karolina_zet
24.11.11, 23:13
dzis rozmawialam z koleznaka majaca 4-letniego syna. Chlopiec ten idzie w nastepnym roku do szkoly, w tym roku we wrzesniu zaczal korzystac w darmowych godzin w przedszkolu. Do tej pory opiekowali sie nim na zmiane mama ( Polka) i tata ( nie -Polak, nie-Anglik). Odkad jej syn zaczal chodzic do przedszkola kilka razy spotkalam ta dziewczyne stojaca pod przedszkolem, siedzaca na korytarzu, w samochodzie lub chodzaca po boisku - z tlumaczeniem ze maly placze i ona czeka i sie martwi bo moze potrzebowac pomocy. Na prawde super dziewczyna i wydaje sie dosc rozgarnieta. Dzis rozmawiam z nia przez telefon i ona mi mowi ze jednak zabrali syna z przedszkola bo plakal. Rece mi opadly.
Zupelnie nie rozumiem jej postawy. Rozumiem ze dziecku moze byc bardzo ciezko ( do tej pory w domu i nic po agnielsku nie mowi) ale chyba za rok bedzie tylko gorzej. Czy takie dziecko nie bedzie mialo utrudnionego startu w szkole? Przeciez gdy bedzie plakal w szkole ona juz go nie zabierze. Mysle ze obecnie dobrym rozwiazaniem byloby siedzenie z tym chlopcem w przedszkolu aby maly sie oswoil z dziecki, jezykiem, poznal zabawy...
Moze i wsrod Was sa i takie ktore posla dziecko dopiero do szkoly - czy myslicie ze wtedy bedzie latwiej/lepiej dla dziecka?