Forum Sport Narty
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    jedzenie do Austrii i inne rzeczy :)

    25.01.09, 21:10
    co wziac do jedzenia zeby sie nie nastac przy garach (mamy mieszkanko z
    kuchnia). euro takie kosmicznie drogie ze najchetniej wiekszosc zarcia bym
    wzieła z PL...
    i w ogole o czym pamietac, jestem strasznie zakrecona życiowo ostatnio, wiec
    boje sie ze o czyms waznym zapomne :) na razie to forum uswiadomiło mi kwestię
    -ubezpieczenia - juz wykupiłam w mbanku
    - łańcuchów na koła - musze kupic
    - kamizelka odblaskowa
    - sprzet narciarski juz jest pozyczony, jeszcze garderobe trzeba dokompletowac
    - co jeszcze? np zdjecia do karnetu trza miec?
    Obserwuj wątek
      • Gość: m Re: jedzenie do Austrii i inne rzeczy :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.09, 22:18
        Ja bym wzięła różne rodzaje makaronu, np. spaghetti, ale też
        pełnoziarnisty (wypróbuj np. Lubelli pełne ziarno świdry). Do
        makaronu:

        tuńczyk z puszki albo
        ser typu ;) Feta (Mlekowity albo Carrefoura marki własnej - jest
        dobry a sporo tańszy) albo
        ser żółty

        i sos pomidorowy, oliwki (zabierasz duży słoik), oregano albo zioła
        prowansalskie, sól, pieprz

        albo pesto (polecam Ci zrobić sama w domu pesto zielone i czerwone
        i zabrać do Austrii - zdrowsze, bo domowe i tańsze ;))

        kaszę, ryż - jak lubicie

        poza tym różne sosy do ryżu i makaronu właśnie

        dania z makaromu robi się bardzo szybko a zmieniając składniki -
        unika monotonii

        na śniadanie: muesli i kakao lub czekoladę do picia (w Austrii
        dokupujemy mleko ;)

        dla dzieci i nie tylko: słoik Nutelli, ciasto w proszku, którego
        przyrządzenie nie wymaga miksera (chyba, że mikser będzie
        na wyposażeniu kuchni)
      • Gość: mimi Re: jedzenie do Austrii i inne rzeczy :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.09, 23:01
        - moim zdaniem, warto na wszelki wypadek wziąć zdjęcia, tak,
        jak i zrobić kserokopie wszystkich dokumentów - swoich i samochodu,
        zapisać gdzieś numery kart i telefony do ich zastrzegania.

        - co do łańcuhów: te wątki na pewno czytałaś:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=380&w=89669853&v=2&s=0
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=380&w=89971997&v=2&s=0
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=380&w=89366067&v=2&s=0
        a więc jeszcze parę innych rzeczy warto zabrać, jeżeli chodzi
        o samochód. Koniecznie przetrenujcie zakładanie łańcuchów ;)
      • Gość: volta2 Re: jedzenie do Austrii i inne rzeczy :) IP: *.spray.pl 26.01.09, 09:43
        ja robię zwykle precyzyjny jadłospis na tydzień i staram się robić
        tak, żeby na pierwszy dzień mieć obiad z polski - tylko do odgrzania.

        jest zima, więc produtom nie grozi zepsucie.

        i tak, w domu zwykle przygotowuję spaghetti - generalnie sam sos,
        potem to odgrzewam i dogotowuję sam makaron.
        mama mi robi litr rosołu - na pierwszy dzień też starcza.

        potem już mam czas po nartach, by ugotować zupę - zwykle gotuję
        grzybową i krupnik
        a z drugich dań to różnie - chińszczyzna z ryżem, czasem schabowe z
        polskiego schabu. i zamiast ziemniaków puree knorra(to żeby się nie
        nastać przy garnkach, takie coś robi się 5 minut)
        • staruch5 Re: jedzenie do Austrii i inne rzeczy :) 26.01.09, 09:53
          bazyleo,
          jedziesz sama, czy z rodzina? Moze wiekszej grupie?
          Czemu wszystko na Twojej glowie?

          Co do zarcia to pozostawiam to lokalnym mistrzyniom patelni.

          Zdjecie raczej nie bedzie Ci potrzebne. Nie spoptkalem sie z takim wymogiem dla
          zwyklych-standardowych SkiPassow, do 7 dni. W ostatecznosci zeskanuja z paszportu.

          Lancuchy i kamizelki - OK. Rozumiem, ze masz jakiegos GPSa i drogi planowac nie
          musisz. Rozumiem tez, ze benzyna, wiec tankowan - tez nie.
          czy potrzebujesz poplatki-winietki? Gdzie zamierzasz je kupic?jest kilka mozliwosci.

          pewnie masz box na dachu i jest dobrze przymocowany.

          Ubezpieczenie masz narciarskie, czy tylko zdrowotne? - chodzi mi o OC.
          Przemysl, czy wszystko mozesz zaplacic karta. Czasem pobyt placi sie w gotowce.
          Na razie.
          • bazylea1 Re: jedzenie do Austrii i inne rzeczy :) 26.01.09, 15:05
            staruch5 napisał:

            > Lancuchy i kamizelki - OK. Rozumiem, ze masz jakiegos GPSa i drogi planowac nie
            > musisz.
            nie mam ale to akurat dosyc łatwe :) jakiegos viamichelin zarzuce

            Rozumiem tez, ze benzyna, wiec tankowan - tez nie.

            tankowanie - tak ale tu tez nie przewiduję wiekszych problemow :)

            > czy potrzebujesz poplatki-winietki? Gdzie zamierzasz je kupic?jest kilka mozliw
            > osci.
            >
            ano własnie je się gdzies po drodze kupuje? kurcze ostatni raz byłam w austrii 9
            lat temu pewnie sporo sie zmieniło :-? są jeszcze kontrole graniczne? jesli nie
            ma to gdzie winietki kupic? aha na Słowacji tez są winiety, a w Czechach?

            > Ubezpieczenie masz narciarskie, czy tylko zdrowotne? - chodzi mi o OC.

            kupiłam w mbanku z roznymi opcjami, oc tez tam było

            > Przemysl, czy wszystko mozesz zaplacic karta. Czasem pobyt placi sie w gotowce.
            >
            oj tak musze kupic eurasy na którą to mysl mi bardzo nieprzyjemnie :(

            dzięki wszystkim za inspiracje kulinarne!
            • bazylea1 Austria a Visa 26.01.09, 15:06
              jakis czas temu w Niemczech ciezko było zapłacic visą, wszedzie tylko
              mastercard, jak jest w Austrii współczesnie?
            • staruch5 Re: jedzenie do Austrii i inne rzeczy :) 26.01.09, 15:14
              viamichelin jest godny polecenia.

              tankowanie. mialem na mysli LPG. wowczas trzeba sie przygotowac.

              Poplatki mozna kupic w PZMot-ie. Mozna na granicy Pl/Cz lub Pl/Sk. Mozna tez na
              stacji benzynowej tamze - najtaniej ale bywaja emocje.

              co do granic, to jestesmy w Schengen :-)
      • Gość: Misio_zloty Re: jedzenie do Austrii i inne rzeczy :) IP: 81.15.172.* 26.01.09, 10:31
        Co do jedzenia to przy obecnych cenach za Euro w rzeczy samej warto
        wziąć ze sobą choć na miejscu też można kupic in wcale aż tak
        drastycznie to nie będzie wyglądało. Wszystko zalezy na jak długo
        sie jedzie. Z własnego doświadczenia żeby nie zajmować się za długo
        pichceniem strawy to na obiad zawsze zabieram ze sobą puree w paczce
        czas przygotowania to tyle ile się gotuje woda w czajniku do zalania
        puree a oprócz tego gulasz wołowy w sosie "Morliny" (trudno dostepny
        a bardzo dobry), jakieś klopsy w sosie, tatar wołowy "Morliny" do
        smażenia (raptem z 3-4 minuty oraz surówki wielowarzywne w słoikach.
        Śniadania to zazwyczaj jakaś jaecznica do tego chleb z masełkiem,
        wędlina i żółty ser, wszystko paczkowane. To zabieram z Polski
        natomiast owowce jak pomarańcze, mandarynki czy banany kuopuje na
        miejscu jak tez pomidory i ogórki świeże. Szkoda to wieźć ze sobą a
        na miejscu cena jest raptem większa (w sumie) o kilka złotych.
        osobicie nie gotuję makaronów czy też ryżu bo do tego potrzeba
        czasem kilku przedmitów kuchennych więcej niż jeden garnek czy jedna
        patelnia.
      • Gość: terminator Nic nie brać - jest taniej IP: *.chello.pl 26.01.09, 18:30
        Jedzenie w Austrii, biorąc pod uwagę nawet obecny kurs euro, wcale nie jest
        droższe niż w Polsce. Co więcej, bardzo duża część produktów jest
        tańsza/znacznie tańsza niż u nas. Ktoś tam na górze pisał, żeby brać górę
        makaronów, tuńczyki, jakieś pomidory w puszkach itd. Są to rzeczy tańsze na
        miejscu! Tam w normalnej cenie można kupić paczkę Barilli, czy włoskich
        pomidorów w puszce (nawet 0,29 e - co u nas za to dostaniesz? jakiś polski
        pseudoprodukt marki Tesco? - chyba nawet nie za tyle), nie są to takie "frykasy"
        jak u nas, gdzie sklepy sobie życzą niewiadomo ile. Może wpływ ma bliskość
        cywilizowanych krajów (Włochy), gdzie te produkty są 2-3 razy tańsze niż u nas.
        Jeśli chcesz uniknąć nieco wyższych cen- zakupy warto zrobić na miejscu, tylko
        że po drodze, "na niziznach" zjechać z autostrady do jakiegiś miasteczka i
        supermarketu, czy też zrobić to w którejś z miejscowości na drodze granica
        czeska (mikulov / znojmo) - wiedeń. Na samym miejscu jest rzeczywiście ciut
        drożej, jak to w górach.
        • siejest Re: Nic nie brać - jest taniej 26.01.09, 21:46
          Brawo, to fakty.
          • Gość: m Re: Nic nie brać - jest taniej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.09, 00:48
            Nawet jeżeli jedzenie jest w Austrii tańsze niż w Polsce, nie
            zmienia to jednak faku, iż Bazylea będzie pewnie wolała przywieźć
            jedzenie ze sobą - co najwyżej może je kupić, jak radzicie, po
            drodze w hipermarkecie w Austrii, w Czechach albo na Słowacji.
            W kurorcie, jak zresztą piszecie, jest drożej nie tylko w sklepie,
            ale przede wszystkim w restauracjach pizzeriach itp. A poza tym,
            szczerze mówiąc, wolałabym w takim przypadku (gdy wyżywienie "na
            mieście" odpada w powodów cenowych) przywieźć jedzenie z Polski i
            mieć wszystko mniej więcej obmyślane wcześniej niż później tracić
            czas na wymyślanie, co tu kupić, gdzie kupić i co ugotować, zamiast
            zrobić szybko posiłek i jeździć na nartach ;) - Bazylea musi, o ile
            się orientuję, wyżywić dwoje dzieci i męża ;). Choć oczywiście to
            miłe, gdy wizyta w sklepie spożywczym nie przyprawia nas o zawał. ;)
            To ciekawe z tymi cenami w Austrii. Całkiem niedawno byłam
            we Francji, tam jednak ceny były zdecydowanie wyższe niż w Polsce
            (nawet w sieci tanich hipermarketów) i na narty do Francji, gdy ktoś
            ma napięty budżet, to zdecydowanie polecam zabrać trochę jedzenia
            z RP (o restauracjach nawet nie wspomninam ;/). A tak na marginesie:
            Panowie Austriacy ;), podajcie nazwy tanich hipermarketów
            w Austrii, bo chyba niedługo mi się taka informacja przyda :)
            • Gość: t33 Re: Nic nie brać - jest taniej IP: *.radio.lublin.pl 27.01.09, 07:18
              jasne, ponieważ makaron i pomidory w puszczce oraz tuńczyk są tańsze
              w Austrii, to można stwierdzić, że wszystko w spożywczakach jest
              ogólnie tańsze :) dość ciekawe stwierdzenie, ale jakoś nie całkiem
              się zgadza z tym, co sprawdzałem ostatnio dwa tygodnie temu
              może mam mgliste pojęcie o zwyczajach kulinarnych ziomków, ale
              wydaje mi się, że używają też takich produktów jak mięsa na obiad,
              wędliny na kanapki, sery żółte itp. - nie wiem, co z tego można
              kupić w Austrii, może podasz jakieś przykłady? :)
              ja bym powiedział tak, pewne rzeczy faktycznie sa tańsze, ale i tak
              lepiej zrobić solidne zakupy w Polsce (i tak zrobiliśmy), a w
              Austrii kupować tylko to, co jest potrzebne (np. kajzerki 5 sztuk za
              1,5 euro), ale jak się poszuka to można znaleźć trochę taniej
              • Gość: Misio_zloty Re: Nic nie brać - jest taniej IP: 81.15.172.* 27.01.09, 08:14
                Pisałem już wyżej, część jedzenia biorę z Polski natomiast te
                produkty które w transporcie moga sie popsuc kupuje na miejscu. Ceny
                jakoś zauważalnie niższe niż w Polsce to nie są ale sa przyblizone
                cenowo więc po prostu szkoda dodatkowo sie objuczac. Mozna tez
                zrezygnowac z przygotowania ciepłego posiłku i zjeśc cos na stoku. W
                granicach do 8 Euro jest całkiem spory wybór dań i do tego sycących.
                Dla jednych 8 eurasów to sporo ale znam kilku piwoszy którzy
                potrafia w ciagu dnia wypic 3-4 piwa a kosztuje ono 3 Euro. Więc
                jest jak Kto lubi. I jeszcze jedno do autorki pytania, radzę dobrze
                sobie ustalić jadłospis tak by go uprościc maksymalnie po to by po
                nartach nie przesiadywać 1,5 - 2 godzin na sporządzaniu tegoż. To sa
                mimo wszystko wczasy a zmiana diety na te bardziej turystyczną nie
                zaszkodzi, wszak to tylko dni kilka.
                • belika Re: Nic nie brać - jest taniej 27.01.09, 08:50
                  dokładnie :)
                  Słoikowe pulpeciki i puree robią się same, chińska zupka na rozgrzewkę też jest
                  ok, dzieciak zadowolony, my mamy luz - obiad gotowy w 10-15 minut...natomiast do
                  knajpek łazimy wieczorami na piwo i kluski serowe :))
            • bazylea1 Re: Nic nie brać - jest taniej 27.01.09, 17:08
              Gość portalu: m napisał(a):
              - Bazylea musi, o ile
              > się orientuję, wyżywić dwoje dzieci i męża ;). Choć oczywiście to

              m czy my sie znamy? ;-) nie za dobrze jednak skoro nie wiesz ze jedziemy bez
              dzieci :)))
              • Gość: m Re: Nic nie brać - jest taniej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.09, 23:15
                nie, nie znamy się, ale kiedyś czytałam:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=380&w=89391486&a=89446001

                mam po prostu dobrą pamięć ;)
        • belika Re: Nic nie brać - jest taniej 27.01.09, 08:47
          Nie chodzi o to czy taniej czy drożej, tylko o to, że nie mam ochoty tracić ani
          pół godziny na markety. Jeżdżę na narty, a nie na wielkie weekendowe zakupy.
          Przywożę słoiki pudliszkowych pulpetów, ziemniaki puree i całą resztę,nawet
          jajka i masło i ogórki kartuskie :), a dokupujemy tylko pieczywo w sąsiedniej
          piekarni - więcej czasu możemy spędzić na stoku, wieczór na basenie/ w saunie, a
          potem na piwi i nie zastanawiać się gdzie i jakie zakupy zrobić. Obiad robi się
          sam, gdy my w tym czasie bierzemy prysznic.
          W Alpach chcę się skupić na nartach i czas właśnie na to wykorzystać maksymalnie
          - dlatego wozimy jedzonko z Polski.
          Dla mnie osobiście to dużo wygodniejsze rozwiązanie - czy tańsze nie wiem, bo
          nigdy nad tym się nie zastanawiałam.
          Stawiam na wygodę i luz :)

          pozdrawiam.
          • Gość: t33 Re: Nic nie brać - jest taniej IP: *.radio.lublin.pl 27.01.09, 09:39
            w ostatecznym rozrachunku wychodzi taniej, choć oczywiście są
            niektóre rzeczy tańsze tam na miejscu, ale radzenie, by nic nie brać
            z Polski i wszystko kupować na miejscu to absurd i z powodu cen i z
            powodu właśnie tego choćby, że wygodniej pojechać raz do marketu,
            zrobić duże zakupy i wziąć co się da z kraju, a tam biegać tylko po
            browar i bułki - no chyba, że ktoś ma bardzo mało miejsca w
            samochodzie, wtedy taką mineralną kupuje się na miejscu za 35-60
            centów itp.
            • belika Re: Nic nie brać - jest taniej 27.01.09, 09:50
              fakt - zapomniałam o napojach, te kupujemy na miejscu, choć autko nie takie
              znowu najmniejsze mamy :)
              Za to w ub roku wieźliśmy z Mayrhofen do Polski kilkukilogramową drewnianą
              skrzynkę mandarynek, bo takie ładne były, tanie jak barszcz...i jedliśmy to całą
              drogę :))
              • Gość: t33 Re: Nic nie brać - jest taniej IP: *.radio.lublin.pl 27.01.09, 10:06
                owoce hmm nie pamiętam, poza tym że liczi można było za bezcen kupić
                co do napojów - nie kupowałem, poza piwem i sokami i mineralną -
                więc nie pamiętam cen coli itp. - soki nieco droższe niż u nas
                generalnie, jakieś mało znane kosztowały w promocji 69 centów, czyli
                dość tanio (pomarańczowy), dobre, które kupowaliśmy na miejscu
                (nazwy nie pamiętam) - pomarańcza/mango i brzoskwinia (ten w butelce
                0,9) - kosztowały 1,29 i 1,39 euro, mineralka najtańsza gazowana 1,5
                litra 0,29 vitaquelle, za pół euro-60 centów większy wybór
                • belika Re: Nic nie brać - jest taniej 27.01.09, 10:34
                  ale masz pamięć do cen! Gratuluję, ja to nigdy nie pamiętam cen :)
                  Te mandarynki jakos tak zapamiętałam, bo do dzis się śmiejemy, że jechaliśmy ze
                  skrzynką - 3kg za 2,50 :)
                  • staruch5 Re: Nic nie brać - jest taniej 27.01.09, 10:37
                    nie wiem, dlaczego niektorzy mowia, ze biale jest czarne. Ciagle w Pl jest
                    taniej (zwlaszcza po ostatnim oslabineiu zlotego). Oczywiscie, zdarzaja sie
                    artykuly tansze w Austrii.
                    Co bedziemy gadac. jak chcecie ceny, to macie

                    www.mpreis.at/angebote/aktuelle-aktionen/index.htm
                    to nie najtanszy sklep ale go lubie.
                    • belika Re: Nic nie brać - jest taniej 27.01.09, 10:45
                      Ja wcale tego nie twierdzę...po prostu nie wiem, nie porównuję..nie chce mi się
                      :) Tak jak powyżej - jedzenie zabieram z Polski bo wygodnicka jestem i nie lubię
                      zmachana i nieprzebrana po knajpach się szwędać :)
                    • Gość: raf Re: Nic nie brać - jest taniej IP: *.u.itsa.pl 27.01.09, 11:36
                      wybiórczo i nie tylko jedzenie-
                      1.Weizen Lowenbrau (piwo) w Merkurym 0,69 eurocentów czyli 2,80 zł (w zgrzewki
                      po 24 sztuki przywiozłem) - nas bez 5 zło nie podchodź a są i po 7 zł
                      2. Wino - każde taniej
                      3. Kartofelnsalat - u nas brak , tam 1,5 euro
                      4. Lavazza 2,5 euro u nas 20 zł
                      5. Milka duża 2,5 u nas 11,50
                      6. Szynka (tania) 1,5 za 200g - to samo co u nas
                      7. Proszek Persil 100 prań 15 euro ( u nas nie kupuje bo to jednak nie to samo)
                      8. Jim Beam 14 euro 1l u nas 80 zł 0,75l


                      Ja stawiam an Austrię :)
                      • Gość: @tomic Re: Nic nie brać - jest taniej IP: *.static.qsc.de 27.01.09, 13:18
                        Moge potwierdzic!
                        Tutaj akurat wiecej chodzi o jedzenie...
                        Ja kupilem sprzet w Austri.
                        Przed dwoma laty buty, jeden troche cisnal wiec dopasowali skorupe
                        na drugi dzien, bez problemow. Kazali mi chodzic prawie godzine w
                        sklepie w zamknietych butach, oczywiscie przedtem stopy zostaly
                        wymierzone - nie ja - sprzedawca wybral buty. W tym czasie kawa,
                        pepsi i woda do picia, jezeli sie ma ochote, nic nie placac.
                        Buty pasuja - wielka frajda! Przedtem raczej:-( W tym roku jak bylem
                        w tym samym sklepie, zapytal sie sprzedawca czy z butami wszystko w
                        porzadku, czy trzeba cos dopasowac,nie:-)
                        Narty aktualne 08/09 z wiazaniami dostalem sporo taniej niz na ebay
                        itd.(przed kilkoma tygodniami). Narty moglem wyprobowac tak jak buty
                        i ewentualnie zmienic. Dolozyli jeszcze "full service" dla nart na
                        koniec urlopu w wartosci 37€ - wygladaja jak nowe. Kijki byly
                        przecenione na 50%, normalnej ceny bym nigdy nie zaplacil.

                        Napewno mozna tez miec pecha w Austri, ale w moim przypadku -
                        takiego serwisu i cen "w plaskich terenach" nie mialem.
                        Dodam ze to bylo w miejscowosci ktora slynie z tego ze droga jest,
                        przezylem to jednak inaczej. Nie raz.
                        Myslac o tym, ze chodzi o wieksze sumy ktore wydalem, bylem spokojny
                        bo wiedzialem ze nie zostawia mnie z jakimis problemami sprzetu.

                        Moim zdaniem jest warto sprobowac nie tylko jedzenie w Austri:-)
                      • Gość: t33 Re: Nic nie brać - jest taniej IP: *.radio.lublin.pl 27.01.09, 14:14
                        wybiórczo

                        1. perła export czyli najlepsze polskie piwo u nas około 2 zł - w
                        austrii nie ma co podchodzić nawet z 1000 euro, bo się go nie
                        kupi :) - ale tak generalnie porównanie ceny miejscowego browaru tam
                        i tu jest bez sensu chyba?
                        2. wino faktycznie jest spory wybór do 3 euro
                        3. szynka ponad 6 zł za 20 dg czyli ponad 30 za kilogram - to chyba
                        kulą w płot?
                        4. proszek sam kupuję niemiecki, nie ma o czym gadać, ciekawe ile
                        koleżanka kilogramów proszku do prania weźmie na wyjazd na narty :)
                        5. alkohol nie ma dyskusji

                        tylko - ile artykułów podałeś, które człowiek jadący z rodziną na
                        wyjazd faktycznie weźmie - raczej nikt w Polsce nie kupuje 4 litrów
                        whiskacza, 6 skrzynek piwa, 3 wina i 8 paczek lavazzy na tydzień :)

                        ja stawiam na rozsądek i dobre zakupy w polsce, a dodatki takie jak
                        winko i pieczywko na miejscu (i miejscowe piwko, choć marnej
                        jakości, ottakringer jakoś szło pić)
                        • staruch5 dobrze gada! 27.01.09, 14:33
                          no wlasnie.
                          Komplementarnie, niektore rzeczy z Pl, a na miejscu, to co dobre i tanie.
                      • Gość: Misio_zloty Re: Nic nie brać - jest taniej IP: 81.15.172.* 27.01.09, 14:32
                        Odpowiedź padła juz powyżej bo w sumie jedzie się na narty a nie na
                        zakupy. To że przy okazji można kupic coś taniej niż w Polsce to
                        pikuś, najważniejsze sa narty i koniec. Co do przygotowań to ja
                        stosuje tez taką zasadę że biorę ze soba tylko to co
                        najniezbędniejsze i tak aby wszystko łącznie z butami narciarskimi
                        upchac w plecaku 70l + narty w ręku, mimo iz jadę samochodem. To tak
                        na wszelki wypadek gdybym już samochodem wracac nie mógł :))). Jest
                        jeszcze jedna rzecz aby tego jedzenia za dużo nie brać, szkoda wozic
                        z powrotem, wyrzucać tym bardziej a po prostu niektóre wiktuały
                        kupic juz na miejscu. Jagermeistr'a do Polski nie przywoże bo
                        smakuje dobrze na miejscu a w kraju juz tak nie za bardzo :)). I na
                        koniec. W Austrii praktycznie wszędzie są oddzielne pojemniki na
                        puszki, szkło, papier, plastik itp., warto to sobie wziąć do serca
                        jaki prowiant (ile i w czym) się ze sobą bierze, bo zdarzało sie że
                        już po drugim dniu wszystkie pojemniki były zawalone a gospodarze
                        kazali sobie płacić za dodatkowe śmieci. Niby nic ale ... .
                        • bazylea1 Re: Nic nie brać - jest taniej 27.01.09, 17:04
                          łomatko jaka dyskusja :) nie uwzgledniliscie jeszcze jednego, dojedziemy tam w
                          sobote wieczorem a w niedziele jak w porządnym katolickim kraju sklpy w AT sa
                          zamkniete a jesc cos trzeba. no i nie mam ochoty na łazenie po supermarketach,
                          choc na pewno nie bede wiozła tam słodyczy bo za zachodnią granicą są po prostu
                          lepsze :)
                          • Gość: @tomic Re: Nic nie brać - jest taniej IP: *.pools.arcor-ip.net 27.01.09, 17:34
                            @bazylea1: Zaczelas temat? To masz!!
                            Zart. ;-)
                            W katolickim kraju Austria, w "wioskach/osrodkach" narciarskich
                            znajdziesz otwarte sklepy tez w niedziele. Moze pozniej otwieraja i
                            wczesniej zamykaja ale otwieraja. Tez male sklepiki.
                            Przynajmniej ja to tak przezylem.
                            Takze bez problemu z zakupami slodyczy w niedziele.
                            • bazylea1 Re: Nic nie brać - jest taniej 27.01.09, 17:43
                              nasi gospodarze powiedzieli nam ze w niedziele sklep we wiosce nieczynny
                              • Gość: @tomic Re: Nic nie brać - jest taniej IP: *.pools.arcor-ip.net 27.01.09, 17:56
                                Ok. To bym wierzyl gospodarzom.
                                Gdzie jedziecie, jezeli moge sie zapytac?
                              • Gość: Karolski Re: Nic nie brać - jest taniej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.09, 18:06
                                Kilka razy na tym forum był dyskutowany temat: hotele z wyżywieniem czy
                                apartamenty i część jedzonka z Polski. Jedni wolą to, inni tamto. Ale zadaję
                                sobie pytania:
                                - co to za urlop, kiedy zakupy, gotowanie i zmywanie na głowie jednej kobitki
                                dla 4-osobowej, czy 3-osobowej rodziny,
                                - po co do Włoch czy Austrii wozić makaroniki, chińskie zupki, itp. "sztuczne
                                smaczności", na dodatek raczej niezdrowe, a jedziemy na urlop przecież po to by
                                odpocząć, nabrać sił i zdrowia?
                                - nie rozumiem też oszczędności na jedzeniu, przy jednoczesnej deklaracji
                                wyjścia do knajpki, na piwo, wino, czy tp. przyjemności raczej drogie w zimowych
                                kurortach,
                                - po zsumowaniu kosztów apartamentu, wyżywienia z Polski, wyżywienia w Austrii
                                czy Włoszech na stoku, opłat drogowych i paliwowych wyjdzie prawdopodobnie
                                niewiele (100,200 zł) na osobę drożej od ceny hotelu z obsługą i dwoma posiłkami,
                                - daję też zarobić tym Tubylcom, do których to ja przyjeżdżam w gościnę,
                                - wyobrażam sobie narciarzy i innych turystów z krajów zachodnich, przywożących
                                na urlop do Polski w słoikach swój bigos, żeberka, goloneczkę i schabowy. My do
                                "kochanych Makaroniarzy" z mrożoną pizzą, a Austriacy do nas ze swojską
                                kiełbasą. Żyć nie umierać.
                                Ale jak komuś tak dobrze, to niech tak ma, ja staram się zrozumieć i jest mi
                                trudno, bardzo. Smacznego i udanych wakacji.
                                -
                                • bazylea1 Re: Nic nie brać - jest taniej 27.01.09, 18:27
                                  Atomic - Mauterndorf w Lungau
                                  Karolski - cóż, brałam pod uwage opcje hotelu w wyżywieniem i jednak cena jest
                                  duuuużo wyższa niż wyż. we własnym zakresie.szczególnie ze wyz jest na ogół HB
                                  wiec i tak trzeba sie dodatkowo dozywiac. wyobraz sobie że często własne
                                  wyzywienie to jest wygoda, szczególnie jak sie ma dzieci choc brzmi to jak
                                  absurd. w lecie bylismy nad polskim morzem przekonani ze bedziemy zywic się w
                                  knajpach i skonczyło sie jednak na stołowaniu własnym po paru awanturkach w
                                  barach z dziecmi. opcja z wyzywieniem zakłada tez na ogol sztywne godziny
                                  posiłków co bywa niewygodne. nie kazdy lubi tez siedziec w zadymionej knajpie i
                                  czekac pol godziny na posiłek. niektórzy mają specjalne diety a niektórzy wąskie
                                  kulinarne gusta. bylismy na wczasach all inclusive i ja byłam jedyną która z
                                  tego korzystała, mąż zywił sie ryzem z pomidorami a dzieci suchym chlebem...
                                  powodow zeby miec własne wyzywienie jest milion wiec moze tak od razu nie
                                  wyrywaj sie z krytyka.
                                  • staruch5 Re: Nic nie brać - jest taniej 27.01.09, 19:10
                                    Okolo 5% rodakow wyjezdza za granice. Okolo 3% placi najwyzszy podatek. Poniewaz
                                    nie wszyscy bogaci jezdza na narty (choc tez nie wszyscy turysci to narciarze),
                                    wiec zostaje te 1-2 procent populacji, ktora jest niemajetna a jezdzi na narty.
                                    Oni woza jedzonko ze soba.

                                    Jezeli ktos chce taniej, to na pewno bedzie wozil jedzienie. I zadne zaklinanie
                                    faktow tu nie pomoze. Trzeba to zakaceptowac i nieladnie jest im dokuczac. Ale
                                    sa tez inne powody.


                                    Regul nie ma. Znam bardzo bogatych ludzi, ktorzy woza cale zarcie ze soba. Sa
                                    ludzie, dla ktorych wyjazd zagranice jest stressem i unikaja jak ognia
                                    jakiegokolwiek kontaktu z obcojezycznymi – nawet w sklepie.
                                    • Gość: @tomic Re: Nic nie brać - jest taniej IP: *.pools.arcor-ip.net 27.01.09, 19:31
                                      Regionu nie znam z nart.
                                      Bylem u nich "na szybko" na stronach, wiele mozliwosci na zakupy tam
                                      raczej nie ma. Ale to nie musi duzo znaczyc, nie kazdy sklep jest w
                                      internecie wpisany. W poblizu sa napewno tez inne sklepy.

                                      Musze przyznac ze jezeli jade na narty, to kupuje to co jest na
                                      miejscu, jezeli ktos to inaczej robi - dlaczego nie. Niech kazdy
                                      organizuje sie jak chce. Zaden problem.
                                      Nie rozumie ale dokuczliwych odpowiedzi, ktore nie powinny byc
                                      napisane bo nikomu nie pomagaja - tylko truja.
                                      Szkoda.


                                • Gość: Ejsik Re: Nic nie brać - jest taniej IP: 213.192.73.* 27.01.09, 19:47
                                  Karolski, znam jedną gospodynię u której bywamy przynajmniej dwa razy w roku i
                                  dla niej przywozimy te nielubiane przez Ciebie, żeberka, bigos i gołąbki. Czeka
                                  na nie zawsze z utęsknieniem i zawsze pyta kiedy do niej zawitamy znów. Zawsze
                                  też zostawiamy u Niej, POLSKI CHLEB.
                                  Przy okazji, sądzisz że w apartamentach te kuchnie które się tam znajdują były
                                  specjalnie tworzone i wyposażane w sprzęt tylko dla turystów i narciarzy z
                                  Polski ???.
                                  P.S. Piszesz że zaoszczędzę na jedzeniu w knajpie a wydam w innej knajpie kupę
                                  kasy na piwo. To w końcu daję lokalnym knajpiarzom zarobić czy nie. Czy zarobek
                                  na piwie jest gorszy niż zarobek na jedzeniu. Lubisz zaglądać komuś w talerz ?.
                                  • Gość: Karolski Re: Nic nie brać - jest taniej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.09, 20:49
                                    Bardzo lubię żeberka, bigos i wszystko co polskie w kuchni. Jeżdżę wyłącznie z
                                    polskimi biurami podróży, mimo, że podobnież drożej i gorzej, ale nie
                                    zrozumiałeś mnie, więc powtórzę": nie będzie to chyba miłe, gdy do Polski
                                    przyjadą turyści przywożący ze sobą jedzenie. Nasi do Włoch wożą makarony, a
                                    Włosi do nas żeberka, to logiczne, prawda? W przyjemności urlopu za granicą jest
                                    też poznanie lokalnych smaków, czytaj kuchni, słuchanie ich muzyki i robienie
                                    zakupów w lokalnych sklepach, i tych spożywczych i przemysłowych i tych z
                                    pamiątkami. Lubię na urlopie odpoczynek od spraw zorganizowania sobie kuchni i
                                    zakupów, zmywania i całej codzienności, od której chcę się na ten czas uwolnić.
                                    Co w tym dziwnego? Znajoma jeżdżąca do apartamentów w miłej grupie mówi: Panowie
                                    kupili pieczywo, masło i coś tam jeszcze, rżnęli siatki na stół i piją piwo,
                                    panie przygotowują posiłek - fajne, typowo polskie podejście. Ostatni Twój
                                    akapit skomentuję: jeśli oszczędzasz na jedzeniu, to nie wydawaj na piwo, wino,
                                    papierosy, itp. Staruch, nie jestem krezusem, koszt urlopu w hotelu z
                                    wyżywieniem (poza posiłkami w hotelu jadam i piję na stoku)to ok. 1600 zł.,
                                    czyli 1/2 średniego miesięcznego wynagrodzenia - prawda? ale w czasie urlopów
                                    jestem hedonistą. Nikomu tu nic nie zarzucam, staram się jedynie czytelnie
                                    przedstawić mój pogląd na poruszany prze dyskutantów problem. Często przy
                                    wielkim zaperzeniu się forumowiczów, pozostaje tylko czytać i pokiwać głową lecz
                                    nie dyskutować, bo po co później czytać zarzuty? I to by było na tyle w temacie
                                    jak na początku.
                                    • Gość: volta2 Re: Nic nie brać - jest taniej IP: *.spray.pl 27.01.09, 22:19
                                      W przyjemności urlopu za granicą jes
                                      > t
                                      > też poznanie lokalnych smaków, czytaj kuchni,

                                      w przypadku moich dzieci przekonywanie ich do smakowitości kuchni
                                      lokalnych mija się z celem.
                                      w tym roku nauczyli się jeść pizzę margaritę i tylko taką. w związku
                                      z tym po raz pierwszy od jakiegoś czasu wyjechaliśmy na narty do
                                      hotelu. dzieci miały tam bezpłatny pobyt i wszystkie świadczenia.
                                      co do śniadań zastrzeżeń mieć nie mogliśmy - było wszystko ok.

                                      ale z obiadokolacją był cyrk - trzeba było czekać do godziny 18.30 -
                                      to stanowczo za późno na posiłek dla dziecka, potem miały bardzo
                                      obciążone brzuchy - zdrowe to na pewno nie jest(dzieci szły spać o
                                      20-tej)

                                      no i wybór jedzenia: schabowych nikt nie serwował, rosół z
                                      grzankami wprawił w osłupienie kelnera - bo wszyskie grzanki
                                      wyłowiliśmy a pokroiliśmy makaron typu spaghetti i wrzuciliśmy do
                                      tegoż nieszczęsnego rosołu.
                                      czyli dostaliśmy pod nos, i smacznie nawet, ale nerwów mieliśmy przy
                                      tym co niemiara.
                                      dlatego wolę im ugotować krupniczek albo grzybową - zjedzą to już o
                                      16-tej, bo o tej godzinie zwykle wracamy ze stoku, zjedzą ze smakiem
                                      i o dokładkę poproszą. na smakowanie lokalnej kuchni mają jeszcze
                                      czas...

                                      Lubię na urlopie odpoczynek od spraw zorganizowania sobie kuchni i
                                      > zakupów, zmywania i całej codzienności, od której chcę się na ten
                                      czas uwolnić.
                                      > Co w tym dziwnego?
                                      nic, każdy robi to co lubi, a wyobrazisz sobie, że ja lubię
                                      gotowanie? i na co dzień sobie gotowania nie odmawiam i na urlopie
                                      to też nie problem. gotowanie to odpoczywanie (dla mnie)

                                      panie przygotowują posiłek - fajne, typowo polskie podejście.
                                      u mnie ten model sprawdza się znakomicie - ja przy garach, mąż przy
                                      graniu w bitwę morską z synami nadrabia czas rodzicielski.

                                      jeśli oszczędzasz na jedzeniu
                                      no ja nie tylko oszczędzam pieniądze, ale przede wszystkim nerwy(bo
                                      dzieci lubią to co gotuję, a to co ugotuje im zawodowy kucharz -
                                      niekoniecznie), czas - nie muszę snuć sie po hotelu do tej 18-tej,
                                      by otrzymac miskę zupy, bo już o tej porze dawno jesteśmy po jedzeniu

                                      ale w czasie urlopów> jestem hedonistą.
                                      a ja wręcz przeciwnie, hedonistką jestem w codziennym życiu, komfort
                                      lubię mieć na co dzień, na urlopie niestraszne mi spartańskie
                                      warunki, toż to tylko tydzień czy dwa...
                                      ślimaki jadam w restauracji za rogiem, a jak jestem w austii chętnie
                                      zjem coś z domu - austriacka kuchnia nijak mnie do siebie nie
                                      przekonuje...


                                      zrozum, nie każdy kto nie kupuje hotelu robi to z oszczędności, w
                                      tym roku hotel hb mieliśmy tańszy niż rok temu apartament bez
                                      wyżywienia. i zgadnij, gdzie było mi lepiej?
                                      owszem, basen, sauna, kręgle - to też są sprawy istotne, ale gdy
                                      dzieci są padnięte to jeść i spać chcą a nie sauny.
                                • belika Re: Nic nie brać - jest taniej 28.01.09, 09:16
                                  Dyskusja się rozwinęła..no to odpowiadam.

                                  Gość portalu: Karolski napisał(a):

                                  > Kilka razy na tym forum był dyskutowany temat: hotele z wyżywieniem czy
                                  > apartamenty i część jedzonka z Polski. Jedni wolą to, inni tamto. Ale zadaję
                                  > sobie pytania:
                                  > - co to za urlop, kiedy zakupy, gotowanie i zmywanie na głowie jednej kobitki
                                  > dla 4-osobowej, czy 3-osobowej rodziny,

                                  A facetom i dzieciom to rączki urwało? Zmywać nie potrafią? A może nie słyszałeś
                                  o wyposażeniu apartamentów w takie ustrojstwo jak zmywarka?

                                  > - po co do Włoch czy Austrii wozić makaroniki, chińskie zupki, itp. "sztuczne
                                  > smaczności", na dodatek raczej niezdrowe, a jedziemy na urlop przecież po to by
                                  > odpocząć, nabrać sił i zdrowia?

                                  Tak, po to by właśnie odpocząć, a dla mnie odpoczynek to między innymi
                                  niezależność od hotelowych godzin posiłków. Po 7 dniach jedzenia słoikowego nikt
                                  nie zachoruje, dzieciaki również. Jak komuś smakuje to fajnie, jak nie to są
                                  tacy co sobie zrobią makaron...i co w tym w ogóle złego?

                                  > - nie rozumiem też oszczędności na jedzeniu, przy jednoczesnej deklaracji
                                  > wyjścia do knajpki, na piwo, wino, czy tp. przyjemności raczej drogie w zimowyc
                                  > h
                                  > kurortach,

                                  Już pisałam - nie dla oszczędności tylko dla wygody. Przynajmniej w moim przypadku.

                                  > - po zsumowaniu kosztów apartamentu, wyżywienia z Polski, wyżywienia w Austrii
                                  > czy Włoszech na stoku, opłat drogowych i paliwowych wyjdzie prawdopodobnie
                                  > niewiele (100,200 zł) na osobę drożej od ceny hotelu z obsługą i dwoma posiłkam
                                  > i,

                                  Nie wiem czy jest TU ktokolwiek kto wylicza coś do 100zł..to jakaś paranoja.
                                  Spędzamy urlop jak chcemy, czy to w ALL czy Apt i nic nikomu do tego.

                                  > - daję też zarobić tym Tubylcom, do których to ja przyjeżdżam w gościnę,

                                  Tak, oczywiście. Są knajpy w których się bywa wieczorami, na winie, piwie i
                                  kolacji. jedno nie wyklucza drugiego.

                                  > - wyobrażam sobie narciarzy i innych turystów z krajów zachodnich, przywożących
                                  > na urlop do Polski w słoikach swój bigos, żeberka, goloneczkę i schabowy. My do
                                  > "kochanych Makaroniarzy" z mrożoną pizzą, a Austriacy do nas ze swojską
                                  > kiełbasą. Żyć nie umierać.

                                  No zdziwiłbys się. Być może nie wiesz, ale do Austrii jeździ pół Europy i
                                  luksusowo wyposażone kuchnie w mieszkaniach wakacyjnych nie zostały wymyślone
                                  dla Polaków. Mniej lub więcej wozi każda narodowość, to nie jest nasza domena. I
                                  tak samo mnie lub więcej każdy kupuje w lokalnych sklepach.

                                  > Ale jak komuś tak dobrze, to niech tak ma, ja staram się zrozumieć i jest mi
                                  > trudno, bardzo. Smacznego i udanych wakacji.

                                  A dziękuję, na pewno będą udane, a klopsiki pudliszkowe będą smakowały jak zawsze.
                                  Po co ludziom zaglądasz do bagażników i lodówek? I to tak złośliwie?
                                  Wstydź się :)
                                  • Gość: Karolski Re: Nic nie brać - jest taniej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.09, 16:12
                                    Już w pierwszym poście jest tekst:
                                    "co wziac do jedzenia zeby sie nie nastac przy garach (mamy mieszkanko z
                                    kuchnia). euro takie kosmicznie drogie ze najchetniej wiekszosc zarcia bym
                                    wzieła z PL...", i prawie w każdym kolejnym wraca temat drożyzny w krajach,
                                    gdzie chcecie spędzać urlop, więc nie mów, że to jest dla Was bez znaczenia,
                                    chyba, że czytasz teksty bez zastanowienia się nad ich treścią. Jeśli gotowanie
                                    i sprzątanie na urlopie jest przyjemnością, to raczej ma to inną nazwę niż
                                    hedonizm. Jeśli jedzenie nasyconych chemią pulpetów w słoiczkach na długie
                                    przetrwanie i zupki chińskie są zdrowe, to współczuję Twoim bliskim, których tym
                                    żywisz. Dzieci także uczymy smakować innej kuchni i poznawać inne zwyczaje. Nie
                                    zaglądam do niczyich talerzy, nie jestem "łysy i garbaty", żeby się z tego
                                    tłumaczyć przed dyskutantami, odróżniam dyskusję i wymianę poglądów od niczym
                                    nieuzasadnionej krytyki mojej osoby. Ale jak ktoś lubi, to może zabrać na urlop
                                    także swoją zamrażarkę, żelazko i czajnik. Pozdrawiam - Karol.
                                    • staruch5 ad vocem 28.01.09, 16:23
                                      ja zawsse zabieram ze soba zelazko! Sluzy mi do smarowania nart na goraco. w
                                      kocu to forum narciarskie :-)
                                      • Gość: Karolski Re: ad vocem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.09, 16:36
                                        Punkt dla Ciebie! Przez moment zastanawiałem się, czy nie poprosić o kontakt te
                                        wspaniałe, gospodarne i troskliwe dziewczyny. I na dodatek waleczne - ale
                                        jeszcze się nie zdecydowałem. Może wówczas, zamiast dwa razy, pojechałbym 4X w
                                        sezonie na narty?
                                      • Gość: podziwdlakobiety Re: ad vocem IP: *.u.itsa.pl 28.01.09, 16:50
                                        :) ja zabieram grzałkę .... do herb... do butów oczywiście !!!
                                    • belika Re: Nic nie brać - jest taniej 29.01.09, 09:07
                                      Wrzucasz wszystkich do jednego worka, podkreślasz krechą i zastanawiam się
                                      czy...nie obrażasz?
                                      Nikt nie ma monopolu na wiedzę i nikt tu nie twierdzi, że tylko i wyłącznie jego
                                      postawa jest wzorem, z którego należy korzystać. NIKT.
                                      Chodzi tylko o to, że wpadłeś, nadąłeś się i skrytykowałeś, a wszystko to bez
                                      logicznego powodu. Ci co przeszkadza co zabiera bazylea, może chce stać przy
                                      garach a ja chcę zjeść na obiad chemię? Naprawdę to nie jest Twoja sprawa. To co
                                      jadamy jak i cała reszta to jest prywatna sprawa każdego.
                                      Bazylea pytanie kierowała do tych co w tej materii doświadczenie jakieś mają, Ty
                                      jak twierdzisz nie masz, bo słoiczków nie jadasz...więc po co zabierasz głos i
                                      po co te złośliwości???
                                      Lżej Ci na duszy się robi jak kogoś krytykujesz czy o co chodzi?

                                      I na koniec - piszemy o wygodzie, swobodzie dysponowania własnym czasem, nie o
                                      zdrowiu, bo to akurat w ciągu 7 dni w żaden sposób nie ucierpi...a na dodatek
                                      tez jest prywatną sprawą.

                                      A teraz możesz mi nawrzucać, skrytykować i wyśmiać, Tobie poprawi się
                                      nastrój...a mi na pewno się nie pogorszy.
                                      Jutro jadę do Austrii w towarzystwie kilku słoiczków i wszyscy Cię pozdrawiamy :)

                              • Gość: m Re: Nic nie brać - jest taniej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.09, 23:29
                                Co do godzin otwarcia sklepów - w wielu krajach UE prawo pracy nie
                                zezwala na nakładanie na pracowników obowiązku pracy do późnych
                                godzin wieczornych/nocnych w sklepach spożywczych. Pracodawca musi
                                mieć na to zezwolenie - właśnie np. ze względu na to, że sklep jest
                                w kurorcie, blisko dworca itp.
      • siejest Re: jedzenie do Austrii i inne rzeczy :) 29.01.09, 09:16
        Billa:
        www.shopping-list.at/vergleich_Billa_7.html
        Interspar:
        www.shopping-list.at/vergleich_Interspar_4.html
        MaxiMarkt:
        www.shopping-list.at/vergleich_Maximarkt_34.html
        Zielpunkt:
        www.shopping-list.at/vergleich_Zielpunkt_8.html
        Merkur:
        www.shopping-list.at/vergleich_Merkur_3.html
        Magnet:
        www.shopping-list.at/vergleich_Magnet_103.html

        Linki ze strony:
        www.shopping-list.at/
        Obserwować zakładki Diskonter i Supermarkt
        • siejest Re: jedzenie do Austrii i inne rzeczy :) 29.01.09, 09:40
          Hofer np:
          www.hofer.at/at/html/product_range/sortiment_billig.htm?
          WT.z_src=main
          • dorodomi Re: jedzenie do Austrii i inne rzeczy :) 30.01.09, 14:14
            Popieram Karolskiego;
            jeździłam tak i tak, to znaczy do apartamentów na własnym wikcie i
            pensjonatów ze śniadaniem i obiadokolacjami. I jednak wolę to
            drugie.Różnorodnośc kuchni włoskiej czy nawet austriackiej to też
            atrakcja w końcu.
            Ponieważ jestem kobietą,ale chyba nie waleczną, wole po nartach
            wleźć pod prysznic a potem walnąć się na łóżko, niż podsmażać
            polskie klopsy i jeszcze potem zmywać ! Poza tym wakacje to wakacje -
            rano mam podane śniadanko, a nie muszę przepychać się do lodówki z
            innymi dziewczynami, ktore też chcą zrobić śniadanie. Może gdybym
            jeździła z małymi dziećmi, to późna godzina obiadokolacji nie byłaby
            zbyt dobra, ale bez przesady ! Jak dziecko pójdzie spać o 22 na
            feriach to chyba nic w tym złego.
            A w ogóle to jestem fanką lokalnych kuchni. Najlepsze jedzenie jest
            w pensjonatach, do których jeżdżę (tańsze niz hotele). Kuchenny
            patriotyzm na wyjazdach jest mi obcy, a na dodatek mam od razu
            skojarzenia z Polakami wydzierającymi się w Egipcie, że "nie ma
            frytek i schabowego".
            Pozdrawiam hedonistów
            ps. nie mieszkałam jakoś nigdy w apartamencie "wypasionym" w
            zmywarkę i mikrofalę. Sądzę jednak ,że skoro kogoś stac na taki
            luksusowy nocleg, chyba nie skąpi na żarciu. A może się mylę ?
            • Gość: Misio_zloty Re: jedzenie do Austrii i inne rzeczy :) IP: 81.15.172.* 30.01.09, 15:57
              Więc jest tak, jak jedziesz raz w roku na narty czy gdziekolwiek
              indziej to wtedy kuchnia miejscowa może fascynowac ale jeśli na
              narty (bo gdziekolwiek indziej to juz raczej nie) jedzie sie kilka
              razy w roku (ja jeżdzę ok. 28-40 dni w roku) i to od kilku lat to
              ileż razy moge poznawać ciągle tę samą "egzotyczną" kuchnię. Ja na
              co dzień w domu nie jadam pulpetów ze słoika ale na nartach całkiem
              dobrze Mi smakują i czuję się pełną gębą (i brzuchem :))) ) TURYSTĄ .
              Co do kwater bez zmywarki to jestem zdziwiony bo bodaj tylko raz
              zdarzyło Mi się byc na takiej kwaterze gdzie tegoż urządzenia nie
              było. Zawsze też sa tabletki do zmywania, proszek do szorowania,
              płyny do zmywania, myjki oraz woreczki śniadaniowe i papier żeby
              mozna było sobie zapakować kanapki na stok. Wolisz "hedonistycznie"
              czekać na posiłek, proszę bardzo, Ja zaspokajam głód wtedy kiedy
              chcę.
              • belika Re: jedzenie do Austrii i inne rzeczy :) 30.01.09, 16:22
                no i jakby właśnie dokładnie o to chodzi :)
                pozdrawiam słoiczkowców i innych wszelakich smakoszy :)

                udanego urlopu wszystkim!
      • Gość: psyccholog Re: jedzenie do Austrii i inne rzeczy :) IP: *.adsl.inetia.pl 31.01.09, 22:39
        syndrom turysty codziesiecioletniego, pobudka jedzenie jest wszędzie albo idź
        złów rybki w stawie koło domu.
      • bazylea1 co z tą kartą Visa? 01.02.09, 11:33
        mozna nią płacic w Austrii bez problemu?
        • staruch5 Re: co z tą kartą Visa? 01.02.09, 11:39
          jakies 6-8 lat temu miewalem problemy. ostatnio - nie.
          mowimy o kredytowej wypuklej Visie. Z Visa Electron (debetowa) bywaja klopoty.
          Ale to nie tylko w Austrii.
          Dobrze miec tez MasterCarda.
          Niemcy lubia swoje Maestro.
          • bazylea1 Re: co z tą kartą Visa? 01.02.09, 15:47
            dzięki!

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka