Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    WMK a edukacja pieszych

    06.12.07, 20:48
    Wymijając dzisiaj tłustego jegomościa z wielką torbą, który śpiesznie zmierzał
    na dworzec PKS W-wa Zachodnia samym środkiem ścieżki, przyszedł mi do głowy
    pewien pomysł. Chodzi mi o "pracę" nad większym uświadomieniem "pieszych".
    Generalnie nie jest źle - ludzie powoli się już przyzwyczajają do ścieżek
    rowerowych i tak "beztrosko" nie łażą, przynajmniej nie wszyscy. Co do pomysłu
    - jest on banalny: chodziłoby o to, aby podczas jakiejś masy, zsiąść z rowerów
    i przejść jakiś odcinek (dajmy na to 200 metrów) po chodniku, gdzie zazwyczaj
    łazi dużo ludzi (pod Galerią Centrum?). Taka masa, ale pieszo i po chodniku.
    Blokując chodnik, rozdajemy jednocześnie wszystkim pieszym ulotki na temat
    masy, ścieżek i wzajemnej, bezkolizyjnej egzystencji. Co wy na to? Byłoby
    jakieś urozmaicenia w dotychczasowych działaniach (na przekór rutynie).
    Czy z technicznego punktu widzenia, coś takiego jest możliwe do przeprowadzenia?
    Czy to w ogóle ma sens i pasuje do działań masy?
    Czy policja nie będzie się "pultać", że kawałek przejdziemy po chodniku,
    prowadząc rowery, zamiast grzecznie jechać po ulicy?
    Pozdrowienia od Anonimowego Bikeholika
    X.
    Obserwuj wątek
      • roweroraffi Re: WMK a edukacja pieszych 06.12.07, 22:37
        Z technicznego punktu widzenia byłoby to możliwe do zrobienia, ale osobiście nie
        jestem przekonany, czy pieszy obijając się o kolejnych rowerzystów prowadzących
        rowery po chodniku skojarzy to z koniecznością nie chodzenia po ścieżkach.

        A ulotkami to dotrzemy w ten sposób do kilkuset, no może tysiąca ludzi... z
        których większość ulotkę zwyczajnie wywali przed czytaniem.

        Także ja zastanawiam się nad zasadnością pomysłu. Myślę, że akcja upominania
        ludzi na ścieżkach, którą i tak każdy z nas robi, daje lepsze rezultaty. Przede
        wszystkim dlatego, że dociera bezpośrednio do łażących po ścieżkach, czyli do
        grupy docelowej.
        • czerwony89 Re: WMK a edukacja pieszych 07.12.07, 00:22
          Wg. mnie jest to do wykonania, ale tak jak Raffi powiedział, będzie miała skutek
          negatywny. Pozatym należy pamiętać, że nie wszyscy ludzie są tacy spokojni, przy
          takiej imprezie doszło by do min. 10 incydentów gdzie poleciały by ostre
          wiązanki i nie wykluczam rękoczynów. Musimy zdać sobie sprawę, że w
          szczególności w cetrum ludzie są bardzo zestresowani po dniu pracy i taka
          prowokacja to będzie zwykłe dolanie oliwy do ognia.
          Ale mimo wszystko należy podziękować xiontz że myśli nad tym problemem, myślę,
          że to będzie odpowiedni moment aby wszyscy zastanowili się nad tym jak jeszcze
          oprócz tradycyjnego sposobu można uświadamiać ludzi o różnicy wynikającej z
          chodnika, ścieżki rowerowej oraz parkingu. Wszelkie propozycje mile widziane tak
          więc zapraszam do małej burzy mózgów na ten temat.
          • rano1 Re: WMK a edukacja pieszych bóża muskuff 07.12.07, 09:04
            Piesi moga chodzić po ścieżce rowerowej, gdy nie ma chodnika do
            pieszych. To wynika z ustawy p.o.r.d.
            Niestety nigdy do końca nie wiem, gdy jest i chodnik, czemu ludzie
            po ścieżkach chodzą - albo nie myślą, albo nie znają znaków
            poziomych. Zastanawiałem się, czy nie powinno się stawiać znaków
            pionowych z napisami DROGA TYLKO DLA ROWERÓW 9raczej większość
            pieszych nie jest analfabetami).
            Problemem jest niestety takie projektowanie rowerowych ciągów, iż
            zachodzą na chodniki lub praktycznie złażą się w wąskich przesmykach
            chodnikowych (vide: np. ul.Słowackiego przy przystanku przy Pl.
            Wilsona).
            Temat szeroki jak Wisła pod Tczewem.
          • xiontz Re: WMK a edukacja pieszych 07.12.07, 15:27
            No nie miałem na myśli denerwowanie pieszych, czy blokowanie im
            chodnika. Też czasami chodzę po mieście. Miałem na myśli taki
            przemarsz - demonstrację obok pieszych, która zdziwiłaby wszystkich
            totalnie, a przez to zapadłaby im głęboko w pamięć. Co do ulotek -
            mogłyby to być zwykłe ulotki "WMK" z dodatkowym, odpowiednio
            zredagowanym, grzecznym przesłaniem do warszawiaków.
            Też mam wiele wątpliwości, ale nie chciałem być sam ze swoim
            pomysłem i dlatego wrzuciłem go na forum. Spadek liczby cyklistów w
            miesiącach jesienno-zimowych powoduje wzrost "zawłaszczeń" ścieżek
            przez pieszych. Może więc wina leży po naszej stronie? Za mało
            jeździmy...
            X.
      • boruta_wwa Re: WMK a edukacja pieszych 07.12.07, 18:18
        głupi pomysł :(
        choc też narzekam na pieszych ale nie tędy droga..
        którędy?
        straż miejska i mandaty ale wiadomo, że to mało realne :(
        jedyna opcja to rozbudowa infrastruktury rowerowej (która mozoli sie
        strasznie) i przyzwyczajanie ludzi do tego, że rowery są i mają
        swoje drogi :)
        niestety lata upłyną... ale ja widzę zmiany na korzyść, na przykład
        na Ursynowie przy KEN, którędy często jeżdże, w ciągu kilku lat
        ludzie nie dość, że znikneli (prawie) ze ścieżki rowerowej to
        jeszcze zaczynają się rozgladać przed przejściem przez nią czy nie
        pędzi jakiś cyklista :)
        b.
        • seba-sch Re: WMK a edukacja pieszych 07.12.07, 19:45
          a ja i tak często wbrew pozorom czuje się na ścieżce "samochodowej" czyli na
          ulicy, niż na ścieżce rowerowej, gdzie czuję się zagrożony dojeżdżając do
          każdego skrzyżowania, wjazdu na osiedle, przejścia dla pieszych, a i piesi na
          ścieżkach rowerowych nie są rzadkością, a na ścieżkę samochodową jakoś nie
          wchodzą :)

          choć oczywiście trzeba budować ścieżki rowerowe i uczyć ludzi że jest coś
          takiego jak ścieżka rowerowa i chodnik obok
          • roweroraffi Re: WMK a edukacja pieszych 08.12.07, 09:39
            seba-sch napisał:

            > a ja i tak często wbrew pozorom czuje się na ścieżce "samochodowej" czyli na
            > ulicy, niż na ścieżce rowerowej, gdzie czuję się zagrożony dojeżdżając do
            > każdego skrzyżowania

            Skąd inąd słusznie. Z danych, które opracował Olek wynika, że przejazdy przez
            ulice to bardzo niebezpieczne miejsca i nawet światła tu nie pomagają.

            > piesi na
            > ścieżkach rowerowych nie są rzadkością, a na ścieżkę samochodową jakoś nie
            > wchodzą :)

            Wchodzą i to czasem wprost pod koła. Nie wiem czemu, część ludzi zakłada, że
            rower to powinien Im ustąpić pierwszeństwa zawsze. Bywają później boleśnie
            rozczarowani ;-)

            > choć oczywiście trzeba budować ścieżki rowerowe i uczyć ludzi że jest coś
            > takiego jak ścieżka rowerowa i chodnik obok

            Ano, trzeba. Na szczęście tu nic nie uczy lepiej niż praktyka. A ponieważ
            rowerów i ścieżek przybywa, to i praktyki coraz więcej wśród pieszych. Kiedyś
            naprawdę było dużo gorzej.
        • xiontz Re: WMK a edukacja pieszych 07.12.07, 21:44
          boruta_wwa napisał:

          > głupi pomysł :(

          dzięki

          > jedyna opcja to rozbudowa infrastruktury rowerowej (która mozoli sie
          > strasznie) i przyzwyczajanie ludzi do tego, że rowery są i mają
          > swoje drogi :)
          > niestety lata upłyną...

          Czy WMK na zacząć budować ścieżki? A masz może jakiś mądry pomysł na
          przyzwyczajenie ludzi?


          > na Ursynowie przy KEN, którędy często jeżdże, w ciągu kilku lat
          > ludzie nie dość, że znikneli (prawie) ze ścieżki rowerowej to
          > jeszcze zaczynają się rozgladać przed przejściem przez nią czy nie
          > pędzi jakiś cyklista

          No tak strach przed pędzącym cyklistą to dobre rozwiązanie. Może by tak kilku
          staranować dla przykładu, to reszta będzie się miała na baczności?. Albo od razu
          pastuch elektryczny po bokach ścieżki zamontować?

          Wszystko jak widzę sprowadza się do zaklętego kręgu - jest mało ścieżek - to
          mało ludzi jeździ, mało ludzi jeździ, to po ścieżkach chodzą piesi, po ścieżkach
          chodzą piesi, to nikomu nie chce się budować ścieżek...

          Może by zatem zorganizować coś na kształt "dnia roweru" - w umówiony dzień (raz
          w miesiącu) - wszyscy cykliści wsiadają na swoje "ogniste rumaki" i wyjeżdżają
          na miasto. Taka masa krytyczna, ale w wydaniu "oddolnym", praktycznym,
          jednostkowym i ścieżkowym. Dzień, w którym nagle robi się w Warszawie Kopenhaga,
          Berlin czy inny Amsterdam. Na początku tylko jedne dzień, ale z czasem... kto
          wie. Na początek niech ludzie zobaczą, że "miasto" jeździ na rowerach.
          Z całym szacunkiem, ale WMK jest dla wielu tylko okazją, żeby poczuć siłę w
          grupie. Żeby zablokować samochody i pokazać rozwścieczonemu kierowcy "fakulca".
          Dokładnie ten sam mechanizm wykorzystał kiedyś Lepper, nakłaniając rolników do
          blokady dróg. Przez dzień, dwa czuli że są siłą, słyszeli o sobie w
          Wiadomościach i wydawało im się, że coś się zmieni w ten sposób. Nie krytykuję
          masy, chcę tylko zauważyć, że jej "walor edukacyjny" jest raczej wątpliwy. Nawet
          na tym forum pojawiają się głosy, żeby darować sobie "festyn" przed odjazdem i
          od razu, bez zbędnych gadek ruszać na ulice miasta.
          Wydaje mi się, że pewne rzeczy trzeba zmienić w samym sobie, we własnej
          mentalności. Dojeżdżam codziennie do pracy na rowerze i nie ma dnia, żeby mnie
          ktoś nie zapytał: "czy nie za zimno już na rower?" Na początku tłumaczyłem,
          wyjaśniałem, żartowałem, ale zorientowałem się po jakimś czasie, że w naszym
          społeczeństwie nie ma przyzwolenia na rower jesienią i zimą (niestety), bo
          ciągle kojarzy się on z rekreacją, a nie ze środkiem transportu. Dlatego teraz
          mówię inaczej "wsiądź na rower i sam się przekonaj, czy to takie wielkie miki",
          albo "rok temu też tak sądziłem, a dzisiaj sam zobacz", albo też: "to tylko
          kwestia właściwego ubioru, narciarze przecież jeżdżą na mrozie i śniegu, więc
          dlaczego niby miało by być na rower za zimno, jeśli na narty jest za ciepło". I
          co? Pomaga! Koleżanka z pracy przyznała mi się, że w weekend wyciągnęła rower z
          piwnicy i pojechała z chłopakiem do lasu! I że było zarąbiście, bo cisza,
          spokój, las, przyroda i zero ludzi!!! Na początek dobre i to.

          Dzięki za wszystkie opinie, czekam na dalsze.
          Alleluja i do przodu!
          X.
          • sebeqx Re: WMK a edukacja pieszych 08.12.07, 02:23
            Witam!

            >> głupi pomysł

            Pomysł jak pomysł, ale żeby od razu głupi...

            >> jedyna opcja to rozbudowa infrastruktury rowerowej (która mozoli
            >> sie strasznie) i przyzwyczajanie ludzi do tego, że rowery są
            >> i mają swoje drogi.

            Niejedyna... ALE (teraz taka mała dygresja)... to jest tak, że na
            początku jak byłem mniejszy jeździłem tylko po chodniku - dla mnie
            jako jedynej słusznej drodze. Potem będąc coraz starszym i
            nabierając doświadczenia, stwierdziłem, że chodnik jest dla pieszych
            i ja tu nie pasuję. Jednakże strach przed ulicą ciągle wskazywał na
            chodnik. Do tej pory pamiętam jak wyzwaniem był przejazd po
            Puławskiej do Cioci do Pyr czy Mysiadła. Lata leciały i wraz ze
            wzrostem doświadczenia ("praktyka czyni mistrza") udało się pokonać
            obawy. Trasa z 1,5 godziny telepania chodnikiem skróciła się do 30-
            40 minut. Wtedy o drogach rowerowych nawet nie słyszałem, a imitacja
            takowej czy raczej pozostałość historyczna w postaci Trasy Do
            Powsina nie spełniała żadnej istotnej roli. Potem przyszedł czas
            uświadomienia, że gdzieś na świecie rower jest inaczej postrzegany,
            że są drogi rowerowe i najważniejsze, że są jakieś przepisy odnośnie
            rowerów. Do tej pory pamiętam jak uczyłem się jeździć oraz wszystkie
            moje rowery. Karty rowerowej nigdy nie miałem, prawo jazdy to było
            dopiero coś. Potrzebne bardziej do pracy i jako kolejny papierek w
            nowoczesnym świecie, niż Ten Upragniony Dokument. Jednak stwierdzam,
            iż możliwość prowadzenia samochodu daje dużo rowerzyście i na
            odwrót. Osobno te dwa twory nie mają zielonego pojęcia o tej
            drugiej, z założenia gorszej, stronie.
            Potem przyszło wybrać ten właściwy model roweru. Oczywiście MTB -
            dlaczego - nie było nic innego w kręgu moich zainteresowań. Szosówki
            z wąskimi jak palec oponkami, BMX z dziwną pozycją, klekoczące
            składaki. Nie, teraz przyszła era górali. Z jednej strony marketing
            z drugiej potrzeba chwili. Dopiero z perspektywy czasu widać
            ewolucję tego wszystkiego...
            Wracając do infrastruktury i przyzwyczajenia ludzi. Po pierwsze
            niedasie - to tłumaczy wszystko. Od krawężnika przy ZUSie (tak wiem,
            że obniżyli) po schody na Zesłańców. "Wystarczy jednak powiedzieć
            komuś kto o tym nie wie, a przyjdzie i zrobi." To o to, w tym
            wszystkim chodzi... no i o pieniądze. Kompleksowe podejście to -
            "praca u podstaw" - budowa właściwej infrastruktury i uświadamianie
            już od najmłodszych lat. Właściwa infrastruktura to nie czerwona
            śmieszka z kostki z nikąd do nikąd, poprzecinana kanałkami
            odprowadzającymi wodę i choćby 2cm krawężnikami. W tym wydaniu to
            ekstremalny tor przeszkód coś jak "chcieliśmy dobrze, a wyszło jak
            zwykle" przy Jana Pawła, Trasie Siekierkowskiej czy Odrowąża.
            Natomiast uświadamianie to po pierwsze porządne przepisy, żeby to
            wszystko się kupy trzymało. Zapewnienie bezpieczeństwa słabszym, a
            nie uciekanie się w "meandry prawa". Zajęcia z komunikacji w
            przedszkolach i szkołach. Wreszcie szkolenie kierowców a nie
            szkolenie do zdania na prawko. Dopiero w to wszystko da w
            perspektywie korzyści. Coś jak Masa czy "wydepcz ścieżkę" to ciągle
            mało, ale przynosi efekty, chociażby asfalt zamiast kostki. Ale to
            ciągle walka i to nierówna. Kruszenie urzędniczego betonu...

            > Czy WMK na zacząć budować ścieżki? A masz może jakiś mądry pomysł
            > na przyzwyczajenie ludzi?

            WMK nie buduje ścieżek i na razie się na to nie zanosi. Co najwyżej
            wyrażamy opinie o projektach, dzielimy się wiedzą, podpowiadamy co
            zrobić, żeby było lepiej. Tylko najpierw trzeba chcieć...

            >> na Ursynowie przy KEN, którędy często jeżdże, w ciągu kilku lat
            >> ludzie nie dość, że znikneli (prawie) ze ścieżki rowerowej to
            >> jeszcze zaczynają się rozgladać przed przejściem przez nią czy
            >> nie pędzi jakiś cyklista
            > No tak strach przed pędzącym cyklistą to dobre rozwiązanie. Może
            > by tak kilku staranować dla przykładu, to reszta będzie się miała
            > na baczności? Albo od razu pastuch elektryczny po bokach ścieżki

            Nie tyle strach co raczej przyzwyczajenie. Jakby codziennie przez
            jakiś czas przeganiano Cię ze ścieżki to w końcu sam byś na nią nie
            wchodził. To właśnie jedna z kwestii uświadamiania. Tyle, że jeden
            rowerzysta minie, drugi uderzy, trzeci się wydrze lub poczęstuje
            AirZoundem. Na każdego pieszego działa co innego. Jakby wszyscy
            wiedzieli, że to ścieżka rowerowa i nia wolno nią chodzić, tak jak
            nie wolno po ulicy to mielibyśmy jak w bajce.

            > Wszystko jak widzę sprowadza się do zaklętego kręgu - jest mało
            > ścieżek - to mało ludzi jeździ, mało ludzi jeździ, to po ścieżkach
            > chodzą piesi, po ścieżkach chodzą piesi, to nikomu nie chce się
            > budować ścieżek...

            Zaklęty krąg jest przez brak elementarnych zasad, które powinno
            nabywać się za młodu. Prawie nikt nie łazi po ulicy, dlaczego tak
            samo nie może być w przypadku ścieżek rowerowych? Kiedyś w końcu
            kolejne pokolenie będzie wiedziało... mam nadzieję.

            > Może by zatem zorganizować coś na kształt "dnia roweru"
            > - w umówiony dzień (raz w miesiącu) - wszyscy cykliści wsiadają na
            > swoje "ogniste rumaki" i wyjeżdżają na miasto. Taka masa
            > krytyczna, ale w wydaniu "oddolnym", praktycznym, jednostkowym

            To właśnie taka Masa Krytyczna...

            > Nie krytykuję masy, chcę tylko zauważyć, że jej "walor edukacyjny"
            > jest raczej wątpliwy. Nawet na tym forum pojawiają się głosy, żeby
            > darować sobie "festyn" przed odjazdem i od razu, bez zbędnych
            > gadek ruszać na ulice miasta.

            Dla jednych wątpliwy dla innych słuszny - wszystkim nie dogodzisz.
            Większość ze znajomych jeździ codziennie, codziennie organizują
            swoje Jednoosobowe Masy. Każda z tych osób prowadzi walkę, o
            ścieżki, o świadomość, a raz w miesiącu tworzy WMK.

            > Wydaje mi się, że pewne rzeczy trzeba zmienić w samym sobie, we
            > własnej mentalności. Dojeżdżam codziennie do pracy na rowerze
            > i nie ma dnia, żeby mnie ktoś nie zapytał: "czy nie za zimno już
            > na rower?" Na początku tłumaczyłem, wyjaśniałem, żartowałem, ale
            > zorientowałem się po jakimś czasie, że w naszym społeczeństwie nie
            > ma przyzwolenia na rower jesienią i zimą (niestety), bo ciągle
            > kojarzy się on z rekreacją, a nie ze środkiem transportu. Dlatego
            > teraz mówię inaczej "wsiądź na rower i sam się przekonaj, czy to
            > takie wielkie miki", albo "rok temu też tak sądziłem, a dzisiaj
            > sam zobacz", albo też: "to tylko kwestia właściwego ubioru,
            > narciarze przecież jeżdżą na mrozie i śniegu, więc dlaczego niby
            > miało by być na rower za zimno, jeśli na narty jest za ciepło.
            > I co? Pomaga! Koleżanka z pracy przyznała mi się, że w weekend
            > wyciągnęła rower z piwnicy i pojechała z chłopakiem do lasu! I że
            > było zarąbiście, bo cisza, spokój, las, przyroda i zero ludzi!

            Widać, że doskonale wiesz o co chodzi. Codziennie dokładasz własną
            cegiełkę, jak każdy z Nas, powodzenia...

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka