beduinka 21.11.06, 22:10 W związku z przekroczeniem listy 300 postów w poprzednim wątku o Palestynie - zakładam nowy. Poniżej link do naszego poprzedniego wątku forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10662&w=6121153 Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
elapietrusiak Izrael wycofał wojsko ze Strefy Gazy 26.11.06, 11:50 Izrael wycofał wojsko ze Strefy Gazy PAP2006-11-26, ostatnia aktualizacja 2006-11-26 08:06 Armia izraelska oznajmiła w niedzielę, że jej oddziały wycofały się ze Strefy Gazy przed wejściem w życie w niedzielę rano zawieszenia broni pomiędzy Palestyńczykami a Izraelem. O godz. 6:00 rano czasu lokalnego (5:00 czasu polskiego) w niedzielę weszło w życie zawieszenie broni w Strefie Gazy, uzgodnione w sobotę przez prezydenta Autonomii Palestyńskiej Mahmuda Abbasa i premiera Izraela Ehuda Olmerta. W zamian za zadeklarowane przez Palestyńczyków zaprzestanie ataków samobójczych i wystrzeliwania rakiet ze Strefy na terytorium Izraela, Olmert obiecał wstrzymanie izraelskiej ofensywy w Strefie i wycofanie wojsk. "Obecnie nie ma w (Strefie) Gazy żadnych sił (izraelskich)" - oznajmiła w niedzielę rano rzeczniczka armii Izraela. Dodała, że oddziały wycofały się w nocy z soboty na niedzielę. Świadkowie palestyńscy potwierdzili, że żołnierze opuścili północną część Strefy, gdzie w ostatnich tygodniach koncentrowała się izraelska ofensywa. Odpowiedz Link
elapietrusiak Mimo rozejmu Palestyńczycy atakują Izrael (!!?!?!) 26.11.06, 11:56 Mimo rozejmu Palestyńczycy atakują Izrael PAP2006-11-26, ostatnia aktualizacja 2006-11-26 07:51 - Do ostrzału doszło w godzinę po wejściu w życie izraelsko- palestyńskiego zawieszenia broni w Strefie Gazy i wycofaniu stąd izraelskich oddziałów. Celem ataku było izraelskie miasto Sderot. Z nieoficjalnych doniesień wynika, że rakiety nie spowodowały żadnych ofiar ani większych zniszczeń. Armia izraelska - podała wojskowa rozgłośnia radiowa - sprawdza doniesienia o ostrzale. -- أبحث عن شمسي Odpowiedz Link
tut_ets Re: Mimo rozejmu Palestyńczycy atakują Izrael (!! 30.11.06, 08:39 I kto tu chce pokoju?? :)) Smieszne moze i ciezko uwierzyc, ale palestynczycy ewidentnie pokazuja swoje intencje... :(( Odpowiedz Link
beduinka 3miejsce wWorldPressPhoto zajęło zdjęcie z Jeninu 09.02.07, 13:31 Trzecie miejsce w World Press Photo zajęło zdjęcie z Jeninu www.worldpressphoto.com/index.php?option=com_photogallery&task=view&id=831&Itemid=146&bandwidth=high Odpowiedz Link
ayka2 fragment książki 11.02.07, 23:23 Przepisałam sobie fragment czytanej akurat przeze mnie książki(Dominique Lapierre, Larry Collins "O Jerusalem! Dramatyczna opowieść o powstaniu państwa Izrael), który mną wstrząsnął (dotyczący jednego zamachu z 7.01.1948 r) więc się podzielę. Nie wiem czy to odpowiedni temat to zamieszczania tego typu rzeczy, ale proszę, nie linczujcie.... ;) a oto i on: Dzień 7 stycznia był zawsze szczególną datą w życiu Hameda Mahadżadża, skromnego arabskiego urzędnika pocztowego. Była to rocznica ego ślubu. W tym roku przygotował żonie niespodziankę. Kupił prezent: starodawny pierścień z trzema złotymi kółeczkami. Miał go ofiarować pod koniec kolacji. Lecz rano nie wytrzymał. Wstał i poszedł po klejnot. Nieśmiało wsunął go na palec zaskoczonej żony, oglądając z przyjemnością i dumą, jak połyskuje w promieniach słońca. *** Dzień 7 stycznia 1948 roku stanie się również wyjątkowym dniem w życiu Żyda Uri Cohena. Jego pragnienie działania zostanie wkrótce zaspokojone przez kierownictwo Irgunu. Leżały przed nim trzy mundury skradzione brytyjskim policjantom. Będzie to przebranie, w którym on i jego dwóch kolegów wystąpią w akcji, do której zostali wyznaczeni. Student właśnie założył swój mundur, gdy wszedł dowódca oddziału. Był to niewiele starszy od niego Żyd pochodzenia orientalnego. Cohen wiedział, że brał on udział w wielu akcjach i ta nie była dla niego niczym wyjątkowym. Dowódca oddziału zaprowadził fałszywych policjantów do sąsiedniego garażu. Zobaczyli tam dwie dwustulitrowe beczki wypełnione starymi gwoździami, śrubami i pordzewiałym żelastwem. W środku każdego pojemnika znajdował się ładunek trotylu, którego eksplozja przekształci beczki w straszliwe machiny, zdolne za pośrednictwem rozlatujących się cząstek zmienić swoje ofiary w bezkształtną masę mięsa i metalu. System zapłonu polegał na umieszczeniu tuzina zapałek na końcówkach lontu. Do wywołania eksplozji wystarczyła jedna draska. Dowódca spokojnie rozdzielił zadania. Cohen doznał skurczu żołądka, gdy usłyszał, że to on ma zepchnąć beczki w kierunku celów. Dokładnie o godzinie czwartej Cohen w przebraniu policjanta pojawił się przed szkołą Rehavia. Czekała tu już policyjna furgonetka skradziona z warsztatu, gdzie była w naprawie. Beczki były już w samochodzie i Cohen wsiadł do pojazdu. Dowódca zajął miejsce z przodu, obok kierowcy. Dwaj pozostali członkowie komanda, uzbrojeni w pistolety maszynowe, usiedli z tyłu za pancernymi przegrodami, gotowi do otwarcia ognia. Trasa przejazdu została tak pomyślana, aby komando wjechało do arabskiej strefy miasta przez oficjalny posterunek obsadzony przez Legion Arabski. Cohena ucieszyła niefrasobliwość legionistów sądzących, że mają do czynienia z pojazdem brytyjskim. Po przekroczeniu posterunku znaleźli się w alei prowadzącej do Bramy Jafy i murów obronnych starego miasta. Gdy furgon powoli pokonywał zbocze, Cohena ogarnęło trudne do przezwyciężenia drżenie. Nagle zadanie to wydało mu się czystym szaleństwem. „Ja, student biologii, który wybrał poznawanie tajemnicy życia, mam zabijać ludzi!”- pomyślał. Na czoło wstąpiły mu krople potu. Przez chwilę poczuł, że dostaje zawrotu głowy. W policyjnym furgonie panowała cisza. Przez przednią szybę Cohen dostrzegł arabską zaporę, a około stu metrów dalej cel jego pierwszej szatańskiej machiny. Zobaczył araba podnoszącego rękę i dającego znak do zatrzymania się. Dowódca odwrócił się do kierowcy: - Jedź!- polecił. *** *** Arab Mohammed Madżadż spojrzał na zegarek. Postanowił skrócić wizytę, jaką wspólnie z żoną składali z okazji rocznicy ślubu ciotce mieszkającej na Starym Mieście. Z powodu niepewnej sytuacji i konieczności przygotowania kolacji Madżadżowie śpieszyli się do domu. Wiedzieli, że autobus linii nr 3 będzie przejeżdżał przez Bramę Jafy za trzy minuty. Mogli jeszcze na niego zdążyć. Chwytając żonę pod ramię Hamah Madżadż pociągnął ją w ciasne uliczki. Niemal biegiem wydostali się ze starej dzielnicy i dobiegli do grupy ludzi czekających na przystanku autobusowym przy Bramie Jafy. *** Żyd polecił kierowcy zatrzymać się, a następnie stanowczo spojrzał na Cohena. - Podpal lont– powiedział. Cohen potarł draską po zapałkach, które otaczały końcówkę lontu. Potem gwałtownie otworzył tylne drzwiczki furgonu. Dopiero teraz zobaczył cel zamachu. Dziesiątki Arabów przyglądało mu się ze zdziwieniem. Przez sekundę ogarnął ich wzrokiem. Wydawało mu się, że „to setki ludzi, prawdziwy tłum oniemiały ze zdziwienia”. Byli to pasażerowie arabscy, oczekujący na autobus nr 3. Łagodnie popchnął beczkę w stronę jezdni. Rozległo się głuche uderzenie i pojawił snop iskier. Tłum sprawiał wrażenie zahipnotyzowanego. Kiedy wyciągnął ręce, aby zamknąć tylne drzwiczki, jego dłonie niemal otarły się o ich twarze. Ten obraz pozostanie mu na zawsze w pamięci, „niewiarygodne, niesamowite wprost zaskoczenie wszystkich Arabów”. *** Do wybuchu doszło w chwili, gdy Hamer Madżadż z żoną dobiegli do przystanku. Rzuciło ich na ziemię. Madżadż, z trudem usiłując się podnieść, został przytłoczony do ziemi obrazem, jaki ujrzał. Plac był usłany ciałami i poszarpanymi szczątkami ludzkimi, posiekanymi jak kawałki mięsa. Obok był sklep, którego właściciel w momencie zamachu opuszczał żelazną kratownicę. Mężczyzna był teraz przekłuty prętami wyrwanymi z kratownicy, tworząc obraz groteskowego ukrzyżowania. Medżadż obrócił się w stronę leżącej na bruku obok niego żony. Była pokryta krwią. Miała na wpół otwarte oczy. - Coś we mnie pęka – wyszeptała. Zamknęła oczy. Madżadż mówił do niej, ale nie odpowiadała. Uklęknął obok, wziął ją za rękę i błagał, by coś powiedziała. Jej usta były nieruchome. Konwulsyjne drgawki, które przed chwilą wstrząsały jej ciałem, ustały. Madżadż z trudem wstał i zaczął wołać na pomoc. W trzy godziny później chirurg wyszedł z Sali operacyjnej. „Popatrzył na mnie – wspomina Madżadż. – Nic nie powiedział, z wyrazu twarzy wyczytałem to, co chciał mi powiedzieć”. Wszedł do Sali operacyjnej, by pożegnać żonę. Oczami pełnymi łez spoglądał na ciało kobiety, z którą był tak szczęśliwy. Wstrząsany szlochem, którego nie mógł powstrzymać, pochylił się, by zdjąć z jej palca relikwię, którą zachowa na resztę życia – pierścionek z trzema złotymi kółeczkami. Odpowiedz Link
beduinka Re: fragment książki 11.02.07, 23:54 ayka2 napisała: > Przepisałam sobie fragment czytanej akurat przeze mnie książki(Dominique > Lapierre, Larry Collins "O Jerusalem! Dramatyczna opowieść o powstaniu państwa > Izrael), który mną wstrząsnął (dotyczący jednego zamachu z 7.01.1948 r) więc si > ę > podzielę. Nie wiem czy to odpowiedni temat to zamieszczania tego typu rzeczy, > ale proszę, nie linczujcie.... ;) jak najbardziej miejsce odpowiednie do zamieszczenia czegoś takiego właśnie przeczytałam wrzucony przez ciebie fragment bardzo poruszający co innego słyszeć, że ogólnie takie akcje miały miejsce - a co innego przeczytać to w formie wspomnień sprawcy i ofiary z chęcią sięgnę po tę książkę i przeczytam ją całą Odpowiedz Link
ayka2 Re: fragment książki 12.02.07, 10:31 w bibliotece na Jelonkach :D na Powstańców 10 (albo 17, nie pamiętam) będzie od 19 lutego, bo do 19 jest u mnie :D Odpowiedz Link
beduinka Re: fragment książki 12.02.07, 12:12 ayka2 napisała: > w bibliotece na Jelonkach :D na Powstańców 10 (albo 17, nie pamiętam) będzie od > 19 lutego, bo do 19 jest u mnie :D czyli też jesteś jelonkowa :) Odpowiedz Link
ayka2 Re: fragment książki 12.02.07, 19:01 beduinka napisała: > czyli też jesteś jelonkowa :) si :D Odpowiedz Link
beduinka Shovrim Shtika 13.02.07, 22:54 Shovrim Shtika www.shovrimshtika.org/index_e.asp jest to organizacja założona przez byłych izraelskich żołnierzy, którzy opowiadają prawdę na temat tego, co się dzieje na terytoriach okupowanych Odpowiedz Link
absztyfikant Re: Shovrim Shtika 24.02.07, 01:01 Nieodzalowany ksiadz Tischner pisal kiedys o tym, ze zazwyczaj wystepuja trzy rodzaje prawdy: swinta prawda, tys prawda i gowno prawda... Odpowiedz Link
blazar Wiemy absztus wiemy 08.07.07, 10:32 Ze prawda o Palestynie wam nie pasuje, ale to juz tak na swiecie jest ze prawda zawsze wyjdzie na swiat. Wasza zydowska gowno prawda niestety juz jest w odwodzie i to glebokim. Swiat budzi sie z marazmu i obojetnosci, a wy zydzi narazacie sie na ostracyzm calego swiata, na wlasna prosbe. Odpowiedz Link
beduinka Polish Government Contributes $50,000 to UNRWA 22.02.07, 16:48 www.un.org/unrwa/news/briefings/Poland_oct06.html Odpowiedz Link
beduinka Znaleziono szczątki Jezusa i jego rodziny? 26.02.07, 18:53 dziennik.pl, 2007-02-25 08:37 Znaleziono szczątki Jezusa i jego rodziny? Autorzy filmu dokumentalnego twierdzą, że znaleźli szczątki Jezusa i całej jego rodziny. James Cameron i grupa izraelskich archeologów o szczegółach, prawdopodobnie najważniejszego odkrycia archeologicznego w historii, mają poinformować w poniedziałek, na konferencji w Nowym Jorku. Archeolodzy twierdzą, że odkryli dziesięć sarkofagów, w których znaleźli szczątki Jezusa i jego rodziny. Film dokumentalny wyreżyserowany przez twórcę "Titanica", nakręcony we współpracy z Simchą Jacobovicem, nagrodzonym statuetką Emmy dokumentalistą, może wstrząsnąć światem chrześcijańskim. W poniedziałek, podczas konferencji w Nowym Jorku po raz pierwszy zostaną pokazane sarkofagi z, jak uważają twórcy dokumentu, szczątkami Jezusa z Nazaretu, jego matki Marii i Marii Magdaleny. Dokument opowiada historię drogi archeologów od odkrycia sarkofagów do ustalenia autentyczności zawartych w nich szczątków. Historia zaczyna się w 1980 roku w Jerozolimie, w dzielnicy Talipiyot, gdzie odkryto liczącą 2 tys. lat jaskinię, w której znaleziono dziesięć sarkofagów. Na sześciu widniały inskrypcje z imionami: Jesua syn Józefa, Maria, Maria, Mateusz, Jofa (Józef, określany w filmie jako brat Jezusa) oraz Juda, syn Jezusa (filmowcy twierdzą, że to rodzony syn Jezusa z Nazaretu) Film dokumentujący etapy prac archeologicznych jest rezultatem trzech lat badań. Film ma być pokazany jednocześnie na kanale Discovery, brytyjskim Channel 4, kanadyjskim Vision i izraelskim Channel 8. Każda z telewizji współprodukowała dokument. Wedle informacji podanych przez autorów filmu, jest on wynikiem bliskiej współpracy ze znanymi na całym świecie naukowcami, archeologami, statystykami i specjalistami od DNA. Jan Sochaczewski Odpowiedz Link
beduinka Kontrowersyjny film o odnalezieniu grobu Jezusa 26.02.07, 18:55 Kontrowersyjny film o odnalezieniu grobu Jezusa dziennik.pl, 2007-02-25 19:57 Raczej stek bzdur niż archeologiczna sensacja Znany hollywoodzki reżyser James Cameron ma ogłosić na dzisiejszej konferencji prasowej w Nowym Jorku, że wraz z izraelskimi archeologami odnalazł doczesne szczątki Jezusa Chrystusa i jego rodziny - pisze DZIENNIK. Gdyby te doniesienia okazały się prawdziwe, mogłyby wstrząsnąć podstawami chrześcijaństwa. Jednak pytani przez nas naukowcy określają tezy stawiane przez twórców filmu jako stek bzdur. "Odnaleźliśmy 10 sarkofagów, w których spoczywały szczątki Jezusa i jego najbliższej rodziny" - twierdzą izraelscy archeolodzy i autorzy filmu dokumentalnego "The Lost Tomb Of Jesus" (Zaginiony grób Jezusa). Realizacja półtoragodzinnego filmu pochłonęła 4 mln dol.; reżyserował go kanadyjski dokumentalista Simcha Jacobovic, a producentem jest James Cameron, twórca "Titanica". Film pokaże najpierw 8 marca kanadyjska Vision TV, a na wiosnę obejrzą go widzowie kanałów Discovery, brytyjskiego Channel 4 i izraelskiego Channel 8. Dzisiejsza konferencja prasowa to początek akcji promocyjnej. James Cameron i jego współpracownicy twierdzą, że po raz pierwszy pokażą trzy sarkofagi z rzekomymi szczątkami Jezusa z Nazaretu, jego matki Marii oraz Marii Magdaleny. Znajdują się one obecnie w pomieszczeniach należących do izraelskiej instytucji Israel Antiquities Authority w miejscowości Bet Shemesh pod Jerozolimą. "To nonsens i pogoń za tanią sensacją" - odpowiada DZIENNIKOWI izraelski archeolog prof. Ronny Reich z Uniwersytetu Bar-Ilan pod Tel Awiwem. Jego zdaniem w ostatnich latach zapanowała swoista moda na tematy związane z Biblią i Chrystusem. Twórcy filmów poszukują tematów, które mogą trafić na pierwsze strony gazet. Reich podkreśla, że groby mężczyzn o imieniu Jezus będących synami Józefa znaleziono również w wielu innych miejscach w Izraelu. Wtóruje mu prof. Jolanta Młynarczyk, archeolog z Uniwersytetu Warszawskiego. "W Judei po roku od pochówku wkładano kości zmarłych do skrzynek zwanych ossuariami. Zwyczaj ten najbardziej rozpowszechnił się właśnie w okresie I wiek p.n.e - I wiek n.e. To, że znaleziona skrzynka miała podpis >Jezus syn Józefa<, o niczym jeszcze nie świadczy. W tym okresie były to niezwykle popularne imiona" - dodaje Młynarczyk. Dokument Camerona i Jacobovica opowiada historię od czasu odkrycia sarkofagów do ustalenia rzekomej autentyczności zawartych w nich szczątków. Wszystko zaczęło się w marcu 1980 r. w Jerozolimie w dzielnicy Talipiyot{taka pisownia?}, gdzie odkryto liczącą 2 tys. lat jaskinię, w której natrafiono na 10 sarkofagów. Na sześciu widniały hebrajskie, łacińskie lub greckie inskrypcje z imionami: Jesua bar Yosef (Jezus, syn Józefa), Maria (łacińska wersja hebrajskiej Miriam), Mariamne (według prof. Francois Bovona z Uniwersytetu Harvarda takie było prawdziwe imię Marii Magdaleny), Matia (hebrajska wersja Mateusza), Jofa (Józef określany w filmie jako brat Jezusa) oraz Yehuda bar Yeshua (Juda, syn Jezusa). Filmowcy i współpracujący z nimi archeolodzy twierdzą, że to rzeczywiście syn Jezusa z Nazaretu. Argumentują jednak w dosyć zaskakujący sposób - testy DNA, przeprowadzone w uniwersyteckim laboratorium w kanadyjskim mieście Thunder Bay miały dowieść, że Jesuy i Mariamne nie łączyły rodzinne więzi. A to zdaniem szefa laboratorium dr. Carneya Mathesona może oznaczać, że byli małżeństwem. Kanadyjscy filmowcy nie są pierwszymi, którzy podchwytują tę ryzykowną hipotezę. O tym, że Jezus i Maria Magdalena wzięli ślub i mieli rzekomo dzieci, przekonywał już wcześniej Dan Brown w powieści "Kod Leonarda da Vinci". Film w reżyserii Rona Howarda z Tomem Hanksem i Audrey Tatou w rolach głównych kosztował 125 mln dol. i - choć przez historyków traktowany jest jak zlepek idiotyzmów niepopartych żadną rzetelną wiedzą - już po trzech miesiącach od premiery przyniósł jego twórcom 217 mln dol. Wiele wskazuje na to, że kanadyjski reżyser także liczy przede wszystkim na popularność i pieniądze. Roman Gutkowski Odpowiedz Link
beduinka list od mojej koleżanki z Nablusu 04.03.07, 15:51 oto e-mail od mojej koleżanki z Nablusu, brytyjskiej dziennikarki, która naucza dziennikarstwa na uniwersytecie Al Najah oraz uczestniczy w innych projektach polecam wam przeczytanie tego, może pozwoli wam to zrozumieć, co obecnie dzieje się w Nablusie i w innych palestyńskich miastach: Have you ever been totally fucking furious, so spewingly, incandescently angry you want to explode but you’re beyond speech, so all you can do is open and close your mouth like a goldfish? Well, that’s how I felt the other morning. About 12 hours after I emailed y’all to tell you I was all right during the invasion, the soldiers left town. I woke to a text from one of the students: “All is good in the hood” – and the university had reopened. And indeed, all was good in the hood: although some of the shops in the city were still closed, most were open, and it seemed everyone was giddy with happiness; it wasn’t quite the Munchkins singing “Ding dong, the witch is dead”, but it was as close as you were going to get with Palestinians who have never seen The Wizard of Oz and who know the witch isn’t really dead, she’s just got bored and gone away for a while. And it was the same at the university. My contact with the men who work in (what can best be described as) the tuck shop is usually limited to a good natured but monosyllabic “Marhaba!” (“Hi!”), “chai… wahad shekel?” (“tea… one shekel?”) “Aiwa” (“yup”), “Shukran” (“Thank you”) and “Bye” (because I still haven’t learned the Arabic for goodbye) seemed to think that the Israelis’ departure had somehow gifted me with perfect command of Arabic and tried (and failed) to have a conversation with me. The students were so jolly they were almost hyper (although I have still to hear someone laugh – I mean REALLY laugh – out loud, in public at least); even the weather was nice. I had time to read all your emails – thanks for those – but not to reply and tell you the invasion was over, because I was trying to finish a 30-page application for some EU academic exchange programme the university wants to join before my boss, Ala’a, left for a holiday to Syria (where he lived as a refugee). And Ala’a kept distracting me, wanting to talk about this idea he had had for the university to organise an international conference on terrorism. I’m not sure how feasible this is but I humoured him anyway, largely because he’d come up with it during the invasion and he’s always a bit manic after a longer-term incursion. He lives in an area particularly popular with the soldiers, and, about five years ago the soldiers held him and everyone else in his four-storey building captive in one flat for nine days while they used Ala’a’s top-floor flat as an observation post. It’s almost the first thing he tells you when you meet him, but it’s not in a ‘look-how-hard-I-am” way, or a “look how evil the-Israelis-are” kind of way, but one that suggests that he is haunted by the experience. There had been many soldiers around his house during this latest invasion; he’d texted me the previous day to say he was waiting for the army to bulldoze the house next door, and that he was too scared to take a shower in case they bulldozed his house while he was in there. But, apart from Ala’a, everything was right with the world, and I was looking forward to finishing the application on Wednesday, before the weekend (which here is Thursday and Friday, which is why I sometimes appear not to know what day it is!). And then, in the wee small hours of Wednesday, the soldiers rolled back into town. And my first reaction was total, blind fury. Everyone had been so happy and (relatively) carefree the previous day, and now even those not placed under curfew were confined to their homes again, too afraid to leave because of the soldiers. During the earlier invasion, I’d pretty much laid low. I stayed in my house all the first day, and on the second day I went to a friend’s house nearby. Our bit of town wasn’t under curfew so I figured I would be OK walking. I live off one of the main roads between town and a couple of refugee camps, and it’s usually pretty busy. This day, it was quiet; the only vehicles were taxis, around one- fifth of the usual number, and the odd Israeli jeep. Groups of boys and young men were hanging about on the road, waiting to thrown stones at the jeeps, and as I walked onto the road, there was a ripple of excitement down the street as word spread that a jeep was on it way. Once it had gone, I went on my way, past two little boys sitting demurely at the roadside on a pair of kitchen chairs… with a pile of stones by their sides. (Someone pointed out to me later how even the soil around the trees that line some roads had been dug up by boys looking for stones!) What was really cute in my ‘hood, though, was the way these shababs (“hooligans”) all yelled at me: “Take care, Alyssa,” “Be careful!” and so on as I walked to Summer’s house. I’d had a pleasant enough day at Summer’s, but I’d been gutted to learn that while I’d been there, other Project Hope volunteers had been out in the Old City taking food and medication to the people stuck in their homes (being a foreigner means you’re exempt from being shot, or something), but because I no longer live in the volunteers’ flat, no one had thought to invite me. But this time they remembered to ask me, although I’m not sure exactly how much we achieved, apart from getting tear-gassed. There were probably about 20 of us – all the Project Hope international volunteers and some local volunteers, a couple of Palestinians involved in (so I was told) ISM (International Solidarity Movement, the ones who are into ‘direct action’ like blocking bulldozers), members of other local NGOs and three totally annoying people from some group like ISM who had been staying at the PH flat and really wound everyone up by having little “private meetings” and implying that their “mission” of standing in front of a bulldozer is more important that ours, and it shows that they care more about Palestinians than we do. And their “leader” kept telling the Palestinian volunteers what to do; like an invasion is a new experience to a Palestinian! Anyway, we set off into the Old City. I haven’t really described Nablus so far, but the Old City here is much like the one in Jerusalem only (possibly) older, and a lot less prosperous and a lot more banged up as the solders go in practically every night looking for members of the Resistance. It was totally empty, apart from the soldier and their jeeps. Strangely enough, I felt edgy only once, when two internationals, who had gone with a local volunteer to get some medication, broke into a trot as they came up the alley where we were and a jeep followed them. I think the driver wanted to drive into the alley only it was too narrow, so the jeep just stayed there, filling the entrance. It was scary in a Dr Who Cybermen sort-of way, because you could see its eyes - the windscreen - but it had no expression - we couldn't see the people inside. Anyway, for just one second I wondered to myself what were the chances of the solders inside deciding to use their guns to reach the place their jeep couldn’t. But then it slowly backed out of the alley and went away. Thankfully, by this stage the annoying people Odpowiedz Link
beduinka cd list od mojej koleżanki z Nablusu 04.03.07, 15:52 Thankfully, by this stage the annoying people had gone off in a group but, even then they were annoying, because after being detained for a while (I think it was something to do with their habit of addressing the soldiers as "fucking fascists" or something) their team leader managed to find someone who found them many people who needed medication, while all we found were people who had stocked up the previous day so didn't need anything. So we sat around for a while drinking tea. Then someone had the idea of having a demonstration. I wondered how much impact we would have - the few internationals in Nablus, with a handful of Palestinians - but there was nothing much else doing, and I didn’t want to seem churlish after whingeing about not being invited along to the first medicine mission, so I went along with it. A shopkeeper opened his shop and gave us big sheets of card and marker pens and we hid in a shopping arcade and wrote placards. (My contributions: "We don't feel fear, we feel contempt" "Peace not occupation" and "This is so wrong" - something I scream inside myself at least once a day here.) We ambled through the streets, with the Palestinian ISM person yelling: "Soldiers, go home", which seemed a bit pointless as, at that particular moment, there were no soldiers to be seen. It was totally weird. I thought there would be soldiers at every entrance to the Old City and they'd be patrolling on foot, but they seemed to police the curfew from their jeeps: they'd park them in places which had a good view of the entrances, and at strategic points within the Old City, but that was about it. A few Palestinians were ambling around the downtown area, which is by the Old City, and there were groups of lads, some of whom couldn’t have been older than 10 – as one PH volunteer said: “What ARE their parents thinking?”- throwing stones at jeeps. Anyway, we walked/marched to the hospital closest to the city centre, where a jeep was blocking the entrance. Soldiers are posted outside all the hospitals during such operations; they search the ambulances as they arrive, in case they contain injured militants but, of course, it causes hassle for civilian patients as well. We were standing there chanting slogans against the occupation and the invasion, about 15 feet (five metres) from this jeep, when my eyes, nose and throat started to prick, and I started to feel like I couldn’t breathe. It was tear gas. I've heard that tear gas is really, REALLY bad, but this was pretty tolerable - I hardly needed the piece of onion in my pocket (onions are useful against teargas; I think it’s because they make your eyes water and that keeps the teargas out). I don’t know whether the soldiers in the jeep had given us a short blast of the stuff, or if it had wafted over from a nearby street, from which there was billowing a cloud of smoke, although the smoke did look as though it was designed to be decorative rather than dangerous, as it was a rather attractive shade of green. After the gas had cleared, three more jeeps appeared, so we all sat down on the pavement so we looked less confrontational. There was another hairy moment when one jeep backed up towards us and the back door opened, but then it closed again and the jeep drove away. So we sat and chanted for a bit longer, and got ourselves on TV – definitely local TV and a taxi driver told me later he’d seen me on al-Jazeera, but he may have been joking – then we went back to the PH flat. I had wondered when we first arrived at the hospital gate what would be going on in the minds of the soldiers inside the jeep. We couldn’t see inside, so we didn’t know how many of them were in there, or how old they were, but I imagined there being three frightened kids in there, maybe on the verge of panic because they didn’t know whether we were on our own or if they were about to be rushed by a massive mob of Palestinians. And even though they shouldn’t have been in Nablus in the first place, and they had guns and we didn’t, and they knew they could call up reinforcements within seconds, and they could all have been complete arseholes who make a career of being as horrible as possible to all Palestinians, I gave them the benefit of the doubt, and couldn’t help feeling a little bit sorry for them. But not as sorry as I do for the Palestinians, obviously. Oh, and to the best of my knowledge, of the eight "wanted men" the invasion was supposed to catch, the soldiers have arrested… precisely zero; they didn’t even get any of the five who were interviewed on al-Jazeera on Tuesday evening as they walked around the Old City. But the soldiers arrested scores of other people, and "detained" hundreds – ie held them in a room for a while, put them in jail for a few hours, abused them then let them go. Cynics round here say that the real reason for the invasion was to enable new recruits to the Israeli army to get to know the city better, of to destablise the oPt after the Mecca Agreement: Hamas and Fatah appear to have come to some kind of understanding and Palestinians stop killing each other, so the army invades the most unstable city in the West Bank. Who knows? Odpowiedz Link
beduinka Arab na szczycie 05.03.07, 17:20 Arab na szczycie Haarec Prezydentem Izraela został Arab! Wprawdzie tylko na tydzień, ale i tak media uznały to za wydarzenie o doniosłym znaczeniu symbolicznym. 53-letni Madżali Wahabi jest Druzem i wiceprzewodniczącym Knesetu z ramienia rządzącej partii Kadima. A tym samym jest również zastępcą tymczasowej prezydent państwa żydowskiego Dalii Icik. Gdy ta w ub. tygodniu wybrała się do Stanów Zjednoczonych, Wahaba przejął chwilowo jej obowiązki. Ta rotacja to skutek kłopotów z prawem, jakie ma Mosze Kacaw. Wskutek oskarżeń o gwałt i seksualne molestowanie współpracownic prezydent zawiesił w styczniu br. pełnienie urzędu, a do czasu wyjaśnienia sprawy zastępuje go szefowa parlamentu. Wahabi, z wykształcenia historyk, dosłużył się stopnia porucznika w izraelskiej armii. Ma nadzieję, że jego chwilowy awans będzie dobrym prognostykiem na przyszłość dla arabskich obywateli Izraela. www.tygodnikforum.pl/forum/index.jsp?place=Lead04&news_cat_id=48&news_id=4269&layout=1&forum_id=2272&page=text Odpowiedz Link
beduinka Przemytniczka z trzema krokodylami wokół pasa 27.03.07, 13:14 onet.pl, PAP, PU /26.03.2007 19:20 Przemytniczka z trzema krokodylami wokół pasa Na przejściu w Rafah, na granicy między Egiptem a Strefą Gazy, pewna kobieta chciała przemycić trzy przytroczone wokół pasa... krokodyle. Straż graniczna zatrzymała kobietę, ponieważ wyglądała na "dziwnie otyłą". Po kontroli osobistej okazało się, że pod jej obszernymi ubraniami kryją się trzy 50-centymetrowej długości gady. Krokodyle, choć miały pyski obwiązane sznurkiem, wywołały panikę na granicy. Najpierw rabanu narobiła policjantka, która przeszukiwała podejrzaną, po czym uciekła, następnie zaczęły krzyczeć inne kobiety będące w pobliżu.REKLAMA Czytaj dalej Krokodyle zwrócono stronie egipskiej, a kobiecie pozwolono, już bez obciążenia, przejść granicę. Palestynka twierdziła, że "poproszono" ją o przeniesienie krokodyli. Zwierzęta prawdopodobnie były przeznaczone na sprzedaż do niewielkiego zoo w Strefie Gazy lub dla prywatnych odbiorców. Za gady te można dostać w Strefie Gazy około 500 dolarów - równowartość dwumiesięcznej pensji przeciętnego policjanta. Ostatnio przez przejście w Rafah chciano przeszmuglować przywiązaną do piersi małpkę, innym razem - egzotyczne ptaki i małego tygryska. Odpowiedz Link
beduinka Palestyńskie lesbijki wywołują ostre reakcje 28.03.07, 00:43 Palestyńskie lesbijki wywołują ostre reakcje arabia.pl, Al-Bawaba, tłum. hs 2007-03-27 23:05:10 Konferencja palestyńskich lesbijek, która ma się odbyć pod koniec marca w Hajfie wywołała ostre reakcje wielu ugrupowań islamskich kwestionujących jej przyzwoitość. Na czele listy protestujących przeciwko zgromadzeniu znalazł się izraelski Ruch Islamski, który twierdzi, że konferencja nie powinna się odbyć, ponieważ: „Nie możemy pozwolić temu śmiertelnemu nowotworowi na rozprzestrzenienie się w naszym społeczeństwie,” zacytowała organizację izraelska gazeta „Haaretz”. Ugrupowanie lesbijek Asawat, które jest organizatorem wydarzenia zrzesza około stu członków z Izraela i Palestyny. Celem konferencji „Dom i wygnanie”, która ma się odbyć 28 marca, jest pobudzenie dyskusji na temat homoseksualizmu wśród blisko milionowej ludności arabskiej w Izraelu, tłumaczy Rula Dib, znana arabska feministka. Konferencja ma również uświetnić piątą rocznicę założenia ugrupowania. Organizacja Asawat pomagała lesbijkom w Hajfie, Jerozolimie i Tel Awiwie. Jej dokonania na tym polu doceniono, gdy Rawda Marcos otrzymała w 2006 roku nagrodę im. Felipy de Souza. Morcos jest członkiem-założycielem Asawat, stworzyła też stronę, która ułatwia kontakty palestyńskich lesbijek z Izraela i Palestyny. Przewodniczący Ruchu Islamskiego, Ibrahim Sarsur oraz Abas Zakur opublikowali oświadczenie, w którym apelują do „wszystkich szanujących się ludzi ze wszystkich społeczności i ruchów, by sprzeciwili się szerzeniu seksualnych dewiacji wśród kobiet i dziewczyn.” „Lesbijki powinny się leczyć – nie powinny za to szerzyć swoich dziwnych poglądów w społeczeństwie arabskim,” powiedział Mohammed Zbidat, rzecznik prasowy Ruchu Muzułmańskiego. Co ciekawe, Ruch Islamski już niejednokrotnie jednoczył się w tej kwestii z izraelskimi społecznościami ortodoksyjnymi. Ostatnia parada gejów w Jerozolimie wywołała sprzeciw zarówno społeczności żydowskich jak i muzułmańskich, a południowa frakcja Ruchu Muzułmańskiego dołączyła do żydowskiej społeczności ortodoksyjnej w proteście przeciwko temu wydarzeniu. Inne ugrupowania muzułmańskie i arabskie w Izraelu, również arabskojęzyczna gazeta „Al-Ittihad” i Hadasz skrytykowały stanowisko Ruchu Muzułmańskiego. Państwo Izrael raczej toleruje homoseksualizm, mimo to izraelscy Arabowie, którzy stanowią jedną piątą ludności, żyją głównie w społecznościach, gdzie homoseksualizm nadal jest uważany za niedopuszczalny. W sąsiednim Libanie homoseksualiści organizują konferencje prasowe i mają swoje czasopismo "Barra", jedyną arabską publikację tego typu. Jednak w prawie całym świecie arabskim poszczególne jednostki są nadal szykanowane, jeśli się nie kryją ze swoją orientacją seksualną. Odpowiedz Link
beduinka Hamas wygnał dzieci 04.07.07, 11:14 Hamas wygnał dzieci Mariusz Zawadzki, Gaza 2007-07-04 Nowi władcy palestyńskiej Strefy Gazy - bojownicy Hamasu - przejmują budynki instytucji humanitarnych wybudowane za zachodnie dotacje. - To były centra korupcji obalonego przez nas reżimu - tłumaczą - Dzieci pytają podczas zajęć, dlaczego nie jesteśmy w naszym ośrodku - mówi kierowniczka przedszkola w Szati. - Co mam im odpowiadać? Spalić się ze wstydu za dorosłych? Wyjaśniam, że niedługo tam wrócimy. Ale starsi chłopcy przekrzykują mnie: "Nie, proszę pani, już nigdy tam nie wrócimy! Nasze przedszkole zajął Hamas!". Zmiażdżę tego robaka Bojownicy wyglądają groźnie: z kałasznikowami, czarnymi brodami i ubrani na czarno, patrzą na mnie spode łba. Naprawdę trudno domyślić się, że budynek, którego pilnują, był niedawno dziecięcym ośrodkiem kultury. Nie chcą rozmawiać, ale pozwalają mi poczekać na szefa, który przyjeżdża po kilkunastu minutach w towarzystwie kilkunastu równie brodatych i groźnych osiłków. W tych dniach niewielu ludzi w Gazie ma lepszą ochronę niż Chalid Abu Hilal. Trzeba jednak też przyznać, że niewielu ludzi potrzebuje lepszej ochrony. Jeszcze niedawno Abu Hilal był działaczem świeckiego Fatahu, największej partii palestyńskiej założonej jeszcze przez Jasera Arafata. Kiedy islamski Hamas wygrał wybory parlamentarne, Abu Hilal po raz pierwszy zdradził towarzyszy - zaoferował swoje usługi nowym władzom. W nagrodę został rzecznikiem MSW w rządzie Hamasu. Kiedy w połowie czerwca Hamas rozbił w Gazie palestyńskie służby bezpieczeństwa kontrolowane przez Fatah i umiarkowanego prezydenta Mahmuda Abbasa, Abu Hilal zdradził po raz drugi. Wystąpił z Fatahu i założył własną partię "Fatah al Jaser", sprzymierzoną z Hamasem. Takie polityczne wolty uchodzą może bezkarnie w spokojniejszych częściach świata, ale nie w Gazie, która przez ostatnie pół roku spływała krwią wzajemnie wybijających się bojowników Hamasu i Fatahu. Dlatego nikt chyba nie postawiłby tu złamanego szekla na to, że zdrajca dożyje następnego tygodnia. Jednak Abu Hilal znalazł sposób na życie w stanie ciągłego zagrożenia: przeniósł się w świat fantazji i urojeń. - Moja partia ma już tysiące członków! - przekonywał mnie. - Rozgniotę jak robaka tego izraelskiego kolaboranta, prezydenta Abbasa! Świat zapomni o starym, skorumpowanym Fatahu, ponieważ liczyć się będzie tylko mój Fatah, który podąża ścieżką wytyczoną przez Arafata! W nagrodę za wzorową służalczość Abu Hilal dostał od Hamasu siedzibę dla swojej nowej partii - Dziecięcy Ośrodek Kultury w Szati. Są ważniejsze sprawy Trwają tu właśnie drobne prace remontowe. Trzeba naprawić wszystko, co bojownicy Hamasu zniszczyli 12 czerwca, kiedy zajmowali ośrodek. - Pojawili się o dziesiątej wieczorem i nie tracąc czasu, zabrali się do rozbijania drzwi wejściowych wielkim młotem - opowiada Naser Ahmad, sekretarz i skarbnik ośrodka. - Mieszkam w pobliżu, próbowałem ich powstrzymać. Ale bojownicy powiedzieli tylko: "Przejmujemy budynek, bo był tajnym centrum Fatahu". I sprzedali parę kopniaków. Dla Nasera utrata ośrodka jest szczególnie bolesna. Trzy lata temu to on znalazł darczyńców, którzy sfinansowali budowę: niemiecki bank KfW (160 tys. euro) i amerykańską organizację Save the Children (52 tys. dol). Pierwsze zajęcia w nowo wybudowanym pałacyku z ogrodem odbyły się w maju 2005 r. Wtedy ruszyło m.in. przedszkole integracyjne dla dzieci lekko upośledzonych i całkowicie zdrowych. - Podczas zabawy dzieci upośledzone uczyły się życia w społeczeństwie, a pozostałe - tolerancji. To było jedyne takie przedszkole w Gazie! - mówi z dumą Naser. Niemal równie ważne były zajęcia pozalekcyjne, organizowane przez ośrodek. - Z powodu izraelskiej okupacji Gaza jest wielkim więzieniem - wyjaśnia sekretarz. - Dzieci w wakacje nigdzie nie wyjeżdżają, tak jak w innych krajach. W naszym ośrodku mogły się bawić, rozwijać, cieszyć dzieciństwem. Zaraz po zajęciu ośrodka Naser próbował interweniować u przywódców Hamasu. Ale ani premier Ismail Hanija, ani wiceprzewodniczący parlamentu Ahmad Bahar do dziś nie odpowiedzieli na jego listy i prośby o spotkania. Ludzie z okolicy opowiadają mi, że w pierwszych dniach hamasowcy urządzili w ośrodku więzienie. - W nocy słyszeliśmy krzyki torturowanych bojowników Fatahu - mówi jeden ze sklepikarzy, a jego klienci potwierdzają, kiwając głowami. - To kłamstwa! To Abbas dwa lata temu stworzył tajną komórkę wywiadu, żeby gnębić Palestyńczyków! - wykrzykuje Abu Hilal, wychylając się ze swojego fotela, za którym stoi szkolny globus. Wkoło na ścianach wiszą dziecięce rysunki. Po co siepaczom Fatahu globus i obrazki? Abu Hilal wyjaśnia, że to tylko kamuflaż, że żadnych dzieci tutaj nie było. - Może warto zatem naprawić błędy Fatahu i oddać ośrodek dzieciom, zgodnie z intencją niemieckich i amerykańskich darczyńców? - pytam. - Są teraz ważniejsze sprawy niż jeden ośrodek dla dzieci. Trzeba ratować Palestyńczyków przed prezydentem zdrajcą - odpowiada Abu Hilal. - A lalki i pluszaki, które znaleźliśmy w szafach, oczywiście rozdamy dzieciom męczenników. Kiedy rozmawiamy, po gabinecie wciąż kręcą się bojownicy Hamasu. Czasem naprawdę trudno zgadnąć, czy to oni są ochroniarzami Abu Hilala, czy może on jest ich więźniem. Dzieci mówią prawdę Prosto od Abu Hilala jadę do szkoły niedaleko plaży. Jak twierdził Naser, tam przeniesiono dzieci wygnane z ośrodka. Jeśli ktoś może mi pomóc ustalić, kto z dorosłych mówi prawdę, a kto kłamie, to tylko one. W każdej odwiedzanej sali proszę o podniesienie ręki te dzieci, które chodziły do ośrodka w Szati. W sumie zgłosiło się przynajmniej kilkadziesiąt, może setka. 10-letnia Nurhan codziennie przychodziła do ośrodka na zajęcia pozalekcyjne. Najbardziej lubiła lekcje muzyki i dabkę, czyli tradycyjny taniec palestyński. 13-letni Subah chodził do ośrodka na kurs karate, a czasami grywał w ping-ponga. 9-letni Abdullah miał darmowe korepetycje z języka arabskiego i nauczył się grać w szachy. Bardzo lubił soki i biszkopty, które za darmo dawano dzieciom w ośrodku. - W czerwcu bojownicy Hamasu przejęli lub splądrowali 47 instytucji pożytku publicznego, takich jak ośrodek w Szati - wylicza mi adwokat Salah Abd Ati, kierownik palestyńskiej Komisji Praw Człowieka. W Strefie Gazy, gdzie według szacunków ONZ 80 proc. ludzi żyje poniżej progu ubóstwa, w zasadzie tylko w takich miejscach jest co kraść. Najczęściej są finansowane przez zagranicznych darczyńców, więc tam tylko można znaleźć piękne meble z egzotycznego drewna, nowoczesne komputery, monitory LCD, klimatyzatory itp. - Musisz wiedzieć, że wszystkie te fundacje i organizacje pozarządowe były dla Fatahu maszynką do wyciągania pieniędzy z Zachodu - wyjaśnia rzecznik Hamasu Fawzi Barhum, któremu postanowiłem opowiedzieć o dziecięcym ośrodku w Szati. W jego słowach jest wiele prawdy: korupcja urzędników była i jest zmorą Palestyńczyków. - Zapewniam cię, że dolary i euro zebrane na ośrodek w Szati szły na konta skorumpowanych prominentów Fatahu - przekonuje Fawzi. - Pokaż mi jedno dziecko, które z niego korzystało! Jest nieco zaskoczony, kiedy chcę mu pokazać setkę dzieci. Nic nie wskazuje na to, żeby budowniczowie akurat tego ośrodka rozkradli pieniądze. A gdyby nawet, czy uprawnia to kogokolwiek do przegnania stamtąd dzieci? - Cóż, musimy zbadać tę sprawę - mówi lekko zbity z tropu rzecznik Hamasu. - Jeśli to prawda, być może Abu Hilal powinien rozważyć zmianę siedziby. Ale pamiętaj, że Abu Hilal należy do Fatahu, a nie do Hamasu... My w Hamasie dbamy o dzieci, mamy dziesiątki fundacji, które zajmują się ich wychowaniem. Źródło: Gazeta Wyborcza Odpowiedz Link
beduinka Izraelczycy dobijają kamerzystę 06.07.07, 13:16 wideo.gazeta.pl/wideo/0,0,4294801.html Odpowiedz Link
gajasirocco Beduinko- Twój obóz Nahr el Bared zdobyty! 03.09.07, 08:31 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44645&w=67226358&a=68430284 Odpowiedz Link
gajasirocco Beduinko- Twój obóz Nahr el Bared zdobyty!SMUTNE 03.09.07, 09:05 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44645&w=67226358&a=68431663 Odpowiedz Link
beduinka “Sanquur” z obozu Balata 25.01.08, 18:48 e-mail od znajomej znajomej dear friends old & new I’ve been meaning to send an update for some time. Since being deported from Palestine in summer 05, I’ve been living and working in London. Living in a pretty house in Tower Hamlets overlooking Victoria Park, with foxes, swaying beech trees and a milkman. Working for PLATFORM, an inspiring little artsorganization/campaigngroup/thinktank, running a campaign to stop the Royal Bank of Scotland funding dodgy fossil fuel projects. (oyalbankofscotland.com). On the streets with Climate Camp and London Coalition Against Poverty, against the petrol-fuelled juggernaut and Hackney’s outrageous housing practices. Yet even here, Palestine doesn’t leave you. Last Friday morning at dawn a friend of mine was shot and left to bleed to death by Israeli soldiers in Balata Refugee Camp. When I read the email sent at 10:23am – the email that said “i don’t know if you heard - ahmed sanaqra was killed yesterday in balata” – my fist clenched and hit the wall. As grief and deep deep rage took hold of me, an inner part of me wanted, needed, to do something immediate and direct, to shake everything, to pause “normality” with a scream. Yet the world went on as before, with no break in the emails, shopping, fixing a leaking boiler, meetings. London continues as usual, and on Friday morning a friend was gunned down - because he said "I will not submit." Ahmed Sanaqra, nicknamed “Sanquur” by most of Balata, was chatting with three friends in his family's house early Friday morning. Outside, undercover Israeli gunmen dressed as Palestinians quietly moved through the alley, surrounding his house. Spotting Sanquur through the window, the gunmen opened fire, seriously wounding him. He tried to escape with his friends, but was too injured to keep moving. The Israelis chased him down and fired more bullets into his body, before leaving him to bleed to death. We ran through the alleys together When I lived in Balata, my flat overlooked the entrance to the camp, and thus most every Israeli invasion. Sanquur and his friend Bilal would climb the three stories to my roof to throw bricks and rotten melons onto the armoured jeeps passing below. The two of them would run right up to the jeeps' windows, to cover them in paint. When Israeli gunmen tried to shoot those in the open, Sanquur would take shelter in the alley to my flat. One day I was standing blocking a jeep from entering the camp, but decided to step back. As I moved towards the closest alleyway, Sanquur came running from around the corner with a bottle of white paint to throw at the Israeli jeep (not having realised I was in between him and the jeep).Unable to grip the bottle, he shouted at me to jump, and gave the bottle a downwards tilt. I jumped above the shattering glass, escaping with newly-white boots and Sanquur’s deep apologies. Sanquur can be seen throwing a better-aimed bottle of paint onto a jeep’s windscreen near the end of this short video. www.balatacamp.net/filmcollective/aziza.mpg Sometimes we ran through the alleys together in the dark, in search of the invading jeeps. We often ended up sheltering behind the same wall when the soldiers opened fire, and we'd search for stones to throw when supplies invariably ran out. One evening Sanquur pulled me back harshly into an alley, just as a volley of bullets hit the wall where I had been standing, spraying shards of shrapnel and cement at us. A week later, I felt an explosion as I walked down the main Market Street, and saw Ahmed stand up and run with blood streaming down his face. An unexploded bomb had gone off as he bent to look at it. We bundled him into a car bound for the hospital. Beating the odds of life Sanquur was eighteen when I was deported. In the 2.5 years since, he became an armed resistance fighter with widespread support in Balata. Unlike some other fighters, he refused to be bought off or to submit, believing that when the Israeli Army invaded Balata's streets and alleys,the residents of the camp had reason to defend themselves. He felt that this right to resist could not be signed away in exchange for salaried jobs as police officers. Nobody from Balata has carried out a suicide attack since the Abu Ayyesh and Abu Saleem boys attacked a settlement in the West Bank in spring 2003. Yet the fighters who refuse to submit and continue firing at invading tanks and jeeps are systematically hunted down, one by one. Sanquur survived at least three direct assassination attempts by the Israeli army. In April 07 his younger brother was killed and Sanquur shot in the hand and stomach, but he got away by running faster than the soldiers. While still in intensive care, the army raided the hospital - Sanquur climbed out of bed and slipped out. In 2006, the main police station, barely standing after six years of tank fire, was bulldozed on top of him. Sanquur lay silent in the rubble for three days, forced to drink his own piss, while soldiers stepped on him. His escape, despite the odds, allowed an unlikely glimmer of hope to survive in Balata. His survival began to symbolize Balata’s tenacity for continued struggle, “sumud”. Camp residents clutched tight to the belief that, unlike everybody else who has been killed or imprisoned, Sanquur would survive, free. Carry on fighting Dreams end. Last Friday, the Israeli Duvdevan unit cornered and executed Sanquur. I haven’t worked out yet how to grieve when my friends are blown apart by rockets or receive a bullet in the head, even though it happens time and time again. Hani Hashash, Disco Skipper, Mohammed Abu Lel. My rage wants to consume me, but has no target. Hours after reading that Sanquur had been executed, fury made me shake as my bus passed through the City. I don’t want to choke it down, to not feel. bell hooks describes rage as “a necessary aspect of resistance struggle” – but what to direct it at? These feelings don’t translate into writing a letter to my MP, nor demonstrating or blocking a road. The continuity in daily life fuels the fury, demanding a rupture, a break in our privilege and comfort of pubs, movies, shops – life and business as usual. Honestly, I don’t know how to live my grief and rage. The only answer I have is, if our political struggles are effective and fulfilling, to throw ourselves into them wholeheartedly. Together with our friends who are still alive and feeling, to hold eachother up and carry on fighting. Faced with the multiple occupations and oppression of the UK, the US and Israel, death and murder have been, are and will be felt by many of our movements for liberation and justice. Mostly, when these struggles take place in England, we have the privilege of our friends not being gunned down beside us. Not so in Palestine, Derry and Belfast, Bolivia, Nigeria or Iraq. We will lose more friends. There will be grief, fury and rage with no outlet, but that's part of struggling for a better world, I guess. Love & struggle, mika P.S. If “Balata Refugee Camp” means nothing to you, or you don’t understand why Sanquur became a resistance fighter, see www.balatacamp.net or watch www.archive.org/details/balata Odpowiedz Link
absztyfikant Placzecie po nim? 26.01.08, 17:31 Ahmad Sanaqra, 24, a leader of the Al Aqsa brigades Kol ha kavod le Tzahal! Odpowiedz Link
dana33 Re: Placzecie po nim? 26.01.08, 17:56 do roku 1967 gaza byla w rekach egipskich, a west bank w rekach jordanskich. od lat zadaje to pytanie i nikt nie jest w stanie mi odpowiedziec na nie, wiec moze tutaj, u znawcow krajow arabskich, znajde odpowiedz: dlaczego do roku 67, kiedy panstwa arabskie wypowiedzialy wojne israelowi, ze slynnym okrzykiem nassera na ustach: wrzucimy zydow do morza, kiedy to israel w wyniku wygranej wojny zdobyl gaze i west bank, nie bylo ani jednego zadania arabow zamieszkujacych gaze i west bank o koniec okupacji egipskiej i jordanskiej, nie bylo ani jednego zadania o powstanie wlasnego panstwa i ani jednego zamachu arabow palestynskich w jordanii i egipcie, jako srodka do walki o wlasne panstwo? dlaczego to zadanie wyszlo w momencie zdobycia przez israel tych terenow? dlaczego nigdy, ale to nigdy wczesniej? Odpowiedz Link
dana33 tutaj tez nikt nie moze mi odpowiedziec? 27.01.08, 23:36 hmmmm.... nie rozumiem tego.... przeciez jezdzicie po wszelkich mozliwych krajach arabskich, rowniez do autonomii..... nigdy nie mowiono tam o tym? nikt z was nigdy nie zadal arabom takiego pytania? ja probowalam w israelu, ale jakos zmieniano temat i tez nigdy nie dostalam odpowiedzi.... ciekawe, nie? Odpowiedz Link
beduinka Beatles, don't let it be! 09.02.08, 11:45 List autostwa The Palestinian Campaign for the Academic and Cultural Boycott of Israel (PACBI), który otrzymałam dzisiaj od znajomego Żyda Beatles, don't let it be! Palestinian Dispossession and Israeli Apartheid are no Cause for Celebration 2 February 2008 Open Letter to the Beatles Forty-three years ago, the government of Israel banned your performance in the country for fear you would corrupt the minds of Israeli youth. Now, Israel is extending an apology and an invitation to you, hoping you will forget the past and agree to help celebrate its 60th "birthday." The Palestinian Campaign for the Academic and Cultural Boycott of Israel (PACBI) urges you to say no to Israel, particularly since the creation of this state 60 years ago dispossessed and uprooted hundreds of thousands of Palestinians from their homes and lands, condemning them to a life of exile and destitution. There is no reason to celebrate! Israel at 60 is a state that is still denying Palestinian refugees their UN-sanctioned rights, simply because they are "non-Jews." It is still illegally occupying Palestinian and other Arab lands, in violation of numerous UN resolutions. It is still persistently and grossly breaching international law and infringing fundamental human rights with impunity afforded to it through munificent US and European economic, diplomatic and political support. It is still treating its own Palestinian citizens with institutionalized discrimination. Now, more than ever, Israel is committing horrific war crimes, especially in the occupied Gaza Strip, where its illegal and immoral policy of collective punishment Odpowiedz Link
misrija Re: Palestyna 2 (c.d.) 20.02.08, 13:40 wiadomosci.onet.pl/1696053,12,palestynczycy_proklamuja_niepodleglosc,item.html Odpowiedz Link
gajasirocco VivaPalestyna na mojej generacji 02.03.08, 09:58 www.mojageneracja.pl/3950836/ Odpowiedz Link
gajasirocco Trochę palestyńskiego hip-hopu 02.03.08, 10:17 www.dampalestine.com/main.html Odpowiedz Link
gajasirocco "Ojciec 67 dzieci: szukam dziewiątej żony" 11.05.08, 11:32 deser.gazeta.pl/deser/1,83453,4585365.html Odpowiedz Link
aisza5 "Po trzeciej stronie muru" GW 16.06.08, 21:54 wyborcza.pl/1,76842,5315287,Po_trzeciej_stronie_muru.html Dla młodych artystów z Izraela krytyka polityki ich państwa jest początkiem i końcem każdej rozmowy. Mur dzielący terytoria okupowane od Izraela to poczucie winy, cierń, wstyd. Ostry skręt na lewo przyspieszyła druga intifada .... forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17&w=80922936 Odpowiedz Link
aisza5 Izraelskie siły okupacyjne zabiły 17-latka 01.07.08, 17:12 Ma'an News Agency 28.06.2008 Izraelskie siły okupacyjne zabiły 17-latka Hebron - W piątek popołudniu do Beit Ummar na północ od Hebronu wtargnęły Izraelskie Siły Okupacyjne. Wojsko przeszukiwało dom po domu oraz aresztowano 9 cywili. Podczas najazdu doszło do protestu podczas którego zastrzelono jednego z rzucających kamieniami chłopca. Zabity to 17 letni Muhammad Anwar Al-'Alami. Zginął od strzału w serce. Aresztowani to m.in.: 28-letni Mohammad Ahmad Abed Al-Majeed Ikhaliel, 22-letni Omer Issa Abed- al Qader Zekrawi, 18-letni Ameen Sameer Abu A'iesha, i Mohammad Mahmoud Abu A'yash. Wojsko okupacyjne obecne było w wiosce do późnych godzin nocnych palestyna.com.pl/news/news.php?news=vivanews/2008/06/0110185.php Odpowiedz Link
aisza5 Izrael zwolni 150 palestyńskich więźniów 07.08.08, 16:04 Izrael zwolni 150 palestyńskich więźniów Czwartek, 7 sierpnia (09:33) fakty.interia.pl/swiat/news/izrael-zwolni-150-palestynskich-wiezniow,1158640,4 Izrael w geście dobrej woli, adresowanym do władz Autonomii, zwolni w końcu miesiąca ponad 150 palestyńskich więźniów - zapowiada w dzisiejszym numerze izraelski dziennik "Haarec". Gazeta podkreśla, że decyzja w tej sprawie zapadła na środowym spotkaniu premiera Izraela Ehuda Olmerta z prezydentem Autonomii Palestyńskiej Mahmudem Abbasem. Nie ujawniono szczegółów rozmowy. Nie wiadomo, czy wśród zwalnianych znajdzie się także odbywający karę w izraelskim więzieniu lider palestyńskiego Fatahu (organizacji palestyńskiego prezydenta Mahmuda Abbasa) Marwan Barguti. Jak pisze "Haarec", w czasie spotkania z Olmertem Abbas miał bezpośrednio zwrócić się o uwolnienie Bargutiego. Izraelski premier nie złożył jednak żadnej konkretnej obietnicy w tej sprawie. Marwan Barguti został w 2004 roku skazany w Izraelu na pięciokrotną karę dożywocia, oskarżony o zorganizowanie zamachów, wskutek których zginęło 26 Izraelczyków. Jest bożyszczem młodzieży palestyńskiej. Uważa się go za ewentualnego następcę Abbasa. Środowe spotkania Olmerta z Abbasem stanowiło pierwszy taki kontakt obu polityków od ogłoszonej w końcu lipca przez premiera izraelskiego zapowiedzi jego ustąpienia ze stanowiska szefa rządu w momencie, gdy partia Kadima wybierze we wrześniu nowego przewodniczącego Odpowiedz Link
aisza5 "Stypendyści wysokiego ryzyka" GW 10.08.08, 18:09 wyborcza.pl/1,75477,5569016,Stypendysci_wysokiego_ryzyka_z_Gazy.html Odpowiedz Link
aisza5 "Pokój ze zmęczenia" D.Warszawski GW 17.09.08, 11:38 wyborcza.pl/1,75477,5701270,Pokoj_ze_zmeczenia.html?nltxx=1721538&nltdt=2008-09-17-03-16 "Dajmy sobie spokój z niepodległą Palestyną - negocjacje prowadzą donikąd. Już lepiej zacznijmy dążyć do przekształcenia Izraela w obecnych granicach w państwo dwunarodowe, z równymi prawami obywatelskimi dla żydowskich i arabskich jego mieszkańców". W 15 lat po przełomowych negocjacjach pokojowych z Oslo, które doprowadziły do wzajemnego uznania Izraela i OWP, Sari Nusseibe i Abu Alaa, weterani procesu pokojowego, mówią, że nie wierzą już w jego powodzenie. Ich kontrpropozycja ma oczywiście przede wszystkim charakter prowokacji - jednego państwa od morza po Jordan nie chcą ani Izraelczycy, ani Palestyńczycy. To znaczy i jedni i drudzy, owszem, chcieliby - ale pod warunkiem, że ci drudzy by zniknęli. Jako zaś, że nie jest to możliwe, oba narody pogrążają się w poczuciu, że tak, jak jest, będzie jeszcze długo. Jest to właściwie zdumiewające, bo od roku trwa najintensywniejszy od Oslo maraton negocjacyjny, który doprowadził do dramatycznego zbliżenia stanowisk. Już wiadomo, że Izrael wróci niemal całkowicie do granic z 1967 r., że za przyłączenie około 5 proc. Zachodniego Brzegu zapłaci cesją własnych terytoriów "w proporcji niemal 1:1", jak powiedział w tych dniach Olmert. Jak podał amerykański konsul w Jerozolimie, strony - wbrew oficjalnym zaprzeczeniom izraelskim - rozmawiają także i o Jerozolimie, tu również podział sprzed 1967 r. przyjmując za punkt wyjścia. Z kolei palestyński prezydent Mahmud Abbas zapowiedział kompromis w kwestii uchodźców: już nie wszyscy, ale - bliżej nieokreślona - ich "część" miałaby powrócić do Izraela. Olmert zaś wyraził w Knesecie "żal" z powodu ich losu. Strony nigdy jeszcze, nawet w ostatnich dniach Camp David II, nie były tak blisko ugody. Mało tego, terror palestyński - i izraelski odwet - od miesięcy nie dały znać o sobie, głównie dzięki, co przyznają eksperci izraelscy, zdeterminowanej wreszcie kontrakcji władz palestyńskich - Hamas grozi nie tylko Izraelowi, ale i Abbasowi. Nawet ostrzał z rządzonej przez Hamas Gazy osłabł - Egipcjanie poważnie wzięli się za przemyt broni przez ich część granicy. Jeżeli więc jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? ... Odpowiedz Link