tab
04.07.05, 19:01
przykrą miałem przygodę dwie godzinki temu...
przejeżdżałem przez skrzyżowanie Niepodległości i Rakowieckiej (po ścieżce, na
zielonym świetle) kiedy tuż przede mną wyrosła ciemna Toyota. jechałem wolno,
więc udało mi się prawie całkowicie uniknąć zetknięcia z autem - moja opona
otarła się o zderzak. wtedy z miejsca pasażera wyskoczył ogromny grubawy facet
(elegancko ubrany, koszula w paseczki, krawacik) i wykrzykując pod moim
adresem różne niemiłe rzeczy walnął mnie w twarz. powiedziałem mu, żeby
przestał i że wezwę policję, a wtedy dostałem drugą ręką, a potem gość
popchnął mnie tak, że znalazłem się zdala od auta. wsiadł sobie z powrotem i
odjechał. oczywiście cały czas mówił różne niemiłe rzeczy.
był tam drugi cyklista, który usiłował mi pomóc i po fakcie zgodził się być
świadkiem. niestety, policja w telefonie powiedziała, że musimy pojechać na
komisariat na Służewiu a wcześniej zrobić obdukcję, więc uznałem, że nie będę
dobrego cyklisty-świadka ciągał i zrezygnowałem (tym bardziej, że bijąc mnie,
facet zahaczał o kask - miał wielkie dłonie - więc wielkich obrażeń nie
odniosłem).
jeśli spotkam na swojej drodze ten samochód, będzie to pierwszy, który
naprawdę zdewastuję. a jeśli ktoś jeszcze miałby ochotę się wyżyć, polecam:
ciemna Toyota (chyba Avensis) rocznik ok. 2001-2002, numer rejestracyjny: WI
6054A.
kieruje nim kobieta, blondynka (30-40 lat), która nawiasem mówiąc, też ma
ciekawe słownictwo. uwaga - na prawym siedzeniu wozi paskudnego typa - dwa
metry wzrostu, ponad 100 kg wagi...
uff...