ja jestem polka, maz - niemcem, mieszkamy w niemczech. syn ma 2.5 roku, chodzi
do niemieckiego przedszkola. w domu stosujemy z mezem OPOL, miedzy soba
rozmawiamy po angielsku (ale z synem nie, chyba ze pyta, co jakies slowo
znaczy, to tlumaczymy). syn rozumie wszystko po niemiecku i polsku
(oczywiscie), ladnie mowi po niemiecku, calymi dlugimi zdaniami, gramatyka nie
zawsze ok, ale widac, ze sie stara i wie, ze rozne "smieszne rzeczy" typu
deklinacje i koniugacje istnieja

(nawet w przedszkolu go chwalili, ze jest
ponad przecietna w swoim wieku). po polsku na razie MOWI slowa, czasami proste
zdania kilkuwyrazowe (deszcz pada, jest mokro, idziesz do pracy?). czesto
wtraca slowa polskie do niemieckich zdan, gdy rozmawia ze mna lub ja jestem
kolo niego. wiem, ze rozumie wszystko, bo nie ma problemu nawet z bardzo
skomplikowanymi "poleceniamI" (gdy np tlumacze, bez pokazywania, jak cos
nowego zrobi) oraz czesto tlumaczy tacie, co wlasnie powiedzialam

ale nie
mowi do mnie tylko po polsku, mowi po niemiecku, wtracajac polskie slowa,
czasem jakies zdania sa po polsku (jak pisalam wyzej).
zauwazylam tez, ze po wizycie mojej rodziny (nie znaja niemieckiego) zawsze
jest "eksplozaja" polskiego, bo z babcia czy ciocia musi sobie radzic po
polsku. wtedy wzbogaca sie jego slownictwo, czasem przybywaja nowe zdania,
zostaje to rowniez w kontaktach ze mna. ale (wiadomo

chialabym, zeby syn
mowil wiecej po polsku (do mnie czy rodziny).
i zastanawiam sie, czy taka metoda jest dobra:
moze zaczac ignorowac jego wypowiedzi, gdy mowi do mnie po niemiecku? rozina
tak MUSI robic i to pomaga, wiec moze ja tez powinnam tak robic i to zmotywuje
go do mowienia wiecej po polsku? na razie (na probe) zrobilam tak z tytulem
piosenki, o ktora mnie prosi co wieczor przy zasypianiu - jak mowil po
niemiecku, to pytalam "jaka piosenke?" i na poczatku podpowiadalam "o
biedronce?" i teraz (kilka dni) prosi juz sam "o biedronce"
z jednej strony - to moze (jak myslicie?) zadzialac, ale z drugiej - on teraz
tak fajnie i duzo mowi, takie historie opowiada, ciagle sie z nami komunikuje
(po niemiecku glownie), ze BARDZO by mi bylo zal, gdybym musiala udawac, ze
nie rozumiem. boje sie, ze moze zaniechac rozmow ze mna, a gadac tylko z mezem

zwlaszcza, ze on od dawna jest "syneczkiem tatusia" i papa jest za
piedestale...

no i nie wiem, czy ta metoda by naprawde zadzialala! macie jakies
doswiadczenia, rady?
PS. ja jakos nie naciskam, aby synek juz-teraz mowil po polsku, wiem, ze
rozumie i czekam sierpliwie. ale zawsze jest odrobina "zazdrosci" o ten super
rozwoj mowy po niemiecku, no i chec uslyszenia tego po polsku

oraz
zastanawianie sie, jak mu pomoc w tym misz-maszu jezykowym