Dodaj do ulubionych

Co mnie dzis spotkalo w zlobku

22.10.09, 16:29
Tak mnie rozstroilo to co sie stalo dzisiaj w zlobku u synka (2,5 r)
ze musze wam napisac, bo inaczej sie nie uspokoje. Od kiedy urodzil
sie synek stosuje metode OPOL, swiadomie i konsekwentnie. Mieszkamy
w Holandii synek chodzi 3 razy w tygodniu do zlobka. Tata Holender
mowi do dzieci po niderlandzku, ja po polsku.
Dzisiaj w zlobku gdy przyszlam odebrac synka pani zaczepila mnie czy
moglaby o cos zapytac. Oczywiscie ze moze zapytac, no wiec pani pyta
czy moglabym w budynku zlobka uzywac tylko jezyka niderlandzkiego.
Oslupialam, bo to jedna z tych pan, ktorej kwalifikacje pedagogiczne
cenie najwyzej wsrod wszystkich pan wychowawczyn w zlobku. Tak
oslupialam ze chyba to zauwazyla i zaproponowala bym usiadla i
porozmawiamy, wiec porozmawialysmy. Najpierw chcialam sie dowiedziec
skad przyszedl jej do glowy ten pomysl, okazalo sie ze panie
rozmawialy ze soba i wspolnie stwierdzily ze inne dzieci w grupie
dziwnie reaguja slyszac inny jezyk i ze to niepedagogiczne, bo w
zlobku powinny sie uczyc tubylczego jezyka. Myslalam ze wybuchne,
ale zebralam cala energie zeby spokojnie wyjasnic pani zasady OPOL,
plusy wielojezycznego wychowania i problemy z tym zwiazane i
zaproponowalam jej ze pozycze im ksiazke na ten temat. Rozmawialysmy
pol godziny, az w koncu przyznala mi racje i nie mam zamiaru mowic
do mojego synka po niderlandzku. Niemniej pozostal mi niesmak i
rozczarowanie. Kto jesli nie panie w zlobku powinny wiedziec take
rzeczy, gdzie jesli nie w kraju, w ktorym obok siebie mieszka
najwiecej kultur?? Owszem, zlobek jest niemal wylacznie holenderski,
jest jeszcze jakies dziecko mamy tureckiego pochodzenia, ktora
poslusznie mowi do swojego dziecka po niderlandzku (pewnie za rada
wszystkowiedzacych pan wychowawczyn).
Poniewaz jestem w Radzie Rodzicow to mam zamiar dodac kwestie
wielojezycznosci jako punkt agendy, ciekawa jestem czy organizacja w
ktorej zrzeszone sa zlobki w regionie gdzie mieszkam ma jakas
ustalona polityke na ten temat.
Po prostu zalamalam sie dzisiaj. Napiszcie cos co mnie pocieszy.


pozdrawiam
nesla
Obserwuj wątek
    • melodi1 Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 22.10.09, 23:19
      moja droga podziwiam Cie za spokoj i rozsadne podejscie do tematu bo
      ja chyba zareagowalabym bardziej gwaltownie,takie teksty ocieraja
      sie o rasizm ponad to rola pani przedszkolanki jest wyjasnic
      maluszkom ze maja w grupie kolege\kolezanke ktorej mama\tata jest
      obcokrajowcem i z tego wzgledu pojawia sie dodatkowy jezyk
      (oczywiscie jesli jest taka potrzeba ,jesli dzieci faktycznie sie
      dopytuja)no coz nic wiecej nie dodam w tym temacie poza tym ze mowie
      do corki 14 miesiecznej tylko po polsku (maz francuz,mieszkamy we
      Francji )i nikt,nigdy w zlobku tego nie
      komentowal ..........pozdrawiam serdecznie i zycze powodzenia w
      dalszych pertraktacjach smile
    • parasol-ka Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 23.10.09, 05:02
      Dla mnie to jest rasizm.

      > okazalo sie ze panie
      > rozmawialy ze soba i wspolnie stwierdzily ze inne dzieci w grupie
      > dziwnie reaguja slyszac inny jezyk

      Wlasnie dzieci powinny sie uczyc tolerancji i tego, ze istnieja
      rozne jezyki oraz tego, ze w jednym kraju moga mieszkac osoby
      poslugujace sie roznymi jezykami.

      • nesla Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 23.10.09, 16:05
        parasol-ka napisała:

        > Dla mnie to jest rasizm.
        >
        > > okazalo sie ze panie
        > > rozmawialy ze soba i wspolnie stwierdzily ze inne dzieci w
        grupie
        > > dziwnie reaguja slyszac inny jezyk
        >
        > Wlasnie dzieci powinny sie uczyc tolerancji i tego, ze istnieja
        > rozne jezyki oraz tego, ze w jednym kraju moga mieszkac osoby
        > poslugujace sie roznymi jezykami.
        >

        Taki argument rowniez podalam, dziwi mnie ze panie same na niego nie
        wpadly zanim jedna z nich wyszla z ta dziwaczna prosba. Niemniej ten
        argument do niej przemowil i nie sadze ze beda sie jeszcze
        sprzeciwiac, ale powinny sie doksztalcic w tym kierunku.
    • matka.adama Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 23.10.09, 09:45
      Aż mnie zatkało, gdy przeczytałam Twojego posta. Podziwiam Twoje
      opanowanie i merytoryczne podejście do prawy. Ja pewnie bym coś
      niemiłego powiedziała, albo wyszła oburzona. I tak źle, i tak
      niedobrze. Dlatego chylę głowę.

      Zaskoczyło mnie to, że Panie powoływały się na dobro innych dzieci,
      nie Twojego dziecka. A do tej pory znam przypadki, gdy prosi się o
      zrezygnowanie z OPOL dla tzw. dobra tego "obcego" dziecka właśnie, a
      nie grupy.

      Panie są albo niedouczone, albo mają problemy z tolerancją
      i "wdrukowane", nieuświadomione poczucie wyższości własnej nacji.
      Pewnie jakbyś mówiła do dziecka po angielsku, to wszystko byłoby
      cacy...ale polski, turecki...jak można....

      Poza tym gdzie dzieci mają się nauczyć, że istnieją także inne
      narody i języki, jak nie w przedszkolu. Ten argument o innych
      dzieciach jest nielogiczny, wręcz głupi. Jaki niepokój mogą
      odczuwać, słysząc obcy język...nie rozumiem. Zwłaszcza w kraju,
      gdzie ponad 15 procent populacji to obcokrajowcy (popraw mnie,
      jeżeli się mylę) i obcy język słuszą na każdym kroku.

      Podziwiam, pozdrawiam i trzymam kciuki.
      Mama Adama
      • embeel Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 23.10.09, 10:22
        Mnie też zatkało. Współczuję. Chyba miałabym problem z zachowaniem spokoju.
        Argument z innymi dziećmi jest poniżej pasa. Może powinnaś podrążyć temat, a nóż
        okaże się, ze któryś z rodziców wyraził taki komentarz, albo naciska na personel?
        Jest to dla mnie całkowicie niezrozumiałe.
        Czy w żłobku są inne dwujęzyczne dzieci, czy Twój syn to wyjątek?
        I co na to przełożona? może uda się zorganizować jakąś pogadankę na temat OPOL w
        ramach edukacji personelu i ogólnej tolerancji?

        w 'moim' żłobku póki co, bo mała jeszcze nie mówi - wszyscy się dopytują, czy
        aby na pewno mówię do małej po polsku, bo to dla niej
        ważne. mam nadzieję, że nie zmienią kiedyś zdania.

        Powodzenia!
    • simonkapl Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 23.10.09, 11:07
      Jak dla mnie, Pani okazala sie po prostu idiotka i tez sie zdenerwowalam.
      Mnie, na szczescie, nikt nie zwrocil do tej pory uwagi, ale zareagowalabym tak
      smao jak ty.
      Kiedys, jak synek mial 2,5 roku, pani stwierdzila, ze przez to, ze ja mowie po
      polsku, bartek nie rozumie po farncusku, bo jak go ukarala wyszedl z kata (jest
      dwujezyczny).No ale to bylo jedno takie zdarzenie.
      Natomiast u mojej polskiej przyjaciolki , mieszkajacej 12 km od nas, organizuja
      w szkole polskie wieczorki, czytanie bajek po polsku i angielsku (sa tez tam
      mali anglicy) i mile mnie to zszokowalo smile
      • dorrit Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 23.10.09, 12:25
        Piszesz, ze pani zrozumiala. Miejmy nadzieje, ze bedzie to
        dlugotrwale. Nie dla wszystkich bowiem, nawet wychowawcow w zlobkach
        (nie bedacych lingwistami albo pedagogami), oczywiste jest, na czym
        polega dwujezycznosc i jej rozwoj.

        Byc moze jestescie w malej miejscowosci, gdzie dzieci z reguly nie
        widza obcokrajowcow? To zadne usprawiedliwienie, ale moze byc
        wyjasnieniem sytuacji.
        U nas dzieci w zlobku tez czasem pytaly, czy ja z dziecmi mowimy do
        siebie po angielsku albo wrecz stwierdzaly, ze "oni mowia po
        angielsku!" - mieszkamy w Rzymie a angielski przez najmlodszych
        postrzegany byl jako jedyny istniejacy jezyk obcy... Z wychowawcami
        natomiast nie bylo nigdy zadnych problemow, zreszta w tym
        konglomeracie narodowosci nie moglo byc, zlobek raz na jakis czas
        mial odgornie organizowany np. "dzien rumunski" z rumunskim obiadem,
        byl i "dzien polski"... Troche trudniej bywa w malych miasteczkach.

        Mysle, ze to tylko epizod, ktory sie nie powtorzy, a jesli nawet, to
        nie przejmuj sie, zawsze mozna powolac sie na tolerancje, ktorej
        Holandia jest tak wielkim oredownikiem!!!
        • nesla Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 23.10.09, 12:45
          Dziekuje wam za reakcje. Pisalam o tym rowniez na forum rodzicow w
          Holandii i sie okazalo, ze w Holandii zdarzaja sie przedszkola gdzie
          na drzwiach wisi kartka z prosba aby w budynku przedszkola
          prozumiewac sie z dziecmi wylacznie po niderlandzku (!) Teraz sie
          zastanawiam kiedy u nas w zlobku pojawi sie taka kartka i co mam
          teraz robic?? Bo przejelam sie bardzo ta uwaga i widze tu duzo
          powazniejszy problem, tylko nie wiem czy mam na tyle energii aby sie
          tym zajac. Poniewaz jestem czlonkiem Rady Rodzicow i Centralnej Rady
          Rodzicow to biore udzial w spotkaniach z Rada Zarzadcza calej
          organizacji zrzeszajacej wszystkie zlobki, przedszkola, centra
          opieki pozaszkolnej, cetra edukacji wczesnoszkolnej i agencje
          opiekunek. Mam mozliwosc zajecia sie ta sprawa glebiej, tylko nie
          wiem czy mam sile i energie przecierac te szlaki..
          Moze sa faktycznie jakies organizacje ktore organizuja szkolenia na
          ten temat, nie wiem jak je znalezc??
          O dyskryminacji tez myslalam i mysle nadal, bo po przespaniu nocy
          nadal mam niesmak i uwazam, ze panie nie mialy prawa wyjsc z ta
          prosba. Czuje sie urazona i dotknieta i nie wiem czy fakt ze panie
          nie beda naciskaly na to abym mowila do dziecka po polsku mi
          wystarczy. Moze powinnam zadac przeprosin, moze powinnam pojsc do
          kierowniczki (znam ta pania i cenie) i przedstawic jej problem,
          zaproponowac doszolenie sie w temacie dwujezycznosci. Sama nie wiem,
          mysle o tym..
          Faktycznie mieszkamy w niewielkim miescie, w dzielnicy niemal
          wylacznie tubylczej, w zlobku moze jest jeszcze jedno lub dwoje
          dzieci rodzicow innego pochodzenia. Nie tlumaczy to jednak takiego
          niedouczenia i zacofania pan wychowawczyn.. Sama nie wiem czy
          zaprzestac na pozyczeniu im ksiazki czy wszczynaniu kampanii
          uswiadamiajacej zasady wielojezycznosci w placowkach opieki nad
          dziecmi.
          • corneliss Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 23.10.09, 13:30
            to miejsce to psz (przedszkole na kilka godzin dziennie) w Hadze czyli rowniez
            w swoistym kotle kulturowym, moj syn mial w grupie przewage dzieci
            marokansko-tureckich i ogolny prikaz zeby mamy zwracaly sie do dzieci po
            niderlandzku, ale co z tego skoro te mamy nie uzywaly tego jezyka w ogole

            -------
            Poziomki uzyskujemy poprzez przewracanie pionków. - by marjanna1|KP|
            • 3elf Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 23.10.09, 18:28
              slyszalam od tesciowej ze w japonii w osace, dziecko ktore bylo
              bardziej podobne do rodzica europejskiego i mialo jasne wlosy bylo
              zmuszone do przefarbowania na czarno, bo przeciesz wszystkie dzieci
              japonskie maja czarne wlosy smile)). Czasem dbalosc o zachowanie
              narodowosci danego kraju przeistacza sie w rasizm.
          • olliesmum Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 24.10.09, 11:09
            Nesla,
            Ja mieszkam juz od 20-u lat poza Polska i z roznymi reakcjami na temat uzywania
            jezykow obcych sie spotalam w roznych krajach. Dlatego tego typu sytuacje juz
            mnie a nie nie dziwia ani nie oburzaja smile.
            To jest normalne - ludzie sa niedouczeni badz powtarzaja jakies dawne poglady
            czy stereotypy czy obawy ze dzieci emigrantow ktorzy slabo badz wcale nie mowia
            w jezyku danego kraju, tez beda miec problemy w szkole (niestety czasem te obawy
            sa czesciowo uzasadnione... ale to inny temat).
            Ja mysle, ze twoja reakcja byla super w stosunku do pani z przedszkola smile. I
            mysle, ze fakt, ze pani ta przyznala Ci w koncu racje jest jak najbardziej
            pozytywny!smile A to ze jestes w radzie rodzicow i mozesz zorganizowac spotkanie na
            ten temat, jest bardzo dobre i konstruktywne!
            Tak wlasnie uwazam, ze nie ma co sie bezproduktywnie oburzac, a trzeba natomiast
            tlumaczyc swoje racje i reedukowac - takze nauczycieli smile.
            Tu w Irlandii jest takie forum, ktore organizuje bezplatne pogadanki dla
            nauczycieli itd na temat dobrodziejstw wychowania dwujezycznego dzieci itd. Moze
            zajrzyj na ich strone: www.bilingualforumireland.com/index.html

            Moze sa podobne organizacje w Holandii? Sprobuje Ci cos pozniej znalezc smile,
            teraz musze ostapic komputera synkowi, bo mu obiecalam smile.

            Pozdrawiam
    • conejito13 Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 24.10.09, 12:45
      brawo za zachowanie zimnego umyslu. czasami czlowieka tak zamuruje, ze nie wie
      co powiedziec na durne zachowanie innych ludzi. przy tym ignorantow. przykre to
      jest, ale niestety z krytyka bedziemy sie spotykac ciagle. jak dziecko jest
      inteligentne i sobie we wszystkim radzi - na pewno pomaga mu dwujezycznosc, jak
      znowu nie radzi sobie z lekcjami i np. nie mowi tak wczesnie jak rowiesnicy - to
      na pewno przez dwujezycznosc, przestan mu truc tym glowe, przeciez polski
      niepotrzebny tutaj, na co po co i dlaczego. naprawde to rozumiem. tez spotkalam
      sie tutaj z krytyka wobec mojego punktu widzenia na nauczanie syna, ale poki
      mojemu mezowi to nie przeszkadza (nie czuje sie wykluczony jak to niektorzy
      pisza, czy niezrozumialy), bede robila to, co uwazam za sluszne i najlepsze w
      danej chwili. ostatnio po raz kolejny najlepsza przyjaciolka mojej tesciowej
      stwierdzila, ze to niemozliwe, zeby syn mnie rozumial (nie chcial czegos zrobic,
      o co go poprosilam), bo przeciez polski jest taki trudny! bosz.... jakby
      wszystkie hiszpanskie dzieci sluchaly sie rodzicow!wink
    • gosiash Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 26.10.09, 01:31
      Mnie najbardziej powalił tekst, że inne dzieci dziwnie reaguja. Tzn.
      jak? Uciekają z wrzaskiem? Chowają się pod stołem? Oczywiście, że
      dla inne dzieci będą reagowały na jęz. polski, bo jest to dla nich
      jezyk nieznany. Ale raczej reakcją jest zainteresowanie, ciekawość
      co ta mama mówi do synka. Jak moja mała chodziła do takiej klasy
      przedszkolnej (3-letnie dzieci), to jej koleżanka jak już dzieci
      siedziały na dywanie, a rodzice/dziadkowie zbierali się do wyjścia
      mówiła do odprowadzającej ją babci "Sio Babciu, sio" Po pewnym
      czasie inna mała dziewczynka - Angielka zaczęła tak mówić do swojej
      mamy smile
      Tak więc to oczywiste, ze dzieci reagują. Ale to my dorośli jesteśmy
      wypaczeni uważając, że to coś złego i niedobrego dla dzieci. Dzieci
      są po prostu ciekawe i dużo bardziej otwarte.
    • ika.alias Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 26.10.09, 15:31
      Musze powiedziec, ze naprawde zaszokowala mnie ta historia.

      U mnie w zlobku nigdy nikt nie wtracil sie do tego, w jakim jezyku
      porozumiewam sie z Tobiasem. Na samym poczatku wytlumaczylam paniom,
      ze stosuje metode OPOL - i od tego czasu to one mnie upominaja,
      jezeli z rozpedu zwroce sie do Tobiasa po holendersku. wink smile

      Zapytam tez podczas najblizszego zebrania rady rodzicielskiej co moj
      zlobek na ten temat mysli i jak oni na to patrza. Nie tylko z
      profesjonalnego punktu widzenia, ale i prywatnie. To maly zlobek (3
      grupy) i ludzie/opiekunki sa bardzo otwarci i szczerzy.

      I Nesla - naprawde podziwiam Ciebie za opanowanie. Nie wiem czy ja
      sama tak spokojnie bym zareagowala. To normalne, ze tak sie tym
      przejelas. Ja tez przez kilka dni na pewno przez caly czas bym o tym
      myslala!
    • amjup Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 27.10.09, 14:34
      Ja jestem właścicielką trójjęzycznego żłobka w Warszawie.I muszę
      stwierdzić że ta holenderska opiekunka jest typowym przykładem
      stereotypów, w które do dziś wierzy wiele osób pracujących w
      edukacji. Są kraje gdzie wielojęzyczność jest normą i tam tego typu
      uwaga raczej nie pojawiłaby się bo ludzie są do wielojęzyczności
      poprostu przyzwyczajeni. Moja kadra jest przypisana do swoich
      języków tzn. polskiego, angielskiego i hiszpańskiego.Stosujemy
      metodę immersji i OPOL, a dzieci które u nas są pochodzą z różnych
      krajów i kultur. Dzieci, jak to dzieci genialnie dzieci, reagują na
      różnorodność i językową i rasową super pozytywnie. Są przede
      wszystkim baaaardzo ciekawe. Na przykład wszystkie roczne maluchy z
      pasją próbowały rozkręcać afro Kubanki uczącej po hiszpańskusmile-
      miała na głowie takie fajne sprężynki....Natomiast ja spotkałam się
      ze skrajnie różnymi reakcjami zarówno polskich władz które potrafiły
      wysłać moich kolorowych nauczycieli na dodatkowe badania, no bo
      skoro ciemni, to znaczy że z daleka "i czy Pani wie czym oni mogą
      tutaj dzieci pozarażać"-cytuję, lub rodziców którzy twierdzili że
      dziecko się boi Kolumbijczyka bo ma "ciemniejszą skórę i burzę
      włosów". To tak gwoli anegdoty.
      W polskim przedszkolu kilka lat temu natomiast walczyłam o
      wielojęzyczność mojego starszego (dziś ośmioletniego) syna.
      Skończyło się...zmianą przedszkola. W podstawówce też nie było
      lepiej, bo nikt, nawet wychowawczyni nie była w stanie nauczyć się
      ani ortografii ani wymowy jego nazwiska, a niestety 6-latek był na
      tym punkcie bardzo czuły.Skończyło się przenosinami do
      miedzynarodowej szkoły, gdzie każdy jest "dziwny" i ma jakieś "inne
      pochodzenie"
      Życzę zapału w bojach. Warto się nie poddawać.
    • spinelli takie wypowiedzi coraz bardziej zniechecaja mnie 02.11.09, 16:49
      metod OPOL.
      Jakies przekonanie osob stosujacych ja o tej absolutnej swietosci.
      I traktowanie osob nieznajacych jej jako ignorantow.

      Tez oburzyloby mnie gdyby ktos zwrocil mi uwage, ale piszesz, ze pani poprosila
      Cie na rozmowe, po czym przyznala Ci racje, czyli byla otwarta na dyskusje. A
      tutaj podnosza sie glosy o dyskryminacji.

      W innym watku podziwiasz kogos za odwage, ze zwrocil uwage nieznanej sobie osobe
      tutaj oburzasz sie, ze ktos zwrocil ja Tobie.

      Wlaczanie takich rzeczy jak "wielojezycznosc" w agendy szkol przedszkoli
      prowadzi tylko do politycznie-poprawnych absurdalnych sytuacji i doprowadza
      raczej do niecheci niz porozumienia.

      Jest dla mnie bardzo wazne, zeby moj syn mowil po polsku.
      Ale nie za wszelka cene.

      Spinelli
      • nesla Re: takie wypowiedzi coraz bardziej zniechecaja m 02.11.09, 19:54
        spinelli napisała:

        > metod OPOL.
        > Jakies przekonanie osob stosujacych ja o tej absolutnej swietosci.
        > I traktowanie osob nieznajacych jej jako ignorantow.
        >
        > Tez oburzyloby mnie gdyby ktos zwrocil mi uwage, ale piszesz, ze
        pani poprosila
        > Cie na rozmowe, po czym przyznala Ci racje, czyli byla otwarta na
        dyskusje. A
        > tutaj podnosza sie glosy o dyskryminacji.
        >
        > W innym watku podziwiasz kogos za odwage, ze zwrocil uwage
        nieznanej sobie osob
        > e
        > tutaj oburzasz sie, ze ktos zwrocil ja Tobie.
        >
        > Wlaczanie takich rzeczy jak "wielojezycznosc" w agendy szkol
        przedszkoli
        > prowadzi tylko do politycznie-poprawnych absurdalnych sytuacji i
        doprowadza
        > raczej do niecheci niz porozumienia.
        >
        > Jest dla mnie bardzo wazne, zeby moj syn mowil po polsku.
        > Ale nie za wszelka cene.
        >
        > Spinelli
        >
        >
        >

        Zaraz , zaraz, nie mieszaj Spinelli, jesli podziwiam kogos za odwage
        to nie za zwrocenie uwagi aby do swojego wlasnego dziecka mowic w
        obcym jezyku.
        Ja sama siebie podziwiam za odwage przeciwstawienia sie pomyslowi
        pan w zlobku. Inna mama innojezyczna takiej odwagi nie miala i do
        swojego dziecka w budynku zlobka mowi w jezyku tubylczym.
        Z reszta jesli juz sie odnosisz do jakiegos tekstu bez przytoczenia
        kontekstu to moglabys przynajmniej zacytowac. Nigdzie sie nie
        oburzylam, zdziwilo mnie ze obca osoba ma czelnosc wtracania sie w
        cudze sprawy, ma czelnosc sugerowania komus zupelnie nieznajomemu
        aby zwracal sie do wlasnego dziecka w jakims jezyku.
        • spinelli Re: takie wypowiedzi coraz bardziej zniechecaja m 02.11.09, 20:35
          nesla napisała:


          > Zaraz , zaraz, nie mieszaj Spinelli, jesli podziwiam kogos za odwage
          > to nie za zwrocenie uwagi aby do swojego wlasnego dziecka mowic w
          > obcym jezyku.<

          Abstrahujac od faktu, czy to co zrobila przedszkolanka jest grzeczne czy nie -
          ona nie prosila Cie, zebys zwracala sie do dziecka w OBCYM jezyku.


          Prosila Cie o zwracanie sie do niego w oficjalnym jezyku kraju w ktorym
          mieszkasz, ktorego obywatelem jest Twoje dziecko (jak sie domyslam)

          Jezeli zle zrozumialam kontekst Twojej wypowiedzi w watku kogos kto zwrocil
          uwage matce za to, ze nie mowila do dziecka po polsku to przepraszam.

          Ja mam ciagly problem z metoda OPOL jako bardzo alienujaca - tak OPOL-izujacego
          rodzica jak i dziecko.
          • jofin Re: takie wypowiedzi coraz bardziej zniechecaja m 02.11.09, 21:53
            Moze i metoda OPOL jest w jakis sposob alienujaca, ale rowniez za
            takowe mozna uwazac wychowywanie dziecka we wlasnej kulturze i
            jezyku, zachwoujac takowe we wlasnym domu. Zawsze do czegos mozna
            sie przyczepic. A pisze , to ja, ktora w ktoryms momencie
            zarzucilam "restrykcyjne" stosowanie OPOL ze wzgledu na wygode . Po
            prostu przy gromadzie dzieci polskich,angielskich przewijajacyhc sie
            przez moj dom, stracilam kontrole, by mowic do dzieci tylko po
            polsku i wymagac odpowiedzi w naszym jezyku. Skutkiem czego moje
            rozmowy z dziecmi wygladaja tak, ze ja nawijam po polsku, one
            odpowiadaja mi po angielsku. Nie jestm dumna z tego, ale co zrobic.
            na cale szczescie nikt mi nigdy nie zwracal uwagi, abym do dzieci
            nie mowila po polsku przy dzieciach angielskich , bo to w jakis tam
            sposob zagraza ich rozwojowi ( tak na marginesie - bzdura to
            kompletna).
            A alienacja, czy tez poczucie wyobcowania wcale nie od jezyka
            zalezy, tylko naszego i dzieci nastawienia do otoczenia. Oczywiscie,
            czasem musimy nieco wiecej niz zwykle sie natrudzidc, by bariery
            kulturowe przelamac, ktore tkwia tak samo w nas jak i mieszkancach
            zamieszkalego przez nas kraju.
            • spinelli Re: takie wypowiedzi coraz bardziej zniechecaja m 02.11.09, 22:40
              jofin napisała:

              >Skutkiem czego moje
              > rozmowy z dziecmi wygladaja tak, ze ja nawijam po polsku, one
              > odpowiadaja mi po angielsku. Nie jestm dumna z tego, ale co zrobic.<

              A ja wymagam, zeby odpowiadal mi po polsku (co nie zawsze czyni automatycznie)
              ale tylko wtedy kiedy jestesmy sami. Moje interakcje z dzieckiem nie moga
              obracac sie li tylko wokol jego mowienia, czy nie mowienia po polsku.
              Kiedy sa u nas dzieci mowiace po polsku zacheam je (z miernym skutkiem) do
              mowienia po polsku. Kiedy sa angielskojezyczne mowie tylko i wylacznie po
              angielsku bo te dzieci tez sie musza czuc dobrze u mnie w domu.
              Dziadek mojego meza pochodzacego z rejonu Kanady bardzo wymieszanego kulturowo
              (franko- i anglofoni) do tego stopnia, ze czesc bardzo licznej rodziny mowila
              glownie po francusku, druga czesc po angielsku nie pozwalal by mowiono podczas
              spotkan w jezyku niezrozumialym przez wszystkich w pomieszczeniu.
              A jezyk jak najbardziej jest glownym pomostem lub bariera w integracji
              kulturowej. Oczywiscie nie jedynym jej czynnikiem.
              • ika.alias Re: takie wypowiedzi coraz bardziej zniechecaja m 03.11.09, 22:22
                spinelli napisała:

                > A jezyk jak najbardziej jest glownym pomostem lub bariera w integracji
                > kulturowej. Oczywiscie nie jedynym jej czynnikiem.

                Spinelli, w przypadku Nesli jest troche inaczej...

                Nesla nie jest cudzoziemka przebywajaca w Holandii tylko i wylacznie w towarzystwie swoich ziomkow, poslugujaca sie tylko i wylacznie wlasnym jezykiem, ogladajaca tylko telewizje satelitarna nadawana z jej ojczystego kraju. A synek Nesli to nie maly cudzoziemiec (z holenderskiego punktu widzenia), slyszacy do 4 roku zycia tylko i wylacznie ojczysty jezyk swoich rodzicow.

                W przypadku synka Nesli nie ma czegos takiego jak problem integracji kulturowej. On JEST Holendrem. Jest wychowywany miedzy Holendrami, slyszy w przynajmniej 90-ciu procentach jezyk holenderski. Holenderski jest jego jezykiem ojczystym. Jego mama jest dla niego niemalze jedynym zrodlem jezyka polskiego "na zywo".

                Ja sama na poczatku tez myslalam, ze tylko w sytuacjach 1:1 z moim synkiem bede stosowac OPOL. W obecnosci innych osob mialam zamiar mowic po holendersku. "Bo tak jest uprzejmiej wobec innych". A ja jestem z natury dosc uprzejma osoba. W miedzyczasie zweryfikowalam jednak moje plany na calkowity OPOL.

                Dlaczego?

                Prawie wszyscy ludzie, ktorych dzieci nie sa dwujezycznie (albo ktore drugi jezyk znaja tylko pasywnie) mowia, ze rodzic poslugujacy sie "jezykiem mniejszosci", mieszal jezyki.
                Z kolei wszyscy ludzie, ktorych dzieci sa aktywnie dwujezyczne, podkreslaja, ze byli BARDZO konsekwentni w stosowaniu OPOL.

                To nie teoria. To praktyka. Dla mnie bardzo przekonujaca.

                Oczywiscie, zycie nie jest czarno-biale, zycie to odcienie szarosci. Wszedzie sa wyjatki. I jestem pewna, ze jest wiele sytuacji, w ktorych nie mozna za wszelka cene trzymac sie jednej metody. Chodzi mi jednak o to, zeby byc swiadomym tego, co sie robi.
                • nesla Re: takie wypowiedzi coraz bardziej zniechecaja m 04.11.09, 10:06
                  Ika.alias,
                  Ja nawet nie odnioslam do siebie tego cytatu spinelli:
                  >A jezyk jak najbardziej jest glownym pomostem lub bariera w
                  integracji kulturowej. Oczywiscie nie jedynym jej czynnikiem.
                  >

                  Przeciez to oczywiste jest ze jezyk tubylczy dzieci musza znac, ale
                  jak pisalam wczesniej synek spedza w zlobku 3 dni i jeszcze ma
                  tubylczo-jezyczna opiekunke i tubylczo-jezycznego ojca. Ja nie mam w
                  promieniu 100 km zadnych polskich znajomych z ktorymi moglabym w
                  jakikolwiek "budowac bariere w integracji kulturowej" wink Moj problem
                  to jezyk polski i jak juz wczesniej tez pisalam moze dlatego tak
                  kurczowo trzymam sie resztek szans ktore moge wykorzystac na
                  mowienie z dziecmi po polsku. Poza tym ja nie chce aby dzieci
                  kojarzyly jezyk polski z jezykiem "domowym" jakims martwym wymyslem
                  mamy, chcialabym aby dla nich to bylo normalne ze poslugujemy sie
                  nim wszedzie jesli mowimy do siebie, bo tak naprawde ile czasu
                  spedzamy sami w domu? Bardzo wiele czasu spedzamy jednak poza domem,
                  wiec jesli odjac ten czas to nie zostanie zbyt wiele na nauke
                  polskiego.. Wiem, ze sa inne metody i sposoby, ludzie sa rozni i
                  rozne sytuacje, u kogos kto ma dziadkow polskojezycznych na
                  zawolanie albo chociaz na wakacje byc moze mozna sotosowac mniej
                  konsekwentne metody, u nas dziadkow nie ma i jestem niemal jedyna
                  osoba ktorej zalezy na tym aby dzieci mowily po polsku..
          • nesla Re: takie wypowiedzi coraz bardziej zniechecaja m 03.11.09, 08:44
            spinelli napisała:

            > nesla napisała:
            >
            >
            > > Zaraz , zaraz, nie mieszaj Spinelli, jesli podziwiam kogos za
            odwage
            > > to nie za zwrocenie uwagi aby do swojego wlasnego dziecka mowic
            w
            > > obcym jezyku.<
            >
            > Abstrahujac od faktu, czy to co zrobila przedszkolanka jest
            grzeczne czy nie -
            > ona nie prosila Cie, zebys zwracala sie do dziecka w OBCYM jezyku.
            >
            >
            > Prosila Cie o zwracanie sie do niego w oficjalnym jezyku kraju w
            ktorym
            > mieszkasz, ktorego obywatelem jest Twoje dziecko (jak sie domyslam)

            Dla mnie jezyk tubylczy jest jezykiem OBCYM. Wladam nim biegle, ale
            wciaz mam akcent i niewatpliwie popelniam bledy. Poza tym najlepiej
            moje uczucia i emocje potrafie wyrazic w moim ojczystym jezyku.
            Uwazam, ze proszenie matki aby do wlasnego dziecka zwracala sie w
            innym niz jej ojczysty jezyku jest co najmniej niestosowne. Jesli
            juz przedszkolanka wpadla na taki pomysl to mogla chociaz troche
            wglebic sie w temat zamiast palnac cos bez zastanowienia. Tego
            spodziewam sie od kadry pedagogicznej.


            > Jezeli zle zrozumialam kontekst Twojej wypowiedzi w watku kogos
            kto zwrocil
            > uwage matce za to, ze nie mowila do dziecka po polsku to
            przepraszam.
            >
            > Ja mam ciagly problem z metoda OPOL jako bardzo alienujaca - tak
            OPOL-izujacego
            > rodzica jak i dziecko.
            >

            Oczywiscie, ze problemow pewnie nie da sie uniknac. Ja w zadnym
            stopniu nie czuje sie ani wyalienowana ani nie alienuje moich
            dzieci. Gdy do corki przychodza sie bawic kolezanki to mowie do nich
            po tubylczemu i nikomu nie przeszkadza jesli zwracam sie do corki po
            polsku, dziewczynki wrecz nawet chetnie tancza do DVD z polskimi
            piosenkami i bawia sie w polskie gry (niektore gry sa uniwersalne).
            Oczywiscie ze miewam watpliwosci i problemy, wzloty i upadki, ale to
            jest inny temat. Ten watek dotyczy zachowania kadry pedagogicznej w
            budynku zlobka.
    • camel_3d no faktycznie... 03.11.09, 09:42
      szczegolnie ze holandia to multikulturowy kubel... tak jak i niemcy. ale tu pani
      dyraktor zlobka sama powiedziala,. ze mam do dzeicka mowic wylacznei po polsku.
      inne dzeici nie reaguja wogile, choc np jedna z mam poprosila, zebym do jej
      synka tez mowil po polsku bo ona jest samotniewychowujaca mama i chcialab zeby
      jej synke jeszcze jakis inny jezyk znal...i fajnie by bylo gdyby znal choc
      troche polski.
    • anew3 Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 10.11.09, 13:04
      typowe, kadra nadal jest niedouczona i wydaje im sie, ze sie znecasz
      nad dzieckiem , ze go meczysz bo ma do opanowania dwa jezyki bo to
      sie nie uda itd itdnie rozumiem natomiast co to za stres slyszec
      obcy jezyk i go nie rozumiec, na wakacjach zagranica te dzieci tez
      przezywaja tak a traume?no to trzeba sie przyzwyczaic po prostu i
      tyle, ze ludzie sa rozni, roznie wygladaja, roznie mowia itd .1
      lekcja tolerancji.
      • kasia191273 Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 23.11.09, 13:59
        nam zasugerowano w zlobku w piatek, ze Nina nie mowi dobrze po
        niderlandzku i zeby z nia w domu rozmawiac w tym jezyku- czyli
        klasyka

        problem w tym, ze oboje jestesmy Polakami, wiec w domu mowi sie po
        polsku, a do zlobka posylana jest dlatego, zeby sie mowy tubylczej
        uczyc od tubylcow. Oboje mowimy swietnie po niderlandzku, ale nie
        chcemy tworzyc sztucznej sytuacji

        oczywiscie to tylko 3 dni w tygodniu w zlobku, wiec jasne, ze jezyk
        polski to jest jej jezyk ojczysty, w nim pieknie juz mowi, zartuje

        niderlandzki rozumie, ale na pewno o wiele mniej niz holenderskie
        dzieci, a z mowieniem pewnie jeszcze dlugo (zawsze?) bedzie w tyle

        czasem mam mysli, ze krzywdze dziecko, ze ja narazam na stresy, ze
        zawsze bedzie wobec tubylczych dzieci opozniona, a przez to jakby z
        boku, odsunieta. Powiedzcie, ze sie myle..
        • nesla Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 23.11.09, 14:14
          Kasia, mysle ze nie bedzie opozniona. Moze na poczatku bedzie miala
          mniejszy zakres slow, ale z czasem roznica sie wyrowna, szczegolnie
          jak wejdzie w wiek kiedy bedzie sie porozumiewac z rowiesnikami i
          czytac ksiazki holenderskie.
          Ja bym na twoim miejscu nie mowila do dziecka w nie-swoim-ojczystym
          jezyku, nie daj Boze wejdzie ci to w krew i potem bardzo trudno
          bedzie odkrecic.. A jak Nina troche wyjdzie spod waszych skrzydel to
          zobaczysz jak szybko zalapie nowe slowa. Jak widze ile Milena spedza
          czasu w szkole, na zabawach z rowiesnikami, na hobby to naprawde
          niewiele czasu nam zostaje na nauke polskiego.

          Kasia, wlasciwie to powinnas sie byla oburzyc na taka propozycje i
          zaproponowac paniom w zlobku lekture na temat wielojezycznego
          wychowania wink Jesli Nina spedza az 3 cale dni w zlobku to niech
          zlobek zadba o to aby tam mowiono do niej w tubylczym jezyku.

          U nas inna sytuacja bo tato jest Holendrem, ale naprawde juz widze
          jak David (2,5) wymyka sie w holenderskojezyczny swiat. Jeszcze
          teraz jestem dla niego wazna i chce rozumiec co do niego mowie, mowi
          po polsku i holendersku, ale czuje ze bedzie z nim jak z corka - im
          starszy tym mocniejszy bedzie jezyk holenderski, bo w holenderskim
          srodowisku przebywa najwiecej.
        • lenkaaa Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 23.11.09, 16:45
          Kasia, nie martw sie, nie warto, bo wszystko bedzie dobrze, naprawde !!! Nasza
          Emilia tez niderlandzki slyszala jedynie na placu zabaw i 3 x w tygodniu po 3
          godziny w peutespeelzaal, a teraz poszla do szkoly i po pol roku chodzenia, pani
          bardzo ja chwali, ze ladnie mowi, ze wszystko rozumie, ze aktywnie bierze udzial
          w zajeciach klasowych, nie ma mowy o zadnym opoznieniu jezykowym smile smile smile
          • kasia191273 Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 23.11.09, 18:10
            mam nadzieje

            Nina chodzi do zlobka od ukonczenia 8. miesiaca zycia, najpierw 2
            dni, teraz 3 w tygodniu- na razie tak bedzie jeszcze rok, a potem
            szkola

            mysle, ze poczatek szkoly idzie w parze z takim momentem w zyciu
            dziecka, kiedy inni poza mama zaczynaja imponowac- kolezanki, pani
            nauczycielka. I ze wowczas dziecko bedzie po niderlandzku chcialo
            mowic. Poki co zlobka nigdy nie lubila, chodzi, bo musi, oczywiscie
            przynosi mase slow, zwrotow i piosenek, ale mysle, ze ten jezyk
            ciagle jej sie kojarzy z miejscem, ktorego wolalaby unikacwink)))
            • jagabiss Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 23.11.09, 23:05
              Moja corka poszla do zlobka majac 20 miesiecy - i dopiero po roku
              zaczela mowic do pan. Nie miala z tego powodu zadnego stresu, lubi
              zlobek, i swietnie (nie wiem jak) porozumiewala sie z dziecmi, miala
              swoje ulubione kolezanki. Panie twierdzily, ze jest niesmiala i
              spuszcza glowe jak ja o cos pytaja. Mnie to dziwilo, bo jest bardzo
              smiala i towarzyska, ale nie martwilam sie ani razu z tego powodu.
              Teraz mowi. Nawet dzisiaj pytalm pania jak mala sobie radzi,
              powiedziala, ze normalnie porozumiewa sie, slucha jak czytaja
              ksiazeczki. Jezyk otoczenia, szkoly zawsze bedzie tym
              najsilniejszym wiec nie ma o co sie martwic.
            • k.bazylejska Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 23.11.09, 23:34
              Kasiu,

              Ciesz się, że Twoje dziecko mówi ładnie po polsku. A to że trzech przedpołudni w tygodniu nie nauczyła się jeszcze czynnie mówić w drugim języku, to całkowicie normalne i nie ma się czemu dziwić. Gdyby spędzała tam osiem godzin dziennie pięć razy w tygodniu to już teraz by miała kłopot z polskim. Wcześniej czy później język otoczenia zawsze dominuje.

              Co do opiekunek w żłobku to należy w delikatny sposób wytłumaczyć im, na czym polega wychowanie dwujęzyczne. Warto też podkreślić, że zależało Ci, by dziecko od początku miało kontakt z językiem miejscowym i miejscowymi dziećmi i dla tego wysyłałaś ją do żłobka w wieku ośmiu miesięcy. Powiedz im, że cieszy Cię ze córka już tyle po holendersku rozumie, że zna tyle piosenek i wierszyków. Powiedz, że zadowolona jesteś z jej postępów i nie martwi cię, że córka jeszcze nie mówi tak dobrze w języku tubylczym jak po polsku. Czy nauczy się go perfekcyjne teraz czy za kilka lat nie ma naprawdę tak wielkiego znaczenia. Twoje dziecko nie ma jeszcze trzech lat. W tym wieku zdarzają się dzieci, które jeszcze prawie wcale nie mówią. Twoje dziecko mówi ładnie po polsku, i rozumie po holendersku. Wiec w czym tu jest problem? Ważne jest by sprawę załatwić delikatnie. W końcu to są kobiety którym powierzasz własne dziecko, więc trzeba być z nimi w dobrych relacjach. Myślę, że ważne jest jednak, by pokazać, że sprawę masz przemyślaną i znasz się trochę w temacie wielojęzyczności.

              Moja córa jest miesiąc młodsza od Twojej i miesza trzy języki. Z tym że jej język żłobkowy jest zdecydowanie dominujący. Chodzi tam tylko od roku, ale za to pięć dni w tygodniu. Poszła do żłobka w październiku zeszłego roku, kiedy dopiero zaczynała mówić po polsku. Niestety czynny rozwój polskiego jej się od pójścia do żłobka nieco zahamował. Teraz najchętniej mówi po angielsku mieszając go z polskim i niemieckim. Ale rozumie wszystko co się do niej mówi we wszystkich trzech językach. Niemiecki jest zdecydowanie jej językiem najsłabszym. Jej starszy prawie siedmioletni brat mówi teraz najlepiej po niemiecku, który jest językiem szkoły, taty i w pewnym sensie otoczenia. Angielski jest u niego zdecydowanie najsłabszy, mimo że też w wieku lat trzech znał go najlepiej.

              pozdrawiam

              k.bazylejska

              Jaś 12.2002 Klara 02.2007 niemiecki, polski, angielski

              • olliesmum Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 24.11.09, 00:26
                Kasiu,
                Ja mysle, ze te panie w zlobku sie stresuja, bo nie zawsze potrafia sie z twoja
                coreczka porozumiec. Powiedz im, zeby jak najwiecej do niej mowily to sie szybko
                nauczy i ze chcesz by dziecko uczylo sie j. holenderskiego od ekspertow wink czyli
                od nich. Poza tym tylko od nich zalezy, czy sie z dzieckiem porozumieja, a jako
                wychowawczynie w zlobku powinny umiec porozumiewac sie z dziecmi, ktore nawet
                wcale nie mowia, wiele dzieci przeciez nie mowi zbyt wiele w wieku "zlobkowym".
                Jesli chcesz, mozesz spotykac sie takze z rodzinami i dziecmi holenderskimi by
                proces ten przyspieszyc, ale zyjac w Holandii i poruszajac sie wsrod Holendrow
                nie ma obaw by dziecko z czasem nie opanowalo, i to dobrze, jezyka.
                Nic sie nie martw, bedzie dobrze! smile
                Pozdrawiam
                • kasia191273 Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 04.12.09, 19:04
                  no wiec dzis mnie (bo poprzednio mezowi) zrobiono pogadanke, ze Nina
                  nie mowi po tubylczemu i ze musimy z nia w domu cwiczyc

                  powiedzialam pokrotce, jaka zasade stosujemy i ze wlasnie wrecz
                  przeciwnie- my do niej po niderlandzku mowic nie powinnismy. I ze
                  nie martwie sie o jej rozwoj jezykowy, bo po polsku mowi swietnie,
                  coraz lepiej

                  razi mnie troche niewiedza o tych sprawach w kraju, gdzie
                  dwyjezycznosc jest norma, zwlaszcza w duzym multikulturowym miescie,
                  jak moje. No trudno...Niedawno przeprowadzilismy sie do 'bialej'
                  dzielnicy, nowy zlobek i inne wymagania. W poprzednim Nina byla
                  jedna z dwojki bialych dzieci, reszta tureckie lub marokanskie i
                  zupelnie inne podjescie kadrywink

                  mam jednak inna refleksje, jaka sie zrodzila w drodze rowerem w
                  deszczu ze zlobka. Wszedzie sie pisze o korzysciach plynacych z
                  dwujezycznosci- ze dziecko ma szersze widzenie swiata, ze umie go
                  nazywac w dwoch jezykach, wiec granice jego widzenia sa szersze
                  (parafrazujac mysl slynnego jezykoznawcy). Wierze w to, bo sama znam
                  trzy jezyki i widze, jakie to powoduje elastyczne mysli i jak
                  znajomosc jezyka obcego pozwala sobie wyobrazic, ze 'mozna inaczej'
                  cos nazwac, a zatem inaczej postrzegac

                  ale tak sobie mysle o tym moim dziecku- rozumiec chyba wszystko
                  rozumie po niderlandzku, przynajmniej w tym zlobkowym swiecie.
                  Natomiast mowi nieporownywalnie gorzej od tubylczych dzieci, kiedy
                  siedza w kregu, spuszcza glowe, nie chce uczestniczyc w
                  zgadywankach, bo zwyczajnie nie umie jak inne dzieci. Wiem, ze
                  wszystko przyjdzie jeszcze, za kilka lat sie wyrowna.

                  Ale przeciez ten okres, samopoczucie jej w zlobku, reakcje innych na
                  nia, poczucie, ze jest inna (gorsza?), ze cos mowi, a inni jej nie
                  pojmuja, ze inne dzieci sa szybsze, ze w grupie zajmuje pozycje
                  bierna, przynajmniej w zabawach jezykowych nie jest bez znaczenia
                  dla jej rozwoju w ogole. Ten aspekt mnie martwi- ze ten okres
                  nieradzenie sobie w tubylczym jezyku jakos ja uksztaltuje, cos w
                  niej zbuduje, co niekoniecznie pozytywnie wplynie na jej osobowosc

                  nie mysleliscie o tym?
                  • olliesmum Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 04.12.09, 23:54
                    Kasiu, ja mysle, ze wszystkich przykrosci i zawodow nie mozemy i nie powinnismy
                    oszczedzac naszym dzieciom, bo zycie pozniej moze im dac kopa w d... i beda w
                    szoku. Sorry, ze tak dosadnie pisze, ale wlasnie jestem pod wrazeniem b.
                    ciekawej ksiazki, ktorej autor sprzeciwia sie popularnej ostatnio tezie - ktorej
                    i ja dlugo holdowalam - ze mamy dzieciom glownie poswiecac duzo uwagi, spedzac z
                    nimmi jak najwiecej czasu i dbac o to, by zawsze byly szczesliwe...
                    Owszem, powinnismy dbac o nasze dzieci i okazywac im milosc, ale nie powinnismy
                    ich trzymac pod kloszem i drzec o to, ze czasem moga byc smutne...zy ze z czyns
                    sobie nie radza itp.
                    Wiesz, moj synek dlugo nie mowil po polsku, a teraz i on i ja jestesmy dumni, ze
                    wlada biegle i angielskim i polskim smile.
                    Mysle, ze i twoja coreczka bedzie kiedys dumna z siebie, ze dala sobie rade i ze
                    moze sie z innymi dziecmi swietnie porozumiewac.
                    A to doswiadcznie moze ja wlasnie wzmocni i uodporni na trudnosci jakie przeciez
                    kazdemu kiedys tam w zyciu sie przydarza. A w kazdym razie nie bedzie sie byle
                    glupstwem zalamywac smile.
                    Oczywiscie mozesz ja wspierac w nauce holenderskiego, tak ajk juz pisalam
                    wczesniej - np organizujac spotkania z dziecmi tubylczymi itd. I dalej chyba
                    cierpliwie tlumaczyc nauczycielkom w przedszkolu, ze to one powinny zadbac o to,
                    by mala byla zintegrowana w zabawach i by chwalily ja za powodzenia, nie tylko
                    jezykowe.
                    Chyba wczesniej ktos wymienial jakies materialy holenderskie o wielojezycznym
                    wychowaniu, moze je im podsun?
                    • jan.kran Re: Co mnie dzis spotkalo w zlobku 05.12.09, 01:36
                      *** Ale przeciez ten okres, samopoczucie jej w zlobku, reakcje innych na
                      nia, poczucie, ze jest inna (gorsza?), ze cos mowi, a inni jej nie
                      pojmuja, ze inne dzieci sa szybsze, ze w grupie zajmuje pozycje
                      bierna, przynajmniej w zabawach jezykowych nie jest bez znaczenia
                      dla jej rozwoju w ogole. Ten aspekt mnie martwi- ze ten okres
                      nieradzenie sobie w tubylczym jezyku jakos ja uksztaltuje, cos w
                      niej zbuduje, co niekoniecznie pozytywnie wplynie na jej osobowosc

                      nie mysleliscie o tym?


                      -----------> Nie myślałam o tym kiedy dzieci były małe. Dla mnie było oczywiste
                      że będą mowic po polsku i niemiecku.
                      Miałam przejścia w szkole , w przedszkolu , walczylam z niewiedzą i ignoracją
                      otoczenia, pisałam o tym wiele razy na forum.

                      Na dziś nie żałuję mojego oślego uporu i wydrapywania pazurami polskiego ,
                      dbania w Norwegiii o niemiecki , tego że moje dzieci są wielojęzyczne.
                      Nie mają i nie miały lekko.
                      Dla mnie to normalne że są takie jakie są.
                      Ale czasem < przyznam się nieskromnie > matczyna duma mnie rozpiera kiedy
                      widzę miny rozmówców kiedy mówię że moje dzieci władają dośc swobodnie
                      czterema językami w mowie i piśmie oraz że czytają w tych językach.
                      ∂odatkowo jeszcze nie mają problemów ze szwedzkim , duńskim , niederlandzki też
                      nie jest im całkiem obcy.
                      Młoda po trzech latach rosyjskiego ma jakieś pojęcie o jezykach slowiańskich.
                      Dziś rozmawiałam z moim serdecznym kolegą , Norwegiem który zna mojego syna i
                      wie jak On mówi po norwesku.
                      Powiedział że Junior powinien stuiować dzinnikarstwo w najlepszej norweskiej
                      szkole wyższej.
                      Zrobiłam oczy jak talerze bo syn ma akcent po norwesku i nie jest perfekt w tym
                      jezyku. Ale Erik , sam dobrze wykształcony i znający norweskie szkolnistwo
                      namawia nas żebyśmy się zastanowili.
                      Młoda może pisać , o ile zechce w przyszłości doktorat po
                      niemeicku , angielsku , norwesku a jakby się skupiła to po polsku.

                      Nie piszę po to żeby się chwalić jaike mam fajne dzici tylko żeby uświadomić że
                      wielojezyczność ma minusy , wyalienowanie w
                      przedszkolu , problemy z otoczeniem , partnerem < w wypadku małżeństw mieszanych
                      > ale w efekcie końcowym to jest posag dla dzieci na całe życie.
                      Kran
                  • ola33333 do kasi 05.12.09, 06:40
                    wiesz co, wydaje mi sie ze sie martwisz niepotrzebnie na zapas.
                    Dziecko moze sie czuc gorsze w grupie z roznych powodow, nie tylko
                    przez jezyk. Moja jest w grupie wiekowej 2 - 6 lat, i dzieciakow
                    jest 19. Te starsze sa zawsze szybsze, bardziej wygadane itd. i moja
                    mimo to musi sobie jakos miejsce w grupie znalezc, jak kazde dziecko
                    niezaleznie od tego czy dwujezyczne czy nie. Pewnie tez sie zdarzaja
                    jej momenty frustracji, ale na pewno duza jest tu rola pan opiekunek.
                    Mam wrazenie, ze te panie u was to nie sa niestety zbyt fajne, skoro
                    masz wrazenie ze dziecko moze sie czuc gorsze a one nie reaguja.
                    Ale wydaje mi sie ze to wy jako rodzice musicie przede wszystkim
                    umacniac poczucie wlasniej wartosci dziecka. Jezyka na pewno sie
                    nauczy perfekt. Pewnie niedlugo Nina bedzie juz miala pierwsze
                    przyjaciolki, holenderskie zapewne i to tez na pewno pomoze.
                    A jak sie jej zycie dalej potoczy, wyksztalcenie itd - tu wydaje mi
                    sie najwazniejszy jest przyklad rodzicow. Zwykle rodzice dobrze
                    wyksztalceni maja tez dzieci dobrze wyksztalcone. Ja przyjechalam do
                    Niemiec majac 24 lata bez znajomosci jezyka, po roku nauki znalazlam
                    prace w zawodzie, a jestem po studiach ekonomicznych w Pl i Belgii.
                    Mimo silnego akcentu radze sobie w Niemczech. I jestem pewna ze moje
                    dziecko tu urodzone i wychowane tym bardziej sobie poradzi.

                    Wracajac to mojej Ewy, na pewno gorzej spiewa niemieckie piosenki
                    niz inne dzieci w grupie, moze z dwulatkow nie jest najgorsza, ale
                    od tych starszych to na pewno. I co z tego, ano nic.. Nauczy sie
                    jeszcze smile
                    Jednak wydaje mi sie ze rola rodzicow jest najwazniejsza, zeby
                    nauczyc dziecko umiec sobie radzic z frustracja i budowac poczucie
                    wlasnej wartosci.

                    Pozdrawiam!
                    • nesla Re: do kasi 05.12.09, 11:00
                      A ja cie doskonale rozumiem Kasiu, bo bylam w podobnej sytuacji
                      kiedy moja corka byla malutka (obecnie 5 lat). Gdy miala 2 latka to
                      bylam z nia full time w domu, a to wlasnie bardzo wazny wiek dla
                      rozwoju jezyka. Za rada CB mowilam do dziecka w dwoch jezykach i
                      staralam sie aby Milena jak pojdzie do PSZ nie miala tylow
                      jezykowych z niderlandzkiego skutkiem czego do dzisiaj niemal wcale
                      nie chce mowic po polsku. Owszem tylow nie miala ani zadnych
                      problemow z nawiazywaniem kontaktow, ale po polsku mowic nadal nie
                      chce. Synek ma teraz 2,5 roku i mowie do niego konsekwentnie po
                      polsku, nie buntuje sie tak przeciw temu jak Milena i chociaz nie ma
                      tak bogatego slownictwa w niderlandzkim jak jego holenderscy
                      rowiesnicy to swietnie sobie radzi i w zlobku i wszedzie na placach
                      zabaw. Nie mam watpliwosci ze dwujezyczne wychowanie w jakikolwiek
                      sposob go ogranicza.
                      Kasiu, kup sobie jakas dobra ksiazke o dwujezycznym wychowaniu,
                      zobaczysz ze pomoze ci poukladac wszystkie watpliwosci. Mnie bardzo
                      pomoglo.

                      I jeszcze chcialam dodac, ze wczoraj pani w zlobku, ktora prosila
                      abym mowila w budynku zlobka do synka po niderlandzku powiedziala
                      mi, ze przeczytala ksiazke ktora jej pozyczylam i ze teraz juz
                      wszystko rozumie i ze patrzac na sprawe od tej strony zupelnie mnie
                      rozumie i popiera moje postepowanie. Nawet porozmawialysmy jeszcze
                      troche na ten temat z pozostalymi paniami i ciesze sie ze mnie
                      rozumieja. W koncu nie poruszylam tego tematu na spotkaniu rady
                      rodzicow, bo stwierdzilam, ze chyba dotyczy tylko mojego dziecka, bo
                      chyba w calym zlobku jest moze kilka dzieci ktorych rodzice nie sa
                      tubylcami. Nie chce robic zbyt wielkiego "halo" bo satysfakcjonuje
                      mnie na dzien dzisiejszy zrozumienie ze strony wychowawczyn.
                      • kasia191273 so nesli 05.12.09, 19:38
                        mozesz podac tytul tej publikacji? skoro po niderlandzku, to moze
                        zrobie tak samo i zaproponuje w zlobku paniom?
                        • nesla Re: so nesli 07.12.09, 13:01
                          Ja akurat mam ta ksiazke:

                          Hoe kinderen meertalig opgroeien - Burkhardt Montanari, E.
                          Co-auteur: Aarssen, J.
                          ISBN-13: 9789076092072
                          Planplan 2004

                          Moge ci ja polecic, nie wiem na ile znasz holenderski zeby rowniez
                          przeczytac te ksiazke aby byc na tej samej plaszczyznie z paniami w
                          zlobku, dobrze wiedziec co im dajesz do przeczytania..


                          pozdrawiam
                          nesla
                      • sukiennica Re: do kasi 05.12.09, 20:03
                        Nesla podziwiam za dojrzala i wywazona reakcje.
                        Obawiam sie, za ja na Twoim miejscu zareagowalabym duzo bardziej
                        zywiolowo... No i gratuluje wygranej bitwy smile

                        Sytuacja opisana przez Ciebie na poczatku tego watku jest moim zdaniem
                        skandaliczna. Oburzenia mojego nie wywoluje fanatyczne stosowanie
                        OPOL smile, ale po prostu proba brutalnej ingerencji w Twoj kontakt z
                        dzieckiem. Nigdy nie przypuszczalam, ze takie sytuacje maja miejsce w tak
                        wielokulturowym kraju jak Holania... Nowalijka...

                        Mnie na dalekich peryferiach Europy, w malym miescie spotykaja prawde
                        mowiac jedynie entuzjastyczne reakcje na wiesc o wielojezykowym rozwoju
                        dziecka. Malo tego. Poniewaz w naszym przedszkolu przybylo w tym roku
                        dzieci obcokrajowcow, przedszkole samo wystapilo z projektem zajec
                        jezykowych. Przeprowadzane sa one 3 razy w tygodniu po pol godziny w
                        malych grupach max 4 dzieci. Dzieci norweskie rozwijaja swoj norweski, a
                        Jasiek sie go uczy. Rzecz dziala fenomenalnie. W przeciagu 4 miesiecy
                        zaczal sie swobodnie porozumiewac. A poczatki byly tragiczne, bo usilowal
                        zagryzc kazdego kto nie mowil po polsku.
                        • nesla Sukiennica 07.12.09, 13:04
                          Dzieki sukiennica, mnie juz emocje opadly, ale podczas owej rozmowy
                          z przedszkolanka nie dalo sie ukryc ze to dla mnie wazny i
                          emocjonalny temat i wyraznie powiedzialam co o tym uwazam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka