6 euro po polsku wydaną książkę
„Knossos. Minojska cywilizacja” (widocznie wielu rodaków tu przyjeżdża).
Po mniej więcej godzinie zwiedzania (czas nagli, bo droga jeszcze daleka) w
samochód i dalej na wschód. Tu już droga dla nas zupełnie nieznana. Dlatego
pomimo, że to National Road gaz już nie „do dechy”. Mijamy Malię, dalej z
prawej strony wyglądające na przemiłe miasteczko Neapoli. Tuż przed Agios
Nikolaos uznajemy, że upał jest zbyt duży na zwiedzanie miasta, dlatego
jedziemy dalej- w drodze powrotnej tu zajedziemy. Za AN, po minięciu Pahia
Ammos skręcamy w prawo na Ierapetrę. Z mapy wynika, iż przecinamy najwęższy
odcinek Krety. Po drodze z lewej strony przecudny widok na Ha Canyon ( w
wysokim masywie górskim poprzeczna szczelina- jakby jakiś Cyklop kiedyś w
dalekiej przeszłości w geście wściekłości wyrąbał sobie przejście). Odcinek
faktycznie krótki i po ok. 15 min. dojeżdżamy do podobno najdalej na południe
wysuniętego bastionu Grecji (tak wyczytałem w przewodniku Marco Polo).
Samochód zaparkowałem w pobliżu portu. Upał dalej ogromny, mimo to idziemy
choć trochę pozwiedzać. W porcie widzimy chłopców greckich skaczących z
nabrzeża do wody. Dalej wzdłuż nabrzeża do widocznej fortecy (niestety
zamknięta, bo w remoncie). Rodzinka chcąc się ochłodzić do jednej z tawern
przy plaży udaje się na lody. Ja wybieram inną metodę- zostawiam ich i idę się
wykąpać. Najpierw w morzu przy plaży głównej (ach- jaka ta woda przyjemnie
chłodna przy tej temperaturze i jaka przejrzysta), a następnie idąc śladem
wcześniej widzianych chłopców skok na główkę z nabrzeża oddałem (nie chwaląc
się oczywiście). Powrót do kawiarni po rodzinkę i dalej do samochodu. Droga z
Ierapetri do Siti przez pierwszych 20-30 km biegnie wzdłuż morza, mniej
więcej na wysokości Makrigialos skręca na północ. Trasa bardzo urokliwa,
krajobraz jakby troszkę inny niż w zachodniej części wyspy. Po przejechaniu
ok. 75 km dojeżdżamy do Siti- przepiękne, urokliwe miasteczko; białe domy,
błękitne morze, krystaliczna woda. Może półgodzinne zwiedzanie i dalej w
drogę. Trasa do Agios Nikolaos ma 73 km. Jak zwykle na Krecie biegnie w mocno
górzystym terenie. Po drodze zapierające dech w piersiach widoki, bodajże dwa
tunele, niezwykle urokliwa droga. Około 19-tej dojeżdżamy do Agios Nikolaos.
Nie chcąc marnować czasu na szukanie miejsca parkingowego, tuż przy jeziorze
na prywatnym parkingu, po uprzednim uiszczeniu opłaty 3 euro pozostawiamy
samochód. Z cała pewnością Agios także swój niepowtarzalny klimat ma. Śliczne
kamieniczki, urokliwy port, cudowna okolica jeziora ( tu trochę śmieszna
historia: Igor pokazując na jezioro mówi „tato patrz jaka tu brudna woda- 4
metry od brzegu a dna nie widać”; gdy odpowiedziałem, że ten malutki akwen ma
64 metry głębokości nikt z rodziny mi nie uwierzył; dopiero po powrocie do
samochodu i zajrzeniu do przewodnika uznali moją rację). Po naprawdę pobieżnym
zwiedzeniu miasta, skuszeni widokiem i atmosferą decydujemy się na posiłek w
jednej z restauracji przy jeziorze- jedyny błąd kulinarny na Krecie- drogo i
niezbyt smacznie. Jednak nawet to nie jest w stanie zatrzeć w pamięci widoku
zachodu słońca i zmierzchu w Agios Nikolaos. Kilka minut po 21-szej ruszamy w
drogę powrotną. W Heraklionie kilkanaście minut tracimy w niewielkim korku.
Ruch na National Road do samej Soudy nadspodziewanie duży. W Stavros meldujemy
się około północy.
Tutaj po raz pierwszy pozwolę sobie na kilka dygresji. Wycieczkę tą wspominam
z mieszanymi uczuciami, to znaczy widoki, mijane miejsca i miasteczka
przecudne. Ale ileż pominąć musieliśmy zjazdów do jakiś ruin, zamków,
miasteczek, urokliwych miejsc. Dosłownie co kilka kilometrów albo z mapy, albo
z drogowskazu wynikało, że po prawej lub po lewej stronie znajdują się jakieś
punkty warte zobaczenia. Poza tym nie da się ukryć, że te przejechane 700
kilometrów to dla kierowcy zupełnie inna odległość niż taki sam dystans
pokonany na np. nizinach Polski. Trasa o wiele bardziej wymagająca uwagi. Mimo
wszystko jednak nie polecałbym podobnej wycieczki właśnie ze względu na
zmęczenie wszystkich uczestników. To było typowe „zaliczenie Krety”
(„wynająłem samochód na trzy dni i zwiedziłem całą wyspę”wink. Był jednak z całą
pewnością plus tej eskapady- nabrałem pewności, że wschodnia Kreta warta jest
dłuższego pobytu. Może za rok? Może uda mi się jednak namówić rodzinkę?
Trzymajcie za mnie kciuki!
Chłopaki byli już tak padnięci, że wyjątkowo nocnego basenu nie było. Jednak
Jagoda i ja nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności posiedzenia na tarasie
przy blasku księżyca, szumie fal i cykających stworzonkach, ze szklaneczką
wina w dłoniach. Och- żeby to było neverending story- bajko- nie kończ się.

Obserwuj wątek
    • gacek95 Pierwsza!!! 12.07.07, 23:01
      Barbelku tak lubię te Twoje opowieści, po co ja teraz tu zajrzałam? co będzie
      jutro rano?
    • tomaszkozlowski1 Re: Moje pierwsze greckie wakacje- dzień jedenast 12.07.07, 23:24
      Ach Barbelku, jak zwykle cudownie czyta się Twoje opowieści.
      Do wschodniej Krety mam duży sentyment- może bardziej sucha i jałowa niż
      zachodnia ale ma w sobie jakąś niecodzienną atmosferę.To oczywiście subiektywne
      odczucie ale na myśl o wschodniej Krecie naprawdę jakieś czułe struny się we
      mnie poruszają.Czytając Twoją opowieśc znów przeniosłem się na arcypiękną trasę
      Ajos Nikolaos-Sitija (kto był na Krecie a jeszcze tamtędy nie jechał,musi to
      koniecznie nadrobić) czy do Ierapetry.Ierapetra była dla mnie jakimś niezwykłym
      magnesem.Zawsze strasznie chciałem tam dojechać.Najdalej na południe wysunięte
      miasto Europy- to działa na wyobraźnię!I gdy dotarłem, nie żałowałem.Z pozoru
      miasto bez żadnych niezwykłych atrakcji.Jest jednak miejscem gdzie bardzo
      chciałbym wrócić.Urokliwa mała starówka, meczet,piękna nadmorska promenada,
      frape z widokiem w stronę niewidocznej Afryki, twierdza.I to jakieś dziwne
      uczucie, że jest się na końcu świata.Przede mną morze, gdzieś za mną ale daleko
      daleko za górami stolica wyspy-Iraklio.To jakimże odległym miastem musi być dla
      mieszkańców Ierapetry stolica ich kraju-Ateny? Nie mówiąc już o takich na
      przykład Salonikach.Jeszcze tylko raz miałem w Grecji uczucie bycia gdzieś na
      końcu świata- było to na Thasos. To bardzo piękne uczucie, przynosi dużo
      dystansu i radosnej beztroski smile Jest taka piękna grecka piosenka, którą śpiewa
      niezrównana Eli Paspala- w refrenie jest taki wers: "Jeśli gdzieś istniejesz, w
      jakimś mieście, w mieście na wyspie...". Dla mnie tym miastem- jakimś odległym,
      jakimś magicznym może nawet, utęsknionym, jest Ierapetra..
      A wąwóz Cha to miejsce, w którym słynne wykopaliska prowadzi rozkochany w
      Krecie prof.Krzysztof Nowicki.Prowadzić wykopaliska na skalnych półkach w tej
      niesamowitej szczelinie- każdy kto ją widział zrozumie- takie wykopaliska może
      prowadzić tylko ktoś niezwykły.
      Pozdrawiam! smile
      • barbelek Widok na wąwóz Cha (Ha) z drogi A.Nikolaos- 13.07.07, 00:05
        Ierapetra. Jadąc i patrząc w tą "szczelinę" przez cały czas jakąś magiczną siłę
        czułem; coś mi mówiło- masz tu wrócić- i wrócę z całą pewnością. Kilka zdjęć
        załączam: fotoforum.gazeta.pl/72,2,882,65828603,65828603.html
        • ewamalgorzata Widok na wąwóz Cha (Ha) z bliska:) 13.07.07, 13:19
          www.travel.stt.pl/grecja/wschodnia_kreta_2005/pages/HPIM5965.htm
          www.travel.stt.pl/grecja/wschodnia_kreta_2005/pages/HPIM5966.htm
          www.travel.stt.pl/grecja/wschodnia_kreta_2005/pages/PICT0070.htm
          • hania404 Re: Widok na wąwóz Cha (Ha) z bliska:) 13.07.07, 13:32
            śliczne zdjęcia! przejezdzalam tamtedy ale mnie wtedy nie tkłosmile
    • eridan Re: a Vai ? 13.07.07, 09:00
      Piękne tereny, choć najdalej na południe wysunięte miejsce Krety to Kali
      Limenes, gdzie Św. Paweł kiedyś lądował i miasto Lendas. A swoją drogą, to
      szkoda, że nie byliście na Vai, które jest jedyne w całej Europie. To znaczy,
      rośnie tam las palmowy na wielu hektarach. Jak dla mnie, jedno z najbardziej
      fotogenicznych miejsc Krety.Pzdr
    • hania404 wreszcie "moje" rejony:-) 13.07.07, 09:20
      ciesze sie Barbelku ze choc "liznąłeś" wschodniej Krety. Ja, podobnie jak Tomek
      mam do niej szczegolny sentyment. Trasę ktoą opisales (z tym ze poczatek w
      Heraklionie, no i Vai badym switem) przejechalam w lutym tego roku. Bylam
      zachwycona. Nocna droga z Ierapetry do Sitei pozostawila we mnie niezatarte
      wspomnieniesmile Mnie tez urzekla Ierapetra, wiec w tym roku wpadlam tam na
      chwile aby zobaczyc Nissos Chrissi (zlota wyspe a blekitną wodą), ktorej
      zdjecia zamiescilam wczesniej na forum) No i Siteia - urocze portowe miasto - w
      lutym nocowalam w jednym z hoteli i okna wychodzily na port - troche sie czulam
      jak zona marynarzasmile)) jesli wiecie co mam na myśli. Barbelku nastepnym razem
      polecam Ci gorąco srodek wyspy, wschod, no i oczywiscie Vai. Dzieki za przemily
      poczatek dnia (Twoje wspomnienia to juz nieodlaczny dodatek do sniadaniowego
      jogurcikusmile Evcharisto para polismile)
      • neronka Re: wreszcie "moje" rejony:-) 13.07.07, 11:39
        Czytam codziennie i już się boję co będzie jak dzień 14-ty nadejdzie....
        Jak zniosię kolejny dzień bez barbelkowych opisów?
        • ewamalgorzata Re: wreszcie "moje" rejony:-) 13.07.07, 13:13
          Ja dziś normalnie zaspałam do pracy - stąd dzisiejszą relacje przeczytalam
          dopiero teraz - po prostu nie jadłam śniadania, ani nie piłam w domu porannej
          kawy..) Ale też mnie ogarneło dzisiaj takie uczucie jak neronkę- szkoda, ze
          tylko na 14 dni, barbelku pojechałeś.... Pięknie się czyta te opisy - własciwie
          pozwalają sie przenieść choć na chwilę do tamtych miejsc.. I zastanowiłam sie:
          może wypowie się ktoś, kto tam nie był? Jak to odbiera? Czy - w sumie podobnie
          jak ja - że za rok już na pewno Kreta (bo w tym roku chyba na niej nie
          bedę...) - czy inaczej? Ktoś powie?smile
          • klaryma Re: wreszcie "moje" rejony:-) 13.07.07, 14:15
            ja dobrze znam zachodnia Krete, też jestem wielbicielka GV i Stavros. Za to
            wschodniej części wyspy nie znam w ogóle. I opis Barbelka tak samo do mnie
            przemawia, jak wtedy, gdy pisze o miejscach mi znanych. nawet podjełam
            postanowienie - za rok znowu Kreta, tym razem zwiedzimy wschód i nawet
            odwiedzimy wzgardzane dotąd Knosssos!
            • ewamalgorzata Re: wreszcie "moje" rejony:-) 13.07.07, 15:57
              A ja o Knossos mam - podobnie jak Barbelek - jak najlepsze zdaniesmile Wiem, że za
              to co zbudował tam pan Evans - niektórzy by go wybatożyli -ale ja mu jestem
              wdzięczna. Wydaje mi się, że same "kamienie porosłe trawą" osobie takiej jak
              ja, czyli pozbawionej wyobraźni przestrzennej a także podstawowej, niestety,
              wiedzy o tamtych czasach (na tyle podstawowej,aby móc sobie rozmiar, rozmach i
              piękno tej budowli wyobrazić) - jego działania pozwoliły unaocznić znaczenie i
              wspaniałość tego miejsca.

              BTW: ewentualnych adwersarzy uprzedzam, że ja truskawki cukrem posypuję.. ze
              tak zapożyczę ulubiony zwrot amigowink
          • katinaki Re: wreszcie "moje" rejony:-) 13.07.07, 16:02
            Witaj EwoMałgorzato! smile
            Gdyby nie proza życia - brak kasy na wyspiarskie wyprawy, niestety dużo droższe
            od lądowych - pojechałabym natychmiast! i to bez dłuższego zastanawiania się!
            Mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi!
            Jestem bardzo, ale to bardzo wdzięczna Barbelkowi za to, że dzieli się z nami
            swoją przygodą. Cudowne opisy - Barbelek ma niesamowity talent pisarski, czyta
            się jego relacje z "otwartą buzią" - no i oczywiście zdjęcia (ukłony dla żony!),
            których ciągle mało, mało, mało! przenoszą w tę bajkową, moją obok Kos i Thassos
            wymarzoną, część Grecji i powodują rzeczywiste odczucia. Za każdym razem
            czytając wspomnienia mam wrażenie jakobym sama tam była. Stąpała po kreteńskiej
            ziemi, "dotykała" historii, pływała w jej lazurowych wodach... czasem nawet
            karmiła kozy! winkhaha
            Przy tej okazji - Barbelku, za każdy opisany dzień - wielkie dzięki!!!, bo moje
            wyspiarskie marzenia w najbliższej przyszłości na pewno się nie spełnią,
            przynajmniej na razie nic na to nie wskazuje...
            Cieszę się, że mogę zobaczyć Grecję Waszymi i innych Forumowiczów oczami smile))
            Eucharisto para poly!
            Pozdrawiam gorąco - w końcu lato mamy!
            Katinaki
            • megalonissos Re: wreszcie "moje" rejony:-) 13.07.07, 22:03
              No tak przyzwyczailiśmy się do wspomnień Barbelka ! Ja czytałam już rano przed
              pójściem do pracy a teraz muszę choć dwa zdania dorzucić. Żałuję, że jednak do
              Knossos nie pojechałam. Zastanawiam się także kto teraz będzie opisywał swoją
              podróż do Grecji ? Ja już przygotowałam do zabrania na Kos zeszyty i długopisy
              ale tak ładnie pisać nie umiem. Pozdrawiam Elwira
              • hania404 Re: wreszcie "moje" rejony:-) 13.07.07, 23:07
                wszyscy umiemy pisacsmile przepraszam za pewnosc siebie ale wiem co pisze. Nasze
                wspomnienia maja zasadniczy walor: są autentyczne, we wszystkich są emocje,
                prawda i ogromna pasja a to sprawia ze kazdy tekst czyta sie jednym tchem.
                Wiem co mówie - to moj zawód i moja pasjasmile. Co do Knossos: nie bylo dla mnie
                odkryciem, ale ma swoją magię i moc. W koncu to poczatki europejskiej
                cywilizacji. W zeszlym roku probowalam zaczac na tym forum watek o Knossos
                widzianym oczami Wunderlicha (ksiazka Tajemnica Krety). Troche zostalam
                zbesztana, ale coz, teraz czytam najnowszą wersje historii Grecji (Wyd.
                Literackie) i nadal twierdze ze teoria Wunderlicha bardziej do mnie przemawia,
                choc nie odbier uroku wersji Evansa. I w tym tkwi urok tego forum - mamy rozne
                opinie i rozne odczucia - wszystkie są prawdziwe i szczere - dlatego tu tak
                chetnie zagladamsmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka