emigrantk_ja
21.04.12, 04:08
Tak jakos wyszlo,ze napisze tutaj. Bedzie dlugie.Wybaczcie. Bedzie o porazkach itp.
Mieszkam tutaj juz 5-ty rok. Nie znalam angielskiego wczesniej. Pierwszy rok mieszkalam tylko z polakami w tym z ex. Zero kontaktow z anglikami praktycznie. Z exem sie skonczylo wyprowadzilam sie znalazlam nowa prace i tutaj musialam sie w koncu uczyc angielskiego. W polsce raczej nie mialam problemow z nawiazywaniem kontakow. Generalnie jestem osoba,ktora sie albo lubilo albo nienawidzilo-tak jakos bylo. Bylam kochana dla znajomych ''bitch'' dla innych. Jak mnie ktos nie lubial, to poznal polubial i zmienial zdanie. I tyle.Nie przejmowalam sie opinia innych o sobie. Bylam wesola, szalona troche, generlanie ciaszaca sie zyciem. Tutaj znajomi exa nie przychylnie do mnie byli bo wybrzydzalam z praca, na imprezy chodzilam a te wszystkie dziewczyny takie posluszne do sprzatania chodzily i w domu siedzialy ''bo jak mozna''. Wiec za wiele kontaktu z nimi nie mialam ale jakos malo sie nimi przejmowalam. Wiec po rozstaniu wcale mi ich nie brakowalo.Ulozylam sobie wszystko od poczatku.Pokoj(jeszcze wtedy) ,nowa praca, glownie anglicy i szkola jezykowa na poczatek. Radzilam sobie. Poznalam mojego obecnego w pracy. Z angielkami na poczatku mi nie szlo w ogole. No bo jak bez angielskiego. Po 3 latach w tej samej pracy w koncu zawarly sie przyjaznie. No ale... niby przyjaznie.One same do mnie niektore-jestes moja best.. ja raczej unikalam kogokolwiek nazywac best friend. Raczej ''mate'' i tyle. Mialam swoje up and down czyli raz sie cieszylam,ze mialam z kim na kawke czy na winko wyjsc innym razem w domu sie zalilam,ze jak potrzebuje nikogo nie ma. Teraz po 5 latach moglam* powiedziec,ze mam tutaj swoj maly swiat znajomych itp. Ale tez tak nie do konca. Byly moje urodziny lista znajomych dluga. Wszyscy tak,ze beda. Przyszlo co do czego garstka byla... cieszylam sie mimo to. I teraz mialam taki przypadek.Tydzien temu jedna z dziewczyn mi mowila,jaka to jej najlepsza przyjaciolka jestem.Najlepsza jaka w zyciu miala i ufala i bla bla bla. Dzisiaj mowie jej,ze moje leaving due party jutro jest i o 9pm spotkanie a ona mi ,ze nie moze bo jedna dziewczyna przyjecha i rok jej nie widziala(zna ja zaledwie kilka miesiecy zanim wyjechala) i ona teraz idzie z nia na miasto... my sie znamy 4 lata juz. Razem przszlysmy tu wiele. Napisalam jej,ze nie fair zagranie a ona mi ,ze jestem childish;/ i sie zachwouje jak w szkole bo ''tego lubie bardziej a tego mniej'' wiec jej powiedzialam ,ze byc moze i tak jest ale sama tak sie zachwouje bo jakby nie bylo ja wyjezdzam i tak naprawde minie sporo miesiecy zanim sie znow zobaczymy i ona tak nagle woli spotkac sie w dzien moje imprezy z jakas panna ktora zna zaledwie.. no zabolalo. Wiem,ze to brzmi-gowniackie problemy ale obie mamy po 28lat ...
Ogolnie wszystkie te angielki i nawet ta grastka polek ktore tutaj znam maja podobnie jesli chodzi o moja osobe. Gdy planuje jakas impreze np.urodziny to kazda mowi'' zobacze czy mam wolne w ten dzien'' np zamiast wezme wolne na ten dzien (sobota wieczor). Nie wiem,czy to ja taka przewrazliwiona jakas sie zrobilam czy naprawde tutaj nikt nie dba i nikogo i wszytsko to jakies takie ''a pojde jak naprawde nie bede miala nic innego do roboty''...
Ja latalam na kazde zaproszenie wczesniej, kombinowalam jak tu wolne dostac i jakos te wszystkie ''friendship'' sie trzymaly. Teraz jak po ostatnim zawodzie z moimi urodzinami jak polowa nie przyszla bo mieli inne plany albo zapomnieli to sie troche ostudzilam i tez zaczelam olewac. Ale jak ja olewam to to jeszcze bardziej wygasa.
I nie wiem co zrobic. Jesli ja tez ich oleje zostane sama. Zas latac i pchac w czyjes 4 litery z laska tez mi sie nie chce. Przyznam ,ze juz jestem zmeczona zapraszaniem wszystkich. Jesli ja przestane to tez nie dzwonia. Jak sie gdzies spotkamy przypadkiem to o jejku jakie my jestesmy dobre kolezanki.. fake jak nic ;/
Mam uczelnie,ktora zabiera mi glownie czas ale ilez mozna w ksiazkach siedziec. Studiuje 60mil od miejsca zamieszkania wiec z dziewczynami z uczelni mam znikomy kontakt. Teraz sie przeprowadzam w nowe miejsce ale jest to malenka miescinka i pewnie znajade nowa prace i znajomych. I boje sie ,ze znowu sie przywiaze do kogos myslac ,ze ktos lubi mnie bardziej niz ''kolega z pracy'' i w koncu jakos po 5 latach bede miala chociaz ta jedna kolezanke,ktorej sie moge wyplakac wygadac, wysmiac itp. i pozniej nie chce znowu zostac potraktowana jak byle co,ze przyjda moje urodziny i tylko przyjda osoby ,ktore akurat maja wolne i nic specjalnego do robienia wiec z braku laku...
Jestem osoba,ktora latwo nawiazuje kontakty. Ale moim problemem jest chyba utrzymanie ich. :( Jutro moja impreza a ja siedze i wyje :( Spac nie moge :( Bez kitu z 20 dziewczyn,ktore mowily ,ze przyjda w tym 10 juz odpadlo tydzien wczesniej. Dzien przed impreza 3 na ktore liczylam z glupawych powodow tez odpadly zostalo mi 5-7 gdzie tez nie jestem pewna czy wszystkie dojda.
I nie chodzi tu o durna impreze tylko o fakt,zeby przyjsc chociaz na godzinka na kawke powsiedziec i pogadac :( No nic tylko ryczec ...
Wybaczcie moje wypociny ale gdzies musialam :(