matheos2
16.08.08, 18:11
Kochani, wróciłem dwa dni temu za Raju, ale wciąż nie mogę się ogarnąć.
Dlatego swoją opowieść rozpocznę w przyszłym tygodniu. Jednak już dziś pragnę
napisać kilka słów, które choć trochę przybliżą moją przygodę. Otóż tak jak na
forum pisała Marta miałem, a w rzeczy samej mieliśmy na Krecie swoją wielką
wymarzoną uroczystość. To co w grudniu było jeszcze jakimś szalonym pomysłem
zrealizowaliśmy w 100%. Na nasz ślub przybyło wielu naszych przyjaciół, na
przyjęciu u naszego przyjaciela w tawernie odliczyło się w sumie 21 osób, w
tym najmłodszy Michał Antoni (syn Małgosi i Bartka), który właśnie skończył 2
miesiące swojego życia. Z pozoru wszystko na początku wydawało się proste, ale
gdyby nie Ewa i Kostek byłoby to wszystko szalenie skomplikowane. Dokumenty,
urzędy wprawdzie chyba prostsze niż w Polsce, ale trzeba na to rezerwować dużo
czasu. No i dużo nerwów i biegania, żeby wszystko się udało. Tak udało się,
ale jak to w życiu bywa PRZYJACIELE są potrzebni wszędzie!!! Dziękuję tymi
słowami zatem wszystkim, którzy umoczyli w tym palce, bo czyż nie fajnie
jechać do ślubu New Roadem w cabriolecie Mini Moris prowadzonym i wynajętym
przez naszych przyjaciół, zostać obsypanymi kwiatami, powiedzieć w Urzędzie
Miasta Iraklio "ne", a potem świętować przy obłędnym jedzeniu, tańcząc do 4
rano... Powiem Wam warto!