Dodaj do ulubionych

Kto ma racje?

01.12.12, 23:11
Sytuacja dotyczy dziecka wychowujacego sié w srodowisku trójjézycznym. 3 latka i 2 miesiace. Rozumie ale nie mówi po polsku.Zapisana do polskiej szkoly w wieku dokadnie 3 latek, jpo dwóch sobotnich zajeciach matka podjela decyzje ze na razie jej córka nie bedzie chodzila do tej szkoly.

List matki do dyrektorki placówki:
Witam. Zdecydowalam ze moja corka Sara nie bedzie na razie uczeszczala do szkoly polskiej. Niestety nie odnioslam pozytywnego wrazenia. Wydaje mi sie ze nauczycielka Sary nie ma zindywidualizowanego podejcia do uczniow i nie zna mozliwosci rozwojowych dzieci w wieku mojej corki. Praca domowa w postaci kopiowania centymetrowych literek dla trzylatki? Nauka wiersza Kto ty jestes Polak maly w przypadku dziecka co urodzilo sie i wychowuje w Uk i mowi tylko kilka slowpo polsku? Polska nie jest ojczyzna Sary i nie mieszka w polskiej ziemi. W moim odczuciu to chyba nie zostalo przemyslane. Pozdrawiam i zycze wszystkiego najlepszego.

Odpowiedz dyrektorki:

Dziękuję za informację, przykro mi, że podjęła pani taka decyzję bez wcześniejszej rozmowy z nami. Staramy się dostosowywać zajęcia do potrzeb naszych uczniów ale też potrzebujemy troche czasu na to aby poznać dzieci a z tego co się orientuję Sara była na zajęciach dwa razy. Pani Olga, nauczycielka Sary zdawała sobie sprawę z tego, że pani dziecko nie mówi za dużo po polsku i starała się dostosować program do potrzeb Sary ale ciężko zdziałać cuda podczas 3 godzin raz w tygodniu. Nikt nie wymagał aby Sara nauczyła się perfekcyjnie wierszyka.

Idea polskiej szkoły na obczyźnie oparta jest o krzewienie polskiej kultury oraz naszych tradycji dlatego też wybieramy wiersze oraz piosenki, które każde dziecko z polskimi korzeniami powinno mieć okazję poznać. Przykro mi jeśli nie odpowiada pani nasz pomysł na przybliżanie dzieciom (nawet tym najmłodszym) naszych tradycji ale nie zamierzam tego zmieniać. Wielu naszych uczniów urodziło się w UK i ich rodzicom bardzo zależy na tym aby nasza Szkoła podnosiła takie treści jak polskość, poszanowanie tradycji oraz wiedzę o kraju naszych przodków. Jest pani pierwszą osobą, która pomysł nauczania dzieci ‘Kto ty jesteś’ uważa za niezbyt przemyślany. Zapewniam panią, że wszystkie treści nauczane w naszej Szkole są dogłębie przemyślane i dostosowywane do potrzeb naszych uczniów.


Co o tej sytuacji sádzicie. Czy jest normalne uczyc 3 latki kaligrafii? Czy jest normalne wciskac polskosc i patriotyzm na sie bez zrozumienia? Moim zdaniem to tylko moze dziecko zniechécac.

Pozdrawiam i prosze o komentarze i opinie.
Obserwuj wątek
    • illegal.alien Re: Kto ma racje? 01.12.12, 23:15
      Mysle, ze obie panie maja racje.
      2 zajecia to za malo, zeby dziecko dobrze poznac.
      Z pania mozna bylo porozmawiac, zamiast od razu dziecko ze szkoly wypisywac.
      Wierszyk jest jednym z bardziej znanych polskich wierszykow - nie trzeba go sobie od razu do serca brac i traktowac osobiscie, chociaz rozumiem, ze nie wszyscy uwazaja go za stosowny dla dzieci emigrantow.
      Ogolnie wyglada na burze w szklance wody smile
    • mei3 Re: Kto ma racje? 02.12.12, 00:13
      mysle, ze jak dla 3 latki wielojezycznej, bylo to zbyt duzo. Kopiowanie li kaligrafowanie iterek to przesada na tym etapie na pewno. Raczej powinno to opierac sie na zachecie, moze jakies malowanki, wycinanki- polecenia w polskim jezyku.
      Moj syn 7 latek, rowniez ze mala znajomoscia jezyka, byl bardzo zestresowany i plakal twierdzac, ze nigdy sie "Kto ty jestes.." nie nauczy. Na poczatku stwierdzilam ze faktycznie ten "przerost formy nad trescia" w przypadku nastawienia mojego syna to przesada i tak naprawde nie mamy az takich ambicji, no ale jak zaczelismy sie uczyc okazalo sie, ze te bardzo proste rymy tak sie mojemu synowi spodobaly, ze bardzo szybko zalapal i teraz mowi kazdemu kogo spotka na swe drodze.. ostatnio nawet koledze z Wlochsmile
      Przyznam, ze kiepski ma akcent, r nie potrafi wymowic ale to co...
      Ojczyzna nie ma tutaj nic do rzeczy. Moje dziecko nie identyfikuje sie jako Polak, a ja tego od niego nie wymagam. Za wczesnie na tego typu rozwazania dla malego dziecka.
      Biedna nauczycielka nie moze dostosowac sie tylko do Sary..bo na pewno ma zroznicowane poziomem dzieci. A recytacja samego wierszyka nie musi byc perfekcyjna i na pewno nikt od takiego dziecka tego nie wymagal. Moje mialo kilka wierszykow i piosenek, z czegoi nauczyl sie tylko 2 i tez dobrze.
      Zadania robimy czasem w polowie i tez dobrze. Nie o to chodzi, zeby dziewczynka musi wszystiemu podolac. Na tym etapie wazna jest zacheta i na tym nauczyciel powienien sie skupis.
      A uczyc sie wierszykow - fajna rzecz!
      Moje dziecko dzis rano wylo i tarzako sie po ziemi przed pojsciem do szkoly, a po poludniu powiedzialo, ze fajna jest polska szkola po tubylczemu i ze juz zawsze chetnie bedzie do niej chodzil.
      Mial dzis wielki stres jesli chodzi o zadanie domowe. Nie byl przekonany czy dobrze zrobil, czy poradzi sobie jak nauczyciel go o cos zapyta po polsku, jako ze mowi kiepsko, ale dobra nauczycielka majaca podejscie powinna rozmawiac z dzieckiem. I to jest najwazniejsze.
      Tak tez u nas mialo miejsce, nie obeszlo sie jednak bez rozmowy z nauczycielem.
      Ona tez nie zawsze moze dziecko ocenic z braku czasu, a czas tutaj jest bardzo istotny.
      Trzeba w odpowiednim momencie wkroczyc przykladowo z rozmowa z nauczycielem, zanim dziecko sie zniecheci.
    • teo32 Re: Kto ma racje? 02.12.12, 09:59
      ja tez uwazam, ze obie strony maja i racje i troche "przesadzily".
      literki dla 3-latki mozna wyklejac np plastelina , oczywiscie na duzym formacie, wszak manualnosc jest jeszcze bardzo slaba i pisanie centymetrowych literek to lekka przesada dla trzylatka.
      jednak rezygnowanie po 2 zajeciach, dodatkowo listownie bez wczesniejszej proby rozmowy, "dogadania sie" to tez troche na wyrost.
      a wierszyk? no coz- to chyba taki standard w poslkiej szkole. ale dzieci lubia uczyc sie wierszykow. takie "zadanie nauki do domu", to tez sposob na wspolna rozmowe z rodzicem, zabawe, powtarzanie, wymowe, cwiczenia. nie sadze, by "nauczenie sie" wierszyka bylo ponad jego "nauke". domyslam sie, ze grupa jest tez zroznicowana wiekowo i poziomem znajomosci jezyka polskiego, nie wiem jak jest liczna. moim zdaniem warto bylo najpierw porozmawiac na spokojnie z nauczycielka , chocby w obecnosci dyrektorki , przelozyc swoje uwagi i obgadac problem i dojsc do kompromisow.
    • ukulele14 Re: Kto ma racje? 02.12.12, 11:47
      Wcięło mi długiego posta, więc napiszę pokrótce. W polskich szkołach sobotnich zajęcia są często prowadzone bez ładu i składu, zrobi się trochę tego i owego i jakoś trzy godziny zlecą.
      Trzylatków uczą literek, bo pewnie nie mają pomysłu, CO z nimi robić. Alternatywą są właśnie malowanki/wycinanki/wylepianki, od których też znajomości polskiego nie przybywa. Literek dzieci i tak się nauczą w lokalnych szkołach, a kaligrafia nie jest niezbędna do nauki polskiego. A można by bawić się z dziećmi w zabawy typu: Baloniku mój malutki, Chodzi lisek koło drogi, Kółko graniaste itp, albo w zgadywanki typu: Widzę w pokoju coś koloru czerwonego (i dzieci uczą się nazywać otoczenie), albo czytać (a jeszcze lepiej opowiadać) dzieciom bajki. Po prostu robić coś, gdzie dzieci muszą używać języka - do mówienia i słuchania. Ćwiczenie ręki nic tu nie wnosi.
      Co do patriotyzmu, to również uważam, że nie powinien być celem polskiej szkoły. Dla dziecka urodzonego w UK, to UK będzie ojczyzną, więc po co mu mącić i wmawiać, że "mieszkasz między swemi w polskiej ziemi". Czym innym jest zapoznanie z polską kulturą, tradycją, historią, legendami itp - to jak najbardziej. Ale to nie jest patriotyzm tylko poznawanie kultury.
    • zojka33 Re: Kto ma racje? 02.12.12, 22:43
      Bardzo bym chciala moc poslac moje dzieci do polskiej szkoly, ale niestety tu gdzie mieszkam nie ma zadnej. Zazdroszcze wszystkim, ktorzy maja taka mozliwosc. Moze sie myle, ale wydaje mi sie, ze mama Sary malo przekonana do tej calej nauki polskiego i poslala corke tam by miec czyste sumienie (bo przeciez robi co moze zeby tego polskiego nauczyc, nawet do polskiej szkoly posyla), a potem przy pierwszym problemie wypisuje corke. Bo przeciez przy odrobinie dobrej woli mozna by z dyrekcja szkoly pogadac.
      A uczenie "Kto ty jestes" wcale nie uwazam za wciskanie patriotyzmu na sile. Jakiego patriotyzmu? To przeciez jest wlasnie uczenie polskiej kultury. Ten wierszyk to klasyka i tak jak kazde dziecko zna "Stary niedzwiedz mocno spi", "Kolko graniaste" czy "Lokomotywa" tak zna tez "Kto ty jestes", tego sie nie da nie znac. Wlasnie miedzy innymi po to slalabym do polskiej szkoly - zebys sie klasycznych i wszystkim znanych wierszykow i piosenek uczylo.
      • ambivalent Re: Kto ma racje? 03.12.12, 21:13
        Da sie Zojka, da. Moja ma dopiero 2 lata i po polsku nie mowi jeszcze ale uczyc jej tego wierszyka nie bede ("Cos jej winien? Oddac zycie" - tjaaaa). Podobnie jak paru innych, nie tylko patriotycznych. "Pan kotek byl chory..", "Uciekaj myszko do dziury.." itp
        Nie uwazam, ze nalezy dzieci uczyc literatury polskiej tylko dlatego, ze zyjemy na obczyznie i dziecko powinno to znac. Dla mnie wazniejsza jest jakosc niz polskosc utworow. Nie wspominajac juz o tym, ze moja corka jest tylko pol-polka.
    • kuragan Re: Kto ma racje? 03.12.12, 10:01
      Nie wiem też czy moja córka bedzie chodziła do polskiej szkoly - u nas zajęcia z polskiego zaczynają się od pierwszej klasy.
      Ma 3 lata i po polsku mowi. Chciałabym, żeby mówiła coraz lepiej i na te zajęcia, jak podrośnie, chodzić będzie, ale Kto ty jesteś? Polak maly nie jest tym wierszykiem, którego chciałabym, aby się uczyła. Chcę, żeby się uczyła języka, historii, geografii, literatury potem, ale nie koniecznie polskiego (czy jakiegokolwiek innego) patriotyzmu narodowego wprost.

      matka ma rację, że zajęcia nie są przemyślane (albo są przemyślane w sposób, który jej światopoglądowi nie dopowiada), ale nie wiem czy bym ją zabrała, jeśli się w inny sposób języka nie nauczy - a ponieważ nie mówi w wieku 3 lat po polsku, to bez szkoły polksiej szanse są marne.
    • mama_kaspra Re: Kto ma racje? 03.12.12, 16:12
      Ja tez zabralabym dziecko ze szkoly, w ktorej ucza trzylatki o oddawaniu zycia za ojczyzne (vide ostatnia zwrotka wiersza), bez wzgledu na to, czy to jego ojczyzna. Moze z siedmiolatkiem mozna juz zaczac rozmawiac o patriotyzmie w takim kontekscie, ale z trzylatkiem? A jesli nie rozmawiac o tym, co w wierszu, to uczenie sie go na pamiec bez zrozumienia chyba nie jest sensownym sposobem nauki jezyka.
      Moj trzylatek tez centymetrowej literki by nie skopiowal, ale pewnie proba by mu nie zaszkodzila. Ale az mnie ciarki po grzbiecie przechodza, jak sobie pomysle ze musialabym mu ten wiersz wytlumaczyc....
      • zojka33 Re: Kto ma racje? 03.12.12, 21:40
        No ale przeciez nie myslicie chyba, ze oni w tej szkole ucza dzieci oddawania zycia za ojczyzne. To przeciez tylko stary wierszyk. Jesli posylamy dzieci do polskiej szkoly (w Polsce czy za granica) to mozemy miec pewnosc, ze tego akurat wierszyka bedzie sie tam uczyc. W Polsce tego wiersza chyba sie dzieci ucza w pierwszej klasie jak maja 7 lat. 3 lata to za wczesnie, ale tez na pewno nikt nie wymagal od tej dziewczynki zeby to wkula na pamiec ze zrozumieniem. Poza tym nie wiem, czy nalezy tak doglebnie analizowac znaczenie tego wiersza. To tylko tradycyjny wierszyk. Kolko graniaste czworokanciaste tez spiewam razem z corka bardzo chetnie choc slowa dosc dziwaczne smile
        Zreszta w spisie lektur obowiazkowych w szkole jest pare innych grafomanskich gniotow popelnionych przez naszych pisarzy, ale trudno mi sobie wyobrazic zeby mogly byc wycofane, bo pelne sa postaci, sytuacji, cytatow znanych wszystkim. Staly sie czescia kultury, sluza jako odnosniki i dzieci powinny je poznac chocby dlatego - zeby rozumiec potem do czego jest aluzja w jakims filmie czy artykule w gazecie.
    • mei3 Re: Kto ma racje? 03.12.12, 18:06
      a od kiedy to 3 latki ida do szkoly???
      u nas 5 latki zaczynaja i to ja tez uwazam za wczesnie.
    • kocianna Re: Kto ma racje? 04.12.12, 09:33
      Ja nie jestem zachywcona swoją szkołą - a to szkoła ministerialna, porządnie prowadzona, w której obowiązuje program, no i nie ma oficjalnego oddziału przedszkolnego.
      Nie da się pogodzić bardzo różnych oczekiwań wielu osób. Ale warto te oczekiwania wyartykułować i zobaczyć, czy przynajmniej niektóre z nich nie mogą być spełnione ZANIM zabierze się dziecko ze szkoły, a nawet ZANIM się je do niej zapisze. Ja wolę, żeby moja Młoda uczyła się ortografii, ale rozumiem rodziców dzieci polonijnych, dla których o wiele ważniejsze są tradycje bożonarodzeniowe, i właśnie "Katechizm polskiego dziecka", który, MSZ, nie jest za trudny dla trzylatka. Wizje wychowawcze obu stron zazwyczaj jednak da się jakoś do siebie dostosować i osiągnąć kompromis.
      • dorrit Re: Kto ma racje? 04.12.12, 11:21
        Dla 3-latkow najlepsze byloby polskie przedszkole... nie kaligrafia, moze jakies wierszyki do wspolnego powtarzania, a przede wszystkim gry, zabawy, czytanie przez przedszkolanke ksiazek, wspolne spiewanie/nauka piosenek, przedstawienia itp... Dziwne jest taka szkola dla maluszkow...

        Moje dzieciaki chodza do polskiej tzw. oficjalnej szkoly (Szkolny Punkt Konsultacyjny przy Ambasadzie) raz w tygodniu, ktora jest dla dzieci od 7 (moze teraz juz 6) lat. Jest tez raz na tydzien przedszkole dla mlodszych. I mysle, ze tak powinno byc!
        A jak juz sie do tej szkoly chodzi, to powinna ona przekazywac elementy polskiej kultury, a do nich nalezy tez "Katechizm polskiego dziecka".
    • vidy Re: Kto ma racje? 04.12.12, 20:36
      W takim razie po co zapisała corkę do szkoły polskiej. Jak nie chce aby dziecko znało wierszyki i tradycje polskie, to nie ma sensu ją tam posłać. Moją trzylatke uczyłam kaligrafowac w tym wieku i b jej to pomogło w nauce. Tak samo uczyłam sama wierszy "podstawowych" małego dziecka Polaka - Katechizm, Murzynek Bambo, Skarzypyta inne klasyki. To należy do naszej polskiej kultury. Corka jest mala patriotką szwajcarską i polską, zna 2 tradycje, kody kulturowe. To jest jej bogactwo, umie mowic, czytac i pisać w 2 językach, ale i praca, aby do tego dojść.
    • simonkapl Re: Kto ma racje? 04.12.12, 22:26
      Mysle, ze przesadzilas.Przede wszystkim powinnas udac sie do dyrektorki i porozmawiac z nia na temat twoich zastrzezen i oczekiwan.
      Uczenie literek w tym wieku, dlaczego nie, moje dzieci w tym wieku tez sie juz uczyly we francuskim przedszkolu.A przeciez mozna to zorganizowac w formie zabawy.
      Nie rozumiem twojego oburzenie w zwiazku z wierszykiem.Klasyka.Moje dzieci ten wiersz uwielbiaja, nie wiem czy do konca go rozumieja, ale fajnie rymuje.Tak samo ucza sie modlitw polskich, powiedzonek.No w koncu w polowie sa Polakami.
      I zazdroszcze szczerze mozliwosci poslania dzieci do polskiej szkoly.
    • effie1980 Re: Kto ma racje? 05.12.12, 11:14
      Tez mi sie wydaje, ze burza w szklance wody. O takich problemach najpierw sie rozmawia z nauczycielem, dyrekcja a potem podejmuje decyzje.
      Jednak w moim odczuciu szkoly polskie maja dosc przestarzale podejcie. Ja rozumiem chec wzbudzenia patriotyzmu u niektorych polonijnych rodzin, ale nijak sie to ma do wychowywania wielokulturowego dziecka, ktore raczej Polski jako ojczyzny traktowac nie bedzie, a juz na pewno zycia od nia oddawac... Mysle, ze ten czas spedzony w polskiej szkole na prawde mozna lepiej wykorzystac na nauke jezyka i polskiej kultury. Tyle innych wierszykow dzieci mogly by sie uczyc w tym czasie, poznajac klasyke polskiej literatury bez patriotycznych ambicji. I ja bym sie wczytywala w tresci wierszy, ktore sie dziecku serwuje, bo wbrew pozorom moga one utknac w glowie, a pozostac niezrozumiale. I akurat Kto ty jestes, dla dziecka wielokulturowego, uwazam za utwor malo wychowawczy.
      • simonkapl Re: Kto ma racje? 05.12.12, 16:22
        A ja mysle, ze to nie byl przeciez jedyny wierszyk, ktorego w szkole tej dzieci sie ucza.Pewnie bylo wiele innych, albo bedzie i nie traktowalabym tego tak doslownie.
      • zojka33 Re: Kto ma racje? 05.12.12, 23:19
        > "I akurat Kto ty jestes, dl
        > a dziecka wielokulturowego, uwazam za utwor malo wychowawczy".

        Dla mnie wielokulturowosc moich dzieci nie oznacza, ze bede je ograniczac i "Kto ty jestes" nie naucze - bo to ciebie nie dotyczy, bo jestes wielokulturowy i to nie o tobie. Wielokulturowosc to wlasnie to, ze dostana wszystko podwojnie, wszystko co ma im do zaoferowania kultura francuska oraz caly polski bagaz ode mnie. Wybiorczo mojej kultury nie bede im przekazywac. Zreszta gdybysmy chcieli, zeby w szkolach polonijnych dzieci nie czytaly wierszykow patriotycznych, ksiazek ktore traktuja o ojczyznie, o milosci do niej, o patriotyzmie itd. to pewnie jakies 90% polskich lektur trzeba by skreslic z listy. Takie same zreszta ksiazki czytaja dzieci w szkolach w Polsce. Nasza literatura jest bardzo patriotycznie przeladowana, wszyscysmy sie na takiej wychowali i jakos nacjonalistycznie skrzywieni nie jestesmy? Jak mozna zrozumiec polska kulture bez tych wszystkich Slowackich, Mickiewiczow itd? A propos Mickiewicza, autorka watku pisze, ze jej dziecko nie mieszka w polskiej ziemi, wiec nie bedzie recytowac, "ze mieszka miedzy swemi w polskiej ziemi". Czy na tej samej zasadzie zaden z nas nie powinien sie uczyc w szkole "Litwo ojczyzno moja" bo sie na Litwie nie urodzilismy?
        I jeszcze wydaje mi sie, ze wiele zalezy od naszego podejscia. Szklanka jest do polowy pusta lub pelna - zalezy jak to widzimy. Mozna stwierdzic: moje dziecko jest tylko pol-Polakiem (wiec nie do konca Polakiem, nie bede go przeladowywac niepotrzebna wiedza). Dla mnie moje dziecko jest az pol-Polakiem (czyli tez Polakiem i postaram sie go nauczyc polskiej tradycji, kultury, polskich tradycyjnych wierszykow: bez ograniczen). Jedynym dla mnie ograniczeniem jest gust mojej corki smile Jesli jakiegos wierszyka nie lubi to go nim nie katuje, przeczytamy raz i koniec. Ale akurat "Kto ty jestes" uwielbia i zna na pamiec, a "Pan kotek byl chory" kazala sobie czytac ze sto razy smile Ale gdyby chodzila do polskiej szkoly to moj czy jej gust nie mial by tu wiele do rzeczy, uczylaby sie tego co wszyscy.
        • mei3 zojka 05.12.12, 23:30
          tak trzymac!!!
          slusznie prawisz.
        • simonkapl Re: Kto ma racje? 06.12.12, 16:55
          Madre slowa madrej mamy.Podpisuje sie smile
        • ambivalent Re: Kto ma racje? 06.12.12, 20:22
          A dla mnie fakt, ze nie mieszkam w PL i nie ma moje dziecko obowiazku uczeszczania do szkol polskich oznacza, ze mam wybor. I zamierzam z niego skorzystac. Przesadny patriotyzm, umieranie za ojczyzne, bog i ogolnie religia. Daruje sobie tez (przynajmniej narazie) wszelkie wierszyki, bajeczki, hymny narodowe mowiace o niemcach, naszych wrogach (bo jak wytlumaczyc to dziecku, ktorego tata jest niemcem) i o wyborze w stylu: zabije sie, ale za niemca nie wyjde (Wanda).
          Wszystko to jest kwestia tego jak chcesz wychowac swoje dzieci. Ja chce, zeby byly otwarte na caly swiat, zeby myslaly, zeby obcy im byl rasizm, nacjonalizm, nietolerancja. I zaczne teraz od wyrzucenia z repertuaru wierszykow, ktore mi sie nie podobaja.
          Jest taka masa bardzo dobrych, fajnych bajek, wierszykow, piosenek polskich, ktore nie maja w sobie odrobiny patriotyzmu. Nie lepiej zapoznawac dzieci w kultura polska w takim wydaniu?
          Dziecko to kiedys pozna. To jest pewne. Ale jak bedzie mialo odpowiednio duzo lat, by dostac ta wiedze z odpowiednim komentarzem.
          • kocianna Re: Kto ma racje? 06.12.12, 21:08
            Widzisz, a w kraju, w ktorym ja obcenie mieszkam, wątek "Bogoojczyźniany" (o ile można tak nazwać tutejszy patriotyzm) jest tak rozdmuchany, ze ja po prostu muszę mieć polską odtrutkę. Chociażby po to, żeby pokazać, że nie ma jedynie słusznej wersji historii i patriotyzmu. Że "terrorysta" i "bojownik o wolność" to często ta sama osoba. I tak, akceptuję "krew i bliznę", mimo że generalnie nie cierpię takiej retoryki, i ciarek dostaję na myśl o mesjanizmie i szczególnej roli Polski w historii świata...

            Dla mnie walka o język polski miałaby wartość nadrzędną, i zakładając, że nie ma w rozsądnej odległości innego polskiego przedszkola, a ja czuję, że nie jestem w stanie zapewnić dziecku wystarczającego kontaktu z językiem, próbowałabym delikatnie zmienić metody i treści przedszkolne, a nie zabierała stamtąd dziecko.
          • mei3 Re: Kto ma racje? 06.12.12, 23:45
            a ja nie uwazam, ze dziecko (obojetnie czy 3 czy 7 lat) musi rozumiec doslownie i w 100% zadany tekst. Nie wymagam tego nawet jesli chodzi o glupoty.
            Uwazam, ze takie nastawienie i meczenie dzieciaka, ktory mowi kilka slow po polsku to gruba przesada.
            Takie dziecko na pewno zniecheci sie do polskiego, szczegolnie kiedy malo mowi w tym jezyku. Oczywiscie nonsensem jest w tym wypadku tlumaczenie mu co oznacza "krwia i blizna"..bo po co?
            Do klasy mojego dzieciaka chodza tez Polacy z opcja powrotu do kraju i ci ciesza sie na taki tekst:
            "...w jakim kraju w polskiej ziemi..." albo wiele innych prl-owskich..Te dzieci nie znaja w ogole jezyka tubylcow, zostala brutalnie wyrwane z rzeczywistosci polskiej na okreslony czas, a rodzicom zalezy na kontynuacji. Pisze brutalnie, bo dla kazdego dzieciaka to wielki stres.
            Ja rowniez uczylam sie wierszyka Belzy jako bardzo mala dziewczynka i jakos nie zawazylo to na moim swiatopogladzie.
            Z drugiej strony generalnie nie mam tez nic przeciwko temu aby zastapic go innym.
            Nie popadajmy w skrajnosci.

            A tak nawiasem mowiac, to mamy bardzo mloda nauczycielke z odpowiednim wyksztalceniem i nie chce mi sie wierzyc, zeby uczyla starymi metodami, z ciekawosci nawiaze kontakt z rodzicami pierwszoklasistow w Polsce...




            • mei3 Re: Kto ma racje? 07.12.12, 00:59
              patriotyzm tak,
              moze niekoniecznie wprost, a raczej miedzy wierszamismile

              Moze nalezy sie zastanowic nad glownymi celami polskiej szkoly na emigracji. Glownym jej celem jest z pewnoscia umacnianie tozsamosci narodowej.
              • kocianna Re: Kto ma racje? 07.12.12, 06:51
                Nie głównym - jednym z głównych. Ale tu mówimy o szkole społecznej, przykościelnej, fundacyjnej czy prowadzonej przez rodziców - bo ministerialne nie prowadzą oddziałów przedszkolnych. Nawet w SPK przy Ambasadzie mogę podejść i powiedzieć, że nie podoba mi się to i to - i zostanie to uwzględnione w miarę możliwości, mimo, że obowiązuje jakiś program do zrealizowania, wymagany przez nadzór kuratoryjny w Polsce. Na szkołę społeczną - wyobrażam sobie - rodzice mogą mieć jeszcze większy wpływ. Tylko trzeba chcieć usiąść, porozmawiać i zastanowić się, po co posyłamy do niej dzieci i na czym nam najbardziej zależy.
                • mei3 kocianna 07.12.12, 11:45
                  jasne, ze jednym z glownychsmile
                  aaaa....to inna inszosc, sorry nie doczytalam.
                  A Te przykoscielne maja strasznie slaby poziom, ja moglam poslac moje dziecko, ale nie chcialam, bo wiedzialam, ze tam bedzie tylko spiewal i sie modlil.
                  Tam faktycznie rodzice moga miec faktycznie rodzice wiekszy wplyw.
                  Z tego co wiem tamtejsi nauczyciele nie zawsze maja odpowiednie wyksztalcenie, aby maluszki uczyc. U nas tak wlasnie jest.
          • zojka33 Re: Kto ma racje? 08.12.12, 00:12
            Ja tez chce, zeby moje dzieci byly otwarte na swiat, zeby myslaly, nie byly rasistami. Ale naprawde nie sadze, ze "Kto ty jestes" lub inne patriotyczne albo klasyczne lektury zrobia z nich polskich nacjonalistow. Wszyscy rasisci jakich znam maja tez rodzicow rasistow, wiec wydaje mi sie, ze rasizm wynosi sie z domu a nie ze szkolnych wierszykow.
            Mnie sie patriotyzm zle nie kojarzy, mam nadzieje, ze dwukulturowi i dwujezyczni moga kochac obie swoje kultury i oba swoje kraje, choc mysle, ze to nie przychodzi samo - trzeba zadbac o to, zeby ten drugi kraj, ten w ktorym sie nie mieszka, byl bliski. Francja jest ojczyzna moich dzieci, ale jesli przy okazji beda mialy cieple uczucia dla swojej matczyzny, czyli Polski, to ja sie bede cieszyc.
          • jan.kran Re: Ambivalent:) 08.12.12, 19:09
            ¤¤¤ Daruje sobie tez (przynajmniej narazie) wszelkie wierszyki, bajeczki, hymny narodowe mowiace o niemcach, naszych wrogach (bo jak wytlumaczyc to dziecku, ktorego tata jest niemcem) i o wyborze w stylu: zabije sie, ale za niemca nie wyjde (Wanda).

            ------> Zaczne moze nie na temat ale potem powrocesmile Bo ta pierwsza historia troche sie laczy z nastepna.

            Kiedy przyjechalismy do Norwegii Junior mial osiem lat. Mowil po polsku ale jego jezykiem i kregiem kulturowym byly Niemcy. Mamy polskie nazwisko , ja w szkole powiedzialam ze jestesmy polska rodzina. Synowi zaczelo dokuczac kilkoro dzieci i wolac na niego : Polak , Polak !!!
            Mialo to wymiar negatywny ( teraz dopiero nadeszly czasy ze Norwegowie zmieniaja zdanie o PL ) a Junior nie wiedzial o co chodzi bo w Polsce z kolei nie czul sie u siebie i nigdy tam nie mieszkal.
            Po wielu latach kiedy byl w norweskiej szkole sredniej ( ma po norwesku silny niemiecki akcent choc zna norweski bdb ) podszedl do Niego kolega i powiedzial :
            - Twoj dziadek byl na pewno w SS.
            Na co syn odpowiedzial ze nie , dziadek byl polskim partyzantem a stycznosc z Niemcami mial m.in. jak Go torturowali na gestapo.
            Kolega sie zdziwiltongue_outP
            Zaznaczam ze syn sie nie przejal bo w zasadzie nie ma czym , sa ludzie i krzeslatongue_outPP

            Mloda natomiast ktora mowi po niemiecku jak rodowita Niemka a do tego ma nalecialosci silnie bawarskie wysluchala kiedys na studenckiej prywatce dlugiej wypowiedzi kolegi ze studiow na temat Polakow . Zlodzieje , lenie , brudasy caly arsenal niemieckich uprzedzen.
            Kiedy skonczyl oswiadczyla ze jest Polkatongue_outPPPP
            Facet zapadl sie pod ziemie.

            Ja podchodze do niemieckiej polskosci albo polskiej niemieckosci mojej mlodziezy na spokojnie. Uwazam ze tylko im dobrze zrobi jak beda widziec historie wielostronnie.

            Jasne ze nie jest to lekka kombinacja zwlaszcza jak Twoj maz jest Niemcem . Poza tym trudniej wytlumaczyc zawilosci stosunkow polsko - niemieckich malemu dziecku niz mlodziezy.

            Pozdrawiam
            Ula
            • ambivalent Re: Ambivalent:) 08.12.12, 20:57
              jan.kran napisała:
              > Jasne ze nie jest to lekka kombinacja zwlaszcza jak Twoj maz jest Niemcem . Poz
              > a tym trudniej wytlumaczyc zawilosci stosunkow polsko - niemieckich malemu dzie
              > cku niz mlodziezy.

              Dokladnie. Mloda moja na jakims etapie pozna historie mojego kraju i historie kraju ojca (czy nadal bedziemy mieszkac w DE to nie wiem). To jest oczywiste. Tak samo jak zapozna sie z calym bagazem polskosci (przesadny patriotyzm wlaczajac) i mam nadzieje, ze wyciagnie rozsadne wnioski na ten temat. Ale jest roznica w pojmowaniu swiata miedzy dzieckiem trzy, cztero letnim a nastolatkiem (czy nawet osmio, dziewieciolatkiem). I dlatego uwazam, ze niektorych wierszykow, piosenek, wyliczanek nie bede dziecku serwowac poniewaz nie bedzie moglo to sie wiazac z odpowiednim komentarzem na dany temat. Od biedy mozna takiemu trzylatkowi serwowac Kto ty jestes? bo jeszcze pewnie nie zrozumie co to krew i blizny. Ale po co? No, ja nie widze sensu w tym.

              A swoja droga ja doznalam niemalej traumy kiedy mnie w szkole podstawowej przesladowali historia i literatura II wojny swiatowej. Te wszystkie mysie ogonki spowodowaly u mnie wielotygodniowe koszmary. Wydaje mi sie, ze bylo to nam zaserwowane zbyt wczesnie. Niby potrafilam zrozumiec intelektualnie ale zupelnie nie potrafilam sobie z tym poradzic emocjonalnie. Do dzis mam niemile wspomnienia i z uporem maniaka unikam odwiedzania miejsc takich jak Oswiecim.

              Prowadze bardzo podobna dyskusje na innym forum, tym razem w sprawie "przemocy" w wierszykach dla dzieci i tam tez jestem zdania, ze niektorych kwiatkow serwowac mojemu dziecku nie bede: mama zbila kotka lub kto ostatni w lozku dostanie lanie (przyklady). Ja zupelnie nie widze sensu w przyblizaniu dzieciom niektorych pozycji tylko dlatego, ze istnieja i pokolenia polakow je znaja. Jest przeciez taka masa dobrej polskiej literatury dzieciecej do wyboru.
              • olena.s Re: Ambivalent:) 09.12.12, 07:53
                " Ja zupelnie nie widze sensu w przyblizaniu dzieciom niektory
                > ch pozycji tylko dlatego, ze istnieja i pokolenia polakow je znaja."

                Jan Kran jako osoba wiekowa smile i mieszkająca poza Polską żyje w ułudzie, że istnieje zwarty i powszechny kanon literacki.
                No więc - nie istnieje, albo istnieje w bardzo okrojonej w stosunku do wspomnień pokolenia średniego formie. A to, co w ten kanon wchodzi, podejrzewam, często nie ma korzeni w lekturach szkolnych, tylko w nieco trwalszych modach/trendach współczesnych., w materiale literackim przetworzonym na filmy itd.
    • olena.s Re: Kto ma racje? 06.12.12, 19:25
      Osobiście nie znoszę Bełzy, i była to jedna z pozycji jakie z premedytacją pominęłam robiąc z dzieckiem w domu lekcje polskiego. Bełaza jest dla mnie kwintesentcją, czy może raczej symbolem tego, co uwazam za najgorszy i najbardziej niszczący Polskę rodzaj patriotyzmu.
      Nie mam ambicji aby na drodze krtwi i blizny wychować dziecko na dobrego Polaka - raczej bliski mi jest ideał mądrego człowieka, światłego Europejczyka. No i wolę dobrą poezję.

      Co do szkoły natomiast, to mając w domu trzylatkę raczej starałabym się organizowac polskie playdaty, ewentualnie robić jakiś gromadne czytanie - natomiast na pewno nie sadzałabym do kaligrafii. Pewnie postarałabym sie też zainteresować dziecko czytaniem, tak aby uczyło się mniej więcej na równi z czytaniem angielskim, a w razie uzdolnionego w tym kierunku małego - nawet wcześniej.

      W sumie, pomijając kwestię komeraży między autorką a szkołą - myślę, że zabrała dziecko słusznie.
    • jan.kran Re: Kto ma racje? 07.12.12, 19:13
      Po pierwsze podpisuje sie pod Zojka.
      Po drugie ja nie mialam ani czasu ani ochoty analizowac wierszykow i piosenek jakie moje dzieci uczyla moja Mamusia czy polska szkola. A juz na pewno nie bralam ich doslowniesmile)))

      To co napisze nadaje sie do neologizmow ale tez do tego watku.
      Rozmawialam dzis z corka , lat 26 , urodzona i wychowana poza Ojczyzna. Poweidzialam ze zadzwonili do mnie z jakiegos norweskiego urzedu a poniewaz mam na tapecie sprawy w dwoch sie zapytalam ... Tu Mloda wpadla mi slowo :
      -Zapytalas sie kto Ty jestes ?
      - Pamietasz skad ten cytat? - zapytalam
      Mloda bez zajakniecia poelciala ktotyjestespolak maly jakiznaktwoj . Blizna i ojczyzna tez byly.
      Opowiedzialam Jej o tym watku ( czesto rozmawiamy o wielojezycznosci ) i zapytalam czy ma jakies szkody psychiczne wyniesione z racji ze Babunia ja nauczyla powyzszegotongue_outPP
      Podobno nie ma.

      Wydaje mi sie sa w jezyku polskim wiersze , powiesci , piosenki ktore istnieja automatycznie w swiadomosci spolecznej.
      I tylko dobrze jak dziecko jest obeznane z polska kultura , oczywiscie jezeli rodzice maja na to ochote .
      Jak ktos posyla dziecko do polskiej szkoly to chyba nie bedzie cenzurowal kazdego wierszyka ktore dziecko sie uczy pod wzgledem poprawnosci politycznej , wielokulturowosci i innych etceterow.
      • simonkapl Re: Kto ma racje? 07.12.12, 20:55
        Ja tez uwazam, ze tych wierszykow nie ma sensu brac doslownie.Tu chyba bardziej chodzi o osluchanie sie z polskim jezykiem po prostu.Moje dzieci spiewaja czasem tak bzdetne piosenki dla dzieci, ze nic tylko sie za glowe zlapac.A francuskie wyliczanki sa czasem tak glupie, ze nic tylko sie smiac.
      • olena.s Re: Kto ma racje? 07.12.12, 22:32
        > Jak ktos posyla dziecko do polskiej szkoly to chyba nie bedzie cenzurowal kazde
        > go wierszyka ktore dziecko sie uczy pod wzgledem poprawnosci politycznej , wiel
        > okulturowosci i innych etceterow.

        No i otoz sie nie zgadzam z toba - gdybym mieszkala w Polsce tak samo bym komentowala, a czasem z pewnoscia kontrowala to, co wpajano by mojemu dziecku w szkole. Cenie sobie krytyczne spojrzenie na bezkrytyczne sady i oceny, i to jest jedna z rzeczy, jakie chcialabym mojemu dziecku dac.
        Co nie znaczy, ze wydre jej z rak jakiegos Sienkiewicza - a skad - ale pospiesze z komentarzem, ze naprawde z obrona Czestochowy bylo ciut inaczej, ze niekonicznie spojrzenie pisarza na Ukraincow bylo fair, ze innowiercy o ktorych sie tak paskudnie wyrazaja Zagloba czy inny Charlamp wniesli do rozwoju Polski bardzo duzo, ze murzyni to nie sa in toto idioci, a kobiety niekoniecznie nalezy uwazac za dziecinne trzpiotki. To samo z historia, polityka itp.
        • sarahdonnel Odp. na wiele postow 08.12.12, 00:14
          Po pierwsze: pracowalam jako nauczyciel pare lat, forma zalatwienia sprawy wydaje mi sie troche 'z armata na wrony'. Odbierajac dziecko zapytalabym nauczyciela, dlaczego prowadzi zajecia na poziomie zerowki z dziecmi trzyletnimi.
          (nawiasem mowiac, tak zrobilam w przypadku grupy zabawowej mojego dziecka w tubylczym: program w mojej dzielnicy wydal mi sie slaby, porozmawialam z prowadzaca i wyjasnilysmy sobie watpliwosci; nie ma woli zmiany, wiec dzieciu chodzi na zajecia z ojcem w innej dzielnicy tam, gdzie mi sie bardziej podoba, a ja zapisalam dziecia na platna rytmike i jestem zachwycona).
          Merytorycznie, trzylatek nie wykazujacy checi nauki liter zdecydowanie nie powinien odwzorowywac takiego drobiazgu: wyklejanki, wodzenie po duzym konturze, ew. pisanie 'w piasku' patykiem, inicjal imienia albo imie - tak, wiecej nie potrzeba. Wspaniala zabawa z maluchami sa spiewanki, zabawy taneczno-ruchowe, tongue-twisters, malowanie wg instrukcji glosowej, nasladowanie itd. Pisze troche z pamieci, troche z obserwacji rytmiki.

          Belze moje dziecko dostalo od dziadkow, bardziej zachwycone jest 'Abecadlem o chlebie' niz 'Polakiem malym'. Dylemat mam np. w kwestii 'Murzynka Bambo' i Kalego z 'W pustyni i w puszczy'. Bo Bambo i Kali mieszkaja drzwi obok (w sumie jestem jedyna etniczna Europejka na pietrze), tata jest owszem z Afryki, ale wcale w niej nie mieszka, a w dodatku wcale nie boi sie myc, a najblizsze polskojezyczne dzieci sa... no, pol-Igbo. Czyli po prostu 'matka, bzdury opowiadasz!'. Wiec odkladam te wierszyki na czas, kiedy bede sie mogla z nimi popularnie-naukowo rozprawic.

          Nawiasem mowiac, w Warszawie mielismy taka scene: moje dziecko bawi sie w piachu z chlopcem pol-Wlochem i dwoma pol-Kanadyjczykami (frankofonami), mlodszy nazywa sie tak samo jak moj syn. Ci drudzy z ojcem, ktory siedzi obok mnie na lawce. Po jakims czasie wiekszy z dwojki patrzy na moje dziecko i z blyskiem w oku pyta 'a dlaczego twoj Leo jest taki brudny?' (ojciec na mnie, obmysla strategie. Odpalam calkiem zgodnie z prawda 'Twoja mama pochodzi z Polski, a Twoj tata?' (dziecko mowi 'z Kanady') 'O, widzisz! Leo ma taka ciemna sjore, bo jego tata pochodzi z Afryki. Duzo ludzi pochodzacych z Afryki ma jeszcze ciemniejsza.' Problem rozwiazany, ale skad skojarzenie 'brudny' a nie 'opalony, ciemny'... Tata chlopca podlacza sie francusku, tlumaczac cos podobnego.
          • mei3 Re: Odp. na wiele postow 08.12.12, 00:26
            mysle, ze znow popada ktos w skrajnosci...albo tez i w kompleksy.

            Nie widze zwiazku wierszyka Belzy i Murzynka Bambo.
            • mei3 Re: Odp. na wiele postow 08.12.12, 01:34
              zyjac w kraju niemiecko-jezycznym i majac za meza Niemca nie liczylabym na to, ze nie bede zmuszona do konfrontacji z historia.
              Oczywiscie nie na ten moment- kiedy dziecko ma 3-7 lat. I na pewno przygotowywalabym sie na ten dzien. Obecne pokolenie mlodych Niemcow (mam z nimi kontakt codzienny) zna doskonale historie, jest zachwycone polska goscinnoscia, krajem kultura i nierzadko bylo tez w Oswiecimiu..
              Mysle, ze drastycznie wiekszy problem ma matka z moslemskiej rodziny, gdzie ojciec wiadomo glowa rodziny jest!!. Problem jest tym wiekszy, jesli dziecko uczeszcza do przykoscielnej szkoly!

              Mysle, jednak, ze najmniejszy problem ma matka, ktorego ojciec pochodzi z krajow Afryki.

              • mei3 Re: Odp. na wiele postow 08.12.12, 01:36
                mei3 napisała:
                > Mysle, jednak, ze najmniejszy problem ma matka, ktorego ojciec pochodzi z krajo
                > w Afryki.

                oczywiscie mam na mysli matke dziecka ..sorry
                >
          • simonkapl Re: Odp. na wiele postow 08.12.12, 00:39
            Przepraszam bardzo, a co ma Kto ty jestes? do Murzynka Bambo?
            • zojka33 Re: Odp. na wiele postow 08.12.12, 14:21
              "Kto ty jestes" i "Murzynka Bambo" laczy niepoprawnosc polityczna. Dla wielu - to widac tez tu na forum - "Kto ty jestes" jest zbyt nacjonalistyczne. A "Murzynek Bambo" i "W pustyni i w puszczy" sa rasistowskie. Nawet byla swego czasu w Polsce dyskusja, zeby "Murzynek" i "W pustyni" przestaly byc obowiazkowe w szkole, nie wiem jak sie to skonczylo, ale chyba "W pustyni" nie jest juz lektura obowiazkowa tylko dodatkowa, poprawcie, jesli znacie szczegoly. Jak dla mnie, poprawnosc polityczna to momentami przegiecie. W Stanach chca wycofac "Tomka Sawyera" a w Anglii czepiaja sie "Jadra ciemnosci" Conrada, ze tez rasistowskie. Na tej zasadzie to wszystkiego sie mozna czepic, bo tamte dziela powstawaly w tamtych czasach, inne byly uwarunkowania polityczne, inne czasy, inny styl pisania. Mark Twain nie mogl uzywac okreslenia Afroamerykanie bo go nie znal, nie istnialo jeszcze w jego czasach. Uzywal takich slow jakie znal, i opisywal swiat jaki znal, Conrad tez. Zgadzam sie z Olena, ze mozna kontrolowac to co dziecku serwuja w szkole i komentowac, ale wymazywania wielu klasykow z kanonow lektur w imie nadgorliwej poprawnosci politycznej, tego nie pojmuje. Wypisywania dziecka ze szkoly bo mu sie kazali uczyc starego wierszyka tez nie.
              • olena.s Re: Odp. na wiele postow 09.12.12, 06:35
                Nie prowokuj mnie co do lektur obowiązkowych, bo w tym temacie nie odpowiadam za siebie smile (Dobra, w dwóch zdaniach: jestem przeciwna lekturom obowiązkowym w klasach młodszych, bo uwazam, że narzucanie tekstów do domowego czytania głownie zniechęca dzieci do czytania w ogóle, ponieważ kojarzy im się z przymusem i nudą. Obecnie czytelnictwo w Polsce spadło na pysk, więc problem wpajania zamiłowania do książek jest bardzo istotny. Uważam, że metoda mojej szkoły, czyli intensywne czytanie ale kompletnie swobodny dobór tutułów przez każde indywidualne dziecko jest o wiele lepszy).

                Generalnie nauczyciel ma o wiele większą swobodą w wyborze lektur niż kiedyś. Niestety nadal - jezeli popatrzysz na szkolne strony internetowe z wykazami - króluja ramoty, brak jest ksiazek nowszych. W Pustyni i w Puszczy wisi na licznych szkolnych stronach, podobnie jak Janko Muzykant.
                Teoretycznie jest jednak tak, jak wklejam poniżej:

                Lektura w szkole podstawowej w klasach 4-6:
                • Utwory zaproponowane przez uczniów i nauczyciela (dwie powieści lub dwa zbiory opowiadań w klasie IV oraz po trzy zbiory opowiadań w klasach V i VI).
                • Baśnie i legendy, opowiadania i utwory poetyckie, w tym pochodzące z regionu.
                • Fragmenty wybranych utworów polskiej i światowej klasycznej literatury dziecięcej i młodzieżowej.
                • Teksty reprezentatywne dla źródeł kultury europejskiej.
                • Utwory prozatorskie i poetyckie wprowadzające w polską tradycję i współczesność literacką.
                • Teksty reprezentatywne dla różnych rodzajów, gatunków i form artystycznego wyrazu, ze szczególnym uwzględnieniem utworów epickich.
                • Teksty użytkowe, publicystyczne, popularnonaukowe, przedtawienia teatralne, filmy, słuchowiska radiowe, programy telewizyjne.

                Przykładowy wykaz lektur w szkole podstawowej w klasach 4-6:
                Carlo Collodi – Pinokio; Wiktor Gomulicki – Wspomnienia niebieskiego mundurka; Irena Jurgielewiczowi – Ten obcy; Rudyard Kipling – Księga Dżungli; Józef Ignacy Kraszewski – Stara Baśń; C.S. Lewis – Opowieści z Narnii cz. I: Lew, Czarownica i stara szafa; Kornel Makuszyński – Szatan z siódmej klasy; Lucy Maud Montgomery – Ania z Zielonego Wzgórza; Edmund Niziurski – Sposób na Alcybiadesa; Henryk Sienkiewicz – W pustyni i w puszczy; Alfred Szklarski – Tomek w krainie kangurów; ks. Jan Twardowski – Zeszyt w kratkę; Mark Twain – Przygody Tomka Sawyera; Juliusz Verne – W 80 dni dookoła świata; Stanisław Lem – Bajki robotów.
                Nauczyciel może wybrać utwory niewymienione w wykazie.
    • monika_a_b Re: Kto ma racje? 14.01.13, 05:27
      Moim zdaniem, problem powinien być przegadany z nauczycielką, chociaż podejrzewam jak już tutaj ktoś przede mną wspomniał, że ta matka szukała pretekstu, by dziecko z tej szkoły wypisać, więc i konstruktywna rozmowa ze szkołą nie miałaby tutaj możliwości zaistnienia, z braku chęci ze strony matki. świdaczy o tym chociażby ten wycinek:
      Czy jes
      > t normalne wciskac polskosc i patriotyzm na sie bez zrozumienia?
      Wciskanie? Na siłę? Polskość i patriotyzm to coś złego? Przecież to część bogactwa kulturowego tej małej dziewczynki! Jeżeli polskość jest postrzegana jako coś negatywnego, to po co było w ogóle zapisywać dziecko do POLSKIEJ szkoły? Jak dla mnie jest to bez sensu. Czy matka nie uczy dziecka w domu wierszyków czy piosenek po polsku?

      Prawdą jest też, że dzieci przychodząc do polskiej szkoły sobotniej, niezależnie w jakim wieku, muszę dodać, często gęsto baaaaaardzo słabo ten język znają, bo rodzicom nie chce się mówić do dziecka we własnym języku ojczystym. Przyznaję, że nie potrafię zrozumieć takiego nastawienia, które dane mi było zaobserwować ucząc polskiego w dwóch różnych polskich szkołach, raz w Seattle (USA), teraz w Montrealu (Kanada). Co ciekawe, to właśnie dzieci z czysto polskich rodzin mają najwięcej problemów z językiem, te z rodzin mieszanych jednak mniej, tak jakby rodzic będąc w pojedynkę z językiem, bardziej dba o zachowanie tegoż u swej latorośli.

      Tak poza tym, to w 100% zgdazam się z tym, co już napisała Zojka.

      A może by i autorka tego wątku zabrała głos w dyskusji?

      Pozdrawiam,
      Moni
      • yvona73pol Re: Kto ma racje? 14.01.13, 11:50
        Podepne sie pod SareDonnel wink z tym Murzynkiem Bambo. Ze nie.
        Wolalabym juz nauczyc "kto ty jestes".
        Ale w kwestii wierszykow i wyliczanek, z Akademii pana Kleksa jest duzo fajnych, z Tiktaka, i jeszcze wiele by sie znalazlo.

        Z tym, ze chcialam zaznaczyc, ze mam wrazenie, ze pani z historii z poczatku watku chciala "nauczyc jezyka" pomijajac jego kontekst, kulture i cala otoczke. A tak sie nie da. Choc dyskusyjny jest wybor poszczegolnych utworow, ale jak sie tak czlowiek wglebi i zapyta zainteresowanych - dzieci, to okazuje sie, ze teorie ktore sobie do tego dorabiamy dzieciom zwisaja i powiewaja.
        • mei3 Re: Kto ma racje? 14.01.13, 22:45

          >
          > Z tym, ze chcialam zaznaczyc, ze mam wrazenie, ze pani z historii z poczatku wa
          > tku chciala "nauczyc jezyka" pomijajac jego kontekst, kulture i cala otoczke. A
          > tak sie nie da. Choc dyskusyjny jest wybor poszczegolnych utworow, ale jak sie
          > tak czlowiek wglebi i zapyta zainteresowanych - dzieci, to okazuje sie, ze teo
          > rie ktore sobie do tego dorabiamy dzieciom zwisaja i powiewaja.

          tez tak mysle
          >
          >
    • lykka1 Re: Kto ma racje? 15.01.13, 00:04
      1. nie rozumiem, dlaczego trzylatka nie mowi po polsku. a jesli nie mowi, czyli matce-polce dotad nie zalezalo, to po co idzie nagle do polskiej szkoly?? to niekonsekwentne tongue_out

      2. ale - lepiej pozno, niz wcale.

      3. uczenie trzylatki, w dodatku takiej, ktora sie pierwszy raz na oczy widzi, pisania literek (domyslam sie, ze nie patykiem na piasku, tylko przy stoliku w zeszycie) uwazam za kretynizm, nazywajac rzecz po imieniu.

      4. zalozylam u nas w de prawie 2 lata temu polska grupe zabawowa i mamy dzieci wlasnie mniej wiecej w tym wieku. na razie spiewamy polskie piosenki, bawimy sie w zabawy po polsku, wycinanki tez sa w programie, gdy nie mamy pomyslow, co robic z dziecmi tongue_out przynajmniej naucza sie przy tym pozytecznych zwrotow typu "czy ktos moglby mi podac nozyczki?", obchodzimy razem rozne swieta i urzadzamy wieksze spotkania. jak przyjdzie na to czas, chcemy zaangazowac polonistke, ktora by uczyla dzieci wspolnie pisac i czytac po polsku. slyszalam wiele negatywnych opinii o polskich szkolach i nie bede nawet ryzykowac.

      5. ktos napisal, ze jedna z glownych funkcji polskiej szkoly na emigracji jest podtrzymywanie, czy wrecz budowanie (dokladnego cytatu nie przytocze) polskiej tozsamosci narodowej. dla mnie nie. jedna z glownych funkcji polskiej szkoly jest dla mnie nauczenie sie przez dziecko jezyka polskiego i poznanie jego kontekstu, czyli sila rzeczy kultury i historii polskiej.

      6. nie zamierzam wychowac polki-patriotki-katoliczki, wrecz przeciwnie. zaden katechizm nie nalezy jak dla mnie do kanonow literatury polskiej i polak nie znaczy katolik. jesli ktos chce, moze go sobie ze swoim dzieckiem czytac, prosze bardzo. ale indoktrynacja religijna w szkole? gdybym chciala budowac w moich dzieciach polska tozsamosc, siedzialabym w pl, a nie emigrowala. gdziez jest bowiem lepiej, niz na ojczyzny lonie, a najlepiej od razu w samej czestochowie? czemu nie?

      7. co do wierszykow typu murzynek bambo, czy kto ty jestes mam stosunek ambiwalentny wink
      byc moze dziecko naucze - mi jakos nie zaszkodzily rasistowsko, ale na zajeciach naszej grupy tez czasem poruszamy ten temat. ktos moze sie wysmiewac z poprawnosci politycznej - zgadza sie, ze czasem dochodzi do absurdalnych sytuacji. ja jednak jestem przyciwna rowniez "niegroznym" kawalom o blondynkach, zydach itp., a takze dawaniu dzieciom "niegroznych" klapsow. tak rodza sie uprzedzenia, nienawisc i brak szacunku dla drugiego czlowieka.

      8. co do matki opisanej pokrotce w watku - uwazam, ze jesli sie komus jakas szkola nie spodobala, nie musi do niej posylac dziecka. jesli dwa zajecia byly wg matki do niczego, dlaczego nastepne mialyby nagle byc cudowne i sensowne?? w dodatku odpowiedz dyrektorki nie zacheca do dalszej dyskusji.. "nie zamierzam tego zmieniac" i juz. czyli broni nauczycielki z automatu, nie zapraszajac nawet matki do rozmowy. swietna reklama dla szkoly, moze autorka napisze, ktora to? nalezy sie pani dyrektor.
    • dag_dag Re: Kto ma racje? 18.04.13, 23:18
      Nie na temat - nie razi was ogrom błędów w liście, które popełniła "pani dyrektor" i ogólnie mierny poziom języka polskiego? Człowiek na takim stanowisku...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka