Dodaj do ulubionych

Językowy problem.

28.06.09, 18:25
... czyli jak to zrobić, żeby się nie narobić wink i żeby było dobrze.
Syn - lat 4,5, mówi tylko po polsku.
Córka - lat 0 miesięcy 8, jeszcze nie mówi.
Mąż - mówi tylko po angielsku i w swoim plemiennym języku (oba native, przy
czym IMO angielski jest trochę niegramatyczny, ale to taka ichniejsza przypadłość)
Ja - 10 lat nauki języka w szkole, ostatnie 2 lata intensywnego używania
angielskiego, nie mam problemu z mówieniem, ale czasem brakuje mi słów.
No i gramatyka mi siadła, muszę nad tym przysiąść.

Sprawa jest następująca.
Pan Mąż od jakiegoś czasu jest wyjechany, z dzieciakami praktycznie kontaktu
nie ma, bo z Córką przez telefon sobie nie pogada za dużo, a z Synem
zamieniają kilka słów po polsku (ale niewiele, bo Mąż niewiele potrafi powiedzieć)
Córka MUSI znać angielski, bo inaczej z własnym ojcem się nie dogada.
Syn dopiero od niedawna wykazuje jakiekolwiek zainteresowanie językiem, mimo
stałego z nim kontaktu od 2 lat.
Wcześniej buntował się przeciwko jakimkolwiek próbom wprowadzenia angielskiego.
Jestem z dzieciakami sama.
Muszę jakoś się z nimi porozumiewać.
Kiedy Syn jest w przedszkolu mówię do młodej po angielsku (ale to dopiero od
jakiegoś miesiąca, długo mi zajęło przełamanie się, choć cały czas nie czuję
się z tym do końca naturalnie).
Ale jednak dużo czasu spędzamy razem i mam problem - jakiego języka używać.
Jeżeli będzie to angielski, to Syn nie będzie rozumiał, boję się, że może to
być przyczyną dodatkowych problemów (a jest dzieckiem nadpobudliwym i dość
ciężkim w prowadzeniu).
Jeżeli będzie to polski, to mam wrażenie, że Córka poczuje się trochę
'wygłupiona' sytuacją, nie będzie jasnego przekazu.
Używanie dwóch różnych języków (do Córki po angielsku, do Syna po polsku) też
nie do końca mi leży, bo to będzie wyraźne sygnalizowanie różnic (a już mamy z
tym pewne problemy).
Na razie staram się mówić do Syna po angielsku pokazując o co mi chodzi i
jeżeli nie rozumie, to tłumaczę.

Jakieś rady?
Jak to rozwiązać, jak zachęcić Syna do angielskiego?
Z góry bardzo dziękuję za wszelkie sugestie smile

m.
Obserwuj wątek
    • jofin Re: Językowy problem. 28.06.09, 20:52
      A gdzie mieszkacie?
      • marjanka_boss Re: Językowy problem. 29.06.09, 08:16
        W Polsce.

        m.
    • teo32 Re: Językowy problem. 29.06.09, 09:07
      nie jestem w takiej sytuacji, wiec moge sobie tylko teoretyzowac, ale to co mi
      sie nasunelo po przeczytaniu postu:

      1. nie ma co roznicowac jezykowo dzieci: kiedy mowisz do corki po angielsku mow
      rowniez po angielsku do syna. to chyba byloby najgorsze taki podzial ze ty
      jestes taki, a ty taka. mogloby sie to odbic czkawka i zalami. raczej unikalabym
      tego!

      2. corcia jest jeszcze malutka, ale zarowno dla jednego jak i dla drugiego
      zakupilabym mase bajek na dvd po angielsku, sluchowisk na cd i ksiazeczek i po
      prostu "bombardowala" jezykiem poprzez takie przekazniki. jak masz satelite to
      tez niech leca anglojezyczne kanaly. moze jakies gry anglojezyczne do kupienia w
      ksiegarniach jezykowych albo przez internet bezposrednio z angli na przyklad.

      3. moze ustal ( z synem mysle, ze juz mozesz, cora moze wejdzie w to
      automatycznie), ze w pewne dni, przy pewnych okazjach, czynnosciach, o pewnej
      porze mowimy sobie po angielsku dla zabawy.

      albo zupelnie inna wersja: w domu tylko i wylacznie z obojgiem mowie po
      angielsku, polski funkcjonuje poza domem. mysle, ze poczatki moga byc
      cieeeeezkie. wazna konsekwencja. mysle ze to jest sposob by zarowno po angielsku
      jak i po polsku dziecko umialo sie dogadac. z obojgiem rodzicow.

      powodzenia!

      ps. cudne masz te dzieciaki, a cora ma rozbrajacy usmiech ! smile


      tak jak pisze, to tylko teoretyczne moje gdybanie, moze ktos z wlasnego
      doswiadczenia napisze cos innego
      • yuka66 Re: Językowy problem. 29.06.09, 09:20
        Ja bym w Twojej sytuacji rozmawiala z dziecmi po polsku, a
        wprowadzila angielski w formie dodatkowych lekcji - godzina czy pol
        dziennie - jakies gry, zabawy, nauka slowek, i tak jak radzi
        przedmowczyni - filmy, tv po angielsku.
        • mr_cellophane Re: Językowy problem. 29.06.09, 10:44
          Takie gry i zabawy w j.angielskim to fajna sprawa ale moim zdaniem zdecydowanie
          za malo aby dzeci mogly komunikowac sie z ojcem.
          Przykro to pisac ale dwujezycznosc bez czynnego udzialu obojga rodzicow i braku
          srodowiska ML jest trudna do osiagniecia.
          Jesli dziecko ma mowic po angielsku musi w tym jezyku rozmawiac Risando podawal
          nawet kiedys jakas statysyke bedaca okolo 30% czasu aktywnosci dziecka). Tak
          wiec jesli zalezy wam na tym to jesli nie twoj maz to Ty musisz rozmawiac po
          angielsku.
          • marjanka_boss Re: Językowy problem. 29.06.09, 17:27
            CytatJesli dziecko ma mowic po angielsku musi w tym jezyku rozmawiac
            No ja sobie zdaję z tego sprawę.
            Pytanie czy mój nie do końca poprawny angielski nie narobi więcej szkód niż
            pożytku...
            Zawsze mi się wydawało, że dwujęzyczność może wprowadzać native, a przynajmniej
            ktoś swobodnie i poprawnie wypowiadający się w danym języku.
            A ja może i mam swobodę, ale poprawność trochę leży.

            No i pomysłów mi trzeba jak Syna do angielskiego zachęcić.
            I tak mamy już dużą poprawę, bo początkowo w przedszkolu na angielskim siedział
            obrażony w kącie i odmawiał jakiegokolwiek udziału w zajęciach.
            Teraz na szczęście już działa na równi z innymi dziećmi.
            No i czy opcja z tłumaczeniem Mu na polski ma sens...
            Nie potrafię płynnie wprowadzić tego angielskiego w rozmowy z Nim, bo On
            najnormalniej w świecie nie rozumie co do Niego mówię indifferent
            I kończy się na tym, że i tak wszystko powtarzam po polsku...

            m.
            • gosiash Re: Językowy problem. 30.06.09, 00:51
              A czy pan maz na dlugo wyjechany? Bo jak na pol roku, to
              rzeczywiscie musisz dzialac intensywniej, a jak na miesiac tylko to
              bym sie nie stresowala. 8 miesieczne dziecko jeszcze nie musi mowic
              wink, wiec wystarczy jak bedzie sluchala angielskich pioseneczek,
              ogladala jakies bajeczki po angielsku no i tatus przez telefon, a
              jak tatus wroci to bedzie mowil do malej po angielsku i po
              problemie.
              Do syna to bym raczej nie mowila po angielsku jak nie rozumie, bo
              moze sie zniechecic. Niech sie na razie w przedszkolu uczy, a Ty go
              mozesz 'podejsc' kupujac np. jakas gre na komputer po angielsku.
              Moze malzonek moglby cos przeslac, bo nie wiem czy w Polsce cos
              dostaniesz dla dzieci, zeby nie bylo przetlumaczone na polski. No i
              wlasnie jakies pioseneczki, tak zupelnie przypadkiem. Jezeli masz
              niedaleko British Councile, to radzilabym sie wybrac i wypozyczyc
              jakies bajeczki dla dzieci. Ale jak maly nic nie rozumie, to polecam
              takie zupelnie proste - duzo obrazkow, po jednym zdaniu na stronie.
              No i najlepiej cos co maly lubi. W Polsce sa polularne rozne
              angielsko jezyczne bajeczki. Np. Pingu (?) Ja mam kilka ksiazeczek,
              czesc po polsku (wakacje w Polsce), a czesc kupionych tu na miejscu.
              Mam jednak taka uwage do bajek, jezeli maly np. oglada jakas
              angielska bajke po polsku, to moze nie chciec ogladac jej po
              angielsku nie tylko dlatego, ze nie rozumie, ale dlatego ze mu glos
              nie pasuje. Moja mala ogladala w Polsce jakas tam Barbi -
              Ksiezniczka Jeziora chyba - po polsku, zeby wszyscy mogli zrozumiec.
              Wrocilismy do Anglii i probowalam ja przekonac zeby po angielksu
              obejzala (sama bylam ciekawa, jaka bedzie ta wersja wink, ale moja
              mala odmowila. Po prostu dla niej ta ksiezniczka mowila tak a nie
              inaczej, a w angielskiej werjsi nie tylko jezyk byl inny, ale
              przeciez glos aktora rowniez, wiec jej po prostu nie pasowalo.
              No i mozesz jeszcze tak 'przypadkiem' rzucac jakies polecenia po
              angielsku, np. come here, good girl (to do corki wink), look!. Takie,
              ze to niby Ci sie wyrwalo, a nie ze na sile chcesz Go uczyc. Syn
              bedzie zalapywal slowka, ale nie bedzie sie czul przymuszany do
              nauki (mam nadzieje). Mozesz tez probowac, jak ogladasz z coreczka
              obrazki, pokazujesz i mowisz 'jablko, po anielsku bedzie.....Oj jak
              to jest po angielsku i tu mozesz sie zwrocic do syna, jak to bedzie
              po angielsku? Jezeli oczywiscie wiesz, ze zna to slowko' No i
              oczywiscie jak powie to chwal Go jakby nie wiem jakie osiagniecie smile
              "Ach, jaki Ty madry jestes. Jak mamusi pomogles. Calkiem zapomnialam
              jak jest jablko po angielsku' wink
    • mr_cellophane Re: Językowy problem. 30.06.09, 10:26
      Jednym słowem dylematy które towarzyszą non-native bilingual.
      W sumie masz dwie opcje – tak jak wspomniała gosiash jeśli mąż wyjechał na krotki okres czasu staraj wypełnić czas zabawami po angielsku, jeśli to dłuższy okres czasu – no cóż ja wyznaje filozofie że śmieszność nie mówienia jest większa od śmieszności mówienia.
      Dlatego jeśli w twoim angielskim zdarzają Ci się potknięcia gramatyczne to ważne abyś czytała dużo dzieciom, słuchały nagrań bajek piosenek i oglądały TV w j. angielskim tak aby maksymalnie zbilansować ewentualne ułomności twojego języka. Pozatym pozostaje nieustanne poszerzanie słownictwa i szlifowanie swojego języka. Ja robiłem to wieczorami po całym dniu wynotowanych brakujących słowek czy zwrotów, a do dziś dnia noszę słownik w telefonie komórkowym.
      Jednak nie ma co się oszukiwać w ten sposób dzieci nie będą nigdy native ale będą za to sprawnie posługiwały się językiem który umożliwi im komunikację z ojcem.
      Co do zabaw i chwytów marketingowych oto lista moich ulubionych i zawsze działających
      Oczywiście akceptowalne są tylko odpowiedzi angielskie. (Zapewniam że dziecko w tych okolicznościach b.szybko się uczy)
      -Do you want go on ice cream?
      -We can make huge bubbles but, you must bring me yellow soap first.
      -Can you count this chocolate candys please?
      -I need your help. Can you pass me this wrench please
      I wiele innych które zmuszają dziecko do działania (przyjemnego rzecz jasna) i pomocy bo Cinek uwielbia być pomocny przy remoncie i naprawach.
      Poza tym jedną z ulubionych zabaw Cinka jest gra w której ja mam plik kart z obrazkami i nie pokazując ich jemu, opisuje rysunek, a on ma zgadnąć co jest na obrazku. Gra jest o tyle rozwijająca że potem się zamieniamy i to Cinek opisuje co widzi a ja mam zgadnąć. Oczywiście gdy uznajemy że zebrał już wystarczającą ilość punktów czeka go jakaś słodka nagroda. Gra jest o tyle uniwersalna że można zaczynać od zupełnego braku znajomości języka (np. zwierzęta i wydawać ich odgłosy) aż do naprawdę skomplikowane opisów rodem z kalamburów. Z doświadczenia wiem że im bardziej dziecko jest zmotywowane (np.kto będzie pierwszy) lub nakręcone choćby niewielką nagrodą łatwo można uzyskać właściwe działanie.

      P.S. Co do filmów i wersji językowych, mam podobnie ze Shrekiem z tym że angielska wersja wyraźnie jest uwielbiana „bo gingerbread man tak śmiesznie mówi po polsku”
      • risando Re: Językowy problem. 01.07.09, 12:13
        Sytuacja trudna. Nie zmienilbym generalnie jezyka, w ktorym sie mowi do dzieci. U nas przynajmniej taka zmiana juz emocjonalnie nie bylaby mozliwa.

        Istotna kwestia to rowniez plany na przyszlosc. Jesli rodzina pozostanie w Polsce, to nalezy zapewnic dzieciom staly i urozmaicony kontakt z jezykiem polskim, o ile nie beda akurat uczniami innojezycznej szkoly.

        Mama moze tylko udzielic lekcji jezyka angielskiego, ale nie sama dwujezycznie wychowac. Tata powinien czas, ktory spedza z dziecmi, jak najlepiej wykorzystac. Ponadto powinien on rowniez przygotowac plan B, mianowicie sam bardzo dobrze sie nauczyc jezyka polskiego. Jesli ze wzgledu na okolicznosci nie uda sie przekazac dzieciom odpowiedniej znajomosci jezyka angielskiego (skoro 4,5-letni syn takiej znajomosci nie posiada, jest to chyba calkiem mozliwe), to musi zaistniec jednak wspolny jezyk do komunikacji.

        Pozdrawiam
      • nesla Re: Językowy problem. 03.07.09, 12:44
        mr_cellophane, podziwiam jus od jakiegos czasu twoje podejscie i twoja
        kreatywnosc. Fajna gra, nam sie przyda, jak masz wiecej w zanadrzu to
        pisz! smile
    • marjanka_boss Re: Językowy problem. 03.07.09, 22:28
      Bardzo dziękuję za wszystkie rady.
      Część z pewnością wykorzystam smile

      Wyjaśnienie odnośnie Syna: jest tylko moim synem, kontakt z językiem angielskim
      ma od 2 lat, czyli miał wtedy 2,5 roku.
      I przechodził paskudny bunt dwulatka indifferent
      Wprowadzenie angielskiego wtedy było praktycznie niemożliwe.

      Małżonek wyjechany bezterminowo, od 4 miesięcy i na razie perspektyw na
      powrót/dołączenie do Niego brak.
      Stąd właśnie coraz intensywnej myślę o tym jak ten język do domu wprowadzić.

      On się polskiego nie jest w stanie nauczyć dobrze - ma taką bardzo podstawową
      znajomość, w końcu prawie 2,5 roku w PL mieszka, pozwala to na jako taką
      komunikację z Synem.
      Ale IMO jako taka komunikacja to za mało w relacjach rodzic-dziecko.

      Pozostaje mi dopracować się gramatycznie, pracować nad słownictwem i mówić do
      dzieci jak najwięcej.
      Polskiego i tak się nauczą poza domem.

      Jeszcze raz dziękuję za pomysły!

      m.
      • jan.kran Re: Językowy problem. 04.07.09, 06:31
        Marjanko a myślałaś o przedszkolu i szkole angielskojęzycznej dla
        dzieci ?
        • jan.kran Re: Językowy problem. 04.07.09, 06:45
          Moje dzieci przyjechały do Norwegii w wieku osiem i dwanaście.

          Przedtem mieszkaliśmy w DE , tam się dzieci urodziły i wychowały.
          Córka od początku pobytu w Norwegii chodziła tylko do norweskich szkół jednak
          jest native po niemiecku.
          Syn uczęszczał najpierw cztery lata do norweskiej szkoły i jego niemiecki sie
          zdecydowanie pogorszył.
          W wieku dwunastu lat zaczął uczeszczać do niemieckiej szkoły
          w Oslo , cztery lata.

          Nie byłam zadowolona z tej szkoły i posłałam go do norweskiej , nie chcieli mi
          Go przyjąć bo norwerski znał słabo.
          Uparłam się i dziś śmiga po norwesku lepiej od rodowitych Wikingów choć z akcentem.

          Te cztery lata niemieckiej szkoły moim zdaniem zadecydowały ze jest native po
          niemiecku , ja nie miałam szansy przekazać mu idealnego niemieckiego.
          Dlatego zapytałam o to czy możesz dzieci posłac do angielskojęzycznej szkoły.
          Pozdrawiam.
          Kran.
          dziś ma 19 lat.
        • marjanka_boss Re: Językowy problem. 04.07.09, 12:43
          Do szkoły jeszcze mamy czas, więc jest to realne i nawet rozważamy opcję takiej
          szkoły (z tym, że nie w PL).
          Młoda do przedszkola teoretycznie też będzie mogła iść, jeżeli tylko trochę się
          odbijemy finansowo (dlatego między innymi Małżonek wyjechany obecnie).
          Syn na razie niestety do takowego przedszkola nie pójdzie, bo nie stać mnie żeby
          wywalać półtora tysiaka co miesiąc - a tyle mniej więcej kosztuje pobliskie
          przedszkole anglojęzyczne indifferent

          m.
          • risando Re: Językowy problem. 04.07.09, 14:02
            Witam,

            ---------------
            marjanka_boss napisała:

            > Do szkoły jeszcze mamy czas, więc jest to realne i nawet rozważamy opcję takiej
            > szkoły (z tym, że nie w PL).
            > Młoda do przedszkola teoretycznie też będzie mogła iść, jeżeli tylko trochę się
            > odbijemy finansowo (dlatego między innymi Małżonek wyjechany obecnie).
            > Syn na razie niestety do takowego przedszkola nie pójdzie, bo nie stać mnie żeb
            > y
            > wywalać półtora tysiaka co miesiąc - a tyle mniej więcej kosztuje pobliskie
            > przedszkole anglojęzyczne indifferent
            ---------------

            Na Twoim miejscu poszukalbym chyba na razie rozwiazania pozainstytucjalnego. Konfrontacja z niezbyt lubianym jezykiem angielskim w przedszkolu, gdzie nauczycielki nie maja mozliwosci indywidualnego podejscia do dziecka (o ile to nie jest naprawde mala grupa, nie maja czasu na to), moze prowadzic do dalszego zniechecania syna do tego jezyka.

            Wlasnie zaczyna sie okres wakacyjny studentow. Moze znajdziejcie u Was na miejscu studentke z odpowiednim przygotowaniem jezykowym i pedagogicznym, ktora moglaby sie regularnie synem opiekowac i intensywnie pracowac nad jezykiem. Druga opcja to "gotowa" nauczycielka jezyka angielskiego, ktora uczy w podstawowce. Jesli syn polubi takie korepetycje, to nawet spotkanie trzy-cztery razy w tygodniu po 60 min na pewno daje o wiele wiecej niz caly dzien w przedszkolu, w ktorym nauczycielka mowi przewaznie do calej grupy, a dzieci miedzy soba rozmawiaja po polsku. Sama moglabys uzupelnic te „korepetycje”, czytajac wieczorem po angielsku ksiazke. Mysle, ze tez finansowo taki indywidualny tryb nauki bedzie korzystniejszy od przedszkola.

            ---------------
            On się polskiego nie jest w stanie nauczyć dobrze - ma taką bardzo podstawową
            znajomość, w końcu prawie 2,5 roku w PL mieszka, pozwala to na jako taką
            komunikację z Synem.
            ---------------

            Niektorzy cudzoziemcy z takim stazem nauki jezyka polskiego juz pracuja normalnie w polskojezycznym srodowisku. Rodzic powinien moim zdaniem tak samo jak dziecko naprawde starac sie osiagnac jak najlepszy poziom znajomosci "drugiego" jezyka. Po pierwszy ulatwia to z oczywistych powodow znacznie zycie codzienne, po drugie pokazuje on tym dziecku, iz dwujezycznosc jest czyms normalnym i uzytecznym.

            Pozdrawiam
            • jan.kran Re: Językowy problem. 04.07.09, 14:44
              Risando dobrze radzi , może na początek znaleźć kogoś native angielskiego który
              by z dziećmi poszedł na plac zabaw , poczytał książeczki , lekcji udzielił.
              W przyszłości polecam wyjazd do angielskojęzycznego kraju na kilka tygodni.

              Co do nauki polskiego to sądzę że jeżeli docelowo chcecie mieszkać w PL mąż
              powinien się nauczyć po polsku.

              Risando mi imponuje , nie wiem gdzie się tak nauczył pisać po polsku ale to
              wielkie osiagnięciesmile

              Mój francuski przyjaciel nauczył sie sam po polsku.
              Nie załamuj się ale zajęło Mu to z pięć lat.
              Ma żone Polkę , nigdy w PL nie mieszkał ale bardzo dobrze się tam czuje. Rodzina
              żony mówi ledwo , ledwo po angielsku więc Alain stwierdził że trzeba sie jakos
              dogadać.
              Uczył się sam , Pięknie pisze i dobrze mówi.

              Ja uczyłam przez krótki czas Norwegów polskiego.
              W dziesięcioosobowej grupie przeważali Wikingowie , mężowie Polek.
              Jedna dziewczyna uczyła się polskiego bo bardzo lubiła swojego polskiego teścia
              i chciała Mu przyjemność sprawićsmile)

              • marjanka_boss Re: Językowy problem. 04.07.09, 17:56
                CytatCo do nauki polskiego to sądzę że jeżeli docelowo chcecie mieszkać w PL
                mąż powinien się nauczyć po polsku.

                Zdecydowanie nie zamierzamy.
                Szczerze mówiąc to ostatni kraj, który bierzemy pod uwagę wink
                Polska jest raczej nieprzyjazna Murzynom i Mulatom, niestety...

                Stąd też Mąż nie zamierza poświęcać czasu na naukę, szczególnie, że teraz nawet
                tu nie przebywa, co jest dodatkowym problemem.
                Druga sprawa, że obojgu nam bardzo zależy, żeby dzieciaki mówiły po angielsku.

                Może przy pomocy Waszych rad uda mi się poszerzyć zakres słownictwa i znajomość
                podstawowych zwrotów i Młodego, wtedy będę mogła ten angielski w końcu
                wprowadzić do domu w pełnym zakresie - a to rozwiąże sporo problemów smile

                Korepetycje to faktycznie niezły pomysł, rozważymy smile
                Bardzo dziękuję!

                BTW również jestem pod wrażeniem znajomości naszego języka tutaj smile

                m.
              • risando Re: Językowy problem. 07.07.09, 11:24
                Witam!

                > Risando mi imponuje , nie wiem gdzie się tak nauczył pisać po polsku ale to
                > wielkie osiagnięciesmile

                Wielkie nie, bo ucze sie juz od 15 lat, w tym ostatnie 10 lat w Polsce. W pracy musze po prostu duzo czytac, a nauka jezyka to w sumie tylko nasladowanie wzorow.

                Niezaleznie od miejsca zamieszkania zawsze warto sie nauczyc jezyka partnera, bo to ulatwia bardzo zycie codzienne, zwlaszcza w kontekscie dwujezycznego wychowania. Jesli mozemy bez problemu chociazby rozumiec rozmowy naszego partnera z dzieckiem prowadzone w "drugim" jezyku, mozna sie komunikowac w rodzinie bez dodatkowego tlumaczenia, nieporozumien itp. Zmuszac partnera do nauki nie mozna, ale juz dla dobra dziecka warto go przekonac.

                Pozdrawiamsmile

      • bluejanet Re: Językowy problem. 07.07.09, 11:56
        A moze nie tu lezy pies pogrzebany?

        Spojrzyj najpierw na relacje syn-maz, syn-ojciec, ojciec-maz.
        Nie znam twojej sytuacji, ale byc moze angielski nie jest dla
        twojego syna problemem, tylko to jak ulozyc relacje z twoim mezem.
        Moze czuje, ze jesli bedzie sie uczyl angielskiego, bedzie po
        angielsku rozmawial z twoim mezem >> to w jakis sposob "zdradzi"
        swojego tate. Jak jego ojciec odnosi sie do twojego nowego meza? Byc
        moze syn przenosi niechec ojca na twojego meza?
        Moze twoj syn tez sie czegos boi? Moze mysli, ze niedlugo
        wyjedziecie z Polski i straci kontakt z tym wszytskim co teraz kocha
        i ma dla niego znaczenie?

        W twojej sytuacji jednak bym starala sie jakos ten angielski
        ciagnac - dla was wszystkich. Ojciec i tak juz jest wyjechany i wiez
        sie jeszcze bardziej rozluznia. Moze umowilibyscie sie, ze np w
        okreslone dni tygodnia od przyjscia ze szkoly mowicie tylko po
        angielsku?
        • marjanka_boss Re: Językowy problem. 07.07.09, 15:33
          CytatSpojrzyj najpierw na relacje syn-maz, syn-ojciec, ojciec-maz.
          Odpada.
          Nie ma relacji ktokolwiek-płodzicel (sorry, w tej sytuacji używanie określenia
          ojciec jest nie na miejscu ;P) nie ma, ponieważ w żaden sposób nie uczestniczy
          on w naszym życiu.

          CytatMoze twoj syn tez sie czegos boi?
          Nie wiem sad
          Początkowo faktycznie był problem ogromnej zazdrości Syna o Męża.
          Bo nagle pojawił się ktoś inny, komu poświęcałam swój czas.
          Ale to już dawno za nami, Syn nie tylko zaakceptował ale i pokochał Męża bardzo.
          Dodatkowo wyjazd już mamy za sobą, półtora roku temu przeprowadziliśmy się z
          Poznania do Warszawy, zostawiając tam całą rodzinę.
          Nie wydaje mi się, żeby miał się tego bać (bo nawet nie rozmawiamy o tym i na
          ten moment to raczej dalsze niż bliższe plany).

          Na razie kupiłam lody i czekoladę i wczoraj nauczyłam Go jak o to poprosić wink
          Później sam z siebie zapytał jak poprosić o sok, więc czynimy postępy! smile

          m.
          • kocianna Re: Językowy problem. 07.07.09, 17:56
            Mary, olej swoją gramatykę i mów w domu po angielsku do dwójki. Tak mnie się
            wydaje. Edzik może nie będzie mówił idealnie, ale będzie. Co ja postanowiłam,
            przeczytasz w moim poście, a czy słusznie, to niech forumki ocenią...
          • bluejanet Re: Językowy problem. 07.07.09, 21:57
            Trudno wiec radzic, nie znajac sytuacji.

            To ze nie ma relacji ojciec-syn nie znaczy, ze dziecko o tym
            zapomnialo. Tak naprawde nigdy nie wiadomo, co sobie dziecko
            mysli ... Moze o pewnych rzeczach nie chce mowic, bo wie "ze nie ma
            tematu" i i tak nikt mu nic nie wytlumaczy. Moze sie tez boi,
            ze "drugi ojciec" tez zniknie jak pierwszy z jego zycia ...
            Moze sie boi, ze twoj maz, ktorego pokochal wyjechal i znowu
            zostanie sam.
            • marjanka_boss Re: Językowy problem. 07.07.09, 23:46
              Moment, bo wchodzimy trochę za głęboko, mam wrażenie.
              Po pierwsze Młody wie doskonale, ze na wszystkie tematy możemy porozmawiać, bo
              coś takiego jak 'nie ma tematu' nie istnieje.
              Krok po kroku omawialiśmy sprawy dotyczące Jego biologicznego ojca, dokładnie w
              takim zakresie o jaki pytał.
              Druga sprawa, że ojciec biologiczny z Jego życia nie zniknął, bo go w nim nigdy
              nie było - Mąż jest JEDYNYM ojcem jakiego Syn zna i nic nie wskazuje na to by
              miało być inaczej.
              Ojciec biologiczny jest dla Niego postacią raczej wirtualną, nikim realnym.
              IMO w żaden sposób nie wpływa to na Jego relacje z Mężem, czy też stosunek do
              angielskiego.

              CytatMoze sie boi, ze twoj maz, ktorego pokochal wyjechal i znowu
              zostanie sam.

              Tego może się bać, ale też bardzo dużo na ten temat rozmawiamy.
              Przy czym do angielskiego był nastawiony negatywnie już dużo wcześniej, zanim
              Mąż wyjechał.

              Na moje On się zacina bo nie rozumie i jednocześnie wie doskonale, że ja
              potrafię powiedzieć to samo tak, żeby zrozumiał.
              Jak już pisałam opcja z przedstawieniem mu nagrody za użycie angielskiego
              chwilowo się sprawdza.
              Zobaczymy co będzie dalej...

              m.
    • mr_cellophane Re: Językowy problem. 04.07.09, 20:38
      Nesla - dzieki ci bardzo za komplement - niezmiernie milo mi sie zrobilo.
      A co do naszych zabaw, sporo ich sie przewijalo wraz z tym jak Cinek dorasta i
      naprawde czasami trzeba sie nagimastykowac aby 4 latek sie nie nudzil.
      To co mi teraz przychodzi do glowy to zabawa dzieki ktorej Cinek opanowal nazwy
      czesci ciala czyli typowa gra "Follow my directions" - wydajemy polecenie
      malcowi np. chwyc sie za uszy, nos, glowe, stope ect. Z biegie czasu polecenia
      sie komplkuja, chwyc sie za lewe ucho, zaklaszcz 3 razy, skocz do tylu, zamialcz
      jak kotek, zrob orangutana ect. Zabawa wciaga dziecko gdyz nastepuje zmiana i
      Cinek wydaje polecenie, a zobaczyc ojca udajacego malpe - bezcenne.
      Typowa zabawa w sklep stala sie dla nas fajnym pretekstem aby "ucywilizowac"
      Cinka. Sklep jak sklep ale w nim Wersal mamy tak wiec obowiazkowe staly sie
      zwroty grzecznoscioe "May you" What can I help you, Would you be so kind" ect. A
      liczenie guzikow (pieniedzy) zaczelo wychodzic.
      Pieczenie i gotowanie - Cinek lubi pomagac w kuchni, ja zas lubie gotowac, a
      laczac jedno z drugim staram upiec 2 pieczenie na jednym ogniu. Na poczatku
      razem czytamy przepis, Cinek stara sie zapamietac co i ile potrzebujemy, a
      pozniej sekwencje czynnosci, jednym slowem "manual step by step" - najpierw maka
      pozniej jajka - ja "zapoiam" przepis no i Cinek go przyomina, przy okazji
      poznawalismy smaki no i zawsze konczy sie wylizywaniem garka.
      Gdy tak sie zastanawiam, te wszystkie zabawy sa poprostu zwyczajne, jednak
      zawsze staram sie przekazac Cinkowi cos nowego, teraz jest to nawet prostsze
      gdyz ciagle slysze "Daddy whay?" - ale za to jak to czasami meczy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka