Dodaj do ulubionych

Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ?

IP: *.man.polbox.pl 12.02.02, 13:34
Chciałam poruszyć temat wychowawstwa. Pytanie : czy każdy nauczyciel nadaje się
na wychowawcę? Z pewnością nie. Moja córka uczy sie szóstej klasie jednej z
mokotwskich szkół podatawowych. Miała niestety pecha, gdyż trafiała przez te
sześć lat na wychowawców, którzy faktycznie nie powiini nimi zostać. W klasie
1 - 3 opiekowała się nią osoba bez jakiego kolwiek polotu. Gdybyśmy my rodzice
jej nie pchnęli to sama nie zrobiłaby nic. Dzieci nie miałyby wycieczki, ani
żadnej imprezy klasowej.
Nie miała podejścia do dzieci, nie znała ich problemów. Nigdy nie próbowała
rozmawiać z rodzicami, gdy działo się coś niepokojącego.
Moja córka była dzieckim dość nerwym. Bardzo przeżył aśmierć mojej mamy, z
którą była bardzo związana. Stało się to gdy córka miała nie całe 4 lata.
Tereska była pobudliwa, czasem nieprzyjemna dla rówieśników. Stąd wziął się
brak akceptacji jej przez kolegów i koleżanki. Niestety mam pracę która zabiera
mi dużo czasu. Ale utrzymywałam z Tereską non stop telefoniczny kontakt. Wiele
czasu poświęcałam jej w dni wolne i wieczory. Zawsze pomagałam jej w odrabianiu
lekcji. Wspólnie rozwiązywałyśmy jej problemy życiowe.
Właśnie z powodu czasochłonnej pracy i braku możliwości skontaktowania się z
nauczycielem w każdej chwili (na zebraniach byłam zawsze) założyłam zeszyt
korespondencji. Wpisywałam w nim wszystkie usprawiedliwienia nieobecności oraz
niepokojące mnie sprawy. Nigdy moja notatka nie spotkała sią z odpowiedzią lub
chociażby podpisem świadczącym, zę Pani zapoznałasię z jej treścią.
Pewnego dnia miało miejsce pewne zdarzenie, które utwierdziło mnie,że
Nauczycoelka nie powinna być nauczycielem, a co dopiero wychowawcą. Tereska
przyszła zapłakana ze szkoły. Okazało się, że dostała 1. Spytałam za co.
Okazało się, że zapomniała wiersza, którego uczyła się na pamięć i ze strachu
schowała się pod ławkę (była wówczas w drugiej klasie - miała 8 lat). Poszła
następnego dnia do nauczycielki z pytaniem co się stało i czy w tej sytuacji
może dać Teresce jeszcze jedną szansę na poprawę.
Na to cyt. "Ja już nie wiem co z tą pani Tereską robić. Z nią są same
problemy". Ta wypowiedź chyba nie wymaga komentarza.
I taka przepychanka trwała do ukończenia trzeciej klasy.

Od czwartej klasy przejęła klasę nowa nauczycielka. Oczywiście byłam na
rozpoczęciu roku szkolnego, aby poznać nową Panią.

Na pierwszy rzut oka wydawała się fachowcem.

Jednak już po roku okazało się co to za "egzemplarz".
Pani potrafiła tylko narzekać na klasę. Przeszkadzało jej wszystko. To, że
dzieci rozmawiają na lekcji (tak działo się tylko na jej lekcjach), że robią
sobie psikusy (były one bezpieczne nikomu nie robiły krzywdy). Stwierdziła, że
nie pojedzie z naszymi dziećmi na wycieczkę, bo one nadają się tylko na łąkę.

Tak jak poprzedni wychowawca, tak i ten nie znała dzieci. Nie znał ich sytuacji
rodzinnej. NIe wiedziała jakie klasa ma problemy. NIe wiedziła, że w klasie
jest grupka, która gnębi słabszych.
Tą gnębioną była m.in. moja córka. Dopiero moja interwencja na posiedzeniu Rady
pedagogicznej coś zmieniła. Zainteresowano się atmosferą w klasie.
WYdaje mi się jednak, że jest już zbyt późno. Tereska nie wyniesie żdnych
miłych wspomnień z tej szkoły. Mogę jedynie pochwalić nauczycieli "starej
daty". Są to osoby wymagające, ale umiejące znaleźć wspólny język z dziećmi.
Nauczycielka matematyki p. Szymaniak, p. Tauber to cudowni nauczyciele,
pedagodzy i wychowawcy.
Pan Drabik wychowawca - młody człowiek - dzieci go uwielbiają. Podczas spacerów
jest oblepiony dziećmi. Wiszą przy nim jak winogrona. Jego dzieci są w piątej
klasie klasie a już wiedzą dużo o gimnazjach.
Wychowawca naszych dzieci do dziś nie potrafi udzielić informacji o gimnazjach.
Nawet nie ma wiedzy o gimnazjum rejonowy, To wstyd dla szkoły, dyrektora i dla
niej samej. Ale ta Pani chyba wstydu nie ma zagrosz. Potrafi jedynie narzekać,
krytykować i klepać pacierze w kółkach różańcowych. Dodam, że Owa Pani jest Nie
najmłodszą panną bez dzieci. Tu chyba tkwi przyczyna jej zgoszknienia i braku
zrozumienia dla dzieci.

Wiem, że możecie Państwo pomyśle, że może to wina mojego dziecka. Ale ja wiem,
że nie. Moja córka uczy się bardzo dobrze, ma wiele osiągnięć.
Dla rodziny jest bardzo ciepła, uczuciowa i opiekuńcza.

Wydaje mi się jednak, że wychowawcy powinni być poddawani selekcji, testom i
mieć przykazane zadania do wykonania. Zadania, które pozwoliłyby poznać każde
dziecko z osobna, jego lęki, obawy, marzenia, sytuację domową, rozeznać się w
problemach klasowych.
Sądzę, że dobrym sposobem na spełnienie takich zadań są wspólne wyjazdy
integracyjne, rozmowy z dziećmi, organizowanie spotkań prewencyjnych (chodzi mi
zapobieganie patologiom społecznym). MYślę, że metod można przytoczyć wiele.
Może ktoś zechce mi odpisać.

Zawiedziona Ulka B
Obserwuj wątek
    • Gość: km Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.net-serwis.pl 13.02.02, 22:02
      Jestem nauczycielem....
      Zgadzam się, że nie każdy kto uczy w szkole powinien być nauczycielem. Niestety
      prawda jest taka, że w tym zawodzie selekcja jest negatywna. I to nie wyłącznie
      z powodu niskich pensji, ale także narastającej biurokracji (plany,
      sprawozdania, programy, prawo oświatowe itp).
      Boję się, że problemy, o których Pani pisze, jeżeli już zaistnieją w jakiejś
      konkretnej szkole, to są rozwiązywalne raczej wyjątkowo. Boję się, że prościej
      i lepiej dla dziecka jest czasem zmienić klasę czy nawet szkołę.
      Pozdrawiam serdecznie
      Krzysztof
    • jolaw38 Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? 16.02.02, 11:41
      Jestem nauczycielem, wychowawcą klasy II gimnazjum. Na zebraniu z rodzicami
      usłyszałam, że po raz pierwszy nauczyciel powiedział coś dobrego o tej klasie.
      Był to dla mnie bardzo miły komplement. Lubię bardzo moich uczniów, choć są
      trudną klasą, ale za to bardzo zdolną. Staram się zawsze mówić o nich dobrze,
      bo mam syna też w gimnazjum i wiem jak czułabym się na zebraniu, jako rodzic.
      • anka9009 Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? 16.02.02, 21:34
        nie każdy sie nadaje. nie każda klasa powinna mieć wychowawcę. w mojej np. to
        nic nie daje, bo i tak robimy, co nam sie podoba, a zdanie naszej wychowawczyni
        mamy za nic. dużo zależy od tego czy nauczyciel umie wymusić posłuch, czy go
        szanujemy. mojej klasie pomóc mogłaby jedynie bardzo silna reka. ale prawda
        jest taka, że nauczycel poza postawieniem niesprawiedliwej oceny niewiele może.
        jak cos zrobi to polecimy do dyrki i pedagoga i będzie afera.
        • Gość: Majka Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 17.02.02, 15:38
          Nie każdy się nadaje, to na pewno. Druga sprawa: większość NIE CHCE.
          Nauczyciele często wbrew predyspozycjom są zmuszani do objęcia tej
          funkcji.Czują się doskonale w swoim przedmiocie, ale nie mają potrzeby
          kierowania grupą, rozstrzygania jej konfliktów itp.
          Inni, którzy czują się dobrze w tej roli, błagają o roczną przewę po
          zakończeniu np. wychowawstwa klasy, z którą byli bardzo związani emocjonalnie.
          Porównywanie (którego nikt nie lubi) i przenoszenie metod jest wtedy odruchowe.
          Trzecia sprawa, o której aż wstyd pisać, to fakt, że dodatek za wychowawstwo to
          30 zł brutto. W zamian problemy wychowawcze, wywiadówki, milion papierów.
          Wnioski? Podzielcie nauczycieli na tych, co mają predyspozycje i udźwigną tę
          trudną rolę i na tych, co wbrew sobie zostali zmuszeni (a odmówić nie wolno).
          Niektórzy dyrektorzy próbują ten problem rozwiązać, ale efekt jest taki, że
          dobrzy wychowawcy mają po 2 klasy i tym "zwolnionym" z funkcji bardzo
          zazdroszczą...
          • Gość: mamosz Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.pl 18.02.02, 00:46
            Oczywiscie że nie każdy się nadaje.A jesli chodzi o historię Tereski to prosze
            ją ode mnie ucalowac, biedne dziecko które na prawdę miało wyjątkowego pecha
            jak slyszę o tym ze nauczyciel wygłasza takie teksty jakie usłyszała mama
            Tereski to nóż mi się w kieszeni otwiera.Kto tu do diabla jest dorosly w tej
            szkole i jak mozna tak traktowac male dziecko!! A najgorsze jest to ze wszyscy
            zaslaniaja sie pensjami,przepracowaniem itd.Przeciez nie ma obowiazku bycia
            nauczycielem na
            Boga Ojca jak ktos nie umie nie lubi i sie nie nadaje to po co pracuje w
            szkole.Efektem tych nieudolnych zabiegow sa takie wypowiedzi jak,wypowiedz
            mlodej osoby wtym watku.Dzieci sa na prawde inteligentne i szybko lapia sie
            wczym rzecz.Trzeba miec dar ale rowniez byc fachowcem a nie rozhisteryzowanym
            frustratem jakimi jawia sie wychowawczynie nieszczesnej Tereski.Glowa do gory
            Teresko i MamoTereski moze uda Wam sie wreszcie spotkac jakiegos rozsadnego
            wychowawce usciski PS Zeby byla jasnosc tez jestem belfrem wcale nie idealnym
            • Gość: W.Z. Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: 213.241.34.* 02.03.02, 11:03
              Wychowawca klasy to wypisywanie arkuszy ocen i świadectw,pilnowanie innych
              nauczycieli czy się wpisują do dziennika, prowadzenie statystyk frekwencji
              uczniów i tym podobna papierkowa praca.Gdzie indziej robią to odpowiedni
              urzędnicy szkolnych sekretariatów. Jak na 30 zlotych miesięcznie to bardzo
              dużo. A papierki są dla szkolnej administracji zawsze ważniejsze niż jacyś tam
              uczniowie. Co zas do selekcji wychowawców - wybierac można wtedy, gdy jest z
              kogo wybierać. Do obowiązków wychowawcy i tych 30 zł miesięcznie nikt sie nie
              pali.
              • Gość: Halina Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.pl 12.03.02, 18:58
                Moi drodzy, pytanie należałoby postawić niestety znacznie szerzej, a
                mianowicie: czy każdy nauczyciel nadaje się na nauczyciela. Zaś odpowiedź na to
                pytanie jest tak oczywista, że nie widzę wręcz celu zadawania takiego pytania.
                No chyba że chcemy ponarzekać. Ale po co? Proponuję inne pytanie, czy temat
                wymiany poglądów:
                Jak pomóc dziecku, by zminimalizować jego stres związany z nauczycielem, który
                na nauczyciela się nie nadaje.
                Proponuję też wymianę doswiadczeń o tym, jaką postawę może i powinien przyjąć
                rodzic wobec nauczyciela, który na nauczyciela się nie nadaje.
                Chętnie zapoznałabym się z radami i doświadczeniami biegłych w tym temacie.
                • Gość: Ewa Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.03.02, 20:03
                  Moje doświadczenie z prób reformowania szkoły jest niezbyt optymistyczne. Jedno
                  czego sie nauczyłam to to, że nie ma sensu wpływać na nauczyciela poprzez
                  dyrekcję. Dyrektor zawsze trzyma stronę nauczyciela i zatrudnia tylko i
                  wyłącznie doświadczonych i wspaniałych pedagogów. Jeśli nie da się po dobroci z
                  nauczycielem, pozostaje zmiana szkoły. Kuratorium też wymaga drogi służbowej,
                  czyli najpierw skarga na piśmie do dyrektora a dopiero potem do nich z
                  odwołaniem. Jedyna droga jaką przetestowałam ze skutkiem pozytywnym to
                  interwencja w Komitecie Obrony Praw Dziecka.
                • Gość: bob Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.kim.pl / 10.0.4.* 23.05.02, 07:12
                  oby się tylko nie okazało, że zminimalizowanie stresów oznacza oceny za nic i
                  wejście na głowę nauczycielowi... Pewnie nie wszyscy nadają się na wychowawców.
                  Ja jestem wychowawcą I klasy gimnazjum i sam tego chciałem. Lubię swoją klasę,
                  choć czasami potrafią dać w kość i się za nich wstydzę. Często wdstawiam się za
                  nimi choć oni pewnie o tym nie wiedzą (nie zawsze- nie ma takiej potrzeby).
                  Wiem jednak, że wycieczki i wyjścia to nie wszystko. Staram się mówić rodzicom
                  prawdę bo choć czasmi jest zła to (i ciężko przechodzi przez gardło) to tak
                  jest lepiej. Nie można wybielać czegoś co jest czarne. Należy to jednak zrobić
                  w indywidalnej rozmowie z rodzicem bo wtedy i nauczycielowi jest łatwiej
                  powiedzieć wszystko i rodzicowi jewst łatwiej rozmawiać. Nie zawsze można
                  wszystko wyciągać przy wszystkich.
    • ha14 Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? 15.03.02, 14:59
      Oczywiście, że nie każdy nawet powinien być nauczycielem, a cóż dopiero
      wychowawcą! Wychowawca musi lubić dzieci, dobrze by miał swoje własne, bo to na
      dobre otwiera oczy na wiele spraw. pisano o pieniądzach za wychowawstwo- w moim
      przypadku jest to 26zł brutto. No i co z tego, jaka wina w tym tych dzieci
      zdanych na 3lata(gimnazjum) na moją łaskę i nielaskę. Poza tym mnie samej
      łatwiej żyć z nimi w zgodzie i przyjażni
    • inka6 Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? 18.03.02, 16:22
      Moj wychowawca nie powinien nim byc."Dano"nam nam nauczyciela informatyki z
      ktorym w 2 klasie spotykalismy sie 2 razy w tygodniu,teraz widzimy go raz w
      miesiacu albo i zadziej.Facet jest niezyciowy,nie umie do ucznia
      podejsc,praktycznie nie ma z nami zadnego kontaktu,nawet nie zna naszych imion
      (!!!!).Nie bylismy z nim na zadnej wycieczce,o jakis wyjsciach(teatr,kino)d
      owiadujemy sie od innych nauczycieli.Wlasciwie jestesmy zdani na samych
      siebie,czego bardzo zaluje,bo nie tak wyobrazalam sobie swoja szkole.
      • Gość: rusałka Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.jmk.lodz.pl 21.03.02, 13:08
        Niestety nie kazdy nauczyciel nadaje się na nauczyciela, nie kazdy nauczyciel
        nadaje sie na wychowawcę, nie kazdy wychowawca nadaje się na wychowawcę, nie
        kazdy wychowawca nadaje sie na nauczyciela. Tak samo jak nie kazdy ksiądz
        nadaje się na księdza, nie każdy lekarz nadaje się na lekarza i oczywiscie nie
        każdy polityk nadaje się na polityka (mam na czubku jezyka napisac że każdy
        polityk nie nadaje się na polityka)
        Dla większości to tylko praca, sposób na przestanie bycia bezrobotnym, lub
        zwiększenie swoich zarobków, spokojne życie, lub dorobienie się)
        A to sa cholernie według mnie ważne zawodu. Wazne pod wzgledem wychowawczym
        własnie i moralnym. Al e znów cóz zrobic życie jest życiem
        • Gość: ha14 Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.rrnet.pl 22.03.02, 10:05
          Gość portalu: rusałka napisał(a):

          >> Dla większości to tylko praca, sposób na przestanie bycia bezrobotnym, lub
          > zwiększenie swoich zarobków, spokojne życie, lub dorobienie się)

          Droga Rusałko, w tym zawodzie nie ma spokojnego życia,a o dorobieniu się można
          tylko marzyć. Jest tylko radość gdy po wielu latach ktoś się do ciebie uśmiecha
          i mówi dzień dobry. No i jest też możliwość chodzenia spokojnie nocą-bo wszyscy
          cię znają i wiedzą że nigdy nie byłaś żle do nich nastawiona( dotyczy małych
          miejscowości i nie wszystkich nauczycieli)
        • Gość: dolfuss Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.kim.pl / 10.0.4.* 23.05.02, 20:51
          Gość portalu: rusałka napisał(a):

          > Niestety nie kazdy nauczyciel nadaje się na nauczyciela, nie kazdy nauczyciel
          > nadaje sie na wychowawcę, nie kazdy wychowawca nadaje się na wychowawcę, nie
          > kazdy wychowawca nadaje sie na nauczyciela. Tak samo jak nie kazdy ksiądz
          > nadaje się na księdza, nie każdy lekarz nadaje się na lekarza i oczywiscie nie
          > każdy polityk nadaje się na polityka (mam na czubku jezyka napisac że każdy
          > polityk nie nadaje się na polityka)
          > Dla większości to tylko praca, sposób na przestanie bycia bezrobotnym, lub
          > zwiększenie swoich zarobków, spokojne życie, lub dorobienie się)
          > A to sa cholernie według mnie ważne zawodu. Wazne pod wzgledem wychowawczym
          > własnie i moralnym. Al e znów cóz zrobic życie jest życiem

          No wiesz - z tym dorobieniem mocno przesadziaś... Gdybym właśnie tego chciał to
          pewnie nie było by mnie w szkole... ale jestem i chcę to robić.
    • Gość: marco Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.wagrowiec.sdi.tpnet.pl 09.04.02, 13:17
      zgzadzam się
    • Gość: szefc Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.ogr.pl 21.05.02, 23:47
      Śniło mi się że jestem szefcem. Klienci przynoszą materiał na buty. Wszędzie go
      pełno bo nasz warsztat jest mały, ale przyjmujemy wszystkie zamównienia aby
      mieć robotę. Materiał jest przeważnie kiepskiej jakości, źle przygotowny.
      Niektórzy klienci próbowali wcześniej sami zrobić z niego buty, ale ponieważ
      nie bardzo im to wyszło więc przynieśli do poprawy. Zwykle tłumaczyli swoją
      nieudolność brakiem czasu. Nie mam odpowiednich narzędzi, mój szef oszczędza.
      Kupuje za to mnóstwo katalogów z nowymi wzorami. Stosy katalogów wszędzie. Nie
      mam czasu aby się skupić na robocie bo szef ciągle zagląda i pyta jakie wzory z
      katalogów wykorzystuję w pracy, przeprowadza ankiety na temat katalogów, w czym
      mi pomogły, które z nich są najlepsze,wypełniam stosy papieru. Szef robi sobie
      na podstawie ankiet wykresy i planuje nowe zakupy. Ostatnio chodzę na kurs dla
      szefców na temat: "Efektywne wykorzystanie nowych wzorów zamieszczanych w
      katalogach".Szef mnie skierował. Oczywiście płacę za kurs z własnej kieszeni.
      Robota stoi. Po tygodniu wracam do pracy. Koleżanka zastępująca mnie zepsuła
      trochę materiału poplamiła powyginała i poszła rodzić... Co jakiś czas
      przychodzi namolny klient, który całe życie chodził w ciasnych butach i samo
      słowo szefc wywołuje w nim agresję. Oczywiście chwalę materiał, który wcześniej
      zepsuł próbując samodzielnie zrobić buty. Inaczej pójdzie do innego warsztatu i
      jeszcze nagada na placu, że nie umiemy robić butów. Szef przynosi kolejną
      ankietę...

      BUDZĘ SIĘ. Jak to dobrze,że jestem nauczycielem (wychowawcą) i nie mam takich
      problemów.
      pozrawiam wszystkich: rodziców, uczniów, nauczycieli, szefów i szefców.
      • Gość: Majka :) Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 22.05.02, 22:13
        Wyjątkowo trafna parabola :))))
      • zyzool Re: DOBRE 23.05.02, 23:26
        HE HE HE
      • Gość: Roman Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.opole.dialup.inetia.pl 05.06.02, 22:46
        Bardzo, ale to bardzo dobre! Gdybys jeszcze tak nie zrobił błędów w
        wyrazie "szewc"...
    • Gość: Belfer Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 22.05.02, 21:11
      Odpowiedź brzmi nie .Inną sprawą jest to ,że nauczyciel nie ma często nic do
      gadania w tej kwestii.Dostaje klasę czy chce,czy nie chce .Decyzja dyrekcji do
      której trzeba się dostosować.Ja chętnie zrezygnowałabym z tego obowiązku.Nie
      dlatego,że tego nie lubię?wycieczki są odskocznią od codzienności,dają wiecej
      okazji do poznania uczniów /Uczę sztuki i mam wielu uzdolnionych uczniów i
      plastycznie i muzycznie .Troję się ,żeby każdemu przypomniec o konkursie,
      festiwalu próbujemy sił na zajęciach pozalekcyjnych/zespół wokalny , soliści i
      plastycznie uzdolnieni,projekty scenografii do przedstawien itp.A obok nich
      moja klasa z którą mam w tym roku tylko GDD1 godz w tygodniu.Są zazdrośni o
      artystychnych.Problemy finansowe to kolejny problem.Na tanią wycieczkę nie
      wszyscy chcą jechać , na drogą wszystkich nie stać ...Niestety .Chęci nie
      zawsze wystarczą.Rodzice!Pomagajcie ,jeśli możecie ...przynajmniej nie mówcie o
      nas źle w obecności swoich dzieci ,bo to pierwszy powód dla którego nie pozwolą
      się poprowadzić w dobrym kierunku .A przecież o to nam wszystkim chodzi.O ich
      dobro.
    • Gość: rozżalon Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.zory.sdi.tpnet.pl 22.05.02, 22:16
      Nie każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę, to zajęcie wymagające
      doświadczenia, talentu i samozaparcia: człowiek stoi między uczniami, innymi
      nauczycielami, dyrektorem i rodzicami - wszyscy mają do Ciebie o coś pretensje,
      czegoś chcą... A wychowawca jest tylko jeden..
      Jestem wychowawczynią 33 osobowej klasy. Każdy uczeń to odrębna historia, inne
      problemy, inny charakter, inne możliwości... Ja jestem jedna i nie jestem
      supermenką - też mam swoje problemy, fizyczne możliwości, dobę złożoną z 24
      godzin i własne życie.. Dzisiaj jestem bardzo zła na swoją klasę, ale pewnie
      niedługo mi przejdzie, bo to w końcu fajne dzieciaki, chociaż niesforne i
      potwornie rozgadane.. Tylko że ja mam szczęście, bo znajduję oparcie w mądrych
      rodzicach moich uczniów: takich, którzy nie piszą "lewych" usprawiedliwień
      wagarów, przychodzą, kiedy pojawia się jakiś konflikt lub problem, rozmawiają
      ze mną.. Właśnie ROZMAWIAJĄ, nie atakują, nie obwiniają...
      To nie jest moje pierwsze wychowawstwo, więc mam materiał do porównywania. I
      mogę śmiało zapytać - A czy każdy rodzic nadaje się na rodzica???? Bo nie jest
      sztuką zrzucić odpowiedzialność na szkołę, przedszkole, znaleźć wymówkę, żeby
      się dzieckiem nie zajmować - sztuką jest wychowywać odpowiedzialnie, mądrze, z
      wyobraźnią. Rodzic i wychowawca mogą i powinni sobie w tym pomagać; niestety,
      przeważnie sobie przeszkadzają, a wina leży najczęściej po obu stronach
    • tawananna Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? 23.05.02, 02:00
      Bardzo przepraszam, że nie przeczytałam całości Twojego tekstu (modem :( ).
      Moja odpowiedź jest krótka - nie. Przykłady mogę mnożyć. Przez dwa lata nauki
      w LO moją wychowawczynią była nauczycielka, która nic nie potrafiła
      zorganizować (pewnie w ogóle nie chciała...), a na dodatek nigdy nie
      orientowała się dobrze w bieżących sprawach szkolnych.
      • Gość: bob Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.kim.pl / 10.0.4.* 23.05.02, 21:03
        tawananna napisał(a):

        > Bardzo przepraszam, że nie przeczytałam całości Twojego tekstu (modem :( ).
        > Moja odpowiedź jest krótka - nie. Przykłady mogę mnożyć. Przez dwa lata nauki
        > w LO moją wychowawczynią była nauczycielka, która nic nie potrafiła
        > zorganizować (pewnie w ogóle nie chciała...), a na dodatek nigdy nie
        > orientowała się dobrze w bieżących sprawach szkolnych.

        Nie chcę powiedzieć, że tak jest zawsze ale często to rodzice decydują o tym że
        ktoś gdzieś nie idzie. I problem polega na tym, że często decydują się na
        oszczędności związane z dzieckiem. Ja staram się organizować wejścia do muzeum,
        teatru itd. . Zależy mi na mojej klasie i chcę ich czegoś nauczyć. Nie twierdzę,
        że jestem geniuszem, ale chcę coś dla nich zrobić. i co? Najpierw rodzice chcą
        abym coś organizował a jak już to robię to np. ostatnio przyszło dziewięć osób a
        reszta miała zwolnienia... i byłem z tą dziewiątką.
        • tawananna Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? 24.05.02, 02:23
          Zarówno nasza była wychowawczyni, jak i obecny wychowawca, wyznają - jakże dla
          nich wygodną! - zasadę, którą krótko można streścić w słowach: "idą wszyscy
          albo nikt". :( W której 34-osobowej klasie zawsze wszyscy są chętni?
          • Gość: dolfuss Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.kim.pl / 10.0.4.* 26.05.02, 23:35
            tawananna napisał(a):

            > Zarówno nasza była wychowawczyni, jak i obecny wychowawca, wyznają - jakże dla
            > nich wygodną! - zasadę, którą krótko można streścić w słowach: "idą wszyscy
            > albo nikt". :( W której 34-osobowej klasie zawsze wszyscy są chętni?

            ja tego nie popieram, ale sądzę że rodzicom też powinno zaleeć na tym aby ich dzieci jechały na wycieczkę. I nie ma
            takiej klasy, w której wszyscy są chętni ale sam fakt istnienia 34-osobowej klasy jest zły. W klasie powinno być do
            20-tu oczniów. To daje zawsze lepsze efekty
            • tawananna Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? 26.06.02, 23:16
              Ech, tyle, że uczę się w trzydziestoczteroosobowej klasie i niewiele mogę na
              ten fakt poradzić :(. To prawda - klasy powinny być mniejsze i może chociaż
              pokolenie niżu demograficznego będzie uczyło sie w lepszych warunkach...
    • Gość: Małgoś Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: 195.117.14.* 24.05.02, 13:44
      Mam podobne doświadczenia z wychowawczynią mojego syna. Szkoła jest taka jak
      jej Pani Dyrektor - skoro Pani Dyrektor nie reaguje na argumenty "walczących"
      od wielu lat rodziców o zdemontowanie drzwi wahadłowych ( ze zwykłymi szybami),
      które nie dają ochrony przez zimnem z przedsionka, za to przy ich otwarciu
      zatrzymują się na ławkach, gdzie dzieci zmieniaja buty, to o czym my mówimy!!!
      Rozumiem niskie pensje, żaden prestiż zawodu itp Moja mama, moja teściowa ,
      moje ciotki były nauczycielkami po 30 lat każda. Zawsze zarabiały mało, zawsze
      pracowały na 1,5 etatu. Ale ich praca była dla nich ważna - oddawały jej załe
      serce. Dzięki nim dzisiaj jestem moralnym, dobrym człowiekiem. Nauczyłam się
      tego patrząc na ich pracę, jeżdżąc na wycieczki z ich klasami. A dzisiaj?
      Wychowawczyni mojego syna idzie z dziećmi na spacer i pozwala im grać w piłkę w
      pełnym ubraniu na łąćzce pomiędzy dwoma ulicami i uważa, że zwrócenie jej
      uwagi , iż naraża dzieci na niebezpieczeństwo ( bo piłka może polecieć na ulicę
      a ona nie zauważy, że dzieciak pobiegł prosto pod koła samochodu) jest
      personalnym atakiem na nią. Nawet nie pomyślała, że może mamy rację.
      To skandal - każde zebranie trwa godzinami, bo Pani sama nie wie, co ma na nim
      powiedzieć, promuje skarżenie i donosicielstwo, wspiera dzieci, których rodzice
      coś robią dla szkoły, inne zaś są na uboczu.
      Mój syn poprosił mnie o zmianę szkoły, bo ma dość niesprawiedliwości.
      Jest dopiero w 2 klasie...
      Aż się boję co będzie dalej.
      A przecież wystarczy chcieć. Przecież i tak nauczyciel musi być w szkole
      odpowiednią liczbę godzin. Prawdę mówiąc, gdybym wykonywała moje obowiązki w
      pracy, tak jak robi to wychowawczyni mojego syna, już by mnie wywalili.
      Może to jest właśnie ta różnica? Kwestia weryfikacji i bata nad głową? Niby " z
      niewolnika nie ma pracownika", ale skoro nie ma żadnego regresu w stosunku do
      nauczycieli, to sami z siebie nie poprawią jakości swojej pracy....
      Tylko, czy w takim razie powinni pozostać w zawodzie?

      • Gość: mariusz Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.ptenn.pl 24.05.02, 16:02
        chciałbym wrócić do kwestii nie tyle reformowania szkoły "na siłę", a raczej
        pomocy dziecku w przejściu przez nią możliwie bez szkód, a najlepiej z
        pożytkiem.

        mam 22 lata- z jednej strony pamiętam, jak czułem się w szkole ( byłem
        dzieckiem raczej "trudnym" "krnąbrnym", a moje szkoły też do najlepszych nie
        należały), a z drugiej strony zdażało mi się np. pójść w zastępstwie rodzica na
        wywiadówkę organizowaną przez wychowawcę mojej młodszej siostry ( aktualnie
        gimnazjum ).

        nauczyciele- wiadomo, niektórzy - po prostu ludzie z klasą, inni-w
        cywilizowanym kraju nie otrzymaliby zezwolenia na adopcję dziecka. Do tego masa
        nauczycieli po prostu nijakich. Do tego "grupa rówieśnicza". Raczej nie da się
        tego stanu zmienić "od ręki" i to jeszcze pod konkretne dzceko ( jak chce wielu
        rodziców ). Trzeba to przeżyć. "Szkoła nie jest do lubienia. Jest do
        skończenia."-mawia moja mądra mama. Oczywiście nie zawsze, zdażają się "szkoły
        z klasą", ale aktualnie są one zdecydowaną mniejszością. Co można, moim
        zdaniem, zrobić, aby dziecku było łatwiej.

        1. Nie stresować go wymaganiem "czerwonego paska", ani jakichś tym podobnych
        bzdur. Powszechnie wiadomo, że program pełen jest bzdur. Nie karćcie więc,
        drodzy rodzice, dziecka, za każdą jedynkę.( zwłaszcza, że- o ile mi wiadomo-
        oceny na świadectwie nie dają np. większych szans na dostanie się do dobrej
        szkoły, więc nie zawracajmy sobie głowy sprawami na dłuższą metę nieistotnymi )
        2. Sami sprawdzajcie stan jego "oczytania" ( oczywiście nie przez
        odpytywanie z książki, akapit po akapicie, to tylko dziecko zezłości ). Niech
        opowiada Wam czytanki, książki. Albo niech mówi, jak sobie WYOBRAŻA, że
        wygląda świat w jakimś regionie ( a propos geografii ), albo jak wyobraża
        sobie, że żyją jakieś zwierzęta. Niech myśli. Zmuszajcie je do kojarzenia.
        Odnoszenia ( tego oczywiście z programu, co się odnieść do rzeczywistości daje,
        mi nauczyciel nigdy nie potrafił odpowiedzieć na pytanie np. takie: jakie,
        czysto hipotetyczne, zjawisko rzeczywiste opisuje np. nierówność z
        paramertem. ). Nie rozumie dziewczyna fizyki Newtona? Dźwignia? Proszę bardzo-
        ojciec przy samochodzie, to dziewczynie do ręki lewarek i niech podnosi
        samochód. Zakapowanie zasady dźwigni murowane. Albo niech idzie z rodzicami do
        knajpy pograć w bilard ( tu po drodze rodzice mają na przykład szanse wykazać
        się dalekowzrocznością wychowawczą- jak nauczą dziecko odwiedzać pewne lokale
        określonej klasy, a innych po prostu nie ( a wiadomo, że dzieci kopiują
        schematy czerpane z rodziców), to w przyszłości może to zaoszczędzić wielu
        problemów). No i kontakt z dzieckiem w wieku lat tych kilkunastu możnaby jakiś
        mieć tym sposobem.
        3. Nauczyciel wredny, złośliwy, niesprawiedliwy? Zdaża się. A w pracy takich
        szefów nie macie? Niech dziecko ma wobec niego własną postwę. Niech się uczy
        wobec niego odwagi cywilnej. Niech się uczy, co jest dobre, a co złe. Że ocena
        na tym ucierpi? Gwarantuję, że jeżeli dziecko będzie umiało na 4, to zda na
        pewno. A że dostrzeże niesprawiedliwość? Świetnie, im wcześniej, tym lepiej.
        Tym szybciej się nauczy, co jest dobre, a co nie. I co w takiej sytuacji czynić
        przystoi. Tylko na tym skorzysta- wykształci to jego sobowość jako wyraźną, a
        nie płaszczko-oportunistyczną.

        Uwaga praktyczna dla rodziców pierwszaków gimnazjalnych: załatwcie sobie
        państwo testy końcowe, i co semestr do nich zaglądajcie, zastanawiając się, czy
        wykształciliście w swoim dziecku odpowiedni poziom myślenia i kojarzenia.
        Wiadomo wszak wszem i wobec, że dobrym kojarzeniem niejednokrotnie można
        nadrobić braki w szczegółowej wiedzy. Przyjemniejsze to o wiele i
        pożyteczniejsze (zwłaszcza na egzaminach, jak się chodziło do nienajlepszej
        szkoły, albo, najzwyklej w świecie, pytania w teście są nieszablonowe,
        zaskakujące-wtedy tylko ta metoda pozostaje )

        Tylko że, czcigodni rodzice, to wymaga od was: rozmawiania z dzieckiem,
        przebywania z nim ( nie tylko przed wspólnym, telewizorem ), myślenia,
        inwencji, uwagi i, nie ukrywajmy, czasu. Braku wychowawczej "spychotechniki".



        pozdrawiam forumowiczów



        • kmir Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? 24.05.02, 16:40
          Popieram
          Pozdrawiam serdecznie
          Krzysztof Mirowski
          dyrektor LXVII LO Warszawa
          dyrmir@ids.pl
          Ps Nawet jeżeli szkoła Mariusza nie należała do najlepszych to nie
          przeszkodziła Mariuszowi w osiągnięciu dojrzałej postawy.
        • Gość: ES Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.05.02, 09:32
          Mariusz jest takim facetem, którym chciałbym się chwalić, że byłam Jego
          wychowawczynią. I pewnie takich, przez 22 lata, mam. Są nimi ludzie,którzy
          ukończyli różne szkoły i potrafią odnaleźć się w życiu. Ale zawsze
          zastanawiałam się czyja to jest zasługa? Moja? Chyba nie do końca! Raczej
          Rodziców, którzy znaja dziecko naście lat i dopiero gdzieś "w tle" nasza -
          nauczycieli. Stanowimy dla ucznia przystanek w jego życiu. Jesteśmy jak ludzie
          w tramwaju - jeden przyjaźnie zagada, inny pomarudzi. Dzieci w szkole są takie
          jak środowisko, nauczyciele też.Dlaczego nie piszę o wychowawcy? Zabrzmi to dla
          wielu dziwnie, ale każdy jest dla dziecka wychowawcą - i pani "od polskiego" i
          pani woźna, i kolega i telewizor...A najtrudniej w szkole jest pogodzić się z
          brakiem kultury. Odpowiedzi na takie zachowania uczniów mają tylko
          nauczyciele "z klasą". Czy mamy ją od momentu otrzymania dyplomu? Pewnie nie. W
          tym, aby nauczyciel, wychowawca był dobry muszą pomóc Rodzice... Wierzcie mi,
          że nie przez skargi, ale rozmowę o uczniach. A w kwestii pieniędzy? Żadna
          kwota ludzi nie satysfakcjonuje - ani duża, ani bardzo duża, a tym bardziej
          mała. Jeśli chcemy coś robić, to nie ma wielkiego znaczenia za ile.
          A jeszcze jedna kwestia - są fajnie zgrane rady pedagogiczne, nauczyciele
          dokształcają się w wielu dziedzinach, aby nadążyć za uczniem /tak, tak!/- i w
          tych szkołach jest doskonała atmosfera pracy dla ucznia. Aktywność dorosłych
          kierowana jest na ucznia - a nie przeciwko sobie. W mojej gminie /nie napiszę w
          której/ niektórzy radni wymyślili, że będą niszczyli życzliwe gimnazja, poprzez
          rozbijanie wspaniałych gron pedagogicznych. Jak myślicie, jaki wpływ będzie to
          miało na kontakty z uczniami i rodzicami? Obiecuję,że się postaramy , aby
          uczniowie tego nie odczuli. Ale czy się uda? Trzymajcie kciuki! Pozdrawiam
          wszystkich - ES.
          • Gość: mariusz Re: do ES IP: *.waw.cdp.pl 27.05.02, 17:51
            dziękuję za piękny komplement
            czytając to, co piszesz, mówię śmiało: chciałbym móc się pochwalić, że miałem
            taką wychowawczynię


            interesuje mnie niezmiernie taka oto rzecz: usłyszałem kiedyś w LO od
            przesiadującej w szatni praktykantki, że siedzi tam bo pokój nauczycielski to
            najgorsza dżungla
            rozumiem, że teraz uczysz w szkole, w której tak absolutnie nie jest, ale czy
            uważasz takie przypadki za większość? a jeżeli tak, to jak sądzisz, dlaczego
            tak się dzieje?


            a jeszcze w tematyce rozdzielania: ja- mimo wszystko- upatruję w tym
            pozytywnego skutku- być może "rozchodząc się " po różnych szkołach będziecie w
            stanie zmienić je na korzyść, wnosząc do nich nowe jakości?
            szczerze Wam tego życzę


            mariusz
        • Gość: MP Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.fuw.edu.pl 25.05.02, 17:47
          Mi także popdoba się wypowiedź Mariusza. Mimo to moja kolczasta
          natura każe mi troche w niej zamieszać:

          > o ile mi wiadomo-
          > oceny na świadectwie nie dają np. większych szans na dostanie się do dobrej
          > szkoły, więc nie zawracajmy sobie głowy sprawami na dłuższą metę nieistotnymi )

          Chyba jednak źle Ci wiadomo! To oczywiście zależy od środowiska.
          W dużych miastach gołym okiem widać proces negatywnej selekcji do
          gimnazjów rejonowych. Pozostają w nich ci, którym nie udało się
          dostać do gimnazjów pozarejonowaych z konkursowym naborem.
          W konkursie dobre świadectwo to połowa sukcesu. Wyobraź sobie teraz
          gimnazjum-molocha (numeracja klas kończy się gdzieś w drugiej
          cześci alfabetu) zbierające negatywnie wyselekcjonowaną młodzież
          z blokowisk w promieniu kilometra. Czy nadal będziesz utrzymywał,
          że w takiej sytuacji świadectwo to sprawa na dłuższą metę nieistotna?

          > mi nauczyciel nigdy nie potrafił odpowiedzieć na pytanie np. takie: jakie,
          > czysto hipotetyczne, zjawisko rzeczywiste opisuje np. nierówność z
          > paramertem.

          Czy uważasz, że Twój nauczyciel tego nie robił, bo chciał Ci zrobić na
          złość, czy coś w tym guście? (to pytanie, to oczywiście tylko prowokacja.)
          Otóż wierz mi, że znalezienie odpowiednich, czystych (bez innych czynników),
          celnych dydaktycznie przykładów dla nauczanych tresci "teoretycznych"
          to cholernie trudna sztuka. Niby chwilami same cisną się do głowy,
          ale gdy rozpoczynasz od hasła w programie to znacznie łatwiej przychodzi
          ci do głowy stek "słusznych" formułek i kolejnych "słusznych" kroków na "drodze
          poznania", niż jakikolwiek "życiowy" przykład, który mógłbyś podrzucić w dwie
          minuty i nie zakopać się w tłumaczeniu co, dlaczego, i dlaczego właśnie
          z tym tematem to się kojarzy. Co gorsza, podręcznik też Ci wiele nie pomoże,
          bo zwykle jego autorzy także okazują się być przerośnięci przez problem
          (nie każdy ma dar kojarzenia na miarę Feynmana). Po co to piszę? Po to,
          by przekonać Cię, że poza kilkoma oczywistymi przykładami z bilardem czy
          lewarkiem, trudno zbyt wiele oczekiwać od rodziców, szczególnie tych,
          którzy sami odebrali niezbyt solidne wykształcenie. Tego trzeba wymagać
          od Szkoły. Piszę, przez duże "Sz" bo nie mam tu na myśli szeregowego
          nauczyciela, któremu nikt na studiach nie tłumaczył, jak nierówność
          z parametrem powiązać w dwie minuty z rzeczywistością dostępną percepcji
          trzynastolatka. Mam namyśli "Szkołę" jako instytucję, która dobrze wyposaża
          swoich pracowników w odpowiednie narzędzia - także te intelektualne.

          > 3. Nauczyciel wredny, złośliwy, niesprawiedliwy? Zdaża się. A w pracy takich
          > szefów nie macie?

          Szkoła nie jest zakładem pracy, w którym uczeń-pracownik jest
          podwładnym szefa. Długo by pisać, jak głebokie są tu różnice
          - także w wymiarze prawnym. "Wredny, złośliwy, niesprawiedliwy"
          nauczyciel kształtuje charakter dziecka, z którym się kontaktuje.
          W dobrze rozumianym interesie nie tylko konkretnego dziecka
          i rodzica, ale i nas wszystkich jest by do takich kontaktów nie
          dopuszczać. Tolerowanie tego w imię "mądrości życiowej", w imię
          kabaretowej maksymy "muszę tylko przeżyć jeszcze kilku sk.....",
          jest rodzajem komformizmu - może neutralnym, gdy chodzi o
          ukształtowane już osoby dorosłe, ale jak dla mnie zbyt niebezpiecznym,
          gdy chodzi o tworzącą się właśnie osobowość dzieci czy nastolatków.
          Chciałbym być złym prorokiem, ale obawiam się, że taka "tolerancja"
          wcześniej czy później wyleje nam się gnojówką na szosy.
          Zrozumiałem doskaonale, że Mariusz pisał właśnie o potrzebie
          nietolerancji, ale odczytałem, że miał na myśli nietolerancję
          bierną (ze strony dorosłych), rodzaj emigracji wewnętrznej czy
          domowej w wymiarze etycznym. I to mnie zaniepokoiło.


          > Uwaga praktyczna dla rodziców pierwszaków gimnazjalnych: załatwcie sobie
          > państwo testy końcowe, i co semestr do nich zaglądajcie, zastanawiając się, czy
          > wykształciliście w swoim dziecku odpowiedni poziom myślenia i kojarzenia.

          To bardzo słuszne. Mój najstarszy syn od dwóch miesięcy ćwiczył
          na polskim różnorodne testy kompetencyjne. Za każdym razem miał
          mnóstwo wątpliwości (jak cała jego "specjalna" klasa), dlaczego
          akurat taka, a nie inna odpowiedź jest prawdziwa. Pani nauczycielka
          szybko się poddała i zwykle odpowiadała "bo tak jest w kluczu".
          Nie wiem czy była mało "kompetentna". Obawiam się, że nie.
          Ostateczny test gimnazjalny pokazał, że to raczej testy mają tendencję
          do braku "kompetencji". Jak z takim pasztetem ma sobie poradzić
          rodzic, który sam ledwie maturę, albo osiem klas ... ? Obawiam się,
          że wiekszość rodziców zwyczajnie się boi tej nieprzewidywalnej,
          teoretycznej, nierzeczywistej szkoły swoich pociech. Kto się boi
          ten ucieka. Pewnie bardzo małą cześć zjawiska braku kontaktu
          pokoleniowego da się wytłumaczyć tym co napisałem. Ale może
          chociaż niewielki kawałek.


          Pozdrawiam serdecznie,
          Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
          ojciec kilkorga uczniów
          • Gość: mariusz Re: do Marka IP: *.waw.cdp.pl 27.05.02, 17:30
            Marek, dzięki za celne uwagi. Gwoli ukonkretyzowania:


            Jeżeli chodzi o świadectwo: jestem jednym z końcowych roczników edukacji w
            systemie podstawówki ośmioklasowej i czteroletniego LO. Dlatego właśnie
            napisałem " o ile mi wiadomo ". Słyszałem po prostu, że te lepsze gimnazja
            pozarejonowe przeprowadzają własne testy, na których liczy się tylko suma
            uzyskanych punktów. Swoją drogą, w obliczu bardzo zróżnicowanych poziomów szkół
            podstawowych, oraz zdarzającego się wystawiania ocen niesprawiedliwych ( tak
            zawyżonych jak i zaniżonych ), przeprowadzanie takich testów wydaje mi się
            rozwiązaniem dobrym. Pisałem w oparciu o to przekonanie. Jeżeli jednak jest
            inaczej, np. rekrutuje się uczniów opierając się na punktacji w jakiś sposób
            kombinowanej, to może zmieniać postać rzeczy. Z drugiej strony, nadal wydaje mi
            się, że rozwijanie intelektu dziecka poprzez kształtowanie jego wyobrażenia o
            otaczajcym świecie da wyniki pozwalające się dostać do dobrego gimnazjum. Może
            nie najlepszego, ale czy to takie istotne? Rodzice, chcąc dla swoich dzieci jak
            najlepiej, niekiedy "pchają" swoje dzieci koniecznie do szkół będących "na
            topie", czy to w rankingach, czy to w środowisku. Oczywiście zakładam tu, że
            kierują się jak najlepszymi pobudkami, przypadki np. snobizmu w ogóle pomijam.
            Jeżeli chodzi o wybór szkoły, to ja np. kierowałbym się statystyką zdawalności
            na wybrane kierunki i/lub statystyką zatrudnienia absolwentów w zawodzie. Z
            tego, co wiem, często szkoły będące w rankingach na pozycjach odległych od
            siebie np. o pięć czy siedem, różnią się pod względami w/w statystyki
            niewiele. A tak w ogóle: czy gimnazjum rejonowe, to jakaś definitywna porażka?
            Pytam-bo nie wiem. Rozumiem, że są szkoły lepsze i gorsze, ale czy szkoła
            gorsza przekreśla szanse dziecka? Wydaje mi się, że raczej wpływa na
            prawdopodobieństwo pewnych zdarzeń ( dostanie się do dobrej szkoły średniej,
            albo np. dostanie się w złe towarzystwo ), a to nie to samo. Nie twierdzę, że
            nie należy dbać o szanse swego dziecka. Wręcz przeciwnie. Rodzi się po prostu
            pytanie, czy czasem włożony wysiłek ( np. stres dziecka i rodziców, czas,
            pieniądze na korepetycje itp ) nie jest zbyt wysoki w stosunku do zysków. Nie
            chodzi mi tu tylko o taką odpowiedź: gonić dziecko do zeszytów, czy nie. Gdyby
            wybór był tylko taki, to oczywiście gonić. Jednak mamy o wiele więcej
            możliwości rozwijania dziecka-i tutaj bym kładł większy nacisk.
            Poza tym spójrzmy na to tak: gimnazjum, czy LO, to tylko pewien etap (
            zakładam, że celem jest uczelnia wyższa, nie chcę wypowiadać się na temat
            edukacji kończonej wcześniej ). Oczywiście, są kierunki, na które po szkołach
            nienajlepszych dostać się po prostu nie da (tu pojawia się kolejna kwestia:
            PODOBNO szkoła średnia ma przygotowywać do egzaminów na wyższe uczelnie; czy
            ktoś widział, słyszał, albo może brał udział, w konsultowaniu programu szkół
            średnich ze środowiskiem akademickim szkół wyższych ???).
            Patrząc więc przez pryzmat uczniów ze szkół nienajlepszych - a takich jest
            wciąż większość - tylko własną pracą mogą oni dojść do poziomu wiedzy dającego
            im szansę w walce o miejsce. A przeciętnych rodziców nie stać na to , aby z
            własnej kieszeni pokrywać koszty edukacji swojego dziecka. Dlatego właśnie
            powinni wyrabiać w nim- jak to ładnie ująłeś- "dar kojarzenia na miarę
            Feynmana".
            Wracając jednak do tego, że finałem jest uczelnia wyższa - nasuwa mi się
            takie oto spostrzeżenie - na przykład ci Profesorowie, u których mam
            przyjemność się [nie]uczyć, to właśnie ludzie, których dar kojarzenia,
            umiejętnośc przykładania obliczeń do rzeczywistości ( czy też w drugą stronę,
            kreowania rzeczywistości podług obliczeń ) sprawił, że uzyskali tak wspaniałe
            wyniki w pracy naukowej.
            Przeczytałem kiedyś wypowiedź na temat Bohra, jego modelu atomu, oraz
            naukowców, którzy bazując na pracach Bohra wykonali modele atomów reszty
            pierwiastków - "naukowcem był Bohr, reszta była technikami".

            Nawiązując do przykładów z rzeczywistości - oczywiście, zgadzam się, że
            znajdowanie "czystych" przykładów z dziedziny matematyki wyższej może nie być
            łatwe. Ale gimnazjum chyba jeszcze dałoby się w ten sposób ująć? Nie znam
            konkretnych programów, uważam jednak, że właśnie w tym kierunku powinny iść
            prace w MENiS. Przecież program mamy, ujmując rzecz eufemistycznie, przebogaty.
            A jednak uczniowie nie potrafią ich zastosować w praktyce. Więc uczmy ich
            właśnie tego stosowania.
            Temat ten łączy się z kwestią również przez Ciebie postawioną: sami
            nauczyciele, czy też projektanci testów, nie mówiąc już o programach, raczej
            nieczęsto potrafią te umiejętności zastosować. To raz. A dwa - zawsze mnie
            ciekawiły kryteria oceniania .Z jednym wyjątkiem, nigdy nie mogłem się dogadać
            z polonistami - nikt nie potrafił mi podać kryteriów ocen; raz, kiedy w
            maturalnej klasie zlecono mi napisanie konspektu pracy maturalnej z biologii na
            jakiś tam temat, zadałem pytanie- bo pracy na czas nie napisałem, trzeba się
            było jakoś wykręcić, a okazało się, że był to strzał w dziesiątkę- pytanie było
            takie: Pani psor, bo ja nie wiedziałem jak to napisać. No wie pani, wiedzę niby
            mam, ale, proszę mi powiedzieć taką rzecz: jeżeli mam już konspekt napisany,
            leży on u mnie na stole, to po czym ja mogę poznać, że on jest, tak powiedzmy,
            na 4?
            I panią męczyłem przez bite 45 minut o konkrety. Potem robiłem ten eksperyment
            jeszcze z kilkoma innymi nauczycielami. Okazuje się, że nauczyciele ( a
            przynajmniej ich duża część ), nie mają kryteriów, zwłaszcza, jeżeli chodzi o
            obszerniejsze prace. Uparcie nasuwa mi się tu konkluzja: JEDNOLITY
            program "łączący" szkoły średnie i wyższe, w połączeniu z jawnymi, jasno
            sprecyzowanymi kryteriami ocen byłby milowym krokiem w naszej narodowej edkacji.
            A jeżeli chodzi o testy, które rozwiązywał Twój syn- nie wydaje Ci się
            zabawnym, że pytania, które są nazwane jako otwarte, ocenia się według klucza,
            a nie według ich wartości merytorycznej?

            Mówiąc o nauczycielach nienajmilszych, i reakcji na nich, miałem - jak słusznie
            zauważyłeś - na myśli konieczność przybrania odpowiedniej postawy wobec nich.
            Kwestia jest złożona, ale kilka czynników chciałbym wyróżnić.
            Po pierwsze, osoby w wieku lat kikunastu potrafią dać w kość, często racji
            nie mając. Nie można więc, po wysłuchaniu dziecka powiedzieć- masz rację synku,
            wszyscy nauczyciele to banda idiotów. Wiadomo, co to u dziecka spowoduje.
            Po drugie- tu się w pełni zgadzamy - nie można uprawiać eskapizmu. Pytanie
            tylko, i to właśnie jest kwestia trzecia: jaki uprawiać "interwencjonizm"?
            Uważam, że nie należy wyrabiać w dziecku przekonania, że jak coś nabroi, to
            pozostanie bezkarne- bo jakby co, to rodzic przyjdzie i nabluzga dyrektorowi.
            Pozostaje np. dokonana wraz z dzieckiem krytyczna analiza konkretnego
            przypadku, wyrażenie swojego poparcia dla postawy takiej, jaką się uważa za
            słuszną i nakierowanie dziecka na takie właśnie postępowanie. To " duchowe
            wsparcie" może też być potrzebne jeżeli chodzi o postawę wobec nauczyciela w
            kontekście " grupy rówieśniczej ", ale to już inna opowieść. Osobiście
            interweniowałbym w szkole, gdy dziecko poprosiłoby mnie o to ( tu oczywiście
            też w granicach rozsądku ), lub gdybym sam zauważył, że jest to konieczne.
            Chciałbym jednak podkreślić, że uważam, że należy dziecku zapewnić poczucie
            wsparcia moralnego, oraz pewność, że w razie konieczności ( i racji po jego
            stronie ) jako rodzic będę go bronił. I oczywiście bronić. Ale tylko w
            zakresie, w którym samemu nie daje sobie rady. A jak sobie radę daje, to
            chwalić i gratulować. Nawet bardziej niż ocen.

            Z góry chciałbym zapewnić, że nie uważam, jakoby moje tu wywody miały
            pretendować do objęcia wszystkich przypadków. Oczywiście nie. Wiem, że są
            rodzice, którzy nie są przygotowani do bycia nimi. Zdaję sobie sprawę, że nie
            można karać dzieci takich osób systemem edukacji, w którym nie mogą
            • Gość: MP Re: do Marka IP: *.fuw.edu.pl 30.05.02, 15:33
              Gość portalu: mariusz napisał(a):

              > Słyszałem po prostu, że te lepsze gimnazja
              > pozarejonowe przeprowadzają własne testy, na których liczy się tylko suma
              > uzyskanych punktów.

              Nie wolno im! (Publicznym.) Nigdy nie było wolno (poza sportem
              i językiem) ale dotąd gdzieniegdzie się tym nie przejmowano.
              Wygląda na to, że teraz jest presja by tego jednak przestrzegać.

              > Swoją drogą, w obliczu bardzo zróżnicowanych poziomów szkół
              > podstawowych, oraz zdarzającego się wystawiania ocen niesprawiedliwych ( tak
              > zawyżonych jak i zaniżonych ), przeprowadzanie takich testów wydaje mi się
              > rozwiązaniem dobrym.

              Też uważam, że z dwojga złego byłoby to lepsze, ale pewnie nie
              jestem obiektywny. Skutek uboczny w postaci selekcji negatywnej
              do reszty szkół będzie zawsze.

              > Z drugiej strony, nadal wydaje mi
              > się, że rozwijanie intelektu dziecka poprzez kształtowanie jego wyobrażenia o
              > otaczajcym świecie da wyniki pozwalające się dostać do dobrego gimnazjum. Może
              > nie najlepszego, ale czy to takie istotne?

              Pisałem, że w dużych miastach to może być nawet bardzo istotne
              z subiektywnego punktu widzenia uczniów i rodziców (koszmarny
              poziom, patologia goni patologię ...). W rozrachunku społecznym
              może jednak lepiej by było przemieszać młodzież zdolną i zadbaną
              z resztą. Ale piszę "może". Pewien nie jestem.

              > Jeżeli chodzi o wybór szkoły, to ja np. kierowałbym się statystyką zdawalności
              > na wybrane kierunki i/lub statystyką zatrudnienia absolwentów w zawodzie.

              Tu już piszesz o szkołach średnich. A to inna inszość.
              Tam niestety też świadectwo to może być połowa punktów przy rekrutacji.
              Rozwiązania szczegółowe są różne, ale zawsze świadectweo
              jakoś się liczy.

              > A tak w ogóle: czy gimnazjum rejonowe, to jakaś definitywna porażka?

              Można podać wiele przykładów, że to wielka szansa porażki.
              Zawsze oczywiście znajdą się przykłady inne.

              > Gdyby
              > wybór był tylko taki, to oczywiście gonić. Jednak mamy o wiele więcej
              > możliwości rozwijania dziecka-i tutaj bym kładł większy nacisk.

              Ja nie pisałem o działaniach "po stronie dziecka". Ja pisałem
              o działaniach "po stronie szkoły", o "gonieniu" jej np. do
              sprawiedliwego, przewidywalnego, porównywalnego z innymi szkołami
              oceniania.

              > (tu pojawia się kolejna kwestia:
              > PODOBNO szkoła średnia ma przygotowywać do egzaminów na wyższe uczelnie; czy
              > ktoś widział, słyszał, albo może brał udział, w konsultowaniu programu szkół
              > średnich ze środowiskiem akademickim szkół wyższych ???).

              To nie jedyne zadanie szkoły. A konsultacje są, przedstawiciele
              środowisk akademickich wchodzą w (lub wręcz zasiedlają) komitety
              przygotowujące podstawy i standardy. Efekt jest jak na razie żałosny.
              Polecam porównanie naszych dokumentów programowych np. z brytyjskimi.
              Wadą naszych dokumentów jest ich hasłowość i ogólnikowość. Na ich
              podstawie powstają programy i podręczniki pisane na zasadzie "co mi
              w duszy gra!". Na dodatek recenzowane nie przez anonimowych recenzentów
              z losowania lub wyboru ministerstawa, ale przez recenzentów wskazanych
              i opłacanych przez autorów propozycji. Można więc napisać kompletnego
              gniota i tak długo szukać recenzenta, aż trafi się na takiego,
              co będzie miał właśnie zły dzień lub wręcz da się jakoś "zachęcić"
              do napisania recenzji pozytywnej (nic tym nie ryzykując!).


              > Ale gimnazjum chyba jeszcze dałoby się w ten sposób ująć?

              Czyżby? No to spróbuj na przykład pokazać równość kąta odbicia i
              padania na przykładzie kul bilardowych, piłek czy temu podobnych
              sytuacji. Wyobraź sobie, że robisz taki agitacyjny pokaz w klasie,
              masz na to 2 minuty, (bo to tylko ilustracja) a te cholerne bile
              wcale nie chca się odbijać, tak jak byśmy sobie życzyli (wierzę,
              że sam potrafisz po namyśle wytłumaczyc dlaczego; jesli nie to wybierz
              sie do bilardowni i nie wychodź, zanim nie zrozumiesz; po dwóch godzinach
              myśalenia wolno Ci zastąpić bile piłeczkami pingpongowymi :-))

              > Nie znam
              > konkretnych programów, uważam jednak, że właśnie w tym kierunku powinny iść
              > prace w MENiS.

              O niczym innym nie pisałem! Nauczyciel powinien dostać program
              obudowany licznymi, sprawdzonymi i przemyślanymi chwytami
              dydaktycznymi - zawsze kilkoma do wyboru.

              > sami
              > nauczyciele, czy też projektanci testów, nie mówiąc już o programach, raczej
              > nieczęsto potrafią te umiejętności zastosować.

              Ja bym tak mocno nie napisał. Sądzę, że we własnej, życiowej praktyce,
              dają sobie radę dostatecznie. Problemem jest przeniesienie tego
              na własciwy poziom dydaktyczny.

              > A jeżeli chodzi o testy, które rozwiązywał Twój syn- nie wydaje Ci się
              > zabawnym, że pytania, które są nazwane jako otwarte, ocenia się według klucza,
              > a nie według ich wartości merytorycznej?

              To jest zabawne. Ale jeszcze zabawniejsze jest to, że ja wcale nie
              pisałem o pytaniach otwartych!

              > Po pierwsze, osoby w wieku lat kikunastu potrafią dać w kość, często racji
              > nie mając.

              To, o czym piszesz to truizm, ale jednocześnie pierwsza strona
              elementarza dla nauczyciela. Sztuka bycia nauczycielem, to sztuka
              radzenia sobie z tym faktem, bez wylewania dziecka z kąpielą
              (bo oczywiście zawsze można spacyfikować, sprowadzając każdą
              lekcję do lekcji karności)

              > Nie można więc, po wysłuchaniu dziecka powiedzieć- masz rację synku,
              > wszyscy nauczyciele to banda idiotów.

              W ogóle nie należy dokonywać ocen osób, lecz konkretnych sytuacji
              i zachowań. To też elemetarz i także często obcy wychowawcom.
              Prawdopodobieństwo błędnej oceny sytuacji przez dziecko jest
              bardzo duże. Dlatego - gdy jest problem - należy starać się
              uzystać informacje o samej sytuacji, a nie o jego jej ocenie.

              > Osobiście
              > interweniowałbym w szkole, gdy dziecko poprosiłoby mnie o to ( tu oczywiście
              > też w granicach rozsądku ), lub gdybym sam zauważył, że jest to konieczne.

              Pełna zgoda, a diabeł jak zwykle w szczegółach.

              Pozdrawiam serdecznie,
              Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
              ojciec kilkorga uczniów
            • Gość: Majka :) Re: do Mariusza - kryteria są :)) IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 30.05.02, 17:35
              Od 1991 roku (przynajmniej w moim woj.) funkcjonuje kryterialne ocenianie.
              Pracę pisemną ocenia się na wszystkich jej płaszczyznach: treść i praca z
              tekstami literackimi, kompozycja, styl, język. Wszędzie są sprecyzowane
              wymagania, przydzielone im punkty. Ocenia się każdą kategorię oddzielnie,
              sumuje punkty i dopiero stawia ocenę.
              Podobne kryteria stosuje się do wypowiedzi ustnej. Wszystko uczniowie dostają
              z komentarzem w I klasie, jest też wywieszone w każdym gabinecie razem z WSO -
              wewnątrzszkolnym systemem oceniania do tego przedmiotu (reguły poprawy prac,
              sposób oceniania na semestr, rocznego itd.).
              Przyznaję, kryteria nie są w 100% precyzyjne, ale w tym przedmiocie chyba nie
              da się takich ustalić. W każdym razie sprawdzają się, oceny zaczęły być
              porównywalne. Sprawdzamy to od wielu lat na szkoleniach oceniania kryterialnego.
              Aha, na starej maturze pisemnej na Dolnym Śląsku OBLIGATORYJNE jest ocenianie
              kryterialne.
              • Gość: MP Re: do Mariusza - kryteria są :)) IP: *.fuw.edu.pl 30.05.02, 18:00
                Gość portalu: Majka :) napisał(a):

                > Przyznaję, kryteria nie są w 100% precyzyjne, ale w tym przedmiocie chyba nie
                > da się takich ustalić. W każdym razie sprawdzają się, oceny zaczęły być
                > porównywalne.

                Bardzo jestem ciekaw jaka jest faktyczna treść tej informacji.
                Co to znaczy: "zaczęły być porównywalne"? Czy dokonano profesjonalnego
                pomiaru stopnia porównywalności i pomiar ten pokazał, że dyspersja
                ocen jest mniejsza niż 1/3 stopnia? Taki pomiar można przeprowadzić
                i nie ma tu żadnych problemów koncepcyjnych. Wystarczy wylosowane
                wcześniej prace powielić (dać do przepisania, by nie odbiegały
                formą od "normalnych") i przekazać do sprawdzenia także wylosowanym
                egzaminatorom. Warunkiem wiarygodności jest, by egzaminatorzy
                nie byli świadomi czy i które prace są pracami kontrolnymi.
                Obawiam się, że takiego pomiaru nie dokonano, a teza o "porównywalności"
                jest bardzo uznaniowa, oparta o wnioskowanie nie spełniające
                podstawowych wymogów profesjonalnych.
                Nie oznacza to oczywiście, że teza "wywiedziona" nieprofesjonalnie
                jest fałszywa. Jest ona jednak mało wiarygodna.

                Pozdrawiam serdecznie,
                Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
                ojciec kilkorga uczniów
                • Gość: Majka :) Re: do Mariusza - kryteria są :)) IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 30.05.02, 19:08
                  Bezpodstawnie się obawiasz, ojcze Marku :)
                  Szkolenia i coroczne "sprawdziany" rzetelności oceny właśnie na tym polegają.
                  Przypadkowe, losowane przez metodyków prace są kopiowane (bez ocen i
                  komentarzy, które już dawno wypisuje się na karcie oceny, nie na pracy- w
                  przypadku matur) i poloniści ze szkół różnistych je sprawdzają. Potem wyniki
                  porównywane są z wystawionymi w oryginale.
                  Nie do końca precyzyjne w kryteriach jest określanie ilości błędów
                  dopuszczalnych przy poszczególnych wymaganiach, stąd budzące wciąż kontrowersje
                  płynne granice.
                  • Gość: MP Re: do Mariusza - kryteria są :)) IP: *.fuw.edu.pl 30.05.02, 19:32
                    Gość portalu: Majka :) napisał(a):

                    > Bezpodstawnie się obawiasz, ojcze Marku :)

                    Wybacz niepoprawnemu sceptykowi!

                    Proszę, podaj jeszcze do kompletu ile wynosi odchylenie
                    standardowe rozkładu ocen (przy aktualnej niejasności
                    co do "ilości błędów dopuszczalnych przy poszczególnych
                    wymaganiach") i na jak dużej próbie jest ono mierzone.

                    Pozdrawiam serdecznie,
                    Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
                    ojciec kilkorga uczniów
          • Gość: mariusz Re: do Marka 2 IP: *.waw.cdp.pl 27.05.02, 18:28
            coś mi obcięło posta ( za długi?)

            chodziło mi o to, że nie można karać dzieci, których rodzice nimi być nie
            powinni, narzucając im system edukacyjny, w którym nie mogą się odnaleźć. Ale
            to już temat na osobną dysputę.

            pozdro


            mariusz
      • Gość: dolfuss Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.kim.pl / 10.0.4.* 26.05.02, 23:44
        Gość portalu: Małgoś napisał(a):

        > Mam podobne doświadczenia z wychowawczynią mojego syna. Szkoła jest taka jak
        > jej Pani Dyrektor - skoro Pani Dyrektor nie reaguje na argumenty "walczących"
        > od wielu lat rodziców o zdemontowanie drzwi wahadłowych ( ze zwykłymi szybami),
        >
        > które nie dają ochrony przez zimnem z przedsionka, za to przy ich otwarciu
        > zatrzymują się na ławkach, gdzie dzieci zmieniaja buty, to o czym my mówimy!!!
        > Rozumiem niskie pensje, żaden prestiż zawodu itp Moja mama, moja teściowa ,
        > moje ciotki były nauczycielkami po 30 lat każda. Zawsze zarabiały mało, zawsze
        > pracowały na 1,5 etatu. Ale ich praca była dla nich ważna - oddawały jej załe
        > serce. Dzięki nim dzisiaj jestem moralnym, dobrym człowiekiem. Nauczyłam się
        > tego patrząc na ich pracę, jeżdżąc na wycieczki z ich klasami. A dzisiaj?
        > Wychowawczyni mojego syna idzie z dziećmi na spacer i pozwala im grać w piłkę w
        >
        > pełnym ubraniu na łąćzce pomiędzy dwoma ulicami i uważa, że zwrócenie jej
        > uwagi , iż naraża dzieci na niebezpieczeństwo ( bo piłka może polecieć na ulicę
        >
        > a ona nie zauważy, że dzieciak pobiegł prosto pod koła samochodu) jest
        > personalnym atakiem na nią. Nawet nie pomyślała, że może mamy rację.
        > To skandal - każde zebranie trwa godzinami, bo Pani sama nie wie, co ma na nim
        > powiedzieć, promuje skarżenie i donosicielstwo, wspiera dzieci, których rodzice
        >
        > coś robią dla szkoły, inne zaś są na uboczu.
        > Mój syn poprosił mnie o zmianę szkoły, bo ma dość niesprawiedliwości.
        > Jest dopiero w 2 klasie...
        > Aż się boję co będzie dalej.
        > A przecież wystarczy chcieć. Przecież i tak nauczyciel musi być w szkole
        > odpowiednią liczbę godzin. Prawdę mówiąc, gdybym wykonywała moje obowiązki w
        > pracy, tak jak robi to wychowawczyni mojego syna, już by mnie wywalili.
        > Może to jest właśnie ta różnica? Kwestia weryfikacji i bata nad głową? Niby " z
        >
        > niewolnika nie ma pracownika", ale skoro nie ma żadnego regresu w stosunku do
        > nauczycieli, to sami z siebie nie poprawią jakości swojej pracy....
        > Tylko, czy w takim razie powinni pozostać w zawodzie?
        >

        Czy zna Pani dobrych nauczycieli? Proszę powiedzieć i opisać. Proszę nie generalizować. Są nauczyciele tacy i
        tacy. Złe i dobre podejscie do pracy- to zjawisko jest w każdym zawodzie. Jeżeli ta Pani postępuje tak jak Pani pisze
        to zgoda- jej postępowianie jest złe. Nic dodać nic
        ująć.
    • Gość: Jędruś Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.kalisz.cvx.ppp.tpnet.pl 26.05.02, 12:15
      Moja wychowaczyni jest naprawdę skoko. Załatwia nam poprawki u nauczycieli,
      broni nas przed niesłusznymi ocenami, zawsze trzyma naszej strony. Z drugiej
      strony pozostawia nam duży obszar do działania, np. jeżeli chcey zorganizować
      jakąś imprezę w szkole, to musimy to sami załatwić. Nie ma w naszej klasie
      zaszytu uwag, co bardzo cnie. Nauczyciele muszą się zwracać prosto do nich.
      Moim zdaniem taki powinien być wychowawca. Proponowaliśmy, ażeby przy okazji
      ostatnich wyborów na dyrektorkę szkoły, nią została, lecz ona nie chce, by nie
      stracić kontaktu z uczniami. Na wycieczce jeżeli nie chcemy to nie musimy
      słuchać często nudnych przewodników. To jest ideał nauczyciela. Jeżeli ktoś z
      Gazety i nie tylko jest zainteresowany tym zjawiskiem i nauczycielem i
      wychowaewcą to zapraszam:
      JEDRUSMACHO@POCZTA.ONET.PL

      Pozdrawienia
      Jędruś
    • Gość: jang NIE każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.05.02, 00:46
      nie kazdy nauczyciel nadaje sie na wychowawce

      prawie zaden nauczyciel nie jest przygotowany do pelnienia tej funkcji (ani
      teoretycznie, ani praktycznie)
      na studiach matematykow uczy sie matematyki, filologow uczy sie danego jezyka
      itd., na sekcjach nauczycielskich niby jest psychologia, pedagogika, praktyki -
      ale ... wydzial psychologii na wydzial chemi nie posyla swoich najlepszych
      pracownikow (zeby ksztalcili przyszlych nauczycieli chemii), analogicznie z
      wydzialem pedagogiki, a praktyki najczesciej trwaja .. trzy miesiace
      na studiach mialam pedagogike, ze starym dziadkiem, ktory opowiadal nam o
      filozofii, socjologii, o przypadkach dla psychiatry - co z tego mialo mi sie
      przydac w przyszlej pracy nauczyciela-wychowacy? i wtedy i dzis (po 10 laatch
      nauczania) mowie: NIC
      podobnie bylo z psychologia

      druga strona medalu: przychodzi do szkoly mlody nauczyciel, natychmiast dostaje
      caly etat (a zwykle wiecej) i wychowawstwo (przymusowo),
      na nic zdaly sie moje tlumaczenia, ze moze najpierw popracuje rok bez
      wychowawstwa, rozejrze sie po szkole, poznam szkole, dzieci, nauczycieli,
      porozmawiam z innymi wychowawcami, naucze sie kontaktow z rodzicami
      wychowawstwo dostalam, dzis nie mam wychowawstwa i coraz czesciej ogladajac to
      wszytko z boku dostrzegam, ze wychowawca to taki chlopiec do bicia

      dwa pytania retoryczne:
      1) CO i JAK zrobic, zeby wychowawcami byli tylko ci, ktorzy chca i maja ku temu
      predyspozycje?
      2) CO i JAK zrobic, zeby NAUCZYCIELAMI byli tylko ci, ktorzy chca i maja ku
      temu predyspozycje?

    • Gość: susik Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.chello.pl 10.06.02, 15:09
      Ja jestem wychowawcą tych najmlodszych-jestem lekarzem co opatruje
      ranki,mechanikiem reperującym zabawki,ksiedzem sluchajacym na ucho
      tajemnic,fryzjerem poprawiającym ogonki,sprzataczką sprzątajacą rozlany
      soczek,krawcowa co przyszywa urwany guzik i sama jeszcze nie wiem czym.Bylam na
      wyjeżdzie integracyjnym dzieci -rodzice i ja (koledzy pukali sie w
      czoło).Organizuje dla rodziców zebrania szkoleniowe-agresja u
      dzieci,dysleksja,problemy z poczuciem własnej wartości u dzieci,samoobsluga
      przed wyjazdem na pierwszą zielona szkołę.Pojechałam!Dzieci nie potrafiły
      jeść,zasłać (kocem )łóżka,umyć się pod prysznicem,zachować w muzeum.Czy to
      obowiązek wychowawcy czy rodzica nauczyć podstaw swoje wlasne dziecko?Ja oprócz
      tego mam koło teatralne,zajecia wyrównawcze,odrabiam z częścia dzieci prace
      domowe w szkole bo w domu nie mają kiedy albo z kim ich zrobić.Mam własną
      trójkę dzieci które wychowuję sama.Ktoś powie-po co to jeszcze robisz?Bo kocham
      swoją pracę,bo wiem ,że jestem potrzebna tym maluchom,bo gdy sie mylą i mówią
      mamo to znaczy że mnie koczają i akceptują.To ,że rodzice często nie potrafia
      powiedzieć dziękuję,że pod nosem narzekają nie ma dla mnie znaczenia.JA JESTEM
      WYCHOWAWCĄ i myślę ,że nie najgorszym.Jestem też nauczycielem,ale bardziej
      czuję się wychowawcą.
      • Gość: wanta Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.zakopane.sdi.tpnet.pl 26.06.02, 16:52
        Brawo!
        w swojej wypowiedzi dodałaś drugą istotną część pytania "Czy każdy rodzic
        nadaje się na rodzica?"
        Oczekiwanie,że szkoła wyręczy rodziców we wszystkich sprawach związanych z
        wychowaniem i kształceniem jest absurdem prowadzacym do tego, że nauczyciel ma
        być we wszystkim "super" "Super - wychowawca", "super -pedagog i psycholog",
        ma "super-ciekawie" prowadzić lekcje, a jak to nie pomoże to chyba nauczyciel
        powinien być "super-clownem". Może wtedy wzbudzi ciekawość i zainteresuje nasze
        pociechy. Pracę z dziećmi powinien zacząć od uczenia magicznych słów: dzień
        dobry, proszę, przepraszam, dziękuję. Swój dzień powinien zaplanować tak, żeby
        po skończonych lekcjach, wpaść do domów swoich uczniów, młodszym poczytać
        bajeczki, ze starszymi podyskutować o przeczytanej książce i o tym że Stasia
        nie wolno bić. Potem poczekać na powrót zapracowanych rodziców i udzilić im
        informacji o ich pociechach - unikać oczywiście krytyki. Musi zrozumieć, że
        rodzice nie mają czasu dla swoich dzieci - bo pracują, nie mają czasu przyjść
        na spotkanie z wychowawcą bo pracują. Nie warto pisemnie informować rodziców o
        poczynaniach "Kajtka" - bo jak napisze, że Kajtek przeszkadza na lekcji to
        Tatuś Kajtka odpisze "proszę odprawić egzorcyzmy" ( fakt autentyczny)I dobrze
        mu tak - jak śmiał niepokoić rodziców. Oni wzgtlędem dziecka wywiązują się z
        obowiązków. Przecież zapisali dziecko do szkoły.
        Moja wypowiedź jest zjadliwa, ale jestem przekonany, że tam gdzie zostaje
        nawiązana pełna i odpowiedzialna współpraca pomiędzy nauczycielami i rodzicami
        tam bezpodstawne pozostaje pytanie czy każdy nauczyciel nadaje się na
        wychowawcę. Na koniec pozwolę sobie zacytować fragment listu mojej byłej
        uczennicy
        Dosc dawno temu, w pewnej szkole powstala druzyna
        harcerska Ogniska, gawedy, wedrowki, uczenie sie wartosci,
        otwartosci, odwagi cywilnej, potrzeby spieszenia innym z pomoca i takze
        zachowywania tradycji, tworzenia swoich wlasnych rytualow i zwyczajow.Piekny
        okres wczesnej mlodosci prowadzony przez na szczescie kompetentnych i
        prawych ludzi (uklon w Wasza strone), okres, ktory najbardziej zawazyl na
        moim dalszym zyciu.
        Ktos by pomyslal, ze ten okres przeminal i pozostawil po sobie slady w
        charakterze i piekne wspomnienia. A ja sobie zdalam sprawe, ze teraz i
        tutaj, w Niemczech przekazuje te wartosci dalej - moim malym uczestnikom
        zajec muzycznych i choru. Zdalam sobie sprawe, ze nie jest wazna narodowosc
        - wszystkie dzieci, mlode dusze potrzebuja takiego "pokarmu".
        Te dzieciaki sa tak podatne na nastroje, jak robie z nimi improwizowane
        ognisko i na koniec kazdych zajec w zupelnej ciszy przekazujemy sobie iskre,
        to te maluchy (od 3 - 9 lat) sa jak zaczarowane i wcale im sie nie spieszy
        do domu. To jest dla mnie tak piekna praca i spelnienie, ze jestem wdzieczna
        losowi, ze mnie jakos naprowadzil na ten "teren" muzykowania z malymi
        dziecmi . Ale zarazem jestem wdzieczna, ze mialam szczescie zyc w
        okreslonych miejscach i poznac okreslonych ludzi, ktorzy uksztaltowali we
        mnie takie cechy, ktore mi teraz pozwalaja robic to co robie. DZIEKUJE.
        Musialam Wam to napisac, bo mysle, ze nie ma dla pedagoga nic piekniejszego
        jak taka wypowiedz jednego z jego uczniow.

        Zacytowałem ten fragment listu, żeby uświadomić znaną prawdę - efekty pracy
        nauczyciela widoczne są dopiero po wielu wielu latach.

        Pozdrawiam

        • Gość: Eja Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.chello.pl 26.06.02, 17:26
          Gość portalu: wanta napisał(a):

          >( fakt autentyczny)

          Przepraszam, czy to żart czy błąd? A może się czepiam?
          pozdr
        • Gość: susik Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.chello.pl 26.06.02, 17:28
          To piękne co napisałaś o tej iskierce.Przypomina mi się taka scena z mojej
          kariery zawodowej.To było dawno temu. W dobrej polskiej szkole przed pracą
          jeszcze, odbierałam dziecko ze żłobka.Zaczynałam lekcje o 15.45 i miałam je do
          19.00.W klasie było 32 maluszków w wieku 7 lat.Czesto zmeczonych pobytem w
          świetlicy od 7.30.W tym wszystkim moja córeczka .Siadaliśmy na podłodze w kręgu
          i każdy opowiadał co mu się dobrego lub złego przydarzyło.Na koniec łapaliśmy
          się za ręce,zamykaliśmy oczy i każdy marzył o czymś miłym.To było takie
          wzruszające i wzmacniające nasze relacje.Nie wiem dlaczego tak robiłam,to była
          moja pierwsza praca,pierwsza klasa i początek kariery.Ta klasa namówiła mnie
          później na szaloną wycieczkę do Krakowa.Nocnym pociągiem ,cały dzień
          zwiedzanie ,nocnym powrót.Następnego dnia był Dień Dziecka.Tradycyjnie Dzień
          Sportu.
          -Nie przychodźcie do szkoły na zawody-powiedziałam swoim aniołom.
          Przyszli w komplecie i wygraliśmy większość konkurencji.
          Kiedyś moja mała powiedziała ,że jest głodna i natychmiast dostała ze 20
          kanapek ,parę jabłek i cukierki.
          Dlaczego to piszę i co to ma wspólnego z byciem wychowawcą?Chyba wiele,ale tak
          naprawdę nigdy nie zastanawiałam się ,czy wtedy byłam wychowawcą,czy nie.Może
          ktoś mi odpowie?!
    • Gość: RobertJ Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę ? IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 30.06.02, 17:38
      Jestem nauczycielem i chciałbym wyjaśnić SZ. Rodzicom kilka spraw.
      Po pierwsze. Wieloletnie badania jednego z wybitnych polskich dydaktyków
      doprowadziły go do wniosku, że nie istnieje nic takiego jak nauczyciel
      idealny. Do pracy w tym zawodzie przychodzi wielu różnych ludzi, i tak
      naprawdę dopiero po kilku latach można stwierdzić, czy mają do tego
      powołanie.
      Po drugie. Nie będę się tu wypowiadał o dodatku za wychowawstwo. Przedstawię
      tyklo niektóre obowiązki: prowadzenie dziennika, pilnowanie frekwencji,
      wypisywanie ocen (wyobraźmy sonie klasę liczącą 25 uczniów, każdy z nich uczy
      się 10 przedmiotów, niech z każdego ma po 5 ocen; a przecież z matematyki i
      polskiego zawsze jest ich więcej), udział w zebraniach i spotkaniach z
      rodzicami, wyżebrywanie opłat na komitet rodzicielski, wypisywanie świadectw,
      opinii ... Nie trzeba być geniuszem by zdawać sobie sprawę jak dużo czasu to
      pochłania. Oczywiście do niektórych spraw można posłużuć się uczniami, ale na
      to krzywo spogląda dyrekcja.
      Kiedyś policzyłem i wyszło, że zajmuje to średnio dwie godziny dodatkowo na
      tydzień. Inną sprawą jest kwestia umiejętności nawiązywania kontaktu z
      wychowankami. Tutaj zadne studia nie pomogą.
      Byłem dwa razy wychowawcą i nigdy nie czułem się dobrze w tej roli. Na
      szczęście już nim nie jestem. Tak jest lepiej i dla uczniów i dla mnie.
    • radoslaw.marecki Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę 20.12.18, 17:54
      Te wszystkie wymagania do spełnienia za 100zł. Nie od ucznia i nie od dnia. 100zł do pensji za miesiąc. Kto się podejmuje?
    • Gość: nauczyciel Re: Czy każdy nauczyciel nadaje się na wychowawcę IP: *.finemedia.com.pl 07.02.24, 09:22
      Drodzy rodzice, musicie zrozumieć, że nauczyciele pracują za pensję graniczącą z najniższą krajową. Żeby przeżyć biorą stałe nadgodziny, pracują bardzo często w kilku szkołach na raz. Za te dodatkowe rzeczy, takie jak imprezy popołudniowe, pracę na wycieczkach (często jest to 72 i więcej godzin pracy BEZ PRZERWY) - nikt nie wypłaca nadgodzin.
      Praca jest niezwykle wymagająca, obciążająca, odpowiedzialna, stresująca. Czasami więc po ludzku - nie dajemy rady podołać wszystkim waszym wyobrażeniom. Tym bardziej, że są one nierealne.
      Chciałbym mieć 18 godzin dydaktycznych w jednej szkole, nie musieć wciąż dorabiać i mieć czas na te wszystkie ciekawe działania wychowawcze. Ale ten system nie pozwala mi na to, nie stwarza odpowiednich warunków.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka