jofin Re: mam pytanie 24.05.06, 20:12 Za wczesnie wcisnelam enter A mam pytanie do administracji forum, czy poza kwestiwmi jezykowymi mozemy dyskutowac tutaj o naszych dylematach zwiazymi z wychowywniaem dziecmi w innej kulturze. Np. ja mam teraz pewien dylemat dotyczacy kwestii programowych szkoly, ale napisze wiecej, gdy uzyskam przyzwolenie. Kiedys to forum mialo miec nazwe Wielojezycznosc i wielokulturowosc w rodzinie. i przyznam, ze czasem tego watku o wielokulturowosci mi brakuje. Odpowiedz Link
risando Re: mam pytanie 24.05.06, 20:43 > A mam pytanie do administracji forum, czy poza kwestiwmi jezykowymi mozemy > dyskutowac tutaj o naszych dylematach zwiazymi z wychowywniaem dziecmi w innej > kulturze. Np. ja mam teraz pewien dylemat dotyczacy kwestii programowych > szkoly, ale napisze wiecej, gdy uzyskam przyzwolenie. Od kiedy udzielamy tutaj przyzwolen? )) Prosze napisz! Odpowiedz Link
jan.kran Re: Wielojezycznosc i wielokulturowosc w rodzinie 24.05.06, 21:30 Chciałam nadać taką właśnie nazwę forum ale ze względów praktycznych nie było to możliwe. Nazwa nie mieściła się w ramce przeznaczonej na nazwę forum Myślę że mozemy rozmawiac o tym o czym chcemy , tym co nas nurtuje. Uczestnicy nadają kształt forum anie administracja Ja zaczęłam na Kobiecej Polonii dyskusję o edukacji , bo właśnie stoję przed dylematem. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16726&w=42244378 Chętnie posłucham tego co masz do przekazania Kran Odpowiedz Link
skir.dhu Re: Wielojezycznosc i wielokulturowosc w rodzinie 24.05.06, 22:25 Mnie sie zdaje, ze my tu caly czas rozmawiamy o kulturze w roznych wymiarach - czymze by byly rozmowy o emigracji, tozsamosci albo nawet i posylaniu dzieci do dwujezycznych przedszkoli? Przy okazji donos z Yerevan - wszyscy mlodzi chca rozmawiac tylko po angielsku, bo sie zapamietale ucza tego jezyka. A Lara ma rozdarte serce, bo Ona chce cwiczyc swoj ormianski i chetnie by propagowala znajomosc francuskiego. A Oni od Niej tylko chca konwersacji po angielsku i przynosza Jej nawet proby poetyckie po angielsku do sprawdzenia. I Lara pisze (tlumacze): mama - czy jak jest rym niegramatycznie to mam zostawic jako licencia poetica, czy mam poprawic ale wtedy bedzie bez rymu? i jak ja mam jej powiedziec zeby zaczela od pisania krotkich listow a nie od epopei? czy ja jej to moge napisac i powiedziec, ze to cwiczenie rozumienia pisanego tekstu po angielsku? ja sie boje ze ona bedzie plakac po krytyce. To so dopiero dylematy kulturowe I pisze je z nadzieja, ze nie zostana ocenzurowane ) Skir Dhu Odpowiedz Link
jofin Re: Wielojezycznosc i wielokulturowosc w rodzinie 24.05.06, 23:24 Skir, dhu, to o czym piszesz, to sa jednak sprawy lingwistyczne i spokojnie tyczy sie tematu forum. Moj dylemat jednak znaczaco od tego odbiega. Ale moze zaczne od poczatku. Wybralam to forum, bo was lubie i spokojnie tutaj i wiem, ze postaracie sie mnie zrozumiec. Dwa dni temu w poniedzialek, tuz przed pojsciem do szkoly, moj syn uraczyl mnie listem z tejze szkoly informujacym o tym, ze jego rocznik ma w planach lekcje o dojrzewaniu plciowym. Nauczyciele planuja dzieciom przedstawic video na ten temat, a pozniej beda ten temat walkowac. MOj syn ma w tej chwili 9 lat i jest jednym z najstarszych w jego klasie. Jest to klasa 4 , bo dzieci tu wczesnie zaczynaja chodzic do szkoly. W owym liscie byla takze informacja, ze jezeli my rodzice nie zyczymy sobie, aby nasze dziecko uczestniczylo w tych zajeciach, to mozemy o tym nauczycieli poinformowac. I dodatkowo zaproszenie dla nas rodzicow na "premiere" filmu. Troche mnie przyznam, zatkalo , troche rozsmieszylo. Postanowilam ten film zobaczyc, aby przynajmniej wiedziec, o czym mam w najblizszym czasie z synem rozmawiac. Dodam jeszcze, ze on sam stwierdzil, ze bardzo chce brac udzial w tych lekcjach, bo wydaje mu sie, ze to ma cos wspolnego z "science", wiec bardzo go to interesuje. No to sobie poszlam na film do szkoly , obejrzalam, co tez tajemniczego chca przedstawic dzieciom i znowu troche mnie zatkalo. Spodziewalam sie, ze beda tam informacje o tym, jak sie zmienia cialo czlowieka, jak dzieci moga sie czuc ze swoim cialem i z wystepujacymi w nim zmianami. I troche tego bylo, ale bardzo pobieznie akurat te tematy potraktowano. Glowny nacisk polozono na opisanie, jak to oni w tym filmie nazywali "sex parts" z wytlumaczniem fizjologii ich funkcjonowania dosc dokladnie. Byly pokazywane 2 filmy. Jeden w calosci, a drugi zatytulowany "How to make a baby" w polowie, bo jak wytlumaczyla nauczycielka te czesc dosadniejsza dzieci beda mialy przedstawiona w 5 klasie, czyli wtedy, gdy beda mialy 10-11 lat.Dodam jeszcze, ze projekcje obu filmow beda dla dziewczynek i chlopcow jednoczesnie. Na stolikach, gdy ogladalismy video, byly rozlozone rozne materialy, a wlasciwie pytania, zadania, jakie dzieci w zwiazku z tm teamtem beda przerabiac. A drugi film konczy sie taka scenka, ze na przyejcie przychodza ludzie, duzo tych ludzi z rozymi partnerami, Jedni sa w zwiazku malzenskim, drudzy zyja w konkubinacie , ale maja dziecko i sa tez 2 dziewczyny, ktore rowniez sa ze soba w zwiazku. I na tym sie film ucina. Reszta czeka na pokazanie w nastepnym roku. NIe naleze do osob, ktore boja sie dyskusji z dziecmi na jakikolwiek temat. Gdy maja pytania, wszsytko im wyjasniam, czasem sama zaczynam co trudniejsze rozmowy. I nawet wczoraj pod wplywem tego filmu, juz zaczelam pierwsze rozmowy z synem , ale nie zauwazylam u niego wiekszego zainteresowania tym tematem. No i nie wiem, co zrobic. Pewnie pozwole mu w tych lekcjach uczestniczyc, bo wyobrazam sobie, ze temat rozbudzi w gronie dzieci rozne dyskusje, smiechy i chichy. I nie chce, aby czul on sie zacofany w stosunku do innych dzieci. Z drugiej strony, co do filmu i omawiania tego tematu w tym wieku, mam duze zastrzezenia. O ile jeszcze rozumiem ze dziewczynki powinny byc przygotowane wczesniej, to co do chlopcow - sama nie wiem. Jakos za duzo mi w tym filmie bylo nacisku na sex i przygotownaia do tego. Zastanawia mnie, dlaczego oni taki instruktaz daja dzieciom tak wczesnie. Nie wiem czy wiecie, Anglia pod wzgledem mlodocianych ciaz jest na 1 miejscu w Europie. Przypuszczam, ze kazda szkola musi cykl takich szkolen dzieciom przedstawic. Ale jak dla mnei jest to niepotrzebne rozbudzanie niepotzebych mysli u dzieci. Nawet nie oczekuje od Was jakiejs odpowiedzi, ale jakos mi zle z tym,z e musze sie zgodzic na uczestnictwo mojego syna w tych lekcjach. Bardzo ciekawa jestem, jak to nauczanie seksulane wygalda w innych krajach, jak to bylo w przypadku Waszych , starszych juz dzieci. Nic to nie ma wspolnego z jezykami, ale co tam. pozdrawiam Jofin Odpowiedz Link
ananoy Re: Wielojezycznosc i wielokulturowosc w rodzinie 19.06.06, 00:51 Jestem produktem amerykanskiego systemu edukacyjnego choc w wieku 10 lat bylam jeszcze w Polsce. Nie mam na razie dzieci, ani faceta, ale to inna sprawa. Moi rodzice tez dostawali takie listy i na poczatku ich to dziwilo. Mysle, ze listy biora sie stad, ze szkola, lub system edukacyjny w kraju wielokulturowym, nie chce tworzyc sytuacji, w ktorej by moza bylo zarzucic szkole, ze narzuca swoje wartosci rodzinie (choc i tak i tak to sie dzieje, posrednio). Pamietam lekcje "sex education" nieco pozniej, bo w wieku 14-stu lat. Potem w zyciu zdalam sobie sprawe ze to co chcieli nam powiedziec ("no sex before marriage") bylo w gruncie rzeczy wlasciwe, ale wielce uproszczone. Tak wiec, dluga jest droga od edukacji o funkcji narzadow plciowych do jakiegokolwiek efektu jakie to moze miec na codzienne zycie dziecka, bo to o czym najbardziej chce sie wiedziec oni i tak nie ucza i omijaja (a dzieci niekoniecznie maja tak wiele pytan). W kazdym razie, na pewno efekt "sex ed" nie jest negatywny. Ja tak mysle. A swoja droga, to (nawet juz w wieku 9 lat) "sex ed" powinno sie skupiac na akceptowaniu, szanowaniu i probie zrozumienia tej "drugiej" plci, a nie tylko na aspektach "czysto biologicznych." Odpowiedz Link
xurek Re: Wielojezycznosc i wielokulturowosc w rodzinie 19.06.06, 12:10 Sama nie wiem. Moj syn ma dopiero 5,5 roku, ale temat „skad biora sie dzieci“ przerobilismy juz z dobre 1,5 roku temu. Na szczescie zadowolil sie stwierdzeniem, ze plemnik i jajeczko lacza sie w macicy nie pytajac, jak ten plemnik tam sie dostaje . Nie wiem, jak zareagowalabym w takim wieku na takie pytanie, ucieszylo mnie jednak bardzo, iz nie zostalo zadane. Jak sie patrzy na wlasne dziecko (przynajmniej ja tak mam), to wciaz sie czlowiekowi wydaje, iz jest za mlode na wiele rzeczy, z ktorymi zostaje skonfrontowane. Jezeli jednak patrze na tutejsze 9-latki, to u dziewczynek jest to wiek, w ktorym co poniektore zaczynaja sie interesowac chlopakami a chlopcy niejako zostaja przez ten fakt „zmuszeni“ zaniteresowac sie zainteresowaniem przeciwnej plci. Moze wiec nie jest to za wczesnie na seksualna edukacje? Nie da sie moim zdaniem rowniez rozdzielic tej edukacji u dziewczynek i chlopcow, bo bedac wszstkie w jednej klasie i tak beda wymieniac sie informacjami. Rozumiem, ze jest Ci nieswojo – mnie tez by bylo. Z drugiej strony uwazam, ze masz racje pozwalajac synowi na udzial w tych lekcjach – zabronienie wywolaloby pewnie tyko wieksze zainteresowanie tematem a tak byc moze sie okaze, iz jego to jeszcze w ogole nie interesuje i temat pojdzie w zapomnienie? Odpowiedz Link
jofin i po lekcjach 23.06.06, 00:03 NO to wlasciwie juz jest po wszystkim. Skonczyl sie juz caly tydzien lekcji, gdzie spora czesc dnia moj syn spedzal edukujac sie jak wyzej. Ciekawa byla to dla mnie konforntacja z moim wlasnym doswiadczeniem, kultura, wychowaniem. Oczywiscie przed lekcjami na ten temat probowalam syna wprowadzic nieco w tematyke, ale problem polegal na tym, ze niekoniecznie ten temat go interesowal. Przynajmniej gdy ze mna rozmawial. Potem kazdego dnia codziennie minimum pol godziny obgadywalismy to, czego sie w szkole dowiedzial. Bardzo ciekawe dla mnie przy tym wszystkim byla organizacja lekcji i uczniow zarazem, poniewaz wyobrazcie sobie, dzieciom nie wolno bylo i do dzisiaj nie wolno poruszac miedzy soba w rozmowach na przerwie tej tematyki. Rowniez na lekcjach nie mogli sie smiac. Zadziwia, jaki posluch nauczyciele w tej szkole maja u dzieci, bo uczniowie sie do tych nakazow naprawde stosuja. To co wydalo mi sie cennego, to to, ze uczniowie uczyli sie nie tylko funkcjonowania poszczegolnych organow plciowych. Lekcje zaczely sie od teamtyki higieny, rowniez sporo miejsca poswiecono na nauke nazw tych tak czesto dziwnie nazywanych czesci naszego ciala. I to moj syn uznal za bardzo cenne i przydatne. I o ile pierwsze lekcje widzialam, ze wywolaly u niego sporo zazenowania, to juz nastepne byly przyjmowane nieco naturalniej. Najciekawsze doswiadczenie to mialam z kolezanka syna, ktora mieszka obok i czesto nas odwiedza, bo rowniez z nia spokojnie moglam rozmawiac o tym, czego sie uczyli na tych lekcjach. I ani u mnie, ani u niej nie wywolywalo to zadnego zazenowania. A doswiadcznie to jest dla mnie o tyle ciekawe gdy rozpatruje jej w kontekscie postu i dyskusji na ktoryms forum, na temat tego, ze wiele malzenstw ma problemy z rozmawianiem ze soba na temat seksu. MOze wiec rzeczywiscie zaczynanie tak wczesnej edukacji seksualnej w szkole nie jest takie glupie. Odpowiedz Link