Gość: Ulka B
IP: *.man.polbox.pl
12.02.02, 13:34
Chciałam poruszyć temat wychowawstwa. Pytanie : czy każdy nauczyciel nadaje się
na wychowawcę? Z pewnością nie. Moja córka uczy sie szóstej klasie jednej z
mokotwskich szkół podatawowych. Miała niestety pecha, gdyż trafiała przez te
sześć lat na wychowawców, którzy faktycznie nie powiini nimi zostać. W klasie
1 - 3 opiekowała się nią osoba bez jakiego kolwiek polotu. Gdybyśmy my rodzice
jej nie pchnęli to sama nie zrobiłaby nic. Dzieci nie miałyby wycieczki, ani
żadnej imprezy klasowej.
Nie miała podejścia do dzieci, nie znała ich problemów. Nigdy nie próbowała
rozmawiać z rodzicami, gdy działo się coś niepokojącego.
Moja córka była dzieckim dość nerwym. Bardzo przeżył aśmierć mojej mamy, z
którą była bardzo związana. Stało się to gdy córka miała nie całe 4 lata.
Tereska była pobudliwa, czasem nieprzyjemna dla rówieśników. Stąd wziął się
brak akceptacji jej przez kolegów i koleżanki. Niestety mam pracę która zabiera
mi dużo czasu. Ale utrzymywałam z Tereską non stop telefoniczny kontakt. Wiele
czasu poświęcałam jej w dni wolne i wieczory. Zawsze pomagałam jej w odrabianiu
lekcji. Wspólnie rozwiązywałyśmy jej problemy życiowe.
Właśnie z powodu czasochłonnej pracy i braku możliwości skontaktowania się z
nauczycielem w każdej chwili (na zebraniach byłam zawsze) założyłam zeszyt
korespondencji. Wpisywałam w nim wszystkie usprawiedliwienia nieobecności oraz
niepokojące mnie sprawy. Nigdy moja notatka nie spotkała sią z odpowiedzią lub
chociażby podpisem świadczącym, zę Pani zapoznałasię z jej treścią.
Pewnego dnia miało miejsce pewne zdarzenie, które utwierdziło mnie,że
Nauczycoelka nie powinna być nauczycielem, a co dopiero wychowawcą. Tereska
przyszła zapłakana ze szkoły. Okazało się, że dostała 1. Spytałam za co.
Okazało się, że zapomniała wiersza, którego uczyła się na pamięć i ze strachu
schowała się pod ławkę (była wówczas w drugiej klasie - miała 8 lat). Poszła
następnego dnia do nauczycielki z pytaniem co się stało i czy w tej sytuacji
może dać Teresce jeszcze jedną szansę na poprawę.
Na to cyt. "Ja już nie wiem co z tą pani Tereską robić. Z nią są same
problemy". Ta wypowiedź chyba nie wymaga komentarza.
I taka przepychanka trwała do ukończenia trzeciej klasy.
Od czwartej klasy przejęła klasę nowa nauczycielka. Oczywiście byłam na
rozpoczęciu roku szkolnego, aby poznać nową Panią.
Na pierwszy rzut oka wydawała się fachowcem.
Jednak już po roku okazało się co to za "egzemplarz".
Pani potrafiła tylko narzekać na klasę. Przeszkadzało jej wszystko. To, że
dzieci rozmawiają na lekcji (tak działo się tylko na jej lekcjach), że robią
sobie psikusy (były one bezpieczne nikomu nie robiły krzywdy). Stwierdziła, że
nie pojedzie z naszymi dziećmi na wycieczkę, bo one nadają się tylko na łąkę.
Tak jak poprzedni wychowawca, tak i ten nie znała dzieci. Nie znał ich sytuacji
rodzinnej. NIe wiedziała jakie klasa ma problemy. NIe wiedziła, że w klasie
jest grupka, która gnębi słabszych.
Tą gnębioną była m.in. moja córka. Dopiero moja interwencja na posiedzeniu Rady
pedagogicznej coś zmieniła. Zainteresowano się atmosferą w klasie.
WYdaje mi się jednak, że jest już zbyt późno. Tereska nie wyniesie żdnych
miłych wspomnień z tej szkoły. Mogę jedynie pochwalić nauczycieli "starej
daty". Są to osoby wymagające, ale umiejące znaleźć wspólny język z dziećmi.
Nauczycielka matematyki p. Szymaniak, p. Tauber to cudowni nauczyciele,
pedagodzy i wychowawcy.
Pan Drabik wychowawca - młody człowiek - dzieci go uwielbiają. Podczas spacerów
jest oblepiony dziećmi. Wiszą przy nim jak winogrona. Jego dzieci są w piątej
klasie klasie a już wiedzą dużo o gimnazjach.
Wychowawca naszych dzieci do dziś nie potrafi udzielić informacji o gimnazjach.
Nawet nie ma wiedzy o gimnazjum rejonowy, To wstyd dla szkoły, dyrektora i dla
niej samej. Ale ta Pani chyba wstydu nie ma zagrosz. Potrafi jedynie narzekać,
krytykować i klepać pacierze w kółkach różańcowych. Dodam, że Owa Pani jest Nie
najmłodszą panną bez dzieci. Tu chyba tkwi przyczyna jej zgoszknienia i braku
zrozumienia dla dzieci.
Wiem, że możecie Państwo pomyśle, że może to wina mojego dziecka. Ale ja wiem,
że nie. Moja córka uczy się bardzo dobrze, ma wiele osiągnięć.
Dla rodziny jest bardzo ciepła, uczuciowa i opiekuńcza.
Wydaje mi się jednak, że wychowawcy powinni być poddawani selekcji, testom i
mieć przykazane zadania do wykonania. Zadania, które pozwoliłyby poznać każde
dziecko z osobna, jego lęki, obawy, marzenia, sytuację domową, rozeznać się w
problemach klasowych.
Sądzę, że dobrym sposobem na spełnienie takich zadań są wspólne wyjazdy
integracyjne, rozmowy z dziećmi, organizowanie spotkań prewencyjnych (chodzi mi
zapobieganie patologiom społecznym). MYślę, że metod można przytoczyć wiele.
Może ktoś zechce mi odpisać.
Zawiedziona Ulka B