pawelhks
25.07.06, 08:37
Konflikt o narciarską inwestycję w Beskidzie Sądeckim
Wylesienie ponad 23 hektarów zakłada plan budowy kolejki linowej spod Muszyny
na szczyt Jaworzyny Krynickiej. - To byłoby przyrodnicze harakiri - uważa
dyrektor Tadeusz Wieczorek z Popradzkiego Parku Krajobrazowego i, mimo
protestu lokalnych władz, blokuje prywatną inwestycję.
Narciarską instalację we wsi Złockie koło Muszyny forsuje Ryszard Florek,
właściciel spółki Fakro z Nowego Sącza. To część jego projektu stworzenia
wielkiego ośrodka sportów zimowych Siedem Dolin w Beskidzie Sądeckim.
Zapalony narciarz, a zarazem jeden z najbogatszych sądeczan, chce połączyć
kolejkami linowymi już istniejące i planowane stacje narciarskie na
Jaworzynie Krynickiej, w Słotwinach i Wierchomli. Część terenów, m.in. w
podkrynickim Łosiu i Roztoce, wykupił już bądź wydzierżawił. Rozpoczął też
administracyjne uzgodnienia.
Wycinka pod rezerwatem
Kluczowe dla powodzenia przedsięwzięcia jest stanowisko Popradzkiego Parku
Krajobrazowego, przez który biegną projektowane trasy i kolejki narciarskie.
Bez zgody PPK trudno wyobrazić sobie potężną inwestycję. Dotychczas dyrektor
parku nie blokował rozbudowy stacji narciarskich na Jaworzynie czy w
Wierchomli. W sprawie inwestycji w Muszynie okazał się jednak nieprzejednany.
- Ta budowa oznaczałaby poważną degradację środowiska naturalnego.
Zagroziłaby siedliskom wielu chronionych roślin i zwierząt. Niedaleko mieści
się przecież rezerwat Żebracze, jeden z najpiękniejszych na Sądecczyźnie! -
uzasadnia swój sprzeciw dyr. PPK Tadeusz Wieczorek.
Projektowana wycinka 23 hektarów lasu to - zdaniem Wieczorka - ponad dwa razy
więcej niż wylesienia na Jaworzynie od strony Krynicy. Dlatego m.in. nie da
się jej pogodzić z wymogami Europejskiej Sieci Obszarów Chronionych Natura
2000, do której od niedawna należy popradzki park. W związku z tym szef PPK
negatywnie ocenił gminny projekt planu zagospodarowania przestrzennego
zespołu sportowo-rekreacyjnego Szczawniczek. Wycince pod narciarską
inwestycję sprzeciwiła się też Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w
Krakowie, zarządzająca terenami pod planowane wylesienia.
Dobrodziej mieszkańców
Inwestor jednak nie rezygnuje. Do swych planów przekonał m.in. władze
Muszyny. Od dawna narzekają one na brak turystów w zimie. W połączeniu
uzdrowiska ze stacjami narciarskimi w Wierchomli i na Jaworzynie upatrują
więc szansę na rozwój gminy i całej doliny Popradu.
Burmistrz Muszyny Waldemar Serafiński: - Tylko wielki ośrodek narciarski może
skutecznie konkurować ze Słowacją czy Austrią. Inaczej młodzi ludzie dalej
będą wyjeżdżać stąd za pracą. Proszę zobaczyć, jak pięknie rozwinęła się
Krynica, gdy ruszyła kolejka gondolowa na Jaworzynę.
Dyrektora parku oskarża o niechęć wobec Muszyny. Przypomina, że na Jaworzynie
jeszcze pół wieku temu prawie nie rosły drzewa. Tymczasem teraz aż 70 proc.
powierzchni gminy pokrywają lasy. W zażaleniu do ministra środowiska
burmistrz wytyka m.in. brak podstaw prawnych do kwestionowania gminnego
planu. Przekonuje, że budowa jest tylko przedłużeniem istniejącej już
instalacji narciarskiej w Krynicy. Jego oburzenie podzielają sołtysi, radni i
mieszkańcy. Tydzień temu, po spotkaniu z inwestorem, powołali społeczny
komitet popierający budowę ośrodka sportów zimowych Siedem Dolin. W piśmie do
wojewody przedstawili biznesmena jako dobrodzieja gminy, sponsora m.in.
miejscowej drużyny siatkarskiej kobiet, która wywalczyła mistrzostwo Polski.
- Zebraliśmy już 600 podpisów pod petycją o zgodę na budowę - wyliczał
wczoraj przewodniczący komitetu Jerzy Majka.
Orlik bez gniazda
W sprawę zaangażowali się już sądeccy parlamentarzyści. Niektórzy, jak
wpływowy senator PiS Stanisław Kogut, na prośbę muszynian obiecują lobbing w
Warszawie na rzecz narciarskiego projektu.
Co na to dyrektor Wieczorek? - Zrobiłem, co do mnie należało. Teraz decyzja
należy do ministra. Nie zamierzam brać na siebie odpowiedzialności za
niszczenie przyrody i ewentualne kary nałożone przez Unię Europejską.
Jego stanowisko podzielają ekolodzy. Jak wyliczają, na zagrożonym terenie
żyją tak rzadkie ptaki, jak orlik krzykliwy, puchacz czy puszczyk uralski.
Spotkać można także wilki, rysie, a czasami nawet niedźwiedzia.
- Realizacja tej inwestycji oznaczałaby jawne pogwałcenie przyrody i prawa ją
chroniącego. Nie da się wykazać braku negatywnego wpływu budowy tak wielkiego
ośrodka na stan środowiska. To oczywiste, że wylesienie przerwie szlaki
wędrówek zwierząt i uszczupli ich bazę pokarmową - uważa Iwona Kukowka ze
stowarzyszenia Pracowania na rzecz Wszystkich Istot w Bielsku-Białej.