jan.kran
20.02.06, 13:13
Wypowiedż mojej córki Claire:
Ja jestem dzieckiem dwujęzycznym. Urodziłam się w Bawarii, rodzice mam oboje
Polaków. Rodzice zawsze do mnie mówili po polsku, nie wiem, gdzie się nauczyłam
po niemiecku. Pamiętam długi okres, kiedy było mi trudno się wysłowić, to
prawda. Byłam w stanie poprosić o chleb (choć mi się cały czas mieszał z bułką)
i o Fruchtzwerge, ale pamiętam, że długo miałam problemy wyartykulować swoje
myśli. Pamiętam, jak kiedyś przy śniadaniu opowiadałam Ojcowi, że ˝dzisiaj w
nocy widziałam, jak kopali doły w naszym salonie˝; Ojciec mi wtedy powiedział,
że się mów ˝śnić˝. Bardzo mi się podobało, że jest słowo na to, co widzę w nocy:
Sen. Bardzo podziwialam moich rodzicow, ze Oni potrafią powiedzieć co myślą i
czują. Pamiętam nawet pierwsze tygodnie w przedszkolu, kiedy mało mówiłam, bo
nie wiedziałam, jak. Ale po jakimś czasie odkryłam, że pewień sposób mówienia
używa się w domu, a inny w przedszkolu i na ulicy i po jakimś czasie się też
nauczyłam, że ten jeden sposób mówienia się nazywa ˝polski˝, a drugi
˝niemiecki˝. Nie było to uciążliwe. W perspektywie czasu wydaje mi się to
dziwne, ale myślę, że jest to po prostu effektu dwujęzyczności: Dziecko musi
sobie najpiew poukładać w głowie, co gdzie należy.
Nie pamiętam też, żeby mi się kiedykolwiek mieszały. Znaczy, były takie małe
incydenty, typu:
Na bal przybierańców z okazji faschingu byłam przeprana jako wruszka. Widocznie
było to dal mnie wtedy nowe słowa i sobie zapamiętałam, że tym, kim jestem,
rymuje się na Birne. Rymowałam, i rymowałam, ale nie mogłam sobie przypomnieć;
jedyne, co mi pasowało, to to, że jestem Fee. W końcu doszłam do wniosku, że nie
Birne, tylko gruszka. Wruszka rymuje się na gruszka, ale Birne (niemieckie słowo
na gruszka) nie rymuje się na Fee (niemieckia wrószka).
Druga jaka historia to wtedy, kiedy Mama mi podała chrzan zamiast musztardy.
Mówię, że chciałam musztardy, tylko tyle, że mi się pomieszało, dlatego że
chrzan zaczyna się na ˝s˝, jak Senf (czyli musztarda) po niemiecku, a musztarda
na ˝m˝, jak Meerretich (chrzan) po niemiecku. Mama najpierw w ogóle nie
rozumiała, o co mi chodzi, po czym się dowiedziałam, że nie pisze się ˝szan˝
tylko ˝chrzan˝.
Pisać i czytać nauczyłam się po niemiecku. I tutaj Rodzice zrobili błąd: Trzeba
mnie było w wieku pierwszoklasistki nauczyć czytać i pisać po polsku. Z dużym
trudem i wysiłkiem się nauczyłam dopiero o wiele później, jak poszłam do szkoły
polskiej w wieku dwunastu lat. To nie można porównać z nauką języka obcego, to
jest o wiele gorsze. Jak człowiek się uczy języka obcego, to się równocześniej
uczy mówić i czytać. Uczysz się całe obrazy słów (typu w angielskim czy
francuskim).
Ja zaś mówiłam, ale umiałam czytać tylko ˝po niemiecku˝. Można to tylko porównać
do nauki nowego alfabetu: Nie wiedzisz całe słowo, tylko pojedyncze literki i
sylabujesz. Nie chodzi tu o ˝u z kreską˝, czy ˝rz˝. Chodzi o to, że nagle się
okazuje, że jest duża różnica między ˝si˝ a ˝ś˝, ˝ci˝ a ˝ć˝, ˝chrz˝ a ˝sz˝.
Język pisany jest inny, niż język mówiony.
W wieku dwunastu lat przeprowadziliśmy się do Norwegii. Tutaj miałam przez dwa
lata dwie godziny tygodniowo polskiego. W tym samym czasie zaczęłam dużo pisać
po polsku do znajomych w Polsce. Dzięki temu dzisiaj w ogóle umiem pisać i
czytać po polsku.
Język norweski jest dla mnie językiem obcym.
W czasie, kiedy mieszkamy w Norwegii, mój polski się polepszył, zaś mój
niemiecki pogorszył. Związku z tym na razie są na równym poziomie. Zaczęłam
wtrącać do niemieckiego polonizny, coś, co mi się wcześniej nie zdażało. Czuję
się też bardziej niepewna w niemieckim pisanym, ale jestem pewna, że mi to
przejdzie, jak zacznęł studia w Monachium od następnego semestru. Mam w tej
chwili dziewiętnaście lat.
Mój polski pisemny zaś jest za bardzo nieofcjalny. Za mało czytam gazet
polskich, czytam więcej prozy. Przez to nie znam dużo wzrotów oficjalnych. To
też dlatego, bo mi to jest niepotrzebne. Nie piszę listy urzędnicze, ale jak
kiedyś będę musiała, to się tego szybko nauczę.
Mam o trzy lata młodszego brata. On chodzi do niemieckiej szkoły. Jego polski
nie jest doskonały, wtrąca germanizmy, zapomina słowa. W niemieckim też mu się
to zdaża. Jak mi zabraknie jakieś słowo w jakimś języku, próbuję znaleść jakiś
synonim. Zaś Bartek, mój brat, przeżuca się na inny język. Zaczyna rozmowę po
niemiecku, a kończy po polsku. Wychodzą z tego śmieszne sytuacje, bo ja do niego
konsekwentnie mówię po niemiecku: Ja Go pytam po niemiecku, On opowiada coś po
polsku, tłumaczę Mamie coś po polsku, pytając się Bartka po niemiecku.