... czyli jak to zrobić, żeby się nie narobić

i żeby było dobrze.
Syn - lat 4,5, mówi tylko po polsku.
Córka - lat 0 miesięcy 8, jeszcze nie mówi.
Mąż - mówi tylko po angielsku i w swoim plemiennym języku (oba native, przy
czym IMO angielski jest trochę niegramatyczny, ale to taka ichniejsza przypadłość)
Ja - 10 lat nauki języka w szkole, ostatnie 2 lata intensywnego używania
angielskiego, nie mam problemu z mówieniem, ale czasem brakuje mi słów.
No i gramatyka mi siadła, muszę nad tym przysiąść.
Sprawa jest następująca.
Pan Mąż od jakiegoś czasu jest wyjechany, z dzieciakami praktycznie kontaktu
nie ma, bo z Córką przez telefon sobie nie pogada za dużo, a z Synem
zamieniają kilka słów po polsku (ale niewiele, bo Mąż niewiele potrafi powiedzieć)
Córka MUSI znać angielski, bo inaczej z własnym ojcem się nie dogada.
Syn dopiero od niedawna wykazuje jakiekolwiek zainteresowanie językiem, mimo
stałego z nim kontaktu od 2 lat.
Wcześniej buntował się przeciwko jakimkolwiek próbom wprowadzenia angielskiego.
Jestem z dzieciakami sama.
Muszę jakoś się z nimi porozumiewać.
Kiedy Syn jest w przedszkolu mówię do młodej po angielsku (ale to dopiero od
jakiegoś miesiąca, długo mi zajęło przełamanie się, choć cały czas nie czuję
się z tym do końca naturalnie).
Ale jednak dużo czasu spędzamy razem i mam problem - jakiego języka używać.
Jeżeli będzie to angielski, to Syn nie będzie rozumiał, boję się, że może to
być przyczyną dodatkowych problemów (a jest dzieckiem nadpobudliwym i dość
ciężkim w prowadzeniu).
Jeżeli będzie to polski, to mam wrażenie, że Córka poczuje się trochę
'wygłupiona' sytuacją, nie będzie jasnego przekazu.
Używanie dwóch różnych języków (do Córki po angielsku, do Syna po polsku) też
nie do końca mi leży, bo to będzie wyraźne sygnalizowanie różnic (a już mamy z
tym pewne problemy).
Na razie staram się mówić do Syna po angielsku pokazując o co mi chodzi i
jeżeli nie rozumie, to tłumaczę.
Jakieś rady?
Jak to rozwiązać, jak zachęcić Syna do angielskiego?
Z góry bardzo dziękuję za wszelkie sugestie
m.