Gość: Slav4
IP: *.zicom.pl / *.zicom.pl
23.08.05, 20:19
Przepisane z Forum Humorum "Gazety":
Pewnego słonecznego weekendowego popołudnia wybrałem się z kumplem pojeździć
na
rowerach po lesie w okolicach Łodzi. Wszędzie co jakiś czas mijaliśmy
grzybiarzy szperających w trawach przy leśnych duktach.
Dojechaliśmy do naszej ulubionej 'ścieżki śmierci' - wytyczonej ścieżki w
lesie
do ścigania się na MTB. Ruszamy z kopyta, kumpel pierwszy ja za nim, korzenie
i
pniaki pod kołami, błoto, urwisko z lewej, krzaki, gałęzie po twarzy, szum
wiatru w uszach, szybkość. W pewnym momencie kumpel z przodu zniknął nagle a
moim oczom ukazała się Wielka Biała Dupa sikająca na środku ścieżki. Odbiłem
w
prawo i wylądowałem na leżącym kumplu z rowerem w górze z wciąż wczepionymi
pedałami... (mam stany lękowe od tego czasu - spotkanie lochy z warchlakami
to
pikuś)pozdrawiam
Wielka Biała Dupa - postrach rowerzystów :o)))
(oplułem monitor ze śmiechu :o)))))