Gość: DaDa
IP: proxy / 192.168.0.*
16.11.02, 00:37
Sprawa jest i błaha i poważna jednocześnie.
Parę lat temu zrobiłam studentom na pierwszych zajęciach kartkówkę z tego,
co to jest „1 kG”. Nie pamiętam dokładnie wyniku, ale ponad 80% z niczym się
to nie kojarzyło. I w ten oto sposób, dowiedziałam się, że od jakiegoś czasu
ta jednostka siły nie jest już w polskich szkołach stosowana. Podejrzewałam
już to od dłuższego czasu, ale ponieważ moje dziecko wtedy jeszcze nie uczyło
się fizyki, nie do końca byłam tego pewna. Rozumiem powody – jest nielegalna.
Ale dlaczego tak dokładnie nieobecna w nauczaniu fizyki? Niektórzy moi
starsi koledzy do dzisiaj o tym nie wiedzą.
Sprawa wydawałaby się błaha, ale czy rzeczywiście? Przecież ciągle jeszcze
jest w technice używana. Ciągle jeszcze dużo mamy mierników, na których jest
napisane „kG/cm2”. Ciągle jeszcze występuje w tabelach i na wykresach. I
jeszcze długo będzie. Dlaczego polska fizyka szkolna tak dokładnie odrzuciła
ten „kG”? W imię jakiegoś ortodoksyjnego poczucia legalności?
Przekartkowałam książkę syna do fizyki w I LO i „kG” nie znalazłam ani razu,
a jest to podręcznik do kształcenia w zakresie rozszerzonym.
To że muszę studentom tłumaczyć, co to jest „kG”, to drobiazg. Interesuje
mnie rzecz istotniejsza. Mianowicie uważam odejście od technicznego układu
jednostek (właśnie z „kG”) za błąd w nauczaniu początków fizyki. Z tego
względu, że jest on tak ściśle związany z warunkami ziemskimi, a więc i z
codziennym doświadczeniem dzieci, powinien być w nauczaniu początków fizyki
obecny. Pamiętam, gdy syn był w 6 klasie i uczył się o tym, co to jest siła.
Wydawałoby się, że w sposób naturalny powinien tu zaistnieć ten kG, ponieważ
każde dziecko na pewno nieraz cos w sklepie na wagę kupowało. Ale nie –
zaczęto od niutona. W prawdziwe zdumienie wprawiła mnie jednak próba
wytłumaczenia dzieciom co to jest ten niuton. Otóż, pamiętam dokładnie: jest
to siła z którą Ziemia przyciąga 103g masy. Wzięłam kalkulator –
rzeczywiście. Z pewną dokładnością, ale jednak. Tylko co z tego? No jeżeli
już, to należałoby zacząć od II zasady dynamiki, ale w ten sposób? Na miejscu
tych dzieci bardzo bym się zdziwiła, dlaczego nie 100g masy, albo 1000, albo
1? Jak te dzieci nie mają czuć rozdźwięku pomiędzy swoim codziennym
doświadczeniem a tą abstrakcją uczoną na lekcjach fizyki?
Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku kalorii. Kiedyś każdy wiedział:
ilość ciepła potrzebna do ogrzania 1g wody o 1 st. Piękne, jasne, wyczuwalne.
Nie mam nic przeciwko dżulom. Naprawdę. Poza tym te wykresy, tabele. I tak
musza się o tej kalorii dowiedzieć.
I na koniec. Od szkoły podstawowej wiem, ile wynosi przyśpieszenie ziemskie.
W moich czasach wszyscy to wiedzieli i nie było to 10 m/s2. Dlaczego teraz
prawie cała młodzież automatycznie (jeżeli w ogóle wie) podaje tę właśnie
wartość? Teraz, kiedy powszechnie stosuje się kalkulatory?
Mam nadzieję, że jacyś nauczyciele fizyki tu zajrzą i opowiedzą o swoich
doświadczeniach w tym względzie. Pozdrawiam. DaDa