nemo07
12.12.03, 11:45
Od czasu do czasu media informują o patologiach szkoły, szczególnie na linii
stosunków uczeń - nauczyciel. Wybucha wtedy gorąca dyskusja, graja emocje i
wszyscy wieezą co zrobic (zwykle poprawic dyscyplinę). Potem ludzie
zapominają, sprawa "przysycha" i tylko poszkodowanio pluja sobie w brode, że
dlai sie w te maliny wpuscić. A może by tak pogadać o tym na spokojnie? Bez
emocji, które sprawie szkodzą. Mysle, że większość forumowiczów zgodzi sie
ze mną, ze szkoła przeżywa ostry kryzays. Jest obciązona zadaniami ponad swe
siły i mozliwości, finansowana jest na zasadzie gaszenia pożaru, a
nauczyciele staja sie powoli pariasami społeczeństwa (nb. czytałem gdzieś,
że na Zachodzie zawód ten uchodzi za najbardziej stresujący). Bardzo ważne
dla funkcjonowania szkoły sa stosunki nauczyciel - uczeń. W moim odczuciu
dzis jest to po prostu chore. Obie strony mają do siebie pretensje, a mało
kto szuka punktów porozumienia. Mnie sie wydaje, ze głównym winowajca jest
system oświatowy. Nauczyciel postawiony jest wobec wymagań, którym sprostac
nie może, podobnie zreszta i uczeń, a ciężar eukacji i niestety również
WYCHOWANIA przerzucony został własciwie całkowicie na szkołe. Ta ostatnia
jest po prostu skostniałai niewydolna, czego dowodem są odzywające sie
rownież u nas pytania o tzw homelerning. Czy da sie z tym (tzn szkoła)
jeszcze cos zrobic? Czy może szukać zupełnie nowych rozwiazań np. opartych o
wiekszą samodzielnoś ucznia i odpowiedzialność odziców za jego edukacje i
wychowanie. Istnieje np w Indiach czy Australii tzw. distance lerning i nie
widac by efekty były duzo gorsze. Co Wy sadzicie o problemach szkoły?
Napiszcie, proszę.