martika19873
09.07.05, 13:16
Wczoraj przytrafila mi sie bardzo niemila sytuacja:( Jechalam sobie rowerkiem
przez okoliczne wioski,tak dla rekreacji, bylam juz kilkanascie kilometrow od
domu gdy nieoczekiwanie przede mna pojawila sie wielka dziura na drodze i
ups! wylecialam z roweru a rower polecial pare metrow dalej. Mi sie nic na
szczescie nie stalo oprocz paru zadrapan,ale rower byl juz w stanie krotko
mowiac nieujezdzalnym. Niestety nie znam sie zbytnio na rowerach wiec nie
wiedzialam co tak naprawde sie stalo. Trudno,przede mna kilkanascie
kilometrow z powrotem do domku piechota. Nagle nie moglam uwierzyc swojemu
szczesciu gdyz zauwazylam w oddali kolarza jadacego w moim kierunku.
Pomyslalam sobie ze przynajmniej zapytam sie czy mozna cokolwiek zrobic z tym
moim rowerem. Gdy byl juz blisko spytalam sie glosno "przepraszam,czy moglbys
mi pomoc,nie wiem co sie z stalo z moim rowerem", on nieco zwolnil, popatrzyl
z pogarda najpierw na rower potem na mnie i powiedzial "jak jezdzisz na takim
g... to nie spodziewaj sie ze sie go da naprawic". Zrobilo mi sie cholernie
przykro...coz z tego ze mam rower za 200 zl z supermarketu? Czy jestem tym
samym gorsza od kolarzy jezdzacych na swoich rowerach za 2000zl? Czy kazdy
kolarz patrzy z pogarda na tych z gorszym sprzetem? Napiszcie!